Czy Twoje pieniądze są bezpieczne w polskich bankach?

W ciągu ostatnich 3 miesięcy w kilku miejscach w Europie banki komercyjne stanęły na skraju bankructwa, a środki w nich ulokowane zostały albo zamrożone albo dostęp do nich został poważnie utrudniony.

Problemy dotyczyły KTB, czwartego co do wielkości banku w Bułgarii. Co prawda, do problemów banku bardzo przyczyniła się Rosja, inicjując „run na banki”, gdy tylko rząd w Sofii zatrzymał budowę gazociągu. To jednak pokazuje jak niewiele trzeba aby wywołać problemy dużego banku. Czytaj resztę wpisu »

Koniec mitu silnego Euro

Od rozpoczęcia kryzysu finansowego w 2008 roku największe banki centralne na świecie rozpoczęły bezprecedensową akcję zwiększania podaży pieniądza. Za pieniądze drukowane z powietrza banki centralne skupowały obligacje rządowe pozwalając na zwiększenie zadłużenia wielu krajów. Spora część środków trafiła także do banków komercyjnych, które odsprzedały bankom centralnym śmieciowe aktywa, na które nie było kupców, a które mogły doprowadzić owe banki do bankructwa. Czytaj resztę wpisu »

Napisane w Bankowość. Tagi: . Leave a Comment »

Jak zarabiać na sankcjach gospodarczych?

W latach 2003 – 2010 większość giełd na świecie podążała zgodnie z rytmem narzuconym przez Wall Street. Jeżeli na giełdzie w NY mieliśmy wzrosty, sytuacja szybko przenosiła się na inne rynki na drugim końcu globu.

W ciągu ostatnich trzech lat giełdy na całym świecie zaczęły żyć własnym życiem. W zeszłym roku indeksy na rynkach rozwiniętych (developed) wzrosły średnio o 22%, podczas gdy rynki rozwijające(emerging markets) generalnie stały w miejscu. Czytaj resztę wpisu »

Das Safe czyli jak przechować metale poza systemem bankowym

Wielokrotnie na łamach bloga podkreślałem, że złoto czy srebro powinniśmy trzymać poza systemem bankowym. Mimo iż polskie banki są relatywnie bezpieczne oraz zawartość skrytek bankowych nie wchodzi do masy upadłościowej banku to lepiej dmuchać na zimne.

Czytaj resztę wpisu »

Kolejny wielki gracz na rynku złota / srebra

Pod koniec czerwca w Singapurze na forum LBMA wystąpiło dwóch bardzo ważnych gości, których przemówienia zostały praktycznie zmarginalizowane w zachodnich mediach, a moim zdaniem, są one bardzo ważne dla osób interesujących się tematyką złota i srebra. Czytaj resztę wpisu »

Comex – kasyno ze zmiennymi regułami gry

Inwestowanie poprzez kontrakty terminowe czy inne instrumenty notowane na platformach transakcyjnych od zawsze przypominało grę znaczonymi kartami. Wielokrotnie opisywałem sytuację przeciętnego inwestora, który z góry usytuowany jest na dużo gorszej pozycji niż operator platformy czy globalne banki inwestycyjne.

Nie bez przyczyny średni czas w po którym kończą się nowicjuszom środki na koncie brokerskim to 173 dni. Przez nowicjuszy rozumiem 90% uczestników rynku gdyż dokładnie taki odsetek osób traci kapitał w ciągu kilku pierwszych miesięcy. Zaledwie 5% osób odnotowuje małe zyski wystarczające na pokrycie prowizji oraz kosztów kredytu pod lewar. 3% kont maklerskich generuje przyzwoite zyski podczas gdy największy strumień kapitału trafia zalewie do 2% uczestników rynku.

Czemu zwykły inwestor jest skazany na porażkę?

– Insiders – są to grupy osób pochodzące z najbliższego kierownictwa spółek. Znają oni firmy od podszewki. Wiedzą o zdarzeniach wpływających na cenę dużo szybciej niż pozna je przeciętny inwestor. Wykorzystywanie poufnych informacji do osiągania zysków jest oczywiście zakazane lecz w praktyce insider trading jest powszechnie stosowany gdyż jest trudne do wykrycia. Co więcej wielu polityków jak np. kongresmeni w USA jest wyłączonych z ograniczenia dotyczącego handlu z wykorzystaniem informacji niejawnych.

– Market Makers – kursy walutowe nie zależą już dziś od gospodarki danego kraju lecz od tego co zrobi dany bank centralny. Jak wiadomo główne banki centralne należą do największych banków komercyjnych lub są od nich zależne poprzez Bank of International Settlements. Zmiany zatem podaży pieniądza czy stóp procentowych są dobrze znane pewnym grupom interesu z wyprzedzeniem. Informacja ta pozwala zająć bezpieczną pozycję w kontraktach i czekać aż zrealizuje się wcześniej ustalony scenariusz po czym zainkasować zysk od „dostarczycieli kapitału”.

– Front Running – duże zlecenia są w stanie wywołać określny ruch na danym walorze. Wiedząc o tym określone grupy składają swoje zlecenia wiedząc co wydarzy się w określonym czasie. Trzy lata temu londyński trader Andrew Maquire z 3 tygodniowym wyprzedzeniem informował o planowanym ataku na srebro. Atak nastąpił dokładnie jak opisał to Andrew. Takich przypadków jest mnóstwo. Zazwyczaj Front Running dotyczy godzin lub minut lecz jest to praktyka dość popularna w głównych centrach handlu jak Londyn czy NY.

– High Frequency Trading – jest to tzw. front running na sterydach. Załóżmy, ze mamy sytuację w której pojawia się duże zlecenie lub grupa mniejszych zleceń, która może wpłynąć na zmianę ceny dowolnego aktywa. HFT wyłapuję taki sygnał natychmiastowo po czym dokonuje zlecenia wyprzedzającego. Dzięki temu system zarabia minimalne kwoty lecz są one naliczane od miliardów transakcji. Pokrzywdzonym jest oczywiście pospolity inwestor, który wskutek działań HFT jest zmuszony kupić dane aktywo drożej lub sprzedać.

W perspektywie roku pewien system oparty na HFT a należący do jednego z większych banków wygenerował tylko 1 dzień straty. W pozostały 200 dniach wypracowywał zyski. Skuteczność trafności na poziomie 99,5%.  To się nazywa efektywność rynków kapitałowych.

Zmienne reguły gry

Mimo tak ogromnej przewagi nad zwykłymi inwestorami operatorzy giełd skupieni wokół banków inwestycyjnych mają także możliwość zmiany zasad gry gdy scenariusz rozwija się nie po ich myśli.

1. Bracia Hunt – przypadek opisałem szczegółowo w artykule Bracia Hunt – lekcja historii
W ramach przypomnienia. W latach 1972 – 1979 w ramach ochrony przed szalejącą inflacją Bracia Hunt skupowali z rynku srebro fizyczne. Skala skupu przyczyniła się do znacznego wzrostu ceny co było nie na rękę kartelowi i klasie rządzącej w USA. W pewnym momencie do skupu metalu zaczęli wykorzystywać Comex przy znacznym lewarze doprowadzają do prawdziwej eksplozji ceny srebra z poziomu 8 USD w 1979 do 50 USD w 1980 roku.

Kartel nie mogąc poradzić sobie standardowymi metodami zmienił zasady dotyczące handlu kontraktami terminowymi. Pojedynczy inwestor nie mógł posiadać pozycji większej niż 3 mln uncji. Aby powstrzymać wzrost ceny podniesiono także wysokość depozytów (margin requirements). Wszystkie kontrakty powyżej 3 mln miały być zamknięte w ciągu kolejnych 3 miesięcy.

Ostatecznie na początku 1980 Comex zmienił reguły po raz kolejny ograniczając maksymalną ilość kontraktów do 10 mln uncji na tradera. Kontrakty przekraczające ustalony limit miały być zamknięte w ciągu miesiąca. 17-go stycznia 1980 roku srebro osiągnęło 50 USD. Cztery dni później Comex zawiesił handel srebrem. Przyjmowano wyłącznie zlecenia zamykające kontrakty co doprowadziło do załamania się ceny.

2. Metale szlachetne rok 2011
To co się działo w pierwszej połowie 2011 roku wskazuje co może stać się z ceną metali szlachetnych gdy tylko kartel utraci kontrolę nad papierowym złotem.

W ciągu pierwszych kilku miesięcy 2011 roku ceny złota i srebra wzrosły o 37% i 82% odpowiednio. Kartel próbując powstrzymać wzrost ceny zwiększał ogromną ilość kontraktów short. Okazało się to jednak nieskuteczne.

Kontynuacja wzrostów mogła doprowadzić do utraty zaufania do dolara jak i do upadku banków bulionowych w efekcie nagromadzenia ogromnej pozycji short (bank traci gdy rośnie cena).

W akcie desperacji operator giełdy zdecydował się na podniesienie margin requiremets (depozyty będące zabezpieczeniem kontraktów). Właścicielom kont dano kilka godzin na uzupełnienie kapitału. W sytuacji gdy ktoś nie był w stanie uzupełnić depozytu do nowych poziomów broker zamykał jego pozycję automatycznie.

Banki bulionowe zaangażowane po stronie short, będące jednocześnie akcjonariuszami giełd wiedziały z wyprzedzeniem o konieczności uzupełnienia depozytów i były na to doskonale przygotowane. Dzięki temu podniesienie wysokości depozytów dotknęło wyłącznie osoby / instytucje posiadające długie pozycje (zyskują gdy cena rośnie).

Sytuacja doprowadziła do spadku ceny metali o kilka procent. Banki bulionowe zaczęły zmniejszać straty. Inwestorzy nastawieni na wzrost ceny złota wręcz przeciwnie.

Aby dobić inwestorów władze Comexu podnosiły wysokość depozytów 14 razy w ciągu 10 dni. Inwestorzy będący stronie long nie dość, że musieli podwoić depozyt w ciągu kilku dni a także pokryć straty wynikające z spadku wartości ich kontraktów.

Raz jeszcze władze giełdy pokazały, w czyim interesie działają oraz że reguły gry są po to aby je zmieniać gdy tylko zajdzie taka potrzeba. Efekt był taki, że w ciągu kilku miesięcy większość inwestorów korzystających z lewaru poniosła dotkliwe straty.

3. Banco Esprito Santo – 30 lipiec 2014

O problemach portugalskiego banku pisałem w ostatnim czasie. Oznaki przyszłych problemów widoczne były od dawna. Wielu inwestorów, którzy grali na spadki cen akcji zarobiło krocie w przeciwieństwie do posiadaczy akcji upadłego banku.

Aby powstrzymać dalszy spadek cen akcji portugalski regulator rynków finansowych jednym dekretem zdelegalizował grę na dalszy spadek cen akcji.

 Przykładów zmian zasad funkcjonowania instrumentów finansowych jest mnóstwo. Mimo, iż czasami wprowadzane zmiany są pozytywne jak np. zakaz gdy na bankructwo danego kraju to w zdecydowanej większości zmiany są przeprowadzane po to aby wspomóc system finansowy czyli międzynarodowe instytucje finansowe. Wspomóc znaczy zmienić zasady w taki sposób aby środki pieniężne przeszły z kieszeni drobnych inwestorów bezpośrednio w ręce międzynarodowej finansjery.

W system wbudowane są niektóre bardzo potrzebne zasady jak np. position limits, określające maksymalną ilość kontraktów w rękach jednej instytucji finansowej. Problem jest jednak takiż, że organa nadzoru może poza niemieckim BaFin’em robią co mogą aby nie dopatrzeć się nadużyć po stronie największych instytucji.

Mimo, iż wiele razy o tym pisałem to przypomnę raz jeszcze. Rynek instrumentów finansowych jest grą znaczonymi kartami  podczas której większość inwestorów traktowana jest wyłącznie jako dostarczyciele kapitału. Nawet jeżeli prawidłowo uda nam się przewidzieć kierunek zmian i wygenerować dochód to zawsze w imię siły wyższej operator może jednym ruchem zmienić zasady.

O jakich zmianach mowa?

– zakaz gdy na wzrost oprocentowania obligacji aby nie zaburzać procesu sztucznego podtrzymywania niskiej rentowności obligacji aż do bankructwa emitenta

– zakaz gdy na wzrost CDS (niewypłacalność danego kraju)

– unieważnienie kontraktów short dla całego sektora bankowego aby powstrzymać spadek ceny niektórych banków

– podniesienie margin requirements do 100 % wartości kontraktu long dla złota i srebra przy jednoczesnym pozostawieniu 8-10% dla kontraktów short

– zakaz realizacji kontraktów w towarze. W praktyce rozliczenie kontraktów na złoto dla podmiotów nie będących JPM jest już niemożliwe.

– 100% depozyt w przypadku gry na wzrost walut krajów nie będących sojusznikami kartelu (np. wzrost wartości rubla względem dolara), 10% w przypadku kontraktów przeciwnych

– wymuszona sprzedaż ADR’ów dla spółek rosyjskich

– wiele, wiele innych w zależności od aktualnych potrzeb właścicieli globalnego kasyna

Moim zdaniem jeżeli dojdzie do eskalacji problemów systemu bankowego to w krótkim czasie czeka nas wiele poważnych zmian wpływających istotnie na nasze inwestycje. Piszą wprost w obecnych okolicznościach jakikolwiek lewar może okazać się zabójczy.

Trader21

http://independenttrader.pl/

System bankowy w Europie powoli się rozpada

Międzynarodowy Fundusz Walutowy już dwa lata temu ostrzegał, iż odpisy z tytułu niespłacalnych długów w europejskim systemie bankowym sięgną 2 bln USD. Realne straty zapewne są większe lecz zasady księgowości stworzone w 2008 roku pozwalają bankom księgować aktywa wg ceny nominalnej nawet jeżeli ich cena rynkowa jest znacznie niższa. W ostatnich dwóch miesiącach problemy banków zakamuflowane przez ostatnie lata wydają się coraz bardziej uwidaczniać i to w miejscach, w których najmniej bym się tego spodziewał.

Bułgaria

Wszystko zaczęło się na początku czerwca w Bułgarii, gdzie czwarty największy bank KTB na skutek problemów z płynnością zawiesił działalność.

Po ponad miesięcznym śledztwie wychodzą na jaw coraz to ciekawsze informacje odnośnie wywożenia gotówki czy niszczenia dokumentów. Rzeczywistą skalę strat jest trudno oszacować jednak na dzień dzisiejszy wiadomo, iż bank został pozbawiony licencji i najprawdopodobniej zostanie ogłoszona jego upadłość.

Nie wiadomo jeszcze co się stanie z depozytami ulokowanymi w KTB, które w większości pochodziły od osób fizycznych. Oficjalnie mówi się, że wkłady do 100 tys. euro mają być wypłacone z rezerw banku centralnego jak i odpowiednika BFG. Póki co przed oddziałami banków ustawiają się kolejki w nadziei na odzyskanie wkładów. Łączna wartość zamrożonych depozytów sięga 3,7 mld Euro i najprawdopodobniej do 20 września ich właściciele nie będą mieli dostępu do środków zdeponowanych na kontach.

Problemy zapoczątkowane przez KTB już przełożyły się na kolejny bank – Pierwszy Banku Inwestycyjny będący trzecią największą instytucją finansową w Bułgarii.  Bank po przerwie spowodowanej brakiem płynności na chwilę zawiesił działalność po czym w trybie pilnym został zasilony kwotą 1,7 mld Euro z EBC.

 Portugalia

Problemy sektora bankowego także poważnie dotknęły Portugalię.  W grudniu zeszłego roku opublikowano raport mówiący, iż grupa finansowa Espirito Santo International jest nadmiernie zalewarowana i zbyt zależna od sprzedaży instrumentów dłużnych. Co więcej, aktywa banku są znacznie zawyżone w stosunku do realnej wartości.

Mija pół roku i mamy efekt. W zeszłym tygodniu największy bank Portugalii Espirito Santo należący do wyżej wspomnianej grupy ogłosił, iż nie jest w stanie wykupić na czas własnych obligacji. Giełdy zareagowały błyskawicznie. W trakcie jednego dnia akcje spółki spadły o 17%, po czym zawieszono notowania.

Przez kolejnych kilka dni próbowano ratować sytuację, po czym głównemu wierzycielowi odsprzedano 4,99% akcji banku aby ratować się przed bezpośrednim bankructwem. Problemów to nie rozwiązało. Japońska grupa finansowa domaga się natychmiastowej spłaty 100 mln Euro pożyczki udzielonej Grupie Finansowej Santo na wykup akcji banku.

Efekt problemów z płynnością szybko się rozprzestrzenia. Kolejna firma należąca do grupy Espirito (Rioforte) ma problem ze spłatą 850 mln Euro dla Portugal Telecom. Na szybko Rioforte próbuje pozyskać kapitał wyprzedając różne aktywa lecz jak zawsze w takich przypadkach możliwości są bardzo ograniczone. Na razie firma wystąpiła do sądu o ochronę przed wierzycielami.

Austria

Złych wiadomości nie koniec. Problemy dotknęły także austriacki Erste Bank , który ogłosił, że źle skalkulował straty z tytułu złych kredytów. Wg najnowszej prognozy straty są o 40% wyższe niż pierwotnie przewidywano i wynoszą 2,2 mld USD. Mimo strat kapitalizacja banku jest dobra lecz moim zdaniem, rewizja strat nie jest ostatnią.

Problemy banków w Europie doskonale odwzorowuje zachowanie indeksu reprezentującego europejskie banki, który spadł o 11% od początku czerwca.

Powiązania sektora bankowego

Dzieje się tak gdyż problemy banków z jednego kraju natychmiast przekładają się na inne kraje. Obecnie mamy system bankowy wzajemnie powiązany jak nigdy dotąd. Inwestorzy doskonale zdają sobie z tego sprawę lecz media za każdym razem powtarzają, że mamy do czynienia z odosobnionym przypadkiem.

W obecnym świecie nie ma czegoś takiego jak odosobniony przypadek. Zobrazuję to na poniższym przykładzie.

Portugalski bank emituje obligacje aby pozyskać kapitał. Aby uwiarygodnić się w oczach kupców obligacji ubezpiecza w banku z Francji. Obligacje w całości wykupuje instytucja finansowa z Niemiec.

Nagle bank Portugalski ogłasza, że nie jest w stanie wykupić owych obligacji. Depozytariusze natychmiast wycofują środki. Inne instytucje finansowe odmawiają finansowania. Bank nie mając wyjścia zawiesza działalność przechodząc na tzw. survival mode. Od tego momentu zablokowane zostają jakiekolwiek wypłaty depozytów a politycy razem z przedstawicielami banku centralnego zastanawiają się jak rozwiązać problem.

Posiadacze obligacji (firma z Niemiec) kieruje wniosek do banku z Francji o wykup obligacji gdyż instytucja ta je ubezpieczała. Bank z Francji odmawia gdyż bank z Portugalii formalnie nie upadł. Politycy z Niemiec, Francji oraz Portugalii zaczynają rozmowy jak rozwiązać kryzys.

W międzyczasie kłopoty ogłasza instytucja z Holandii, która poprzez kontrakty terminowe grała na wzrost ceny obligacji podczas gdy ich ceny dramatycznie spadły. Lewar 1:40 okazał się zabójczy zarówno dla instytucji jak i jej wierzycieli.

Nikt nie wie jaki będzie los czterech instytucji finansowych. Banku z Portugalii który ma problemy z wykupem obligacji. Banku z Francji, który ubezpieczył owe obligacje jak i banku z Niemiec, który nie wie czy i kiedy odzyska zainwestowane środki. Bank z Holandii także poprosił o ochronę przed wierzycielami.

Zaprezentowany przykład jest ekstremalnym uproszczeniem. W rzeczywistości powiazania między bankami są dużo bardziej skomplikowane. Problemy jednego banku zazwyczaj przekładają się na inne banki i mamy reakcję łańcuchową.

Podsumowanie

W obecnej sytuacji niemożliwym jest przewidzenie skutków eskalacji problemów Banco Espirito czy  Erste Banku. Z jednej strony, możemy mieć nacjonalizację i wykup złych długów jak w przypadku Dexii. Z drugiej strony, problemy mogą być chwilowo zażegnane (ukryte), jak zrobiono z Deutche Bankiem. Równie dobrze jednak mały bank może zainicjować kaskadę bankructw jak stało się to z Lehman Brothers i AIG sześć lat temu.

W obecnej sytuacji najlepiej unikać trzymania większych środków w bankach szczególnie tych powiązanych z Portugalią. Szczegóły znajdziecie w artykule Czy banki w Polsce są bezpieczne?  Co do instrumentów finansowych to bezwzględnie odradzam akcje oraz obligacje banków jak i  instytucji finansowych, w tym ubezpieczycieli.

Trader21

http://independenttrader.pl/

Napisane w Bankowość. Tagi: , , , , . 1 Comment »

Jak po cichu okradać nas z oszczędności ?

Od dłuższego czasu jesteśmy karmieni przez media informacjami, że należy walczyć z deflacją oraz pobudzić inflację. Deflacja podobno jest przyczyną depresji gospodarczej podczas gdy „kontrolowana inflacja” jest niezbędna dla prawidłowego funkcjonowania gospodarki.
Jak jest naprawdę? Wolimy gdy ceny rosną czy spadają? Cieszymy się gdy możemy kupić coś taniej niż przed rokiem czy drożej?

Otóż deflacja czyli ogólny spadek cen jest czymś zupełnie naturalnym w zdrowej gospodarce. Spadek cen jest efektem wzrostu produktywności w efekcie wdrażania nowych technologii czy masowej produkcji.

Załóżmy, że powstaje nowy wynalazek np. dwukrotnie szybszy procesor. Jego producent mając przewagę technologiczną inkasuje ogromne marże gdyż jego produkt jest innowacyjny i jak na razie nie ma konkurencji. Z czasem jednak kolejne firmy wchodzą na rynek kopiując produkt. Ceny ulegają obniżeniu co jest efektem większej konkurencji. Konsument na tym zyskuje gdyż za tą samą kwotę może nabyć lepszy produkt.

Permanentna deflacja na poziomie 1,5 – 3% panowała w całej Europie w XIX wieku podczas rewolucji przemysłowej. Mimo, iż ceny spadały gospodarki wielu krajów przeżywały rozkwit. Znacznie wzrósł także poziom życia całych społeczeństw. Nikt nie wstrzymywał się z zakupami ze względu na spadek cen, jak nam się to wmawia obecnie.

Co prawda, oprócz deflacji wymuszonej przez system monetarny oparty na złocie, mieliśmy także niskie podatki i minimalne regulacje a więc idealne środowisko dla rozwoju przedsiębiorczości. Należy pokreślić, że deflacja absolutnie nie jest żadną przeszkodą w rozwoju gospodarczym jak powszechnie twierdzą ekonomiści wybiórczo posługując się teoriami Keynesa.

Mamy 2 rodzaje deflacji:

a) naturalna – o której już wspomniałem powyżej. Pojawia się w efekcie wzrostu produktywności.

b) deflacja spowodowana zapaścią gospodarczą – w sytuacji nagłego załamania gospodarczego zazwyczaj wywołanego przez problemy systemu monetarnego lub bankowego dochodzi do nagłego wzrostu bezrobocia. Wiele osób godzi się na obniżenie wynagrodzenia. Osoby, które nie mają wyjścia decydują się na wystawienie różnych aktywów na sprzedaż (np. domy czy samochody) aby pozyskać środki na pokrycie bieżących wydatków. Cyrkulacja pieniądza spowalnia w efekcie braku oszczędności jaki i wolnych środków, które mogłyby być przeznaczone na konsumpcję.

W takiej sytuacji mamy oczywiście deflację lecz jest ona konsekwencją zapaści gospodarczej a nie jej przyczyną.


Czym jest zatem inflacja i jakie są jej przyczyny?

Inflacja jest zjawiskiem ogólnego wzrostu cen, przy czym istnieją dwa rodzaje inflacji.

a) Inflacja związana ze wzrostem szybkości cyrkulacji pieniądza

W sytuacji gdy gospodarka szybko się rozwija zanika bezrobocie, a wzrasta poziom optymizmu w społeczeństwie. Każdy ma środki na podstawowe potrzeby + dodatki. W efekcie braku obawy o jutro ludzie zaczynają wydawać pieniądze.

Skoro mam środki to już dzisiaj kupię nowy samochód. Zarobi na tym dealer, którego zyski wzrosną. Diler wyda pieniądze na wakacje czy w restauracji itd. Każdy przedsiębiorca widząc, że bez większych problemów pozyskuje klientów powoli zaczyna podnosić ceny aby zwiększyć marże jak i wyrównać koszt rosnących wynagrodzeń (efekt spadku bezrobocia).

W sytuacji rozwoju gospodarczego pieniądz zaczyna szybko krążyć w gospodarce. Tempo cyrkulacji pieniądza określa się jako velocity of money i jest to wskaźnik określający rzeczywisty stan gospodarki. Im szybciej pieniądz zmienia właściciela, tym gospodarka znajduje się w lepszej kondycji.

Inflacja związana ze wzrostem prędkości cyrkulacji pieniądza jest efektem trwałego wzrostu. Jej skala jest jednak bardzo ograniczona a efektem jest wzrost zamożności społeczeństwa rozumiany jako wzrost relacji dochodów z pracy do cen produktów.

b) Inflację związaną ze wzrostem podaży pieniądza

Przez wzrost podaży pieniądza rozumiemy dwa zjawiska. Zwiększenie podaży pieniądza emitowanego przez banki centralne jak i poprzez banki komercyjne. Pierwszy przypadek przekłada się na wzrost zadłużenia kraju, drugi społeczeństwa.

Dodruk pieniądza:

Z pierwszym przypadkiem mamy do czynienia gdy politykom brakuje środków na sfinansowanie różnych wydatków. Obecnie w zachodnich gospodarkach wydaje się średnio 20% więcej niż pozyskuje się z podatków. Skutkuje to ogromnym wzrostem zadłużenia jak i częściowym przedostaniem się środków do realnej gospodarki.

Mamy zatem sytuacje, w której bank dodrukowuje środków płatniczych. Efekt jest taki, że rosną ceny. Ceny wszystkich aktywów nie rosną jednak w takim samym tempie. W pierwszej kolejności pieniądze z dodruku zazwyczaj trafiają do branży finansowej, która jest głównym beneficjentem dodruku. Może ona bowiem skupić pewne grupy aktywów jak akcje czy nieruchomości nim ich ceny wzrosną.

Po pewnym czasie pieniądz wylewa się do realnej gospodarki i podnosi ceny żywności, energii oraz wielu produktów, które są nam potrzebne do codziennej egzystencji. Niestety dodruk pieniądza na poziomie banku centralnego w ostatniej kolejności przekłada się na wzrost wynagrodzeń.

Dochodzi do sytuacji, w której rosną ceny niemalże wszystkich produktów lecz za nasze wynagrodzenie ostatecznie możemy kupić mniej towarów.

Zwiększenie zadłużenia społeczeństwa:

Z drugim zupełnie innym przypadkiem inflacji mamy do czynienia w sytuacji wzrostu zadłużenia społeczeństwa. W Polsce mieliśmy taką sytuację w latach 2004 – 2007, kiedy to banki tak ochoczo udzielały kredytów na zakup nieruchomości zazwyczaj denominowanych w CHF.

Tani kredyt doprowadził do 3 rzeczy. Po pierwsze, do drastycznego wzrostu zadłużenia Polaków. Po drugie, przełożył się on na ogromny wzrost cen nieruchomość osiągając poziomy bańki spekulacyjnej. Oba zjawiska zaowocowały ogromną ilością błędnych inwestycji i marnotrawstwa kapitału, który mógł być spożytkowany w dużo bardziej produktywny sposób.

Inflacja wypadkowa

Obecnie mamy do czynienia z tzw. inflacją wypadkową. Z jednej strony, następuje ciągły wzrost produktywności w efekcie wprowadzania innowacji co wymusza spadek cen.

Z drugiej strony, mamy stały dodruk środków płatniczych po stronie banków centralnych.

Oba zjawiska nakładają się na siebie. Możemy mieć zatem 2 % spadek cen będący procesem naturalnym oraz 7% dodruk waluty przez bank centralny. Efekt jest taki, że w gospodarce mamy 5 % inflację.

Kompozycje tego zjawiska mogą być różne. Deflacja może być dużo większa np. naturalny 2% spadek cen (innowacje) pogłębiona o kolejne 5% spowodowane wzrostem bezrobocia oraz pęknięciem bańki w nieruchomościach. Łącznie mamy zatem 7% deflację.

Jednocześnie bank centralny może po cichu dodrukować ekstra 10% łącznej puli środków pieniężnych. W uzasadnieniu usłyszymy, że robią to wszystko w imię ratowania gospodarki. Nie zapominajmy jednak, że o owe 10% wzrośnie zadłużenie kraju.

Czemu banki / rządy tak bardzo boją się deflacji.

XX wiek był stuleciem bankowości. Nigdy w historii udział banków w gospodarce nie był tak duży. Rozrost bankowości jest efektem systemu banków centralnych emitujących walutę dla „suwerennych” krajów. Banki komercyjne natomiast kreując pieniądz poprzez system rezerwy cząstkowej są bardzo zainteresowane aby wartość pieniądza nieustannie spadała.

Wyjaśnię to na następującym przykładnie:

Pan X zaciąga 100 tys. zł kredytu. Co roku płaci wyłącznie 4% odsetek, spłata kredytu jest na razie odroczona (na potrzeby uproszczenia przykładu). Kredyt jest zabezpieczony na nieruchomości wartej 140 tys. zł.

a) Realna inflacja jest na poziomie 4%, mimo że oficjalne dane mówią o zaledwie 1,5 % (CPI). Po 10 latach w skutek inflacji cena domu będącego zabezpieczeniem udzielonego kredytu wzrosła ze 140 tys. zł do 207 tys. zł (4% rocznie).  Zarobki w tym samym czasie także wzrosły łącznie o 48%.

Pan X, jako że spłacał wyłącznie same odsetki ma do spłaty ciągle 100 tys. zł kredytu. Sytuacja banku jednak się poprawiła. W skutek inflacji wartość domu obecnie stanowi 207% wartości kredytu podczas gdy 10 lat wcześniej zaledwie 140%. Bank posiada lepsze zabezpieczenie swojej wierzytelności.

b) Sytuacja odwrotna – mamy 3% deflację.
Po 10 latach spłaty samych odsetek cena domu spadła ze 140 tys. do 103 tys. Bank ma problem z zabezpieczeniem kredytu gdyż jego wartość zabezpieczenia (domu) spadła ze 140% wartości kredytu do 103%, co jest poziomem niebezpiecznym dla banku. W kolejnych latach zabezpieczenie stałoby się warte zdecydowanie mniej niż kredyt co mogłoby się przyczynić do poważnych strat banku. W sytuacji trwałej deflacji doszłoby do bardzo poważnej redukcji całego sektora bankowego. Właśnie dlatego banki nie mają innego wyjścia jak tylko zwalczać pierwsze oznaki deflacji.


Drugi przykład to kwestia naszych oszczędności

a) Realna inflacja na poziomie 4% – czyli by Pan X nie tracił pieniędzy bank musi mu zaoferować minimum 5% gdyż zysk z lokaty będzie uszczuplony o podatek Belki. Jeżeli Pan X stracił zaufanie do banku i zdecyduje się na trzymanie pieniędzy w domu to co roku na skutek inflacji jego oszczędności stracą 4% siły nabywczej.

b) Z kolei w przypadku deflacji bank staje się zbędny gdyż siła oszczędności zwiększa się co roku. Przy 3% deflacji za daną ilość pieniędzy każdego roku możemy kupić o 3% więcej towarów.

Sytuacja zadłużenia kraju

Podobnie wygląda sytuacja na rynku obligacji. Jeżeli mamy inflację (realną) wyższą niż odsetki od obligacji to wartość długu względem wielkości gospodarki stale spada. Inflacja po cichu redukuje wartość zadłużenia.

Politycy mogą zadłużać kraj finansując bzdurne obietnice wyborcze, a mimo to wartość długu w relacji do wielkości gospodarki stale maleje. Z taką sytuacją mieliśmy do czynienia np. w USA po drugiej wojnie światowej. W ciągu 30 lat dług w stosunku do PKB spadł ze 122% w 1947 roku do zaledwie 33% pod koniec lat 70-tych.

Co prawda, spory udział w redukcji długu miał znaczny wzrost gospodarczy lecz kluczowym czynnikiem były negatywne stopy procentowe. W praktyce dług został spłacony przez klasę średnią gdyż wartość ich oszczędności kurczyła się z każdym rokiem w efekcie negatywnych stóp procentowych (niższe odsetki od depozytów niż realna inflacja).

Można by powiedzieć, że to dobrze gdy dług kraju spada. W praktyce jednak obniżenie długu odbywa się poprzez kradzież oszczędzających. Inflacja jest niczym innym jak tylko ukrytym podatkiem. Gdyby nagle US co roku zabierał z naszych kont 3-4% wszystkich środków szybko doszłoby do manifestacji. Gdy rząd dokonuje takiej grabieży przy pomocy inflacji społeczeństwo nie reaguje gdyż nie zdaje sobie sprawy z tego co się dzieje.

Czy jeżeli bank udziela komuś kredytu oprocentowanego niżej niż inflacja to czy na tym nie traci?

Oczywiście że nie. Banki zarabiają na różnicy w oprocentowaniu pomiędzy depozytami a kredytami.

Jeżeli zatem bank może pozyskać środki płacąc za nie 2% rocznie i w tym samym czasie udzielić kredytów na 5% to dla banku jest to sytuacja komfortowa. Identycznie jest w przypadku wyższej inflacji.

Bank pozyskując środki z rynku płaci 15% rocznie odestek. Udzielając kredytów oprocentowanych na 18% bank wygeneruje takie same zyski. Różnica jest jednak taka, że w przypadku wyższej inflacji (wyższe stopy procentowe) szybciej wzrasta wartość zabezpieczenia udzielonych kredytów.

Największy poszkodowany

W całej sytuacji największym poszkodowanym jest klasa średnia, której oszczędności są systematycznie podkradane przez bank centralny i rząd. Z roku na rok bowiem oszczędności nawet powiększone o odsetki stają się mniej warte. Mniej dóbr możemy za nie kupić. Proceder taki trwa od wielu lat. Niestety nie więcej niż 5% społeczeństwa zdaje sobie sprawę jakie są prawdziwe skutki dodruku i wywołanej tym inflacji.

„Polityka finansowa państwa o rozbudowanym systemie ubezpieczeń społecznych wymaga aby posiadacze majątków i aktywów nie mieli żadnej możliwości obrony. Jest to nikczemna i podła tajemnica prezentowania „szatańskiego oblicza“ złota. Zadłużanie państwa jak i wywoływanie inflacji jest prostym, utajnionym mechanizmem konfiskaty majątku.

Alan Greenspan –  Prezes FED (1987 – 2006)


Podsumowanie

Przez praktycznie cały XIX wiek największe gospodarki funkcjonowały w środowisku deflacji. Oszczędzanie było proste gdyż pieniądz systematycznie zyskiwał na wartości. Osoby posiadające znaczny kapitał chętnie udzielały pożyczek. Dzięki 2% deflacji oprocentowanie pożyczek czy kredytów było na bardzo niskich poziomach.
Jednocześnie stabilizacje cen oraz niskie zaangażowanie rządu w gospodarkę sprawiało, że mieliśmy optymalne otoczenie dla rozwoju gospodarczego, czego dowodem była rewolucja przemysłowa.

W obecnym systemie jednak deflacja nie może funkcjonować gdyż szybko doprowadziłaby do rozpadu systemu bankowego w efekcie przyrostu wartości długu. To jest właśnie główna przyczyna, dla której tak bardzo demonizuje się deflację.

http://independenttrader.pl/

Koniec mrzonek o zwrocie niemieckiego złota

Od czasu zakończenia drugiej wojny światowej oraz powołania do życia układu z Bretton Woods zdecydowana większość światowego złota była zdeponowana w dwóch miejscach. W Nowym Jorku oraz w Londynie. USA będące największą potęgą gospodarczą i militarną posiadało zasoby kruszczu opiewające na ponad 20 tys. ton. Jednocześnie dolar amerykański był w centrum systemu monetarnego. Londyn z drugiej strony od ponad 150 lat stanowił centrum systemów transakcyjnych włączając w to handel złotem i srebrem.

Mieliśmy zatem sytuację, w której NY stanowił centrum monetarne a Londyn transakcyjne. Jednocześnie kraje Europy zachodniej obawiały się inwazji ze strony Związku Radzieckiego. Aby zabezpieczyć rezerwy złota, wiele krajów zdecydowało się zdeponować je w Londynie lub Nowym Jorku.

Niemcy dla przykładu z całkowitych rezerw wynoszących 3400 ton tylko 1050 przetrzymują we Frankfurcie. 1500 ton oficjalnie znajduje się w Nowym Jorku, 440 ton w Londynie podczas gdy 370 ton w Paryżu. Polskie złoto w całości przetrzymywane jest w Londynie.

Na fali pogłosek o brakach fizycznego metalu w USA,  3 lata temu rozpoczął się proces repatriacji rezerw złota. Pierwsza z żądaniem wystąpiła Wenezuela, która po 3 miesiącach starań odzyskała od USA ponad 100 ton. Chwilę później Niemcy zażądali zwrotu 500 ton z Nowego Jorku (1/3 zdeponowanego złota) oraz 370 ton przetrzymywanych w Paryżu. Jak wiadomo, po dwóch latach Niemcom udało się odzyskać zaledwie 5 ton z NY oraz około 30 ton z Paryża.

Zważywszy, iż poza granicami Niemiec ulokowanych jest 2300 ton w tym tempie zwrot niemieckiego złota potrwałby 66 lat. Już sama zgoda Niemiec na 7-letni okres zwrotu złota była śmiechu warta. Na Ukrainie wystarczyło kilka godzin aby sprawnie wywieść 30 ton z rezerw banku centralnego. Poza tym, Chiny jakoś nie mają problemów logistycznych aby co roku importować powyżej 1000 ton kruszcu.

Ostatecznie po kilkunastu miesiącach przepychanek niemiecki Bundesbank zgodził się na pozostawienie złota w „bezpiecznych rękach amerykanów.” Może to nie tyle Bundesbank zmienił zdanie lecz USA nie dało władzom banku innego wyjścia.

Jak było naprawdę raczej się nie dowiemy. Ostatecznie tego typu decyzje zapadają za zamkniętymi drzwiami, a komunikaty dla mediów dostosowuje się do realiów i oczekiwań społecznych. Pozwolę sobie jednak trochę pospekulować na temat fiaska ze sprowadzeniem złota do Niemiec.

Opcja 1 – Niemieckie złoto jest od dawna w Azji

Przez ostatnie 20 lat miał miejsce proces leasingu a następnie odsprzedaży złota. Odbywało się to w następujący sposób. Banki bulionowe uprawnione do handlu złotem pożyczały od banku centralnego złoto. W zamian bank centralny otrzymywał pisemne zobowiązania do zwrotu złota oraz pokrycia dodatkowej opłaty ok. 1% rocznie.

Banki komercyjne następnie sprzedawały złoto na wolnym rynku a kapitał inwestowały w obligacje płacące 4-5%. Zysk na różnicy pewny. Proces ten odpowiadał też bankom centralnym gdyż sprzedaż złota powstrzymywała wzrost ceny. Wysoka cena złota jak wiadomo nie jest bankom na rękę gdyż odsłania prawdziwą skalę dewaluacji pieniądza papierowego i ostatecznie podważa zaufanie do systemu monetarnego w obecnej formie.

Przez lata jednak wydrukowano zbyt dużo środków płatniczych aby utrzymać cenę złota w ryzach. Cenę obniżano na kilka sposobów. Do roku 2009 roku banki centralne wyprzedawały rezerwy złota na wolnym rynku aby zarządzać ceną kruszcu. Od 2009 roku kiedy to banki centralne stały się kupcami złota netto, „zarządzanie” ceną złota odbywało się poprzez manipulację kontraktami terminowymi zalewarowanymi 100:1 w stosunku do fizycznego metalu.

Popyt na metal fizyczny ze strony krajów azjatyckich przez ostatnie lata wzrósł na tyle, że aby go zaspokoić główne centra tj. Londyn zaczęły po cichu wyprzedawać złoto, które z dużym prawdopodobieństwem należało do kogoś innego. Ostatecznie skoro dany kraj trzyma w Londynie złoto, które nie jest audytowane ani nikt się o nie nie upomina (przynajmniej skutecznie) to czemu go nie sprzedać w imię ratowania systemu monetarnego.

Tylko w ciągu ostatniego roku z Londynu do Szwajcarii trafiło około tysiąca ton fizycznego złota. Przez większość czasu mennice pracując w systemie 24/7 przetapiały je ze standardu LBMA (400 oz, czystość 995) na standard Chiński (sztaby o wadze 1 kg, czystość 999). Ze Szwajcarii większość złota była przewożona do Azji.

Można zatem domniemywać, że skarbce w NY czy Londynie są puste i jest to główna przyczyna, dla której czy to Niemcy, Finowie, Austriacy czy Szwajcarzy nie zobaczą szybko swojego złota. Roczna produkcja złota oscyluje w okolicy 3 tys. ton. Po odjęciu produkcji z Chin oraz Rosji, które nie eksportują złota oraz wyłączając kopalnie, które są kontrolowane przez Chiny dochodzimy do sytuacji, w której nie ma szans aby z nowej produkcji uzupełnić zapasy oraz zwrócić metal prawowitym właścicielom.

Opcja 2 – Północne Euro

Od czasu cudu ekonomicznego z końca lat 40-tych Niemcy były przywiązane do silnej waluty. Większość obywateli pamięta destruktywne skutki dwóch okresów hiperinflacji. Godząc się na przyjęcie Euro, Niemcom obiecano Euro silne jak dawna marka niemiecka. Przez lata było to prawdą. Euro od czasu wprowadzenia wzmocniło się w stosunku do dolara o prawie 100 %. EBC wywiązywał się dobrze ze swojej roli przynajmniej do roku 2010 roku, kiedy to ratowanie banków umoczonych w obligacjach Grecji, Hiszpanii czy Portugalii stało się ważniejsze od rozsądnej polityki monetarnej.

Przez ostatnie 4 lata sentyment wokół Euro nieustannie się pogarsza. Niemcy, co prawa, dzięki tańszemu Euro mogą generować nadwyżki z eksportu lecz ich znaczna część jest neutralizowana przez programy ratowania eurobankrutów.

Obecnie mamy w strefie Euro negatywne stopy procentowe oraz dużą szansę na uruchomienie bezpośredniego dodruku rodem z FED czy BOJ. Jest to absolutne zaprzeczenie polityki silnego Euro obiecanego Niemcom przed 14 laty.

W obecnej sytuacji wielu Niemców, Austriaków czy Finów chętnie porzuciłoby projekt wspólnej waluty zastępując go nową formą Euro ograniczonego do krajów charakteryzujących się bardziej restrykcyjną polityką fiskalną. Aby jednak nowa waluta miała szanse przetrwania powinna być w ten czy inny sposób powiązana ze złotem. Problem z jej wprowadzeniem jest jednak taki, że większość złota Austriaków, Finów czy Niemców jest zdeponowana poza krajem.

Wprowadzenie Nowego Euro byłoby ogromnym ciosem w UE, a na to politycy nie mogą pozwolić. Rozpad strefy Euro w obecnej formie doprowadziłby do co najmniej 50% dewaluacji Euro oraz upadku kilku banków najbardziej obciążonych długami południowców. Z drugiej strony, rozpad strefy Euro wygenerowałby natychmiastowy popyt na dolary co pomogłoby w utrzymaniu statusu dolara jako waluty rezerwowo – rozliczeniowej.

Proces rozpadu wspólnej strefy walutowej jest zbyt skomplikowany aby przewidzieć wszystkie konsekwencje. Porzucenie Euro w obecnej formie przez kraje ścisłego trzonu mogłoby szybko przeistoczyć się w małą rewolucję kończącą się powrotem do walut narodowych. To by jednak oznaczało cofnięcie planów globalistów zmierzających do wprowadzenia jednej globalnej waluty o co najmniej 20 lat.

Odmowa wydania niemieckiego złota może być zatem działaniem mającym na celu uniemożliwienie Niemcom oraz innym krajom wyrwanie się z systemu Euro a tym samym powrotu do bardziej stabilnej waluty.

Opcja 3 – SDR

Dyskutując odnośnie systemu monetarnego mającego powstać w miejsce systemu petrodolara coraz częściej wspomina się o przyszłej roli SDR’ów po reformie MFW.

Aktualnie mamy sytuację, w której praktycznie każda znacząca waluta na świecie jest dodrukowywana w szalonym tempie. Do tego dochodzą sztucznie utrzymywane negatywne stopy procentowe (niższe niż realna inflacja). Skutkuje to błyskawicznym przyrostem długu. Skoro odsetki od długu nie nadwyrężają budżetu to czemu nie zadłużyć się trochę bardziej w imię pobudzenia gospodarki?

Takie działania skończą się dokładnie tak samo jak zawsze kończyły się zabawy z dodrukiem papierowego pieniądza. Dług narośnie ponad poziom możliwy do spłaty. Posiadacze obligacji rządowych zaczną się ich w panice wyzbywać. Odsetki od długu eksplodują. Bank centralny nie mając wyboru rozpocznie druk na trzy zmiany i będziemy mieli powtórkę z Polski z lat 80-tych na globalną skalę.

Z drugiej strony przed synchronicznym załamaniem walut możemy doczekać się nagłego krachu na dolarze pełniącym obecnie funkcję globalnej waluty rozliczeniowo – rezerwowej.

Rzekomym rozwiązaniem problemu walut narodowych czy federacyjnych (UE) miałoby być oddanie resztek suwerenności w ręce ponadnarodowego organu jakim jest MFW, BŚ, BIS czy inny twór międzynarodowej finansjery. Aby jednak społeczeństwa wyniszczone gospodarczo przez inflację zaakceptowały nową walutę musi być w niej coś innego co przekona do siebie masy.

Przez tysiące lat złoto i srebro zapewniało stabilizację monetarną. Skoro SDR’y są oparte częściowo na metalach to może zapewnią stabilizację tak pożądaną dla społeczeństw wymęczonych przez skutki inflacji. Bez znaczenia będzie fakt, że nawet po reformie MFW, nowe SDR’y mają w 80% opierać się na papierowych walutach. Liczy się Public Relations i postrzeganie przez masy. Jak to powiedział pewien polski polityk „ładnie to opakujemy i ciemny lud to kupi”.

Kluczem do akceptacji SDR’ów jako nowej ponadnarodowej waluty będą rezerwy złota należące do wielu krajów, a zdeponowane w Londynie czy Nowym Jorku. Międzynarodowa finansjera pod pięknym szyldem może zaproponować proste rozwiązanie.

W naszych skarbcach mamy kilkanaście tysięcy ton złota należących do krajów z całego swiata. Posłuży ono jako zabezpieczanie nowych SDR’ów, które zostaną odpowiednio rozdysponowane pomiędzy krajami, które zaakceptują nową walutę. Jednocześnie pewna część starego długu w ramach zachęty zostanie odpisana stosownie do możliwości.

Taka operacja wymagać będzie oczywiście skokowej rewaluacji złota do poziomów odpowiadających realiom ekonomicznym. Nie jest bowiem prawdą, że złota jest za mało aby mogło stanowić element systemu monetarnego lecz jego cena musi być odpowiednio dostosowana do owego systemu.

Sama rewaluacja złota jest także pewnym rozwiązaniem na długi wielu krajów jak i samego sektora bankowego. Jeżeli pewien bank ukrywa obecnie ogromne straty na derywatach ale jednocześnie posiada wystarczające rezerwy złota to wzrost ceny złota może być katalizatorem dla strat i uchronić bank przed bankructwem. Innym przykładem są Chiny, które w rewaluacji cen złota widzą przeciwwagę dla topniejącej wartości obligacji denominowanych w USD.

Podsumowanie

Niezależnie od prawdziwych motywów, za którymi stoi odmowa wydania niemieckiego złota, moim zdaniem, to nie koniec sprawy. W Niemczech coraz częściej dochodzi do poważnych demonstracji przeciwko polityce FED oraz uprzywilejowanej pozycji systemu bankowego. Politycy to dostrzegą i chętnie wykorzystają niezadowolenie społeczne dla realizacji własnych celów politycznych. Jeżeli doprowadzi to do zwrócenia złota do kraju to pozostanie się tylko cieszyć. Ja osobiście nie pokładałbym w tym wielkich nadziei, przynajmniej na razie.

Aroganckie zachowanie USA jest kolejnym argumentem w rękach Chin i Rosji do poszerzania strefy wpływów / współpracy gospodarczej wewnątrz Europy a tym samym marginalizacji Stanów Zjednoczonych. Mimo ogromnych nacisków Austria ostatecznie podpisała umowę z Gazpromem odnośnie budowy sieci rurociągów.

Najważniejsze jest jednak formowanie się osi Niemcy – Rosja – Chiny. W efekcie ostatnich działań współpraca miedzy krajami zapewne tylko się zacieśni. Wszystko oczywiście kosztem dalszej marginalizacji USA na arenie międzynarodowej. Kto wie czy Niemcy nie będą pierwszym krajem w Europie, którzy zacznie płacić za rosyjski gaz w Euro. Byłaby to bowiem piękna odpowiedź na amerykańskie stanowisko odnośnie niemieckiego złota.

http://independenttrader.pl/

Napisane w Bankowość. Tagi: , . 1 Comment »

Czas zacząć dodruk złotówek

W ciągu ostatnich dni głośno dyskutuje się odnośnie zmian w ustawodawstwie  pozwalających na bezpośredni skup obligacji przez NBP. Rozumiemy przez to zwiększenie podaży polskiej waluty aby w ten sposób pokryć wydatki, na które nie starczyło środków zebranych w postaci podatków.

Narodowy Bank Polski jest instytucją odpowiedzialną za emisję pieniądza. Od roku 1997, kiedy to zmieniano Konstytucję, kreacją pieniądza zajęły się banki komercyjne. NBP udzielał pożyczek bankom, które następnie skupowały obligacji emitowane przez rząd. Konstytucja wprost zabraniała finansowania deficytu długiem zaciągniętym w NBP. Poza bankami komercyjnymi rząd mógł zadłużać się także w międzynarodowych instytucjach finansowych i co istotne także w walutach obcych.

Mieliśmy zatem sytuację, w której rząd nie mógł zadłużać się w banku narodowym lecz wyłącznie w sektorze bankowym (polskim i zagranicznym). Miało to dobre i złe strony.

Z jednej strony, uniemożliwiało finansowanie deficytów czystym dodrukiem pieniądza przez NBP co hamowało przyrost pieniądza w obiegu a tym samym inflacje. Aby bowiem pozyskać środki, rząd mógł emitować obligacje w ilości, która nie podważała zaufania inwestorów do Polski. Gdyby nagle rząd zdecydował się drastycznie zwiększyć zadłużenie wzbudziłoby to niepokój w sektorze bankowym co przełożyłoby się na brak chętnych na papiery rządowe. Mniejsza ilość kupców z kolei oznacza wzrost rentowność obligacji. Wzrost kosztów obsługi długu był swoistym hamulcem bezpieczeństwa chroniącym nas przed nieobliczalnymi politykami.

Z drugiej strony brak możliwości zadłużania się we własnym banku centralnym którego zyski przekazywane są do budżetu oznaczało, że wszystkie zyski z odsetek od obligacji trafiały do prywatnego sektora bankowego. Dodatkowo w sytuacji nagłego odpływu kapitału z Polski (ataku finansowego) kraj był narażony na skokowy wzrost kosztów obsługi długu i zdany na łaskę czy niełaskę międzynarodowych instytucji finansowych tzw. pożyczkodawców ostatniej szansy (MFW na Ukrainie).

Biorąc pod uwagę skłonność polityków do kupowania głosów kosztem zwiększenia zadłużenia system taki miał sens.  Nie zmienia to faktu, że ani NBP nie wywiązywał się z zadań jak chociażby utrzymanie inflacji na poziomie 2,5% ani rząd, który nie powinien zwiększać zadłużenia kraju.

Poniżej znajduje się przykładowy koszyk produktów oraz ich cen w roku 2003 i 2013.

Obrazują one zmianę cen na przestrzeni 10 lat. Jak widać większość cen uległa podwojeniu. Realna inflacja wyniosła zatem po uśrednieniu 7% rocznie, a nie jak wskazują oficjalne dane 3%.

Jeżeli realnie polska waluta traciła na sile nabywczej ok 7% rocznie to jak kształtowała się rentowność obligacji rządu?

Jest to piekielnie ważny wykres pokazujący w jakim tempie okrada nas państwo ukrytą inflacją. Na powyższym wykresie widzimy 3 rzeczy:

a) czarny kolor obrazuje ile odsetek generowały nam 10-letnie obligacje rządowe na przestrzeni ostatniej dekady

b) linia niebieska przedstawia uśrednioną wysokość odsetek w ciągu 10 lat

c) linia czerwona natomiast przedstawia realną inflację

Widzimy zatem, że realna inflacja była wyższa niż odsetki od długu rządowego. W takiej sytuacji zazwyczaj dług publiczny w relacji do PKB spada. Niestety w polskich realiach stało się odwrotnie w efekcie zbyt szybkiego przyrostu długu.

Mimo, iż rząd mógł zapożyczać się po koszcie mniejszym niż realna inflacja, przy ogromnych dochodach z prywatyzacji oraz 150 mld zagarniętych z OFE to dług w relacji do PKB wzrósł prawie o 1/3 na przestrzeni 10 lat.

Powyższe dane pozwalają zrozumieć że, realny wzrost gospodarczy oscyluje w okolicy zera. Oczywiście możemy trzymać się oficjalnych statystyk, wg których mamy 2-3 % wzrost co roku. Jak jednak wyjaśnić fakt, że w latach 2004 – 2013 skumulowany wzrost gospodarczy wyniósł 40,8% (paiz.gov.pl) podczas gdy z pierwszej tablicy powyżej jasno wynika, że siła nabywcza obywateli nieznacznie się zmniejszyła na przestrzeni ostatniej dekady? Czy w sytuacji 40% wzrostu gospodarczego nie powinno być odwrotnie?

Albo zatem rząd wraz z bankiem centralnym celowo zaniża realną inflację aby pochwalić się wzrostem gospodarczym albo prawa ekonomii już nie obowiązują.


Dodruk waluty

Wracając jednak do sedna. Po latach zabawy z finansami rządzący zdali sobie sprawę, iż dochody budżetowe w nadchodzących latach dramatycznie spadną i trzeba znaleźć rozwiązanie pozwalające na pokrycie deficytu bez koniczności wprowadzania niepopularnych cięć wydatków. Skoro podwyżka podatków odpada zostaje dodruk waluty, wywołanie wyższej inflacji a tym samym zwiększenie podatku inflacyjnego, którego nie rozumie 95% społeczeństwa.

Są dwa sposoby na uruchomienie dodruku.

a) W Konstytucji wprowadzone zostaną zmiany pozwalające na bezpośredni skup obligacji przez NBP za nowo wydrukowane złotówki.  Może to wywołać opór wśród niektórych kręgów politycznych. Poza tym jest to oczywisty sygnał, że rząd zamierza prowadzić nas ścieżką rodem z lat 90-tych, która skończyła się hiperinflacją. Ze względu na jasny cel zmian ta opcja jest mało prawdopodobna.

b) Zgodnie z obowiązującym prawem zarówno polskim jak i UE, bank centralny ma zakaz skupowania obligacji na rynku pierwotnym (rząd emituje obligacje, które skupuje NBP za nowo wykreowane złotówki). Nie ma jednak żadnych przeszkód aby NBP udzielił kredytów bankom np. PKO BP czy BGK, które skupią od rządu nowe obligacje, a następnie odsprzedzą je do NBP. Bank centralny oczywiście zapłaci za nie nowymi złotówkami.

Pod względem prawnym są to zupełnie inne operacje lecz efekt jest ten sam. Rząd zwiększa zadłużenie. Bank centralny zwiększa podaż pieniądza.

Co dalej?

Jeżeli proces ten raz się uruchomi jest on nie do zatrzymania. Mając możliwość dodrukowania pieniędzy rządy stają się przeciwne wprowadzaniu niepopularnych lecz koniecznych reform. Czemu rząd miałby ograniczać świadczenia socjalne czy redukować zbędne wydatki skoro zawsze może dodrukować złotówek? Pamiętajmy, dodruk zawsze jest zły gdyż ostatecznie doprowadza do inflacji która jest ukrytym podatkiem płaconym przez wszystkich oszczędzających przy czym zbyt szybki dodruk zawsze kończy się hiperinflacją oraz załamaniem gospodarki.

Nawet jeżeli pojawi się pewien sprzeciw wśród społeczeństwa to medialni eksperci będą bronić NBP czy rządu argumentując dodruk koniecznością dewaluacji złotówki aby w ten sposób wesprzeć eksporterów, rynek nieruchomości czy ceny akcji. Skąd my to znamy?

Dla rządu jest to komfortowa sytuacja ale dla przeciętnych obywateli dramat. Wyższa inflacja to wyższe ceny. Wyższe wynagrodzenia, wyższe ceny nieruchomości czy akcji oznaczają wzrost opodatkowania nominalnych dochodów. Kupując np. nieruchomość dziś i sprzedając ją za 4 lata po cenie dwukrotnie wyższej zapłacimy 19% podatek od wzrostu ceny. Będzie on nieuchronny i bez znaczenia będzie fakt, że tym samym wartość naszych pieniędzy spadła o 50%. Zysk nominalny jest więc podatek się należy.

Wyższa inflacja w sytuacji negatywnych stóp procentowych jest także na rękę rządowi oraz sektorowi bankowemu. Wg nowego ustawodawstwa NBP będzie mógł udzielać bankom komercyjnym kredytów stabilizacyjnych, przy czym o wysokości oprocentowania będzie decydował NBP. Możemy mieć zatem sytuację, w której realna inflacja będzie na poziomie 15%, obligacje będą płaciły 8% odsetek, RPP ustali stopy procentowe na poziomie 5%. Przeciętny obywatel chcąc ocalić oszczędności kupi obligacje rządowe, na których straci 7% (8% odsetek – 15% inflacja). Strata będzie jeszcze większa jeżeli uwzględni się podatek Belki od otrzymanych odsetek.

Dla odróżnienia sektor banków będzie mógł otrzymać od NBP kredyt stabilizacyjny oprocentowany na poziomie 4%, po czym za uzyskane środki kupi obligacje płacące 8%. Obracając pożyczonymi środkami bank zarobi 4% i w jego przypadku inflacja nie będzie miała znaczenia.

Podsumowanie

Zarówno rząd jak i NBP swoimi działaniami sprowadzają nas na ścieżkę rozpadu waluty. Mimo, iż wielu ignorantów ekonomicznych, patrz polityków, nie zdaje sobie sprawy z konsekwencji podejmowanych decyzji, to moim zdaniem niszczenie złotówki jest celowym działaniem.

Skoro większość obywateli sprzeciwia się wprowadzeniu Euro czyli pozbycia się resztek suwerenności to należy doprowadzić do sytuacji, w której obywatele zmienią zdanie i sami zaczną domagać się rozwiązania zaproponowanego czy to przez MFW, BŚ czy inne globalne instytucje finansowe. Obecny proces skoordynowanego niszczenia walut nie jest chaotycznym działaniem bezmyślnych urzędników lecz celowym planem mającym na celu dalszą centralizację władzy monetarnej.

Jeżeli ktoś uważa, że działania NBP służą interesowi Polski niech spróbuje się dokopać do struktury właścicielskiej banku centralnego. Mi się nie udało. Na pytanie kto jest właścicielem banku nie potrafił mi też udzielić odpowiedzi wysoki urzędnik pracujący w tejże instytucji.

http://independenttrader.pl/