Nie będzie „biotelefonów”. Hartmut Müller twórca Teorii Globalnego Skalowania został aresztowany

Elektryczny samochód z Mielca rozpędza się od 0 do 100 km/h w zaledwie… 6 sekund!

Ten samochód jeździ 100 lat na jednym tankowaniu

Jeśli Twój samochód, tak jak ten byłby zasilany torem nigdy w ciągu całego życia nie byłoby potrzeby uzupełnienia paliwa. Prędzej zużyłoby się samo auto.

Dlatego właśnie firma Laser Power Systems stworzyła prototyp samochodu z silnikiem zasilanym tym pierwiastkiem. Chociaż jest on promieniotwórczy, to do zniwelowania jego szkodliwego działania wystarczy cienka warstwa folii aluminiowej. To niewielki problem w porównaniu do szkodliwości, którą niesie za sobą spalanie benzyny.

Tor jest jednym z najgęstszych pierwiastków na Ziemi – mała próbka zawiera 20 milionów razy więcej energii niż taka sama ilość węgla. Dzięki temu jest to jedno z najlepszych źródeł energii na Ziemi.

Twórcy prototypu używają go do tworzenia lasera, który ogrzewa wodę – produkując parę, napędzającą turbinę samochodu. Niestety Dr Charles Stevens, szef Laser Power Systems stwierdził, że nieprędko doczekamy się masowej produkcji takich samochodów – „Producenci aut nie chcą kupować tej technologii” oświadczył. Dodał, że większość branży jest skupiona na maksymalizacji zysków z silników na benzynę.

Firma skupia się na przystosowaniu technologii do innych celów – zasilania budynków przemysłowych i mieszkalnych relatywnie tanią energią.

Tor aktualnie kosztuje 5000$/kg, ale jego wysoka cena wynika wyłącznie z niewielkiego (niemal zerowego) popytu. W przypadku masowego użycia cena mogłaby spaść do 10 dolarów za kilogram!

Do zasilania auta przez 100 lat wystarczy około 8g. Zatem dziś koszty tego paliwa na całe życie to w przeliczeniu na złotówki około 120zł. Przy masowym wykorzystaniu, koszt mógłby spaść nawet do kilkudziesięciu groszy!

Dzięki jego wykorzystaniu spadłyby ceny nie tylko transportu, ale też każdego produktu, który na codzień kupujemy.

Nie jest to też szczególnie rzadki pierwiastek – światowe zasoby toru przedstawiają się następująco:

Indie – 360 000 ton
Australia – 300 000 ton
Norwegia – 170 000 ton
USA – 160 000 ton
Kanada – 100 000 ton
RPA – 35 000 ton
Brazylia – 16 000 ton
Pozostałe kraje – 95 000 ton

Jak widać jest to niemal nieskończone źródło bardzo taniej energii. Jest jednak zbyt dużo pieniędzy do zarobienia na benzynie, dlatego nie prędko doświadczymy tych oszczędności w codziennym życiu.

http://wiralne.pl

Wysokowydajny implozyjny układ paliwowy

Próby, błędy i ostateczny sukces

Na początku lat siedemdziesiątych byłem właścicielem i zarządcą firmy Debal Heating and Air Conditioning w Brockton w stanie Massachusetts w USA. Były to czasy tego sztucznie wywołanego kryzysu benzynowego. Każdego ranka stałem razem z moimi dwunastoma pracownikami w kolejce sześcioma ciężarówkami, aby dostać zaledwie dwadzieścia litrów benzyny.
Stojąc dzień w dzień w tej kolejce, powiedziałem sobie któregoś razu: “Musi być jakieś lepsze wyjście. Skoro potrafią dostarczyć człowieka na Księżyc, musi również istnieć sposób na zwiększenie ilości przejechanych kilometrów na jednostkę paliwa”.
Przeczytałem wszystko na ten temat, co tylko udało mi się dostać, i niedługo potem zbudowałem mój własny układ odparowywania paliwa.
Niestety, nie działał. Wytworzył masę pary i eksplodował jak bomba. Miałem oparzenia trzeciego stopnia na 70 procentach powierzchni ciała. Kurowano mnie przez 69 dni na intensywnej terapii i śmierć była kilka razy bardzo blisko. Na szczęście, wszystko się zagoiło.
15 października 1983 roku miały miejsce narodziny mojego implozyjnego, odparowującego paliwo układu. W tym czasie byłem właścicielem firmy Weatherall Energy Research and Development z siedzibą w Brockton. Właśnie zakończyłem budowę wysokowydajnej cewki odparowującej klimatyzatora. Wlałem galon (3,785 1) benzyny na wejściu i ku memu zdziwieniu na wyjściu pojawiły się gęste opary benzyny – udało mi się jednak odzyskać niespełna filiżankę benzyny.
Zacząłem kombinować. Zminiaturyzowałem cewkę odparowacza klimatyzatora i zamontowałem ją w starej pół-ciężarówce firmy Dodge z roku 1973 z silnikiem model 318. Na początku roku 1986 udało się nam wyeliminować wszystkie nieszczelności i inne usterki i uzyskaliśmy roboczy prototyp, który dawał od 111 do 113 mil (179-182 km) z galona (zużycie paliwa wyniosło średnio 2,1 litra na 100 kilometrów!).
Zamieściliśmy ogłoszenia w Brockton Enterprise i Boston Globe w poszukiwaniu ludzi do drugiego testu naszego implozyjnego układu paliwowego. Niedługo potem skontaktowała się ze mną firma z Kalifornii, która chciała zakupić mój wynalazek na własność. Mój prawnik sprawdził, kto to, i okazało się, że to filia wielu innych przedsiębiorstw, które były własnością koncernu petrochemicznego. Oczywiście, odrzuciłem ich ofertę.

Groźby i inwigilacja ze strony FBI

Wkrótce potem zaczęły się moje kłopoty. Najpierw pojawiło się dwóch facetów, którzy przedstawili się jako funkcjonariusze FBI, pokazali legitymacje i oświadczyli, że zmieniając układ ga-źnika pogwałciłem prawa federalne i jeśli zostanę oskarżony, to mogę zarobić 20 lat odsiadki w federalnym więzieniu. Wezwałem swojego prawnika i opowiedziałem mu, co się stało. Mój prawnik zapewnił mnie, że nie uczyniłem nic niezgodnego z jakimkolwiek prawem federalnym.
Gdybym był mądry, to bym dał sobie w tym momencie spokój z tym wszystkim, ale niestety, nie jestem zbyt mądry. Przez kolejne dwa tygodnie bez przerwy otrzymywałem pocztą przesyłki w kopertach 21 x 25 cm, w których były zdjęcia wykonane z bardzo małej odległości przedstawiające moją żonę w supermarkecie i w kościele, moje dzieci wsiadające i wysiadające ze szkolnego autobusu oraz bawiące się na szkolnym boisku – nic więcej, tylko zdjęcia. Dodatkowo odbieraliśmy cały szereg dziwnych telefonów, głównie po godzinie czternastej. Moja żona nie mogła tego znieść i zażądała rozwodu, po czym opuściła mnie.
Kilka dni później w moim biurze pojawił się mój prawnik blady jak ściana. Miał przy sobie moje wszystkie dokumenty, położył je na biurku i stwierdził, że nie może mnie już dłużej reprezentować. Zapytałem dlaczego. “Ocknij się” – rzucił krótko. Z początku nie zrozumiałem, o co mu chodzi. Był moim przyjacielem i prawnikiem przez ponad 16 lat.

Narkotykowa prowokacja policji

Skoro żona rozeszła się ze mną i opuścił mnie prawnik, to co jeszcze gorszego może się przydarzyć? Myślałem, że nikt i nic nie będzie już w stanie mnie powstrzymać, i ruszyłem do przodu z moim implozyjnym układem paliwowym. Jakże się myliłem! Wkrótce otwarło się piekło i połknęło mnie żywcem.
Piję bardzo mało. Jeśli wypiłem sześć puszek piwa w ciągu roku, znaczyło to, że wypiłem bardzo dużo. Nigdy nie próbowałem narkotyków ani nie byłem w pobliżu nikogo, kto by je zażywał. Tym niemniej 4 lipca 1986 roku szef policji w Brockton, Richard Sprawls, najechał ze zgrają innych policjantów na mój dom przy ulicy Tremont w Brockton i aresztował mnie pod zarzutem handlu narkotykami. Sąd ustalił kaucję za zwolnienie mnie w wysokości 500 000 dolarów.
Na szczęście, miałem w wydziale Policji w Brockton przyjaciela, porucznika Jima Sullivana, który pojawił się w czasie przesłuchania w sprawie kaucji, szepnął coś sędziemu i moja kaucja została obniżona do 500 dolarów. Czyżby ktoś starał się dać mi coś do zrozumienia?

Kolejny najazd i śmiała ucieczka

No więc wróciłem do pracy. Zbudowałem jeszcze dwa implozyjne układy paliwowe i zainstalowałem je w samochodzie marki Oldsmobile Cutlass z roku 1973 i w Mustangu z roku 1966. Pomalowałem na jaskrawożółty kolor swoją półciężarówkę marki Dodge z roku 1973 i wypisałem na niej wielkimi, czerwonymi literami:
TEN SAMOCHÓD ZUŻYWA ZALEDWIE 2,35 LITRA BENZYNY
NA 100 KILOMETRÓW
l NIE SKAŻA POWIETRZA.
WAŻNIACY STARAJĄ SIĘ
POZBYĆ MNIE l MOJEGO
SAMOCHODU. POMÓŻCIE Ml.

Udało mi się pojeździć moją żółtą półciężarówką tylko trzy dni. 24 listopada 1986 roku tenże sam szef policji w Brockton, Richard Sprawls, i jego podwładni dokonali kolejnego najazdu na mój dom przy ulicy Tremont. Znaleźli tam dwie strzelby śrutowe, jedną kalibru 12 i drugą kalibru 20. Obie były legalnie zarejestrowane na moje nazwisko i używałem ich do strzelania do rzutków. Aresztowano mnie i ponownie oskarżono o handel narkotykami. Zwolnienie za kaucją zostało unieważnione i zostałem osadzony pod szczególnym nadzorem w więzieniu w Plymouth. Skazano mnie na 15 lat więzienia z oskarżenia o handel narkotykami z lipca 1986 roku i czekałem jeszcze na wyrok wynikający z aresztowania w listopadzie.
Wiedziałem, gdzie mogę dostać dowody swojej niewinności, nie wiedziałem jednak, komu teraz mogę zaufać, no i uciekłem z więzienia. Ludzie, ile miałem szczęścia. Ścigało mnie 240 łapaczy wyposażonych w broń, psy i helikoptery. Biegłem przez las jak zając. Okoliczności sprzyjały mi, bo były to moje dawne tereny łowieckie.
Kiedy dotarłem na miejsce, wziąłem niezbite dowody mojej niewinności, dałem je zaufanej osobie i tego samego dnia poddałem się.
Dwa dni później szef policji w Brockton został aresztowany pod zarzutem kradzieży kokainy z policyjnego depozytu dowodów. Został skazany na dwa lata więzienia.
Pamiętacie kokainę, którą szef policji w Brockton, Sprawls, znalazł w moim domu w lipcu i listopadzie 1986 roku? Teraz wiedziałem, skąd się wzięła – z policyjnego depozytu. A na podłogę mojego domu wypadła z kieszeni Spra-wlsa i tam znalazł ją inny funkcjonariusz policji z Brockton.
Otóż, Najwyższy Sąd Apelacyjny stanu Massachusetts oddalił oskarżenia o handel narkotykami na podstawie stwierdzenia fałszywości dowodów oraz bezprawnego przeszukania i zatrzymania.

Federalni i fałszywe oskarżenia

Wolny i w domu, nareszcie! Okazało się, że znowu nie mam racji, bo oto pojawili się federalni… z nakazem aresztowania mnie pod zarzutem pogwałcenia nowego prawa w sprawie broni, które zostało uchwalone w dniu 24 listopada 1986 roku, czyli dokładnie 10 dni po aresztowaniu mnie, które nastąpiło 14 listopada 1986 roku.
Pamiętacie, że policja z Brockton przejęła moje dwie strzelby? No i zgadnijcie teraz, co było dalej. Otóż miałem przywilej bycia pierwszą osobą w stanie Massachusetts i trzecią osobą w Stanach Zjednoczonych, którą postawiono w stan oskarżenia i skazano na podstawie tego nowego prawa USC16921G i 924E. Nie miałem szans, nie było precedensów w rejestrach prawnych, które umożliwiałyby mi obronę w świetle tego nowego prawa.
Skazano mnie na pięć lat więzienia z oskarżenia o krzywoprzysięstwo, ponieważ w zeznaniu było pytanie dotyczące tego, czy kiedykolwiek byłem oskarżony o przestępstwo. Odpowiedziałem na nie “NIE”, ponieważ nigdy nie byłem oskarżony o przestępstwo, tylko o wykroczenie.
Otóż federalni stwierdzili, że w świetle prawa federalnego moje wykroczenie jest przestępstwem, w związku z czym zostałem oskarżony o dwukrotne krzywoprzysięstwo. Dali mi po pięć lat za każde.
Dali mi jeszcze dodatkowo pięć lat za ciężkie przestępstwo w postaci posiadania broni.
Ogółem dostałem więc piętnaście lat odsiadki w więzieniu stanowym bez prawa do zwolnienia warunkowego.
Po tygodniowym procesie wciąż jeszcze znajdowałem się w sądzie, kiedy mój adwokat powiedział mi, że prokurator federalny wysuwa przeciwko mnie oskarżenie z racji przepisów wynikających z drugiej części nowo uchwalonego prawa. Oświadczył, że proces będzie krótki, nie będzie trwał więcej niż dziesięć minut, że nie ma sposobu, aby uznać mnie winnym.
Otóż sprawa miała się następująco: zostałem oskarżony o przestępstwo w związku z posiadaniem broni, zostałem również oskarżony o krzywoprzysięstwo i raz jeszcze o krzywoprzysięstwo.
Bingo! Pasowałem jak ulał. Prawo USC18922G-E1 stanowi, że jeśli ktoś został poprzednio oskarżony trzykrotnie o popełnienie przestępstwa i posiada broń palną, wówczas jest traktowany jako uzbrojony zatwardziały kryminalista, za co grozi wyrok co najmniej 15 lat więzienia bez prawa starania się o zwolnienie warunkowe.
Tak więc dostałem łącznie 30 lat więzienia bez prawa starania się o zwolnienie warunkowe.
Patent uzyskany z więzienia a następnie zwolnienie warunkowe
No cóż, federalni wpakowali mnie na 30 lat, tak że wydawało się im, że nie mogę już sprawiać żadnych kłopotów moim implozyjnym układem paliwowym. Bzdura, bzdura i jeszcze raz bzdura!
W federalnym więzieniu poznałem wielu potężnych ludzi posiadających liczące się koneksje, wśród nich Kenny’ego D., którego syn jest specjalistą patentowym w dużej prawniczej kancelarii patentowej i to właśnie on, w czasie gdy siedziałem w więzieniu federalnym, załatwił mi patent USA nr 5 782225.
Pamiętacie, że federalni skazali mnie na 30 lat bez prawa zwolnienia warunkowego? Otóż 13 września 1997 roku (piątek i do tego trzynastego – mój szczęśliwy dzień) zostałem zwolniony z zawieszeniem na pięć lat.
Chwileczkę, coś tu nie tak… Odsiedziałem tylko dziesięć lat z trzydziestoletniego wyroku bez możliwości warunkowego zwolnienia.
Otóż sąd federalny doszedł do wniosku, że dwie strzelby posiadałem legalnie i że sprawa pozostawała poza jurysdykcją sądu federalnego, w związku z czym wycofują się z tego. Sprawa jest obecnie rozpatrywana przez Pierwszy Sąd Rejonowy.
We wrześniu 2001 roku minęły cztery lata od chwili, gdy wyszedłem na wolność, i cały czas byłem grzecznym chłopczykiem, cichym i spokojnym… przynajmniej do chwili obecnej.

Udostępnienie technologii

W czasie ostatnich dwudziestu lat doszedłem do wniosku, że spółki naftowe gotowe są zrobić wszystko, co w ich mocy, aby nie dopuścić do wprowadzenia mojego wynalazku, ponieważ spowodowałby on zmniejszenie zużycia benzyny w Stanach Zjednoczonych w okresie pięciu lat o 76 procent.
To oznacza z kolei, że rząd może stracić krocie w wyniku zmniejszenia wpływów z tytułu podatków od benzyny.
Główni producenci samochodów mogą natomiast stracić miliony wydane na opracowanie technologii wtrysku paliwa. Moja technologia czyni tamtą bezużyteczną.
Umieściłem mój patent i rysunki wykonawcze na stronie internetowej, tak że każdy może z nich skorzystać bezpłatnie. Mam już ponad 58 lat i piasek szybko wysypuje się z klepsydry mojego życia. Nie chcę zabrać swojego wynalazku do grobu.
Jeśli ktoś uważa, że powinienem coś za to dostać, niech zbuduje mój im-plozyjny układ paliwowy i po piątym tankowaniu prześle mi równowartość zbiornika paliwa, poza tym nie chcę ani grosza.
Jeśli wierzysz, że ja, mój patent i mój wynalazek byliśmy prześladowani, wejdź na moją stronę internetową i oddaj głos “Yes” (“Tak”) na rzecz mojego wynalazku, a następnie opowiedz o nim tylu ludziom, ilu zdołasz, i nakłoń ich, aby zrobili to samo.
Proszę o to dlatego, że wiem, iż na całym świecie jest wielu ludzi, którzy wiedzą o tej technologii i chcieliby jej wprowadzenia. Kiedy zbierzemy wystarczającą ilość ludzi popierających tę ideę, uruchomię swoich prawników, którzy są wpływowi i wiedzą o tym wynalazku, i są gotowi wspierać go na całym świecie.
Wezmę siedem moich samochodów, które mają zainstalowany mój implozyjny układ paliwowy, i pojadę nimi z Bostonu do Kalifornii, tak aby obserwował mnie cały świat – myślę, że mam dużą szansę na dotarcie żywy do Kalifornii.

Jeśli ktoś chce więcej informacji, niech odwiedzi naszą stronę internetową: http://www.getll3tol38mpg.com. Jeśli chcesz, aby udostępnić mój wynalazek wszystkim ludziom, zagłosuj “Yes” na stronie internetowej, a jeśli jesteś przeciwnikiem tej akcji, zagłosuj “No” (“Nie”).

Dziękuję wszystkim za zainteresowanie. Pomóżcie mi, proszę, powiadomić o tym jak najwięcej ludzi na świecie. •

Z poważaniem
Allen Caggiano
Uwaga wydawcy:
Wszystkie szczegóły implozyjnego układu odparowywania paliwa (patent USA nr 5 782 225, złożony 21 listopada 1997 roku i udzielony 21 lipca 1998 roku) są dostępne na stronie internetowej autora .
Ogólne informacje dotyczące gaźnikowego układu zasilania paliwowego o dużej wydajności znaleźć można na stronie internetowej Bruce’a McBurne’a .

Niniejszy artykuł uzyskano za pośrednictwem Electrifying Times, którego pokazowe wydanie z roku 2002 zawiera omówienie gaźników umożliwiających długie przebiegi z wykorzystaniem małych ilości paliwa oraz prześladowanie tych wynalazków przez spółki naftowe i samochodowe.

http://raynold.prv.pl/

Auto na wodę które – Jan Marian Gulak

Pięć lat temu, na giełdzie samochodowej w Kielcach, doktor Jan Marian Gulak wykrzyknął: eureka! Kupiec i sprzedawca testowali jakąś starą nyskę, w samochodzie urwał się gumowy przewód, woda buchnęła na silnik, który zaczął gwałtownie przyśpieszać. Nikt, poza Gulakiem się nad tym nie zamyślił: przewód naprawiono, transakcję zaklepano. A doktor miał już w głowie gotowy patent pod nazwą „Spalanie przegrzanej pary wodnej”. W 2003 jego pomysł otrzymał urzędową ochronę.

W „Biuletynie Urzędu Patentowego” czytamy: „Wynalazek dotyczy spalania przegrzanej pary wodnej w silnikach tłokowych spalinowych o podwyższonym ciśnieniu z równoczesnym spalaniem innych substancji palnych ciekłych lub gazowych. Wynalazek może być zastosowany we wszystkich silnikach napędowych spalinowych tłokowych (a być może i przy silnikach odrzutowych). Może być także zastosowany w piecach grzewczych do ogrzewania powierzchni użytkowych takich jak mieszkania, hale fabryczne, magazyny i hale sportowe”.

– To nie była sama teoria – mówi wynalazca. – Swój projekt sformułowałem po serii doświadczeń z dwoma samochodami.

Aksamitnie, bez klekotania

Samochody miały po szesnaście lat. Pierwszy – lancia prisma 19D; drugi – mercedes 250 diesel. W obydwu Gulak zamontował identyczną instalację wodną, przy lancii dodatkowo – dmuchawę, która popychała parę. Testy odbywały się na trasie Kielce-Radom i z powrotem. W lancii zużycie wody wyniosło 65 proc., a oleju napędowego 35 proc. W mercedesie odpowiednio – 75 i 25 proc.

Mercedes jest do dyspozycji, można się przejechać. Na przednim siedzeniu pasażera stoją plastikowe baniaki. Odjazd. Kierowca odkręca kranik i puszcza wodę, gdy silnik nagrzeje się do ok. 75-80 stopni Celsjusza.

– Już! – woła doktor. – Samochód staje się szybszy a silnik pracuje aksamitnie. Nie klekoce! Diesel leci jak benzynowiec! Jeździłem nim 130 na godzinę, teraz wyciągam do stu piećdziesięciu.

Faktycznie, leciwy merc sunie jak rolls royce – choć na liczniku prawie pół miliona przejechanych kilometrów, przy czym „na wodzie” jakieś 80 tysięcy. Trzeba uważać na efekt uboczny: jeśli po zakończeniu jazdy parę wodną zostawi się w cylindrze przy wyłączonym silniku, wówczas para się skropli a na głowicę cylindrową zacznie włazić rdza. Dlatego na jakieś trzy sekundy przed zakończeniem podróży trzeba parę wyłączyć. W fabrycznej instalacji można zastosować specjalny system elektroniczny.

Nurkujemy pod maskę, gdzie widać wszystko jak na dłoni. Woda jest doprowadzana pomiędzy rurę wydechową a jej obudowę. Z obudowy wychodzi kręty miedziany przewód, który oplata kolektor wydechowy. W kolektorze woda się nagrzewa i zamienia w parę, a ta przy temperaturze 130 stopni doprowadzana jest do kolektorów ssących po drugiej stronie silnika. Para dostaje się do cylindrów z powietrzem (choć lepiej byłoby bez), a gdy pompa wciśnie olej na świece żarowe, rozkłada się na tlen i wodór i jako mieszanina piorunująca zwiększa siłę wybuchu w cylindrze. Dzięki dodatkowym komponentom wybuch jest łagodny – stąd „aksamitna” praca silnika. Na sto kilometrów zużywa się 3-4 litry wody. Najlepiej destylowanej albo deszczówki. Bo gdy wynalazca lał kranówę, w rurkach osadzał się kamień. Ale rurki można oczyszczać kamiksem. A zimą dolewać do wody ciut denaturatu.

Frania i Nobel

Jan Marian Gulak jest doktorem prawa, ale zaczynał jako ślusarz w kieleckiej SHL przy produkcji pralek „frania”. Tam dokonał swojej pierwszej racjonalizacji. Polegało to na zrobieniu specjalnego kołnierza, dzięki czemu sięgające do kotła pralki pracujące kobiety nie kaleczyły sobie rąk. Za pieniądze z wynalazku ślusarz Gulak kupił sobie „jawę”. Zarobiłby pewnie więcej, ale pod jego projekt podpiął się główny specjalista ds. technicznych, kierownik wydziału i sekretarz oddziałowy partii. Wyszło, że nad wynalazkiem pracował poważny zespół. Tamci dostali po 60 tys. zł, a Gulak dwadzieścia.

Potem wymyślił blokadę nożyc do cięcia blach, dzięki czemu robotnikom pracowało się bezpieczniej, następnie – oszczędną metodę piaskowania szoferek do „stara”. Na tym Jan Gulak okres młodzieńczej wynalazczości zakończył i poszedł do liceum. Miał zamiar dostać się do szkoły orląt w Dęblinie, ale przepadł ze względu na wzrok. Powiedział komisji, że przecież w RFN piloci latają w okularach. „Nie będziemy wzorować się na niemieckich imperialistach” – usłyszał.

W związku z tym, Jan Marian Gulak zdał na wydział prawa Uniwersytetu Jagiellońskiego. Studia skończył przed terminem w 1970 r. a rektor zaproponował mu asystenturę.

– Miałem średnią pięć, chociaż na pierwszym roku zdarzały się niedostateczne. Błyskotliwy może nie jestem, ale jak się rozkręcę, to ho, ho – wyznaje.

Zdał na studia doktoranckie z politologii, a w grupie 12 przyjętych byli poza nim sami protegowani m.in. sekretarza partii z Rzeszowa i ambasadora Kuby. W międzyczasie studiował religioznawstwo, skubnął trochę ekonomii, a gdy zrobił doktorat wrócił do Kielc, bo dawali mu mieszkanie. I do dziś tego żałuje.

Podjął pracę na politechnice, ale w 1976 z niej wyleciał. Było tak: najpierw 25 czerwca pojechał do Radomia po części do mercedesa, zobaczył biegających i krzyczących ludzi, więc zapytał, o co chodzi. Zaraz zatrzymała go milicja i też zapytała, o co chodzi. Z tego powodu nic wielkiego się nie stało, ale później nie spodobało mu się to, że sekretarz Grudzień z Katowic nazywa robotników łajdakami. Powiedział o tym głośno na politechnice i raz dwa wyleciał na bruk. W 1996 r. zatrudnił się w warszawskiej Wyższej Szkole Dziennikarskiej im. M. Wańkowicza, wydziały Kielce-Radom-Lublin.

– W międzyczasie napisałem wierszowaną „Historię Matki Polski” – pokazuje okazały tom. Faktycznie, wszystko się rymuje. Nie jest też tajemnicą, że Jan Marian Gulak poeta ma w planach zdobycie literackiej Nagrody Nobla.

Prąd z Wisły

Wynalazczość to też rodzaj poezji, gorzej ze znalezieniem chętnych do jej stosowania. Łatwiej komuś coś buchnąć, niż wynaleźć samemu, więc trzeba uważać. W dodatku jest tak, że pewne rozwiązania odkryto już wcześniej, toteż żeby być oryginalnym trzeba zaproponować naprawdę coś nowego. Wykorzystanie pary wodnej do napędzania silników wymyślili już w 1920 r. Amerykanie. Później był projekt szwedzki, hiszpański, angielski, francuski i na koniec doktora Gulaka.

Ponieważ jego metodę można zastosować w elektrociepłowniach, zainteresowali się nią dwaj biznesmeni z Radomia.

– Bo to czysta oszczędność! – entuzjazmuje się wynalazca, który dokonywał prób w zakładach w Zębcu. Przy małych kotłach 4-10 KW efektów nie było. Pojawiały się wówczas, gdy kocioł dawał 50-55 KW. I to niemal bez emisji dwutlenku węgla. Jak twierdzi Gulak, nasze mieszkania mogą być ogrzewane o 60 proc. taniej, a ceny za energię elektryczną spadną nawet o 70 proc. Zamiast spalać kopalnie węgla podłączamy się do Wisły i mamy prąd!

Oprócz radomskich biznesmenów jego „silnik na wodę” chce testować Instytut Techniki Wojsk Lądowych w Warszawie. Odbył się też udany pokaz w radomskim MPK. A dalszą popularyzacją opracowania zajmuje się red. Janusz Zagórski z NTV, który organizuje we Wrocławiu zjazdy niekonwencjonalnych wynalazców. Przyjeżdża na nie pół setki niedocenianych geniuszy. Jedne pomysły, to faktycznie zwykły obłęd, inne są świetne, jak łapacz prądów z jonosfery wykorzystywany do oświetlania budynku autorstwa młodziutkiego studenta. Albo miniaturowy silnik o mocy 14 KM.

– W Polsce jest wielu ludzi, którzy mają lepsze pomysły od znanych naukowców z tytułami – zapewnia Jan Marian Gulak.

On sam na pewno zyskał sławę. Kiedy poszedł do mechanika, żeby dokonać jakiejś przeróbki w swoim mercedesie, facet powiedział: ja panu to szybko i dobrze zrobię. Bo wiem, że pan nie pędzi bimbru, tylko ma samochód na wodę.

http://freeisoft.pl/

ELV001 – elektryczny samochód made in Poland

Współcześnie Polska nie może pochwalić się globalną marką samochodową, aczkolwiek nie jest to jednoznaczne z zanikiem motoryzacyjnej myśli inżynieryjnej. I tak oto na południu kraju dzięki współpracy Mieleckiej Agencji Rozwoju Regionalnego z kilkoma firmami powstał prototyp elektrycznego auta.

ELV001 to robocza nazwa samochodu, który w 90 % został zaprojektowany przez krajowych konstruktorów. Proces tworzenia trwał jedynie trzy lata, a pierwszy egzemplarz samochodu jest już gotowy do jazdy.

ELV001 to czteroosobowe, miejskie auto mierzące niecałe 4 metry i ważące 1,3 tony. Do napędu samochodu służą dwa silniki elektryczne o mocy 15 kW każdy, które wbrew teorii zapewniają bardzo dobre osiągi. Przyspieszenie do setki to jedynie 5,5 sekundy, co zawstydza nawet samochody sportowe. Gorzej jest z prędkością maksymalną, której granica to 110 km/h. Dzięki nowoczesnym akumulatorom, których ładowanie trwa od 6 do 8 godzin, auto może przejechać nawet 150 km.

Projekt utknął niestety w martwym punkcie, ponieważ jak to zwykle bywa brakuje pieniędzy. Potrzebne są one na wprowadzenie ELV do seryjnej produkcji i sprzedaży. Mówi się o kwocie rzędu kilkudziesięciu milionów euro. Pozostaje tylko trzymać kciuki, żeby ELV001 można było zobaczyć na naszych ulicach.

Dane techniczne:

Napęd: elektryczny, dwusilnikowy, na przednie koła
Moc 1 silnika: 15 kW przy 3400 obr./min
Moc maksymalna: 25 kW
Tryby jazdy: Ekonomiczny, Miejski, Sportowy
Sterowanie: elektroniczna zmiana biegów
Maksymalna prędkość: 110 km/h
Maksymalny zasięg: 150 km
Koszt ładowania: ok. 4 zł/100 km
Typ baterii: Li-polimer
Pojemność baterii: 159 Ah
Czas ładowania: 6-8 h
Koła: 195/55 R16
Nadwozie: 4-osobowe pasażerskie lub 2-osobowe towarowe
Wymiary (dł.x szer.x wys.): 3890 x 1770 x 1550 mm
Pojemność bagażnika: 310 l
Ładowność: 550 kg
Masa: 1300 kg (z bateriami)
Lusterka wsteczne: kamery i monitory LCD
Koszt budowy: 8,37 mln zł
Czas budowy: 20 mies.

Projekt i budowa prototypu samochodu z napędem elektrycznym były realizowane w ramach projektu „Budowa rynku pojazdów elektrycznych, infrastruktury ich ładowania – podstawą bezpieczeństwa energetycznego” dofinansowanego z funduszy UE w Programie Operacyjnym Innowacyjna Gospodarka, Działanie 5.1.

http://www.autocentrum.pl/

http://moto.onet.pl/

Grawitacyjny telefon komórkowy bez emisji fal!