Wszystkie Hipotezy w Pigułce(8)

Stewart Swerdlow zawsze zaznaczał, że przekazana mu wersja pradawnej historii Ziemi i kosmosu (feat. ‚reptilians’ as ‚Mu’ civilization) to po prostu wersja przekazywana przez tajne służby USA pracownikom tajnych wojskowych projektów; również Al Bielek nigdy nie twierdził inaczej, ani nikt z jego otoczenia. Z drugiej strony faktycznie jednak mamy na Dalekim Wschodzie potężny Kult Smoka i wszechobecną ukrytą symbolikę węża czy pentagramu, obecną w naszej architekturze od tysięcy lat, w naszych oczach już chyba cicho szydzącą ze „wszechwiedzącej” paplaniny współczesnych naukowców, którzy rzekomo wszystko dostrzegają, a nie wiedzą tego o czym nas wiedzą już tysiące. Właściwie to nawet dzisiaj jadąc rowerem widziałem na dachu stacji benzynowej sporych rozmiarów logo „Alfa Romeo”, gdzie dokładnie widać było bezradną ludzką sylwetkę w paszczy zielonego węża. Ale, nieco z powrotem z pierwszej strony, też nie można do końca wykluczyć, że częściowo taka symbolika została w dniach dzisiejszych rozdmuchana, w ramach ogólnego PR-u czarnej operacji… A może te odwieczne węże i pentagramy to symbole związane z demonami – których obecność w „niższym astralu” potwierdzają GarySe7en/Brianstalin/Elite Family Insider/Stewart Swerdlow etc., a i Plejaranie mówili Billy’emu, że w okolicach Ziemi zawsze kręci się pełno istot, które chciałyby wykorzystywać szaleństwa ludzkiego ego i manipulować nami w zamian za złudzenia i fałszywe odczucia, które są w stanie w nas wywoływać, o ile wejdziemy z nimi w styczność. Zresztą GarySe7en pisze wprost, że „Reptilianie” to po prostu nowa nazwa, jaką w dzisiejszych czasach ludzie zaczęli określać demony, które były tu od zawsze – a może odkąd my tu jesteśmy; bytują w „niższym astralu”, skąd nas kuszą – a nierzadko sami się prosimy; według „Family Insidera” powinniśmy jednak być im za to …wdzięczni, gdyż np. to dzięki nim możemy częściej uczyć się na własnych błędach; po prostu taka jest ich rola w ‚ekosystemie’ i moglibyśmy je za to szanować; pomyślmy, gdyby Tobie albo komuś z osób, które najbardziej lubisz, przydarzyło się takie życie od kolebki do grobu, że nigdy by się nie zdarzyło zrobić nic złego, odezwać z niskich pobudek ani dowiedzieć się, co to jest poczucie wstydu – trochę sucha faza, no nie..? Według „Insidera” one przychodzą nawet wtedy, kiedy za bardzo się śmiejemy albo gdy odczuwamy podniecenie erotyczne – pisał, że wtedy zawsze raczej woli się skupić, nad czymś skoncentrować i popracować – tak jakby może żeby niepotrzebnie nie schodzić z „wiecznej drogi”…

A patrząc w jeszcze nieco inny sposób na tę ogólną kwestię sugerowanej inwazji-rekonkwisty w wykonaniu niesympatycznych smoków/reptilian/gadoidów: a może to przekręt fraktalnie podobny do megaokrutnych ćwiczeń z 11 września – tamto jakoś przeszło, to teraz czas na scenariusz o rozmachu globalnym, skoro próba generalna wypaliła i wszyscy wiedzą, jak było, przynajmniej w świecie wielkich mediów i polityki, ale mało kto mówi o tym przed kamerami, tylko każdy bierze kasę i idzie do domu. Więc tak samo jak do 11 września potrzebne było wykreowanie jakichś terrorystów, ich złowrogich osobowości i szaleńczej ideologii o zabarwieniu okrutno-bezlitosnym – podobnie w sztucznej inwazji obcych ani rusz bez skomplikowanych psychicznie istot o wielkich zębach, przerażających samym swym wyglądem i gardzących ludzkim życiem, fanatycznie oddanych ekspansywnej walce nakazywanej im przez agresywną ideologię..? Podobieństwa gadoidów z terrorystami: zabijają dzieci, dorosłych, nienawidzą nas; są źli; cały czas próbują nas atakować, są powody żeby się ich bać, a nierzadko po prostu trzeba się przed nimi bronić; ich obecność i okresy hiperaktywności to czynniki sprzyjające zjawiskom prawnego uszczuplania swobód obywatelskich i praw jednostki; wynik ogólny w głowie: strach, strach, strach, a jego przyczyną wróg, przeciwko któremu wypadałoby zewrzeć szeregi – „spójrz, znowu zjedli Stefanka…” Oczywiście to nie przesądza sprawy, ale jednak jest trochę podobieństw – że też wcześniej tak długo nie umiałem tego zauważyć. [Może za bardzo myślałem sobie: „skoro zabili Phila Schneidera, to na pewno wszystko co mówił było prawdą”. Bez sensu i nielogiczne, jedno nie wynika z drugiego: przecież on też mógł mieć od kogoś jakieś nie do końca sprawdzone informacje, może też niejeden raz w życiu na coś się nabrał, jak każdy. Może wtedy pod Dulce specjalnie napuścili ich na Szarych, bioroboty albo prawdziwych, żeby właśnie ludzie mieli takie przykre wspomnienia i w szeregach tysięcy pracowników tajnych projektów poszła fama, że obcy to niezłe #$%&!* ..?]

Dla równowagi dodajmy, że niemniej spójna wydaje się hipoteza, że to gadoidy rozgłaszają plotki o tym, że ich nie ma, a raczej że istnieją tylko jako sprzętowo zmaterializowane demony lub najczęściej po prostu skomplikowane bioroboty, sztuczne formy żywe, produkowane przez ludzi. Gdybyśmy jako kosmiczni ludzie-psychole chcieli podbić i kontrolować jakąś planetę krasnali, też nie zaszkodziłoby nam propagowanie opinii, że wysocy ludzie to wielka mistyfikacja i wojskowa prowokacja szemranych kręgów zakopanych pod centrami władzy Planety Krasnali.

Nie wiemy, jaka jest prawda, argumenty znajdą się na podparcie obu teorii – ale może warto w ogóle zastanawiać się, która z opcji lepiej odzwierciedla rzeczywistość, wałęsać się na tym poziomie ze swoimi rozważaniami, być „świadomym Polakiem” za okupacji była za to zsyłka do obozu) – zamiast spekulować w głowie o tym, komu powiedzie się w wieczornej edycji „Jacy oni są fałszywi” albo „Gwiazdy tańczą na nerwach”, pół godziny dziennie modnić się i pielęgnować zadając sobie pytanie „czy wyglądam już wystarczająco ładnie” itd. zbierać na nowy samochód, przez całe życie nie wiedząc o istnieniu wiecznej drogi i że właśnie pokonujemy kolejny jej etap, np. bez ikry marudząc po peletonie i ciesząc się nie wiadomo z czego.

Wracając do przekazu Plejaran:

– naszą przyszłość tworzymi sami we własnej podświadomości, gdzie powstają dokładne plany na kilka następnych dni; nie zdajemy sobie z tego sprawy, „świadomość dowiaduje się później”

– ok. 10% przypadków nagłej niespodziewanej śmierci, np. w wyniku wypadku, kończy się w ten sposób, że duch zamiast przejść na „drugą stronę” nie orientuje się, że umarł, po czym wchodzi do innego ciała i nierzadko powoduje u danej osoby objawy choroby psychicznej; taką sytuację można odkryć podczas hipnozy, napotykając na inną osobowość – istnieją udokumentowane medycznie przypadki, gdy dopiero przeprowadzona podczas hipnozy szczera rozmowa ze zbłąkanym duchem okazywała się przełomem w leczeniu chorego

– Plejaranie zastrzegli Billy’emu, że nie mówią mu o wszystkich sprawach politycznych i sekretach rządowych, m.in. z myślą o jego bezpieczeństwie, a generalnie w każdej sferze tematów przedstawiają tylko określone aspekty, trochę na zasadzie „nie za wiele naraz” czy „ile potrzeba na ten moment” – była nawet mowa o „połowie prawdy”

– w roku 1995 wszyscy Plejaranie opuścili Ziemię i zatarli ślady po swoich bazach; pozostawili pewną ilość sprzętu monitorującego, m.in. dyski telemetryczne [źródło]

[Zawsze sobie myślałem (generalnie cały czas próbując jakoś pogodzić w głowie Billy Meiera i Phila Schneidera) jakoś tak: „Może Plejaranie nie mówili Billy’emu wprost o tych groźnych stworach, żeby go nie narażać? Żeby nie irytować służb krajów współpracujących z tymi zawsze chętnymi do kontaktów istotami..? A może nie poruszali takich negatywnych wątków w myśl strategii tego rodzaju, żeby przede wszystkim udostępnić to, co najważniejsze, tj. przesłanie duchowe, a nie obciążać na dzień dobry całego przekazu silnym negatywnym ładunkiem, mroczną „drugą połową prawdy”..? Dopiero teraz pomyślałem o tym w nieco inny sposób, dokładniej następujący: „Może gdyby Ziemią od tysięcy lat rządziły supersprytne gady i/lub ich połowiczni genetyczni spadkobiercy, Plejaranie jednak kiedyś wspomnieliby o takim szczególe..?” Z drugiej strony, Plejaran nie ma już u nas od 14 lat – więc kto wie, może trochę jednak się pozmieniało, np. w kwestii postępów infiltracji Szarych czy osiągnięć innych sił działających w samolubnej intencji. Phil opisywał sytuację już po odlocie Plejaran, o którym zresztą wiedział, choć zginął od razu w pierwszych dniach następnego roku. Ogólnie te dwie wersje światoobrazu nie do końca dają się pogodzić, ale też nie są za bardzo rozbieżne – i myślę, że w obydwu sporo jest prawdy, a pewnie też zdarzyło się trochę przypadków zbyt łagodnego postawienia sprawy albo zbyt pesymistycznego postrzegania okrytych tajemnicą okoliczności.

Według czynników zbliżonych do Billy’ego, prawda wyglądałaby zatem w ten sposób, że informacje przekazywane przez Alexa Colliera i Barbarę Marciniak nie są wybitnie wiarygodne – choć oczywiście nie może tu być mowy o świadomym wprowadzaniu w błąd, raczej o ukrytej manipulacji i subtelnej modyfikacji prawdy pod kątem przyswajalności dla osób już zaznajomionych ze sporymi fragmentami ukrytej rzeczywistości; o wielu innych źródłach nie ma zaś nawet co wspominać – choć nie będziemy ich tu wymieniać, żeby nikogo nie urazić, no i żeby przypadkiem nie pomówić jakiegoś akurat wiarygodnego kanału – bo przecież do końca nie wiemy, jak to jest. Natomiast Stewart Swerdlow chyba okazywałby się osobą, która wiele przeszła podczas daleko posuniętych tajnych eksperymentów na ludziach, ale udało mu się z tego wybrnąć i tylko popełnia ten błąd, że za bardzo wierzy, że zna prawdziwą historię Ziemi i paru kosmicznych cywilizacji – podczas gdy tak naprawdę wie tylko tyle, ile wiedzieli wojskowi instruktorzy. A chyba gdybyśmy to my odpalali megaplan sfingowania inwazji obcych, to nie zależałoby nam szczególnie na tym, żeby wszyscy pracownicy wszystkich tajnych projektów doskonale wiedzieli, że to ściema i oni w ogóle nie istnieją – a tym bardziej osoby zbliżone do królików doświadczalnych. Być może też Stewart nadal w pewnym stopniu znajduje się pod jakiegoś rodzaju wpływem swoich dawnych pracodawców/oprawców – choć jak na marionetkę w przedsięwzięciu nakręcania paniki przed lipnym atakiem z kosmosu, trochę często w ogóle wspomina o planie sztucznej inwazji i że naprawdę zamierzają to zrobić.

Tak czy siak, nie ma co przesądzać, a wręcz dość nieroztropnie byłoby tak robić. W końcu nawet w Biblii padają słowa: „Bądźcie mądrzy jak Węże”…]

– przynajmniej w okolicach lat 70-tych Plejaranie mówili Billy’emu, że powodem ich misji na Ziemi jest fakt, że nasza planeta zmierza w kierunku autodestrukcji, o ile nie nastąpi gruntowna zmiana myślenia jej mieszkańców

– najsilniejszym centrum negatywnego myślenia na kuli ziemskiej jest miasto Rzym; w przyszłości może to przyspieszyć erupcję Wezuwiusza, która z kolei ma poprzedzać serię globalnych katastrof i III wojnę światową w niczym nie łagodniejszą, niż można sobie wyobrazić – użycie broni zapalających atmosferę, jądrowych i biologicznych; ale to jest na zasadzie przepowiedni, a nie zapowiedzi jak Czerwony Meteor, który na pewno nadlatuje – czyli ten scenariusz może się odegrać, ale nie musi, o ile ludzie się opamiętają – i po to właśnie udostępnia się im takie proroctwa – zapiski z przyszłości; według informacji od Plejaran z przełomu lat 80-tych i 90-tych (przepowiednie pochodzą z poprzednich dekad, lat 1967-81), światowi liderzy jako tako się opamiętali i prawdopodobieństwo wybuchu III wojny istotnie zmalało

– po śmierci duch trafia na „drugą stronę”, gdzie także się uczy i dopiero gdy „odrobi lekcję”, powraca w ciele nowo narodzonej osoby; przeciętnie po „tamtej stronie” spędza się 152 lata, ale obecnie w „nowej erze” wszystko się zmienia i z powodu ogromnego przeludnienia wraca się „przed czasem”, np. po 10, 30 albo 70 latach

– Plejaranie nie mają pieniędzy, pracują 2 godziny dziennie gdziekolwiek akurat chcą, po czym „podbijają kartę” i mogą potem spędzać czas w dowolny sposób, swobodnie korzystając ze wszystkiego

– mają duże miasta, ale nie takie duże jak nasze; ich miasta przypominają kwadraty; w każdym budynku mieszka jedna rodzina, która nigdy nie jest większa niż 5 osób – rodzice i max. troje dzieci; mają coś jak małżeństwa, tyle że 1 mężczyzna może mieć od 1 do 4 żon (co zdaje się nawiązuje do jednego z praw stworzenia, które według nich traktuje o powinności niemonotonnego spółkowania w intencji miksowania genów – a relacjonując to konkretnie i w imię sprawy narażając się feministkom wszechobecnym wśród fajnych lasek, jest to jeden z nakazów kreacji, mówiący wprost o tym, że mężczyzna powinien spółkować z jak największą liczbą partnerek)

– ich długość życia wynosi ok. 1000 lat, ale wynika nie tyle z osiągnięć medycyny, co z poziomu ewolucji duchowej statystycznego mieszkańca

– homoseksualność może wynikać z niezdecydowania ducha, czy chce reinkarnować się jako mężczyzna, czy jako kobieta; chodziłoby tu o podświadome wahanie na przestrzeni poprzedniego życia; jednak nie zawsze to jest przyczyną – czasami ma to podłoże psychologiczne, a sytuacja może się zmienić w pewnym punkcie życia

– wyzwolenie się z cyklu reinkarnacji, życia i śmierci, tj. przejście do fazy ciała duchowego („świetlistego”) zajmuje ok. 60-80 miliardów lat i miliony/miliardy inkarnacji

– Plejadianie nie mieli nic wspólnego z Atlantydą; była to kolonia ludzi z gwiazdozbioru Lutni i Wegi; Mu było stolicą przeciwników Atlantydy, dziś jest tam chińska pustynia; nie wszyscy ludzie z tamtej cywilizacji wymarli – żyją jeszcze w podziemnych miastach w Himalajach i Indiach; ich skóra jest niebieska.

– w kosmosie istnieją ponad 42 miliony rozmaitych ludzkich ras; 340-350 kolorów skóry (Billy nie pamiętał dokładnie); ale tylko nieliczni z nich odwiedzają Ziemię

– z monitoringu Plejadian wynika, że rocznie mamy trzy tysiące wejść w atmosferę Ziemi w wykonaniu ufo – w większości są to eksploratorzy i te same, powtarzające się rasy; innymi słowy nie jest tego aż tak dużo, jak mogłoby się czasem wydawać w obliczu codziennych doniesień o różnych niezidentyfikowanych obiektach widywanych wszędzie, zwłaszcza w USA

– Indianie amerykańscy to jedna z trzech ras obecnych na Ziemi pierwotnie

[Generalnie informacje w tej części niniejszej podstrony bardzo przypominają początek podstrony „Przekaz” – jednak tym razem są relacjonowane nieco dokładniej i z baczną uwagą, żeby uniknąć jakichkolwiek pomyłek. Jeszcze jeden przerywnik: Plejadianie sceptycznie wypowiadają się o „Eksperymencie Filadelfia”, tzn. według nich czegoś takiego nigdy nie było – o ile można wierzyć internetowemu Wiki poświęconemu Billy’emu Meierowi, bo też do końca nie można wykluczyć, że ktoś życzliwy przy tym manipulował. W każdym razie, jeżeli faktycznie nie było żadnego takiego eksperymentu, to pozostaje jedynie takie wytłumaczenie, że Al Bielek jest ofiarą zaawansowanych eksperymentów z reżyserowaniem pamięci i wgrywaniem wspomnień – co ciekawe, on sam jest świadom istnienia takiej technologii, o czym sam mówił, opowiadając jak wynikło to z rozwijania osiągnięć Wilhelma Reicha. Kto niby mógłby pokusić się o chociażby szacunkową ocenę prawdopodobieństwa takiej ewentualności; o co zaś mogłoby w tym chodzić – chyba o nic innego, jak o przestraszenie całego świata, że USA od pół wieku posiadają niesamowite technologie, więc lepiej z nimi nie zaczynać. Z drugiej strony, jako już nie takie żółtodzioby w zachłystywaniu się poszczególnymi źródłami na temat ufo, nie powinniśmy chyba nagle zakładać, że wszystko co relacjonuje Billy Meier to na pewno 101% prawda, a Plejadianie mają krystalicznie czyste intencje i są poza wszelkimi podejrzeniami, nawet kiedy sugerują, że to nie angielski, a język niemiecki powinien stać się globalnym środkiem komunikacji, ponieważ w tym języku najbardziej precyzyjnie można wyrazić różne metafizyczne sprawy, a poza tym wywodzi się on z języka pradawnych przybyszy z gwiazd. Osobiście znam trochę język niemiecki, ale go nie lubię i na dłuższą metę denerwuje mnie jego brzmienie, wręcz powoduje lekkie pogorszenie samopoczucia – stąd np. moja nieśmiała podejrzliwość w tej kwestii. Nie sprawdziła się także przepowiednia Plejadian dotycząca Jana Pawła II – że zostanie uśmiercony wkrótce po objęciu pontyfikatu; choć bardzo groźny zamach faktycznie nastąpił, więc tak zupełnie się nie pomylili… Ale generalnie przypadek Billy’ego Meiera ma niewiele słabych punktów, choć przez dziesiątki lat składające się nań materiały urosły w olbrzymie ilości zdjęć, nagrań wideo latających spodków, próbki minerałów nieznanych naszym laboratoriom i przede wszystkim grube tomy wiadomości z kontaktów, w których nikt jeszcze nie znalazł ani jednej przekonującej sprzeczności; autentyczność tego tematu potwierdzali także pracownicy tajnych wojskowych projektów, jak chociażby Phil Schneider. Generalnie wszystko wskazuje na to, że jest to przypadek autentyczny, a próby jego zdyskredytowania cieszyły się tylko chwilowymi sukcesami (rzekomo odkryto fałszerstwo w zdjęciach, po czym okazało się, że to były fotografie stanowiące w ogóle próby imitacji fotek Billy’ego Meiera – nie oryginały od niego). Osobiście niecierpliwie czekam, co na temat Billy’ego i Plejadian będzie miał do powiedzenia Brianstalin – omówi to szczegółowo w swojej książce, a według Gary’egoSe7en ma na ten temat do powiedzenia całkiem sporo; trudno się czegoś domyślać i wróżyć z lakonicznych zapowiedzi, ale kto wie, czy za jakiś czas z tego właśnie źródła nie wypłyną jakieś niełatwe rewelacje wytykające pułapki ludzkiego ego i przypadki świadomego lub nie wykorzystywania ich przez pełnych dobrych intencji przybyszy wychowanych w odległej ideologii; ale nie kraczmy – może Brianstalin oznajmi, że Billy jest w pełni o.k. i cała sprawa jest krystalicznie czysta – choć trudno się tego spodziewać, skoro on zawsze właśnie wskazuje na czyjeś niedoskonałości, zbyt szumne mniemanie o sobie i rozdźwięk pomiędzy dobrymi intencjami a praktycznymi wynikami działań zawsze podszytych osobistymi emocjami, których wcielenie po wcieleniu ludzie wciąż nie potrafią opanować, hamując te egoistyczne popędy wynikające ze złudzenia separacji jednostkowej świadomości i odcinając im połączenia ze sferą czynów najpóźniej w momencie, gdy ich efekty dla innych zaczęłyby nabijać negatywną karmę na następne inkarnacje – kiedy znów trzeba będzie stawić im czoła, po tym jak ich efekty odczuje się tym razem na własnej skórze; a może też nie „tym razem”, tylko znowu; nie kojarzę do końca, jak to jest według tego źródła z tymi wadami ego obecnymi w każdym z nas – czy to są wady wrodzone, charakterystyczne dla dusz które dopiero uczą się „jak być dobrą duszą i porządnie przemierzać reinkarnacje, zgodnością i nie generując doliny wokoło, coby spektakl ‚Kosmos’ oglądany akurat w ujęciach, gdzie występujemy, przez kogoś z innego zestawu wymiarów albo np. spoza czasu, nie okazał się mocnym, ale troszeczkę przygnębiającym filmem”; czy może to są wady nabyte, że powiedzmy np. gdzieś w galaktyce nieopodal ja czy ty byliśmy dowódcami małej kosmicznej eskadry ekspedycyjnej, którym coś odbiło i źle oceniwszy poziom własnej ewolucji, skręcili w niewłaściwą uliczkę aglomeracji wiedzy do zrozumienia przez duszę, a teraz jeszcze trochę muszą się pobłąkać, zanim odnajdą skromność w praktyce, ale też nie przesadzą z kolei w jej stronę, np. bezczynnie patrząc jak nowy Hitler zostaje ulubieńcem tłumów i poszerza wpływy – bo to jest chyba tak oczywiste, że nawet kosmici nigdy o tym nie mówili, żadni nikomu: że niektóre osoby są z kolei jakby chyba za skromne i milczą wtedy, kiedy produkują się indywidua znacznie więcej pragnące udowadniać. Innymi słowy, nie jestem do końca pewien, czy według Brianstalina Ziemia jest raczej planetą młodych dusz, po prostu kuźnią osobowości w większości znajdujących się jeszcze w stadium psychicznej larwy lub przepoczwarzania się, plus trochę uwięzionych rozbitków z gwiazd żeby było śmieszniej i nie bez rodzynek w serniku – czy raczej Ziemia to galaktyczna kolonia karna, gdzie trafiają dusze którym odbiło, żeby w otoczeniu podobnych sobie pacjentów odrobić tyle lekcji, ile będzie potrzeba, aby na powrót zacząć pasować do społeczności zamieszkującej jakiś przyjemniejszy świat. Brianstalin/GarySe7en zdaje się optowaliby raczej za tą pierwszą wersją, druga może pasowałaby bardziej do „Elite Family Insidera” – choć równie możliwe, że niechcący wkładam tu w jego usta sugestie, od których wyrażania był daleki, czyli że po prostu źle interpretuję jego enigmatyczne stwierdzenia i wymyślam jakąś komiksową wersję śmiechu wartą; ale akurat te dwa źródła łączy ta charakterystyczna cecha, że wiele informacji nie jest podawanych wprost „na tacy”, tylko w oszczędnie-zagadkowy sposób, jakby pozostawiający zawsze miejsce, żeby samemu odgadnąć/dopowiedzieć sobie resztę i wsłuchując się we własną intuicję stawiać „kropki nad i”.

Inny łagodny znak zapytania: Plejadianie mówili Billy’emu nieraz, że jest najbardziej rozwiniętym duchem na Ziemi, którzy przybył z głębin wszechświata i jako dusza jest starszy nawet od poszczególnych Plejadian, czyli tak naprawdę wyżej od nich rozwinięty, mimo że na Ziemi nie jest w stanie „rozwinąć pełnej prędkości”; wrócił z poziomu zjednoczenia z wyższą świadomością, aby pomóc na Ziemi „trochę rozkulać prawdę” – inkarnował się m.in. jako Eliasz, Izajasz, Immanuel vel Jezus Chrystus i Mahomet – a ludzie za każdym razem zniekształcali jego nauki i robili sobie z nich drabinki do własnych karier, bogactw i wpływów. Jedna z drugiej strony według Plejadian tylko cztery osoby na Ziemi są wystarczająco rozwinięte, że mogłyby komunikować się z duchami zmarłych przebywającymi „po tamtej stronie”, gdyby nie rozumiały doskonale, że to niegrzeczne zachowanie – podczas gdy Billy tego nie potrafi, choć rzekomo jest najbardziej duchowo zaawansowany; jest to więc pewna niejasność, chociaż nie jakaś kategoryczna.

Potężnym argumentem za prawdziwością przesłania Plejadian wydaje mi się z kolei fakt, że kiedy zaczynasz w to wierzyć i jakby żyć według tego, w Twoim życiu następuje wyraźna i niemożliwa do niezauważenia poprawa, przejście jak gdyby w trochę bardziej pozytywne pasmo, w którym wszystko w życiu znacznie łatwiej Ci się układa i jak gdyby same grzecznie meldują się rozwiązania na co poważniejsze życiowe problemy – osobiście znam tylko swój przypadek, bo znajomi za bardzo nie chcieli słuchać opowieści o kosmitach… No a potem, kiedy odszedłem dość daleko od generalnie pozytywnie usposabiających wiadomości od Plejadian, w myśl hasła: „Phil Schneider zginął, próbując zaalarmować świat o negatywnych rzeczach i złowrogich planach – jako choć momentami porządny człowiek powinienem podążyć tym tropem, żeby go chociaż trochę pomścić i wywlec na światło dzienne te wszystkie ponure tajemnice, fakty o groźnych stworach itp. codzienne zbrodnie, o których większość ludzi nie za bardzo ma jak się dowiedzieć, bo nie każdy zna język angielski, umie korzystać z Internetu i ma tyle wolnego czasu, żeby choć jeden raz w życiu z nudów odpalić w wyszukiwarce frazę ‚ufo’, kliknąć w akurat coś warte łącze i śmiać się tak serdecznie, żeby zagłębić się w to chociaż na pierwszą głębokość” – wówczas przestało mi się w życiu już tak pozytywnie-samo_z_siebie układać, kiedy plus minus pełną parą „pojechałem w te gadoidy” i inne nieprzyjemne tematy, że bez humoru w ogóle nie ma sensu o tym pisać, bo z góry wiadomo że nikt normalny nie da rady bez końca brnąć monotonnie w ciężki klimat. Może to dlatego szczęście i nieproszone powodzenie trochę wygasły w odcinkach moich dni, że wcale nie czyniłem dobrze ani wielce szlachetnie, informując o Gadoidach internautów przeróżnych ścieżek i portali, ponieważ bez opamiętania aktywnie nienawidząc własnego strachu, przestałem oceniać informacje obiektywnie i na spokojnie, zbyt często uznając za prawdziwe te, których wymowa rodziła lęk do pokonania, co zawsze natychmiast robiłem – i w ten sposób kto wie, czy jak frajer nie nałykałem się sporej ilości dezinformacji, którą co gorsza zacząłem propagować w rodzimym Internecie w rytmach wnioskowania: „Nikt nie kwapi się, żeby o tym pisać i upowszechniać temat, a przecież Internet mamy w Polsce od lat; może jednak po prostu ludzie nie wiedzą o tych Reptilianach i podstępnych Szarych, może ci którzy wiedzą wstydzą się reakcji ludzi, a może nie tyle że się wstydzą, ale po prostu boją się, że ktoś ich sprzątnie jak Phila czy M.K. Jessupa – więc chyba nomen omen wypada, żebym to ja się tym zajął i poświęcił godziwemu upowszechnieniu tej sfery zagadnień, skoro dotąd w życiu tak wiele dla mnie zrobiono, podczas gdy ja głównie myślałem o sobie, a teraz akurat okazuje się, że pasuję jak ulał do jakiejś misji, nie da się tego nie dostrzegać – praca polega ogólnie na redagowaniu tekstów w języku polskim, tworzeniu ich z informacji sformułowanych w innym języku – a odkąd nauczyłem się pisać zdania, milion osób jak mantrę recytowało ekstatyczne wrażenia, że operuję słowem pisanym płynniej niż dzieci o kilka lat starsze, w dodatku nie gubiąc wątku i z dala od błędów ortograficznych; no a co w tej dziedzinie chyba też nie bez znaczenia, o ile zna się jej historię – akurat w moim życiu w kolejach radykalnych przeżyć związanych z brakiem szczęścia w miłości zahaczyłem o tyle niecodziennych momentów, że przestałem bać się śmierci czy w ogóle, że coś mi się stanie – większość żyjących tu i tam osób prawdopodobnie nie miała takiego szczęścia, choć pewnie dopisało im w innych dziedzinach, gdzie z kolei ja nadal jestem leniem i żałosnym tchórzem – np. co dnia brakuje mi odwagi i chęci, żeby czytać te własne wypociny zamieszczone na podstronach niniejszej witryny w dawno minionych miesiącach – bo nieraz dosłownie pali mnie wstyd w zetknięciu z pisemnymi świadectwami własnej zarozumiałości, naiwności, nieprofesjonalizmu, łatwowierności etc. – co niezawodnie burzy mój autowizerunek „super-gościa”, tj. zbawcy tłumów, idola bohaterów i obiektu zazdrości geniuszy. Gdybym miał więcej odwagi stawiać czoła własnym słowom i zdaniom sprzed roku, dawno bym już to wszystko popoprawiał, zaktualizował i połowę rzeczy zmienił, a drugą wyrzucił; ale też może przesadzam, może po prostu trudno 15 razy czytać tekst własnego autorstwa, gdyż mózg już od tego wręcz jełczeje – człowiek powinien raczej zająć się tym, do czego go wewnętrznie ciągnie, tu np. poznawaniem nowych informacji i opisywaniem ich – a może wszystko samo się jakoś ułoży, gdy przyjdzie na to naturalna pora; innymi słowy, może nie ma się co stresować, tylko powinno się dalej podążać ścieżką intuicji. (Tak na marginesie, to powoli zaczynam pracę nad książką, gdzie wszystko będzie napisane od nowa i z zachowaniem powściągliwości w formułowaniu werdyktów za lub przeciw poszczególnym informacjom i źródłom; tę książkę będzie można u mnie kupić drogą wysyłkową po cenie na tyle przystępnej, żeby kosmici się nie obrazili ani tajne służby nie mogły czepiać, że próbuję się wzbogacić na ujawnianiu tajemnic międzypaństwowych; poza tym w ogóle nie trzeba będzie jej kupować w formie drukowanej, gdyż jej treść udostępnię równocześnie w niniejszej witrynie, jako całość do ściągnięcia oraz we fragmentach, które „dadzą zmianę” literkom obecnie wyświetlanym na poszczególnych podstronach. Stara wersja witryny, tj. teraźniejsza, wraz ze wszystkimi tekstami pozostanie przy tym dostępna – bo pewnie wiele osób też pozostanie przy punktach widzenia odpowiadających bardziej zapatrywaniom, które dotychczas relacjonowałem i próbowałem rozważać na zasadzie „raz banał, raz ciekawa myśl”. Niemniej jednak moje poglądy chyba ulegają pewnym przekształceniom i zacząłem trochę żałować, że tak ostro „nakręcałem schizę” o złowrogich gadoidach / reptilianach / Drakonianach, prawdopodobnie będąc za bardzo skupionym na tym, żeby udowodnić sobie, że niczego się nie boję i nigdy nie zlęknę w deptaniu po piętach złu, choćby nie wiem jak strasznemu – podczas gdy powinienem mniej myśleć o sobie, kim jestem czy kim się okazuję, a bardziej na luzie o tym, co w ogóle jest prawdą i pasowałoby do ogółu układanki, oraz np. mojej intuicji – nie przyznając żadnych dodatkowych punktów różnorakim wersjom i źródłom tylko za to, że do ich zgłębiania i nagłaśniania potrzeba silnych nerwów oraz gotowości do ewentualnych poświęceń, właściwej bohaterom.]

komentarzy 8 to “Wszystkie Hipotezy w Pigułce(8)”

  1. Johan Says:

    Wszystkie te boskie i kosmiczne dywagacje … Jesteśmy tylko nośnikiem kodu… królicza nora jest pusta/nic nie ma po drugiej stronie lustra.Nie będzie nagrody ani kary . Chociaż… „jedno wiem , że nic nie wiem”

  2. Kamil Kossowski Says:

    I ja dodam krotko…znam Billy Meiera osobiscie i cale FIGU ( takze i w Monachium).
    Naprawde wszystko rusza do przodu…wielki Respekt moi drodzy…wielki Respekt.
    Chyba wiem kto jest autorem powyzszego tekstu.Moze spotkajmy sie kiedys pod Sleza przy lampce dobrego wina

    Pozdrawiam

    Kamil Kossowski (ot taki nik )

  3. andrzej wanko Says:

    optymalny 1 :
    15/01/2014
    trafiłem tu przypadkowo, muszę jednak przyznać autorowi, że jest jednym z niewielu ludzi którzy potrafili znaleźć właściwy dystans do tych niewątpliwie ciekawych zagadnień…Wiele lat interesuję się tym tematem(grubo ponad 40 lat).Za komuny
    mieliśmy znacząco „okrojony dostęp” do zachodniej literatury alternatywnej.Też przechodziłem przez różne fazy i chwilowe „zauroczenia” różnymi koncepcjami. Być może jestem jednym z nielicznych, którzy nie tylko mieli okazję coś przeczytać, zastanowić się, ale miałem okazję 2 razy zobaczyć prawie z bliska na własne oczy pojazdy naszych starszych
    braci w 2002 i 2007r.Było to o tyle fascynujące że mogłem prawie z bliska obejrzeć obiekt, zawieszony nieruchomo ok 10 min, a później jego potężne przyspieszenie. konsultowałem to później z doświadczonym pilotem wojskowym, który określił
    uzyskaną prędkość gdzieś na ok 20 machów. Tak to się dzieje że kiedy człowiek coś rozważa hipotetycznie to wszystko jest
    możliwe, ale gdy zobaczy się coś na własne oczy nie na zasadzie „coś mignęło” na nocnym nieboskłonie, jakieś światła,
    ale zobaczy to w biały dzień przy dobrej widoczności, czystym niebie, pojazd, który bez dymu, hałasu przyspiesza od pr.0
    będąc zawieszony nad ziemią(czyli wykorzystując antygrawitację)bez skrzydeł nośnych, silników,wirników, nagle przyspiesza
    do niewyobrażalnej szybkości, wykonując takie ruchy jak przy halsowaniu jachtem do wiatru,w tym wypadku można rzec halsowaniem do linii sił pola magnetycznego ziemi(czyli wykorzystuje nie tylko siły antygrawitacji,ale wykorzystuje układ sił
    linii pola magnetycznego)to budzi niezapomniane wrażenie…Wtedy takie działania i plany jakie przedstawia np.dr.Steven
    Greer nabierają dla mnie osobiście głębokiego sensu. Projekt Orion, konferencja Disclosure Projekt w 2001r w Waszyngtonie, naprawdę wielu wspaniałych, odważnych ludzi pokazuje,że poza pisaniem, dyskusją można,a nawet trzeba
    działać, propagować,pokazywać…Miałem też okazję, doświadczyć ciekawych wrażeń w Projekcie Cheops.Wiem,że napisano n/t tego projektu wiele różnych opinii,również negatywnych, ja osobiście poznałem prawie wszystkich uczestników
    miałem więc okazję skonfrontować „co i jak”.Brałem też udział i w ceremonii 11 11 11 w Kairze,też w późniejszej wyprawie
    do Ameryki pd. Zupełnie nie zgadzam się też z negatywnymi opiniami, złośliwymi na wskroś uwagami w tej sprawie…Sporo
    doświadczyłem zarówno i tam w Afryce jak i Ameryce.Obie te podróże mogę śmiało nazwać podróżami na GRANICY ŚWIATÓW, bo takimi były w rzeczywistości…Dla mnie osobiście PCh był pierwszym mi znanym przedsięwzięciem na dużą skalę,które pokazało w jaki sposób można połączyć tzw.ziemską naukę z ezoteryką.Kluczową w tej materii była też międzynarodowa konferencja zorganizowana 3.07.2011 w W-wie, na której było wielu naukowców z kilku krajów,słynny prof.
    Hurtak z żoną,który dał niesamowity pokaz czym jest WP w Gizie(w której przez kilka lat robił badania,do czasu,aż nie zadarł
    z dr,Hawasem),był też obecny i referował ciekawy temat Janusz Zgórski,przedstawiając ciekawy wątek ewolucji przez „pryzmat Liry”,wiele napradę ciekawych spraw…Mógłbym tu jeszcze sporo pisać,ale chciałem jedynie zasygnalizować
    parę spraw, no i oczywiście jeszcze raz podziękować autorowi za „dojrzały tekst” i ciekawe spojrzenie na rzeczywistość, która
    zapewne do końca nie jest taka jak mogłoby się nam wydawać, i słusznym zapewne jest „nie stawiać kropki nad i” pozdrawiam serdecznie andrzej

  4. Grzesiek Says:

    Trafiłem tu zupełnie przypadkiem i nie jestem w temacie, ale muszę przyznać ze niezwykły z Ciebię człowiek, i to wszystko co chciałem napisać 🙂

    • Jacolo Says:

      Jeżeli to do mnie to dziękuję 🙂

  5. KERRI Says:

    Przyznam, ze im dluzej korzystam z monitora to coraz bardziej boli mnie glowa i aby dbac o zdrowie powinnam pewnie mocno zmniejszyc uzywanie neta. Jednak nieraz trafia sie na takie fajne posty i ponownie wciagnieta jestem na dlugie godziny. Dziekuje autorowi za moje dolegliwosci 😉 Zeby tylko takie byly przyczyny chorob. Do zobaczenie/przeczytania.

  6. Wreszcie Says:

    OK – doczekałem się obiektywnego fragmentu co mnie zajebiście ucieszyło. Wycofuję Koment „Język”

  7. znybfs Says:

    uVuY6j iuauodmkdckc, [url=http://krilbpywrxsb.com/]krilbpywrxsb[/url], [link=http://qmrrqajxpjau.com/]qmrrqajxpjau[/link], http://hgvuriztondj.com/


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: