Pijesz Czasem Cole? Po Zobaczeniu Tego, Nie Wypijesz Jej Już NIGDY Więcej

Wszyscy wiemy, że napoje gazowane nie są zdrowe. Kwasy, które zawarte są już tylko w jednej butelce napoju potrafią oczyścić ze rdzy metal. Jeśli napijesz się trochę Coli, np. po wypiciu szklanki mleka, lub zjedzeniu płatków na mleku, będziesz zniesmaczony tym co stanie się w Twoim żołądku. Obrzydliwe!

Czytaj dalej na:

Nasze składniki: Cola + mleko

Wlewamy odrobinę mleka do butelki z Colą

Zostawiamy na 6 godzin

Po odczekaniu, otrzymamy coś takiego

Cały syf, znajduje się jednak na dole. Przypomina to mocno brudny piasek na plaży. BLE!

Mieszanie coli z mlekiem to nie jest dobry pomysł. Jednak jak tego uniknąć, kiedy mleko jest składnikiem wielu innych produktów? Najgorsze jest to, że cały ten „muł” osadzi się w Twoim żołądku. OHYDA! Proszę, udostępnij to swoim znajomym. Sposób w jaki trują nas wielkie korporacje żywieniowe NIE jest normalny!

http://www.popularnie.pl/

Dla tych co twierdzą że palenie nie jest szkodliwe

Rosyjski front antydolarowy

USA będąc emitentem waluty rezerwowej przez lata mogła bez większych problemów finansować nadmierne wydatki drukiem waluty. Ostatecznie zawsze znajdowali się nabywcy na UST zwłaszcza, że dolary były niezbędne przy zakupie surowców energetycznych. W ostatnim jednak czasie, zwłaszcza po zaostrzeniu kryzysu na Ukrainie oraz zachodnim sankcjom Rosja otwarcie rzuciła wyzwanie dolarowi.  Nie chodzi wyłącznie o umowę dostaw gazu, o której głośno dyskutuje się w mediach lecz o wiele czynników zmierzających do podkopania wiary w dolara.


1. Wyprzedaż obligacji amerykańskich.

W obawie przed zablokowaniem obligacji USA posiadanych przez Rosję, a trzymanych na rachunku w FED obligacje te zostały w pierwszej kolejności przeniesione poza zasięg Wuja Sama. Już sam transfer bardzo zaniepokoił rynki finansowe. W marcu Rosja zdecydowała się sprzedać obligacje USA warte ponad 26 mld USD. W ciągu zaledwie jednego miesiąca Kreml wyzbył się 20% wszystkich obligacji USA dając rynkom wyraźny sygnał, żarty się kończą.

2. Sondowanie odbiorców ropy i gazu.

Kilka dni temu Aleksander Dyukov prezes Gazprom Neft, spółki luźno powiązanej z Gazpromem zapewnił, iż jest po konsultacjach z odbiorcami ropy z Azji w sprawie przejścia z rozliczeń dolarowych na Euro. Wg podanych informacji ponad 90% klientów nie widzi większych problemów poza tym kto poniesie koszty ewentualnych przewalutowań.

Skala umów nie jest porażająca bo dotyczy raptem 30 tys. baryłek dziennie lecz w całej sprawie chodzi nie tyle o ilość lecz o ustanowienie precedensu i wykorzystanie go po kilku miesiącach w rozmowach z odbiorcami ze strefy Euro.
3. Barter Rosja – Iran

Przed dwoma miesiącami Rosja podpisała z Iranem umowę inicjując barterową wymianę szacowaną na 20 mld USD. Iran częściowo ograniczony sankcjami USA zdecydował się przekazywać Rosji do 500.000 baryłek ropy dziennie. Jest to poważna ilość. Rosja mimo, że jest największym producentem ropy będzie odbierać ropę od Iranu w zamian przekazując żywność, towary przemysłowe oraz broń (czego obie strony się wypierają).

W całej sprawie kolejnymi sankcjami odgraża się Jacob Lew – Sekretarz Skarbu USA lecz nie chodzi absolutnie o broń lecz o rozliczenie barterem zamiast transakcji dolarowych.

4. Umowa VTB – Bank Chin

Podczas pierwszego dnia wizyty Putina w Pekinie podpisano kolejną umowę pomiędzy drugim największym rosyjskim bankiem VTB a Bankiem Chin odnośnie pośrednictwa w rozliczeniach handlowych między krajami. Umowa zdecydowanie ułatwi realizowanie należności handlowych z wykorzystaniem rubla i juana w miejsce dolara. Dla przypomnienia roczna wartość wymiany handlowej między Rosją i Chinami to 100 mld USD. Rozmawiamy tu zatem o poważnym zmniejszeniu zapotrzebowania na dolary.

5. Rosyjski gaz dla Chin

Gazprom straszony alternatywą dla Europy w postaci gazu łupkowego z USA, co jest moim zdaniem kiepskim żartem, ostatecznie podpisał umowę z Chinami negocjowaną od blisko 10 lat. Począwszy od roku 2018 rosyjski gaz popłynie nowym gazociągiem w ilości ok 38 mld m2. Wbrew szumowi w mediach, nie jest to spektakularna ilość, zwłaszcza że roczne zapotrzebowanie na gaz w Chinach wyniesie w 2018 roku około 400 mld m2 czyli ponad 10 razy tyle.

Sama wartość gazu czyli około 20 mld rocznie także nie jest powalająca. Mimo iż w umowie nie ma jasnych zapisów stwierdzających, że gaz będzie rozliczany w rublach i juanach, moim zdaniem jest to pewne, zwłaszcza że nim popłynie pierwszy transport gazu minie jeszcze ponad 3,5 roku.
6. Double Eagle Project

Na początku kwietnia Prezydent Putin nakazał natychmiastowe wdrożenie projektu Double Eagle. Docelowo ma on doprowadzić do sprzedaży surowców energetycznych za złoto. Oficjalnym celem jest zapewnienie alternatywy dla rozliczeń w papierowych walutach nie tylko dla Rosji lecz dla całej grupy BRICS.

W pierwszej fazie Bank Rosji ma wyemitować 5 monet o różnej zawartości złota i wprowadzić je do obiegu. Co ważniejsze, projekt zakłada stworzenie całkowicie nowego sytemu płatności pozwalającego uniezależnić się od systemu SWIFT. Jest to zdecydowana odpowiedź na niedawne zablokowanie przelewów Ambasady Rosyjskiej w Kazachstanie przez operatorów JPM.

Po raz kolejny zachód swoimi działaniami strzelił sobie w kolano. Trzy lata temu odcięto Iran od systemu SWIFT co zaowocowało przejściem na rozliczenia w złocie z Turcją w roli pośrednika. Obecnie, odpowiedź na działania kartelu może być dużo bardziej dotkliwa dla USA.

Nowy system transakcyjny ma być oparty całkowicie na złocie, którego Rosja jest drugim największym producentem. Poza oficjalnymi rezerwami złota projekt Double Eagle ma być wsparty produkcją z nowo uruchamianego projektu Natalka zarządzanego przez Polyus Gold. Natalka jest jednym z większych depozytów złota na świecie szanowanych na 31 mln oz (proven, probable) oraz 59 mln oz (measured, indicated, inferred).
7. Koniec kredytów w walutach obcych

Kilka tygodni temu prezydent Putin nakazał władzom Sberbanku, największego banku w Europie Środkowo – Wschodniej wstrzymanie się z pożyczkami denominowanymi w walutach obcych co ma doprowadzić do zwiększenia popularności rubla i uczynić gospodarkę rosyjską mniej wrażliwą na ataki finansowe. Wyeliminowanie kredytów dolarowych w sytuacji zerowych stóp procentowych dla USD przełoży się zapewne na zmniejszenie zapotrzebowania na dolary w rosyjskim systemie bankowym.

8. Oś Chiny – Rosja – Niemcy

W sytuacji, w której USA coraz bardziej naciska na Europę aby ta prowadziła agresywną politykę w stosunku do Rosji efekt staje się odwrotny od założonego. Francja nie ma zamiaru rezygnować z kontraktów militarnych gdyż poza utraconymi korzyściami musiałaby się liczyć z ogromnymi odszkodowaniami. Niemcy będąc ogromnym partnerem handlowym Rosji także nie zamierzają stawiać celów politycznych USA ponad biznesem.

Swoją polityką USA faktycznie zbliża gospodarczo i politycznie Chiny, Rosję oraz Niemcy. Zwróćmy uwagę, że Chiny są największym globalnym eksporterem oraz drugą gospodarką świata (nr 1 jeżeli ująć szarą strefę). Niemcy zdominowały politykę europejską oraz stanowią czwartą potęgę gospodarczą. Rosja natomiast mimo, że gospodarczo jest dużo słabsza od pozostałych dwóch partnerów to jest największych globalnym eksporterem surowców energetycznych jak i mineralnych.

Moim zdaniem w ciągu maksymalnie 2 lat usłyszymy o uformowaniu bloku handlowego pomiędzy trzema krajami czego efektem będzie całkowita marginalizacja USD. Jeżeli część krajów azjatyckich, jak zapowiadał prezes Gazprom Neft’u, zgodzi się na płatności za gaz w Euro to kolejnym celem będą Niemcy. Z punktu widzenia Niemiec płatności w Euro to niższe koszty transakcyjne. Poza tym Rosja najprawdopodobniej zaproponuje pewien dodatkowy rabat za zmianę formy rozliczeń.
Podsumowanie

Ostatnie wydarzenia wyraźnie pokazują, że Rosja zdecydowanie przoduje w pozbawieniu dolara funkcji transakcyjno – rezerwowej. Jako największy na świecie eksporter surowców niewątpliwie ma wiele asów w rękawie.

Pytanie, ile jeszcze wytrzyma dolar? Po zakupach obligacji amerykańskich przez Belgię za pożyczone środki z FED widać, że elita finansowa bardzo obawia się o kondycję dolara. Co więcej, nie tylko Rosja wyzbywa się obligacji USA lecz jest to ogólnoświatowy trend i co najdziwniejsze obecny także w Europie ale o tym w kolejnym artykule.

Trader21

http:/ /independenttrader.pl/

Ukraina – żółte dziennikarstwo. O czym nie mówią główne polskojęzyczne dezinformatory cz 2

Nasi rodzimi „politycy” przez cały czas nagłaśniają sprawę tzw. sankcji nakładanych na Rosję. W chwili obecnej dzieje się to głównie na papierze gazet wydawanych w Kraju nad Wisłą.

Popatrzmy na to realnie. Rosja posiada obligacje USA na kwotę 138 miliardów dolarów. Oczywiście kwota ta nie załamie dolara, ale jeżeli uda się Rosji przeforsować wymianę handlową ropy i gazu na złoto, lub inne waluty, to dolar padnie. Kraje BRICS już od kilku lat się do tego przygotowują i praktycznie nic nie stoi na przeszkodzie, aby zacząć to wprowadzać.

W 100% taki ruch Rosji wprowadziłby panikę na giełdach światowych, tym bardziej, że dług Rosji wynosi poniżej 10% PKB, czyli jest pomijalnie mały.

Kto by przede wszystkim ucierpiał na tzw. sankcjach?

Oczywiście kraje najbardziej zależne od dostaw rosyjskich. Podkreślam, że Rosja 55 % eksportuje do Europy.

Niestety, wśród krajów, które najbardziej odczułyby sankcje rosyjskie, jesteśmy my, czyli Polska, ale też Bułgaria i Rumunia, nie wspominając o samej Ukrainie. Potentaci, czyli Niemcy, Austria, czy Holandia nie ucierpieliby.

W tej sytuacji nakładanie przez UE sankcji jest podobne do sprzedaży Niderlandów przez Zagłobę.

Jeżeli jednak firmy rosyjskie zażądałby spłaty za surowce w złocie, czy innej walucie, to skutki mogłyby być fatalne dla całej Europy. Natychmiast upadłoby euro, lub powstałoby nowe, inne dla bogatych i inne dla biednych krajów europejskich. Ta sytuacja, czyli zakup surowców za inne waluty, aniżeli dolar, mogłaby mieć efekt domina i inne kraje – producenci ropy, mogłyby by tak samo postąpić. A wtedy krach dolara byłby oczywisty.

 Wracając do sankcji i ich konsekwencji. Dziwnym trafem, tzw. gazetowi politycy , czyli marionetki banksterow, cały czas starają się przekonać czytelników, że UE, czy USA, nałożą sankcje gospodarcze na Rosję, za jej rzekome działania sprzeczne z prawem. Przełóżmy to z polskiego na nasze. Np. angielscy producenci sprzedają do Rosji tkaniny na mundury za 90 milionów funtów. Jest to spora kwota. Jeżeli nie będą mogli tych materiałów sprzedać, to będą zmuszeni dokonać zwolnień pracowników. Czyli zwiększy się bezrobocie w Anglii. Ileś tam tysięcy pracowników przemysłu włókienniczego zostanie na lodzie. A Rosja? No cóż, śpi spokojnie. Podobne tkaniny zakupi w innych krajach, w Chinach, czy w Indiach. Że będą gorszej jakości? A kogo to obchodzi.  Najwyżej częściej się będzie zmieniało mundury. Proszę zauważyć, że badziewie obuwnicze przez cały czas sprowadza się do Polski i rośnie góra śmieci z tego obuwia.  Podobnie zresztą jest z tzw zabawkami dla dzieci produkcji chińskiej. Psują się przed kupieniem. Ani Ministra Ochrony Środowiska, ani Ministra Przemysłu to nie obchodzi. A kto będzie musiał prowadzić utylizację tych śmieci? Buty chińskie wytrzymują od kilku dni do kilku tygodni. Kupione poprzednio buty zakładów z Podhala noszę już ponad 20 lat. W przeliczeniu na ilość, jakie to marnotrawstwo!

W sytuacji takiej jakości produktów chińskich mówienie o jakimkolwiek potencjale technicznym jest śmieszne.

A że na sankcjach Polska już traci miliard euro? A kogo to obchodzi? Wystarczyło, że odpowiedni urzędnik ogłosił afrykański pomór świń i miliard euro uciekło z budżetu. Czy urzędnik poniósł jakiekolwiek konsekwencje? Niestety, nic nie słyszałem.

Co jeszcze powinieneś wiedzieć, Szanowny Czytelniku?

            A no to, że moja teza, iż nie ma żadnego narodu ukraińskiego, jest potwierdzona choćby przez listę kandydatów na stanowisko premiera tego państewka. Najbardziej znaną osobą jest Julia Tymoszenko, której znakiem towarowym jest splot włosów w kształcie bochenka chleba. Pierwsze miliony zarobiła ona na handlu z Rosją ropą i gazem. Trudno więc nazwać ją patriotką ukraińska. Kolejnym kandydatem jest król czekolady, obywatel Izraela – Petro Poroszenko. Trzecim kandydatem do chwili obecnej, jest bokser wagi ciężkiej, Witalij Kliczko, obywatel niemiecki. To gdzie ci Ukraincy?

Powinieneś także coś nie coś wiedzieć na temat „malutkiej firemki”, tzw. Grupy VANGUARD. Firma zatrudnia tylko 14 000 ludzi i to w dodatku rozproszonych po całym świecie. Jest największym funduszem inwestycyjnym na świecie i największym udziałowcem firm Monsanto i Haliburton. Ta druga, to firma, której od 1995 do 2000 roku przewodził Dick Cheney, były wiceprezydent USA. A czym się  Haliburton? A no na przykład sprząta w Iraku po wojnie, za 20 miliardów dolarów.

Podobno jego pracowników widziano też w Kijowie.

O tym, że ten cały cyrk prasowo – telewizyjny jest dla maluczkich, nie trzeba specjalnie nikogo przekonywać. Najlepszym dowodem na dawno postanowione i uzgodnione między wielkimi, dokonanie podziału Ukrainy, jest fakt ustanowienia nowego podziału „religijnego”. Jak podało Radio Watykan  2.04.2014 roku, Ojciec Święty dokonał podziału Ukrainy i wyłonił nowy egzarchat obrządku grekokatolickiego. Ojciec Święty zatwierdził trzech nowych biskupów grekokatolickich na Ukrainie. To znaczy, że Papież uznał  powstanie nowego egzarchatu, utworzonego we wschodniej części kraju. Na terenie wydzielonego egzarchatu doniecko – charkowskeigo, erygował odrębny egzarchat w Charkowie.

Podobnie ma się sprawa podziału diecezji ewangielickich na terenie Polski. Diecezja gdańska należy do diecezji pruskiej i podlega archidiecezji berlińskiej. A podobno od 70 lat tereny te należą do Polski.

Tak jak to już podałem kilkakrotnie, Poczdam 1945 oddawał tereny Wolnego Miasta tylko na 50 lat pod jurysdykcję polską.  Okres ten minął w 1995 roku. Żaden „polityk” nie umie wyjaśnić, dlaczego nie zawarto żadnego innego długoterminowego porozumienia w tej sprawie i co dalej. Wiadomo natomiast bezsprzecznie, że wszelkie urzędy państwowe z Gdańska wycofano w okresie ostatnich 15 lat, łącznie z wojskiem, pomimo, że jest to granica Unii, zwanej Europejską.

P.S.  Sposób nagradzania agentów, to honoraria za wydawane książki, publikacje itd. Proszę zauważyć, że od kilku pokoleń wywiady, właśnie poprzez wydawnictwa, wynagradzają swoich agentów. I nie ma znaczenia, czy umie taki facet pisać, czy nie. Sami Szanowni Czytelnicy możecie popatrzeć, ile to książek byłych agentów znajduje się w księgarniach. A potem to już proste. Instytucje państwowe masowo wykupują te książki i rozdają jako nagrody oraz po kilka egzemplarzy do wszelkiej maści bibliotek szkolnych, gimnazjalnych, wojewódzkich i tym sposobem nakład 100 000 się rozchodzi. A tantiemy są oficjalnym źródłem dochodu. I nikt nie może im zarzucić bogactwa.

Jak się pracuje – pisze – to pieniądze się ma. NO NIE? No, można jeszcze wygrywać w lotto, lub totalizatora sportowego, jeżeli wcześniej wiem, jakie będą rezultaty poszczególnych meczów. Po to tylu sędziów pracuje. Podobno prokuratura już ponad 250 razy wykryła ustawiających mecze.

dr J. Jaśkowski

Słodkie napoje gazowane znacznie wzmagają agresję u dzieci

Słodkie napoje gazowane to idealny złodziej zarówno witamin, jak i cennych minerałów (magnez, potas, wapń). Działają one wielokierunkowo – nie tylko poprzez zawartość szkodliwego i uzależniającego cukru, ale także poprzez kwasy fosforowe, barwniki i szereg innych związków chemicznych.

Przyczyny tego co określa się jako „ADHD” są na pewno złożone, ale wiele wskazuje na to, że może to być brak mikroelementów, w tym magnezu, spowodowany właśnie przez napoje gazowane. Wielu ludzi cierpi na chroniczny niedobór magnezu, a sprawy nie załatwiają niestety preparaty z apteki, które po pierwsze mają zbyt niską dawkę, a po drugie – często mają całkowicie nieprzyswajalną dla organizmu postać.

O problemie dawkowania magnezu i jego właściwej postaci chemicznej, pisałem poniżej:
http://kefir2010.wordpress.com/2014/04/29/duze-dawki-magnezu-lecza-choroby-emocji-i-psychiki/

Niestety, ale obecnie napoje gazowane są częstym elementem diety dzieci i nastolatków. Rodzice mylnie myślą, że jak dadzą młodej osobie raz, dwa razy w tygodniu taki napój, to nic się nie stanie. Tymczasem gusta kulinarne kształtują się właśnie za młodu, a tego typu napoje mają to do siebie, że maksymalnie łechczą podniebienie, są smaczne. Tak więc stają się coraz częstszym elementem menu, aż do powstania chorób, głównie otyłości. Jestem zdania, że jeśli wycofywać toksyny żywnościowe z menu, to radykalnie i na zawsze. W przypadku dzieci – uczyć od małego zdrowych pokarmów.

Słodkie napoje gazowane wzmagają agresję

Cytuję: „Czy Twoje dziecko zachowuje się agresywnie i ma problemy z koncentracją? Jeżeli tak, to odizoluj swoją pociechę od słodkich, gazowanych napojów. „Journal of Pediatrics” publikuje wyniki amerykańskich badań z których wynika, że pięciolatki, które piją duże ilości słodkich napojów gazowanych wykazują więcej agresywnych zachowań i mają problemy ze skupieniem uwagi.

Naukowcy z Columbia University w Nowym Jorku, University of Vermont w Burlington oraz Harvard School of Public Health w Bostonie wzięli pod lupę wyniki badań dotyczące około 3 tys. pięciolatków oraz ich mam z 20 dużych miast w USA. W ramach projektu „Fragile Families and Child Wellbeing Study” mamy wypełniały ankiety dotyczące zachowań i diety swoich dzieci. I co się okazało?

Prawie połowa badanych maluchów piło co najmniej jeden słodki, gazowany napój dziennie, a aż 4 proc. po taki napój sięgało cztery razy w ciągu całego dnia. Analizując kwestionariusze naukowcy zauważyli pewien związek – im więcej dzieci piły słodkich napoi gazowanych, tym częściej przejawiały agresywne zachowania. Częściej też miały problem z nauką i koncentracją, niż ich rówieśnicy, których dieta pozbawiona jest tego typu napoi. Z największymi problemami borykały się dzieci, które spożywały 4-5 słodkie napoje dziennie.

W jaki sposób słodkie napoje mogą wpływać na zachowanie? Są to produkty przetworzone, które zawierają często konserwanty, barwniki, a także kofeinę. Niektóre z tych dodatków naukowcy powiązali z zaburzeniami snu czy z impulsywnością.

Naukowcy uważają, że badania nie stanowią wystarczającego dowodu na to, że słodkie napoje gazowane są odpowiedzialne za agresywne zachowanie u 5-latków. Zdaniem badaczy, należy wziąć pod uwagę wychowanie i otoczenia dziecka, by wyniki były bardziej wiarygodne.

„Choć w naszych badaniach nie byliśmy w stanie zidentyfikować dokładnej przyczyny odpowiedzialnej za związek między piciem słodkich napojów gazowanych a zaburzeniami zachowania u dzieci podejrzewamy, że ograniczenie ich konsumpcji mogłoby ograniczyć lub wyeliminować te problemy” – skomentowała wyniki badań współautorka badań dr Shakira Suglia.”

Na podstawie: Journal of Pediatrics

http://kefir2010.wordpress.com/

Jak walczyć z cellulitem?

Cellulit to problem z którym boryka się coraz więcej osób. Z charakterystyczną „skórką pomarańczową” na udach, biodrach, brzuchu i ramionach ma problem 9 na 10 kobiet. Jak walczyć z cellulitem? Jak skutecznie pozbyć się mało estetycznej „pomarańczowej skórki”?

Czym jest cellulit?

Z medycznego punktu widzenia cellulit (ganoid lipodystrophy, GLD) to choroba metaboliczna, która jest efektem nieprawidłowego funkcjonowania układu limfatycznego. Choroba ta powoduje, że w komórkach tłuszczowych odkładają się produkty przemiany materii, które powinny zostać wydalone z organizmu. Komórki tłuszczowe znajdujące się w tzw. podskórnej tkance tłuszczowej powiększają się do znacznych rozmiarów, tworząc na skórze widoczne zgrubienia w postaci guzków, które tworzą tzw. „pomarańczową skórkę”.

Mimo iż cellulit to głównie problem kosmetyczny, nieleczony, może stanowić zagrożenie dla zdrowia (przyczynia się m. in. do nieprawidłowego funkcjonowania żył). Poza tym obecność cellulitu znacznie obniża się poczucie własnej wartości, atrakcyjności i pewności siebie.

Co odpowiada za powstawanie pomarańczowej skórki? Jest wiele czynników, które wpływają na wystąpienie cellulitu. Największe znaczenie mają tu nasze niezdrowe nawyki, takie jak używki (alkohol, papierosy), siedzący tryb życia, brak ruchu, a także niewłaściwa dieta.

Z każdym rokiem cellulit dotyczy coraz większej grupy kobiet i to, co do niedawna wydawało się niemożliwe, także mężczyzn. Z uwagi na mało atrakcyjny wygląd cellulitu większość szukamy sposobów na przywrócenie skórze zdrowego wyglądu. Czy istnieje jedna recepta na to, aby uniknąć cellulitu? Niestety nie.

Dietą w cellulit

Od czego w takim razie zacząć walkę z cellulitem? Od zastosowania odpowiedniej diety, która zapewni prawidłową przemianę materii. Bowiem zdrowy wygląd naszej skóry w znacznym stopniu zależy od tego, czy dostarczamy organizmowi potrzebnych składników odżywczych w odpowiednich ilościach.

Zatem, jak powinna wyglądać nasza dieta? Powinniśmy zadbać o to, by w posiłkach nie zabrakło witaminy A, C i E. To właśnie te składniki warunkują dobrą kondycję skóry, a co za tym idzie jej, atrakcyjny wygląd. Z kolei niedobór tych witamin objawia się przesuszeniem skóry, utratą przez nią elastyczności i sprężystości co prowadzi do cellulitu.

Bogatym źródłem tych cennych składników są owoce i warzywa, a w przypadku witaminy E dodatkowo oleje roślinne (warto pamiętać, że witaminy A i E są rozpuszczalne w tłuszczach).

W naszym codziennym menu powinny znaleźć się także kiełki, kasze, chude ryby, białe sery i świeże zioła. Czego należy unikać? Przede wszystkim soli, słodyczy, tłustych smażonych potraw, alkoholu i kawy. Należy pi dużo niegazowanej wody, która pomaga w usuwaniu toksyn z organizmu. Przydatne w walce z cellulitem są także herbatki ziołowe, zawierające w składzie m.in. koper, skrzyp, brzozę, krwawnik.

A co z tłuszczami? Wbrew pozorom tłuszcze, szczególnie te pochodzenia roślinnego, są ważnym elementem antycellulitowej diety. Tłuszcze roślinne zawierają w swym składzie Niezbędne Nienasycone Kwasy Tłuszczowe (Omega-6 i Omega-3), które odpowiadają za wytwarzanie błon komórkowych i ich prawidłową regenerację. Niedobór tych składników w naszym pożywieniu skutkuje znacznym pogorszeniem kondycji skóry, która staje się przesuszona i skłonna do podrażnień. Warto dodać, że choć Omega-6 i Omega-3 są niezbędne w naszej diecie, nasz organizm nie potrafi ich syntetyzować. Jedynym sposobem na zapewnienie organizmowi odpowiedniej ilości kwasów tłuszczowych jest dostarczanie ich w diecie. Bogatymi źródłami Omega-6 i Omega-3 są tłuste ryby, orzechy i oleje roślinne. Spośród tłuszczów roślinnych wyróżnia się olej rzepakowy, który charakteryzuje się nie tylko dużą zawartością Omega-3, ale także optymalnym i idealnym z punktu widzenia potrzeb żywieniowych stosunkiem Omega-6 do Omega-3, tj.2:1.

Cellulit to nie tylko kwestia odżywiania. Pojawienie się „skórki pomarańczowej” jest sygnałem, że nasze codzienne nawyki mają niekorzystny wpływ na organizm. Zmiana przyzwyczajeń na zdrowsze − więcej ruchu, rezygnacja z używek, zbilansowana dieta − nie tylko pomoże w walce z cellulitem, ale także poprawi stan naszego zdrowia.

Bibliografia: Witaminy i nienasycone kwasy tłuszczowe skuteczną bronią w walce z cellulitem! (www.pokochajolejrzepakowy.pl)

http://www.ekologia.pl/

Napisane w Zdrowie. Tagi: . Leave a Comment »

Ukraina – żółte dziennikarstwo. O czym nie mówią główne polskojęzyczne dezinformatory cz 1

Pamiętaj!

                Zdecydowana większość tzw. polityków nie ma większego pojęcia o historii i ekonomi.

Uważają natomiast, że każda okazja jest dobra do zaistnienia, bez względu na głupoty, jakie się wygaduje.

Żaden polityk nie ponosi odpowiedzialności za swoje słowa i czyny.

            Nie można na dłuższą metę wychowywać naród politycznie, bez przeprowadzenia „kanciastej” granicy pomiędzy pojęciami tak prymitywnymi jak: sojusznik i najeźdźca, wierny i zdrajca, swój i obcy, wróg czy agent” !.

 Józef Mackiewicz. 

                               „Taka ludność cofa się w rozwoju do form plemiennych”. jj

            Od grudnia ubiegłego roku jesteśmy zasypywani informacjami o tym, co dzieje się na Ukrainie. Przypomnę, że państwo to powstało dopiero po decyzjach z 1991/4 roku, za biurkami, lub, jak kto woli, stolikami osób trzymających władze. Granice jego wytyczono, podobnie jak w XIX wieku  państw – kolonii afrykańskich. Czyli jest to całkowicie sztuczny twór z mozaiką ludności z całego świata. W ostatnim czasie pojawiła się na tych terenach, dawniej zwanych Podolem, Wołyniem, Dzikimi Polami, czy po prostu województwami państwa polskiego, cała masa ludzi zupełnie nie związanych z tymi ziemiami.

            Jak wykazałem w poprzednich pracach, na obecne 45 milionów mieszkańców Ukrainy, 35 – 40 milionów to ludność, która pojawiła się tam po II wojnie światowej. Poprzednich mieszkańców albo wymordowano albo zmuszono do deportacji, czy to karnych, czy ekonomicznych.

            Po moich wcześniejszych publikacjach na temat „Ukrainy” i o braku jakichkolwiek podstaw do uznania istnienia jakiegoś narodu ukraińskiego, otrzymałem dodatkowe informacje, potwierdzające moje wnioski. Informacje te dotyczą struktury języka używanego w różnych częściach tych ziem.*

            Obecny temat stał się modny i dlatego każdy z tzw. polityków, będących marionetkami ludzi trzymających władzę, stara się dorzucić swoje trzy grosze w kwestii tego, co się tam dzieje.

            Proszę zauważyć, że żółte dziennikarstwo sprowadza się do tego, że kolejni zabierający głos dyskutanci usiłują wyjaśnić, co poprzednik miał na myśli. A to raz powołują się na słowa, rzekomo wypowiedziane przez prezydenta Putina, a to na słowa prezydenta Obamy. Co prawda trudno sobie wyobrazić, aby prezydent państwa 100, czy 300 milionowego zabierał głos w rozmaitych detalach, ale dla gazet jest to doskonały sposób na sianie dezinformacji.

            Historia żółtego dziennikarstwa rozpoczęła się  ponad 82 lata temu, kiedy to Walter Duranty otrzymał nagrodę Pulitzera za artykuł odnośnie sytuacji w Sowietach. Artykuły były preparowane przez wydział, obecnie zwany Wydziałem A KGB. Produkował on artykuły dezinformacyjne, podsuwając je odpowiednim dziennikarzom, opłacanym jako agenci wpływu. Duranty podał światu zachodniemu informację o „Głodzie Ukraińskim”, czym wzbudził sympatię Zachodu do Sowietów.

             Sowietów stworzonych przez Zachód, tj. dokładnie przez Niemiecki Wywiad – Lenin -alias Goldman  i Amerykańskie Banki – Trocki alias Bronstein. Nie jest to nic nowego. W Polsce UB, alias SB, czy Informacja Wojskowa, miały swoich agentów wpływu, vide Ryszard Kapuściński. Jak chcesz się przekonać, kto jest takim agentem, Szanowny Czytelniku, to sprawdź jak często dostaje oficjalne nagrody.           Generalnie tzw. nagrody są jawną formą wynagradzania „swoich”. Od ponad 150 lat  w ten sam sposób wynagradza się autorów, przydatnych do siania dezinformacji. Nawet ostatnio pewien agent chwalił się, że wygrywał w toto-lotka. I w ten prosty sposób wyjaśniał, skąd miał pieniądze, nie pracując.

 Wracając do realiów.

            Wbrew temu, co podaje prasa zagraniczna, dzienniki polskojęzyczne cały czas wprowadzają w błąd twierdzeniami, że to rzekomo Rosja i Putin są winni obecnej sytuacji i rozlewowi krwi. Pomimo faktu, że sekretarz Nuland sama przyznała, że CIA wydało ponad 5 miliardów na tą rewolucję. Pomimo faktu, że snajperzy byli szkoleni poza granicami Ukrainy. Pomimo faktu wykorzystywania wojsk ukraińskich w operacjach NATO, pomimo, że Ukraina do NATO nie należy. Koncerny prasowe w Polsce nadal usiłują zrzucić wszystko na Rosję.

            Powtarza się cały scenariusz propagandowy z Gruzją i jej prowokacją. Do części polskojęzycznej prasy nadal nie dochodzi bowiem fakt, że to Gruzja, pod rządami Saakaszwili, realizowała plan CIA, prowokując sytuację w 2008 roku. Polacy niestety dali się w to wmanewrować. Podobna sytuacja była z legionami Dąbrowskiego na San Domingo. Nie jest to więc nic nowego. Także zupełnym milczeniem pominięto w lokalnej prasie fakt obecności dyrektora CIA, Brenana, w Kijowie, co podała prasa amerykańska 15 kwietnia 2014 r. Polskojęzyczna prasa nie podaje także takich faktów, jak prowadzenie akcji bojowych na Majdanie [po turecku rynek] przez tzw. Błękitne Hełmy Majdanu tj. byłych żołnierzy, prowadzonych przez oficerów sławnej Delty, a przedtem „pracujących” w batalionie rozpoznawczym Shualei Shimshon z Givati [siły obronne Izraela].

Stare przysłowie mów: jak nie wiadomo, o co chodzi, to wiadomo, że o pieniądze.

            Ukraina, od czasu pierwszej pomarańczowej, czy goździkowej rewolucji, przeprowadzonej przez CIA i jej  podopiecznych,  dorobiła się zadłużenia wielkości 42% PKB. Jak wiemy, żadne specjalne inwestycje na tym terenie nie powstały, natomiast zakupy np. Stoczni Gdańskiej, czy hut w Polsce, służyły do wyprowadzania olbrzymich sum z państwa. Dług tylko zagraniczny Ukrainy wynosi już 137 miliardów dolarów. A tylko w 2014 roku Ukraina potrzebuje na spłatę tego długo aż 25 miliardów dolarów. Proszę zapamiętać tę liczbę.

            Kto może obecnej Ukrainie dać takie pieniądze? Na pewno nie Rosja, która właśnie cofnęła poprzednie dotacje i domaga się zwrotu kwot zaległych za gaz i ropę. Niby to nie dużo, bo około 2,5 miliarda dolarów, ale dołożone do wymienionych 25…

            Czy będąca na skraju bankructwa Europa może pomóc? Na papierze, oczywiście. Już podobno obiecała 15 miliardów dolarów. Problem w tym, że jak na razie, Unia zwana Europejską nie może sobie poradzić z deficytem państw tworzących tą Unię. I tak na skraju bankructwa jest nie tylko Grecja, Irlandia, czy Cypr, ale też Hiszpania, Włochy i Portugalia.

            Dodatkowo wymaga podkreślenia fakt, że niemiecki Sąd Najwyższy kwestionuje bezpośredni skup obligacji. W takiej sytuacji UE nie bardzo ma skąd brać te środki dla Ukrainy.

            Trudno, aby wymagać od Niemców utraty bardzo dobrych kontraktów długoterminowych z Rosją, na rzecz  hipotetycznych korzyści z handlu z Ukrainą. Przypomnę, że sam Siemens ma kontrakt na 80 miliardów euro, na sprzątanie rosyjskiego śmietnika atomowego. Do tego dochodzi ropa i gaz.

            Pomoc ze strony USA jest więcej, jak hipotetyczna. Najlepszym dowodem jest przyznanie, po długich targach w Kongresie,  15 miliardów dolarów, na okres wielu lat. Trzeba  przypomnieć, że natychmiast po zainstalowaniu w Ukrainie nowej marionetki, całe złoto Ukrainy, ok. 50 ton wyleciało do USA. Poza tym Chevron podpisał z nowym rządem prawo do eksploatacji gazu na „naszym Podolu” na 99 lat. Jest tam podobno 40 bilonów m3 gazu. Taka ilość wystarcza całej Europie na ok. 50 – 100 lat.

            Niektórzy optymiści podają, że Ukraina może dostać pożyczkę od MFW. Wypada  znowu przypomnieć, że MFW, to głównie USA. Jeżeli USA ma tak poważne trudności płatnicze, że duże miasta bankrutują, jak np. Detroit, a 60 innych czeka w kolejce na ogłoszenie bankructwa [wiąże się z tym m.in. niewypłacanie wynagrodzeń i emerytur całej masie urzędników], to nie można się dziwić, że pomoc będzie iluzoryczna.

            Muszą więcej zarobić na tym interesie, na mieszkańcach Ukrainy. Jeżeli zadłużenie USA wynosi już ponad 120 % PKB, to trudno przypuszczać, aby chętnie przyznano jakiekolwiek kwoty Ukrainie.

            Jak widać z powyższej wyliczanki, przyznane kwoty nie opuszczą państw przyznających je. Wielkość przyznanych dotacji wynosi prawie tyle samo, co konieczność spłat rocznych zadłużenia Ukrainy. Czyli już widać, że żadnej pomocy dla Ukrainy nie będzie. Podobnie wyglądała sprawa rzekomej pomocy dla Haiti po trzęsieniu ziemi. Z obiecanych 5 miliardów dolarów, do kraju nie dotarła nawet przysłowiowe 100 dolarów. Wszystko ugrzęzło w bankach obsługujących zadłużenie.

             Nawet jeżeli przyzna się jakieś tam kwoty Ukrainie, to na strasznych warunkach, takich jak sprywatyzowanie gazociągów, czyli jak w przypadku Polski, oddanie za bezcen, lub przeprowadzenie tzw. restrukturyzacji, znów podobnie jak w Polsce, oznaczającej masowe bezrobocie i likwidację zakładów przemysłowych, zaprzestanie dofinansowywania mediów, tj. prądu i gazu.

            Wiemy dobrze, że oznacza to wzrost cen energii o 100, lub więcej procent. Wystarczy, że Rosja cofnie swoje ulgi, a gaz na Ukrainie podskoczy z 268 dolarów za 1000 m3, do 468. Przypomnę, że Rosja sprzedaje ten sam gaz dla krajów zachodnich średnio po ok. 200 dolarów, a dla Polski po ok. 400 dolarów za 1000 m3,  czyli jest to cena po uważaniu i czym bardziej dany kraj jest uzależniony od źródełka, tym cena może być wyższa. No, chyba że na odpowiednich stołkach siedzą agenci wpływu. A że odpowiednie osoby mogą mieć istotne znaczenie dla ceny zakupu gazu, czy ropy, świadczy kontrakt podpisany przez niejakiego Pola, z rządu SLD. Kontrakt ten opiewał na zakup gazu z Rosji, bez możliwości jego sprzedaży dalej, na 25 lat, w ilości 14.5 miliona m3, w sytuacji, gdy mamy swój gaz i nie możemy go eksploatować!

            Oczywiście jest jeszcze żyzna ziemia ukraińska, ale jak się okazuje, już 3 miliony hektarów zakupili Chińczycy. Chyba że jest to typowa transakcja na słupa, podobnie jak wykupy ziemi popegeerowskiej w Polsce przez spółki niemieckie [w podobny sposób Niemcy wykupili już ponad 1 800 000 m3 mieszkań].

 *”Słowo [Ukraina] nie jest nazwą państwowości i etniczności a język ukraiński jest sztucznym socjojęzykiem tak jak sztuczny język esperanto lub sztuczny jezyk syberyjski. Społeczne początki ukraińskiego socjojęzyka są w środowsku siczy kozackiej tyle że kozacy są wieloetniczną socjomutacją o nieustalonym rodowodzie genetycznym.

Język ukraiński albabetyzowano w drugiej połowie XIX wieku, nie pamietam precyzyjnie który to był rok i był spór alfabetyzować łacinka czy cyrylicą.

Mniemaniem  kozackich nacjonalistów alfabetyzacja łacinka byłaby polonizacją tego jezyka wiec wybrano cyrylicę w miedzyczasie poniewaz bełkot chłopstwa z obory nie  spełniał standardu literackiego chciano skorzystać ze staro cerkiwno słowiańskiego.

Słowo „kozacy” zapisuję świadomie mała litera bo wielką zapisujemy nazwy etnicznosci tej plemiennej, narodowej i wielkich grup etnicznych jak Słowianie czy Indianie. Jezyk polski jest precyzyjny.

Coś takiego jak „naród” sowiecki czy ukraiński nie istnieje i nigdy nie będzie istnieć bo to jest socjomutacja.

W przypadku języka ukraińskiego jest też inny element, alfabetyzacja ten język był jeszcze w XIX w.  niepiśmienny i tak prymitywny że szukano sztucznej możliwości stworzenia języka,  porównanie jego z esperanto jest więc uzasadnione. Mr.Mask”

Rozpowszechniane wszelkimi możliwymi sposobami jak najbardziej wskazane.

  kontakt: jerzy.jaśkowski@o2.pl

Napisane w 1 - INFO. 1 Comment »

Medycyna naturalna. Z czym to się je i dlaczego ? cz.2

Tak więc związek pomiędzy chorobami a żywnością znany jest od dawna i naukowo potwierdzony w ostatnich dekadach. Okazało sie, że to dr Antoine Bechamp miał rację, a nie szeroko nagłaśnainy L.Pasteur. Jednak masowa dezinformacja przemysłu wymazała te osiągnięcia z życia codziennego.

Dlaczego nie ma o tym powszechnej wiedzy? Ponieważ istnieje monopol na prace naukowe, wprowadzony przez przemysł farmakologiczny, czyli przez banksterów,

Ustanowiono monopol pewnych firma wydawniczych, w medycynie na przykład jest to Elsevier, a w Polsce jego „córka” – Urban & Partner. Elsevier dysponuje 7000 tytułów i zatrudnia 35 000 ludzi. Wiadomo, że o druku danej pracy, lub nie, decyduje dział marketingu, a nie jakość pracy.

W celu ułatwienia sobie życia i obniżenia kosztów, przemysł wprowadził punktacje swoich wydawnictw. Te bardziej „prestiżowe” posiadają większą liczbę punktów, a te mniej „ważne”, czyli pochodzące z kondominiów, mniejszą liczbę punktów. Stąd marzeniem autora jest opublikowanie pracy w czasopiśmie z dużym IF.

Ten IF, czyli punkty, są po prostu sposobem na biały wywiad. Po co kogoś śledzić i zastanawiać się, co bada, kiedy poprzez system punktów sam donosi swoje prac. Podobnie jest z patentowaniem prac. W ten prosty sposób przemysł nie pozwala na rozwój konkurencji. Łatwiej bowiem kupić jakiś patent i schować go do szuflady, aniżeli przestawiać produkcję, jak się posiada monopol.

Jakie są skutki takiej działalności urzędników? Jednym z najbardziej widocznych jest systematyczne „wycofywanie” prac uprzednio wydrukowanych przez te prestiżowe czasopisma, zwane naukowymi. W pierwszej dekadzie XXI wieku nastąpił  lawinowy wprost wzrost szybkiego wycofywania takich nieuczciwych prac medycznych, aż o 1900%, chociaż całkowita liczba publikacji wzrosła tylko o 44 %. Wiadomo, liczba czasopism, a wiec i stron druku, specjalnie się nie zmienia.

Zdecydowana większość  prac została usunięta z powodu celowego fałszowania wyników. I co ciekawsze, zdecydowana większość tych usuniętych prac, była publikowana w czasopismach z „recenzentami” i to nierzadko dwoma. Obala to całkowicie mit, jakoby recenzowane czasopisma były czymś lepszym. Tylko miernoty się w ten sposób dowartościowują.

 Drugim istotnym problemem w medycynie jest wprowadzanie na siłę rozmaitego rodzaju procedur, przez osoby zupełnie niekompetentne zajmujące stołki na stanowiskach administracyjnych. Ostatni raport Mayo Clinic Proceedings, z sierpnia 2013 roku, podał, że  aż od 40 do 78 %  badań i zabiegów medycznych, jakie otrzymują chorzy, nie tylko im nie pomaga, ale szkodzi!

            To nie tylko naraża budżety chorych z powodu marnotrawstwa funduszy, ale podważa całkowicie sens działania lekarzy. Konsekwencją tego są rozmaitego rodzaju hochsztaplerstwa i pseudomedyczne działania.

Wyraźnie widoczne jest to na przykładzie USA. Stany Zjednoczone wdają  więcej na tzw. opiekę zdrowotną, aniżeli 10 następnych krajów łącznie  [Japonia, Niemcy, Francja, Chiny, W.Brytania, Włochy, Kanada, Brazylia, Hiszpania i Australia]. Jak obliczono,  30% tej kwoty jest marnowane. Stanowi to aż 750 miliardów dolarów rocznie. Na kwotę to składają się nie tylko niepotrzebne, a szkodliwe procedury, ale również koszty obsługi urzędniczej, która rozrasta do niewiarygodnych rozmiarów.

W Polsce jest całkowity brak kontroli nad ponad 65 miliardami złotych NFZ. Fundusz ten powstał z powodu konieczności zatrudnienia, jak wieść gminna niesie, całej masy pracowników byłych partii, rozwiązanych po 1990 roku.

Przymus płacenia nowego podatku pod pretekstem ochrony zdrowia, służy właśnie przerzucaniu pieniędzy podatnika do prywatnych kieszeni. Najlepszym tego dowodem była afera z agentem Tomkiem i naiwną 40-latką. Sprawa ta pokazała, że prywatyzacja służby zdrowia przez duże koncerny zagraniczne jest faktem. Kilka lat po aferze liczba sprywatyzowanych szpitali wzrosła lawinowo. A przecież wszyscy mądrzy politycy zaprzeczali nawet chęci prywatyzacji służby zdrowia.

Co to wszystko ma wspólnego z homeopatią? A no ma. Ostatnio bowiem p. prezes Naczelnej Izby Lekarskiej zakwestionował wprowadzenie homeopatii, jako przedmiotu na studiach medycznych we Wrocławiu. Argumentował przy tym zupełnie infantylnie, że aktualna wiedza medyczna nie jest w stanie potwierdzić terapeutycznej skuteczności stosowania homeopatii. Oraz że „prowadzenie na wyższej uczelni medycznej zajęć z metod postępowania, których skuteczność nie jest potwierdzona rzetelnymi i wiarygodnymi dowodami naukowymi jest nieporozumieniem”.

 Otóż całe to pismo jest jednym wielkim nieporozumieniem, szczególnie w świetle przytoczonych powyżej faktów. Zresztą nie pierwszym podpisanym przez p. dr M. Hamankiewicza.

Po pierwsze, samo zlikwidowanie piśmiennictwa naukowego i oddanie go w ręce wydawnictw przemysłowych, dokonało się za zgodą i bez sprzeciwu Naczelnej Rady Lekarskiej. Czyli  Rada sama pozbawiła się możliwości kontroli produktów, które lekarze mają przepisywać chorym, czyli obecnie sprzedawać.

Rada sama zgodziła się na wprowadzanie procedur przez urzędników, kiedy to jeszcze do niedawna lekarz odpowiadał za lecznie chorego, dostosowując metodę  do pacjenta, a nie odwrotnie, jak jest obecnie.

To przecież FBI wykrywa korupcję wśród urzędników zdrowia [nie nazwę ich lekarzami], a nie Rada.

Po trzecie p. Prezes wykazał się nieznajomością historii medycyny, ponieważ już dawno udowodniono, że w pewnych chorobach działania zarówno homeopatyczne, jak i osteopatia, mają lepsze rezultaty w leczeniu, aniżeli tzw. medycyna przemysłowa.

Przykładem niech będzie epidemia cholery w Stanach Zjednoczonych w 1871 roku. Lekarze uniwersyteccy, stosując „naukową metodę”, zaniechaną w Europie 100 lat wcześniej, czyli puszczenie krwi, mieli śmiertelność ponad 70%, a lekarze homeopaci, stosując swoje metody „nienaukowe”, mieli śmiertelność rzędu 3-5%.

Jeżeli to nie jest dowód naukowy, to co nim jest, wg dr Hamankiewicza? Oczywiście, zyski koncernów były zdecydowanie niższe.

Wypada także podkreślić, że Naczelna Rada Lekarska ani razu nie zabrała głosu w stosowaniu takich bezprzykładnie fałszywych metod, jak np. szczepień przeciwko grypie, czy stosowanie  rzekomego leku na grupę, zwanego Tamiflu. Lek ten kupiły rządy ponad 80 państw, rzekomo jako panaceum na grypę, najpierw ptasią, a potem świńską. Preparat ten zalecała nawet WHO OD 21 SIERPNIA 2009 ROKU wszystkim chorym  na AH1N1. Było to bardo dziwne, ponieważ grypa AH1N1 była znana lekarzom od 1976 roku, kiedy to wirus ten pojawił się obok tajnego ośrodka badań broni biologicznej w Forcie D.  Od lat 1990-tych preparat był zalecany do leczenia ptasiej grypy, a od 2009 do leczenia świńskiej, czyli tej samej AH1N1.

Nie słyszałem o żadnym ostrzeżeniu Naczelnej Rady Lekarskiej, że jest to wielkie naciąganie funduszy zdrowia. A nawet p. Premier zalecał publicznie ten preparat. A badania wykazały bezsprzecznie, że Tamiflu nie działa ani na AH1N, czyli na świńską, ani na H5N1, czyli ptasią grypę. Na ten lek wydano ogromne kwoty, prezydent Bush na przykład, wyłudził od kongresu aż 7.1 miliarda dolarów.          Pan generał R, będąc uprzednio właścicielem akcji firmy produkującej ten lek, po przejściu do Ministerstwa Obrony, zakupił aż 2 miliony dawek.

Mała Szwajcaria zakupiła ponad 2 miliony dawek, Kanada 5,4 miliona, Włochy 6 milionów, Wielka Brytania wydała ponad 700 milionów dolarów na 14.6 mln dawek.

Prezydent Tusk podał w 2009 roku, że polskie zapasy starczą dla 2 milionów osób. Koszt jednego opakowania wynosił ponad 200 złotych. Proszę samemu pomnożyć, jakie to kwoty wyciekły z budżetu, pod pretekstem opieki zdrowotnej.             Naczelna Rada Lekarska ani słowem o tym się nie zająknęła. A przecież powinna była zaprotestować przeciwko stosowaniu nienaukowych metod, tym bardziej, że niepotwierdzonych badaniami. Ciekawe, nieprawdaż? Dlaczego tego nie zrobiła przez ostatnie 5 lat? Po wpisaniu natomiast do wyszukiwarki pojęcia Tamiflu i grypa, znajdziecie Szanowni Czytelnicy całą masę wypowiedzi tzw. ekspertów gazetowych, jaki to dobry lek!

Takich przykładów można mnożyć. Na przykład leczenie tzw. nadmiaru cholesterolu statynami, co jest niezwykle szkodliwe dla chorego i naukowo zupełnie bez sensu. Wrowadzenie stentów, jako metody leczenia zwężeń naczyń wieńcowych, co jest sprzeczne z całą dotychczasową wiedzą anatomiczną, fizjologiczną i prawami fizyki. Zamiast leczyć chorych Strophantyną G, co było prowadzone w Polsce jeszcze na początku lat 80-tych ubiegłego wieku, to obecnie proponuje się im zabieg operacyjny.

Śmiertelność przy leczeniu operacyjnym wynosi ok. 47%,  a przy leczeniu zachowawczym 3-4 %.

Ale wg Naczelnej Rady Lekarskie naukowe jest operowania, a nie podawanie strophantyny G.

Czyli punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. Musisz się Szanowny Czytelniku sam zastanowić nad mechanizmami takich działań.

Dodatkowo wymaga podkreślenia fakt, że eufemizm „Naczelna Rada Lekarska” jest bez pokrycia, ponieważ na stronie internetowej Rady nie ma żadnych sprawozdań, że Rada kiedykolwiek dyskutowała nad homeopatią, czy jakimkolwiek innym problemem podanym powyżej. To tylko nasz młodszy PT Kolega dr Hamankiewicz, podpisując się w imieniu Rady, nagłaśnia swoje istnienie.

Podobna sytuacja wystąpiła przed rokiem, kiedy to wystosowywał listy do Ministerstwa, w sprawie przymusowego szczepienia personelu służby zdrowia przeciwko grypie. I  to nagłośnienie było dokładnie odwrotne do obowiązującej wiedzy medycznej. Ale w owym okresie nie przeszkadzało kol. Hamankiewiczowi głoszenie nienaukowych metod?

Czyżby  Rada została zredukowana do jednej osoby?

Żadna z Izb Lekarskich nie potwierdza bowiem, aby kiedykolwiek upoważniła dr Hamankiewicza do jej zastępowania i występowania publicznie w jej imieniu.

Pikanterii całej sprawie dodaje fakt, że już w latach 90 ubiegłego wieku podstawy homeopatii były prowadzone na Wydziale Farmacji, Akademii Medycznej w Gdańsku. I  nie przeszkadzało to ani Okręgowej Izbie Lekarskiej ani Naczelnej. Dziwne. Musisz sobie sam PT Czytelniku wyjaśnić te zmiany.

Musisz sobie sam także wytłumaczyć Szanowny Czytelniku to dziwne postępowania tego Pana.

PS. Absolutnie nie jestem zwolennikiem homeopatii. Za mało na ten temat wiem. Ale lepiej aby niedouczeni absolwenci uczelni medycznych używali przysłowiowej wody święconej aniżeli narażali ludzi na utratę zdrowia. W USA ponad 16 000 chorych umiera z powodu brania antybiotyków.  Z powodu przedawkowania narkotyków tylko 2000. Z powodu brania sprzedawanych na recepty środkow przeciw bólowych umiera kilkadziesiąt tysiecy ludzi.

Jakim cudem do 1990 roku paracetamol był zabroniony dla dzieci,  a obecnie można go kupować w kiosku bez recepty właśnie dla dzieci. Żadnych prac naukowych wyjaśniających ten stan rzczy nie ma.

Jakie naukowe prace zezwalają na podawanie dzieciom 16 szczepionek zawierających aluminiom w dawce powyej 25 mcg [łącznie ponad 200] kiedy to wiadomo od 40 lat, że aluminum uszkadza układ nerwowy i powoduje demence.

Wg dr Hamankiewicza jest to naukowe uszkadzanie?

dr J. Jaśkowski

Napisane w Anty NWO. Tagi: . 1 Comment »

Medycyna naturalna. Z czym to się je i dlaczego ? cz.1

Od blisko 20 lat przeżywamy renesans medycyny zwanej naturalną. Z jednej strony jest to zrozumiałe. Istotne obniżenie poziomu edukacji, poprzez zarówno znaczące obniżanie czasu edukacji, np. konkretnie w medycynie, z około 8 lat do 5, przy ilościowym zwiększeniu zakresu tematów, jak również poprzez wycinanie tematów niewygodnych dla przemysłu,  powoduje wbrew euforii mediów, pogarszanie stanu zdrowia społeczeństwa. To obniżanie poziomu edukacji medycznej dzieje się bez słowa sprzeciwu Naczelnej Rady Lekarskiej, co samo w sobie jest dziwne.

Wprowadzanie zarówno niesprawdzonych leków, jak i niesprawdzonych metod leczenia, tworzy całe stada rencistów i przyspiesza zgony. Wystarczy udać się na cmentarze i popatrzeć na nagrobki. Na cmentarzu w Gdańsku na przykład, średnia  wieku waha się koło 50-tki. Czyli dokładnie tak, jak w średniowieczu.

Wycinanie tematów medycznych polega na redukcji godzin podstawowych przedmiotów. W ciągu ostatnich 40 lat czas nauki z biofizyki, czy biochemii,  został zredukowany o ok. 50%. Ostatnio pewna pani z miasta Łodzi, tego od Rumkowskiego i łowców skór, opracowała program biochemii dla medyków, wycinając szlak cholesterolowy. No bo po co medycy mają wiedzieć co to jest cholesterol  i co z niego powstaje? Po co takiemu lekarzowi wiedza o koenzymie Q-10, niezbędnym do odtruwania organizmu, czy o witaminie D, niezbędnej do budowy systemu odporności, nie wspominając o hormonach płciowych!

Przyszły lekarz ma po prostu sprzedawać usługi wymyślone przez urzędników. Oni przecież  tą panią zatrudnili do opracowania programu studiów z biochemii. Aha, zapomniałem napisać, że pani ta nigdy nikogo nie leczyła, ani nigdy nikogo nie uczyła. To tak na marginesie, aby dobrze zrozumieć przyczyny obniżania poziomu edukacji. Przyszły lekarz ma przede wszystkim być dobrym sprzedawcą i realizować procedury. A jak pacjent nie pasuje do wymyślonej z sufitu procedury, to tym gorzej dla niego.

 W sytuacji takiej katastrofy na polu lecznictwa, odpowiednie grupy zadbały o stworzenie alternatywnego rynku sprzedaży. Tym rynkiem jest właśnie medycyna naturalna. Wypada podkreślić, że w Polsce oficjalnie działa 80 000 znachorów i tylko o 20 000 więcej osob z dyplomami uczelni medycznych.

Niby wszystko jest w porządku. Znawcy medycyny naturalnej zabezpieczają się na blogach wpisem, że to, co podają, nie jest leczeniem, tylko informacją, że trzeba chodzić do lekarza, ale ziarno zostaje zasiane.

W celu uwiarygodnienia swoich blogów posługują się najczęściej żargonem medycznym. Używają pojęć niezupełnie zgodnych z definicjami. Nawołują do stosowania odpowiednich diet, które po cichu podsuwają czytelnikom.

Wszystko wskazuje na to, że blogi te są prowadzone jako alternatywa dla przemysłu farmakologicznego, właśnie przez ten przemysł.

             Skąd taki wniosek? Z prostej analizy tekstów. Prowadzący strony medycyny naturalnej nawołują do zdrowego odżywiania i wymieniają, co wolno jeść, a czego należy unikać. Z tym, że podawane pojęcia nijak się mają do tego, co przeciętny śmiertelnik może kupić w supermarkecie. Na przykład: „musisz jeść sery, jajka”, ale przecież  nawet najbardziej wyalienowany czytelnik wie, że jaja w supermarkecie nie pochodzą od kur karmionych naturalnie, ale jakimś paskudztwem w rodzaju pasz genetycznie modyfikowanych, z hormonami etc. Pamiętam jeszcze, jak w 1984 roku u 4 letniej dziewczynki wstąpiła menstruacja, ponieważ przy braku mięsa na rynku – stan wojenny – mamuśka, pracownica ubojni, wynosiła dziecku kurczaki. Nie wiedziała, że kurczaki, w celu przyspieszenia przyrostu masy, są karmione hormonami.

Obecnie od kilku lat wszystkie paszarnie bazują na genetycznie modyfikowanej soi, lub kukurydzy. Wiemy to, ponieważ w Gdańsku zaopatrują się w porcie w surowiec.

 Podobnie w obecnych czasach, namawianie do jedzenia serów żółtych świadczy albo o kompletnej niewiedzy piszącego albo o pracy na dwa etaty.          Zdecydowana większość serów żółtych, szczególnie tych tańszych, nie ma nic wspólnego z dawniejszą produkcją. Są one robione z utwardzanego oleju z dodatkami smakowymi, czyli chemią.

 Nawoływanie do picia mleka, czy spożywania twarożków jest nawoływaniem do trucia samego siebie. Po pierwsze, to co się sprzedaje w kartonikach, nie ma nic wspólnego z mlekiem krowim. Mleko krowie to roztwór białka. Natomiast to, co się sprzedaje w hipermarketach, to produkt powstały ze sproszkowania mleka krowiego. Mleko sproszkowane zajmuje o wiele mniej miejsca na półkach i się nie psuje. Potem ten proszek miesza się z wodą w stosunku 1:10 i wlewa do kartoników. Jak podałem, mleko to roztwór białka. Białko ulega zniszczeniu w temperaturze powyżej 50-60 stopni. Tak więc to, co pije przeciętny śmiertelnik z kartonika, to zajzajer. Szczególnie te tak zwane 2 %, czy l,5 % roztwory. 0,5% roztwór to chyba popłuczyny po myciu konwi. Wartość odżywcza tego „mleka” nie tylko zerowa, ale ujemna. Zawiera bowiem resztki ….

Technizacja w rolnictwie wprowadziła sztuczny udój krów. Dawniej dojarka brała mydło, myła ręce, myła wymiona i doiła. Jakiś inteligentny inaczej inżynier wymyślił elektryczne dojarki. Od wymion do zbiorników, znajdujących się w innych pomieszczeniach, prowadzi kilkunastometrowa rura, z kolankami, zagięciami itd.   Obecnie trzeba wymyć strzyki, założyć ssawki metalowe, włączyć pompę, a po zakończeniu dojenia zalepić strzyki i przepłukać rury. Ale jak to zrobić, kiedy mleko – białko – lepi się i pozostaje w załamkach. To proste, wymyślono system przepłukiwania, oparty na sodzie kaustycznej. Bo to na pewno „wybije” wszystko.

W dodatku inny idiota zastosował proces pasteryzacji. Pasteur – chemik- nie lekarz ani biolog,  wymyślił proces usuwania bakterii i drożdży poprzez  podgrzewanie, ale dla roztworów wodnych, a nie dla białkowych. Ten mądry inaczej inżynier zastosował ten proces dla roztworów białkowych typu mleko i popsuł cały boski plan żywienia.

 Ten techniczny proces spowodował wzrost cen mleka, czyli banksterzy mogą drukować nowe banknoty. Przecież rolnik musi kupić te wszelkiej maści urządzenia techniczne, potem płacić za kontrole. Następnie  musi cały ten złom czyścić, według dostarczonych  receptur, środkami, które mu zalecają. A płacić musi gotówką. Natomiast przetwórnie mleka płacą miesięcznie, okresowo. W efekcie rolnik musi być wiecznie zadłużony. Cieszą się banksterzy. Powstaje pieniądz oparty na długu.

Podobno wydrukowane przez banksterów pieniądze przekraczają już 10-krotnie wartość wszelkich bogactw na świecie.

Tak więc w najbliższym czasie rozpoczną się zwykłe wojny o jedzenie, wodę, a nie ropę. Stąd monopole żywnościowe w rodzaju Monsanto – DuPont.

A dlaczego musimy pić świeże mleko?

A no dlatego, że bez najmniejszej wątpliwości jest to jedyne, najtańsze i najlepiej przyswajalne źródło białka na świecie.

Między bajki należy włożyć te wszelkie dezinformacje, jakoby starsi ludzie nie mogli jadać przetworów mlecznych. Mam sporo pacjentów, którzy pomimo przekroczenia 70-tki spokojnie piją mleko, jedzą zrobione przez siebie twarożki i mają się doskonale.

Mleko jest także jedynym źródłem łatwo przyswajalnych witamin, np. A oraz wapna. Po homogenizowaniu wapno z mleka wcale nie chce się wchłaniać do organizmu. Dlatego w niektórych krajach powstają automaty do sprzedaży świeżego mleka. Na pewno w Polsce tak szybko to nie powstanie, ponieważ przemysł mleczny jest zdominowany przez  obcy kapitał, a ten zupełnie nie jest zainteresowany zdrowiem mieszkańców kraju nad Wisłą. Wystarczy popatrzeć na półki w hipermarketach.

Picie surowego mleka ma także znacznie profilaktyczne. Stwierdzono, na podstawie badań populacji japońskiej, że od czasu wprowadzenia tzw. amerykańskiej technologii  mlecznej nastąpił prawie 25-krotny, czyli wzrost o 2500% raka prostaty. Badania przeprowadzone przez zespół Davaasambuu, polegajace na analizie danych z 36 lat, doprowadziły do wniosku, że właśnie wprowadzenie mechanicznego udoju praktycznie przez 10 miesięcy w roku, nie patrząc na okres cielenia, powodują, że do mleka dostaje się znacznie więcej estrogenów, aniżeli w tradycyjnym systemie dojenia. A wiadomo, że estrogeny są odpowiedzialne za raka prostaty.

Wyniki tych badań potwierdziły badania przeprowadzone w Mongolii, gdzie obowiązuje tradycyjny sposób dojenia krów. Okazało się, że społeczeństwo mongolskie jest praktycznie wolne od raka prostaty.

Stwierdzono jednoznacznie, że mleko krów dojonych naturalnie różni się zawartością estrogenów aż 33-krotną. Mleko  z hodowli przemysłowej, a tylko takie występuje teraz w polskich sklepach, ma 3300 % więcej estrogenów, aniżeli mleko tradycyjne. Stąd m.in wzrost raka prostaty.

 Dzieci, które w  wieku szkolnym piją surowe mleko miały o 41% mniej rozpoznań astmy. A przeciez w Polsce , astma u dzieci, to prawdziwa epidemia.

Niedobór witaminy D zwiększa ryzyko zawału mięśnia sercowego.

Jakoś nie słyszałem, aby to były tematy poruszane w szkoleniach Rady Lekarskiej czy w biuletynach Izb Lekarskich. A przecież to jest wiedza współczesna i jak najbardziej naukowa?

dr J. Jaśkowski

Reptilianie