Dlaczego rząd Kopacz łupi fiskalnie polskie Lasy Państwowe zamiast nałożyć nowe podatki na bogate zagraniczne banki i wielkie sieci handlowe?

System podatkowy IIIRP jest oszustwem

Obywatele są oszukiwani przez własne państwo. Obecny system podatkowy służy wyłudzaniu pieniędzy od podatników na kwotę rzędu 30% budżetu rocznie.

System podatkowy pozwala politykom oszukiwać i wyłudzać od społeczeństwa ok 1/3 pieniędzy więcej – niż wynika to z potrzeb państwa. W przypadku Polski, której budżet wynosi ok. 300 mld zł – jest to kwota rzędu 100 mld zł. Na tyle jesteśmy oszukiwani i naciągani przez polityczne mafie odpowiedzialne za kształt systemu podatkowego.

I zmiana władzy niczego tu nie zmieni – bo nie chodzi tu o „złe gospodarowanie”, które można poprawić – tylko o samą konstrukcję obecnego systemu podatkowego – która jest wadliwa ponieważ z definicji, matematycznie zawyża fikcyjnie wydatki (budżet), czyli podatki są wyższe niż potrzeby państwa – a ta nadwyżka ukryta w systemie podatkowym jest „po cichu” dzielona między „krewnych i znajomych królika” wewnątrz partyjno-politycznego układu wzajemnych powiązań zagnieżdżonego w strukturach państwa.

Jest to swego rodzaju genetyczne „oszustwo” współczesnego systemu podatkowego – i będzie ono miało miejsce NAWET GDYBY wszyscy politycy i urzędnicy byli uczciwi !!! (bo to oszustwo zawarte jest w samym obecnym systemie podatkowym)

Co więcej nawet gdyby państwo ograniczyło się tylko do niezbędnych wydatków, ilość urzędników i wydatków byłaby minimalna – i wszyscy byliby na wskroś uczciwi – to i tak obecny system podatkowy wygeneruje BŁĄD podwyższający sztucznie podatki/wydatki państwa!

Powtarzam – to jest matematyczny „bug” w systemie podatkowym – a nie wynik takiego czy innego gospodarowania pieniędzmi przez jedną czy drugą ekipę rządzącą.

Ten matematyczny błąd jest w KAŻDYM systemie podatkowym opartym na opodatkowaniu zarobków (PIT, CIT i ZUS’y) i wydatków (VAT, akcyza, itp.) – czyli tam gdzie opodatkowane jest zarówno zarabianie jak i wydawanie pieniędzy.

Nawet przy najlepszych intencjach, przy tak skonstruowanym systemie podatkowym – jeśli rzeczywiste potrzeby podatkowe państwa wynoszą X – to taki wadliwy system podatkowy WYMUSZA i tak zwiększenie podatków grubo powyżej kwoty X – i ta nadwyżka „do podziału” zostająca w budżecie jest powodem, dla którego wszyscy obecni politycy rączka w rączkę stoją na straży tak skonstruowanego systemu podatkowego, mimo że przed kamerami udają przeciwników.

Dowód:

Dla ułatwienia i klarowności obliczeń rozważmy „okrągłe” proporcje czyli np. sytuację, gdzie:

– 1/5 społeczeństwa (20%) stanowi „sektor publiczny” tzn. pobiera pieniądze z budżetu (urzędnicy, politycy, służby, policja, wojsko, itp.),

– a pozostałe 4/5 (czyli 80%) społeczeństwa wkłada pieniądze do budżetu, czyli musi zrzucić się na ten budżet w podatkach.

Sytuacja wygląda więc w rzeczywistości tak (uśredniając zarobki i podatki), że aby ludzie, którzy dostają pensję lub dostają pieniądze z budżetu (1/5 społeczeństwa) zarabiali średnio tyle samo co ci, którzy pracują prywatnie i będą finansować ten budżet płacąc podatki (4/5 społeczeństwa) – wystarczą podatki na poziomie 20%.

Wówczas – jak na rysunku poniżej – średnio z każdych 100 prywaciarze oddają 20 w podatkach, zostaje im 80 na rękę, i te podatki pozwalają wypłacić każdemu z „sektora publicznego” również średnio po 80 na rękę. (20 x 8 = 160, 160 na 2 = 80) Rzeczywiste potrzeby państwa w tym przypadku to 160, powiedzmy że mówimy o miliardach zł.

Ale spójrzmy co się stanie (kolejny rysunek), jeśli wprowadzimy obecny system podatkowy do powyższej sytuacji.
Nasz przykładowy „sektor publiczny”, czyli 1/5 społeczeństwa nie może po prostu dostać 160 mld zł do podziału na rękę, tylko musi dostać więcej, żeby zapłacić fikcyjne podatki.
Musi dostać pensję brutto – a nie netto – oraz co ważniejsze z pensji netto musi zapłacić VAT (i akcyzę) za każdym razem kiedy wydaje pieniądze!!!

Zatem ze 160 mld zł realnych potrzeb państwa – robi się nagle 200 mld, tylko dlatego, że system jest tak skonstruowany, że pobiera ponownie podatki od pensji, które pochodzą już z podatków!!!
„Prywaciarze” płacą podatki nie tyko na pensje „budżetówki”, ale dodatkowo na podatki, które system pobiera również od „budżetówki”!!!

Mało tego, proszę spojrzeć na rysunek poniżej – w takiej sytuacji zwiększają się obciążenia podatkowe aż o 5% !!!(z 20 do 25% – żeby zamiast 160 zebrać 200 mld) – i wszyscy – ŁĄCZNIE z „budżetówką”! – na tym tracą bo dostają teraz do ręki nie 80 – a już tylko 75.

Czyli na rzeczywiste potrzeby państwa – które normalnie wynoszą w naszym przykładzie 160mld zł – wydaje się tylko 150 mld zł– ale zbiera się od prywaciarzy w podatkach nie 150 – a 200 mld zł!

Tylko dlatego, że wprowadziliśmy idiotyczny, głupi i szkodliwy system podatkowy, opodatkowując zarówno zarabianie jak i wydawanie pieniędzy.

I co się okazuje, że z zabranych ludziom 200 mld, wydaliśmy na rzeczywiste potrzeby państwa 150 mld zł – a 50 mld zł wróciło/zostało „po cichu” do podziału „pod stołem”, taka magiczna kieszonka w budżecie, z której premier i prezydent mogą np. wyczarować 45 mln na nagrody dla swoich ludzi, podczas gdy szpital dziecięcy przestaje przyjmować chore dzieci bo ma 5 mln zł długów!!!

Rozumiecie już, Kochani? Widzicie to?

W rzeczywistości zabrano nam, obywatelom 200 mld zł, na potrzeby państwa przeznaczono 150mld zł – a 50 mld można wydać na cokolwiek, np. na odprawy dla prezesów spółek skarbu państwa albo płacąc „krewnym i znajomym królika” 4 razy więcej za budowę stadionu, informatyzację ZUSu, lub inne „inwestycje”.

Ale to jeszcze nie cały przekręt! Bo przecież na papierze, mamy teraz „wpływy” podatkowe 250 mld zł (25% z 100 x 10) – a wydatki 200 mld zł (2 x 100 mld „brutto”). Na papierze oczywiście zatem też mamy te same 50 mld zł magicznej różnicy – z tym, że ta kwota jest już prawdziwa, a nie tylko na papierze. To prawdziwe pieniądze, odebrane nam niepotrzebnie, które politycy „muszą” na coś wydać „skoro już się te pieniądze w budżecie znalazły”

Widzicie już całość obrazu, Drodzy Czytelnicy?

Budżet na papierze wynosi 250 mld zł – mimo, że prawdziwe potrzeby państwa wynoszą tylko 150 mld zł – podczas gdy w podatkach naprawdę zbiera się 50 mld więcej, które trafiają „pod stołem” do dyspozycji „wspaniałomyślnych polityków”, którzy tylko obiecują, obiecują i obiecują…

Podkreślam:
150 mld zł – tyle idzie na rzeczywiste potrzeby państwa,

200 mld zł – tyle jest rzeczywiście zabierane społeczeństwu w podatkach

250 mld zł – taki jest budżet na papierze

250 – 150 = 100 mld zł ROZBIEŻNOŚCI między tym co uchwala sejm a rzeczywistymi wydatkami państwa !!!

Przypominam, że taka wychodzi rozbieżność w przypadku gdy z budżetu czerpie 1/5 społeczeństwa, a na budżet łoży 4/5 społeczeństwa. A jak jest naprawdę dzisiaj w Polsce?

1/3 osób zatrudnionych na umowę o pracę pracuje w sektorze publicznym – czyli ich pensje pochodzą z pieniędzy publicznych.
1/5 społeczeństwa to emeryci, renciści i inni beneficjenci budżetu – czyli również osoby, które obecnie dostają pieniądze od „państwa” – a nie łożą na państwo.
Również 1/5 społeczeństwa to osoby nieletnie, które nie zarabiają jeszcze na siebie, a więc również nie wkładają nic do budżetu.
To kto zostaje do łożenia na państwo? Ok 45% procent społeczeństwa.
45% społeczeństwa płaci podatki, 20% społeczeństwa to nieletni – a 35% społeczeństwa czerpie z pieniędzy publicznych.

(a tak naprawdę z pieniędzy odebranych w podatkach tym pierwszym 45% – które to pieniądze „sprytnie” nazywa się „publicznymi” – ale to taka uwaga na marginesie)

Taka jest mniej więcej proporcja płacących podatki do opłacanych z podatków we współczesnej Polsce w tym wadliwym systemie podatkowym, o którym pisałem powyżej (proporcja nie 4 do 1 (80 do 20 procent społeczeństwa) jak w powyższym przykładzie – tylko 1,3 do 1!!! – (tj. 45 do 35 procent społeczeństwa)

Proszę sobie samemu oszacować na ile w takiej sytuacji oszukują nas politycy na budżecie dzięki oszustwie i hipokryzji systemu podatkowego – który matematycznie generuje FIKCYJNE wydatki państwa, na które płacimy prawdziwe pieniądze w kwocie dziesiątków miliardów zł rocznie…

http://freedom.nowyekran.pl/

Podatek katastralny – kolejna rozpaczliwa próba naprawiania publicznych finansów

Tym razem ofiarami padną właściciele nieruchomości.

Rząd przymierza się do wprowadzenia podatku katastralnego. Dla wielu właścicieli domów i mieszkań ta nowa danina na rzecz państwa oznaczać będzie życiową katastrofę. W skrajnych wypadkach stracą swoje nieruchomości, albo zostaną zmuszeni do wyprowadzki. Podatek katastralny najbardziej uderzy w mieszkańców dużych aglomeracji, gdzie obowiązują najwyższe ceny działek budowlanych, domów i mieszkań.

Minister rozwoju regionalnego Elżbieta Bieńkowska. Fot. mrr.gov.pl

Katastralny uderzenie w mieszkańców miast

Od mniej więcej dwóch tygodni na stronie internetowej Ministerstwa Rozwoju Regionalnego można zapoznać się z „Założeniami krajowej polityki miejskiej”. Do uważnej lektury tego dokumentu szczególnie zachęcam właścicieli nieruchomości. Jest tam mowa o pieniądzach, które chce im zabrać rząd, pod pretekstem nowej daniny na rzecz państwa. O możliwości wprowadzenia w Polsce podatku katastralnego mówi się od kilkunastu lat. Ale po raz pierwszy ten pomysł stał się elementem oficjalnej rządowej strategii. Dodajmy – zabójczej strategii, która może zrujnować życiowy dorobek wielu Polaków. Wysokość podatku katastralnego zależy od rynkowej wartości nieruchomości.

O swoje kieszenie powinni się więc bać właściciele domów położonych w dużych aglomeracjach i atrakcyjnych miejscowościach turystycznych. Tam nieruchomości osiągają najwyższe ceny. Nie wiemy jeszcze, o jakim obciążeniu fiskalnym myśli rząd. W krajach, gdzie obowiązuje podatek katastralny, jego maksymalna stawka, w niektórych sytuacjach wynosi nawet dwa procent wartości nieruchomości. Załóżmy, że polski rząd, przynajmniej na samym początku nie zdecyduje się na tak drastyczny drenaż kieszeni podatnika. Ale nawet połowa tej stawki, czyli jeden procent, przekroczy możliwości finansowe wielu właścicieli nieruchomości. Małe mieszkanie na warszawskiej Starówce kosztuje około 500 tys. złotych. Jeden procent podatku daje kwotę 5 tys. zł rocznie, to jest ponad 400 zł miesięcznie. Co ma zrobić, po wprowadzeniu podatku katastralnego, starszy warszawiak, żyjący
z tysiąca złotych emerytury albo renty?

Weźmy inny przykład. Blisko centrum Katowic leży tzw. „ptasie osiedle”. Jego ozdobę stanowią okazałe wille, zbudowane przez przedstawicieli ówczesnych elit profesorskich stolicy Górnego Śląska. Obecni mieszkańcy często kontynuują inteligenckie tradycje pierwszych właścicieli, co niekoniecznie idzie w parze z zamożnością. Czy stać ich będzie na zapłacenie tysiąca złotych podatku miesięcznie, jeżeli ich nieruchomość zostanie wyceniona na 1,2 mln zł? Dla wielu mieszkańców „ptasiego osiedla” to pytanie jest retoryczne. Część z nich zostanie zmuszona do sprzedaży domów i przeprowadzki do biedniejszych dzielnic. Czy można nie płacić podatku katastralnego? Lepiej nie ryzykować. Narastający „dług” obciąży hipotekę nieruchomości. Po śmierci właściciela, jeżeli spadkobiercy nie będzie stać na spłacenie zaległego podatku, dom albo mieszkanie przejdzie na własność gminy. Problem nie dotyczy tylko spadkobierców. Podatek katastralny zachwieje także budżetami rodzin, które kupiły domy lub mieszkania na kredyt. Weźmy przykład z życia wzięty. Moi znajomi z Mikołowa, gdzie mam biuro poselskie, zaciągnęli 400 tys. złotych bankowej pożyczki na budowę domu. Miesięcznie spłacają 2,2 tys. zł raty i ledwo wiążą koniec z końcem. Wartość rynkowa ich domu wynosi 700 tys. zł. Jeżeli wejdzie w życie podatek katastralny, nie stać ich będzie na kolejne obciążenie finansowe. Wzrośnie ono do ok 3 tys. zł miesięcznie.

Podatek katastralny jest kolejną, rozpaczliwą próbą naprawiania publicznych finansów. Rząd, nie mając żadnych, skutecznych planów naprawczych, chce uzupełnić braki w państwowej kasie sięgając do kieszeni podatników. Tym razem ofiarą takiej polityki, a raczej jej braku, mają paść właściciele nieruchomości.

Schemat funkcjonowania podatku katastralnego został wyjątkowo sprytnie przygotowany. Dochody z jego tytułu nie wpłyną bezpośrednio do budżetu państwa, ale zasilą kasy samorządów. Dzięki temu manewrowi poprawi się stan gminnych finansów, a rząd znajdzie pretekst, aby obniżyć wysokość subwencji dla samorządów. Państwo zyska na tym interesie, a część podatników sporo straci. Sęk w tym, że społeczny gniew nie zostanie skierowany przeciwko inicjatorom podatku katastralnego, ale przeleje się na wójtów, burmistrzów i prezydentów miast, bo to oni będą wystawiać faktury do zapłacenia.

 http://wpolityce.pl/

28 czerwca 2012 – rozprawa PZD przed Trybunałem Konstytucyjnym – 01.06.2012

DZIAŁKOWCY!

 Walczcie o swoje prawa!
Brońcie swojej ustawy!

Zaskarżono całą ustawę o rodzinnych ogrodach działkowych.
Zagrożony jest byt naszych ogrodów i działek.
Uchylenie ustawy o ROD oznacza bowiem dla działkowca: 

• Czynsz dzierżawny – od kilkuset do 20 000 zł rocznie za działkę
• Podatki – na wet do 700 zł rocznie za działkę i altanę
• Utrata obecnych praw do działki
• Utrata własności naniesień i nasadzeń na działce
• Niepewność jutra – zniesienie ograniczeń w likwidacji ogrodów
• Podporządkowanie ogrodów gminom
• Utrata własnego samorządu

Dlatego koniec ustawy o ROD, to koniec ogrodów działkowych w Polsce!
Rozbici, pozbawieni ochrony zapewnianej przez ustawę i silny
ogólnopolski samorząd, będziemy kolejną ofiarą
złożoną na ołtarzu „reform”, na których korzystają wszyscy,
tylko nie zwykli obywatele.

 23-29 czerwca 2012 r.
Tygodniem Protestu Polskich Działkowców! 

W dniu 28 czerwca 2012 Trybunał Konstytucyjny rozpozna wniosek b. Pierwszego Prezesa Sądu Najwyższego Lecha Gardockiego, który zażądał uchylenia całej ustawy o rodzinnych ogrodach działkowych. Sędziowie TK zadecydują o przyszłości polskich działkowców. Zakwestionowano całą ustawę, a więc wszystkie prawa, jakie przysługują działkowcom. Tymczasem wiele wskazuje na to, iż reprezentantem Sejmu w Trybunale będzie jawny wróg ustawy gwarantującej te prawa – poseł A. Dera. Obawy wśród działkowców wywołuje też stanowisko Prokuratora Generalnego. Istnieje bowiem duże prawdopodobieństwo, że nie będzie on bronił najważniejszych dla działkowców praw. Istotne jest więc aby Trybunał miał świadomość, jak ustawę postrzegają działkowcy. W końcu to o naszych prawach będą rozstrzygać sędziowie.

Każdy, komu przyszłość ogrodów leży na sercu, powinien chwycić za pióro i pisać do Trybunału. Dajmy świadectwo oczekiwań panujących w ogrodach – po 28 czerwca 2012 r. może być na to za późno!

Listy do Trybunału można kierować na adres: Trybunał Konstytucyjny; al. Szucha 12a, 00-918 Warszawa lub dorota.hajduk@trybunal.gov.pl

Ulotka informacyjna pdf
http://pzd.pl/uploads/cgblog/id6331/Ulotka.pdf

Listy działkowców w obronie ROD do posłów, p-rezydenta, marszałek kne-sejmu, premiera, trybunału konstytucyjnego, samorządowców.
http://www.pzd.pl/artykuly/6431/114/Listy-dzialkowcow-w-obronie-Ustawy-o-ROD.html

Ulotka do wydrukowania!!!
http://pzd.pl/uploads/images/apel-2_2012-internet.jpg

Rozwieszajcie gdzie macie możliwość. 

Wielkie koncerny chcą przejąć zasoby wodne

france24.com, reuters
Francja, USA
2011-06-07

Wielkie koncerny i politycy chcą handlować wodą na giełdzie . Powód- cena wody jest zbyt niska, tym samym ludzie korzystają z niej nie rozważnie. Teraz państwa, Narody zjednoczone i wielkie korporacje typu Nestle pokażą nam jak to się robi windując ceny o przynajmniej 300%.

Największym graczem wydaje się być elitarny fundusz finansowy Foundation of Saint Lazare operujący pieniędzmi najbogatszych ludzi tego świata. Dostaliśmy również potwierdzenie, że instytucja ta działa pod „Wojskowym i Szpitalnym Zakonem Świętego Łazarza z Jerozolimy” (ang. „Military and Hospitaller Order of Saint Lazarus”) Link do strony LINK.

Celem funduszu jest kontrola ziemskich zasobów wodnych. Na ich stronie możemy m.in przeczytać:
„Woda jest częścią światowego dziedzictwa. Dwie trzecie powierzchni naszej planety jest pokryte wodą. Mniej niż 1% jest dostępny dla potrzeb ludzkości. Ochrona, poszanowanie i wykorzystywanie tego zasobu naturalnego oraz rozwój tego co jest dla nas dostępne przez równowagę w przyrodzie jest w naszym interesie. Woda jest dla nas źródłem życia. Woda wkrótce stanie się instrumentem władzy i wpływów.” Więcej na stronie funduszu: theworldsociety.org oraz oslj.org

Nestle: handel wodą jest częściową odpowiedzią na wykarmienie świata. Barbara Lewis Genewa (PAP / Reuters)
Sprzedaż wody na giełdzie w ten sam sposób jak to ma miejsce z innymi towarami może pomóc w rozwiązaniu braków tego najbardziej cennego surowca, który może wyschnąć na długo przed wyschnięciem złóż ropy, powiedział we wtorek prezes Nestle.

„Nie jestem przeciwny tej idei,” powiedział agencji Reuters Peter Brabeck, prezes największej na świecie grupy spożywczej, pytany o pomysł dotyczący handlu wodą na giełdzie.

Pierwszym miejscem jakie powinno się rozważyć jest prowincja Alberta, powiedział, gdzie konkurencja może być szczególnie gwałtowna pomiędzy rolnikami wymagającymi wody dla nawadniania roślin, a koncernami naftowymi wymagającymi wody do wymywania piasków roponośnych, które wymagają zużycia znacznie większej ilości wody niż inne rodzaje depozytów ropy.

„Pracujemy intensywnie z rządem Alberta aby rozważył handel wodą” powiedział Brabeck.
Jako pierwszy krok, dodał, Alberta oddzieliła prawa do ziemi od prawa do zasobów wodnych, więc posiadanie ziemi nie daje automatycznie prawa do wody, która biegnie przez tą ziemię.

Podał on również starożytny przykład państwa nad Zatoką Omańską, które posiadało system wymiany wody sięgający tysięcy lat wstecz. Zauważył też, że silna zwyżka na ropę, której cena w kwietniu wspięła się na więcej niż 127 dolarów za baryłkę i była powyżej 117 dolarów we wtorek na międzynarodowych rynkach terminowych, może ograniczyć popyt.

„Widzisz co się dzieje, gdy rośnie popyt na rynku. Rynek reaguje i ludzie zaczynają używać ropę naftową w bardziej efektywny sposób”, powiedział.

„Jedną rzeczą, która się w ogóle nie porusza, to cena wody.”

Przewodniczący odmówił komentarza w odniesieniu do obecnej bańki na rynku towarów, w tym kakaa i kawy, a także oleju, używanego w dużych ilościach przez Nestle. Powiedział, że nie mógł się wypowiedzieć się na temat „kwestii operacyjnych.”

Woda, energia i żywność za miliardy.
Brabeck odpowiedział na pytania przed i po przemówieniu do głównie akademickiej publiczności w Genewie, w którym rozpatrywał wyzwanie dostarczenia wody, energii i żywności dla ludności całego świata, która ma osiągnąć 10 mld, według raportu Organizacji Narodów Zjednoczonych z ubiegłego tygodnia.

Jego wypowiedzi są echem komentarzy Światowego Forum Ekonomicznego z Davos na początku tego roku, mówiących o tym, że biopaliwa nie powinny pochłaniać cennych zasobów.

„Jedną z pierwszych decyzji, jaką należy przyjąć jest brak zgody na produkcję paliwa zamiast wody”, powiedział dodając, nawet biopaliwa drugiej generacji, które wykorzystują niespożywcze surowce, nie są odpowiedzią.

Twierdził, że druga generacja nie będzie w stanie wyprodukować dostatecznej ilości biomasy wymaganej przez ambitne cele rządowe, aby zwiększyć ilość biopaliw w bilansie energetycznym.

W Davos powiedział: „nie dla paliwa kosztem jedzenia” generuje to inflację cen żywności i powtórzył we wtorek, że rosnące ceny surowców były przyczyną niepokojów, które rozprzestrzeniły się w Afryce Północnej i Bliskim Wschodzie.

„Arabska wiosna naprawdę zaczęła się , gdy rządy musiały podnieść ceny żywności. Polityczny efekt przyszedł później. Przyszedł, bo ludzie zostali popchnięci w kierunku skrajnego ubóstwa,” powiedział.

20 byłych światowych przywódców dyskutuje o nadciągającym kryzysie wodnym.
Dwudziestu byłych szefów państw, w tym były prezydent USA Bill Clinton ostrzegł we, wtorek o zbliżającym się „kryzysie wodnym” i zgodził się powołać zespół, który zajmie lukę światowego lidera w tej sprawie. Emerytowani przywódcy, wśród nich były prezydent Meksyku Vicente Fox i były premier Japonii Yasuo Fukuda powiedział, że panel będzie działać w kierunku poruszenia kwestii politycznych w celu uniknięcia problemów z zaopatrzeniem w wodę na całym świecie.

Członkowie Rady InterAction uczestniczyli w tym roku w trzy dniowym dorocznym spotkaniu w Quebeku. Był na nim również obecny meksykański przywódca Ernesto Zedillo i Gro Brundtland z Norwegii. Grupa wezwała do uznania nowej międzynarodowej etyki zarządzania zasobami wodnymi i zaproponowała 21 zaleceń dla gospodarki wodnej na świecie.

Na szczycie listy: „wprowadzenie wody na pierwsze miejsce globalnej agendy politycznej.”

Inne pozycje zawierają połączenie badań nad zmianami klimatycznymi i problemami z wodą, tworząc prawo do posiadania wody i podniesienie jej ceny, aby odzwierciedlać jej ekonomiczną wartość.

W obszarach, gdzie woda jest racjonowana, priorytetem powinna być uprawa żywności a nie biopaliw stwierdziła grupa, której współprzewodniczącym jest były kanadyjski premier Jean Chretien i austriacki kanclerz Franz Vranitzky.

http://www.prisonplanet.pl/ 

Napisane w Świat. Tagi: , , . 21 Komentarzy »

PO wprowadzi dodatkowy podatek od energii elektrycznej?

Platforma Obywatelska rozważa wprowadzenie lokalnego podatku od energii elektrycznej, aby samorządy miały za co remontować sieci energetyczne. Płaciliby go mieszkańcy w rachunkach za prąd.

”Lewiatan nie zgadza się na wprowadzenie lokalnego podatku na remont sieci energetycznych. Uważamy, że modernizacja i rozwój sieci powinny być finansowane w ramach taryfy za przesył i dystrybucję, które ustalane są przez Urząd Regulacji Energetyki w porozumieniu z firmami dystrybucyjnymi.

Za efektywne działanie i rozwój sieci energetycznych odpowiada ich właściciel, a nie odbiorcy i lokalne władze. To nie samorządy, a URE wraz z terenowymi oddziałami ma kompetencje i wiedzę na temat rynku wytwarzania i dystrybucji energii. Urząd został powołany i wyposażony w kompetencje m.in. do efektywnego rozwiązania problemu rozwoju sieci energetycznych. Jeśli stawki za dystrybucję energii są niewystarczające na rozwój sieci, należy rozważyć ich zwiększenie np. poprzez przyspieszenie amortyzacji” – mówi Daria Kulczycka, dyrektorka departamentu Energii i Zmian Klimatu PKPP Lewiatan.

Ponadto, zamiast wprowadzać dodatkowe podatki należy efektywnie wykorzystać środki, które już wpłynęły od odbiorców do kasy państwowej: w 2009 roku Narodowy Fundusz Ochrony Środowiska zebrał 1 mld złotych z opłat zastępczych (w 2010 roku będzie to więcej), które powinny być wykorzystywane na poprawę efektywności energetycznej, w tym również na zwiększenie efektywności przesyłu energii.

Ponadto nie zostały wprowadzone regulacje umożliwiające szybkie przeprowadzenie inwestycji liniowych. Od samorządów lokalnych należy oczekiwać opracowania planów zagospodarowania przestrzennego, co przyspieszyłoby wydawanie pozwoleń na budowę linii energetycznych. Warto pamiętać, że rząd proponuje także finansowanie przez odbiorców rozwoju sieci przesyłowych w ramach nowego systemu białych certyfikatów.

Polska Konfederacja Pracodawców Prywatnych Lewiatan

http://www.wirtualnemedia.pl/

Płacimy najwyższe podatki w Europie

Zobacz, za co przez to przepłacamy. A będzie jeszcze gorzej.

Podstawowa stawka VAT w Polsce wynosi 22 proc. Średnia w UE to 20 proc. Tylko Szwecja, Dania i Węgry mają wyższą stawkę tego podatku – 25 proc. Co gorsza już wkrótce przestaną u nas obowiązywać stawki preferencyjne, co wszyscy odczujemy – informuje „Dziennik Gazeta Prawna”.

Od 2011 roku zmianie mają ulec stawki VAT na książki i czasopisma specjalistyczne oraz niskoprzetworzone produkty spożywcze (mięso, ryby, tłuszcze, owoce, warzywa) – to oznacza, że towary te znacznie zdrożeją.

Co prawda resort finansów stara się o to, by móc nadal stosować preferencyjne stawki na niektóre towary, ale na razie nie ma żadnych decyzji w tej sprawie – przypomina „DGP”.

Tymczasem, jak wynika z raportu Komisji Europejskiej, Polska ma i tak wysokie stawki VAT.

Czy mogłyby być niższe? Jak przypomina „DGP” podatek VAT jest w Europie podatkiem „zharmonizowanym, ale nie ujednoliconym”. Państwa mogą same regulować jego wysokość, pod warunkiem, że stawka standardowa nie będzie niższa niż 15 proc., a zredukowana – niż 5 proc. (mamy prawo do wprowadzenia dwóch takich stawek).

Niestety, państwa wolą ostatnio podwyższać stawki VAT niż je obniżać. Dlaczego?

Wynika to z konieczności ograniczania deficytu budżetowego, a podnoszenie podatków pośrednich jest najłatwiejszą tego metodą – inaczej niż w przypadku obniżania deficytu poprzez cięcia wydatków nie wiąże się to z ryzykownymi dla polityków protestami społecznymi tłumaczy gazecie Jerzy Martini doradca podatkowy w Baker & McKenzie.

http://www.sfora.biz/

http://podatki.gazetaprawna.pl/

Napisane w Polska. Tagi: , , . 4 Komentarze »