Fikcyjne choroby – prawdziwe interesy!


„Sabotaż wyników nauki jest istotną częścią postępowania Grup Finansowych” – jj

Pamiętaj: „Ustawy w medycynie potrzebne są tylko banksterom finansującym przemysł”.

„Każde nagłe zainteresowanie urzędników jakąś chorobą jest uwarunkowane naciskiem firm produkujących leki”. jj

        Jak staram się to udowodnić, na podstawie ponad 45 letniej pracy zawodowej nauczyciela akademickiego, państwo od kilku pokoleń jest tworem zarządzanym przez koncerny, a właściwie Grupy Kapitałowe. Jedna z najstarszych Grup Kapitałowych funkcjonuje od co najmniej 100 lat pod nazwą Rothschild. Zamieszczone licznie w internecie, ale także  w wydaniach książkowych, informacje na temat powstania tej Grupy tak się mają do rzeczywistości, jak przysłowiowa pięść do oka. Jeszcze bowiem pod koniec XIX wieku w Almanachu niemieckim z 1896 roku pod pojęcie Rothschild znajdowało się przekierowanie do Raskol, a tam z kolei była informacji tylko o kupcach. O żadnych bankierach nie wiedziano 100 lat temu!!!

        W podobny sposób, ale o 200 lat wcześniej, dorabiali sobie życiorysy na przykład Radziwiłłowie, osiągając rekordową długość rodu, albowiem doszli do rewelacyjnego wprost przodka z Biblii. Wydana ostatnio książka pt: „Wojna o Pieniądze” chińskiego autora Song Hongbinga jest także tylko utrwalaniem legendy. Ale jest warta przeczytania, ponieważ pokazuje masę innych powiązań. Niestety, wnioski Chińczyka wskazują na zupełne niezrozumienie historii Europy i cywilizacji łacińskiej o okresie ostatnich 300 lat.

        Ludzie muszą być podzieleni na grupy o liczebności 5 do 10 milionów osób, ponieważ ta wielkość pozwala na łatwe nimi kierowanie oraz ewentualne tłumienie zamieszek. Liczba ta jest na tyle mała, że nigdy nie stworzy zagrożenia dla Centrali.

        Jaki jest cel utrzymywania tworów zwanych państwami?

Otóż chodzi tylko i wyłącznie o pobieranie podatku. Pobieranie podatku z tak małych grup jest stosunkowo łatwe i tanie.

        Przypomnę. Od czasów rozbiorów, tj. od 1772 roku podatki dyktował okupant. Właściwie to zupełnie błędnie nazwano ten okres Rozbiorami, ponieważ była to normalna okupacja. Ale jak ustalili to mądrzy w Wiedniu, czy Berlinie, pojęcie rozbiory jest mniej traumatyzujące dla podbitego narodu. Jeżeli jeszcze pozwoli mu się zachować pewne atrybuty wolności, na przykład marsze rocznicowe, śpiewanie piosenek, możliwość kupowania chorągiewek i machania nimi, to odpowiednio wytresowany Biologiczny Robot nie będzie się buntował.

        Spokojnie obserwujemy to od 25 lat w Polsce. Ale proszę nie myśleć, że takie postępowanie Grup Kapitałowych dotyczy tylko Polski. Przykładowo historia Węgier jest jeszcze bardzie ponura, aniżeli Polski. Węgry, w średniowieczu jedno z najbogatszych państw, posiadały aż 5 kopalń złota. Były tak bogate, że Mongołowie Dzingis-Chana wyprawili się je podbić. Odpryskiem tego była słynna w Polsce bitwa pod Legnicą w 1242 roku. Mongołowie idąc prawie w 100 000 koni, szli bardzo rozumnie po północnej stronie Karpat, aby wracając stroną południową mieć paszę dla koni. Gdyby bowiem wracali tym samym śladem, nie znaleźliby żywności dla koni. Opowieści mówiły, że tam gdzie przejdzie Mongoł trawa nie rośnie. Każdy, kto kiedykolwiek miał do czynienia z końmi wie, że na padoku trawy nie ma. Oczywiście liczebność oddziałów Mongołów zwiększały hufce podbitych po drodze państw-miast, na przykład Kijowa. Po złupieniu Węgier wrócili spokojnie na swoje stepy.

        Węgry na skutek rozmaitych powikłań losu były w pewnym okresie zarządzane także przez Jagiellonów. Wyraźnie widoczne jest to, że Jagiellonowie byli tylko pionkami w rozgrywkach, ponieważ zarówno Władysław zwany Warneńczykiem, jak i jego następcy, zupełnie nie wiedzieli, co powinni robić. Efektem tego był podbój Węgier przez Turka z jednej strony i Habsburgów, czyli Święte Cesarstwo Rzymskie Narodu Niemieckiego z drugiej strony. W czasie  słynnej bitwy pod Białą Górą  w1526 roku niesnaski pomiędzy Jagiellonami doprowadziły do utraty suwerenności przez Węgrów na prawie 400 lat [podbój Polski wynosił 125 lat]. Zygmunt zwany Starym większe zaufanie miał do swojego krewnego Hohenzollerna, aniżeli do własnego bratanka. Efektem była utrata południowych krain i przygotowanie zguby dla Polski, oraz rezygnacja ze Szczecińskiego na rzecz Hohenzollerna.

        Prusy były bardzo biednym księstwem, połączonym unią personalną z Brandenburgią. Jeszcze w okresie najazdu szwedzkiego Fryderyk dysponował tylko 150 żołnierzami konnymi i 2000 pieszymi. Dochód jego państwa z podatku ziemnego wynosił 750 talarów. Mądry Fryderyk obłożył akcyzą cukier, sól i mięsa i podniósł dochód państwa do 2.5 miliona. Nie jest znana żadna taka akcja królów polskich, która miałaby na celu poprawę dochodów korony, czy ściaganie  podatków z miast. Trudno zresztą byłoby tego wymagać od lenników Habsburgów, czyli władców Świętego Cesarstwa Rzymskiego Narodu Niemieckiego. Właśnie dlatego sprytnymi posunięciami i przekupstwem umieszczali swoich lenników, poczynając od Wazów, a na Sasach kończąc, na tronie polskim.

        Już wówczas stopień ogłupiania był na tyle duży, a łapówkarstwo znane, że specjalnych protestów społeczeństwa nie było. Sama Gmina Żydowska dzięki łapownictwu doprowadzała do zrywania większości sejmów, mających za zadanie podniesienie podatków. Już za czasów Jana Sobieskiego była winna koronie ponad 2 miliony złotych.

        Tak wiec okupanci z Petersburga – Cesarstwa Moskiewskiego, jak i Królestwa Pruskiego, podnieśli od razu podatek do 15%, a Wiedeń do 18%. Wiedeń zastosował sprytny manewr prania mózgów, utrzymując dwie wyższe szkoły w Krakowie i Lwowie. Stąd rodzima produkcja panegiryków na cześć miłościwie panującego cysorza i wymazywanie albo przekierowywanie uwagi czytelników od treści niewłaściwych politycznie. Takie wymazywanie historii objęło rzeź galicyjską, czyli pierwsze ludobójstwo w XIX wieku w Europie, polegające na wymordowaniu określonej klasy społeczeństwa, w tym przypadku inteligencji, czyli szlachty. Urzędnicy austriaccy płacili po 10 talarów za głowę szlachcica, a tylko 5 za doprowadzonego żywego. Nikt z urzędników cesarstwa nie poniósł kary, co jednoznacznie świadczy o centralnym prowadzeniu akcji przez Wiedeń. I żaden Uniwersytet, ani we Lwowie, ani w Krakowie, nie opracowywał tematu Mordów Galicyjskich ani wówczas, ani obecnie. Podobnie zresztą jak do tej pory nie opracowano historii mordów Polaków po 1944 roku w Majdanku, czy Oświęcimiu, lub na Zamku Lubelskim. A przecież mordowano do co najmniej 1956 roku.

        W czasie II wojny światowej Niemcy nałożyli na Polaków najwyższy w Europie podatek 33%. Nasi wyzwoliciele „rencami” swoich namiestników podwyższyli ten podatek do najpierw 50%, a obecnie sięgający podobno do 80%. I tak jest to najwyższy podatek w Europie, przy jednej z najniższych sile nabywczej bonu towarowego, zwanego pieniądzem.

Proszę zauważyć, że wbrew ogólnie głoszonym hasełkom propagandowym, istnieje nieprzerwana ciągłość władzy od 1944 roku, ponieważ żaden z tzw. rządów nigdy nie dokonał bilansu otwarcia, czyli nie ujawnił, ile zastał w kasie i na co pieniądze zostały wydane, czy też zmarnowane. Nawet kasjerka zmieniając koleżankę na kasie dokonuje takiego mini bilansu.


      W tej sytuacji pytaniem zasadniczym jest jak ściągnąć więcej pieniędzy od społeczeństwa. Przykład dał nam von Bismarck, tworząc podatek zdrowotny. Oczywiście zupełnie nie obchodziło go zdrowie ludności. Pan Bismarck dokonywał podbojów krajów niemieckojęzycznych w celu utworzenia cesarstwa pruskiego i potrzebował pieniędzy na wojny.

        W książce „Ilustrowana Historia Najnowszych Czasów do 1901. Wiedeń”, podane są kwoty, ile jaka wojenka kosztowała i ile Prusy w danej chwili miały gotówki w kasie.

        Opodatkowanie społeczeństwa na wojny nie wchodziło w grę. Przecież wszyscy głośno zawsze krzyczą, że wojny nie chcemy. Ale zaszczytny cel ratowania zdrowia, czyli powszechne ubezpieczenie społeczeństwa, pozwoliło zgromadzić znaczne fundusze.

        Podobnie jest obecnie w POlsce. Analiza przeprowadzona przez nas przed Okrągłym Stołem wykazała, że corocznie ZUS gromadzi znaczne sumy, a wydaje na leczenie, czy też emerytury i renty, nie więcej jak 70% dochodów. Jeszcze w Stanie  Wojennym wydatki na zdrowie wynosiły 10.5 % PKB. Po 1990 roku, nowo namaszczony stary pracownik Komitetu Centralnego p. Balcerowicz alias Aaron Bucholtz ? zmniejszył wydatki na służbę zdrowia do około 4.5%. Obecnie, jak podał kol. Radziwił z Izby Lekarskiej, wydatki te wynoszą tylko ok. 4.4% PKB, ale może w przyszłości będą zwiększone do 6% PKB. Czyli obecne problemy zdrowotne, takie jak kolejki do lekarzy, drogie leki, są sztucznie wywołane przez aktorów sceny politycznej na zlecenie starszych i mądrzejszych [ St. Michalkiewicz], oddelegowanych do kierowania tubylczym stadem Biologicznych Robotów.

        Oczywiście, aby taki system funkcjonował sprawnie, nie może się obywać bez masy pomocników. Tych pomocników trzeba odpowiednio przeszkolić. Zaczęło się to od czasów genseka E. Gierka, oddelegowanego do pracy na stanowisku namiestnika tego Wesołego Baraku nad Wisłą [Janek Pietrzak] przez Komintern. W latach siedemdziesiątych ubiegłego wieku zaczęto robić w medycynie nacisk na wąskie specjalizacje. Wcale nie chodziło o to, aby wyszkolić lepszych fachowców. Chodziło o to, aby jeden lekarz nie wiedział, jakie preparaty mogą szkodzić na inne choroby. Stąd powstała cała masa tzw. specjalistycznych czasopism, mających wnosić szum informacyjny. Jest rzeczą oczywistą, że nikogo nie stać na przeczytanie i dodatkowo zapamiętanie wszystkich informacji, a trudno z góry założyć, które będą i kiedy potrzebne w praktyce.

        Po 1990 roku skasowano blisko 2000 tytułów polskich czasopism naukowych, a monopol wydawniczy przejęło kilka firm. Głównym liderem jest firma założona w 1954 roku Elsevier. Posiada ona ponad 2460 tytułów, czyli jest praktycznie monopolistą. A wiadomo, że czasopisma żyją z reklam. I proszę zauważyć, że żadnego ugrupowania zrzeszonego pod szyldem towarzystwa naukowego, czy Izby Lekarskiej, ten monopol handlowy nie bulwersuje.

        A generalnie chodzi o wzrost sprzedaży rozmaitych preparatów chemicznych, kryjących się pod nazwą leków.

        A co robić, jak mamy preparat niepasujący do aktualnych chorób? Wymyślamy nową chorobę. Taką wymyśloną tylko i wyłącznie na potrzeby handlowe chorobą jest osteoporoza.

        Jakieś bliżej nieznane ludziki stwierdziły, że normą jest gęstość kości u 30 letnich kobiet. Generalnie wiadomo było, że promieniowanie rentgenowskie powoduje raka i trzeba było znaleźć inne zastosowanie dla tej aparatury.

Biorąc pod uwagę statystykę i podwójne odchylenie standardowe, już w wieku tych 30 lat mamy po 16 % kobiet, które mają za małą gęstość kości i 16 % kobiet, które maja za dużą gęstość kości. Wynika to z tzw. krzywej Gausa. Czyli od razu mamy przewlekle chore. A wiadomo, że preparaty są obłożone podatkiem vat, czyli łapówką dla urzędników. Nie ma więc problemu z ich zatwierdzeniem. Czyli interes się kręci. Dziwnym trafem, zawsze nazwiska takich cudownych odkrywców nowych wirtualnych chorób są ukrywane. Dodatkowo zarabiamy na produkcji tzw. suplementów, mających uzupełnić ten poziom wapnia, czyli na przykład kredy „opakowanej” w tabletki.

        I pierwszy problem. Zarówno ortopedzi tak szafujący pojęciem osteoporoza, jak i reumatolodzy, w ogóle nie badają poziomu 25OHD, który powinien być w zakresie co najmniej 50 – 60 ng. Aby taki poziom utrzymać, musimy dostarczyć organizmowi około 5000 j. m. witaminy D3 oraz jednocześnie 100 mcg witaminy K2. Problem zacofania polskich uczelni jest tak duży, że w większości obecnych aptek w ogóle nie wiedzą o istnieniu witaminy K-2, a czasami nawet podają błędnie K -1.

        Niestety, ten podział na wąskie specjalizacje spowodował, że ortopedzi, czy reumatolodzy, dając wapno i inne leki na osteoporozę, nie wiedzą zupełnie, co się dzieje w organizmie z tymi preparatami.

        Badania natomiast udowodniły, że nawet osoba biorąca systematycznie tylko 500mg preparatu z wapnem, zwiększa ryzyko wystąpienia zawału mięśnia serca o nawet 27 %, w porównaniu z osobą niepobierającą tabletek wapnia. Wyniki badań znajdują się w Brithish Medical Journal 2011. Najnowsze wyniki badań 24 000 ludzi w wieku 35 – 64, są jeszcze bardziej groźne. Okazało się, że długotrwałe przyjmowanie wapnia w takiej niskiej dawce powoduje wzrost zawałów serca aż o 88%, w stosunku do osób nieprzyjmujących wapnia.

        Czyli znajdujemy się w zamkniętej pętli wolnej woli. Możesz słuchać ortopedy, czy reumatologa, i pobierać te preparaty wapniowe, rzekomo leczące nieistniejącą chorobę zwaną osteoporozą, a jednocześnie wiedzieć, że praktycznie masz pewność wystąpienia zawału  mięśnia serca, czy też od razu zapisać się do kardiologa, ponieważ są długie kolejki.

        Musisz także pamiętać, że blaszka miażdżycowa, to wcale nie cholesterol. Cholesterol jest substancją chemiczną, podobną w dotyku do kauczuku. Blaszka miażdżycowa to właśnie płytka wapniowa. A wapń jest metalem ciężkim.

        Można to jeszcze dobitniej przedstawić. Ryzyko zgonu z powodu złamania jest bardzo małe, natomiast wzrasta ono gwałtownie z powodu zawału. I tak na przykład przy obecnych sposobach leczenia bypassami, czy stentami, wynosi do 47% w okresie roku.

        Jeszcze inaczej. Wysoka gęstość kości u ludzi starszych powiększa aż o 300 % prawdopodobieństwo wystąpienia raka sutka.

        Wiadomo, bowiem, że w wieku starszym gęstość kości w sposób naturalny ulega zmniejszeniu.

        Innymi słowy, nabijając kasę producentom rozmaitych preparatów wapniowych, tak szeroko reklamowanych w mass mediach, poprzez ich zakup od razu wybierasz pojawienie się nowych chorób u siebie. Nie narzekaj potem, że nie wiedziałeś i nie miej pretensji do lekarzy, ponieważ oni czerpią wiedzę głównie z tych samych mass mediów, produkowanych przez korporacje farmaceutyczne. Jak już powiedziałem, od 25 lat brak czasopism medycznych dla lekarzy. I najciekawsze jest to, że nikogo to nie bulwersuje.

          Tak właśnie wygląda współpraca państwowo – prywatna. Prywatny ma pieniądze, a państwowy środki przymusu. Prywatny produkuje szczepionki, a państwowy wymusza ich stosowanie. Oboje są zadowoleni. Dlatego właśnie stworzono specjalizację „Zdrowie Publiczne”. Przecież domy publiczne, zwane powszechnie burdelami, to wysoko dochodowe przedsiębiorstwa specjalistyczne. Oczywiście poszkodowanym jest zawsze normalne społeczeństwo. Ale interes się kręci. I nie martw się Dobry Człeku, w podobny sposób są poszkodowani sami lekarze innych specjalizacji, leczący się u „kolegów”.

dr J. Jaśkowski

Jedna odpowiedź to “Fikcyjne choroby – prawdziwe interesy!”

  1. Janek Says:

    Świetny artykuł!
    Jednak wkradł się mały błąd, ponieważ bitwa pod Legnicą miała miejsce w 1241 roku(dokładnie 9 kwietnia) a nie jak autor podaje w 1242r.


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: