Konsultanci – wziątki – „Izby Lekarskie”


Wprowadzając od ponad 200 lat prawa cywilizacji azjatyckich do Europy, usiłuje się przedstawić wszystko według sloganu – „jednostka niczym, partia [masa] wszystkim”.

            „Masy” –  jest to typowa pojęcie praw cywilizacji azjatyckich. Tam, tak jak na przykład u żydów, nawet nabożeństwa odprawia się tylko wtedy, kiedy jest 10 mężczyzn. Kobiety w cywilizacji żydowskiej się nie liczą. O ile wiem, żadnej kobiety rabina, czy cohena, nie ma. Powstał nawet zawód stacza, czyli „dziesiątego” osobnika, który stawia się na określoną porę w Bożnicy, aby rytuał się mógł odbyć.

            W jakim celu nawołuje się więc do tego hasła? To proste, masami zespolonymi w organizacje typu stowarzyszenia, partie, itd. łatwiej się rządzi. Po to robi się federacje stowarzyszeń, po to powołuje się jakieś rady ponad partyjne, aby za pomocą mniejszej ilości ludzi można było zarządzać dołami [piramida Rothschilda vide zdjęcie].

            W tym celu, już na początku tworzenia się państwowości po 1944 roku, spowodowano zjednoczenie partii tzw. robotniczych. W tym samym celu powstają rozmaitego rodzaju kongresy i tym podobne.

            Wcale nie chodzi o to, że masy stanowią siłę. Masy są bezrozumne i bardzo podatne na prowadzenie, wystarczy przypomnieć, co masy robiły w tzw. rewolucji francuskiej – 1789, o ludobójstwie galicyjskim – 1846, czy o rewolucji październikowej 1917.

            Akcje te, prowadzone przez rządy innych krajów, miały na celu tylko i wyłącznie wymordowanie określonej grupy i liczby ludności na danym terenie. Przypomnę, że Ludobójstwo Galicyjskie 1846, to akcja rządu wiedeńskiego, rok 1917 to wspólna akcja bankierów, czyli rządu niemieckiego i USA.

            Obecnie możemy to nazwać spacyfikowaniem terenu i zapewnieniem spokoju dla starszych i mądrzejszych[ lub akcjami pokojowymi].  Z historycznego punktu widzenia nie jest to nic nowego. Takie cele przyświecały francuskiej Zakierii 1350, Koliszczyźnie – 1768 na Kresach, tzw. powstaniom chłopskim w czasie wojen religijnych.

             Czasy się zmieniły i formy niszczenia opornych także. Jako delegat na I Zjazd Izb Lekarskich mogę przypomnieć, że z jednej strony był entuzjazm, że coś się zmieni w porównaniu do stanu wojennego, czyli na przykład szkolenia będą prowadzone na odpowiednim poziomie, z drugiej strony otrzymywaliśmy masę informacji od PT Starszych Kolegów, że z tymi Izbami, to nie wszystko tak uczciwie wygląda, że jest to manipulacja rządowa. Nie chcieliśmy tego przyjmować do wiadomości, chociaż sam fakt przymusu przynależności do Izb budził duży sprzeciw, ponieważ konstytucja zapewniała rzekomo wolność zgromadzeń i przynależności, a nie przymus.

             W czasie obrad już było widać ustawianie odpowiednich ludzi przez czynniki rządowe. Ale wiadomo przecież, że żadnej dekomunizacji w medycynie i na wyższych uczelniach nie było. IPN dopiero powstawał.

            Zresztą do dnia dzisiejszego IPN nie opracował materiałów dotyczących agenturalnej działalności tego środowiska.

            Wychodzi to na światło dzienne przy rozmaitego rodzaju sprawach. Bardzo dobrze jest to pokazane w teatrze telewizji z J. Gajosem w roli głównej, o awansach pewnych ludzi [niestety tytułu nie pamiętam], przypominających karierę p. Lisa, ale oczywiście jest to zbieżność bez jakiegokolwiek pokrycia…

             Już na początku lat 90. opór przeciwko przymusowi przynależności do Izb był duży. Osobiście pamiętam lekarzy z Łodzi, którzy pomimo faktu bycia delegatami na kongresie założycielskim, odmówili wstąpienia do Izby dla zasady. Wydawało się to w owym czasie co najmniej dziwne.

            Niestety, kolejne 25 lat potwierdziło ich wątpliwości. Zamiast wzrostu poziomu edukacji obserwujemy cały czas upadek szkoleń. Szkolenia stały się w praktyce praniem mózgów przez rozmaitego rodzaju komiwojażerów przemysłu  farmaceutycznego.

            Zlikwidowano zjazdy naukowe, na których można było przedstawiać swoje wyniki leczenia, a w zamian wprowadzono wykłady tzw. specjalistów – ekspertów gazetowych, czyli najczęściej ludzi związanych z jakimiś koncernami, prezentujących tzw. wytyczne. Co prawda nigdy nie mówiono, kto personalnie te wytyczne opracowywał, ale zawsze była jakaś tam nazwa w rodzaju Flu Forum prof.mgr L.Brydak, czy Instytutu Zdrowia, działających na zasadach fundacji itd.

Jak wiadomo, fundacja to jest masa majątkowa i właściciel tej masy decyduje co i jak się robi. Nigdzie nie podaje się, kto jest właścicielem tych pieniędzy i skąd one pochodzą.

            Takie pranie mózgów miało istotny cel, stwarzało wytyczne, w ramach których muszą się poruszać lekarze. Innymi słowy,  lekarz zmienił się z osoby leczącej na sprzedawcę określonych procedur, wymyślonych przez urzędników za biurkami, lub pod.

            Coraz więcej lekarzy rozumie, że przynależność pod przymusem do Izb jest przeszkodą w rozwoju, także zawodowym. Ostatni test wykazał, że już kilkanaście tysięcy lekarzy pragnie wystąpienia z tej przymusowej organizacji.

            W czasie jednej z konferencji w Berlinie w 1996 roku przygodni znajomi z Holandii wyjaśniali nam, że po wejściu do Unii zwanej Europejską, w Polsce zostanie tylko tzw. podstawowy stopień medycyny, czyli felczerski.

            Minione 20 lat wskazuje wyraźnie, że ten proces postępuje. Dzięki p. E.Kopacz, zamiast 6 letnich studiów, mamy już tylko 5 letnie, a przecież ilość materiału wzrosła znacznie. Liczba godzin przeznaczonych na poszczególne przedmioty gwałtownie zmalała. Był to proces długofalowy. W okresie ostatnich 40 lat liczba godzin na przykład z anatomii prawidłowej  zmniejszyła się od 3 godzin przez cały tydzień, czyli codziennie przez 7 dni, do 2 godzin dwa razy w tygodniu. Liczba godzin z chemii czy biochemii zmalała o ponad 50 % . Jeszcze gorzej wygląda sprawa biofizyki, z ponad 220 godzin do 45 godzin. Czyli likwiduje się wszystkie przedmioty nauk podstawowych.

            Z punktu widzenia przemysłu jest to całkowicie zrozumiałe. Niedouczonemu lekarzowi można wmówić wszelkie bzdury.

            Widać to wyraźnie po tzw. rekomendacjach Komisji Przejrzystości. Nie kto inny, tylko właśnie to ciało rekomenduje samorządom wydawanie pieniędzy na trucie dzieci preparatem o nazwie „szczepionka przeciwko rakowi szyjki macicy”, czyli Gardasilu-Siligastru, kiedy to nawet odkrywca tego preparatu, dr Harrper twierdziła publicznie, że nie badała nigdy związku z rakiem szyjki macicy.

            Podobnie Komisja ta rekomenduje jako obowiązkowe szczepienie przeciwko pneumokokom, kiedy stara nazwa tej bakterii to dwoinka zapalenia płuc, będąca przyczyną chorób mniej więcej do okresu II wojny światowej, czyli 3 pokoleń wstecz.

 I to wszystko dzieje się przy aprobacie Izb Lekarskich.

             A miało być tak dobrze. To Izby lekarskie miały decydować o programie nauczania, to Izby miały decydować o programach specjalizacji. To Izby miały w swoich czasopismach informować lekarzy o nowościach i przedstawiać zdobyte doświadczenie. Zamiast tego, Samorząd Lekarski w minionym okresie doprowadzono do roli związków zawodowych. Mogą się zajmować tylko i wyłącznie sprawami płacowymi.

            Ustawa mówi wyraźnie, że to Narodowy Fundusz Zdrowia jest odpowiedzialny za leczenie na danym terenie. Dlaczego więc to lekarze muszą się ubiegać o podpisanie kontraktów, a nie odwrotnie? Dlaczego to szpitale mają walczyć o kontrakty, a nie Fundusz?

            Przecież jeżeli jest kolejka kilku/kilkunasto miesięczna do jakiegoś specjalisty, to jest to świadome narażanie zdrowia, czy życia pacjenta i podlega pod kodeks karny. Dlaczego więc urzędniczy państwowi w rodzaju prokuratury nie rozpoczynają działań? Przecież to nie pacjent jest winien chorobie, czy lekarz kolejce, tylko wymyślone przez niekompetentnych urzędników NFZ procedury. A one powinny podlegać, zgodnie z prawem, ocenie prokuratora.

            Izby Lekarskie pozwoliły na odebranie sobie nie tylko podstaw leczenia, czy prowadzenia szkoleń, odebrały sobie wydawnictwa. Wiele lat temu znikły polskie czasopisma medyczne, a pozostały tylko reklamówki przemysłu farmaceutycznego, w rodzaju Medycyny Praktycznej, utrzymywanej przez głównych producentów szczepionek, przede wszystkim GSK.

             Trzeba przypomnieć, że aż ponad 2400 tytułów naukowych należy do jednego wydawnictwa Elsevier, w Polsce reprezentowanego przez spółkę Urban&Partner. Wiadomo, że spółka jest nastawiona na zysk i żyje z reklam. Zdziwienie więc budzi fakt przyznawania przez Ministerstwo Zdrowia punktów edukacyjnych lekarzom za czytanie reklamówek przemysłu.

             Zlikwidowanie polskich czasopism medycznych całkowicie uniemożliwia lekarzom wymianę doświadczeń, prawidłową ocenę działania leków, czy reklamowanych metod leczenia. Młodzi adepci służby zdrowa mogą tylko i wyłącznie wykonywać pracę robota, według procedur narzuconych przez bliżej nieokreślonych osobników.

Dlaczego tak się dzieje?

             Otóż jest to stosunkowo proste. Po pierwsze, olbrzymie kwoty przeznaczano na łapownictwo. FBI już od 2007 roku prowadzi śledztwo w sprawie łapownictwa wielkich amerykańskich koncernów farmaceutycznych w Europie środkowej, tj. Polsce, Rumunii i Bułgarii. Przez ten okres prawie 8 lat w Polsce na ten temat cisza, Izby Lekarskie nie zajęły żadnego stanowiska. A przecież mogły wprowadzić wyprzedzająco tzw. deklaracje konfliktu interesów. Czyli lekarz pracujący na drugim etacie w firmie farmaceutycznej nie powinien pełnić funkcji w samorządzie lekarskim. Nie jest to nic nowego. Nawet te reklamówki bigfarmu żądają od autorów deklaracji braku konfliktu w prezentowanych tematach prac.

             Spraw korupcji przez bigfarm pracowników służby zdrowia nie istnieje tylko w Polsce. Ostatnio nawet wiernopoddańcze media poinformowały o wielkiej aferze korupcyjnej w Chinach:

             „Nie powinno to być zaskoczeniem, jeśli w najbliższych dniach śledztwo w tej sprawie obejmie więcej firm farmaceutycznych i szpitali, zarówno krajowych jak i zagranicznych” – napisała w anglojęzycznym komentarzu rządowa agencja Xinhua. Takie komentarze, publikowane przez państwową agencję w języku angielskim, są zazwyczaj sygnałem dla zagranicznych odbiorców.

            Kampania przeciw korupcji w sektorze farmaceutycznym rozpoczęła w Państwie Środka na początku lipca, kiedy to chińskie media poinformowały, że ponad 1000 lekarzy, pielęgniarek i pracowników administracyjnych z 73 szpitali w mieście Zhangzhou, w południowo-wschodniej prowincji Fujian, brało łapówki. O korupcję podejrzanych jest w sumie około 90 proc. lekarzy w tym mieście. Łapówki były wręczane przede wszystkim za dystrybucję leków.

            Pieniądze, za które firmy farmaceutyczne kupowały w Chinach wpływy, przekazywane były za pośrednictwem agencji turystycznych i innych firm, np. specjalizujących się w organizowaniu konferencji. Osoby, o których względy zabiegały firmy farmaceutyczne, podróżowały do Australii, Włoch, Japonii, Korei, USA i wielu chińskich miast.

Źródła: Xinhuanet / NYT / PAP 31 grudnia 2014

            Jak więc widzimy, sposoby zapobiegania korupcji i łapówkarstwu są znane na świecie. Wielkie zdziwienie budzi wiec fakt, że Izby Lekarskie nawet nie zająknęły się w tym temacie. Wszelkiego rodzaju gazetki wydawane przez okręgowe izby lekarskie spadły do poziomu  [bez obrazy] Ekspresu Wieczornego, zajmują się fetowaniem rocznic, zakupami  przysłowiowych ekspresów do kawy za 5000 złotych, czy innymi formami wydawania społecznych pieniędzy. A potem jeszcze mamią kolegów, że podwyżki składek członkowskich są nieodzowne z powodu …[wpisać właściwe słowo].

            Najlepszym dowodem potwierdzającym ten stan rzeczy jest sprawa tzw. konsultantów. Już od pół roku było wiadomo, że tzw. konsultanci krajowi i wojewódzcy muszą podpisać dokument, w którym potwierdzą, lub zaprzeczą jakimkolwiek związkom z przemysłem.

            Cała tzw. prasa medyczna podawała tylko wersje obrażonych konsultantów. A to jak szarga się ich uczciwość, a to jak nakłada dodatkowe obowiązki itd. Tylko raz opublikowano wywiad z p. prof. W.Tłustochowiczem:

 „ Konsultowałem projekt oświadczenia (podobnie jak wszyscy konsultanci) i nie widzę w nim nic złego, chociaż dla mnie jest ono zbyt skomplikowane – powiedział Medexpressowi prof. Tłustochowicz. – Wręcz przeciwnie – dziwię się, że wprowadzono je tak późno – na Zachodzie dzieje się to już od dawna. W sytuacji, gdy decyduję o wydawaniu ze środków publicznych znacznych pieniędzy, muszę „być przejrzysty”.

             A o co chodzi w tych deklaracjach? ”Zgodnie z projektem, wszyscy konsultanci oraz kandydaci na konsultantów będą składali oświadczenia, ujawniając informacje o faktach, które mogłyby skutkować ewentualnymi konfliktami interesów między pracą konsultanta, a inną działalnością, którą prowadzą. Konsultanci krajowi będą składali je ministrowi zdrowia, a konsultanci wojewódzcy – wojewodom”.

            Przyszli konsultanci będą musieli również poinformować o ewentualnych darowiznach, które przyjęli od firm farmaceutycznych, czy wyjazdach sponsorowanych przez te firmy. Nowe przepisy mają dotyczyć również dotychczasowych konsultantów medycznych. Oświadczenie to będzie sprawdzane przez CBA.[ Agencja Gazeta z 20.08.2014].

Najbardziej buntowali się Konsultanci przy udzielaniu odpowiedzi na poniższe punkty:

5) bycia członkiem organów spółek handlowych, spółdzielni, stowarzyszeń, fundacji lub przedstawicielem albo pełnomocnikiem przedsiębiorców, którzy złożyli wniosek o wydanie pozwolenia na dopuszczenie do obrotu produktu leczniczego albo uzyskali to pozwolenie lub złożyli wniosek o wydanie pozwolenia na import równoległy produktu leczniczego albo uzyskali to pozwolenie;

6) bycia  członkiem organów spółek handlowych, spółdzielni, stowarzyszeń, fundacji lub przedstawicielem albo pełnomocnikiem przedsiębiorców, którzy są wytwórcami, importerami autoryzowanymi przedstawicielami lub dystrybutorami wyrobów medycznych;

7) posiadania akcji lub udziałów w spółkach handlowych wykonujących działalność, o której mowa w pkt. 1-6 lub udziałów w spółdzielniach wykonujących działalność, o której mowa w pkt. 1-6;

8) bycia wspólnikiem lub partnerem spółki handlowej lub stroną umowy spółki cywilnej wykonującej działalność w zakresie, o którym mowa w pkt. 1-6;

11) wykonywania zajęcia zarobkowego na podstawie stosunku pracy lub umowy cywilnoprawnej, zawartej z podmiotem posiadającym akcje lub udziały w spółkach handlowych wykonujących działalność, o której mowa w pkt. 1-6, lub udziały w spółdzielniach wykonujących działalność, o których mowa w pkt. 1-6;

12) wykonywania zajęcia zarobkowego na podstawie stosunku pracy lub umowy cywilnoprawnej, zawartej z podmiotem będącym wspólnikiem lub partnerem spółki handlowej lub stroną umowy spółki cywilnej wykonującej działalność w zakresie, o którym mowa w pkt 1-6;

13) bycia członkiem organów lub pracownikiem podmiotów tworzących w rozumieniu przepisów o działalności leczniczej;

14) prowadzenia badań naukowych lub prac rozwojowych w rozumieniu przepisów ustawy z dnia 30 kwietnia 2010 r. o zasadach finansowania nauki (DzU nr 96, poz. 615, z późn. zm.), które są finansowane przez podmiot wykonujący działalność, o której mowa w pkt. 1-6;

15) przystosowania wyników badań, o których mowa w pkt. 14, do potrzeb praktyki/wdrażam wyniki badań, o których mowa w pkt. i 4; [ świetne sformułowanie „przystosowanie”]

             Zdziwienie budzi wiec fakt, że co niektórzy z PT Konsultantów tak się oburzają. Taki prof. B. Smoliński, konsultant Zdrowia Publicznego, czyli zupełnie fikcyjnej specjalizacji stworzonej przez banksterów, twierdzi: „Jeżeli mamy (konsultanci) pisać sprawozdania z naszej działalności wykładowczej, wydawniczej i biznesowej, to wychodzimy w tym momencie z roli eksperta, a wchodzimy jednak w rolę pracownika administracji publicznej”.

            Na całym świecie takie deklaracje są uznawane i nie budzą niczyjego zdziwienia, z wyjątkiem Polski.

            Okazuje się, że w Polsce powstawały fikcyjne fundacje, przez które opłacano spolegliwych naukowców. Fundacja, jako masa majątkowa, mogła wynagradzać w dowolnej wysokości. Takie fundacje założono na przykład przez pracowników państwowych PZH . Ułatwiało to sponsorom przekazywanie określonych kwot na prywatne konta.

            Pracownik naukowy zawsze swoje prace wydawał i opracowywał w ramach etatu państwowego. Jeżeli ma jeszcze inne etaty, to właściwie czyim jest pracownikiem?

            Przecież te wykłady nie odbywają się na zaproszenie przysłowiowego koła gospodyń domowych, tylko na salach akademickich. Poza tym, konkretnie nigdy nie słyszałem żadnych protestów konsultanta zdrowia publicznego w sprawie np. fluoryzacji dzieci w szkołach, czy przedszkolach. A wiadomo od co najmniej 70 lat, że fluor jest neurotoksyną, uszkadzającą rozwijający się mózg dziecka. Czyli o jakie tu zdrowie publiczne chodzi? Nie wspominając, że zdrowie jest zawsze prywatną sprawą osoby jako podmiotu. Publiczne są burdele.

            Po koniec grudnia sytuacja wyglądała tak, że 90 konsultantów zrezygnowało z pełnienia funkcji. Jak podała prasa, „wszystko wskazuje, że nie są to ostatnie rezygnacje”. Najgłośniej protestowali przeciwko deklaracji ludzie, którzy zdawałoby się najmniej powinni to robić. Liczne wywiady przedstawiały protesty prof. Jędrzejczaka, jaką to zbrodnię ministerstwo chce popełnić itd. Okazało sie, że p. Profesór był ? współpracownikiem organizacji WSI, tej samej która praktycznie rządzi Polską od 1943 roku, kiedy to Informacja, bezpośrednia poprzedniczka WSI, powstała w Sowietach.

Internauci na forach medycznych jednoznacznie to określali:

anonymous 2 days ago

a co, nie mają ? imprezy, imprezki, niby konferencje naukowe i przy tym utajniony sponsoring …
wyjazdy zagraniczne, he he akurat tam są potrzebni …
pod płaszczykiem takich wyjazdów na pseudonaukowe konferencje faktycznie są ukryte wynagrodzenia za ułatwienia, za zakupy 

dla niektórych konsultantów jednak przy zderzeniu z perspektywą odpadnięcia dotychczasowych profitów, apanaży taki prestiż przestawał się liczyć
oni już tak byli „umoczeni”, że choćby mentalnie nie byli w stanie się z tym pogodzić …

 Podsumowanie.

            Stawiam wniosek, aby wszyscy pełniący funkcje w Izbach Lekarskich musieli podpisać takie same formularze. Przecież nawet proste konferencje, czy szkolenia, zawsze połączone są z prezentacją jakieś firmy.

            Przecież w biuletynach Izb lekarskich więcej jest reklam, aniżeli artykułów.

            Wydaje mi się, że w okresie najdalej 3 miesięcy, takie deklaracje powinny się znaleźć na stronach internetowych Izb Lekarskich.

            Brak takich oświadczeń będzie także dowodem powiązań pozamerytorycznych i jednoznacznie podważał będzie obiektywność pracujących w Izbach Ludzi.

 Ps. Pomimo tego, że minął ponad miesiąc od ustawowego obowiązku opublikowania oświadczeń PT Konsultantów [do 11 XII 2014r.], na stronach Ministerstwa nadal brak jakiejkolwiek informacji na ten temat. Sędzia J. Wojciechowski publicznie stwierdził, że jeżeli uzasadnienie wyroku nie pojawia się w ciągu maksimum tygodnia, to znaczy, że „działają siły” pozamerytoryczne.[14.01.2015r.]

dr J. Jaśkowski

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: