Powstanie Lwowskie. Mały Katyń na Ziemi Rzeszowskiej – Turza


Zbrodnia w Turzy i Powstanie we Lwowie są ewidentnymi dowodami jak ogłupia się ludzi nad Wisłą i wymazuje pamięć historyczną. Okazuje się, że wystarcza jedno – dwa pokolenia aby wnuki już nic nie wiedziały o swoich dziadkach. Typowe pranie mózgu robione „rencami”  sąsiadów członków tego samego narodu.  Pomimo istnienia całej masy tzw. placówek naukowych , instytutów historii utrzymywanych z podatków społeczeństwa i rzeczy absolwentów historii, w podręcznikach brak wzmianki, że we Lwowie w związku z „Akcją Burza”  także wybuchło powstanie, podobnie jak w Wilnie. O Powstaniu w Wilnie  – „Ostra Brama”, wolno było pisać,  o Lwowie  był jak widać zakaz.

            W poprzednim odcinku opublikowano zeznanie pierwszego świadka, żołnierza AK o pseudonimie Tank.  Zeznania jego zanotował na taśmie magnetofonowej kapelan AK ks. Pelc. Taśma ta w 1984 roku trafiła do p.Sokołowskiego, działacza podziemia stanu wojennego oraz członka Franciszkańskiego Ruchu Ekologicznego, Charytatywnego i Historycznego. Pan Sokołowski [ znany mi osobiście, już nieżyjący] przekazał ją p.Lechosławowi Witkowskiemu. Pan L Witkowski,  były goniec gen. Roweckiego prowadził w stanie wojennym, jedyną nieodkrytą drukarnię podziemną w Trójmieście. Drukarnia była tak zamaskowana, że pomimo ponad 3 miesięcznej obserwacji prowadzonej z położonej po przeciwnej stronie ulicy przychodni i kipieli mieszkania, UB nie udało się jej odnaleźć. O prowadzeniu inwigilacji z okien przychodni poinformowały p. L. Witkowskiego pielęgniarki tej przychodni. Nie muszę wyjaśniać, że teczki p. L.Witkowskiego w IPN nie ma! Podkreślam to specjalnie aby uzmysłowić tym wszystkim eunuchom intelektualnym chcących opierać wszystko na tzw. dokumentach jak to wygląda faktycznie. Zresztą podobnie jak mojej teczki nie ma, pomimo istnienia wielu moich kart w innych teczkach. Zresztą jak mi powiedział płk A. Hodysz tylko ok. 5% teczek w Gdańsku przekazano do IPN-u, a praktycznie żadnych z Informacji Wojskowej.

            Po otrzymaniu taśmy z zeznaniami bezpośrednich świadków mordów przeprowadzonych w Turzy p. L. Witkowski najpierw przepisał taśmę, a następnie na posiadanym powielaczu wydrukował  w całość tekst. Było tego 16 stron maszynopisu.

Potwierdza jego zeznania wycinek Nowego Dziennika z 3-4 stycznia 1987 roku z Londynu [ Stamford, Bridgeport, New Haven Ludwig Wagner]. W następnym roku p.L.Witkowski wraz z śp. Żoną [ znaną mi osobiście]  dokonał osobistego sprawdzenia  bezpośrednio na miejscu zbrodni  faktów. Początkowo trafił na dużą nieufność mieszkańców i widoczny wielki strach. Po pewnym czasie udało mu się uzyskać istotne informacje potwierdzające fakt zbrodni.[ L.W. Próbował zainteresować tą sprawą Biskupa Tokarczuka ale rozmowa nie dała żadnego efektu].

            Jak to wielokrotnie podawaliśmy ani Główna Komisja do Badania Zbrodni ani IPN podobnie jak w Jedwabnym nie prowadzą śledztwa, a jak prowadzą to szybko umarzają. Trudno się temu dziwić skoro przez cały [ przed i po 1990 roku] czas rękę na pulsie, podobnie jak w sprawie mordu śp. ks. J. Popiełuszki trzyma szara eminencja p. prof.  Kulesza, ten sam facet, który wysłał cały materiał – oryginały,  zbrodni KL Warshaw, jedynego obozu niemieckiego na ziemiach polskich, mającego komory gazowe, do Niemiec bez pokwitowani. Chyba nie dziwisz się Wnuczku, ze materiały zaginęły. Oczywiście  sprawca nie poniósł żadnej kary, awansował. Pochodzi z miasta Łodzi. Tego samego od imperium Chaima Rumkowskiego z własną monetą i wbrew propagandzie pracujacego do końca dla zwycięstwa Rzeszy..

            Poniżej zeznania nagrane przez ks Pelca, kapelana AK tego okręgu, zapisane na taśmie magnetofonowej a przepisane prze p.L.Witkowskiego.

Świadek II- gi  nagrany przez ks Pelca.

            Pięćdziesięciu strażników NKWD mieszkało u nas. Zabrali też dom spółdzielczy i wyznaczyli siedem miejsc do kopania ziemianek mówiąc, że tam  trzymać  będą „kartoszki” i  inne rzeczy. Wymiary tych ziemianek były chyba 3 x 5 metrów i na 2 metry wysokie. Te „ziemianki”  są takie same jak na filmie Rambo pokazują.

Ci NKWD – iści przyjechali  w sierpniu 1944 roku. Pamiętam tam stała  nasza stodoła i mieliśmy siano, na którym ja spałem. Miałem tam swoją pościel.

Którejś nocy oni przywieźli tych ludzi samochodami. Bardzo dużo było tych samochodów. Przywieźli z sobą psy. Psów było cztery. Pełno było wojska.

Przedtem już ten teren był ogrodzony drutami. Przywieźli jakiś ludzi, ale strażnicy NKWD wszystkich zaraz okrążyli. Na drugi dzień rano patrzymy, a tam jest jakieś 150 chłopa. Wypuścili ich na spacer.

            Dom spółdzielczy przeznaczyli na więzienie. Tam były 3 sale po jakieś 15 na 8 metrów. Poza tym zajmowali mieszkania dla siebie. Oficerów NKWD było bardzo dużo i oni biegali codziennie rano sądzić tych więźniów.

            Niedaleko mieszkał fotograf, który musiał robić zdjęcia tym więźniom i był bardzo ściśle kontrolowany  tak, że nie mógł żadnego zdjęcia ukryć.

NKWD-iści stale mówili, że to bandziory i bandyci.

            Ale pan Rumak, który poszedł do swojego  domu po wodę do studni usłyszał jak ci zamknięci mówili przez okno, że są partyzantami którzy zajmowali Lwów. Rumaka wysiedlili z domu  i w jego domu też trzymali więźniów.

            Chociaż ruscy pilnowali, ale szyby były wybite  a okna tylko pozabijane deskami więc było dokładnie słychać co mówili.

            Więźniowie podrzucili Rumakowi kartkę z adresami. Akowcy przesłali informacje pod te adresy i przyjechały jakieś dwie kobiety.

            Po kilku dniach, może po tygodniu, może po dwu tygodniach, zawsze wieczorem przyjeżdżał taki niski ruski, który miał 4 gwiazdki. Jak przyjeżdżał ten z gwiazdkami to zaraz zaczynali selekcję tych z ziemianek.

            Tę selekcję to ja widziałem na własne oczy. Wyczytywali ich z listy i zabierali do jednej z ziemianek.

            Więźniowie w tych siedmiu ziemiankach byli po cywilnemu, ale byli i niektórzy w ruskich rubaszkach  i w bardzo zielonych mundurach. Nie byli to ani Polacy ani Niemcy.

            Jak oni tu rżnęli drzewo, to nic nie chcieli ludziom mówić, chociaż [brak tekstu……]

            Ponieważ spałem latem na sianie, na strychu , to widziałem jak wieczorem przyjeżdżał samochód i jak wywozili ich stąd pod gorę. Widać było jak siedzieli ci więźniowie  w tych samochodach rozebrani, tylko w koszulach.

            Siedzieli nisko, wewnątrz,  razem, w rzędach po ośmiu  lub dziesięciu, a NKWD – iści obok z pepeszami.

            Wywożenie takie odbywało się raz w tygodniu. W dzień przed wywózką wyprowadzano grupę więźniów z łopatami do lasu.  A potem przez cały tydzień to ich sądzili,  ganiali  i robili wszystkim zdjęcia.

            Byli wśród nich  mężczyźni i kobiety ale także inwalidzi o kulach.

            Było to w ten sposób, że nocą wywozili jednych i nocą przywozili następnych. Takie zmiany były co tydzień.

            W jednym domu mieszkał pułkownik NKWD. ON JAK SIE UPIŁ TO ZAPRASZAŁ MNIE ŻEBY U NIEGO GRAĆ NA HARMONII. TO ON JAK SIĘ UPIŁ, TO MÓWIŁ : CHAZIAIN, U MNIE TO JEDEN STRZAŁ KOSZTUJE ileś tam kopiejek, nie pamiętam dokładnie,  MY NIE STRZELAMY, TYLKO NOŻEM OD TYŁU GŁOWY ZABIJAMY, MOJE RĘCE SĄ POTĄD WE KRWI ZBRYZGANE.

            Bardzo dużo tych ludzi wywozili. Po tym jak ruszył front pod Dębicą, to się szybko pozbierali i wyjechali[wygląda to na pomyłkę, nie „ruszył front” tylko zaczęli przygotowania do ofensywy styczniowej i gromadzili wojska]

            Trzeba zaznaczyć, że przez cały okres ich postoju, poprzez te ziemianki przewinęły się tysiące ludzi. Gdyż stale byli przywożeni nowi ludzie na miejsce tych wywiezionych do lasu.

            Czy oni wszyscy byli mordowani, to nie wiem. Ale widziałem jak ich wywozili w bieliźnie zawsze wieczorem.

            Po tych ludziach pozostały różne ubrania, kożuchy. Tu była taka komora, to ona była pełna tych ubrań. My nawet kupowali te kożuchy.  W kieszeniach tych kożuchów to były nawet kwity za zdane świnie i inne papiery.

            Oni ładowali te ubrania na samochody i gdzieś wywozili. Niektórzy NKWD-iści kradli te ubrania i sprzedawali za wódkę.

            W sumie tej odzieży zabranej więźniom, było bardzo  dużo. To jest jasne, że oni tych ludzi gdzieś wymordowali. Charakterystyczne, że pomiędzy tą odzieżą nie było ani koszul ani kalason, tylko wierzchnie ubrania, kożuchy, kurtki.

            Tak jak mówiłem, więźniowie wywożeni byli samochodami, już rozebrani , w koszulach, a niektórzy nawet bez koszul.

            Dużo było kobiet. Przez cały czas nie słyszałem aby kogokolwiek zwolnili.

            Zaznaczyć trzeba jeszcze raz,  że widząc więźniów podczas spacerów stwierdziłem, ze co tydzień są tam inni ludzie. Wiec musiało się przewinąć przez ten obóz ludzi a ludzi.

Trwało to od sierpnia do listopada 1944 roku, jak ruszył front pod Dębicą. Znam nazwisko jednego z Rosjan – Machmudo.

Na grobach w lecie nie byłem.

Świadek III

            Było to w sierpniu, wrześniu i październiku 1944 roku. Zamordowani zostali pochowani w masowych grobach i jest takich grobów dziewięć. Wszyscy zostali zamordowani poprzez podrzynanie gardła [podkreślenie L.W]

            W każdym grobie są pochowane trzy warstwy ludzi, przekładane listowiem. Po czem były przykrywane piaskiem i mchem – tak, że  nie można było poznać,  że to są groby.

            Tylko jak się stanęło nogami, to te groby się uginały, tak jak na bagnisku. Te groby były dziełem NKW-dzistów.

            Były ziemianki w Trzebuszce, w których przebywali ludzie pilnowani przez NKWD- dzistów.

            Ziemianki były pełne wody. Te warunki, potęgujące strach, znali mieszkańcy Trzebuski, do których owi ludzi przychodzili. przychodził też jeden ksiądz do kobiety [mieszkanki wsi] i prosił o bochenek chleba to on jej zostawił koc.

            Ludzie ci [w ziemiankach] przebywali tam trzy do czterech tygodni, z tym, że każdej nocy część z pośród nich  wywozili to lasu  Turzańskiego i tam ich mordowali.

Skąd ich przywożono do ziemianek, nie wiadomo. Tylko trzech oficerów było z Jarosławia, bo o nich żony się dowiadywały. Udawało się czasami podchodzić pod te ziemianki i ludzie dowiedzieli się, że oni tam siedzą.

            Ze Lwowa siedział tam gen. Władysław Filipkowski. Ostatni dowódca AK we Lwowie. To on napisał na kartce, którą zostawił w ustępie, tam gdzie go trzymali, bo do niego nie było dostępu żadnego. Nie mógł z nikim rozmawiać. Kartkę przybił szpilką do ściany,  a potem gospodarz tego domu p. Rumak [ już nieżyjący] ją odnalazł.

            To właśnie na tej kartce było napisane, że oni wszyscy są ze Lwowa i potem okazało sie, że ci wszyscy ludzie znaleźli się w tym prywatnym lesie pod ziemią. W masowych grobach, których jest dziewięć, dziesięciometrowej długości.

            W jednym rozkopanym grobie znaleźliśmy ciało panny, która mogła mieć do dwudziestu lat.

            W Trzebusce, w jednym z domów była izba, w której były trzymane same kobiety i dziewczęta. One modliły się cały czas. Na warcie przed domen stali żołnierze radzieccy  z pepeszami i zabraniali jakiegokolwiek kontaktu.

            Po pewnym czasie zostały wywiezione nie wiadomo dokąd i co się z nimi stało.

            Dopiero gdy odkryto znalezione groby w lesie, [nieczytelne] między różniącymi je  ubraniami odkryto ciała kobiet. Wtedy okazało się, że ci wszyscy ludzie leżą tam zakopani.

            Niektóre ubrania  po zamordowanych NKWD-iści kradli  i sprzedawali na wódkę, a reszta tych ubrań została wywieziona”.

            O tym, że tzw. polscy historycy urzędowi nie tylko ukrywają prawdę o Powstaniu Lwowskim ale wręcz wymazują je ze zbiorowej pamięci Narodu świadczy fakt, braku jakiejkolwiek informacji w podręcznikach szkolnych a minęło już 25 lat od „przemian”. Ciekawe, że Lowowiacy zostali przesiedleni do m.inn.  Wrocławia. Żadna wrocławska uczelnia nie zajmuje się tematem Powstania we Lwowie. Podobnie jak lubelskie uczelnie [a jest ich sporo z KUL-em na czele, nie zajmują się ofiarami Majdanka po 1944 roku!  Musisz sam się domyśleć PT Czytelniku dlaczego?. Sa to te same uczelnie, które najgłośniej protestowały przeciwko dekomunizacji. Wrocławska uczelnia w klasyfikacji ponad 20 000 wyższych uczelni zajmuje 19 700 któreś miejsce.

            Potwierdzają natomiast fakt powstania we Lwowie, podobnie jak w Wilnie, wspomnienia powstańców, przypadkowo przemycane. I tak w publikacji  pt: ”Wierni Akowskiej Przysiędze” str. 329 znajdujemy ślad powstania:

„W lipcu było ciepło i słonecznie, dziewczyny w lekkich sukienkach spacerowały po Parku Stryjewskim i Wałach Hetmańskich.

Rozpoczęła się operacja, do której się przygotowali, a 23 lipca 1944 roku były walki.

  • Chodziło, przypominam, o opanowanie miasta przez Armię Krajową przed wkroczeniem wojsk sowieckich, by Polacy mogli wystąpić jako gospodarze terenu i być liczącym się partnerem w rozmowach z przedstawicielami Armii Czerwonej.
  • Walki toczyły się zacięte. Roman walczył na Placu Mariackim. Niemcy bronili się w hotelu Georga, w Kościele Marii Magdaleny, Sowieci podchodzili pod miasto.
  • Kortumowa Góra, zna pani tę nazwę? To było ważne miejsce. Takie małe Monte Cassino. Niemcy trzymali się mocno. My atakowaliśmy z dołu od strony miasta.. ale ataki załamywały się raz po raz, pod morderczym ogniem nieprzyjaciela. Straty były duże ale jednak przegoniliśmy Niemców.
  • 23 lipca trzema kolumnami wchodzą sowieci do miasta. Jeszcze wszystko może się dobrze skończyć.  W oknach wiszą flagi biało-czerwone. Wolność jest tuż, tuż,
  • 28 lipca zostaliśmy rozbrojeni. Ciężarówkami zabrano nas do więzienia Łąckiego…
  • 31 lipca 1944 roku, płk Filipkowski, kierujący akcja Burza w okręgu Lwowskim, wraz z innymi dowódcami odleciał na rozmowy  z generałem Michałem Żymierskim. Żymierskiego spotykają w Żytomierzu. Jest z nim kilku generałów w polskich mundurach oraz płk Marian Spychalski, [ późniejszy marszałek PRL,  który 1969 roku ewakuował się  do Izraela]
  • W nocy z 2/3 sierpnia płk Filipkowski z oficerami zostają aresztowani  i przewiezieni do więzienia NKWD.
  • Tymczasem we Lwowie na życzenie NKWD zarządzono odprawę oficerów w kwaterze komendy AK. Miało to być spotkanie z generałem sowieckim Iwanowem. Temat: formowanie dywizji Armii Krajowej. Przybyło ok. 30 oficerów. Dowiedzieli się, że gen Iwan Sierow [ kat  AK w Wilnie i Warszawie] nie może przyjść ale zaprasza do siebie. Willisy zawiozły ich do dawnego pałacu Biesiadnickich. W sali do której ich zaproszono byli już oficerowie sowieccy. Po kilku minutach wszedł jakiś pułkownik sowiecki i poprosił aby najstarszy stopniem złożył mu meldunek. Powstał major STASIEWICZ i oznajmił, że obecni polscy oficerowie reprezentują jednostki bojowe  organizowanej polskiej 5 dywizji Armii Krajowej, która chce walczyć przeciwko Niemcom u boku Armii Czerwonej. Gdy skończył sowiecki pułkownik wyciągnął dwa pistolety i wrzasnął „ Ruki  w wierch”  wszystkich pojmano i zawieziono do więzienia  na ul. Łąckiego..
  • Czyli widzisz Kochany Wnuczku jak po prawie 50 latach ustaliłem miejsce Drugich Orląt Lwowskich, żołnierzy AK  w lasach Turzńskich.
  • Słusznie więc ludność nazywa to miejsce Małym Katyniem. W zbiorowych mogiłach leży ponad 2500 polskich żołnierzy [ w Katyniu zamordowano ok. 4500 ]
  1. małe sprostowanie części pierwszej. W Gdańsku miejsce mordów NKWD i UB znajdowało się po lewej stronie  ul.,Marksa/Hallera stojąc  twarzą w stronę morza a nie po prawej. Osobiście jeszcze 4 lata temu widziałem palące się na śladach grobów świeczki. Jak podałem deweloper zbudował na terenie cmentarza apartamentowce. Historyków Uniwersytetu Gdańskiego do miejsce nie interesuje. Podobnie jak inne miejsca kaźni. Przypomnę, a wiem to od bezpośrednich świadków, więźniów, że w 1949 roku byli aresztowani nie przez UB na terenie Gdańska, ale przez NKWD.

 PS.Dziwne są losy płk Filipkowskiego. W Wikipedii znajdujemy informację, że p. W. Filipkowski został zwolniony w więzienia NKWD i już  w 1947 roku i podjął pracę w Hucie Szkła w Pieńsku koło Zgorzelca jako dyrektor administracyjny. Zmar w 1950 i został pochowany na cmentarzu Powązkowskim.

Jest to niesamowite, aby w 1947 roku zwalniono „zaplutych karłów reakcji” i w dodatku dawano im stanowiska dyrektorów a potem jeszcze chowano w okresie najgorszego stalinizmu na Powązkach. Jako jeszcze jedną ciekawostkę można podać, ze do stopnia generała podniósł go  nie kto inny tylko Wałęsa

            Oczywiście sa to niczym nieuzasadnione spekulacje, ale musisz się sam zastanowić Wnuczku jak to jest możliwe, kiedy AK – owców mordowano masowo w owym czasie, jego żołnierzy pozarzynano w Małym Katyniu,  a tego jednego awansowano.

 Jest to kolejna praca postała dzięki pracy Przyjaciół „Muzeum Sybir pro Memento”. [Pierwszą byął Zbrodnia na Morzu Białym]. Za co serdecznie wszystkim dziękuję.

dr J.Jaśkowski

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: