Węgierski rząd chce pomóc w spłatach kredytów

Znów straszą Orbanem, którzy rzuca wyzwanie europejskim bankom. Węgierski rząd chce pomóc w spłatach kredytów, na czym ucierpią największe firmy.

Kampania wymierzona w Viktora Orbana trwa w najlepsze. Najpierw zajęcia odbywały się nieco zaocznie, na łamach niemieckiego „Der Spiegel”, gdzie redaktor naczelny dziennika z Czerskiej porównywał węgierskiego premiera do Hitlera i nawoływał europejskich polityków do nałożenia sankcji na naszych sąsiadów.

Tym razem dziennikarze „GW” – ale i wielu innych instytucji – wzięli na celownik ekonomiczną politykę gabinetu Orbana. Przypominamy, przewodniczący Fideszu próbuje za wszelką cenę uniezależnić się od europejskich instytucji i banków. Węgry spłacają przed czasem pożyczkę od MFW, a teraz Orban wypowiada wojnę bankom, co wielu środowiskom skrajnie się nie podoba.

Ludzie zostali oszukani. Banki wprowadziły ludzi w błąd i zwabiły ich. Dlatego musimy pozbyć się źródła tego problemu

– przekonuje węgierski premier.

W czym rzecz? Chodzi o problemy Węgrów z zaciągniętymi w obcej walucie kredytami hipotecznymi. Szacuje się, że problem dotyczy nawet 1,3 mln rodzin. Orban chce, by kredyty w obcej walucie zostały po prostu zlikwidowane. Przekonuje jednak, że reformy będą wprowadzone w odpowiednim tempie:

Kiedy chcesz przeprowadzić ważne reformy, trzeba działać szybko. Ale tym razem nastawiamy się na spokojne, pokojowe rozmowy. Nie chcemy uszkodzić systemu bankowego, ale pomóc ludziom

– deklaruje szef Fideszu.

Według dziennikarzy „GW” bankowcy są „przerażeni”. Rząd Orbana chce pomóc Węgrom w spłatach ich kredytów. Zresztą nie pierwszy raz:

Poprzednia taka pomoc w 2011 r. kosztowała węgierskie banki ponad miliard dolarów – parlament uchwalił wówczas prawo, które pozwalało każdemu spłacić jednorazowo kredyt walutowy po kursie o jedną trzecią niższą od rynkowego.

– czytamy na stronach Gazety.

To kiepskie informacje dla banków, które będą musiały liczyć się ze stratami. Mówi się o tym, że decyzje Orbana zniechęcą zagraniczne firmy do inwestycji nad Balatonem. Jak na razie jednak kolejne placówki są otwierane, węgierska gospodarka ma się całkiem nieźle, a koncerny (także te niemieckie) inwestują niezrażone krytyką węgierskich władz. Dla przykładu – na początku lipca Audi otwarło na Węgrzech pierwszą fabrykę poza granicami Niemiec.

lw, wyborcza.pl

http://wpolityce.pl/

Gigantyczny protest amerykańskich Żydów przeciw Izraelowi

W Nowym Jorku dziewiątego czerwca odbyła się gigantyczna demonstracja przeciwko syjonistycznemu tworowi znanemu jako Izrael. Oczy Was nie mylą, w jednym miejscu protestowało ponad 10 tysięcy Żydów i było to na początku czerwca.Teraz mamy już połowę lipca jednak do tej pory ani jeden bloger (jestem pierwszy w Polsce) a co dopiero dziennikarz (zaraz by z roboty wyleciał) o tym nie napisał. Co ciekawe, filmy pokazujące to wydarzenie zostały w przeważającej mierze na portalach filmowych zablokowane. Nastąpiła totalna blokada medialna.

Przypomina to trochę historię z aktualnym wiceprezydentem USA Joe Bidenem, który niedawno przyznał publicznie, że to (ateistyczne) środowiska żydowskie rządzące mediami przyczyniły się do skłonienia USA i świata do akceptacji pederastów i pochodnych sodomii poprzez m.in. produkcje z Hollywood. Zmowa milczenia została jednak przełamana, informację (jako jedyny) zacytował portal PCH24.pl

W przypadku jednak tego protestu blokada okazała się znacznie bardziej szczelna. Poniżej prezentuje przetłumaczony przeze mnie film, zrobiony i udostępniony przez samych Żydów. Tłumaczyłem jak mogłem najlepiej, więc wybaczcie ewentualne niedostatki.

Skąd zatem pomimo blokady mam ten film? Swego czasu zaoferowałem listownie swoją darmową i pełną pomoc ortodoksom z Nowego Jorku. Zrobiłem to, ponieważ jako katolik wierzę, że należy ofiarowywać pomoc prześladowanym szczególnie gdy powodem prześladowań jest wiara w Boga, nawet jeśli są to innowiercy. Rabinat odpisał dosyć szybko. Poproszono mnie, abym przetłumaczył na język polski odezwę ortodoksyjnych Żydów do wszystkich narodów świata, w której tłumaczą dlaczego w trakcie corocznego święta Purim na całym świecie (Nowy Jork, Londyn, Melbourne), diaspory Żydów ortodoksyjnych palą flagi Izraela (o czym media również solidarnie milczą).

W dużym skrócie robią to dlatego, że wedle wiary żydowskiej bezczelny i krwawy sposób w jaki odebrano palestyńskim Arabom ziemię pod Izrael (i to co się dalej tam wyprawia), świadczy iż za tworem tym stoi nie Bóg lecz szatan i za karę naród żydowski zostanie ukarany. Patrząc na nienawiść świata do Żydów wzbudzaną właśnie bestialstwem syjonistów m.in względem Arabów z Palestyny nabieram pewności i przekonania co do obaw ortodoksów.

Od czasu przetłumaczenia pisma ortodoksów, mam kontakt z tą żydowską diasporą i stąd również wiem o istnieniu tych materiałów, inaczej nie miałbym szans by się o tym dowiedzieć. Tylu Żydów w centrum Nowego Jorku protestuje a Wyborcza z TVNem czy media niby niezależne jak Nie?zależna.pl ani słowa nie powiedziały, co innego gdyby matka Madzi puściła bąka – NEWS dnia by był, że hej tutaj jednak nic ciekawego się nie dzieje. Syjonistyczny żołnierz bijący w Izraelu Żyda, który protestuje przeciw okupacji Palestyny to przecież dla syjonistycznych mediów coś normalnego i zdrowego i nie trzeba tym polskim gojom zaprzątać uwagi, mogło by przecież potem nie starczyć czasu, na wmawianie nam antysemityzmu.

… a więc kto tu jest prawdziwym antysemitą?

Czy nie oglądaliśmy podobnych scen na Krakowskim
Przedmieściu, gdzie pijany ateizm atakował Krzyż?

Zagadnienie Żydów ortodoksyjnych jest dla Izraela tematem dosyć wstydliwym, nie ma się zatem co dziwić że kontrolowane przez nich media wyciszają temat. Swego czasu żydowski dziennikarz Gazety Polskiej i wielki orędownik syjonizmu Dawid Wildstein określił tych ortodoksów mianem wariatów (lub użył podobnego słowa, trudno mi przywołać precyzyjnie jego wypowiedź, gdyż po burzliwej i pełnej wulgaryzmów „debacie” ostatecznie ją z FB wykasował). Natomiast ja, jako katolik mam o nich inne zdanie, znacznie lepsze choć rozumiem Wildsteina juniora. Jak się mógł o nich wypowiedzieć inaczej niż w sposób nieprzychylny? On – żydowski ateista, wielokrotnie mówiący iż nie wierzy? Zachował się zresztą podobnie do innego żydowskiego ateisty, prof. Hartmana, który również wyraził ostatnio negatywną opinię o osobach wierzących, choć w tym przypadku o katolikach. Najwyraźniej ludzie niewierzący mają wspólny mianownik – niechęć do ludzi wierzących. Niechęć Wildsteina juniora do ortodoksów ma oczywiście konkretny powód, wynikające z ich wiary wartości a więc krytyka istnienia Izraela stoją w sprzeczności z krwiożerczym żydowskim nacjonalizmem, któremu on kibicuje choć jawiących się przy wyczynach syjonistów jako piknikowych, polskich narodowców krytykuje na każdym kroku – on Polak! Ojciec Rydzyk o takiej „żelaznej logice” zwykł mawiać „talmudyczna mentalność”.

Izrael oraz siły, które stały za jego utworzeniem mają z ortodoksyjnymi Żydami nie tylko ten problem. Żydzi owi w swej krytyce Izraela wypominają syjonistom wiele paskudnych wątków. Wytykają im, bratanie się z Hitlerem i współprace z nim mającą na celu stworzenie możliwie najgorszych warunków dla Żydów w Europie i „zachęcenia” ich w ten sposób do emigracji na kolonizowane ziemie palestyńskich Arabów. Mało jednak kto w czasach polowania na antysemickie czarownice ma odwagę pisać o tej czy innych sprawach pokazujących zbrodnie syjonizmu. Co by się bowiem stało, gdyby podczas II wojny światowej nie doszło do Holokaustu? Najprawdopodobniej nie udało by się uruchomić Izraela. Skoro dzisiaj jest tak wielka krytyka tego tworu to jaki byłby opór, gdyby nazistowskie Niemcy nie wymordowały znacznej części religijnych Żydów? Czy „bez poczucia winy” zrzuconej później na świat przez syjonistów udało by się przekonać zachód do rabunkowej polityki względem palestyńskich Arabów?

Z resztą po co szukać daleko. Wystarczy spojrzeć co polskojęzyczni syjoniści zrobili z profesorem Jasiewiczem z PAN. Ukatrupili go w przestrodze dla innych „niepokornych” naukowców, by „nie szli tą drogą”.

Gdy człowiek zaczyna sobie zdawać sprawę z niewyobrażalnego zła, jakie stoi za syjonizmem, trudno nie zacząć sympatyzować z tymi ortodoksyjnymi Żydami, nawet jeśli nie uznają Jezusa za swojego zbawiciela.

http://ewidentnyoszust.blogspot.com/

Szczepionkowa propaganda – tężec

Miałem dzisiaj przyjemność rozmawiać z lekarką regularnie bywającą na sympozjach indoktrynacyjnych dotyczących szczepionek.

Zwróciła mi uwagę na konieczność czerpania wiedzy z różnych źródeł, przy czym po dwóch zdaniach okazało się, że ma na myśli różne „słuszne” źródła, a nie „sfiksowane” do których zalicza wszelkie źródła krytycznie nastawione do szczepień. Do tego stopnia zaskoczyła mnie swoim upodobaniem do oszukiwania siebie samej, że nie zareagowałem adekwatnie na jej atak w odpowiedzi na mój brak zrozumienia konieczności szczepienia na tężec:

„Przecież to jest śmiertelna choroba o bardzo wysokim współczynniku umieralności! Proszę odwiedzić dr X który ma na swoim oddziale mnóstwo takich przypadków!” (lekarka jest całkiem sympatyczna, więc pominę dane mogące ustalić jej personalia, w końcu dobrze wykonuje swój zawód – zgodnie z centralnymi wytycznymi)

Odburknąłem jedynie, że ludzi specjalnie się zastrasza by w swej niewiedzy sami sobie szkodzili, a następnie pożegnałem się. Kilka chwil później mój mózg od wolnego myślenia przypomniał sobie kilka faktów, które uzmysłowiły mi, że lekarze albo powtarzają zasłyszane bzdury (w takim przypadku lepiej takiego lekarza unikać), albo celowo kłamią (w takim przypadku lepiej takiego lekarza unikać).

Wygooglowałem sobie śmiertelność na tężec w Polsce i od razu znalazłem dane z lat 50-tych i 60-tych:

Średnio 300 osób umierało rocznie na tą chorobę. Skoro w Polsce rocznie umiera jakieś pół miliona ludzi, to 300 stanowi 0,06% tej ilości. Niebezpieczne szczepienie by zapobiec takiemu małemu odsetkowi… Dziwne i głupie.

Ale rozumiem, że większość ludzkości „nie czuje” proporcji liczb, więc te wywody są dla nich niezrozumiałe. Zacząłem szukać dalej – znalazłem świeższe dane, pokazujące że w latach 90-tych zachorowalność spadła do 47 przypadków w 1995 r.

Wiki natomiast podaje:

W Polsce w 1999 roku zarejestrowano 21, a w 2000 – 14 zachorowań na tężec[1]. Śmiertelność w wypadku zachorowania wynosi ok. 30%[2].

Czyli 35 osób przez dwa lata, śmiertelność 30%, czyli ca umarło 5 osób rocznie. W dodatku jak podają specjalistyczne opracowania, wszystkie zgony nastąpiły po 50 roku życia – najczęściej w okolicach 75 lat (starcy umierają nie dlatego że są starzy i schorowani, a dlatego że nie zostali zaszczepieni? Brzmi rozsądnie…)

Inne źródła podają, że szczepienia uodparniają na ok 10 lat. W taki razie dlaczego szczepimy dzieci?

Jednak po wizycie na stronie wydziału szczepień na której znalazłem taką informację:

W latach 1991-2006 rejestrowano w Polsce niewiele, bo średnio 42 zachorowania u dorosłych. Należy jednak pamiętać, że około 50% przypadków tężca kończy się śmiercią. Szczególnie złe rokowania dotyczą noworodków oraz osób z infekcją o krótkim okresie wylęgania. Tężec połogowy, występujący po porodzie w niewłaściwych warunkach lub po poronieniu przebiega skrajnie ciężko, a śmiertelność dotyka 90% chorych. Ostatni przypadek tężca noworodków zanotowano w Polsce w 1983 roku. Natomiast od 1999 r. nie miał miejsca żaden zgon na tę chorobę.

Nie wiadomo czy informacja pochodzi z 2001, czy z 2005, ale oznacza, że sa lata gdy nikt na tą chorobę nie umiera, więc skąd te 30-50%?? Jako straszak?

Zresztą zobaczcie jak straszliwe żniwo zbiera tężec:

  • Rok 2001, liczba zachorowań 21, zapadalność (na 100 000 miesz.) 0,054
  • Rok 2001, liczba zachorowań 20, zapadalność (na 100 000 miesz.) 0,052
  • Rok 2003, liczba zachorowań 30, zapadalność (na 100 000 miesz.) 0,079
  • Rok 2004, liczba zachorowań 25, zapadalność (na 100 000 miesz.) 0,065
  • Rok 2005, liczba zachorowań 15, zapadalność (na 100 000 miesz.) 0,029
  • Rok 2006, liczba zachorowań 22, zapadalność (na 100 000 miesz.) 0,058
  • Rok 2007, liczba zachorowań 19, zapadalność (na 100 000 miesz.) 0,11
  • Rok 2008, liczba zachorowań 14, zapadalność (na 100 000 miesz.) 0,09

na podstawie meldunków epidemiologicznych Zakładu Epidemiologii Narodowego Instytutu Zdrowia Publicznego Państwowego Zakładu Higieny w Warszawie.

Po prostu nie mam żadnych wątpliwości, że powinno się wszystkie niemowlęta faszerować fenolem, rtęcią i aluminium by ustrzec je przed tą chorobą. Podniosą się pewnie głosy, że to wszystko dzięki szczepieniom, więc najlepsze zostawiłem na koniec:

Z artykułu Andrzeja Zielińskiego w Przeglądzie Epidemiologicznym:

Spośród wszystkich przypadków informację o wykonanym szczepieniu podano u dwóch osób, w jednym przypadku osoba nie otrzymała dawki przypominającej, aw pozostałych 16 brak było informacji o szczepieniu. Mimo zmniejszającej się w ostatnich latach liczbyzgłaszanych zachorowań na tężec, liczba zgonów od – notowana w 2007 r. powinna stanowić ważny sygnał ostrzegawczy. Po pierwsze związana jest ona z późnym wiekiem osób zakażonych, które częściej niż osoby młode nie przeżywają zachorowania.

Czyli jeśli dobrze zrozumiałem, na 19 zachorowań dwie osoby były kompletnie zaszczepione, jedna niekompletnie, a 16 nie wiedziało lub nie było w stanie udowodnić szczepienia. Ani jednej osoby z pewnością nie zaszczepionej. Czyli szczepienie nie załatwiło sprawy. Dlaczego więc autor pisze:

Po wtóre rozkład wiekowy osób zakażonych wskazuje na poważne zaniedbania w wykonawstwie szczepień przypominających przeciw tężcowi w grupie osób po 49 r. ż. Szczególnie dotyczy to osób żyjących na wsi, które z racji wykonywanych zajęć bardziej niż mieszkańcy miast narażeni są na zranienia i zanieczyszczenie rany.

Czyżby dlatego że tak trzeba?

No i dlaczego pisze, że:

liczba zgonów od – notowana w 2007 r. powinna stanowić ważny sygnał ostrzegawczy

Jeśli na pół miliona umierających rocznie z różnych powodów, mniej niż 10 (>0,002%) umiera z określonego powodu, a ilość ta w dodatku wciąż maleje, to po cholerę używać zwrotu „ważny sygnał ostrzegawczy”?

Żeby lepiej sprzedać szczepionkę?

Wszystko na to wskazuje. W szczególności dokument opracowany w 2011 r. w Uniwersytecie Kolumbii Brytyjskiej, z którego jednoznacznie wynika, że specjaliści rządowi wiedzą, że szczepionki nie działają, że wywołują choroby którym mają przeciwdziałać, że są szkodliwe, w szczególności dla dzieci, solidarnie, świadomie publicznie kłamią, przeciwdziałają prowadzeniu badań nad bezpieczeństwem szczepionek.

http://sisi.salon24.pl/

Zdrowe żywienie – Jadwiga Kempisty

Nigel Farage: Nadciąga wyborcza burza

Ekstrakt z jabłek zabija komórki nowotworowe lepiej niż chemioterapia

Jak donoszą najnowsze badania, zawarte w jabłkach oligosacharydy zabijają do 46% komórek raka okrężnicy w badaniach in vitro.
Wyprzedzają tym samym najczęściej stosowany lek w chemioterapii. W przeciwieństwie jednak do chemioterapii oligosacharydy są naturalne i zdrowe (występują w warzywach i owocach).

Naukowcy skupili się na jabłkach jako naturalnym środku leczenia, jak również zapobiegania rakowi okrężnicy, ponieważ są one jednym z najczęściej spożywanych owoców w wielu krajach. Jednocześnie wykazały już pozytywne działanie w przypadku raka piersi, raka jajnika, raka płuc, raka wątroby oraz raka okrężnicy we wcześniejszych badaniach.

Oligosacharydy zawarte w jabłkach wykazały właściwości przeciwnowotworowe już we wcześniejszych badaniach. Co więcej, w stosunkowo tani sposób można je pozyskać z wytłoków z jabłek, które w przemyśle spożywczym są na dużą skalę odpadem powstającym w produkcji soków z jabłek.

Badania odbyły się na Uniwersytecie w Xi’an (Chiny). Naukowcy wyizolowali polisacharydy (pektynę oraz błonnik) z wytłoków z jabłek i dodając naturalną pektynazę rozbili ich cząsteczki na mniejsze oligosacharydy (które mają tylko 3-10 jednostek cukru na cząsteczkę). Następnie oligosacharydy zostały dodane do ludzkich komórek nowotworowych HT29 (raka okrężnicy) w różnym stężeniu, oraz zostały porównane z najczęściej używanym lekiem w chemioterapii.

Przy każdym zastosowanym stężeniu, które było testowane, oligosacharydy pozyskane z jabłek pokonały wyniki chemioterapii.

Oligosacharydy doprowadzały do apoptozy, czyli do zaprogramowanej śmierci komórek.
Dla przykładu, na 0,9 mikrogramów na ml (około 0,9 PPM) oligosacharydy zabijały 17,6% komórek raka okrężnicy po 36 godzinach, w czasie gdy leki stosowane w ramach chemioterapii zabijały tylko 10,9% (przy wyższym stężeniu – 1,3 mikrogramy na ml).

Oligosacharydy nie są toksyczne dla zdrowych komórek, dlatego też mogą być stosowane w wyższym stężeniu niż jest to możliwe w przypadku chemioterapii. Przy dawce 9.0 PPM, oligosacharydy zabiły 46% komórek raka okrężnicy.

Oligosacharydy, jak pokazały badania, mają również pozytywne właściwości w utrzymywaniu zdrowej flory jelitowej, kontroli poziomu cukru we krwi oraz regulacji systemu immunologicznego.
Tym bardziej pocieszający jest fakt, że występują w wielu roślinach (warzywach i owocach), jak również w miodzie i mleku.

Do pewnego stopnia powyższa reakcja może również nastąpić podczas jedzenia surowego jabłka, ponieważ zawiera on w naturalnej formie ok. 1,5% pektyny oraz enzym zwany pektynaza.
Pamiętajmy jednak, że większość komercyjnych, przetworzonych soków z jabłek nie zawiera pektyny oraz aktywnych enzymów. Co więcej, zazwyczaj takie soki zawierają około 10% dobroczynnych dla zdrowia polifenoli, w porównaniu do surowych jabłek.
Jak zwykle, spożywanie surowych i świeżych warzyw i owoców jest o wiele zdrowsze niż ich przetworzone wersje.

Pozostaje nam mieć nadzieję, że pozyskiwane z popularnego odpadu spożywczego – jakim są wytłoki z jabłek – oligosacharydy, będzie można pozyskiwać przy stosunkowo niskich kosztach, co pozwoli na szerokie zastosowanie w medycynie naturalnej.

Źródła:

http://link.springer.com/
http://www.ncbi.nlm.nih.gov/

http://faktydlazdrowia.pl/

E-papieros. Ulga czy przekleństwo dla palacza?

Zdrowszy, nie uzależnia, nie szkodzi innym, wygodniejszy, bardziej ekstrawagancki – czy taki naprawdę jest e-papieros? Na czym polega ich szkodliwość?

Pewien amerykański naukowiec opowiedział na blogu taką oto historię. Siedział w poczekalni lotniska Houston czekając na swój lot, kiedy krzesełko obok zajął gruby mężczyzna. Facet wyjął z kieszeni paczkę papierosów, odpalił jednego i zaciągnął się z rozkoszą. Naukowiec był zdziwiony (palenie na lotnisku wzbronione od lat), zdziwiona była też pani z obsługi lotniska, która nakazała delikwentowi natychmiast papierosy zgasić. Ten z satysfakcją stwierdził, że mu wolno, bo to tylko e-papieros. W odpowiedzi usłyszał: i co z tego, e-papierosy szkodzą, są równie niemile widziane jak klasyczne. Dziwne? Nie, bo mit o cudownych właściwościach e-papierosa kruszą naukowcy na całym świecie.

E-papieros został opatentowany w latach 60., ale dopiero od niespełna 10 lat jest powszechnie używany jako zastępca klasycznego „szluga”. Wyglądem przypomina dymiący długopis – to podłużna tubka, w której umieszczono baterię, pojemnik z płynem odpowiadającym za smak i zawartość nikotyny oraz małe urządzenie, które zamienia płyn w parę wodną wdychaną potem przez e-palacza. Zdrowszy, nie uzależnia, nie szkodzi innym, wygodniejszy, bardziej ekstrawagancki – wymieniają jego zalety fani.

Brzmi pięknie, ale jak się okazuje te zalety dość łatwo można podważyć. Być może e-papieros jest wygodniejszy i ekstrawagancki, ale w porównaniu z konwencjonalnym papierosem wcale nie okazuje się dużo bardziej zdrowszy i mniej szkodliwy dla otoczenia. Czy e-papieros szkodzi zdrowiu palacza? Tak, choć oczywiście mniej niż zwykłe papierosy.

Mit nr 1: E-papieros pomaga zerwać z nikotynowym nałogiem
Koronnym argumentem wielbicieli puszczania „elektronicznego dymka” jest to, że to po prostu świetna terapia pozwalająca wyzwolić się z nałogu. Prawda jest trochę inna. Elektroniczne fajki mogą zawierać dwukrotnie większą dawkę nikotyny niż np. popularny w terapii antynikotynowej inhalator. Nawet w tych reklamowanych jako „beznikotynowe” albo „mentolowe” znajdują się spore dawki szkodliwej nikotyny.

Mit nr 2: E-papieros nie uzależnia
To, że paląc e-papierosa możemy się obejść od tej klasycznej wersji nie oznacza, że nie jesteśmy uzależnieni od nikotyny. „Dymiące długopisy” zawierające nikotynę silnie uzależniają.

Mit nr 3: E-papieros nie powoduje problemu biernego palenia
Przy spalaniu tytoniu powstaje silnie rakotwórcza substancja nitrozoamina, której szkodliwość jest bezsprzeczna. Niektórzy producenci e-papierosów dodają do wkładów podobną esencję, która potem wydychana jest przez użytkownika w postaci pary wodnej. Ryzyko zachorowania biernych palaczy jest mniejsze niż w przypadku papierosów, ale większe niż gdyby w ogóle pary z e-papierosa nie wdychali.

Mitr nr 4: E-papieros nie szkodzi zdrowiu palacza
Zawiera nikotynę więc szkodzi. Lista możliwych dolegliwości jest długa, począwszy od zawrotów głowy i bólu mięśni, przez arytmię serca i nadciśnienie, skończywszy na trwałych uszkodzeniach mózgu i ataku serca.

Co powinien zrobić palacz jeśli chce skończyć z nałogiem? Najpierw powinien udać się do lekarza i podjąć odpowiednie leczenie. Wszystkie terapie antynikotynowe są skuteczne, jeśli stosuje się je odpowiednio. A co to znaczy „odpowiednio”? Przede wszystkim tak, by e-papierosy, ale także plastry czy inhalatory stały się środkiem do wyjścia z nałogu, a nie tylko wymówką i stałym zastępstwem dla dymiącego papierosa.

http://natemat.pl/