Wszystkie Hipotezy w Pigułce(3)

Jedną z niewielu nie związanych z ufo osób, z jakimi przeprowadził wywiad Project Camelot, jest Benjamin Fulford, kanadyjski dziennikarz i pisarz, który w młodości m.in. pomieszkiwał z dzikimi w amazońskiej dżungli jako członek pierwotnego plemienia, a na stałe osiedlił się w Japonii, gdzie zaskarbił sobie wśród miejscowych taki szacunek, że pewnego razu w hotelu niezamaskowany ninja proponował mu nawet tekę ministra finansów Japonii i to ze słowami „wybieraj, albo życie”; potem jeszcze dzwonił z wiadomościami typu „no i masz, chłopie, jutro będzie trzęsienie w Niigata, Amerykanie użyją swojej maszyny” – i faktycznie następnego dnia doszło do dwóch trzęsień ziemi o identycznej sile 6,8 stopnia w skali Richtera pod największym japońskim reaktorem jądrowym; były minister finansów Japonii Heizo Takenaka powiedział Fulfordowi – który wcześniej publicznie oskarżył go o sprzeniewierzenie się racji stanu – że to ze względu na groźby używania tej broni musiał oddać międzynarodowym globalistom kontrolę nad systemem finansowym kraju). Według Fulforda oko na szczycie piramidy Iluminatów to około 10 000 najbogatszych i najbardziej wpływowych ludzi Zachodu, często o dobrych sercach i szlachetnych intencjach. Ale wynikła taka sprawa, że SARS to jest tak naprawdę ich broń biologiczna wymierzona w Azjatów na stłumienie efektów demograficznej eksplozji – a z kolei tam mają liczące 6 mln członków tajne stowarzyszenie „Czerwoni i zieloni”, stanowiące podziemne przedłużenie armii, floty oraz biurokracji imperium Ming, z historii znane z akcji kalibru Powstania Bokserów, którego 4,2 mln obecnych członków to intelektualiści i ludzie nauki, a 1,8 mln to gangsterzy, w tym 100 000 zawodowych zabójców. Aby powstrzymać Iluminatów przed opanowaniem całej planety, nawiązali współpracę z Indiami, Rosją, Afryką, Ameryką Południową i Stowarzyszeniem Narodów Azji Płd.-Wschodniej (ASEAN); w XIX wieku opium handlowali u nich przybysze związani z …sekretnym bractwem Skull & Bones – tak że ta wojna tajnych organizacji ciągnie się właściwie już od XIX wieku. Aktualnie, w odpowiedzi na zagrywkę z wirusem, wraz z innymi azjatyckimi tajnymi stowarzyszeniami – według tego samego źródła np. Yakuza to nic innego, jak zbrojne ramię cesarza, coś jak FBI i CIA w Kraju Kwitnącej Wiśni – właśnie za pośrednictwem Fulforda wystosowali do przywódców Iluminatów ultimatum, że jeżeli się nie uspokoją, to każdego z nich zlokalizują i zabiją, a mają po 600 asasynów na każdego. Poza tym wszystkie symulacje nieodmiennie pokazują, że USA nie są w stanie wygrać wojny jądrowej z Chinami – mimo, że mogą całkowicie zniszczyć ich powierzchnię, to Chiny wygrałyby po wprowadzeniu ludności pod ziemię, na co są przygotowane – a zatem w tym momencie Stany nie są już w stanie podbić całego świata, na Chińczykach zacięłaby się maszynka wojenna ‚Gillette 8 Superufo’, w którą przekształcono USA i wciąż ostrzy się ją budżetem wojskowym przekraczającym łączne wydatki na zbrojenia następnych 25 państw z czołówki w tej kategorii (np. dane za rok 2003: USA – 400 mld dol., Francja – 27 mld, Chiny – 14,5 mld; Phil Schneider mówił, że tajny budżet na podziemne bazy, latające spodki itp. jest w Ameryce jeszcze większy od oficjalnego i w roku 1994 wynosił ponad 500 miliardów dolarów – gość przez 17 lat budował pod ziemią dla USA/NATO/ONZ, tak że nie musiał nikogo pytać, co się właściwie dzieje). Według współcześnie promowanych w mediach autorytetów od interpretacji świata, powodem tej sytuacji jest fakt otoczenia Stanów Zjednoczonych przez bezlitosnych Kanadyjczyków i Meksykanów oraz pełne rekinów oceany, a poza tym ten demokratyczny i pokojowo nastawiony do świata kraj utrzymuje owe olbrzymie siły zbrojne w wielkodusznej intencji powstrzymywania skandalicznych inwazji na pola naftowe w rodzaju pamiętnego najazdu Iraku na Kuwejt oraz by zachować możliwość kontrataku na wypadek agresji ze strony np. afgańskich koczowników; według nieco bardziej niezależnych interpretacji, to w związku z tym wyłącznie w Stanach odbywa się owo zakrojone na szeroką skalę likwidowanie swobód obywatelskich pod pretekstem zagrożenia zamachami terrorystycznymi – aby zawczasu upodobnić kraj do jednej wielkiej odgórnie sterowanej armii, która ma być właśnie taką maszynką do podbijania świata, do użycia w razie potrzeby, gdyby komuś gdzieś za dużo się nie podobało – coś jak Rzesza XXI wieku, tyle że z arsenałem międzykontynentalnych rakiet z głowicami jądrowymi; zwykli Amerykanie nie będą mieli nic do powiedzenia, czyli coś jak teraz – ich kraj zgodnie z planem pójdzie na straty w związku z nieuniknionym odwetem nuklearnym ze strony Chin i Rosji; słyszy się nierzadko, że dla Iluminatów uwolnienie planety od ciężaru 4 mld ludzi to zachowawczy plan minimum – i tak za mało… Wracając na jedno zdanie do omówionego powyżej wywiadu z Alem Bielekiem: dzięki technologii programów Phoenix/Montauk już dekady temu ‚elity’ rządzące naszą planetą wybudowały sobie bazę-schronienie „na wszelki wypadek” w …innej galaktyce – ale życzliwi Ziemianom obcy polecieli tam i całkowicie rozmontowali ową instalację, dając w ten sposób jasno do zrozumienia, żeby nasi wspaniali liderzy nie byli zbyt pewni siebie i raczej sobie nie kalkulowali, że w razie czego po prostu się stąd zawiną niczym kapitan-szuja z okrętu, który naprowadził na rafy; prawdopodobnie jednak mają chociaż te parę baraków na Księżycu i Marsie, wybudowanych z myślą nie tyle o ciekawych tajnych eksperymentach na żabkach i pelargoniach, co na okoliczność, gdyby na Ziemi „wszystko się pokićkało” i „porobiło”, tzn. gdyby na planecie nie dało się już dłużej żyć np. w wyniku globalnego skażenia radioaktywnego – a może to zarazem jakaś awaryjna opcja ucieczki ‚szlakiem ostatnich nazistów’, choć na razie niestety nie uciekają, tylko wciąż dla naszego dobra nami rządzą, okłamując każdego od maleńkości i wychowując do życia w pokorze wobec teorii wciskanych jako potwierdzone naukowo i autorytetami setek tysięcy profesorów; tak wkręcają sugestię „wszystko już wiadomo, jak to jest: tak i tak – na pewno…”, że potem, kiedy w środku szarego dnia znienacka zamajaczy Ci przed oczyma dziwna postać przed chwilą wydająca się normalnym człowiekiem, jak zresztą ponownie po paru sekundach – to zamykasz na moment oczy, kręcisz głową przykładając ręce do skroni i od razu zasadniczo masz pewność, że to z Tobą chwilowo coś było nie tak, coś Ci się wydawało, potem szybko zapominasz o tej prześmiesznej halucynacji, ewentualnie np. przestajesz pić – tymczasem nie był to żaden omam wzrokowy, tylko widok dobrze znany przodkom i normalna sprawa, zamaskowana systemem poglądów i przekonań tak odchylonych, żeby w ogóle do nich nie pasowała i w jej realność nie mógł z tego powodu uwierzyć ani żaden profesor, ani żaden kark-steryd, przynajmniej za pierwszym razem – a raczej mało kto widział coś takiego kilkakrotnie; w sumie o to akurat się nie gniewam, gdyż jako zmieniająca postać hybryda, wnuczek i dziadek innych hybryd, tak samo i zapewne słusznie obawiałbym się wymordowania całej rodziny przez wrażliwych ludzi pokroju systematycznych chrześcijan, a tylko z uwagi na to zagrożenie też przecież nie wchodziłbym od razu w sojusze obronne z pokręconymi gadzinami z kosmosu, bo co to za życie pod patronatem nieurodziwych demonów – tak chyba jeszcze musi być przez jakiś czas, dopóki społeczeństwa nie będą gotowe do zaakceptowania faktu istnienia tych niezwykłych istot-półludzi bez równoczesnego ubabrania sobie rąk w ich krwi (możliwe, że na niebiesko) – bo pewnie, że istnieją złe hybrydy, tak samo jak istnieją niegodziwi Ziemianie albo nikczemni Plejadianie, lecz nawet gadoidy nie są wszystkie „złe”, więc co dopiero osoby zdolne do wyświetlania się w dwóch różnych postaciach, które całe życie wychowywały się na Ziemi i na pewno oglądały te same filmy, co reszta (a przynajmniej „Ostatniego smoka”); wiadomo, że każdy ma prawo zazdrościć im bogactwa i władzy, a może przede wszystkim wiedzy, tej przedpotopowej z gwiazd, dzięki której mają nad nami przewagę – ale czy wiele osób chciałoby się zamienić na takie leniwe życie w luksusie, przez które od początku do samego końca trzeba ukrywać, kim się naprawdę jest, uzupełniać dietę enzymami występującymi wyłącznie w ludzkiej krwi, żeby nie dostawać niekontrolowanych ‚ataków przemiany’, a przez sen i tak nie da się tego powstrzymywać i to dopiero musi być dolina, kiedy fajna nowo poznana laska wybiega roztrzęsiona jeszcze przed świtem – akurat tego przykładu nie wymyśliłem, tylko naprawdę był taki przypadek, że atrakcyjna pani po trzydziestce zgłosiła się do Davida Icke’a i opowiedziała mu, jak to przygodny partner we śnie diametralnie zmienił prezencję na podobieństwo opisywanych przez niego istot (gość pewnie w dalszym ciągu jest kawalerem – gdyby to ujawniono i publicznie wytłumaczono, może łatwiej byłoby mu znaleźć osobę, która potrafiłaby to zrozumieć i zaakceptować na zasadzie, że liczy się to, kim się jest, a nie czyim potomkiem w mniejszości na jakiej planecie – wyobraźmy sobie planetę hybryd i jak niebezpieczni wydawaliby się jej mieszkańcom ukrywający się pomiędzy nimi 100% ludzie, totalne dziwy natury czy wręcz „potwory” – to nie jest tak, że również według gadoidów my jesteśmy piękni, a one brzydkie: się rozumie, że to musi być odwrotnie, podobno według ich ortodoksyjnego ‚betonu’ jesteśmy wprost obrzydliwi i kto wie, czy nasi laureaci plebiscytów na najpiękniejszych nie mogliby w ich horrorach występować bez charakteryzacji); natomiast pewne podejrzenia i pretensje, ale tak w sumie na ślepo, „na wyczucie”, bo póki co zupełnie nie potrafię tego zrozumieć ani rozwikłać, skąd to się bierze i w jaki właściwie sposób działa, jakby to można ewentualnie potem kiedyś z myślą o własnej korzyści zorganizować i wdrożyć na jakiejś podbijanej planecie np. krasnali z epoki drewnianych chat – mam odnośnie dziwacznego i w dostępny po wyjściu z domu prosty doświadczalny sposób weryfikowalnego mechanizmu naszej rzeczywistości, skłaniającego większość mieszkańców takiego czy innego miasta na jednym albo na drugim kontynencie do starania się przede wszystkim, aby wydawać się wszem i wobec kimś „normalnym”, co osiąga się replikując w swoim życiu sposoby ubierania się, zachowywania i myślenia przedstawiane zewsząd jako właściwe, prawidłowe, rozsądne, inteligentne i „na poziomie”, w odróżnieniu nie tylko od np. świadomości węszącej globalne spiski (zasługującej na wyśmiewanie i pełne szczerej troski pukanie się w czoło), nie tylko od postawy zaangażowanej w te czy inne sprawy globalnej współczesności (godnej ironicznych komentarzy, z litości wygłaszanych za plecami tonem kogoś, kto będzie potrafił skuteczniej pomóc temu światu, bo po prostu stać go intelektualnie na więcej – tylko najpierw musi zostać „tym kimś”, żeby zacząć działać, wiadomo…), ale również w wyraźnym kontraście ze stylem ‚myślącej sobie nie wiadomo co’ osoby, która chodzi ostrzyżona na własną modłę i w kontekście własnego gustu i komfortu odziana w inne kolory czy materiały, niż to w danej dekadzie rzekomo wypada, zazwyczaj również myśli inaczej, niż telewizor, co do nie wiedzieć ilu kwestii, a może jeszcze – jakby tego wszystkiego było mało – raz po raz prezentuje odwagę nieszablonowego działania w wymiarach zwykłych codziennych spraw, tak jakby naprawdę można było żyć własnym życiem, dało się być jako takim sobą i nie czapkować wciąż ogłaszanym niby z niewidzialnych jeżdżących po mieście megafonów zasadom „korzystania z wolności”; w sumie trudno tak kopać leżącego i jeszcze także o to ‚prawo reakcji na odwagę’ oskarżać grupy ukrytych manipulacji, może to pójście na łatwiznę zamiast sięgnięcia po książkę z półki „Socjobiologia” – ale to jednak trochę podejrzane, że aż z taką gorliwością i wściekłością tchórze pospołu ruszają na Ciebie i w nagonce jednoczą się przeciw Tobie w okamgnieniu, gdy tylko publicznie uronisz kropelkę swojej odwagi, choćby z dna dwulitrowego kufla swego nieprzeciętnego tchórzostwa, w który zaglądałaś/eś częściej i znasz ten widok lepiej, niż ktokolwiek inny – ale jednak sugerując w ten sposób, że faktycznie możliwe byłoby wyłamanie się z narzucanych nam foremek i psychicznych rozkładów jazdy, że to mogłoby nie równać się wcale byciu kimś chorym, złym ani nienormalnym, że każdy mógłby tak sobie żyć, gdyby nie brakowało mu tego czegoś, nad czym zastanawianie się tak bardzo go denerwuje; może ta sprawa z czasem wyjaśni się w jakichś następnych przekazach od kosmitów – czy na planetach wolnych od obcych ingerencji również wykształcały się aż tak przykre zasady wzajemnego odbioru jednostek ludzkich w społeczeństwie, czy też jednak to by się wszystko poukładało inaczej, gdyby sprawy szły sobie naturalnym torem, gdyby nasza rzeczywistość nie była z ukrycia modyfikowana; zastanawiające jest przy tym chociażby to, że to właśnie te osoby ‚normalne’, które własnego mózgu używają tylko po kryjomu w testach „na sucho”, a „na żywo” robią i mówią jedynie to, co się im sugeruje jako normalne i odpowiednie – to właśnie one są wiecznie rozeźlone, nieszczęśliwe i skore do wybuchania gniewem, złością, agresją, podczas gdy osoby wedle ‚ich’ przekonań ‚szurnięte’, mimo szkalowania, wyśmiewania i zaczepiania, przeważnie dziwnym trafem są z siebie ponadprzeciętnie zadowolone i znacznie rzadziej zdarza im się wyładowywać swoje frustracje na innych, tak jakby w ogóle mniej ich w sobie nosiły – co by sugerowało, że jednak to całe poczucie bezpieczeństwa i zadowolenie z bycia osobą uznawaną za normalną, a tym samym nienarażoną na złośliwe komentarze czy szyderstwa, jest mniej warte i „słabiej kopie” niż satysfakcja z bycia prawdziwym/ą sobą i życia własnym życiem, nawet taka dostępna jedynie w pakiecie z atakami osób wiecznie czujących potrzebę udowadniania, że nie są żadnymi tchórzami, to tylko inni są nienormalni i przesadzają, kiedy nie robią tego co inni, tylko to, na co mają ochotę, nie naśladują lecz żyją wedle własnego przepisu.

Według oświadczenia dr Carol Rosin w roku 1974 umierający na raka profesor Wernher von Braun powiedział jej, że już wtedy mogliśmy mieć pokój z wszystkimi kulturami pozaziemskimi – ale pokój, prawda, wolność itp. to są hasła, które dobrze wyglądają na papierze, np. w tekście przemówienia, a nie kiedy faktycznie żyjesz sobie 24h na dobę jako superbogacz, robiąc niewiele poza oszukiwaniem i okradaniem tłumów, przy czym historyczna utrata uprzywilejowanej pozycji przez środowisko, z którego się wywodzisz, byłaby obrazą wielowiekowej rodzinnej tradycji, równoznaczną z utratą przez twoje dzieci korzystnej szansy, którą tobie rodzice jakoś jednak potrafili sprezentować; przy okazji jeszcze na pewno wypłynęłyby zakrzepłe brudy z przeszłości i ambaras gotowy – chwila moment, a zaczęłoby się oczernianie w gazetach i ciąganie po sądach, a kto wie, może nawet konfiskaty majątków; no i po co, skoro wszystko mogło zostać po staremu..?

Tam daleko w kosmosie, na tych wysoko rozwiniętych planetach innych Ludzi, gdzie mieszkańcy mają prawo do prawdy i autentyczną wolność, której nie przeczą tysiące faktów ani nie poddają w wątpliwość setki okoliczności – jak to jest, kiedy ktoś rzuca hasło: „ej, uwaga, chyba nasza planeta jest manipulowana przez jakieś przebiegłe stwory, spotkałem wielu świadków”: momentalnie wybucha śmiech, czy raczej jest to na wszelki wypadek, choćby pod kątem przyszłych pokoleń, ze spokojem sprawdzane i wyjaśniane, w każdym razie naświetlane i publicznie omawiane, żeby nikt się nie martwił i bez zakładania, że ludzie to istoty tak inteligentne, że nawet mistrzowie galaktyki w ściemnianiu nie byliby w stanie wpuścić ich w maliny..? Ale może to dla naszego dobra władze demokratycznych krajów mają z ONZ prikaz, aby milczeć na ten temat – a tylko głupi Plejadianie i Drakonianie nie umieli na swoich planetach podobnie ukryć prawdy przed mieszkańcami i teraz nie dość, że wiedzą o niezliczonych formach życia występujących w kosmosie, to jeszcze rozbijają się po gwiazdach olbrzymimi pojazdami – zamiast jak my wierzyć, że prawdopodobnie są sami, jedyną cywilizacją we wszechświecie, i spokojnie sobie czekać, aż ktoś przyleci ich uprawiać, wiek za wiekiem pomimo niezliczonych wpadek, pozostających bez konsekwencji dzięki umiejętnemu wykorzystywaniu znajomości psychiki przedstawicieli danego gatunku w punkcie „prawie mam odwagę mieć na jakikolwiek temat pogląd inny, niż mówi się, że wszyscy go podzielają; w ogóle prawie mam odwagę, widać to na każdym kroku i pod każdym kątem, zresztą przecież codziennie od nowa to udowadniam”.

W przygotowaniu również podstrona z informacjami kompletnie niepotwierdzonymi, które jednak wcale nie muszą okazać się zmyślonymi tylko dlatego, że ich źródła pozostają głęboko anonimowe lub natykamy się na nie na witrynach internetowych redagowanych przez zagubione lodołamacze ufologii pod banderą dr Jana Pająka – którego zresztą i tak chyba wypadałoby szanować i poważać bardziej, niż jakikolwiek z czołowych ‚autorytetów’ naszego krajowego masowego obiegu medialnego czy naukowego, skoro z tematem i przesłaniem swojej publicznej działalności orbituje on mimo wszystko bliżej prawdy, choć wyraźnie przesadza z kolei w drugą stronę (oskarżając ufo np. o zniszczenie World Trade Center czy spowodowanie zawalenia się dachu hali w Katowicach poprzez złośliwe zahaczenie o niego spodkiem, a także o wszystkie kłopoty z własnym komputerem i w ogóle wszelakie niedogodności życia codziennego, jakie nieustannie Go trapią – według moich domysłów pan doktor niepotrzebnie za bardzo sieje panikę i to dlatego los rzuca mu kłody pod nogi na zasadzie „oko za oko, Johnny”). Otóż na przykład podobno kiedy Szarzy albo jeszcze ciekawsi z wyglądu kontrahenci władz czołowych ‚demokratycznych’ krajów porywają Cię na spodek i prezentują Ci Twojego klona, który wygląda dokładnie tak, jak Ty, identico – to jeżeli się w tym momencie przerazisz, już nie wracasz, bo Cię podmieniają, żeby sobie odtąd manipulować np. założonym przez Ciebie kółkiem różańcowym, albo bo po prostu robią taki test pod kątem przyszłego stosowania tego rodzaju sztuczek – to była finalna weryfikacja, bo przecież Ty to najlepiej wiesz, czy dany sobowtór jest do Ciebie podobny, czy nie; a jeżeli się nie przestraszysz, to odstawiają Cię z powrotem na powierzchnię i pracują dalej nad mumią, robią nową kopię albo kto wie, może wręcz zarzucają cały plan odnośnie Twej widocznie niebanalnej do skopiowania osoby – w każdym razie, dla niezorientowanych, literatura medyczna i sądowa z wielu poprzednich wieków pełna jest przypadków, kiedy nawet żyjący od wielu lat w zgodzie szanowani małżonkowie nagle popełniali morderstwa jedno na drugim i nie zdradzając innych oznak niepoczytalności(?) do końca zawsze twierdzili i ze spokojem to opisywali, a nawet przelewali na papier własnymi słowami, że np. „wyglądał jak on, poruszał się jak on, mówił jak on – ale to nie był on, wiem to na pewno, to nie był mój Mąż”; w związku z powstawaniem bazy wiedzy o meandrach ludzkiej psychiki okazało się, że jest tyle przypadków, że nawet nadano tej chorobie osobną nazwę – do dziś pewnie zdarzają się zachorowania(?); z tym, że w dzisiejszych czasach już nie tak łatwo o pewność, kto Ci sklonował sąsiada – przynajmniej Amerykanie mają tę technologię co najmniej od połowy lat 80-tych, w końcu parę patentów jednak wysępili za tych wszystkich zaginionych bez śladu. A tu w powyższych akapitach, gdzie nieraz padają określenia „podobno”, „słyszy się”, „według innych źródeł” – to nie dlatego, że te wszystkie źródła są takie anonimowe, tylko po prostu większość filmów obejrzałem jak dotąd tylko raz, często z kręgosłupem już zbyt zmęczonym, żeby dalej robić notatki – a wiadomo, że wszystkiego się nie spamięta… Teraz też nie za bardzo mam czas to wszystko namierzać i uściślać po wyszukiwarkach, bo i tak już prawie straciłem pracę wskutek poświęcania swojego „prime time’u” niniejszej witrynce; przynajmniej nie muszę już tyrać – dzięki, ufo… Właśnie to mi się tak podoba w tym utrzymywaniu wszystkiego w tajemnicy przed ludzkością – że miliony ludzi zamiast sobie pracować, śmiać się i bawić, albo chociaż oglądać o tych kolorowych głębinowych rybkach – ślęczą nad tymi samymi zeznaniami, poszlakami i fotografiami, własnym sumptem co roku tworzą setki z założenia niedochodowych filmów i dziesiątki tysięcy witryn internetowych (jak nie więcej), wszyscy nawzajem duplikują swoją pracę, kosztem życia każdego z osobna, często najlepszych lat – bo dla dobra ludzkości władze wszystkich krajów mają ukrywać najbardziej interesujący na świecie temat ufo w atmosferze spowitej zbrodniami, morderczymi pomysłami, przerażającymi relacjami i podejrzanym milczeniem połączonym z przygotowywaniem wszystkich już w szkole do wyśmiewania prawdy i wykluczania z dyskursu publicznego osób dających jej świadectwo – tak jakby można było przypuszczać, że taka sytuacja i tego rodzaju stan rzeczy nikogo nie zaniepokoją, nie wywołają paniki o solidnych fundamentach na gruncie faktów – na pewno…

Robiłem, co mogłem, ale najwyraźniej te wersje jednak są niezgodne – od Billy’ego Meiera i ta o hybrydach/gadoidach. Relacja Meiera z kontaktu nr 443 z 17 lutego 2007 r. – j. ang. – zawiera opis książek Davida Icke’a jako naciąganych bzdur do nabijania kabzy, a także drwiny z koncepcji istnienia stworów zmieniających postać; również książka ‚Jana van Helsinga’ (wł. Jan Udo Holey) zostaje scharakteryzowana jako wymysły, teoria konspiracji i taka sama paranoja dla ludzi, którzy w ogóle żyją złudzeniami i fantazjami, w swoim świecie – więc dziwne by było, gdyby wierzyli w prawdę, w normalne rzeczy i prozaiczne wyjaśnienia. Inne kontrowersyjne informacje z domniemanych kontaktów Szwajcara – j. ang. – o ile to konkretne internetowe źródło na jego temat jest w ogóle wiarygodne: Iluminaci to sekta europejska, nie o znaczeniu globalnym, które jest rozdmuchiwane; doniesienia dot. Nowego Porządku Świata i negatywnego wpływu genetycznie zmodyfikowanej żywności są znacznie przesadzone i pesymistycznie wyolbrzymione; eksperyment Filadelfia to mistyfikacja; przekazywane niemieckim naukowcom przez Plejaran plany prototypowych latających spodków odnalezione po dwóch-trzech dekadach odbiły się echem w dziedzinie …projektowania pokryw od kontenerów (sprawa dotyczy słynnej afery, kiedy ktoś opublikował zdjęcie spodka autorstwa Meiera i wykazał uderzające podobieństwo podstawy pojazdu do pokrywy pojemnika na śmieci z jego farmy; linia obrony zwolenników Meiera w takich przypadkach głosi, że dyskusyjne zdjęcia to analizy podróbek lub materiałów faktycznie rozprowadzanych przez ich organizację – FIGU – ale niepostrzeżenie podmienionych kto wie kiedy przez tajne służby); po Meierze i odlocie Plejaran żaden człowiek przez prawie 800 lat nie doświadczy świadomego kontaktu z jakąkolwiek wyższą formą życia; poprzednie wcielenia Meiera to m.in. prorocy Eliasz i Izajasz, Immanuel oraz Mahomet, a obecnie Billy jest skazany na samotność z racji bycia najbardziej rozwiniętą duszą na Ziemi; jego pierwsza książka była najważniejsza, jaką kiedykolwiek napisał ziemski człowiek, a z kolei ostatnia jest najważniejsza w całej misji. W kontekście nokautująco niewiarygodnego wydźwięku tych informacji uczciwie byłoby jednak przypomnieć okoliczność, że wielu mieszkańców pobliskich wiosek w szwajcarskich górach zarzeka się, że faktycznie widziało spodki nieraz – o członkach wspomnianej grupy i rodziny samego B.M. nie wspominając, choć np. była żona przez pewien czas mówiła też o konstruowaniu przez męża modeli w celu fabrykowania fotografii, co potem znowu odwołała. Oprócz tego w sieci można znaleźć opracowanie z trudnym do oszacowania powodzeniem starające się wykazać, że wszelkie astronomiczne i naukowe przepowiednie Meiera były już gdzieś opublikowane, zanim zawarł je w swoich relacjach z rzekomych kontaktów. Istnieje też hipoteza, że Szwajcar jest w rzeczywistości marionetką Iluminatów – w jej kontekście dałoby się pogodzić obecność latających talerzy nad jego domem z przeplataniem przekazu fałszywymi nićmi. Jednak z drugiej strony np. Michaela Horna spotkała taka sytuacja, że spożywał posiłek w kafejce na odludziu gdzieś na południu Stanów, wynikła pogawędka z pewnym jegomościem w podeszłym wieku, który okazał się emerytowanym oficerem sił powietrznych USA i ni z tego, ni z owego zapytał a’propos ufo, czy rozmówca orientuje się może w notatkach z kontaktów Billy’ego Meiera, bo w wojsku czytali je skrupulatnie jako najlepszy dostępny materiał w temacie kosmitów. Można to sobie tak wytłumaczyć, że w wojsku i tajnych projektach też ich ściemniają, że ten Billy Meier to autentyczny przypadek, aby za pomocą rzekomego przekazu z gwiazd manipulować nimi tak samo, jak resztą, kołować na dystans od prawdy; ale inny gość, budowlaniec – milioner, który do wszystkiego doszedł sam od pucybuta, a z wyglądu polski emigrant i po prostu uczciwy człowiek, na kongresie ufologicznym wystąpił przed kamerami z krótką opowieścią, że po tym, jak zasponsorował organizację Meiera, wybrał się kiedyś w odwiedziny do jego domu/ich siedziby, ale bez zapowiedzi i po prostu go nie wpuścili, choć dobijał się i wykłócał, że przecież wyłożył na nich kupę siana; rozczarowany i rozeźlony wrócił do hotelu, gdzie rankiem następnego dnia ktoś zapukał do drzwi i wręczył mu kartkę zawierającą wedle jego słów opis ‚faktów z całego życia, o których oprócz mnie nie wiedział nikt na świecie’. Może najrozsądniej byłoby wypróbowywać te informacje od Plejaran we własnym codziennym życiu – choć prawdziwość wielu z nich też jeszcze niczego nie przesądzi i nie udowodni wiarygodności całości przekazu z owego źródła. Nierzadko spotyka się też przypuszczenia, że Billy Meier „zaczynał” jako prawdziwy kontaktowiec, a po odlocie Plejaran w latach 90-tych „wziął sprawy we własne ręce”, przystępując do świadomego lub nie dorabiania autorskich wkrętów i mądrości – zresztą utrzymuje on, że kontakty fizyczne już dawno ustały, a nadal trwają jedynie sporadyczne telepatyczne (i jednocześnie odmawia reszcie ludzkości zdolności do jakiegokolwiek channelingu). Jeśli B.M. jednak mówi prawdę, to porwania przez obcych stanowią ludzki spisek i machinację współorganizowaną od lat 20-tych XX wieku przez rozmaite międzynarodowe grupy interesów, m.in. finansjery i przemysłu zbrojeniowego, władz i sekciarzy od końca świata oraz ponownego nadejścia Mesjasza – którym zależy na wywołaniu w ludziach strachu przed mieszkańcami kosmosu i niechęci do nich. Kryształowe czaszki to dzieło niemieckich szlifierzy diamentów z początków XIX wieku, a gość, który je zamówił, pojechał potem podłożyć je do świątyń Majów, aby tam mogły zostać ‚odkryte’. Pierwsze lądowanie Amerykanów na Księżycu sfingowano w celu wzbudzenia respektu Rosjan, potem lądowali już naprawdę; o mistyfikacji wiedziało tylko 37 osób, wobec astronautów użyto narkotyków i hipnozy, wszyscy 4 hipnotyzerzy wkrótce zmarli, podobnie jak wiele innych osób z tego projektu – „dla dobra kraju” oczywiście. Tą samą techniką należałoby też pewnie (to już moje domysły) tłumaczyć zeznania Ala Bieleka czy Stewarta Swerdlowa – że ktoś zaimpregnował im sztuczne wspomnienia, pewnie tak samo jak Alexowi Collierowi, by działając w najlepszej wierze, zaczęli opowiadać o tych gadoidach, hybrydach i niesamowitych możliwościach amerykańskich sił zbrojnych, wynikających z posiadania niezliczonych pozaziemskich technologii. Tak że teraz już nie wiadomo, w co wierzyć – no dobra, to nie wierzymy ani w Drakonian, ani w Billy’ego Meiera, tylko zostawiamy sobie info od Phila Schneidera o Szarych z moralnością dr Mengele – ale chyba jednak i tak coś w tym musi być, w jednym albo drugim z właśnie odrzuconych przez nas krajobrazów wiadomości, bo to jest tak interesujące, która wersja jest bliżej prawdy, że powinni to cały czas analizować i próbować rozstrzygać w rozlicznych magazynach oraz wieczornych programach publicystycznych, w weekendowych dodatkach do poczytnych dzienników i radiowych audycjach na ciekawe tematy – gdzieś w tym musi siedzieć jakiś prawdziwy dynamit, skoro całe to pole zagadnień jest tak nienaturalnie wyciszone i schowane, że 4 na 5 laureatów Nobla nie ma pewnie zielonego pojęcia o niczym z tego kręgów tematów, ani w ogóle że taki krąg tematów istnieje. Tak że nie znamy prawdy, ale być może kiedyś już mieliśmy ją przed oczyma; w każdym razie raczej mamy prawo przypuszczać, że ktoś coś przed nami ukrywa – jednak ruiny i piramidy na Marsie chyba same się nie zrobiły, ani spodki na malowidłach ze średniowiecza nie pojawiły się, ponieważ akurat w ten sposób smoła kapała z sufitów; tę piramidę odkrytą na dnie oceanu u wybrzeży Japonii ktoś musiał wybudować w epoce „kamienia łupanego”, a hieroglify w świątyni w Abydos to też raczej nie był bezmyślnie odpadający tynk, tylko dzieło osoby całkiem nieźle zorientowanej w odległej przyszłości; fakt posiadania przez starożytne ludy wiedzy astronomicznej na poziomie możliwości teleskopów z lat 80-tych XX wieku zasługuje na badanie i wyjaśnianie, a nie na lekceważenie i udawanie, że jest się poważnym naukowcem. Do tego zeznania astronautów, wojskowych, inżynierów, policjantów, polityków, zwykłych ludzi, nagrania wideo z myśliwców, promów kosmicznych i domowych kamer, fotografie z wieków XIX, XX i XXI – coś tu nad nami lata i to od dawna, a zatem bez wątpienia mamy do czynienia z ważną sprawą – a że nie wiemy, jak to jest dokładnie, to przynajmniej oznaka, że nie popadliśmy jeszcze w żadne dogmaty. Może za 50 lat dalej nikt nie będzie znał prawdy; wtedy zresztą byłoby już jak gdyby „po zabawie” i życie stałoby się pewnie dużo nudniejsze, mniej tajemnicze i fascynujące, zapraszające do odgadywania niczym w przygodę nie gorszą niż z filmu. Póki co, kto spotka Billy’ego Meiera, może go zapytać, skąd w takim razie na całym świecie wzięło się aż tyle legend o smokach i wężo-bogach (nie tylko w Chinach i Tajlandii, ale także w mitach starożytnej Grecji oraz Skandynawii, Egiptu i Peru, Azteków oraz Indian Ameryki Północnej – żeby wymienić tylko te przypomniane na jednym filmiku z YouTube, skądinąd próbującym tłumaczyć wszystkie tego typu posążki przodków w ‚racjonalny’ sposób). A kto spotka Davida Icke’a, może do następnej książki podrzucić mu historyjkę, której pewnie jeszcze nie zna: o Wzgórzu Wawelskim w Krakowie, gdzie według nienaukowych ustaleń i relacji przodków, na dole mieszkał smok, a na górze – król…

Gdyby ludzie wiedzieli, że Ziemianie skatalogowali już dziesiątki ras obcych, że zestrzelono setki spodków, a i tak wciąż latają nad nami co dnia – że wiele gwiazd w naszej galaktyce jest okrążanych przez planety, na których rozwija się życie – to czy przypadkiem nie zapytaliby z czasem, już tak na spokojnie, po wybrzmieniu pierwszego szoku: zaraz, zaraz – a ci kosmici to tak nagle sobie teraz latają wte i wewte, a wcześniej przez kilkadziesiąt czy kilkaset wieków nie umieli odszukać naszej planety, albo wtedy brakowało im paliwa – czy też po prostu trzeba będzie raczej poodnajdywać ich ślady w naszej historii i prehistorii, muszą istnieć jakieś tropy, coś na pewno zostało i ówcześni ludzie zauważyli..? Obecnie z teorii o hybrydach śmieje się większość osób, które np. zetkną się na YouTube z filmikami o tej tematyce, nie wierzą w to ani przez chwilę; a jak byłoby, gdyby oficjalnie ogłoszono, że ufo to prawda, że tego jest pełno i zawsze tak było..?

Po osiemdziesiątce trudno jest zarywać laski, a bez tego życie pewnie nie ma już takiego blasku, powabu, uroku etc. – nic więc dziwnego, że każdy kolejny rok przynosi coraz bardziej konkretne wypowiedzi następnych emerytowanych pracowników NASA – jakby się umówili, że teraz jeden po drugim przestają być narodowymi bohaterami-legendami i wypróbują sobie dla odmiany, jak to jest być takim zwariowanym dziadkiem opowiadającym jakieś bzdury o ufo i bajeczki o kosmitach. Kolejny przypadek to Clark C. McClelland – operator promów kosmicznych ze stażem 34 lat przepracowanych w NASA. W roku 2008 zelektryzował on niezależne media pisemnym oświadczeniem, że pewnego razu w pracy zdarzyło mu się przez 67 sekund obserwować na monitorze mierzącą około 2,5 metra wzrostu istotę pozaziemskiego pochodzenia w cienkim skafandrze i o sylwetce nie odbiegającej od ludzkiej, gdy sporo gestykulowała stojąc pomiędzy dwoma astronautami pracującymi na zewnątrz promu kosmicznego, orbitującego wokół Ziemi w towarzystwie również widocznego obcego pojazdu; inny pracownik centrum kontroli lotów im. Kennedy’ego na Florydzie miał mu potem zdradzić, że tę samą istotę widział wewnątrz promu. Według McClellanda NASA nie jest agencją cywilną, ale całkowicie kontrolowaną przez Pentagon; w pewnym wywiadzie dopowiedział, że w świetle jego wiedzy władze wszystkich wysoko rozwiniętych państw wiedzą o tym, że Ziemia jest i zawsze była odwiedzana przez przybyszów z kosmosu, którzy prawdopodobnie mieli coś wspólnego w ogóle z powstaniem naszej rasy. Być może nietrafnie przypuszczam, że powyższa informacja/sprawa mogłaby kogokolwiek zainteresować, skoro poza setkami witryn internetowych z kręgów wyznawców teorii spiskowych, nie została ona w ogóle podjęta przez krajowe, europejskie ani światowe telewizje, najlepsze radia ani najpoważniejsze dzienniki czy najbardziej prestiżowe magazyny, które w tym czasie zajmowały się tematami rangi meandrów emocjonalności Carli Bruni bądź problemów okresu dojrzewania członków brytyjskiej rodziny królewskiej. Przecież wiadomo i tak uczą w szkole, że współcześnie media nareszcie podają najlepsze i najważniejsze informacje na bieżąco, na gorąco, obiektywnie i w najpełniejszym możliwym spektrum – a najwyraźniej to tylko ze mną jest coś nie tak, skoro dziwi i niepokoi mnie, że wypowiedź 6-tego człowieka na Księżycu dr Edgara Mitchella stwierdzająca, że rząd USA od dekad ukrywa przed opinią publiczną obecność obcych na Ziemi oraz swoje konszachty z nimi, jest omawiana na wielkich internetowych portalach przez jeden dzień, podczas gdy prywatne komplikacje w życiu Paris Hilton są ze szczegółami relacjonowane i komentowane przez miesiąc; może jednak z tym światem wszystko jest w porządku i mógłbym sobie dać spokój z tą stronką..?

Według jednego z pierwszych badaczy gadoidów Johna Rhodesa zwalanie na te istoty winy za wszystko to wygodne, a dość mało naukowe podejście; tym bardziej tendencja do obarczania ich rzekomych pół-reprezentantów odpowiedzialnością za wszelkie problemy geopolityczne – te stwory żyją sobie głęboko pod ziemią być może od zarania naszej cywilizacji, a że niektóre z nich nadal są prymitywne, mięsożerne i dużo polują – to tak jak ludzie. Jeszcze inną, nie mniej ciekawą koncepcję proponuje niejaki Marshall Vian Summers (link do pliku .wvx – w razie komplikacji nagranie w innych formatach można odnaleźć na niniejszej ciekawej stronce [wszystko w j. ang.]) – według niego żyjemy w gęsto zaludnionym rejonie kosmosu, gdzie wszyscy ze sobą handlują, a jeżeli ktoś kogoś zaatakuje, to od razu każdy występuje przeciwko niemu; z tym, że faktycznie istnieją rozmaite grupy krętaczy, które kombinują również u nas, jako że zamieszkujemy planetę w pozytywnym sensie niezwykłą – ale oni mogą nas przejąć tylko na tej zasadzie, że my do pewnego stopnia jakby o to poprosimy, sami będziemy tego chcieli, w każdym razie by tak to mniej więcej wyglądało na oko dalekich gwiazd i żebyśmy otwarcie przeciw nim nie występowali.

Tymczasem według Stewarta Swerdlowa ci Drakonianie jednak nie zasypują u nas gruszek w popiele, a ściśle lub luźno powiązane z nimi grupy kontrolują m.in. naszą żywność oraz globalną papkę medialną, za pomocą której utrzymują nas w stanie „skotłowania”. Inne info od Stewarta z wywiadu radiowego dla ‚Coast to Coast’ z 13 czerwca 2007 roku:

Początek (pierwsze trzy części na YouTube): jego zwerbowanie za młodu do pracy dla służb stanowiło wyraz chęci upewnienia się przez amerykańskie władze co do lojalności jego osoby wobec kraju – w związku z rodzinnymi okolicznościami polegającymi na tym, że wuj jego ojca imieniem Jacow był pierwszym prezydentem ZSRR [patrz Świerdłowsk alias Jekaterinburg], jego dziadek w latach 30-tych próbował rozkręcać partię komunistyczną w samych Stanach, a babcia była po prostu …sowieckim szpiegiem podczas II wojny światowej – niezła rodzinka): nasz Księżyc to pusty w środku naturalny obiekt eony lat temu przerobiony przez gadoidy na bazę-przyczółek do kolonizacji Ziemi – to dlatego zawsze ukazuje nam tę samą stronę, to nie tylko jakiś dziwny zbieg okoliczności. Generalnie dane dotyczące prehistorii naszego układu planetarnego zgodne z wersją Alexa Colliera (niestety..! przy okazji anegdota: według relacji A. Colliera, zanim stał się rozpoznawalny, podszedł kiedyś do Richarda Hoaglanda po jego wykładzie i zapytał prosto z mostu, dlaczego nie powie ludziom, że Księżyc jest obcą bazą – a odpowiedź brzmiała: „Nie jestem na to gotów…” – Collier wyraża wobec Hoaglanda pretensje o to, że wstrzymuje on pewne informacje, jak widać dosyć istotne czy wręcz kluczowe). Relacja Stewarta Swerdlowa na bazie wiadomości, które zostały mu przekazane podczas 13 lat jego pracy w tajnych projektach, głownie w programie Montauk: gadoidy z konstelacji Smoka (ang. ‚Draco’) czują się zobowiązane do eksterminacji lub podporządkowywania sobie innych form życia, ponieważ z pewnych względów uważają się za byty stanowiące możliwie najdoskonalsze uosobienie boskości i natury wszechświata – nie mają płci, tzn. są obydwiema płciami w jednym ciele, a ich DNA w ogóle nie zmienia się przez ery, w całkowitym przeciwieństwie do np. ludzkiego czy szerzej ssaczego, które nieustannie przystosowuje się do nowych warunków. Wenus była lodową kometą z rodzaju preferowanych przez gadoidy pocisków, za pomocą której próbowały one rozprawić się z pradawnymi koloniami ludzi w Układzie Słonecznym, tzn. z bazami uchodźców z zaatakowanych przez nie wcześniej planet w kolebce wszystkich ludzi, konstelacji Lutni (ang. ‚Lirae’) – tych uciekinierów sobie potem tropiły po kosmosie, a ściślej mówiąc po licznych kolonizowanych przez nich systemach planetarnych, m.in. właśnie naszym. Ziemia była wówczas drugą planetą od Słońca, z powierzchnią pokrytą wodą i dość płynną atmosferą. Pomiędzy Marsem a Jowiszem istniała wtedy jeszcze dużo większa od Ziemi planeta Muldek (rozmiaru ok. wypadkowej właśnie pomiędzy Marsem a Jowiszem) – to tam i na Marsie znajdowały się kolonie owych uchodźców wojennych. Planeta ta nie wytrzymała połączonego oddziaływania grawitacyjnego Jowisza i przechodzącej obok komety-pocisku, rozpadając się na pas asteroid, księżyce Jowisza oraz księżyce i pierścienie Saturna; przejście komety spowodowało również zmianę osi rotacji Urana, który po dziś dzień jest jedyną znaną planetą obracającą się z północy na południe, a nie ze wschodu na zachód jak reszta. Mijając Marsa kometa pozbawiła go większej części atmosfery oraz oceanów, po czym zakręciła Ziemią, inicjując tworzenie się czap lodowych na biegunach naszej planety, której miejsce na orbicie następnie zajęła jako druga planeta od Słońca – a w jego promieniach lód szybko się stopił i wyparował, skutkując pokryciem całej Wenus niezliczonymi warstwami chmur, spowijającymi ją do dnia dzisiejszego. Nibru, znana również jako Marduk, to sztuczny obiekt o eliptycznej orbicie kontrolowany przez inną rasę gadoidów (Annunaki), nie pochodzącą z konstelacji Smoka i nastawioną do tamtejszych reptilian …wrogo, tzn. rywalizującą z nimi o lokalne terytorium – tj. ‚nasz’ kawałeczek kosmosu, w którym podobno od zawsze i chyba na zawsze jesteśmy sami. W Montauk w ramach indoktrynacji wpajano pracownikom, że to właśnie od nich zależą dalsze losy naszego gatunku, że ludzie rozpatrywani jako masy nie są jeszcze dostatecznie dojrzali, aby pokierować planetą, że prędko zniszczyliby świat bezpowrotnie, gdyby po prostu zostawić ich samym sobie i pozwolić działać – a ‚New World Order’ stawia sobie za cel właśnie zapewnienie przetrwania gatunku oraz zachowanie jako takiego środowiska dla następnych pokoleń.

Czwarta część wywiadu: pierwsze kolonie na Ziemi były ośrodkami gadoidów – dlatego po dziś dzień postrzegają one ludzi jako …obcych najeźdźców. Około 800 tys. lat temu, przy użyciu zaawansowanych technologii pochodzących z macierzystych światów, stworzyły na terenach dzisiejszego Pacyfiku imperium znane z mitów jako Mu albo Lemuria – był to wówczas duży kontynent, na którym powstały olbrzymie miasta i trwały przez millenia. Tymczasem ludziom z Marsa – którzy po przejściu komety-Wenus musieli przenieść się na wewnętrzną powierzchnię – zaczęło się tam robić na tyle ciasno, że przylecieli na Ziemię, gdzie osiedlili się na terenach dzisiejszego Atlantyku, tworząc kulturę znaną z legend pod nazwą Atlantydy. Niestety tak się składa, że ludzie i gadoidy mają odmienne potrzeby środowiskowe, z którego to powodu zazwyczaj nie po drodze im, żeby razem mieszkać na tym samym terenie. Atlantydzi wybili dinozaury jako bydło reptilian, to nie był żaden meteor; następnie przy użyciu technologii geomagnetycznej spowodowali zatonięcie kontynentu Lemurii, z którego pozostały dziś Hawaje, Japonia, Filipiny, Tajwan, Indonezja, Australia, Nowa Zelandia, Wyspy Południowego Pacyfiku oraz zachodnia część kalifornijskiego uskoku San Andreas. Niedobitki z Mu – według przekazywanych w Montauk szacunków ok. 3 mln – zeszły pod ziemię, dając początek nieprzyjemnym legendom o demonach i piekle; rozmnażają się na drodze cyklu partogenezy, nie potrzebują do tego partnerów. Atlantydzi sami również bynajmniej nie byli aniołkami i nie chcielibyśmy mieć ich za sąsiadów: krzyżowali ludzi, z czym tylko się dało, m.in. z insektami, delfinami – porobili np. syreny, sasquatche i yeti; autyzm to pamiątka w genach po poważnych krzyżówkach z delfinami, to prawie coś jak delfin w ciele człowieka. Następnie Atlantydzi sami doświadczyli trzech kataklizmów i z ich kontynentu ponad poziom morza wystają dziś już tylko Azory, Kanary, Karaiby, Bermudy oraz …Montauk Point na Long Island.

Kolejna część wywiadu: niedobitki Atlantydów kręciły się potem wokół okolic takich jak Egipt, Grecja czy obydwie Ameryki. Po kilku tysiącach lat od upadku kultury Atlantydy gadoidy postanowiły upomnieć się o powierzchnię, ale w międzyczasie ludzie tak bardzo odzwyczaili się już od ich widoku, że aby nie wzbudzać swoim wyglądem przerażenia, musiały stworzyć program genetycznej hybrydyzacji i przyjąć taktykę cichego wymieszania się z ludzką populacją; było to zarazem odkurzenie starego projektu jeszcze z okresu prób ustanowienia pokoju pomiędzy Atlantydą a Lemurią, kiedy próbowano przypieczętować go stworzeniem istot będących w połowie ludźmi, a w połowie gadoidami. Obecnie pod powierzchnią w dalszym ciągu trwają bitwy pomiędzy reptilianami a ludźmi dowodzonymi przez sekretne światowe władze – przypadkowe ofiary nierzadko są omawiane w mediach, ale jako ofiary tragicznych wypadków górniczych – szczególnie w Chinach, choć sporo dzieje się także np. pod pustynią Mojave w Stanach. Wiele latających spodków nie przybywa z kosmosu, tylko spod ziemi; sporo z nich to także pojazdy Ziemian – obydwie strony konfliktu dysponują zaawansowanymi technologiami. Obecnie jedynie 4-5 obcych cywilizacji ma nasze przyzwolenie, żeby odwiedzać Ziemię; przed laty gości było więcej – zanim władze nie zaczęły tak ściśle kontrolować wszystkiego w tym temacie. Trudno powiedzieć, czy właściwie prowadzimy teraz z tymi gadoidami wojnę, czy z nimi współpracujemy – Iluminaci zasadniczo są potomkami oryginalnych hybryd, którzy jednak w swoich zamiarach i ideologii odbiegli nieco od celu, w jakim ich przodkowie zostali stworzeni. Zmienianie postaci to fakt, dotyczy wyłącznie osób o idealnych proporcjach genomu 50% na 50% ludzkiego z gadoidzim. Forma fizyczna zależy wówczas od pierwiastka przeważającego w duszy – osoby z akcentem na gadoidzi by dłużej i „bez migotania” utrzymywać się „wywrócone na ludzką stronę”, np. pod kątem wystąpień publicznych, muszą sobie wstrzykiwać ludzkie hormony lub spożywać krew albo narządy; ze zbliżonych powodów często zdarza się, że amerykańscy liderzy polityczni nagle trafiają do szpitali, gdzie poddawani są laserowym zabiegom dotyczącym skóry – zmiany na niej stanowią następstwo dużej liczby transformacji fizycznych, w wyniku których skóra jak gdyby „traci pamięć” czy też „wpada w konfuzję” odnośnie formy, w jakiej się aktualnie znajduje. Rasowe gadoidy z konstelacji Draco dzielą się na siedem kast, które nie kojarzą się między sobą – obowiązuje ścisła hierarchia; stąd pewnie te 7 olbrzymich kopuł na Wenus, sfotografowanych przez radziecką sondę w latach 80-tych po przebiciu się przez warstwę chmur, zanim zniszczył ją żar – czarno-białe zdjęcie do obejrzenia pod koniec tego fragmentu na YouTube; oczywiście według ekspertów z NASA są to naturalne formacje.

Kolejna część: w DNA Ziemian zachowało się sporo wątków związanych z przedstarożytnymi krzyżówkami ze zwierzętami – czasami widać to gołym okiem, kiedy np. przychodzą na świat dzieci z ogonkami albo błoną pomiędzy palcami rąk lub stóp. Niektóre gadoidy z gwiazdozbioru Smoka rzeczywiście mają rogi – najczęściej te agresywne, należące do klasy wojowników, ustępujące przedstawicielom elity wzrostem – rządzą u nich takie bardzo wysokie, z ogonami i niebieskimi oczami, o białej skórze, niekiedy dysponujące również skrzydłami. Twarze gadoidów są ogólnie podobne do ludzkich: również mają oczy, nosy i usta, tylko bardziej wydatne uzębienie i wysuniętą do przodu masywniejszą szczękę – no i łuski, ale nie takie wielkie i twarde jak u krokodyli; najbardziej inne są ich oczy – jak gdyby kocie, z pionowymi źrenicami. Niektóre 100% gadoidy czasami noszą na nadgarstkach urządzenia generujące wokół nich hologramy ludzkich postaci – np. te pracujące w Montauk takie miały, żeby nie wzbudzać przerażenia wszystkich wokół. Wszystkie 13 iluminackich ‚rodzin panujących’ wywodzi się z programu hybrydyzacji ze starożytnego Sumeru; określenie ‚błękitna krew’ wzięło się z tego, że gadoidy mają we krwi sporo miedzi, która utlenia się na kolor niebieski i takie też nadaje krwi zabarwienie. Podróżowanie w czasie jest mniej skomplikowane, niż ludziom się wydaje, ponieważ każdy punkt w czasoprzestrzeni ma unikatową wibrację i wystarczy się do niej dostroić, aby samoczynnie pojawiło się połączenie; w sferze ciała astralnego można podróżować w czasie nawet bez korzystania z maszyny. Istnieją rzeczywistości, w których gadoidy nigdy nie przybyły na Ziemię, jak również takie, gdzie Niemcy wygrały wojnę i podbiły świat, albo w których Atlantyda wciąż trwa; tak w ogóle to istnieje nieskończenie wiele rzeczywistości powiązanych z tą samą przestrzenią fizyczną – wszystko, o czym jesteśmy w stanie pomyśleć i sobie to wyobrazić, każdy wariant i możliwość gdzieś istnieją – ale nie widzimy ich, ponieważ trwają one jak gdyby ‚na innych częstotliwościach’, coś jak w odbiorniku radiowym ‚są’ różne stacje na rozmaitych pasmach. Wszystkie myśli mają kolory i tony. Faktyczne władze „kropelka po kropelce” ujawniają opinii publicznej informacje wskazujące na obecność obcych na Ziemi, a na końcu otwarcie wyjadą z gadoidami – jako naszymi zbawcami podczas sfingowanej inwazji obcych; następnie gadoidy oświadczą, że to one zbudowały tu pierwsze kolonie, że są częścią nas, a my częścią nich… Jednak Iluminaci już od dawna nie chcą być tylko koniem trojańskim gadoidów i planują raczej stworzyć własne galaktyczne imperium z Ziemią jako główną bazą. Według wiedzy Stewarta wcale nie zamierzają redukować populacji, lecz przesiedlić jej część na księżyce Jowisza, którego próbują rozpalić, by zaimprowizować tam mini-układ planetarny – ma się to odbywać po roku 2010; nie po to przez wieki pozwolili namnożyć się takim rzeszom rasy niewolników – czyli nas, zwykłych ludzi alias „słabych hybryd” – by teraz nie wykorzystać tej olbrzymiej siły roboczej. Wszyscy ludzie na Ziemi są do pewnego stopnia hybrydami, ale zazwyczaj mają tylko 10-15% gadoidziego DNA, co jednak wyraźnie widać po obojnaczo-gadzim zarodku w pierwszych tygodniach oraz po architekturze mózgu, gadzim układzie limfatycznym i łuszczącej się skórze.

Następna część: podczas sztucznej inwazji obcych wykorzystane zostaną osiągnięcia programu „Blue Beam” testowanego od wczesnych lat 60-tych, kiedy amerykańska łódź podwodna wyświetlała nad portem w Hawanie hologram Maryi Dziewicy; niedawno na radarze lotniska w Sydney zaobserwowano meteor, a jego upadek i eksplozję widziało wiele osób – jednak wezwane na miejsce służby ratownicze nie znalazły ani jednego nadpalonego źdźbła trawy, gdyż w rzeczywistości nie było żadnego meteorytu – to był tylko kolejny test tej technologii; planują również drugie nadejście Chrystusa, który …poprze utworzenie Jednego Światowego Rządu – który zresztą i tak już mamy, ale dopiero w obliczu inwazji obcych ludzie sami będą się domagali, by wszystkie państwa się zjednoczyły i będzie można ujawnić to szerokiej publiczności. Brytyjska królowa-matka po śmierci „wywinęła się” na gadoidzią stronę i dlatego trumna była taka duża, jakby to Shaq w niej leżał; dowiedzieli się o tym niektórzy amerykańscy oraz brytyjscy reporterzy, ale nie wolno im tego upubliczniać. Wielu znanych liderów politycznych jest hybrydami, ale w skali globalnej nie stanowią większości; na hybrydy można się natknąć we wszystkich warstwach społeczeństwa – one wszędzie chcą mieć swoich ‚ludzi’.

Następny fragment wywiadu: liczne osoby z jawnych kręgów władzy oraz górnych poziomów piramidki Iluminatów również są potomkami pradawnych genetycznych majstersztyków, ale mają ponad połowę ludzkiego DNA i nie doświadczają przemian postaci. 13 ‚rodzin panujących’ walczy również między sobą o całkowitą kontrolę nad planetą – obecnie w tej rozgrywce najbardziej liczą się Windsorowie (mają Wlk. Brytanię, Amerykę Płn. oraz Australię), Rotszyldowie (Europa kontynentalna, Afryka i część Azji) oraz Romanowowie (kraje byłego ZSRR); większość owych rodów wywodzi się i w dalszym ciągu operuje ze Starego Kontynentu. Każdy człowiek na Ziemi ma już w głowie taką czy inną formę programowania, ok. 5% jest zaprogramowanych szczególnie głęboko na zaawansowane funkcje typu „szaleni snajperzy”.

Kolejna część: gadoidy czczą istoty niematerialne egzystujące na tzw. niższych poziomach astralnych, skąd manipulują sobie światami materialnymi, całymi społeczeństwami, jak również poszczególnymi jednostkami – do tego rodzaju aktywności należałoby odnosić przypadki tzw. ‚opętań’; zresztą ludzie na przestrzeni wieków zwykli byli byty te nazywać właśnie ‚demonicznymi’; ale jak napisano już w Biblii: „Szatan ma tylko tyle mocy, ile Bóg mu użyczy”. Gadoidy także mają duszę, lecz jakby bardziej zbiorową, posiadają mentalność ula – podobnie chciałyby przerobić Ziemian. Po śmierci początkowo doświadcza się tego, czego się dany człowiek przez całe życie spodziewał, ale następnie trafia się zawsze do hiperprzestrzeni, gdzie „wyższe Ja” analizuje życie i decyduje, dokąd teraz należałoby się udać, na jaką planetę itp.

Następna część: wiele znikających dzieci ginie jako rytualne ofiary podczas obrzędów. Iluminaci kontrolują system satelitów, za pomocą którego mogą nadawać określone częstotliwości bezpośrednio do mózgu dowolnej osoby – w związku z tym mikroczipy-radiotransmitery powszczepiane w ludzi już w sumie nie są im potrzebne, chyba że jako system awaryjny. Odbierane przez mózg częstotliwości modyfikujące sposób myślenia i działania przy użyciu obecnej technologii można nadawać także za pomocą telewizji, radia, a nawet domowych przewodów elektrycznych; przeważnie robi się to, kiedy ludzie śpią, ponieważ wtedy „najlepiej wchodzi”; celem tych działań jest transformacja ludzi w posłuszne roboty, które nie zadają pytań, tylko robią, co się im powie; nie ma już potrzeby porywania w celu programowania przy użyciu starych, drastycznych metod a’la dr Mengele – choć niekiedy jeszcze się to zdarza, a ofiary często koniec końców lądują w szpitalach psychiatrycznych lub w więzieniach. Owo 97% ‚bezsensownego’ kodu w naszym DNA zawsze umożliwia nam łączność z ‚boskim duchem’, choćby wpajano nam co innego i faszerowano nas, czym się dało – tego jednego nie mogą zmienić. Kręgi w zbożu to dzieło ludzi z tajnych projektów, sekwencja skomplikowanych „zastrzyków energetycznych” w Ziemię, powodujących zmiany genetyczne w istotach żyjących w danej okolicy na powierzchni, a nawet pod nią.

Przedostatnia część: znane ze sceny politycznej USA osoby, które co jakiś czas muszą poddawać się zabiegom kosmetyczno-dermatologicznym, to np. wiceprezydent Cheney albo prezydent Bush. Współczesne nauki takie jak historia czy archeologia są kontrolowane przez władze przynajmniej w wymiarze informacji serwowanych opinii publicznej – Stewart spotkał np. jegomościa starszej daty z Tennessee, który opowiedział mu, że w latach 20-tych mieli w szkole publicznej podręcznik z opisem pierwszego lotu admirała Byrda nad biegunem północnym, podczas którego odnalazł on otwór stanowiący wejście do wnętrza Ziemi, a w środku zobaczył lasy oraz tropikalne owoce; pewnego dnia w szkole zjawili się panowie z Waszyngtonu i zabrali wszystkie podręczniki, dając w zamian nowe, w których już tego nie było. Człowiek-ćma, który w pewnej okolicy w USA pojawiał się na tyle często, że mieszkańcy w końcu postawili mu pomnik – to nie był gadoid, lecz stworzenie zbiegłe z podziemnej bazy na terenie Zachodniej Wirginii – robią mnóstwo takich krzyżówek w ramach eksperymentów, tak że wbrew temu, co ludzie myślą, pieniądze z podatków jednak się nie marnują; takie istoty fachowo nazywa się „chimerami”. Ziemia owszem jest pusta w środku (jak każda normalna planeta, co jest wynikiem działania siły odśrodkowej podczas stygnięcia w wirowaniu), a wewnętrzna powierzchnia również jest zamieszkana – z tą różnicą, że oni wiedzą o naszym istnieniu (przyp. red. – jasne jest, że gdyby to ujawniono, cały system kłamstw runąłby dosłownie niczym domek z kart, skoro nagle okazałoby się, że obcy jednak istnieją, że nasza historia wyglądała zupełnie inaczej, że cały czas bez żenady nas okłamują itd.)

Ostatni fragment wywiadu: Plejadianie istnieją i faktycznie wywodzą się z uchodźców z konstelacji Lutni, zamieszkiwany przez nich obecnie układ planetarny jest młodszy nawet od naszego – ale wiele krążących w obiegu informacji o nich to sponsorowane przez ziemskie władze przekłamania obliczone na odwrócenie i rozproszenie uwagi; Stewart napomina, że ludzie często gniewają się, kiedy o tym mówi – i nie podaje konkretnie, o jakie źródła chodzi, tzn. które dezinformują. Na zakończenie jeszcze prawdziwa srebrna kula do strzelb sceptyków, czyli informacja z kategorii ‚skrajnie trudne do uwierzenia’: według Stewarta opowieści o hybrydach to prawda, mity o syrenach to też prawda, no i prawdziwe są również legendy o …wilkołakach – były(?) to krzyżówki DNA ludzkiego i wilczego, stanowiące oczywiście dzieło genialnych Atlantydów; w tym temacie istnieje wiele doskonale udokumentowanych przypadków, zwłaszcza z Europy Zachodniej, szczególnie z Francji i Wlk. Brytanii – ostatnie z lat 60-tych i 70-tych XX wieku; brak info o jakimkolwiek znaczeniu pełni Księżyca – to raczej analogiczne hybrydy, jak te z gadoidami, tyle że człowiek przemienia się w inną bestię (przyp. red.: ciekawe, skąd w ogóle wzięło się to słowo „potwór”, skądinąd zdaje się w większej części złożone ze sylaby ‚twór’ – no i w ogóle, skąd się biorą te wszystkie ‚dobre wróżki’ oraz inne funkcjonujące od wieków określenia rzekomo oznaczające coś, czego w ogóle nie ma i nigdy nie było, bo to by przecież kompletnie nie pasowało do przyjętej historii czy teorii ewolucji; albo dlaczego na rozmaitych wysepkach i kontynentach przodkowie różnych ras przez tysiące lat identycznie roili sobie, że składanie darów lub krwawych ofiar jakimś istotom, w realność egzystencji których wierzyli na tyle serio, że z mozołem budowali im pomniki – może zaowocować zmianą pogody wedle próśb; ale kiedyś ludzie byli głupi – dobrze, że chociaż dzisiaj są już mądrzy i czasem nie łączą tego może z rysunkami latających spodków z pradawnych malowideł lub ścian prehistorycznych jaskiń).

Inne, nieuporządkowane info z powyższego wywiadu: gadoidy są absolutnie pewne słuszności tego, co robią – one też mają sprane mózgi, totalnie zaprogramowane świadomości, w ich społeczeństwach wszystkie jednostki są tego samego zdania. 97% DNA istot wszystkich ziemskich gatunków jest identyczne, naukowcy nazywają je „śmieciowym” – zdaniem Stewarta wygląda to raczej na dowód istnienia Duszy Boga, która to wszystko stworzyła. Jeżeli aktywujemy w sobie choćby część tego genomu lub zaczniemy wykorzystywać leżące jak na razie odłogiem 90% mózgu, to będziemy w stanie dokonywać ‚niesamowitych’ rzeczy. Mózg jest tylko narzędziem, to dusza jest potęgą; wszechświat odbija nasze myśli niczym zwierciadło – w sensie wydarzeń, które nas spotykają. I jeszcze istotna informacja z zapisu wideo warsztatów prowadzonych przez pana Swerdlowa, stanowiąca odpowiedź na pytanie, dlaczego nikt nie wytacza Davidowi Icke procesów o zniesławienie: jeżeli ktoś obawia się procesów, ma taki wzorzec myślowy – to będzie te procesy miał; a jeśli nie, to nie ma szans, bo tak działa rzeczywistość – życie to coś jak film, a myśli człowieka to byłby w tej metaforze projektor. Pod adresem http://www.expansions.com znajduje się anglojęzyczna strona Stewarta, gdzie można przesyłać mu maile z pytaniami – jak wspomniał w powyższym wywiadzie, w zwykłe dni otrzymuje ich około 200 dziennie, ale na wszystkie odpowiada; osobiście tylko co do tego za bardzo mu nie wierzę, a poza tym odbieram/odczuwam go jako pierwszorzędnie wiarygodne źródło informacji, nie gorsze od Phila Schneidera czy Ala Bieleka (z którymi zresztą łączy go wyraźna nić potwierdzania rzetelności i wiarygodności: dziwna śmierć -> Schneider -> Bielek -> Swerdlow); choć rzecz jasna przedstawiana przezeń wersja wydarzeń jeszcze dziś jawi mi się jako dość fantastyczna, niemniej jednak wygląda na to, że to chyba właśnie jest prawda, skoro w jej perspektywie w końcu zaczynają się ze sobą zgadzać różne wątki niezależnego obiegu informacyjnego, w większości zresztą jak gdyby równo oddalone pewną taką ‚odległością do uwierzenia’ od przekonań sumiennie wpajanych nam przez instytucje i agencje państwowe oraz koncesjonowane media; poza tym wersja ta zwyczajnie mocno trzyma się kupy, a pasują do niej również liczne ‚niewyjaśnione zagadki’, legendy oraz ‚dziwne zbiegi okoliczności’; no i jest po prostu przekonująca, tzn. nie wiem i trochę wątpię, czy w powyższym streszczeniu, ale na pewno, kiedy on sam o tym mówi spokojnym głosem kogoś, kto to wszystko naprawdę przeżył i widział na własne oczy – o czym co jakiś czas przypomina, gdy spotyka się z niedowierzaniem. Z tym, że jak zwykł mawiać nestor wiedzy alternatywnej Jordan Maxwell (co prawda jeszcze przed ‚wypłynięciem’ Swerdlowa) – „gdy badasz te ukrywane tematy i już ci się zdaje, że znasz prawdę, że wszystko w końcu do siebie pasuje – to znaczy, że gdzieś popełniłeś błąd …i musisz się cofnąć”.

Odpowiedzi: 7 to “Wszystkie Hipotezy w Pigułce(3)”

  1. uświadomiona Says:

    Szkoda że ja nie mam z kim porozmawiać o tych wkestiach …Prawda jest taka że nikt nie chce znać prawdy.Niby domagają sie jej ,lecz chcą takiej jakiej im się spodoba i dalej myśleć że są pępkiem świata.Mam 14lat i mam większą wiedze o świecie niż moi rodzice…Tylko dla tego że są zamknięci w oprogramowaniu ”chrześcijaństwo”.Dla tu ten portal jest takim oknem na świat …

  2. Serwis obiadowy Says:

    Bardzo fajny wpis. Jestem zaskoczony jakością wpisów na tym blogu. Na pewno jeszcze zajrzę w przyszłości tą stronę

  3. Robert z Warszawy Says:

    Meier to ofiara szarych. „JHWH”…brrr, wyprali, wykrochmalili i wygotowali mu w kotle z bielizną mózg, jak gady Mojżeszowi na górze Synaj.
    Jowisz już jest „rozpalonym słońcem”, (bynajmniej nie sztucznie), jednakże w trójwymiarze tego nie widać, tak jak nie widać rzeczywistego Słońca, które jest żywą istotą. Idziemy do części 4.

  4. Hoffmann Piotr Says:

    …Zastanawiającym jest inny fakt… wczoraj, tj 2 kwietnia znalazłem na jednodolarówce inny symbol, który może stanowić kluczowy fundament w sprawie iluminatów…
    czekam na zainteresowanych, chętnie wymienię się wiadomościami.

    • Jacolo Says:

      No jak masz coś ciekawego to możesz napisać do mnie na prawda.xlx.pl@gmail.com , wszystko warto zbadać, pozdrawiam

  5. Kuttel Says:

    fajnie to wszystko opisujesz, pewnie znasz to dużo występuje zbieżności
    http://thelinked.pl/index.php?option=com_content&task=view&id=209&Itemid=69

  6. mozg Says:

    no nie zle a co z przerobionymi szarakami przez drakonow tzw DOWs podobno to one rzadza teraz


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: