Edukacja – propaganda – rocznice


W okresie 25 lat po tzw. przemianach i zniszczeniu gospodarki na ziemiach polskich, nacisk środków masowej dezinformacji położony został na pracę „u podstaw”. Wzorem godnym naśladowania, według tych dezinformatorów, był hydraulik, lub  zmywacz naczyń w barze. Do tego namawiały młodzież rządowe publikatory. W celu zmuszania młodych ludzi do wyjazdów stworzono całą masę szkół prywatnych, nie dających zawodu, tylko papierki w rodzaju: politologia, psychologia, socjologia. Dokumenty te wystarczały do zatrudnienia w kasie hipermarketu. Szczytem marzeń było zdobycie nowego telewizora, lepszego od sąsiada.

            Jest rzeczą oczywistą i bezdyskusyjną, że tym, co najważniejsze w wychowaniu młodego człowieka, po rodzinie, jest szkoła. Wiadomo o tym od czasu Komisji Edukacji Narodowej z 1774 roku, prowadzonej przez agenta angielskiego DuPointa. Pan ten pisał do gen Washingtona [list w bibliotece Kongresu], że oświata musi być państwowa. Jeżeli przez 5 godzin i 6 dni w tygodniu młody człowiek otrzyma odpowiednie informacje, to żadna szkółka niedzielna, czy katechetyczna, ani nauczanie rodzinnie, nie zmieni jego poglądów.

            Sprawdzało się to wielokrotnie. By się o tym przekonać, wystarczy poczytać powieści z XIX/XX wieku, na przykład Marii Rodziewiczówny, o tym  jak moskiewska szkoła wypaczała polskie charaktery.

            Widzieliśmy to po 1944 roku, w lansowaniu „bohaterów” w rodzaju Pawki Morozowa, co obserwujemy także obecnie, kiedy to dzieci donoszą na rodziców.

            Politrucy nazywani obecnie historykami, działają podobnie, jak dawniejsi NKWD, czy lektorzy partyjni, na przykład p. L. Moczulski.

            Niestety, jak słusznie powiedział minister Spraw Wewnętrznych, jesteśmy państwem tylko formalnie, dlatego całą oświatą rządzą z zagranicy, przez ……….[wpisać proszę właściwe słowo].

            Typowym przykładem takiego działania są historycy zagraniczni w rodzaju Normana Davisa. Pan ten promowany na polskiego historyka, do dnia dzisiejszego ma kłopoty z semantyką polską, nie odróżnia takich podstawowych pojęć jak cywilizacja, od pojęcia kultura. A jego prace opierają się na znanych już polskich opracowaniach. Jako obywatel angielski, mający łatwość dostępu do archiwów, zdawałoby się, że przybliży polskiemu czytelnikowi informacje zawarte w archiwach angielskich. Nic z tego. Podobnie jak odmawiano prof. Kalince, tak do dnia dzisiejszego, dla tubylczego ludka na Wisłą są to dokumenty niedostępne.

            Pisząc o historii Polski, nawet nie ruszył sprawy mordu generała Sikorskiego, czy braku pomocy dla Powstania Warszawskiego, kiedy to, jak podaje M.Rodziewiczówna, dla aliantów było kilkanaście lotnisk po drugiej stronie Wisły.

            Te same ośrodki na pomniki wnoszą zdrajców i renegatów [Caryca Katarzyna II], a do grobowców pamięci chowają ludzi, którzy coś robili pro publico bono.

            Typowym przykładem jest gloryfikowanie agenta co najmniej 4 wywiadów, a przemilczanie, lub bagatelizowanie działalności innych Polaków. Zawsze pytałem studentów, czy byli w Londynie? Byli. No to zgodnie z angielskim demokratycznym zwyczajem o 17.00 udaliście się do pałacu Backingham na herbatkę? Patrzą na mnie zdziwieni. Na to zadaję pytanie: „A jak to się stało, że agent 4 wywiadów, niejaki Ginet-Piłsudzki, rzekomo ścigany przez straszną ochranę carską, pojechał sobie spokojnie do Japonii w 1905 roku. Przejechał ok. 10 000 km, niezliczoną ilość kontroli, policyjnych, celnych i spokonie niezauważony dopłynął do Japonii, będącej w tym czasie w stanie Wojny z Moskwą?

             I w dodatku został przyjęty przez cesarza, będącego dla Japończyków bogiem? Facet z obcego, wrogiego państwa?

            A wy nie możecie wypić herbatki z demokratyczną Królową? Dopiero wtedy co niektórzy zaczynają myśleć.

            Nie należy zapominać, że Ginet-Piłsudzki w tym czasie był tylko ściganym socjalistą. Pamiętam, jak Babcia zdenerwowana używała najgorszego przekleństwa: „ty socjalisto”. Gorsze to było; „ty komunisto”. Ale to było naprawdę rzadko.

            Jest zrozumiałym dla każdego myślącego człowieka, że obchodzenie tzw. rocznic służy utrwalaniu wydarzeń historycznych. Jest to niezbędne dla utrzymania państwowości. Jeżeli tzw. bohaterów zmienia się kilka razy w okresie jednego pokolenia, to pamięć historyczna zanika i z narodu robi się zlepek ludzików, wykonujących polecenia odgórne. Oczywiście, tego rodzaju pranie mózgów nie dzieje się spontanicznie, jest zaplanowane i konsekwentnie realizowane.

            W ten sposób praktycznie bez echa minęła rocznica 150 urodzin ROMANA DMOWSKIEGO – symbolu odrodzenia Polski. Tzw. oficjalna  propaganda tego formalnego państewka przeszła do porządku dziennego nad tą rocznicą. Tylko co niektóre stowarzyszenia zaznaczyły w odmienny sposób ten dzień.

            Takim przykładem było zorganizowanie przez tytularnego Komendanta, p. Wiesława Barańskiego, specjalnego apelu poświeconego Romanowi Dmowskiemu, w Muzeum Sybir pro Memento w Gdańsku [ HYPERLINK „http://www.deportacje.eu” \t „_blank” www.deportacje.eu]

            W sobotę 9 sierpnia o godzinie 17.00 odbyło się uroczyste nabożeństwo, poświecone rocznicy urodzenia Romana Dmowskiego. Piękną homilię wygłosił ks. dr. R.Michalak. Na zakończenie swojej homilii przytoczył zapomniany wiersz Artura Chojeckiego „Elegia na śmierć Romana Dmowskiego”:

„A cóż to, Panie Romanie, 

Czyżby już Polska Ci zbrzydła, 

że orle rozpiąwszy skrzydła, zerwałeś się niespodziewanie 

do zaświatowego lotu, z którego nie ma odwrotu!

Z niezbadanej woli Boskiej, rzuciłeś nas Panie Dmowski.

Jak nam tu będzie bez Ciebie, a Tobie bez Polski w Niebie? ( …..)

Sam król, chociaż bez korony, z dumą szlachetną na czole, niech zasiądzie w waszym kole!

Patrz z Kościuszką na nas z nieba, na Polskę od Tatr do Morza; 

Szumią lasy, szumią morza, raduje się polska gleba, nasza ziemia leśna, polna, że już wolna, wolna, wolna,

Oto już zarosły blizny, pociętej niegdyś Ojczyzny, 

W Twej to duszy się poczęło zmartwychwstania wielkie dzieło.

Z myśli, miłości i czynu, najwierniejszy polski synu!

Chociaż dzwon żałobny dzwoni, gdzieżbyś Ty zapomniał o niej?

Nie piłeś letejskiej wody, wstępując w rajskie ogrody.

Gdy ci więc Ojczyzna droga, oręduj  za nią u Boga.

Sam wiesz czego nam potrzeba, baczże pilnie na nas z nieba,

A my tutaj pozostali, stłumiwszy serc naszych lament,

Ślubujemy czynić dalej, co nam każe Twój testament.”

            Wiersz ten został napisany w styczniu 1939 roku. 10 miesięcy później Polski już nie było.

Na zakończenie ks. dr  R.Michalak przypomniał zdanie R. Dmowskiego z 1929 roku:

 Z drugiej strony, ktokolwiek zdolny jest zastanowić się głębiej nad położeniem geograficznym Polski, zrozumieć musi, że tu, na naszej ziemi, nie ma miejsca na małe, słabe państewko, niezdolne do zachowania swej samoistności wobec sąsiadów”

Amen.

             Homilia ta została wygłoszona jako memento mori. Armia już nie istnieje, i jej zaplecze, przemysł, także.

            Czyli, jak mówił pewien taksówkarz, zostały jeszcze piosenki i chorągiewki. I w tej sytuacji wysyła się „pomoc” dla banderowców, realizując plan Kanclerza Bismarcka.

            Czyżby konsekwencją miało być dalsze niszczenie substancji biologicznej?

Ps. Roman Dmowski pochodził od Dmowskich, z Sokołowa Podlaskiego, ze wsi Dmochy, gdzie na cmentarzu w Rozbitym Kamieniu znaleźć można wiele grobów rodziny Dmowskich. Roman, trzecie dziecko w kolejności, urodził się 9 sierpnia 1964 roku, z ojca Walentego i matki Józefy Lenarskiej, córki Ignacego i Marianny z Łukasiewiczów. Gimnazjum ukończył w 1886 roku i w tym samym roku wstąpił na Uniwersytet Warszawski wydział nauk przyrodniczych. Już od gimnazjum utrzymywał się z korepetycji.

            W roku 1887 staje na czele tajnej organizacji ZET – Związek Młodzieży Polskiej. Nie należy zapominać, że od 1863 roku, do 1918 roku, na terenie zaboru rosyjskiego, tj. w Priwisliannym Kraju obowiązywał stan wojenny. Ci, co przeżyli lata 1981-83 doskonale wiedzą co to znaczy.

            Pierwsze publiczne wystąpienie Romana Dmowskiego było z okazji uroczystości 100-letniej rocznicy Konstytucji 3 Maja. Pochód odbył się z Ogrodu Zoologicznego do katedry św. Jana. R. Dmowski musiał uciekać za granicę.

Ps2. Jak pewnego rodzaju neofita, leżąc unieruchomiony, zacząłem zapoznawać się z twórczością M. Rodziewiczówny. Babcia i Mama opowiadały mi o tych książkach, ale były one uważane za romanse dla podlotków. Czyli nie dla „mężczyzny” pochłaniającego przygody p. Skrzetuskiego, czy Wołodyjowskiego. Obecnie o 180 stopni zmieniam zdanie i zrozumiałem, dlaczego książki te nie są lekturą szkolną.  Takiej ilości informacji historycznej, obyczajowej, jak w tych powieściach, nie podał żaden inny autor. Reymonta „Chłopi” nie umywają się do Rodziewiczówny. Polecam każdej konserwatywnej rodzinie, warto zachować chociaż tuzin jej książek.

dr J. Jaśkowski

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: