Niemcy? Jacy Niemcy? – Historia Europy 600 – 1000 A. D.

Manipulacje złotem i srebrem pod lupą Niemiec

Mija właśnie rok od czasu kiedy Niemcy usłyszały od USA, że na zwrot złota muszą poczekać sobie 7 lat. W momencie gdy Wenezuela odzyskała całe złoto w 3 miesiące okres kilku lat musiał bardzo zaboleć dawnego sojusznika. Co prawda Kanclerz Merkel brakuje odwagi jaka cechowała Genarała De Gaulle’a w walce o odzyskanie złota lecz jak widać po ostatnich ruchach niemieckiego BaFin’u kraj ten zaczyna ogrywać się na kartelu.

BaFin jest organem nadzoru nad rynkami finansowymi w Niemczech. BaFin działa w miarę niezależnie i raportuje bezpośrednio do Ministerstwa Finansów. Działania agencji przez ostatni rok jasno pokazują, że Niemcy jako pierwszy kraj przystąpił do robienia porządku na rynkach finansowych.

Skandal z ustawianiem LIBOR’u, który wybuchł przed ponad 2 laty, a w którym uczestniczył Deutsche Bank zapoczątkował intensywne śledztwo, które ciągnie się do dziś, a efektem którego są liczne akty oskarżenia. Działania organizacji nasiliły się zwłaszcza w ciągu ostatniego roku po odmowie wydania złota. Oliwy do ognia dolał skandal ze szpiegowaniem polityków wysokiego szczebla przez NSA. Kolejny nacisk na oczyszczenie systemu pochodzi ze wschodu i wiąże się z utratą alokowanego złota przez Deutche Bank.

Jak widać miarka się przebrała i Niemcy postanowili uderzyć tam gdzie boli najbardziej czyli w manipulacje cenami złota i srebra a konkretnie w London Gold Fixing.

Czym jest London Fix? Otóż każdego dnia w Londynie przedstawiciele 5 banków spotykają się dwa razy dziennie aby ustalić cenę złota. Rytuał ten wywodzi się jeszcze z roku 1919. Na podstawie informacji z różnych oddziałów banki: Barclays, Deutsche Bank, Bank of Nova Scotia, HSBC i Societe Generale ustalają jaka ma być cena złota i srebra. Poranna publikacja ceny praktycznie otwiera handel w świecie zachodnim dla rynku o dziennych obrotach rzędu 215 mld USD.

Wiedza o przyszłej cenie metalu nawet z wyprzedzeniem kilkunastu minut daje ogromną przewagę względem innych uczestników rynku i jest nagminnie wykorzystywana przez główne banki do tzw. insider tradingu.

Właśnie insider trading oraz manipulacja rynkiem złota jak i srebra jest przedmiotem dochodzenia prowadzonego przez BaFin. Po licznych przesłuchaniach wiele osób zaangażowanych w proces zgodziło się na współpracę. Wydaje się, że Prezes BaFin’u Elke Konig traktuje realizację swoich zadań bardzo poważnie.

Mimo, iż podobne sprawy badane są przez brytyjski Financial Conduct Authority czy amerykański CFTC to wyłącznie po Niemcach oczekuję rezultatów. O ile w przypadku UK może coś się wydarzyć o tyle w USA na czele organizacji nadzoru zawsze zasiadały osoby mianowane przez kartel. Doskonałym przykładem skorumpowania był Bart Chilton, który mimo ewidentnych dowodów przez lata nie dopatrzył się manipulacji na rynku złota i srebra.

Czy tym razem będzie inaczej?

Elke Konig jest właściwą osobą do trudnych zadań i dowiodła wiele razy, że nie boi się kartelu. Twarde dowody na manipulacje rynkiem złota i srebra w połączniu z handlem na bazie poufnych informacji niewątpliwie bardzo by się przysłużyły do rozbicia archaicznej procedury wpływania na cenę jaką jest London Fix. Mimo iż, BaFin może prowadzić dochodzenie wyłącznie przeciwko bankom niemieckim co ogranicza działania wyłącznie do jednego z pięciu uczestników London Gold Fixing to atmosfera skandalu wynikła z ewentualnego skazania pewnych osób wymusiłaby na Brytyjczykach czy Francuzach podobnie inicjatywy.

Czas pokaże jak sprawa się zakończy. Niemniej wściekłość Niemców na USA oraz kartel bankowy jest ogromna i jest to kolejny czynnik, który z czasem przyłoży się do uwolnienia cen złota i srebra spod manipulacji papierem.

Trader21

http://independenttrader.pl/

Neu Deutschland i ukryta władza w Niemczech

Nowe państwo w Niemczech

Wezwanie Dr. Ratha do mieszkańców Niemiec, Europy i całego świata, Berlin 13.03.2012

Uzupełnienie wezwania Dr. Ratha do mieszkańców Niemiec, Europy i całego świata.

Dotyczy: Wezwanie Dr. Ratha do mieszkańców Niemiec, Europy i całego świata.

Kim jest Dr.Rath? Dr. Matthias Rath jest założyciele fundacji zdrowia zajmującej się medycyną komórkową i będącą wielką alternatywą dla tabletek koncernów farmaceutycznych. Co ciekawe jego organizacja większość zysków przekazuje na dalsze badania nad naukowo udokumentowanymi naturalnymi metodami i pracę informacyjno – edukacyjną, demaskująca między innymi mechanizmy działania farmaceutycznego rynku „profit z chorób”

Jego organizacja Profit over life przez wiele lat szukała odpowiednich dokumentów z Norymbergi, w celu udokumentowania prawdziwych faktów i koligacji politycznych na arenie europejskiej i nie tylko. Na stronie Profit over life znajdziecie dokumenty z Norymbergi, które są powoli tłumaczone na język polski.

Większość osób nie wie, jakie firmy zostały skazane w procesach w Norymberdze, ponieważ prawdy te były ukrywane przed społeczeństwem. Mało osób też zdaje sobie sprawę, że dzisiejsza chemioterapia to dokładnie efekt testów na LUDZIACH w obozach nazistów. Koncerny farmaceutyczne wspierały II wojnę światową. W dzisiejszych czasach te same firmy produkują leki dla ludzi, oraz organizmy modyfikowane genetycznie. Są oddziały tych firm, figurujące pod zupełnie innymi nazwami. Niektóre z nich są współudziałowcami lub współwłaścicielami innych korporacji chemicznych.

Firma I.G Farben – kto wchodził w skład / współpracował z tym kartelem:
BASF
Bayer
Hoechst – obecnie Sanofi Aventis

Obecnie wszystkie te firmy w pełni sił produkują dla ludzi leki i nie tylko:
(BASF i jego ziemniak).
Bayer Crop Science – zajmuje się biotechnologią, chemią ochrony rośli.
Sanofi Aventis – jeden z wiodących koncernów farmaceutycznych.

Co ciekawe Sanofi Aventis jest członkiem Europejskiej Federacji Producentów Leków i ich Stowarzyszeń (wikipedia)

Międzynarodowe kartele warunkujące rozwój III Rzeszy

Na stronie rodziny Kurkiewicz, można znaleźć streszczenie informacji zawartych w dokumentach z norymbergii ( od Norymbergi do Brulseli )

Co to było I.G. Auschwitz. Była to fabryka usytuowana obok obozu w Auschwitz.. dokładnie 7 kilometrów dalej. Fabryka ta według Dr. Rath jest córką takich firm jak Bayer, Hoechsta, BASF i innych koncernów I.G. Farben. W tej właśnie fabryce planowano wyprodukować całą chemię potrzebną do konstrukcji broni, której naziści mieli użyć w celu dalszego podboju europy. Fabryka zajmowała 24 km kwadratowe. Zakłady chemiczne w Oświęcimiu zostały przejęte po II wojnie światowej i otwarte jako już Polskie. Obecnie ich obszar to mniej więcej 4 km2

Znamiennym jest, że w podsumowaniu zarzutów w procesie w Norymberdze, zostało wypowiedziane takie zdanie: „Wojna bez udziału I.G Farben nie miała prawa zaistnieć”. Większość związków chemicznych ( 100% w walce zdobywczej ) została wyprodukowana w firmach I.G Farben Industries.

Dlaczego te informacje są takie istotne?? Są to korporacje chemiczne, które są odpowiedzialne za takie rzeczy jak II wojna światowa, które pokazały jak stawia się interes korporacji nad milionami istot żywych bez żadnych skrupułów. Te korporacje w dzisiejszych czasach produkują „leki” dla ludzi. Lobbują w rządach międzynarodowych. Wymyślają bzdury w stylu: zioła nie są zbadane przez naukowców – leki są dobre i przebadane. (patrz codex alimentarius). Te same firmy zajmują się produkcją ciężkiej chemii dla rolników, którą później zjadamy wraz z roślinami z których wyprodukowano produkty. Te same firmy zajmują się produkcją zmodyfikowanych roślin. Te same firmy powodują skażenie środowiska roślinami modyfikowanymi genetycznie jednocześnie powodując zanikanie gatunków PUBLICZNYCH – (czytaj darmowych). Trzeba uwzględnić, że liderem tego skażenia jest firma Monsanto, która nie figuruje na liście wyżej wymienionych firm, jednak te wymienione idą dokładnie tą samą drogą, można więc założyć że konsekwencje ich postępowania będą dokładnie takie same. Ja osobiście nie mam żadnego zaufania do korporacji, które wcześniej wsławiły się finansowaniem (pośrednio) ludobójstwa i testami chemikaliów na tysiącach / setkach tysięcy ludzi. Ich modyfikacje genetyczne pomimo faktu, że jest to zazwyczaj jeden gen, podczas gdy roślina posiada ich dziesiątki tysięcy?.. ich modyfikacje – rośliny.. POSŁUCHAJ! SĄ OPATENTOWANE! Skutki? takie jak w Kanadzie (Percy Schmeiser – Monsanto i zagrożone prawa rolników)

NAJWAŻNIEJSZE – rok 2007 – Największe firmy chemiczne Świata – Amerykański miesięcznik FORTUNE ogłosił wyniki tegorocznego rankingu 500 największych firm w skali globu. Znalazło się wśród nich 11 firm chemicznych i w śród nich nasze wspomniane wyżej firmy: ZESTAWIENIE

Jakiś czas temu wpadła mi w ręce książka pod tytułem „Czarna lista firm – Intrygi światowych koncernów” napisana przez Klaus`a Werner`a i Hans`a Weiss`a. Z tyłu na okładce napisano: „.. 500 największych koncernów obraca jedną czwartą światowego produktu brutto i kontroluje 70% globalnego handlu..”. W książce tej bardzo odkładnie przygotowano dane na temat wielu koncernów, nie tylko tych o których piszę. Firma Bayer i Sanofi Avensis została podsumowana następująco – zarzuty: „.. import surowców z rejonów wojny, sprzedaż niebezpiecznych i trujących środków owadobójczych, wyzysk i praca dzieci u dostawców surowcówfinansowanie nieetycznego testowania leków, utrudnianie krajom rozwijającym się produkcji i urynkowienia ważnych dla życia leków. Wiosną 2003 roku India Committee of the Netherlands opublikował analizę, według której koncerny takie jak: Bayer, Monsanto, Unilever, Syngenta zarabiają na wyzysku dzieci przy produkcji nasion.”

Tutaj link do fundacji Dr. Rath`a w języku polskim.

Oraz film: „Dr Rath – kartel farmaceutyczny (4 części)” – http://www.youtube.com/watch?v=jw35QwKuHtc&feature=player_embedded

http://maciejka.nowyekran.pl/

 

Germany 1940 – Izrael 2009

Niemieccy naukowcy pozywają rząd w sprawie chemtrails

Dr Rath – Kartel farmaceutyczny

Nord Stream dociera do Świnoujścia i Szczecina

W związku z tym, że media ostatnio interesują się tematami zastępczymi, takimi jak dopalacze, nowa partia pana Palikota itd, pomijany jest bardzo ważny problem planowanego położenia Gazociągu Północnego. Przypomnijmy, że gazociąg ten połączy Rosję z terytorium niemieckim i będzie przebiegał przez tor podejściowy statków do Zespołu Portów w Szczecinie i Świnoujściu.

Należy się bardzo dziwić, że Premier Donald Tusk – tak jak i w zasadzie cały rząd PO – nie widzi żadnego zagrożenia tą niezwykle poważną sprawą. Rząd polski, godząc się na położenie gazociągu Nord Steam proponowaną obecnie trasą, zgadza się bowiem jednocześnie na trwałe spłycenie toru podejściowego do Zespołu Portów Szczecin – Świnoujście, a tym samym wyraża milczącą zgodę na zamknięcie drogi rozwoju największemu z krajowych portów. Przyzwolenie na położenie gazociągu na głębokości 17 metrów, oznacza, że jednostki o zanurzeniu powyżej 13 i pół metra nie będą mogły wpływać do portów w Świnoujściu i Szczecinie. Statki te będą więc przejmowane przez porty niemieckie, np. port w Rostoku, natomiast porty w Szczecinie i Świnoujściu zostaną w sposób trwały skazane na ograniczenia w akwizycji ładunków. Zauważyć należy, że w światowym transporcie morskim istnieje tendencja do budowania coraz większych statków. Niestety, z powodu budowy gazociągu Nord Stream statki te nie wejdą do świnoujskiego i szczecińskiego portu.

Doszliśmy do momentu, w którym konieczne są natychmiastowe działania. W tym tygodniu budowa Nord Stream obejmie już obszary toru podejściowego do Świnoujścia i Szczecina. Za parę tygodni wszelkie protesty w tej sprawie, po wybudowaniu tej części gazociągu, będą już bezcelowe ze względu na fakty dokonane. W chwili obecnej istnieje jeszcze możliwość wystąpienia do sądu niemieckiego o wydanie zarządzenia tymczasowego, wstrzymującego niemiecko-rosyjską inwestycję w interesującym nas obszarze. Przypomnijmy bowiem, że Zarząd Portów w Szczecinie – Świnoujściu złożył w Niemczech zażalenie na decyzję o budowie gazociągu na własnym torze podejściowym. Nie domagał się jednak natychmiastowego wstrzymania prac. Aktualnie możemy powołać się na to zażalenie i domagać się wydania zarządzenia tymczasowego, z rygorem natychmiastowej wykonalności, w kwestii wstrzymania budowy Nord-Streamu, aż do chwili wydania ostatecznego orzeczenia niemieckiego sądu.

Przypomnijmy, że rząd J. Kaczyńskiego wyraźnie artykułował sprzeciw wobec budowy Gazociągu Północnego, nie tylko ze względu na bezpieczeństwo energetyczne kraju, ale także z powodu zagrożenia dla sieci komunikacyjnych zachodniej Polski. Dzisiaj widzimy to bardzo konkretnie : aby sprostać konkurencji na Bałtyku, w otoczeniu ościennych portów, trzeba spełnić techniczny wymóg 15 metrów zanurzenia dla jednostek morskich obsługiwanych przez zespół portów Szczecin – Świnoujście.

Należy zauważyć, że obecny rząd mylnie zakłada, iż Zespół Portów Szczecin – Świnoujście nie będzie w przyszłości obsługiwać jednostek pływających o zanurzeniu powyżej 13,5 metrów. Rząd – zamiast koncentrować swoją uwagę na kwestiach, związanych z ochroną bezpieczeństwa transportowego kraju, woli skupiać się na tematach nośnych medialnie.

Marek Gróbarczyk – Poseł do Parlamentu Europejskiego, minister gospodarki morskiej w Rządzie Jarosława Kaczyńskiego

wPolityce.pl

To był zamach – mówią eksperci polski i niemiecki

Informacja, że Tu-154 podchodził do lądowania prawie do końca na autopilocie, potwierdza niemal ze stuprocentową pewnością tezę, że załogę wprowadzono w błąd przy użyciu tzw. meaconingu. Oznaczałoby to, że Lech Kaczyński z małżonką i pozostałe 94 osoby na pokładzie zostały zamordowane.

Raport rosyjskiego Międzypaństwowego Komitetu Lotniczego (MAK), zaprezentowany w Moskwie przed kamerami telewizyjnymi, za katastrofę pod Smoleńskiem obarcza winą polskich pilotów, pozostawiając przy tym miejsce dla domysłów, że załoga uległa naciskom któregoś z pasażerów.

„Komisja Techniczna jednoznacznie stwierdziła – w czasie lotu nie doszło do aktu terrorystycznego, wybuchu, pożaru na pokładzie, niesprawności urządzeń technicznych samolotu. Silniki pracowały do samego zderzenia z ziemią. (…) Ustalono, ze w kabinie znajdowały się osoby niebędące członkami załogi. Głos jednej z nich dokładnie zidentyfikowano, głos innej (lub innych) poddawany jest dodatkowej identyfikacji przez stronę polską. Jest to ważne dla śledztwa” – czytamy w dokumencie. Ale mimo ogólnikowego charakteru i rażącej jednostronności w raporcie znalazły się istotne informacje, które podważają wersję Rosjan, wskazując przy tym, że tragiczna śmierć 96 Polaków – w tym prezydenta RP – wcale nie była konsekwencją nieszczęśliwego wypadku.

Kto zmylił autopilota?

Z raportu rosyjskiego MAK wynika przede wszystkim, że samolot prezydencki podchodził do lądowania na autopilocie, który sterował zarówno wysokością, ciągiem, jak i kursem rządowej maszyny. Co ciekawe, informacji tej nie podano podczas konferencji prasowej; znajdowała się ona tylko w pisemnej wersji dokumentu.

„Wyłączenie pilota automatycznego w płaszczyźnie wzdłużnej i automatycznego regulatora ciągu nastąpiło przy próbie odejścia na drugi krąg odpowiednio na 5 i 4 sekundy przed zderzeniem z przeszkodą (drzewem), które zapoczątkowało niszczenie konstrukcji samolotu” – informują autorzy raportu. To bardzo ważna informacja. Autopilot jest urządzeniem do automatycznego sterowania samolotem, pobierającym do tego celu dane z GPS i innych wskazań przyrządów pokładowych (na GPS opiera się zresztą cały nowoczesny „flight management system”, w którym zintegrowane są urządzenia nawigacyjne, podłączone do komputera pokładowego).

Ostatni etap przed lądowaniem na autopilocie to przelot przez kolejne, leżące obok siebie tzw. waypoints: 10 km przed pasem – wysokość 500 m, 8 km – 400 m, 6 km – 300 m, 4 km – 200 m, 2 km – 100 m – ten ostatni punkt to tzw. punkt decyzji i wysokość decyzyjna: jeśli pilot nie widzi tutaj pasa startowego, to musi zrezygnować z lądowania i polecieć na inne lotnisko. Tymczasem załoga polskiego samolotu (w tak trudnych warunkach pogodowych) wyłączyła pilota dopiero 5 sekund przed katastrofą, mimo że można to zrobić w sekundę, jednym ruchem ręki. Należy zaznaczyć, że waypoints przy lądowaniu są określone inaczej dla każdego typu maszyny i nie mają nic wspólnego z tym, gdzie lądujemy.

Dziennik „Fakt”, powołując się na rosyjskiego prokuratora, który słyszał rozmowy w kokpicie, napisał kilka dni temu, że parę sekund przed tragedią piloci – dotąd spokojni – zaczęli wołać: „Daj drugi… W drugą!”. Musiał być to po prostu pierwszy moment, w którym załoga zorientowała się, że jest w złym miejscu i na złej wysokości – prawdopodobnie minęli wtedy znajdującą się tam antenę NDB lub – jak czytamy w raporcie – uderzyli w drzewo. Dlaczego piloci schodzili spokojnie do lądowania na autopilocie i dopiero kilka metrów nad ziemią zorientowali się, że samolot jest tak nisko? Czy byli samobójcami? Dlaczego nie reagowali na wskazania urządzeń pokładowych, które – jeśli działały bez zarzutu, jak twierdzą Rosjanie – musiały informować ich, że są na wysokości 100, a potem 70 czy 20 m? Wytłumaczenie jest tylko jedno: autopilot opierał się na błędnych danych z komputera pokładowego, a piloci myśleli, że są znacznie wyżej.

Strąceni fałszywym sygnałem

To, że 10 kwietnia pod Smoleńskiem sygnał GPS w Tu-154 był zakłócony – co doprowadziło do błędu pozycji samolotu w pozycji horyzontalnej (160 m w lewo od osi pasa startowego oraz szacunkowo 80 m w pionie) – jest oczywiste. Inteligentną metodą takiej agresji jest meaconing, polegający na nagraniu sygnału satelity i ponownym nadaniu go (z niewielkim przesunięciem w czasie i z większą mocą) na tej samej częstotliwości w celu zmylenia załogi samolotu. Od razu podkreślmy, że nie jest to żadna fantastyczna technika z filmów o Jamesie Bondzie: od czasu zamachów terrorystycznych w Nowym Jorku na World Trade Center meaconingu używa się w prawie wszystkich krajach świata m.in. do ochrony obiektów specjalnego znaczenia, takich jak np. elektrownie atomowe czy obiekty rządowe (np. w razie ataku rakietowego).

W przypadku Tu-154 podchodzącego właśnie do lądowania wystarczyłoby niewielkie przekłamanie sygnału, by doprowadzić do tragedii. Meaconing można „ustawić” z precyzją do 0,3 m, a do zaburzenia prawidłowego działania może dojść ze źródła oddalonego nawet o kilkadziesiąt kilometrów od samolotu. Technicznie możliwe jest również zmylenie wysokościomierza radiowego. Gdyby dodać do tego przekazanie nieprawdziwej wartości ciśnienia barometrycznego (Rosjanie nie poinformowali dotychczas, jakie ciśnienie podali dowódcy tupolewa), załoga samolotu była – nawet przy dużo lepszej widoczności niż ta, która panowała w Smoleńsku – bez szans. Charakterystyczne ukształtowanie terenu przed lotniskiem Smoleńsk-Siewiernyj – rozległa niecka – stanowiło dodatkową gwarancję powodzenia ataku.

Wskazania wysokości przez GPS i innych urządzeń nie były prawidłowe, ale mimo wszystko wystarczające, by uruchomić EGPWS (system ostrzegający pilotów o odległości samolotu od gruntu). Jego sygnał ostrzegawczy włącza się, gdy samolot schodzi poniżej 666 m (2000 stóp) nad ziemią. Piloci zignorowali ostrzeżenie EGPWS (jako że jego zadaniem jest ostrzegać przed zbliżającą się ziemią i robi on to za każdym razem, kiedy się ląduje) i lecieli dalej, oczekując, że za jakiś czas zobaczą pas startowy (zgodnie z procedurami pilot miał prawo podchodzić do wysokości decyzyjnej i dopiero wtedy podjąć decyzję o kontynuacji lub zaniechaniu manewru). Problem w tym, że EGWPS także opiera się na pomiarach położenia uzyskanego z odbiornika GPS i wysokości z wysokościomierza radiowego: Tu-154 wkrótce znalazł się więc nie 100, lecz 5 m nad ziemią. Piloci nie zdążyli nawet poszukać wzrokiem pasa startowego…

Jeszcze raz powtórzmy: skoro samolot leciał na włączonym autopilocie, to piloci wierzyli, że są znacznie wyżej i w innej pozycji. Samolot zaczął „nurkować”, zanim piloci przeszli na ręczne sterowanie, co oznacza, że albo doszło do awarii autopilota, albo celowego zakłócania. Komisja nie stwierdziła awarii, poza tym urządzenie będące tyle lat w eksploatacji raczej nie powinno mieć takich niespodziewanych awarii.

I nie może tu być mowy – jak sugerowali niektórzy dziennikarze – o jakimś innym wytłumaczeniu, jak np. pomyłce przy wprowadzaniu danych o ciśnieniu, spowodowanej stosowaniem innych jednostek w Rosji. Zarówno qnh, qfe, pascale czy mmHg są wartościami standardowymi stosowanymi na całym świecie. Oprogramowanie używane w komputerach pokładowych jest przystosowane do analizy poprawności wprowadzanych danych właśnie ze względu na ryzyko pomyłki.

Jak dojść do prawdy

Wraz z upływem czasu coraz trudniej będzie uzyskać dowody wyjaśniające, kto i jak doprowadził do katastrofy polskiego samolotu pod Smoleńskiem. Zastanawiające, że dane, które mogłyby zaprzeczyć zarówno prezentowanej na łamach „GP” hipotezie o możliwości eksplozji w Tu-154 (przy czym teza o wybuchu nie wyklucza wcześniejszego zmylenia załogi poprzez meaconing!), jak i naszym ustaleniom – znajdują się w rękach Rosjan, którzy nie chcą lub przez długi czas nie chcieli udostępnić ich stronie polskiej.

Gruntownej analizie poddano jedynie same przyrządy nawigacyjne, a także urządzenia TAWS, które nie zawierają informacji o sygnale GPS, w związku z czym są bezużyteczne przy weryfikacji hipotezy o zakłóceniu sygnału satelitarnego.

Atak na przyrządy nawigacyjne można bowiem stwierdzić wyłącznie przez analizę czarnych skrzynek, a dokładniej: jednego z parametrów zapisanych w jednym z rejestratorów. Niestety, czarne skrzynki to tylko lepiej lub gorzej zabezpieczone nośniki i usunięcie śladów meaconingu – zwłaszcza dla służb znających od podszewkę budowę Tu-154 i jego przyrządów – nie jest trudnym zadaniem. Wystarczy, żeby ingerującym w zawartość rejestratorów nikt przez kilka godzin, a tym bardziej przez kilka tygodni nie przeszkadzał. Marek Strassenburg Kleciak, Hans Dodel

Marek Strassenburg Kleciak – pracujący w Niemczech polski specjalista ds. systemów trójwymiarowej nawigacji; wygłaszał prelekcje m.in. na Uniwersytecie Bundeswehry w Monachium i w Instytucie Faunhoferea w Darmstadt; doradca niemieckich organów administracji państwowej.

Hans Dodel – niemiecki ekspert od systemów nawigacji i wojny elektronicznej, autor książki „Satellitennavigation”.

Historia lubi się powtarzać?

19 października 1986 r. na terytorium RPA rozbił się Tu-134 z prokomunistycznym prezydentem Mozambiku na pokładzie (oprócz niego w samolocie znajdowały się 43 osoby, w tym kilkunastu ministrów i innych ważnych urzędników tego państwa). Podobnie jak w przypadku katastrofy pod Smoleńskiem, maszyna roztrzaskała się, odchyliwszy się wcześniej o 37 stopni od właściwego toru lotu, a piloci obniżali samolot, zachowując się tak, jakby nie mieli świadomości, na jakiej wysokości się znajdują. Zignorowali też – tak jak polska załoga – sygnał ostrzegawczy GWPS, który włączył się 32 sekundy przed upadkiem. Po katastrofie południowoafrykańska policja zabrała wszystkie czarne skrzynki, odmawiając poddania ich niezależnemu badaniu. Oficjalny raport przygotowany przez śledczych RPA do złudzenia przypominał ustalenia Rosjan ws. katastrofy pod Smoleńskiem. Jego tezy były następujące:

1) samolot prezydenta Mozambiku był w pełni sprawny, 2) wykluczono akt terroru lub sabotażu, 3) załoga nie przestrzegała procedur obowiązujących przy lądowaniu, 4) załoga zignorowała ostrzeżenia GWPS.

Rosjanie, którzy w katastrofie stracili wiernego sojusznika, gwałtownie oprotestowali raport komisji południowoafrykańskiej. Oskarżyli władze RPA o zamach polegający na… zakłóceniu sygnału satelitarnego samolotu. Wskazywały na to okoliczności wypadku, bardzo przypominające zresztą – jak już wspomnieliśmy – to, co wydarzyło się 10 kwietnia 2010 r. pod Smoleńskiem.

Po kilkunastu latach okazało się, że w tym akurat przypadku rację mieli komuniści. W styczniu 2003 r. Hans Louw, były agent służb specjalnych rasistowskiego reżimu RPA, przyznał, że samolot został strącony wskutek celowego zakłócenia sygnału satelitarnego przez południowoafrykańskich agentów. Dodał, że w wypadku niepowodzenia ataku maszyna miała zostać zestrzelona przez jedną z dwóch specjalnych ekip. (lm, wg)

http://media.wp.pl