Morgelonowa broń masowej zagłady – jak się bronić?

Krótko jeszcze do zagadnienia „Red-Grid/ Blue-Grid” (Morgelony), bo nie każdy kapuje do końca, na czym ta technologia polega i dlatego nie zdaje sobie sprawy z zagrożenia- a to też z mojej winy, bo trochę bez planu/ chaotycznie opisałem temat.
Streszczając powiem, ze nie chodzi jedynie o zniszczenie ciała fizycznego -bo to nie było by aż tak tragiczne- ale głównie o przejęcie ciała energetycznego/świetlistego (czyli duszy).

Zob: Morgellony pod mikroskopem:

Jak wiemy, jesteśmy przede wszystkim istotami energii niematerialnej, czyli duszami. Niewielka część tej elektromagnetycznej
energii objawia się w postaci światła, dlatego potocznie nazywamy siebie „Istotami światła”.
Nasze ciało fizyczne, to także czysta energia, ale o większej gęstości- w postaci fal stojących. Mówiąc językiem potocznym, taka stojąca fala jest zamrożoną formą energii. To tak, jakbym wziął np. światło/fotony, lub jakąś inna formę tachyonów i wprowadził je w bezruch.
Nasze ciało świetliste natomiast, nie jest tak sztywno przywiązane do matrycy zakotwiczonej w falach stojących. Ciałem świetlistym możemy skakać po tych falach z jednego miejsca kosmosu, w inne. Z kolei matryca obejmująca to silnie zagęszczone ciało zwane fizycznym, nie pozwala nam już na tego rodzaju swobodę. Ta matryca stopniowo będzie zanikać, im bardziej nasze ciało fizyczne będzie zmniejszać swą gęstość i wtedy to odzyskamy zdolności, jakie już kiedyś mieliśmy, zanim z powrotem rzuceni zostaliśmy do tej niskiej gęstości.

Obydwa wymienione rodzaje ciał podłączają się do siebie energetycznie, kiedy inkarnujemy. Miejscami połączeń tych dwu ciał są rozgałęzienia nerwowe przy rdzeniu kręgowym. Ciało świetliste/ energetyczne zasila wszystkie nasze chromosomy energią (w dużej części energią w formie stojących fal świetlnych). Bez tej energii nasze DNA w niedługim czasie straciło by swe własne światło, zamrożone w nim (niczym bateria, wyładowało by się). Jest to głównym powodem, dlaczego żywotność klonów jest tak krótka. Potocznie mówi się, ze klony nie maja duszy i to właśnie o brak tego ciała energetycznego/świetlistego chodzi.

Jak pisałem, większość procesów komórkowych powiązanych z DNA, odbywa się na poziomie świetlnej komunikacji miedzy nimi. Dla lepszego zrozumienia z Waszej strony dodaję jeszcze, ze ta komunikacja drogą świetlną odbywa się również miedzy DNA, a ciałem świetlistym. To, co ezoterycy nazywają Czakrami, jest podpięciami jednego ciała do drugiego i autostradami stojących fal świetlnych. Jeżeli teraz nasi „panowie” wymyślili i zastosowują technologię która zakłócać będzie wszystkie opisane drogi komunikacji świetlnej, to zarówno komórki naszego fizycznego ciała będą miały trudności z regeneracja (powstawanie raka, degeneracja tkanek itd.), jak i zakłócone zostanie przesyłanie danych miedzy naszym komputerem fizycznym (którym jest nasze ziemskie ciało) i komputerem energetycznym (ciałem świetlistym -inaczej duszą).

Osiągnięcie celu, jaki postawiły sobie kiedyś istoty smocze i gadzie- a mianowicie zniewolenia bogów- staje się dzięki tej technologii bardzo bliskim.

Czy możemy się w jakiś sposób chronić przed technologia „Red-Grid/ Blue-Grid”, zwana Morgelonami?
Tak, możemy. Jak wspomniałem, zdrowe żywienie (w przynajmniej 50%-tach w surowej postaci) jest ważną rzeczą, a także utrzymywanie alkalicznego poziomu w komórkach (nie zakwaszać organizmu), oraz odtruwanie przez np. picie destylowanej wody, lub roztworem miału dolomitowego/ skały wulkanicznej.
Na pewno pomoże nam unikanie miejsc skażonych mikrofalami- a szczególnie pulsowanymi (telefonia komórkowa, bezprzewodowe modemy internetowe i wszelkiego rodzaju bezprzewodowe urządzenia działające na mikrofalach, stacje radarowe- jak zamontowana kilka lat temu pod Krakowem). Niestety zwolennicy telefonii komórkowej otaczają nas zewsząd i rzeczą trudną jest dzisiaj trzymać się od nich z daleka. Co za tym idzie, stacje nadawczo-odbiorcze tejże telefonii, także otaczają nas ze wszystkich stron- szczególnie w miastach. Ci ludzie nie zdają sobie sprawy z tego, że noszą w kieszeniach i torebkach detonatory nano-broni, jaka umieszczona została w komórkach ich ciał.

Istnieje środek na bazie roślinnej, który pewien człowiek odkrył przez przypadek jako trutkę na Morgelony; Postawił kiedyś puszkę z tym środkiem na skraju wanny. Kiedy się kąpał i niechcący zahaczył ręką, zawartość puszki wsypała się do wanny. Już po kilkunastu minutach, w wodzie pływało mnóstwo dziwnych włókienek. Zauważył również jak niektóre z nich tkwią jeszcze w porach jego skóry. Zaciekawiło go to i zaczął szukać informacji o nich. Później podzielił się swym odkryciem na którejś ze stron internetowych. środkiem tym był wyciąg z Alfalfy, czyli Lucerny, która to jest ziołem o silnie alkalizujących (odkwaszających) właściwościach.

Grzesiek

http://www.monitor-polski.pl/

Napisane w Anty NWO. Tagi: . 1 Comment »

Medycyna naturalna. Z czym to się je i dlaczego ? cz.2

Tak więc związek pomiędzy chorobami a żywnością znany jest od dawna i naukowo potwierdzony w ostatnich dekadach. Okazało sie, że to dr Antoine Bechamp miał rację, a nie szeroko nagłaśnainy L.Pasteur. Jednak masowa dezinformacja przemysłu wymazała te osiągnięcia z życia codziennego.

Dlaczego nie ma o tym powszechnej wiedzy? Ponieważ istnieje monopol na prace naukowe, wprowadzony przez przemysł farmakologiczny, czyli przez banksterów,

Ustanowiono monopol pewnych firma wydawniczych, w medycynie na przykład jest to Elsevier, a w Polsce jego „córka” – Urban & Partner. Elsevier dysponuje 7000 tytułów i zatrudnia 35 000 ludzi. Wiadomo, że o druku danej pracy, lub nie, decyduje dział marketingu, a nie jakość pracy.

W celu ułatwienia sobie życia i obniżenia kosztów, przemysł wprowadził punktacje swoich wydawnictw. Te bardziej „prestiżowe” posiadają większą liczbę punktów, a te mniej „ważne”, czyli pochodzące z kondominiów, mniejszą liczbę punktów. Stąd marzeniem autora jest opublikowanie pracy w czasopiśmie z dużym IF.

Ten IF, czyli punkty, są po prostu sposobem na biały wywiad. Po co kogoś śledzić i zastanawiać się, co bada, kiedy poprzez system punktów sam donosi swoje prac. Podobnie jest z patentowaniem prac. W ten prosty sposób przemysł nie pozwala na rozwój konkurencji. Łatwiej bowiem kupić jakiś patent i schować go do szuflady, aniżeli przestawiać produkcję, jak się posiada monopol.

Jakie są skutki takiej działalności urzędników? Jednym z najbardziej widocznych jest systematyczne „wycofywanie” prac uprzednio wydrukowanych przez te prestiżowe czasopisma, zwane naukowymi. W pierwszej dekadzie XXI wieku nastąpił  lawinowy wprost wzrost szybkiego wycofywania takich nieuczciwych prac medycznych, aż o 1900%, chociaż całkowita liczba publikacji wzrosła tylko o 44 %. Wiadomo, liczba czasopism, a wiec i stron druku, specjalnie się nie zmienia.

Zdecydowana większość  prac została usunięta z powodu celowego fałszowania wyników. I co ciekawsze, zdecydowana większość tych usuniętych prac, była publikowana w czasopismach z „recenzentami” i to nierzadko dwoma. Obala to całkowicie mit, jakoby recenzowane czasopisma były czymś lepszym. Tylko miernoty się w ten sposób dowartościowują.

 Drugim istotnym problemem w medycynie jest wprowadzanie na siłę rozmaitego rodzaju procedur, przez osoby zupełnie niekompetentne zajmujące stołki na stanowiskach administracyjnych. Ostatni raport Mayo Clinic Proceedings, z sierpnia 2013 roku, podał, że  aż od 40 do 78 %  badań i zabiegów medycznych, jakie otrzymują chorzy, nie tylko im nie pomaga, ale szkodzi!

            To nie tylko naraża budżety chorych z powodu marnotrawstwa funduszy, ale podważa całkowicie sens działania lekarzy. Konsekwencją tego są rozmaitego rodzaju hochsztaplerstwa i pseudomedyczne działania.

Wyraźnie widoczne jest to na przykładzie USA. Stany Zjednoczone wdają  więcej na tzw. opiekę zdrowotną, aniżeli 10 następnych krajów łącznie  [Japonia, Niemcy, Francja, Chiny, W.Brytania, Włochy, Kanada, Brazylia, Hiszpania i Australia]. Jak obliczono,  30% tej kwoty jest marnowane. Stanowi to aż 750 miliardów dolarów rocznie. Na kwotę to składają się nie tylko niepotrzebne, a szkodliwe procedury, ale również koszty obsługi urzędniczej, która rozrasta do niewiarygodnych rozmiarów.

W Polsce jest całkowity brak kontroli nad ponad 65 miliardami złotych NFZ. Fundusz ten powstał z powodu konieczności zatrudnienia, jak wieść gminna niesie, całej masy pracowników byłych partii, rozwiązanych po 1990 roku.

Przymus płacenia nowego podatku pod pretekstem ochrony zdrowia, służy właśnie przerzucaniu pieniędzy podatnika do prywatnych kieszeni. Najlepszym tego dowodem była afera z agentem Tomkiem i naiwną 40-latką. Sprawa ta pokazała, że prywatyzacja służby zdrowia przez duże koncerny zagraniczne jest faktem. Kilka lat po aferze liczba sprywatyzowanych szpitali wzrosła lawinowo. A przecież wszyscy mądrzy politycy zaprzeczali nawet chęci prywatyzacji służby zdrowia.

Co to wszystko ma wspólnego z homeopatią? A no ma. Ostatnio bowiem p. prezes Naczelnej Izby Lekarskiej zakwestionował wprowadzenie homeopatii, jako przedmiotu na studiach medycznych we Wrocławiu. Argumentował przy tym zupełnie infantylnie, że aktualna wiedza medyczna nie jest w stanie potwierdzić terapeutycznej skuteczności stosowania homeopatii. Oraz że „prowadzenie na wyższej uczelni medycznej zajęć z metod postępowania, których skuteczność nie jest potwierdzona rzetelnymi i wiarygodnymi dowodami naukowymi jest nieporozumieniem”.

 Otóż całe to pismo jest jednym wielkim nieporozumieniem, szczególnie w świetle przytoczonych powyżej faktów. Zresztą nie pierwszym podpisanym przez p. dr M. Hamankiewicza.

Po pierwsze, samo zlikwidowanie piśmiennictwa naukowego i oddanie go w ręce wydawnictw przemysłowych, dokonało się za zgodą i bez sprzeciwu Naczelnej Rady Lekarskiej. Czyli  Rada sama pozbawiła się możliwości kontroli produktów, które lekarze mają przepisywać chorym, czyli obecnie sprzedawać.

Rada sama zgodziła się na wprowadzanie procedur przez urzędników, kiedy to jeszcze do niedawna lekarz odpowiadał za lecznie chorego, dostosowując metodę  do pacjenta, a nie odwrotnie, jak jest obecnie.

To przecież FBI wykrywa korupcję wśród urzędników zdrowia [nie nazwę ich lekarzami], a nie Rada.

Po trzecie p. Prezes wykazał się nieznajomością historii medycyny, ponieważ już dawno udowodniono, że w pewnych chorobach działania zarówno homeopatyczne, jak i osteopatia, mają lepsze rezultaty w leczeniu, aniżeli tzw. medycyna przemysłowa.

Przykładem niech będzie epidemia cholery w Stanach Zjednoczonych w 1871 roku. Lekarze uniwersyteccy, stosując „naukową metodę”, zaniechaną w Europie 100 lat wcześniej, czyli puszczenie krwi, mieli śmiertelność ponad 70%, a lekarze homeopaci, stosując swoje metody „nienaukowe”, mieli śmiertelność rzędu 3-5%.

Jeżeli to nie jest dowód naukowy, to co nim jest, wg dr Hamankiewicza? Oczywiście, zyski koncernów były zdecydowanie niższe.

Wypada także podkreślić, że Naczelna Rada Lekarska ani razu nie zabrała głosu w stosowaniu takich bezprzykładnie fałszywych metod, jak np. szczepień przeciwko grypie, czy stosowanie  rzekomego leku na grupę, zwanego Tamiflu. Lek ten kupiły rządy ponad 80 państw, rzekomo jako panaceum na grypę, najpierw ptasią, a potem świńską. Preparat ten zalecała nawet WHO OD 21 SIERPNIA 2009 ROKU wszystkim chorym  na AH1N1. Było to bardo dziwne, ponieważ grypa AH1N1 była znana lekarzom od 1976 roku, kiedy to wirus ten pojawił się obok tajnego ośrodka badań broni biologicznej w Forcie D.  Od lat 1990-tych preparat był zalecany do leczenia ptasiej grypy, a od 2009 do leczenia świńskiej, czyli tej samej AH1N1.

Nie słyszałem o żadnym ostrzeżeniu Naczelnej Rady Lekarskiej, że jest to wielkie naciąganie funduszy zdrowia. A nawet p. Premier zalecał publicznie ten preparat. A badania wykazały bezsprzecznie, że Tamiflu nie działa ani na AH1N, czyli na świńską, ani na H5N1, czyli ptasią grypę. Na ten lek wydano ogromne kwoty, prezydent Bush na przykład, wyłudził od kongresu aż 7.1 miliarda dolarów.          Pan generał R, będąc uprzednio właścicielem akcji firmy produkującej ten lek, po przejściu do Ministerstwa Obrony, zakupił aż 2 miliony dawek.

Mała Szwajcaria zakupiła ponad 2 miliony dawek, Kanada 5,4 miliona, Włochy 6 milionów, Wielka Brytania wydała ponad 700 milionów dolarów na 14.6 mln dawek.

Prezydent Tusk podał w 2009 roku, że polskie zapasy starczą dla 2 milionów osób. Koszt jednego opakowania wynosił ponad 200 złotych. Proszę samemu pomnożyć, jakie to kwoty wyciekły z budżetu, pod pretekstem opieki zdrowotnej.             Naczelna Rada Lekarska ani słowem o tym się nie zająknęła. A przecież powinna była zaprotestować przeciwko stosowaniu nienaukowych metod, tym bardziej, że niepotwierdzonych badaniami. Ciekawe, nieprawdaż? Dlaczego tego nie zrobiła przez ostatnie 5 lat? Po wpisaniu natomiast do wyszukiwarki pojęcia Tamiflu i grypa, znajdziecie Szanowni Czytelnicy całą masę wypowiedzi tzw. ekspertów gazetowych, jaki to dobry lek!

Takich przykładów można mnożyć. Na przykład leczenie tzw. nadmiaru cholesterolu statynami, co jest niezwykle szkodliwe dla chorego i naukowo zupełnie bez sensu. Wrowadzenie stentów, jako metody leczenia zwężeń naczyń wieńcowych, co jest sprzeczne z całą dotychczasową wiedzą anatomiczną, fizjologiczną i prawami fizyki. Zamiast leczyć chorych Strophantyną G, co było prowadzone w Polsce jeszcze na początku lat 80-tych ubiegłego wieku, to obecnie proponuje się im zabieg operacyjny.

Śmiertelność przy leczeniu operacyjnym wynosi ok. 47%,  a przy leczeniu zachowawczym 3-4 %.

Ale wg Naczelnej Rady Lekarskie naukowe jest operowania, a nie podawanie strophantyny G.

Czyli punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. Musisz się Szanowny Czytelniku sam zastanowić nad mechanizmami takich działań.

Dodatkowo wymaga podkreślenia fakt, że eufemizm „Naczelna Rada Lekarska” jest bez pokrycia, ponieważ na stronie internetowej Rady nie ma żadnych sprawozdań, że Rada kiedykolwiek dyskutowała nad homeopatią, czy jakimkolwiek innym problemem podanym powyżej. To tylko nasz młodszy PT Kolega dr Hamankiewicz, podpisując się w imieniu Rady, nagłaśnia swoje istnienie.

Podobna sytuacja wystąpiła przed rokiem, kiedy to wystosowywał listy do Ministerstwa, w sprawie przymusowego szczepienia personelu służby zdrowia przeciwko grypie. I  to nagłośnienie było dokładnie odwrotne do obowiązującej wiedzy medycznej. Ale w owym okresie nie przeszkadzało kol. Hamankiewiczowi głoszenie nienaukowych metod?

Czyżby  Rada została zredukowana do jednej osoby?

Żadna z Izb Lekarskich nie potwierdza bowiem, aby kiedykolwiek upoważniła dr Hamankiewicza do jej zastępowania i występowania publicznie w jej imieniu.

Pikanterii całej sprawie dodaje fakt, że już w latach 90 ubiegłego wieku podstawy homeopatii były prowadzone na Wydziale Farmacji, Akademii Medycznej w Gdańsku. I  nie przeszkadzało to ani Okręgowej Izbie Lekarskiej ani Naczelnej. Dziwne. Musisz sobie sam PT Czytelniku wyjaśnić te zmiany.

Musisz sobie sam także wytłumaczyć Szanowny Czytelniku to dziwne postępowania tego Pana.

PS. Absolutnie nie jestem zwolennikiem homeopatii. Za mało na ten temat wiem. Ale lepiej aby niedouczeni absolwenci uczelni medycznych używali przysłowiowej wody święconej aniżeli narażali ludzi na utratę zdrowia. W USA ponad 16 000 chorych umiera z powodu brania antybiotyków.  Z powodu przedawkowania narkotyków tylko 2000. Z powodu brania sprzedawanych na recepty środkow przeciw bólowych umiera kilkadziesiąt tysiecy ludzi.

Jakim cudem do 1990 roku paracetamol był zabroniony dla dzieci,  a obecnie można go kupować w kiosku bez recepty właśnie dla dzieci. Żadnych prac naukowych wyjaśniających ten stan rzczy nie ma.

Jakie naukowe prace zezwalają na podawanie dzieciom 16 szczepionek zawierających aluminiom w dawce powyej 25 mcg [łącznie ponad 200] kiedy to wiadomo od 40 lat, że aluminum uszkadza układ nerwowy i powoduje demence.

Wg dr Hamankiewicza jest to naukowe uszkadzanie?

dr J. Jaśkowski

Napisane w Anty NWO. Tagi: . 1 Comment »

Medycyna naturalna. Z czym to się je i dlaczego ? cz.1

Od blisko 20 lat przeżywamy renesans medycyny zwanej naturalną. Z jednej strony jest to zrozumiałe. Istotne obniżenie poziomu edukacji, poprzez zarówno znaczące obniżanie czasu edukacji, np. konkretnie w medycynie, z około 8 lat do 5, przy ilościowym zwiększeniu zakresu tematów, jak również poprzez wycinanie tematów niewygodnych dla przemysłu,  powoduje wbrew euforii mediów, pogarszanie stanu zdrowia społeczeństwa. To obniżanie poziomu edukacji medycznej dzieje się bez słowa sprzeciwu Naczelnej Rady Lekarskiej, co samo w sobie jest dziwne.

Wprowadzanie zarówno niesprawdzonych leków, jak i niesprawdzonych metod leczenia, tworzy całe stada rencistów i przyspiesza zgony. Wystarczy udać się na cmentarze i popatrzeć na nagrobki. Na cmentarzu w Gdańsku na przykład, średnia  wieku waha się koło 50-tki. Czyli dokładnie tak, jak w średniowieczu.

Wycinanie tematów medycznych polega na redukcji godzin podstawowych przedmiotów. W ciągu ostatnich 40 lat czas nauki z biofizyki, czy biochemii,  został zredukowany o ok. 50%. Ostatnio pewna pani z miasta Łodzi, tego od Rumkowskiego i łowców skór, opracowała program biochemii dla medyków, wycinając szlak cholesterolowy. No bo po co medycy mają wiedzieć co to jest cholesterol  i co z niego powstaje? Po co takiemu lekarzowi wiedza o koenzymie Q-10, niezbędnym do odtruwania organizmu, czy o witaminie D, niezbędnej do budowy systemu odporności, nie wspominając o hormonach płciowych!

Przyszły lekarz ma po prostu sprzedawać usługi wymyślone przez urzędników. Oni przecież  tą panią zatrudnili do opracowania programu studiów z biochemii. Aha, zapomniałem napisać, że pani ta nigdy nikogo nie leczyła, ani nigdy nikogo nie uczyła. To tak na marginesie, aby dobrze zrozumieć przyczyny obniżania poziomu edukacji. Przyszły lekarz ma przede wszystkim być dobrym sprzedawcą i realizować procedury. A jak pacjent nie pasuje do wymyślonej z sufitu procedury, to tym gorzej dla niego.

 W sytuacji takiej katastrofy na polu lecznictwa, odpowiednie grupy zadbały o stworzenie alternatywnego rynku sprzedaży. Tym rynkiem jest właśnie medycyna naturalna. Wypada podkreślić, że w Polsce oficjalnie działa 80 000 znachorów i tylko o 20 000 więcej osob z dyplomami uczelni medycznych.

Niby wszystko jest w porządku. Znawcy medycyny naturalnej zabezpieczają się na blogach wpisem, że to, co podają, nie jest leczeniem, tylko informacją, że trzeba chodzić do lekarza, ale ziarno zostaje zasiane.

W celu uwiarygodnienia swoich blogów posługują się najczęściej żargonem medycznym. Używają pojęć niezupełnie zgodnych z definicjami. Nawołują do stosowania odpowiednich diet, które po cichu podsuwają czytelnikom.

Wszystko wskazuje na to, że blogi te są prowadzone jako alternatywa dla przemysłu farmakologicznego, właśnie przez ten przemysł.

             Skąd taki wniosek? Z prostej analizy tekstów. Prowadzący strony medycyny naturalnej nawołują do zdrowego odżywiania i wymieniają, co wolno jeść, a czego należy unikać. Z tym, że podawane pojęcia nijak się mają do tego, co przeciętny śmiertelnik może kupić w supermarkecie. Na przykład: „musisz jeść sery, jajka”, ale przecież  nawet najbardziej wyalienowany czytelnik wie, że jaja w supermarkecie nie pochodzą od kur karmionych naturalnie, ale jakimś paskudztwem w rodzaju pasz genetycznie modyfikowanych, z hormonami etc. Pamiętam jeszcze, jak w 1984 roku u 4 letniej dziewczynki wstąpiła menstruacja, ponieważ przy braku mięsa na rynku – stan wojenny – mamuśka, pracownica ubojni, wynosiła dziecku kurczaki. Nie wiedziała, że kurczaki, w celu przyspieszenia przyrostu masy, są karmione hormonami.

Obecnie od kilku lat wszystkie paszarnie bazują na genetycznie modyfikowanej soi, lub kukurydzy. Wiemy to, ponieważ w Gdańsku zaopatrują się w porcie w surowiec.

 Podobnie w obecnych czasach, namawianie do jedzenia serów żółtych świadczy albo o kompletnej niewiedzy piszącego albo o pracy na dwa etaty.          Zdecydowana większość serów żółtych, szczególnie tych tańszych, nie ma nic wspólnego z dawniejszą produkcją. Są one robione z utwardzanego oleju z dodatkami smakowymi, czyli chemią.

 Nawoływanie do picia mleka, czy spożywania twarożków jest nawoływaniem do trucia samego siebie. Po pierwsze, to co się sprzedaje w kartonikach, nie ma nic wspólnego z mlekiem krowim. Mleko krowie to roztwór białka. Natomiast to, co się sprzedaje w hipermarketach, to produkt powstały ze sproszkowania mleka krowiego. Mleko sproszkowane zajmuje o wiele mniej miejsca na półkach i się nie psuje. Potem ten proszek miesza się z wodą w stosunku 1:10 i wlewa do kartoników. Jak podałem, mleko to roztwór białka. Białko ulega zniszczeniu w temperaturze powyżej 50-60 stopni. Tak więc to, co pije przeciętny śmiertelnik z kartonika, to zajzajer. Szczególnie te tak zwane 2 %, czy l,5 % roztwory. 0,5% roztwór to chyba popłuczyny po myciu konwi. Wartość odżywcza tego „mleka” nie tylko zerowa, ale ujemna. Zawiera bowiem resztki ….

Technizacja w rolnictwie wprowadziła sztuczny udój krów. Dawniej dojarka brała mydło, myła ręce, myła wymiona i doiła. Jakiś inteligentny inaczej inżynier wymyślił elektryczne dojarki. Od wymion do zbiorników, znajdujących się w innych pomieszczeniach, prowadzi kilkunastometrowa rura, z kolankami, zagięciami itd.   Obecnie trzeba wymyć strzyki, założyć ssawki metalowe, włączyć pompę, a po zakończeniu dojenia zalepić strzyki i przepłukać rury. Ale jak to zrobić, kiedy mleko – białko – lepi się i pozostaje w załamkach. To proste, wymyślono system przepłukiwania, oparty na sodzie kaustycznej. Bo to na pewno „wybije” wszystko.

W dodatku inny idiota zastosował proces pasteryzacji. Pasteur – chemik- nie lekarz ani biolog,  wymyślił proces usuwania bakterii i drożdży poprzez  podgrzewanie, ale dla roztworów wodnych, a nie dla białkowych. Ten mądry inaczej inżynier zastosował ten proces dla roztworów białkowych typu mleko i popsuł cały boski plan żywienia.

 Ten techniczny proces spowodował wzrost cen mleka, czyli banksterzy mogą drukować nowe banknoty. Przecież rolnik musi kupić te wszelkiej maści urządzenia techniczne, potem płacić za kontrole. Następnie  musi cały ten złom czyścić, według dostarczonych  receptur, środkami, które mu zalecają. A płacić musi gotówką. Natomiast przetwórnie mleka płacą miesięcznie, okresowo. W efekcie rolnik musi być wiecznie zadłużony. Cieszą się banksterzy. Powstaje pieniądz oparty na długu.

Podobno wydrukowane przez banksterów pieniądze przekraczają już 10-krotnie wartość wszelkich bogactw na świecie.

Tak więc w najbliższym czasie rozpoczną się zwykłe wojny o jedzenie, wodę, a nie ropę. Stąd monopole żywnościowe w rodzaju Monsanto – DuPont.

A dlaczego musimy pić świeże mleko?

A no dlatego, że bez najmniejszej wątpliwości jest to jedyne, najtańsze i najlepiej przyswajalne źródło białka na świecie.

Między bajki należy włożyć te wszelkie dezinformacje, jakoby starsi ludzie nie mogli jadać przetworów mlecznych. Mam sporo pacjentów, którzy pomimo przekroczenia 70-tki spokojnie piją mleko, jedzą zrobione przez siebie twarożki i mają się doskonale.

Mleko jest także jedynym źródłem łatwo przyswajalnych witamin, np. A oraz wapna. Po homogenizowaniu wapno z mleka wcale nie chce się wchłaniać do organizmu. Dlatego w niektórych krajach powstają automaty do sprzedaży świeżego mleka. Na pewno w Polsce tak szybko to nie powstanie, ponieważ przemysł mleczny jest zdominowany przez  obcy kapitał, a ten zupełnie nie jest zainteresowany zdrowiem mieszkańców kraju nad Wisłą. Wystarczy popatrzeć na półki w hipermarketach.

Picie surowego mleka ma także znacznie profilaktyczne. Stwierdzono, na podstawie badań populacji japońskiej, że od czasu wprowadzenia tzw. amerykańskiej technologii  mlecznej nastąpił prawie 25-krotny, czyli wzrost o 2500% raka prostaty. Badania przeprowadzone przez zespół Davaasambuu, polegajace na analizie danych z 36 lat, doprowadziły do wniosku, że właśnie wprowadzenie mechanicznego udoju praktycznie przez 10 miesięcy w roku, nie patrząc na okres cielenia, powodują, że do mleka dostaje się znacznie więcej estrogenów, aniżeli w tradycyjnym systemie dojenia. A wiadomo, że estrogeny są odpowiedzialne za raka prostaty.

Wyniki tych badań potwierdziły badania przeprowadzone w Mongolii, gdzie obowiązuje tradycyjny sposób dojenia krów. Okazało się, że społeczeństwo mongolskie jest praktycznie wolne od raka prostaty.

Stwierdzono jednoznacznie, że mleko krów dojonych naturalnie różni się zawartością estrogenów aż 33-krotną. Mleko  z hodowli przemysłowej, a tylko takie występuje teraz w polskich sklepach, ma 3300 % więcej estrogenów, aniżeli mleko tradycyjne. Stąd m.in wzrost raka prostaty.

 Dzieci, które w  wieku szkolnym piją surowe mleko miały o 41% mniej rozpoznań astmy. A przeciez w Polsce , astma u dzieci, to prawdziwa epidemia.

Niedobór witaminy D zwiększa ryzyko zawału mięśnia sercowego.

Jakoś nie słyszałem, aby to były tematy poruszane w szkoleniach Rady Lekarskiej czy w biuletynach Izb Lekarskich. A przecież to jest wiedza współczesna i jak najbardziej naukowa?

dr J. Jaśkowski

Rozwiązanie zagadki ”latającego Malaja”

8 marca bieżącego roku Boeing 777-200 ER, z pasażerami na pokładzie rejsu 370 Malaysia Airlines (rejs 748 Chiny Southern Airlines) z Kuala Lumpur (Malezja) do Pekinu (Chiny) “zniknął” w czasie lotu wraz z 227 pasażerami z 15 krajów, włączając w to Rosjan i dwóch Ukraińców, a także 12 członków załogi.

Właśnie dzisiaj, satelita Australijskiej agencji Aerospace odkrył na Oceanie Indyjskim dwa duże obiekty, które mogą być ( i prawdopodobnie będą) wrakiem samolotu. “Lockheed AP-3C Orion” australijskich sił powietrznych już krąży nad miejscem wypadku, a pozostałe samoloty i statki zbliżają się do tego miejsca. Długość większego obiektu wynosi 24 metry, osobiście nie mam wątpliwości, że eksperci znajdą wiarygodne wyjaśnienie w jaki sposób te fragmenty nie zatonęły w dniu 8 marca, i dlaczego nie zostały wykryte do tej pory. Nadszedł czas, aby opowiedzieć jak zakończyła się ta tragiczna historia.

Przepraszałam za długie zacytowanie: “począwszy od 16 marca USA, Rosja i Chiny wybrały swoje satelity wojskowe do skoordynowanych wspólnych poszukiwań malezyjskiego Boeinga 777, który zaginął bez wieści z 239 ludźmi na pokładzie. Amerykańskie BSP (bezzałogowe statki powietrzne) również wycofano z misji bojowych w Afganistanie, gdzie największą uwagę przywiązuje się do byłych radzieckich republik Azji Środkowej.

Poszukiwanie odbywa się nad Kirgizją, Kazachstanem, Turkmenistanem, Tadżykistanem i Uzbekistanem, gdzie znajduje się wiele rozrzuconych byłych radzieckich lotnisk wojskowych i baz lotniczych. Obecnie oficjalnie uznano, że ostatni kontakt z lotem MH370 pochodził z ziemi, minister transportu Malezji powiedział, że poszukiwania obecnie prowadzi się “na terytoriach 11 państw”. Pozostałe sześć państw obejmuje niemal całą Azję Wschodnią, włączając w to Tajlandię. Poinformowano, że porywacze “mogą” należeć do Organizacji Wyzwolenia Wschodniego Turkiestanu, ujgurskiego ruchu separatystycznego na północnym zachodzie chińskiej prowincji Xinjiang. Scenariusz ten przewiduje możliwość zaopatrzenia w paliwo samolotu pasażerskiego do wykorzystania przez porywaczy na coś podobnego do 9/11. Ta wersja doprowadziła do intensyfikacji współpracy pomiędzy USA, Rosją i Chinami w ramach “wojny z terroryzmem” – wersja wydaje mi się mocno naciągnięta. Na przykład, do zasłony jakiś własnych amerykańskich celów … “

Obecnie sytuacja jest jaśniejsza, pomimo tego wywołuje jeszcze więcej pytań. Na pokładzie znajdowali się wracający z podróży na Bali 43-letni obywatel Rosji Nikołaj Brodski z Irkucka, a także dwóch Ukraińców, 45-letni mieszkańcy Odessy Siergiej Dejneka i Oleg Czustrak.

Fakty były znane przed odkryciem wraku, ale przemilczane przez oficjalne czynniki i prasę, takie np., że na pokładzie Boeinga 777 był podejrzany ładunek, przybyły do Kuala Lumpur okrężną drogą. Ładunek przybył z USA do Republiki Seszelów na kontenerowcu “Maersk Alabama” pod banderą USA  w otoczeniu pracowników morskiej firmy ochroniarskiej Trident Group, założonej przez byłych wyższych oficerów operacji specjalnych i sił marynarki wojennej USA. Firma specjalizuje się w ochronie przewozów atomowych i materiałów biologicznych.

Statek Maersk Alabama (wcześniej Alva Maersk) należy do towarzystwa Maersk Line Limited, z siedzibą w Norfolk (Virginia) w sąsiedztwie głównej atlantyckiej bazy morskiej US Navy, floty marynarki wojennej USA,  i jest zarządzana przez Waterman Steamship Corporation z Mobile (Alabama).

17 lutego ładunek został wyładowanym ze statku “Maersk Alabama”, dostarczony na lotnisko międzynarodowe na Seszelach i wysłany lotem  towarzystwa lotniczego Emirates Airlines, zmierzającego do Kuala Lumpur. Po postoju w Dubaju na pokładzie kontenerowca “Maersk Alabama” znaleziono martwych, ochraniających ładunek dwóch dobrze wyszkolonych pracowników sił specjalnych marynarki wojennej USA. Mówimy o zatrudnionych w Virginia Beach (Virginia) pracownikach Trident Grup 43-letnim Marku Danielu Kennedy i 44-letnim Jeffreyu Keith Reynoldsie.

8 marca ładunek wysłano nieszczęsnym rejsem Kuala Lumpur – Pekin, ale nie dotarł on na miejsce przeznaczenia. Kiedy samolot wyszedł z obszaru malajskiej kontroli powietrznej, stwierdzono, że chińscy dyspozytorzy, na podstawie wskazówek służb specjalnych, zabronili lądowania samolotu w Pekinie i skierowali go do alternatywnego portu lotniczego Haikou Meilan Airport (kod HAK) na wyspie Hainan.

Jednak nad  Południowo-chińskim morzem przed wejściem w powietrzny obszar OPL wojsk Chińskich wyspy Spratli, samolot gwałtownie zboczył i obrał kurs na atol Diego Garcia w archipelagu Czagos, znajdującego się 3450 km od punktu przekierowania. Według oficjalnych danych ostatnia znana pozycja samolotu znajdowała się nad oceanem indyjskim około 1600 kilometrów na zachód od Perth (Australia). Wrak znaleziono około 2400-2500 km na południowy-zachód od Perth.

Na jednym atolu Diego Garcia wśród wielu innych rozmieszczono stację kontroli sił powietrznych USA, stacja systemu monitoringu satelitarnego Global Positioning sił powietrznych USA i globalny krótkofalowy system łączności zapewniający dowodzenie rakietowo-jądrowymi siłami i lotnictwem, a także stacja śledzenia przestrzeni kosmicznej i lądowisko awaryjne “promów”. Przestrzeń powietrzna w całym regionie kontrolowana jest tak, że nawet albatros nie przeciśnie się nie zauważony, nie mówiąc już o ogromnym “Boeingu”.

Tydzień po “zniknięciu” malezyjskiego samolotu, USA, Rosja i Chiny wybrały swoje wojskowe satelity do “wspólnych
poszukiwań” samolotu. Inne kraje uruchomiły własne środki do poszukiwań. Jednak 8 marca satelity wspomnianych państw obserwowały samolot w czasie rzeczywistym, aż do jego lądowania w bazie marynarki wojennej i sił powietrznych USA Diego Garcia, zarejestrowanej jako lądowisko zapasowe ETOPS do planowania lotów dwusilnikowych szybkich komercyjnych samolotów pasażerskich.

Komercyjne liniowce jednak tam nie siadają choć  miejsce do tego jest bardzo dogodne. 45 lat temu właściciel archipelagu Wielka Brytania bezprawnie wysiedliła wszystkich tamtejszych mieszkańców do Republiki  Mauritius i Seszeli lecz decyzją własnego Sądu Najwyższego zignorowano to powołując się na umowę dzierżawy z USA. Od tej pory w bazie częściej widuje się bombowce strategiczne B-52 i B-2, niż jakiekolwiek inne samoloty.

Jednak po 8 marca, wszystko się zmieniło. Niemal natychmiast przybyły do bazy co najmniej cztery odrzutowce pasażerskie. Wśród pasażerów nie było praktycznie ani jednego “mistera”, przytłaczającą większość tytułowano “doktor”. Wśród nich byli czołowi specjaliści-epidemiolodzy i mikrobiolodzy z amerykańskiego Centrum kontroli i profilaktyki zachorowań i ich chińscy koledzy (większość “zagubionych” pasażerów to Chińczycy). Na apel dyplomatów kilku państw o wyjaśnienie w jakim celu amerykańscy i chińscy eksperci znaleźli się na Diego Garcia, i gdzie oni byli w chwili pytań o lot 370, odpowiedzi nie otrzymano.

Szczególne zaniepokojenie wzbudziła dziwna logistyka przemieszczania “podejrzanego ładunku” z USA na Seszele morzem a stamtąd do Malezji drogą powietrzną i czas “oczekiwania” 18-19 dni na odprawę do Chin. Oszczędności ekonomiczne odpadają, ponieważ usługi towarzyszące ładunkowi na odcinku morskim wykonywane przez Trident Group kosztują nie mało. Jednak, jeżeli ładunek stanowił zagrożenie a pracownikom Urzędu Bezpieczeństwa Transportu (TSA) US Department of Homeland Security USA z tego lub innego powodu nie wolno było go narażać, w szczególności przez dostarczenie ładunku morzem do samego oceanu Indyjskiego, podjęte rozwiązanie wydaje się rozsądne.

Można również spekulować, czy likwidacja “fok” była rutynową częścią operacji lub u weteranów powstał oryginalny pomysł dotyczący możliwości nieuprawnionego użycia całości lub części ładunku – lub po prostu coś im niepotrzebnie wpadło do głowy – w tej sytuacji nie ma to już znaczenia.

Po co wieźli to świństwo do Chin, co chcieli od ujgurskich separatystów, co mieli zamiar zrobić z Ujgurami albo w ich imieniu – można domniemywać. W każdym razie w starej praktycznie wygasłej sprawie byłego zastępcy szefa zarządzania logistycznego NOAK generała Gu Junshana, aresztowanego w 2012 roku pod zarzutem korupcji, 15 marca został aresztowany były zastępca przewodniczącego Centralnej Komisji Wojskowej (CMC) z ChRL generał-pułkownik Xu Caihou. Został zabrany wprost ze szpitalnego łóżka w Pekinie, gdzie był leczony na raka. Jednocześnie zatrzymano jego osobistego sekretarza, żonę i córkę. Myślę że śledztwo wyjaśni, kto jeszcze spotykał się z nim ostatnio. Jeżeli ten człowiek przeżyje przerwane leczenie, będzie najwyższym stopniem chińskim wojskowym oskarżonym o korupcję. Jest mało prawdopodobne, że zostanie on oskarżony w oczach przyjaciół, poza tym jego szanse na przeżycie do czasu rozprawy są niewielkie. Oczywiście, ze względu na zdrowie.

Wszyscy poważni eksperci są zgodni, że samolot nie uległ katastrofie i wylądował. Takie państwa jak USA, Chiny i Japonia szukały samolotu lub jego szczątków, śladów oleistej plamy na wodzie 12 dni – i nie znalazły. Jedyne wyjaśnianie jakie się nasuwa to porwanie. W kręgu głównych podejrzanych znaleźli się piloci. Szanowany ekspert od bezpieczeństwa lotniczego Isaac Yeffet, służący jako szef globalnego bezpieczeństwa najbezpieczniejszego na świecie towarzystwa lotniczego El Al: “Mówimy o 53-letnim pilocie latającym 30 lat w Malaysia Airlines, i miałby on nagle zostać terrorystą? Chcieć skończyć ze sobą?”. Należy dodać, że pilot Zakari Achmad-Szach uważany był za szczęśliwego w życiu rodzinnym, żyjącym w komforcie zamożnym człowiekiem, ekspert powiedział, że on po prostu nie pasuje do tego profilu.

Obecnie Yeffet udziela konsultacji w USA, on próbował “wskazać strzałką” na Iran, nie omieszkał potępić zwolenników “teorii spiskowej”. Jednak, był zmuszony przyznać, że dwóch zwykłych Irańczyków podróżujących na skradzionych dokumentach nie mogło dokonać takiego “zadziwiającego przestępstwa”. Co więcej, oni nie byli uzbrojeni, nie umieli latać samolotem jak również nie pasowali do profilu.

Z drugiej strony, zaginiony samolot jak i wiele innych, został wyposażony w FBW (Fly-by-wire), co bynajmniej nie jest czymś nowym. Specjaliści twierdzą, że system sterowania umożliwia specjalnie przeszkolonym i odpowiednio wyposażonym ludziom przechwytywać sterowanie, praktycznie zamieniając samolot w BSP (bezzałogowy statek powietrzny). Kilka dni temu izraelskie linie lotnicze El Al ogłosiły, że na ich “Boeingach” będą wprowadzone systemy zapobiegające takiej możliwości – jednak El Al znane jest ze swojego graniczącego z paranoją stosunku do bezpieczeństwa, i gdyby nawet planowali zainstalowanie takiej ochrony, to można śmiało stwierdzić, że na malezyjskim liniowcu niczego podobnego nie było.

Chińskie kobiety głośno mówią, że ukrywają przed nimi prawdę o losie ich synów, wyprowadzono je z dworca lotniczego w Kuala Lumpur. Obecność dużej liczby przedstawicieli medycyny na miejscu “pierwszego” lądowania nie uspokoiła mnie, a wręcz przeciwnie. Jeżeli mowa jest o tym, o czym nie powiem, aby nie zostać posądzoną o bycie zwolenniczką “teorii spiskowej”, to taka sytuacja dla tych naukowców jest wyjątkowa. Takich rzeczy nie można nawet testować na myszach.

Zagadkowo późne ujawnienie, poza tym to w jaki sposób w oceanie znalazły się części wraku powoduje, że należy zakładać najgorsze. Miejsce odkrycia, około dwóch i pół tysiąca kilometrów na południowy-zachód od Perth, wskazuje na to, że jeśli pilot lub złodziej zmierzali wylądować na lądzie, to równie dobrze mógł polecieć na Antarktydę. Z drugiej strony, miejsce to znajduje się na uboczu szlaków żeglownych i korytarzy powietrznych, bardzo wygodne aby pozbyć się dowodów a swój ostatni lot Boeing 777-200ER widocznie, wykonał całkiem niedawno. Na Diego Garcia bazuje wystarczająca ilość okrętów wojennych i statków, które mogły przetransportować lub odholować i zatopić samolot albo jego fragmenty.

Myślę, że marynarka wojenna nie chciała poświęcać lekarzy cywilnych, pożytek też  był z nich taki, że nawet gdyby mogli ratować pasażerów, to zebranie niezbędnej ilości kwalifikowanych specjalistów wojskowych ochrony antybakteriologicznej było nierealne. Poza tym, wskutek samego rodzaju incydentu uczeni i lekarze będą milczeć, chyba, że co najwyżej czasem wydadzą z siebie nocny okrzyk.

Cała ta historia nigdy nie będzie udostępniona szerokiej rzeszy społeczeństwa. Nikt nie zaprzeczy temu co tu powiedziałam, najwyżej znajomi powiedzą mi, że to podobne do thrillera. Poważne dowody nie doprowadzą do niczego, i tak jak mnóstwu podobnych wydarzeń w naszej pamięci, ta historia pozostanie na stronach internetowych jako teoria spiskowa. Ta sytuacja pokazuje tylko, że pod wpływem prania mózgu amerykańskiej propagandy (wybaczcie, psychologicznych operacji i kontrpropagandy amerykańskich służb specjalnych) ludzkość tracić resztki zdolności do oporu – i przetrwania.

Autor artykułu – Tatiana Wołkowa

Źródło

 

Ukraina – Relacja na żywo

Napisane w Anty NWO. Tagi: . Leave a Comment »

Fluor nie zmniejsza ryzyka powstania próchnicy

Karen Hudes. O tajnej elicie, załamaniu gospodarczym i długu w USA

 

 

Obserwuj

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.

Dołącz do 684 obserwujących.