Co to jest Demokracja Bezpośrednia? Wywiad z przewodniczącym partii – Adamem Kotuchą.

Reklamy

Pierwszy powiat w Niemczech oddaje władzę obywatelom

Wszyscy obywatele powinni współuczestniczyć i decydować – radni niemieckiego powiatu Friesland rozstrzygnęli, że od listopada tego roku, każdy mieszkaniec powiatu będzie mógł brać aktywny udział w debatach, tworzeniu projektów i decydowaniu, przy użyciu, wykorzystywanego przez partię Piratów, oprogramowania LiquidFeedback (realizuje ono ideę demokracji płynnej w praktyce) – głosowanie było jednomyślne.

11 lipca, podczas zebrania członków rady powiatu, zdecydowano, że od listopada rusza pilotażowy projekt pod nazwą LiquidFriesland. Decyzja zapadła bez jednego głosu sprzeciwu (głosowali członkowie SPD, Zielonych i CDU). Uznano, że najlepszym, szeroko sprawdzonym oprogramowaniem, spełniającym wszystkie wymogi określone przez Instytut Zarządzania Informacją w Bremen oraz Zebralog, umożliwiającym zwiększenie udziału społeczeństwa w podejmowaniu decyzji, jest oprogramowanie LiquidFeedback, któremu dla potrzeb lokalnych nadano nazwę LiquidFriesland. [1],[2] Postanowiono także, że należy zadbać o to, aby wszyscy mieszkańcy powiatu bez dostępu do internetu, mieli również możliwość uczestnictwa.[1]

„To posiedzenie jeszcze raz nam wszystkim wyraźnie pokazało, że cała rada zgodnie weszła na drogę jeszcze większej transparentności i niwelowania barier pomiędzy władzą a zwykłymi obywatelami.” powiedział starosta Sven Ambrosy (SPD), po zakończonych obradach.

Mieszkańcy Frieslandu jako pierwsi obywatele Republiki Federalnej Niemiec już wkrótce zaczną aktywnie tworzyć lokalną politykę. Każdy z nich będzie miał możliwość online wpływania na wszystkie decyzje, które zapadają w powiecie. Takie tematy jak np. nowe drogi rowerowe, szkoły czy opłaty za wodę, zostaną przedyskutowane w internecie a następnie będą wybrane przez ogół najlepsze projekty, a także sposób ich realizacji.[3]

Powiat będzie wykorzystywał najnowszą wersję oprogramowania sygnowaną cyferką 2.0, która dzięki pracy programistów z Public Software Group jest znacznie przyjaźniejsza w użytkowaniu od poprzedniej wersji.

W celu merytorycznego przygotowania społeczności lokalnej do pełnego wykorzystywania możliwości jakie daje LiquidFriesland oraz zapoznania się z zasadami Liquid Democracy (Demokracji Płynnej), trwają obecnie szkolenia i kursy zorganizowane przez Volkshochschule, popularne w Niemczech uniwersytety ludowe.

Więcej informacji na stronie powiatu Friesland: LiquidFriesland

[1] Vorlage für den Kreistag (PDF, 4 Seiten), 2012
[2] fab, Erster Landkreis führt Liquid Feedback ein, 2012,
[3] Alle Friesen an die Laptops!, 2012

http://liquiddemocracy.pl/

Sieć 118

Nie znam Cię, prezydencie! – polityka po alpejsku

Parlamentarzyści dojeżdżają do pracy rowerami, a prezydenci jeżdżą pociągami, drugą klasą… To nie sen. To szwajcarska rzeczywistość. Politycy mają tak ograniczoną władzę, że często nawet nie warto znać ich nazwisk.

Jak na tę porę dnia było jeszcze sporo pustych miejsc. Siedziałem pod oknem. Lubię patrzeć na góry i czuć spokój, który emanuje z ich zaśnieżonych szczytów… Pociąg zatrzymał się na kolejnej stacji. Przez cztery minuty obserwowałem bez pośpiechu wsiadających podróżnych.

– C’est libre? – spytał ktoś.

Wyrwany z przyjemnej zadumy, szybko odwróciłem głowę. Napotkałem serdeczny uśmiech i miłe oczy, uprzejmie pytające o wolne miejsce. Szybko odparłem, że oczywiście, można się przysiąść. Chwilę przyglądałem się mojemu współtowarzyszowi podróży. Kogoś mi przypominał, nie wiedziałem kogo, ale byłem pewien, że już kiedyś widziałem tę twarz w gazetach. Jednak ze względu na mój toporny francuski, nie odważyłem się zagadnąć i wybadać, kim jest mój tajemniczy sąsiad. Starszy pan wyjął gazetę, a ja powróciłem do podziwiania krajobrazu… Tak oto przegapiłem okazję na rozmowę z prezydentem Szwajcarii.

Zupełnie nieświadomie spędziłem kilkadziesiąt minut z Josephem Deissem, ówczesnym prezydentem Konfederacji Szwajcarskiej. Czy znacie to nazwisko? Czy kojarzą się Wam z kimś, takie osoby jak: Samuel Schmid, Moritz Leuenberger, Micheline Calmy-Rey? Podejrzewam, że są Wam one równie nieznane jak mnie przed kilkoma laty. A są to – w kolejności urzędowania – głowy państwa szwajcarskiego. Dlaczego jednak nie są znani? Dlaczego nie mówi się o nich?

Choć przez tutejsze banki przelewają się ogromne sumy pieniędzy, wielkie międzynarodowe koncerny tu płacą podatki, a wiele światowych decyzji jest podejmowanych właśnie u Helwetów, to nie mamy zielonego pojęcia, kto rządzi tym krajem!
– Szczerze mówiąc, również wielu Szwajcarów musi się chwile zastanowić nad nazwiskiem aktualnego prezydenta. I wiecie co? To jest właśnie najpiękniejsze!

Demokracja bezpośrednia

Politycy mają tak ograniczoną władzę, że często nawet nie warto znać ich nazwisk. Każdą ustawę uchwaloną przez parlament można przecież odrzucić za pomocą referendum. Jeśli ustawa nie dotyczy zmian konstytucyjnych, wystarczy zebrać jedynie 50 tys. podpisów w ciągu 100 dni. W przypadku zmian konstytucyjnych ustawa musi zostać zatwierdzona przez obywateli, poprzez referendum (tzw. referendum obowiązkowe). W takim systemie, gdzie decyzje „rządzących” nie są ostateczne, korupcja nie ma większego sensu. Tym bardziej, że istnieje jeszcze jeden mechanizm szwajcarskiej demokracji bezpośredniej, który może narobić wiele zamieszania w rachubach polityków. Jest nim inicjatywa społeczna. Aby wylansować referendum, dotyczące konkretnej inicjatywy, wystarczy zebrać 100 tys. podpisów w przeciągu dwóch lat. To gwarantuje, że decyzje podejmuje zawsze obywatel i to właśnie on ma ostateczny głos. Dlatego nic w tym nadzwyczajnego, jeśli nazwiska sprawujących najważniejsze urzędy w państwie są mało istotne. Takie są zalety demokracji bezpośredniej.

Politycy

Pewnie się zastanawiacie, jak to możliwe, że spotkałem prezydenta Szwajcarii w pociągu? To jest jedna z wielu ciekawostek tego małego alpejskiego kraju. Pełna szwajcarska demokracja bezpośrednia odbiera prawie zupełnie władzę „rządzącym”, a co za tym idzie degraduje zawód „polityka” do rangi mniej lub bardziej pospolitego zawodu. Parlament u Helwetów jest najtańszym parlamentem w Europie. Jak to kiedyś zabawnie sformułowali dziennikarze szwajcarskiego radia: „tańszy niż bilet do kina, a często dostarcza więcej zabawy. Szwajcarski parlament kosztuje pojedynczego obywatela około ośmiu franków na rok (…)”.

Chyba na całym świecie politycy mają taką właściwość, że dostarczają swoim wyborcom wielu niezapomnianych wrażeń. W Szwajcarii oczywiście nie jest inaczej. Nigdzie nie ma bowiem ludzi doskonałych, jednak tutaj nie kasują oni horrendalnych „diet”, nie mają służbowych samochodów, domów, „borówek” (urzędników BOR), etc… Miesięczna pensja parlamentarzysty jest o około 50 proc. większa od średniej krajowej, ale mniejsza niż trzykrotność minimalnego wynagrodzenia. Według polskich realiów, nasz polityk zarabiałby mniej niż 4 tys. zł, licząc według średniej krajowej lub też mniej niż 2800 zł, gdy policzymy według minimalnego wynagrodzenia. Jest więc rzeczą zupełnie normalną, że politycy, nawet ci najbardziej znani, dojeżdżają do pracy tramwajem lub na rowerze, robią zakupy w supermarketach i chodzą swobodnie po ulicach, nie wiedząc i nie obawiając się o własne życie. Nikt przecież im nie zagraża, są jedynie urzędnikami i wypełniają swoje funkcje, mniej lub bardziej starannie, jak każdy inny pracownik.

Czy jest możliwe, aby w Polsce nasi deputowani mogli chodzić bezpiecznie po ulicach, jeździć spokojnie tramwajami i autobusami? Być może istnieje jakiś sposób, by zapewnić takie bezpieczeństwo naszej elicie politycznej? Myślicie, że można brać przykład z tej malowniczej alpejskiej krainy?

http://demokracja-bezposrednia.org/