Mit diety zbilansowanej czyli uzależnieni od jedzenia


Czy zastanawiało Was kiedyś dlaczego jedne pokarmy są dla nas bardziej atrakcyjne od innych? Dlaczego ciągnie nas do potraw mięsnych, sera, ciastek, chrupiącego pieczywa i czekolady? To, że kawa nas uzależnia bo zawiera kofeinę to powszechnie znany fakt. Co nas uzależnia w diecie uważanej dzisiaj za jedynie słuszną, opartej na piramidzie żywieniowej i podstępnie nazwanej „dietą zbilansowaną”?

Czy nie przykuwa uwagi na przykład jaki nacisk kładzie się dzisiaj na białko? Potrzebujemy białka, dużo białka, białko syci i jest zdrowe! Białkomania jest tak powszechna, że gdy zapytasz po co mamy jadać mięso i nabiał to otrzymasz od każdego odpowiedź: dla białka, bo my potrzebujemy duuuużo białka. Jeśli inaczej skonstruujesz zapytanie – skąd człowiek czerpie białko, to znowu wszyscy jak zaprogramowane komputery odpowiedzą, że z mięsa i nabiału. Białka zwierzęce lądują w takiej czy innej formie na naszych talerzach najczęściej trzy razy dziennie, na śniadanie, obiad i kolację!

Podczas gdy wszystkie aminokwasy (nawet tych 8 egzogennych, których nasz organizm sam nie wytwarza) znajdują się również w pożywieniu roślinnym. Pożywienie roślinne jada się owszem dla witamin lub błonnika, ale dla białka? Niemożliwe! Niemożliwe? A jednak!

Przykładami jak bardzo ludzie łakną dużych ilości zwierzęcego białka nie zdając sobie sprawy z jego uzależniających właściwości oraz szkodliwości jego spożywania w masywnych ilościach są niektóre bardzo popularne ostatnio diety odchudzające, niektóre z nich robią niesamowitą wręcz furorę. W każdej z nich zaleca się zjadać olbrzymie ilości białka zwierzęcego: dieta Atkinsa, Kwaśniewskiego (polska odmiana Atkinsa), Dukana, Dieta Paleo. Ludzie owszem chudną na nich, ale tak przy tym zakwaszają organizm, że ich organy zamiast w zdrowej krwi o zasadowym odczynie 7,365 zanurzone są w kwaśnej zupie. Końcowe efekty tych działań można oglądać w zatłoczonych do granic możliwości przychodniach, szpitalach, a potem hospicjach. Kto latami wrzucał do swojego wnętrza martwe niech nie oczekuje, iż zasiał tam życie. Zasiał tam zgniliznę, kwas i śmierć. Prawa natury są nieubłagane – co zasiejesz to zbierzesz. Musi tylko minąć trochę czasu.

Czy wina leży po stronie człowieka? Nie tak do końca. Okazuje się, że białka zwierzęce działają na ludzki organizm jak narkotyk, zwyczajnie uzależniają. Taka ich natura, takimi je ona stworzyła. Podobnie jak alkohol czy papierosy – strasznie ciężko jest „to” rzucić! Jeśli trudno wam w to uwierzyć spróbujcie odstawić choć na kilka dni spożywanie wszelkich białek zwierzęcych (mięso, nabiał, jaja) i zapisujcie codziennie reakcje. Ja to zrobiłam, to Wy też możecie. Ostrzegam, że łatwo nie będzie. Zobaczycie jak niesamowita będzie reakcja organizmu: nerwowość, rozdrażnienie, ślinka na widok soczystej pieczeni albo dania z serem, przygnębienie, ssanie, ciągoty – czyli klasyczny zespół odstawienia (pomijam tzw. objawy Herxa z powodu oczyszczania się organizmu, to b. dobrze opisuje Dr Dąbrowska: bóle głowy, osłabienie, objawy grypopodobne itd., które mijają po paru dniach). Każde odstawienie substancji pobudzających w mózgu ośrodek przyjemności takie właśnie daje objawy.

Aby sprawdzić czy jesteśmy od czegoś uzależnieni czy nie – wystarczy po prostu odstawić, aby się przekonać. Tak, to jest takie proste. Potraktuj to jak dobrą zabawę. Polecam założenie „notesu odwykowego” i zapisywanie w nim wszelkich myśli, ciągot i innych reakcji. Obserwacja reakcji organizmu sprawia wiele frajdy, tym bardziej gdy raczej nie poświęcało mu się do tej pory zbyt wiele uwagi, traktując go jak maszynę, która ma chodzić „bo ja tak chcę”. Tymczasem to nie jest maszyna, to twór natury, podlegający w związku z tym jej niezmiennym prawom.

Podobnie uzależnia sacharoza, czekolada, pszenica, kawa, alkohol, tytoń, narkotyki, leki, potrawy smażone, seks, praca, gry komputerowe, internet, hazard i sporo innych rzeczy, więc eksperyment może dotyczyć czegokolwiek, zastanów się co to może być i… do dzieła! Odpowiedź z organizmu przyjdzie bardzo szybko i będzie widoczna jak na dłoni.

Co ciekawe pośród uzależniaczy pokarmowych nie ma ani jednej rzeczy, która działa na organizm pozytywnie czyli alkalizująco. Wszystkie te uzależniacze zakwaszają organizm. To mi daje dużo do myślenia, mam wrażenie, że Stwórca chciał nam przez to coś przekazać. Czy może być dla naszej ludzkiej natury dobre w nadmiarze cokolwiek, co ma właściwości uzależniające i wciąga nas w nałóg, otumaniając nasze mózgi tak, że tracimy nad tym co robimy kontrolę?

Nie daj Boże jak będąc „na odwyku” poczujecie zapach wędzonej kiełbasy lub co gorsza zapachy z grilla od sąsiada. Tak jak palacz gdy „rzuca” to jak tylko poczuje smród papierosa to mu się od razu marzy by jednak zapalić. Palacz czuje wtedy z tego smrodu przyjemność! Nawet wąchając ten smród. Zdrowe ciało (niepalącego człowieka) czuje tylko smród, z niczym mu się nie kojarzący – tak po prostu, ohydny smród dymiącego papierosa. Potrzeba jak szacują naukowcy ok. 3 tygodni aby synapsy w mózgu przestały reagować na bodźce. Teoretycznie po 3 tygodniach papieros będzie ohydnie śmierdział byłemu palaczowi, a smród grilla będzie tylko smrodem dla byłego mięsożercy. Z nałogu powrócą do… zdrowia, czyli do naturalnego stanu jaki natura dla nas przewidziała. Sprawdzone na własnej skórze – działa.

Co mamy dzisiaj: dla większości osób żywiących się tradycyjnie czyli wierzących w mit „zbilansowanej diety” opartej na oficjalnej piramidzie żywieniowej obiad bez mięsa to nie obiad, w przeciętnej restauracji 9 na 10 dań będzie z mięsem lub nabiałem, w szkolnych stołówkach oprócz piątku mięso lub nabiał jest serwowane dzieciom codziennie, na portalach kulinarnych królują przepisy z mięsem lub nabiałem, nawet przepisy na sałatki zawierają obowiązkowo białka zwierzęce (pierś z kurczaka, jajka, tuńczyka lub ser). Mięso- i nabiało-mania! Ma się po prostu wrażenie, że ludzie jakby zatracili swój instynkt samozachowawczy – tak działa jedynie narkotyk! Zwiększasz dawki, bo wciąż Ci jest mało. Gdy któregoś dnia naszła mnie ta myśl postanowiłam to eksperymentalnie sprawdzić na własnym organizmie i wyniki mnie przeraziły: mięso i nabiał działają jak wszystkie inne uzależniacze. Herx i typowe objawy odstawienne!

Jakiś czas później miałam okazję wysłuchać wykładu Dr Neal’a Barnarda (założyciela działającego w USA Stowarzyszenia Lekarzy na Rzecz Odpowiedzialnej Medycyny), tam dowiedziałam się, że w istocie nie tylko tak polecane nam przez dietetyków w codziennej „zbilansowanej” diecie mięso, nabiał, pieczywo, ale też i nadużywane przez tak wielu ludzi słodkości (czekolada, ciastka) zawierają substancje opiatopodobne lub prowokują ich produkcję w ludzkim organizmie.

W mleku np. są kazomorfiny zawarte w białku mleka, kazeinie, służące po to, by cielę było spokojne, zawsze chciało następnej porcji pokarmu i nie uciekało za daleko od mamy. Zresztą kazomorfiny o bardzo zbliżonej budowie chemicznej są również w mleku kobiecym. Każde niemowlę ma taki błogi wyraz twarzyczki podczas karmienia, zauważyliście? A gdy płacze i nie pomaga ani przytulanie, ani smoczek, ani herbatka, to jedyna broń jaka mamie pozostaje na takiego płaksę to przystawić go do piersi, momentalnie jest cisza i spokój. A porady na bezsenność w kobiecych czasopismach? Gdy nie możesz zasnąć to wypij szklankę ciepłego mleka, prawda? Teraz już wiesz dlaczego.

Gliadomorfiny należą z kolei do rodziny egzorfin uwalnianych po trawieniu białka pszenicy (gliadyny), przy czym stare odmiany pszenicy (np. samopsza, a nawet młodszy od niej orkisz) mają uzależniającego białka mniej (a składników odżywczych więcej) niż nowoczesne hybrydowe odmiany pszenicy wyhodowane dla smaku i puszystości pieczywa. Te ostatnie mają więcej gliadyn, a składników odżywczych dużo mniej niż ich przodkowie. Osobom przyzwyczajonym do chrupiących bułeczek, pszennego chleba, makaronów, ciastek i ciasteczek w istocie ciężko będzie „rzucić” pszeniczną narkomanię. Jedzenie zalecanych przez dietetyków oraz piramidę żywieniową jako podstawę żywienia „zdrowych produktów pełnoziarnistych” – ciemnego chleba i pełnoziarnistych makaronów (zrobionych z pszenicy) nic tu nie pomoże, gliadyny są obecne również w mące z pełnego przemiału. Jedzenie mąki białej od pełnoziarnistej różni się więc tym samym co palenie papierosów z filtrem od tych bez filtra. Wiele uzależnionych osób (częściej kobiet) ma ponadto przy tym na pszenicę (zawarty w niej gluten, którego gliadyny są częścią) nietolerancję pokarmową (nie mylić z alergią) i nawet o tym nie wie. Odstawienie pszenicy redukuje nadwagę, polepsza stan zdrowia i jasność umysłu. Została wydana w języku polskim bardzo ciekawa książka „Dieta bez pszenicy” (The Wheat Belly) na temat niezwykle powszechnego w dzisiejszych czasach uzależnienia od pszenicy i mechanizmów jego powstawania. Napisał ją kardiolog Dr William Davis na podstawie obserwacji przeprowadzonych na swoich pacjentach.

Mięso ssaków i nabiał zawierają z kolei obcą ludzkiemu organizmowi substancję – kwas sialowy (N-acetyloneuraminowy), a konkretnie molekułę zwaną Neu5Gc (N-Glycolylneuraminic acid). Wykrywa się ją w… ludzkich komórkach zdegenerowanych nowotworowo, czyli aby się znaleźć w naszych zrakowaciałych tkankach musi być ona dostarczona wcześniej z zewnątrz. Organizm ludzki nie produkuje tej molekuły, u ludzi jest obecna tylko postać Neu5Ac. Problem polega na tym, że różnią się one między sobą niewiele.

Okazuje się, że obce czyli odzwierzęce molekuły Neu5Gc potrafią podstępnie wbudować się w tkanki człowieka namiętnie spożywającego białka zwierzęce, co doprowadza z biegiem czasu do przewlekłych stanów zapalnych w organizmie, a to z kolei do wielu schorzeń „cywilizacyjnych”. Działanie uzależniające na nasz mózg mają natomiast neurostymulanty zawarte w mięsie (m.in. hipoksantyna, kwas guanylowy, kwas inozynowy), które wywołują efekty podobne do kofeiny lub teobrominy (Dr George D. Pamplona-Roger, „Food That Heals”). Pozwól mi powtórzyć: co zasiejesz to zbierasz! Od tej reguły Matka Natura wyjątków nie czyni żadnych.

Również biochemik Dr Colin Campbell prowadzący w Chinach i Tajlandii szeroko zakrojone wieloletnie badania nawyków żywieniowych (zwane China Study) na próbie 6500 osób z 65 różnych prowincji dostarczył nam do ręki dowody naukowe, że spożycie nadmiaru białek zwierzęcych tworzy zdegenerowane komórki w naszym organizmie – nowotwory („Nowoczesne zasady odżywiania. Przełomowe badanie wpływu żywienia na zdrowie” – książka dostępna również w jęz. polskim). Zmniejszenie ilości białek zwierzęcych do zerowego poziomu powoduje zdrowienie komórek. Aby nie dopuścić do nawrotu zmian degeneracyjnych należy ilość spożywanych białek zwierzęcych trzymać na poziomie minimalnym.

Nikt nie wziął poważnie jego doniesień. Książka co prawda jest w sprzedaży, ale szału nie ma, nie została światowym bestsellerem, dietetycy nadal układając diety mają ją w d…użym poważaniu i dalej każą nam jeść według zbilansowanej diety opartej na oficjalnej piramidzie żywieniowej, czytaj: opartej w dużej mierze na pokarmach zawierających neurostymulanty – pełnej produktów zbożowych i białek zwierzęcych. To dlatego tak ciężko nam sobie wyobrazić nasze menu bez nich. Alkoholikowi też ciężko sobie wyobrazić życie bez codziennego klina, a palaczowi bez papieroska. Strach przed tym „jak to będzie bez” jest tak paraliżujący, że wielu z nich nigdy nie podejmie samodzielnej próby odejścia od nałogu. Będą sobie wmawiać, że to lubią i sprawia im to przyjemność bo fajnie się z tym czują. No właśnie…

Do niemal identycznych wniosków Jak Dr Campbell doszedł jeszcze wcześniej Dr Max Gerson, który zajmował się badaniami przez 30 lat i bardzo dokładnie opisał 50 przypadków wyleczeń dietą w swojej książce. On też został wyśmiany. Co nie przeszkadza jego córce Charlotte Gerson kontynuować działalności ojca. Oczywiście „w drugim obiegu”. Oficjalnie coś takiego jak leczenie dietą przecież nie istnieje. Są tylko „zalecenia dietetyczne” dla osób chorych na to czy na tamto, które najczęściej są stekiem bzdur, opartym na oficjalnej piramidzie żywieniowej.

Mamy również dowody naukowe i to nawet – a jakże! – poparte Nagrodą Nobla przyznaną w 1931 roku dla niemieckiego biochemika prof. Otto H. Warburga, który powiedział wprost: cukier karmi komórki nowotworowe, bo one są komórkami anaerobowymi – żywią się nie tlenem jak te zdrowe lecz cukrem – glukozą (profesor przestrzegał przed spożywaniem sacharozy, z której uwalnia się łatwo przyswajalna i natychmiast spalana glukoza). Cukier podobnie jak białka zwierzęce, pszenica, czy czekolada jest bardzo uzależniający, pobudzając ośrodek przyjemności w mózgu. Neurotoksyna jest nadal w sprzedaży bez ograniczeń wiekowych, mogą ją zakupić nawet małe dzieci.

Nie znam przy tym nikogo uzależnionego od jabłek lub marchewki, nikogo śliniącego się na widok pomidora czy szpinaku. I wy pewnie też nie. Bo prawdziwe jedzenie odżywia ciało, ale NIE uzależnia. Ja mam codziennie mnóstwo przyjemności z pysznego jedzenia, ale nie narkotyzuję się nim. Jego zadaniem jest odżywiać mój organizm, a nie powodować, iż stracę kontrolę nad tym, co robię czyli co wsadzam do gęby – przepraszam za dosadność. To co uzależnia traktuję dokładnie tak jak na to zasługuje czyli jak używkę – spożywam niektóre z tych pokarmów okazjonalnie (i w ilościach minimalnych), odkąd przeprogramowałam swój organizm nie smakują mi nawet już tak bardzo jak kiedyś. Bardziej doceniam bowiem teraz smak Prawdziwego Pożywienia.

Hunzowie dożywający w zdrowiu i jasności umysłu późnej starości (często ponad stu lat) żywią się praktycznie w 80-90% dietą roślinną (alkalizującą organizm), jadają nabiału bardzo niewiele (głównie kozi i bardzo świeży, a nie krowi i przetworzony przemysłowo), a mięso od naprawdę wielkiego święta. Nie są przy tym zmanierowani, nie biorą tabletek z wit. B12, nie ma u nich emerytur od 65 lat ani NFZ-u, a żyją. I to tak, że większość „cywilizowanych”, opychających się codziennie białkami zwierzęcymi osób mogłaby tylko pozazdrościć im tężyzny, zdrowia i sprawności seksualnej – mężczyzna płodzący dzieci po 80-tce lub kobieta rodząca około 50-tki to u nich nic dziwnego.

W krajach „cywilizowanych” zjada się obecnie kilka razy więcej mięsa, nabiału i sacharozy niż jeszcze 100 lat temu. Jeszcze 100 lat temu szanse że zachoruje się na nowotwór były niewielkie, przez raptem 100 lat wzrosły kilkukrotnie. Co sprawia, że nasze ciała nagle na potęgę gniją nam od środka? Wmawia się nam od maleńkości, że powinniśmy się trzymać piramidy żywieniowej i żywić „dietą zbilansowaną” (ciekawe kto ją tak dla nas „zbilansował” w naszym imieniu?), bo rzekomo białka zwierzęce w takiej ilości są nam niezbędne „dla zdrowia” , co NIE jest prawdą, prawdą jest natomiast, że białko zwierzęce jest w nadmiarze dla naszego organizmu szkodliwe i rakotwórcze, a dowiodło to tylu naukowców (m.in. Dr Gerson, Dr Campbell, Dr Budwig, Dr Esselstyn i wielu innych), lecz prace wielu z nich zostały skazane na funkcjonowanie „w drugim obiegu” lub cichaczem zamiecione pod dywan, jak prace noblisty Otto H. Warburga sprzed 82 lat dotyczące szkodliwości cukru. A „leku na raka” nadal (za ciężkie miliony NASZYCH pieniędzy, oczywiście) „się szuka”.

Szkoda tylko, że nie tam gdzie trzeba.

http://www.akademiawitalnosci.pl/

Odpowiedzi: 13 to “Mit diety zbilansowanej czyli uzależnieni od jedzenia”

  1. ku_ lepszemu Says:

    Kilka tysięcy (ponad 6k) przepisów na potrawy wegetariańskie, wegańskie, RAW znajduje się na portalu puszka.pl
    Korzystam i jestem bardzo zadowolona… Strona obchodziła niedawno 13-lecie! Każdy może coś tam znaleźć dla siebie. Są też na fb.

  2. Aska Says:

    Z produktami sojowymi bylabym ostrozniejsza. Wiele zrodel ostrzega przed jej szkodliwoscia i ze jej promowanie to tylko wielka propaganda. Soja zawiera bardzo szkodliwe dla zdrowia skladniki i pomijam juz to , ze wiekszosc soi jest gmo. Podobno tylko w formie sfermentowanej np. tofu, jest mniej skodliwa. Soja stanowi 60% upraw na ziemi i tez jest bronia przeciwko cudzkosci. Czyli na Vegan tez zastaswione sa pulapki.

  3. truther Says:

    Co do przenicy się zdecydowanie zgodzę, eliminacja glutenu służy każdemu. Nie znam przypadku, aby komuś się pogorszyło po rezygnazji z glutenu. Z nabiałem podobnie. Ale zniechęcanie do spożywania białek, szczególnie zwierzęcych to przesada. Nasz układ pokarmowy jest niemal identyczny jak u wilka, jak można nam mówić, aby podstawą diety były warzywka. Tak naprawdę na Ziemi praktycznie nie ma wegetarian, poza ludźmi, są pojedyncze przypadki, ale to co my nazywamy wegetarianami to w większości przypadków to przeżuwacze, oni trawią celulozę, my nie. Tak jak mówiłem, praktycznie nie ma zwierzęcia, które by nie jadło ani białka zwierzęcego ani celulozy, a jadłoby same warzywa i owoce. Zamieszczam bardzo ciekawy link. Jest tam też opis opisywanej tutaj książki Campbella „The China Study”. Jak się okazuje, jego wnioski są zaprzeczeniem tego, co można wyczytać z gigantycznego zbióru danych zebranych w Chinach (w poniższym artykule jest kilka konkretnych przykładów jego oszustwa wypisanych).
    http://mmsnews.org/all-newsletters/171-vegetarianism-facts-and-fallacies-04-22-2013.html
    Dodam na marginesie, że rezygnacja z pieczywa i nabiału (gluten, kazeina, laktoza) sam odczułem zdecydowaną poprawę zdrowia. To czego bym się obawiał w białku zwierzęcym, to antybiotyków, hormonów i składników pasz GMO, którymi zwierzęta są karmione. Dlatego należy szukać organicznych produktów (ubolewam, ale o takie mięso nie jest łatwo).

    • Justyna Says:

      naszemy ukladowi pokarmowemu blizej do swinskiego niz wilczego. Poza tym wiele naczelnych jest glownie rozlinozerne, a akurat im jest do nas najblizej. Wiec bylabym ostorzniejsza z Twoimi wywodami.

  4. magdalena Says:

    co jeść? orzechy, mleko sojowe, mleko kokosowe, soczewicę, ciecierzycę, kasze (kus – kus, asparantus, jaglana,, quinoa, itd), dużo pomidorów, ziemniaki, ryż, fasola mung to mało???

  5. Aga 88 Says:

    dzieki!!!🙂 pisz wiecej, uswiadamiaj wiecej, pomoge🙂 jak bede potrafic…

  6. gont2013 Says:

    No cóż, bardzo fajny artykuł🙂 ale co do zmanierowania w kwestii np. B12 – nie jest to kwestia widzi-mi-się, lecz po prostu jedzenia przemysłowo przetworzonej żywności, gdzie to nie ma ani grama „brudu” z ziemi. Hunzowie nie jedząc przemysłowo przetworzonej żywności, lecz taką blisko „brudu” z ziemi – mają B12 pod dostatkiem. Bo B12 nie ma nic wspólnego z jedzeniem mięsa, lecz własnie z jedzeniem np. marchewki i innych warzyw korzeniowych prosto z ziemi, nie nawożonej pestycydami i jałowionej inną chemią. Wokół B12 narosło mnóstwo mitów i trwa wiele sprzeczek np. między weganami. A to się chyba bierze z niewiedzy, skąd tak naprawdę ta B12 się bierze.

  7. dżejkop Says:

    Mam pytanie:

    to co można jeść na takiej diecie, o której piszą w artykule? Same warzywa? Jestem zdecydowany zmienić moją dietę, która zawiera dużo mięsa, jednak odstrasza mnie jedzenie warzyw i owoców na śniadanie obiad kolacje…

    Jakie są rarytasy w takiej diecie?:) może ktoś poda pare przykladów?

    • gont2013 Says:

      Hej Dżejkop🙂 pomocne może okazać się google😉 , ale rozumiem to, że jest trudno na początku ( i tylko na początku), więc podaję jedną stronę, z której znajdziesz wiele odnośników, ale też przepisy, informacje nt. produktów etc. Tak naprawdę to wcale nie jest trudne, tym bardziej, że gotowych produktów wegańskich (czysto roślinnych) jest coraz więcej na półkach sklepowych i to nie tylko w specjalnych sklepach, ale i w sieciówkach czy hipermarketach typu Leclerc, Real czy Tesco. W Biedronce np. jest bardzo smaczne mleko sojowe za 3,99zł w trzech smakach🙂 A oto linki (mam nadzieję, że mogę tu wkleić) http://zwegowani.pl/ i http://www.zostanwege.pl/czym-jest-weganizm/ Pozdrawiam!

    • gont2013 Says:

      O i znalazłam jeszcze jedną fajną stronę, bardzo prostą w obsłudze😉 tzn – są gotowe przepisy z podziałem na dania. http://www.weganizm.com/przep/wege_przepisy.html Pozodzenia! p.s. Warto stopniowo próbować, np zrobić sobie dwa dni wegańskie w tygodniu🙂 Mozna też kupić dużo gotowych dań, np. takich producentów jak Polan, Primavika, Orico, Polsoja i inni.

    • Ne-on Says:

      Witaj,
      będąc na kuracji owocowo-warzywnej nie miałem problemu zaglądając do książeczki dr Dąbrowskiej (a jest to bez orzechów bananów ziemniaków itp). Trzeba się tylko sprężyć😉 lub mieć czas /to fakt – nie da się chwycić bułeczki do pracy przełożonej kawałkiem mięsa i pomidora = II śniadanie „z głowy”/ Trzeba się zapytać siebie czy moje ciało nie zasługuje na więcej troski niż tylko kupienie w sklepie czegoś do „kanapki z serem”. Podaję przykłady (z głowy) w kolejności spożywania w ciągu dnia: jabłko/grejpfrut/kiwi razem lub osobno, jabłko krojone w duże kawałki gotowane na parze (pół cm wody na dno garnka i przykrywka) z cynamonem /lub „przyprawą do szarlotki” Kamis :)/ surówka z marchwi i jabłka/ surówka- ćwikła z chrzanem i ogórkiem kiszonym, pomidor z cebulą/cebulką/czosnkiem, surówka marchew+seler, surówka z rzepy, surówka z sałaty z rzodkiewką i szczypiorkiem, bigos warzywny /dodatek przypraw sprawia że jest prawie taki sam jak tradycyjny, tyle że bez zapachu boczku co jak czytaliśmy jest po prostu przyzwyczajeniem/ )/ surówka z marchwi i jabłka/ surówka- ćwikła z chrzanem i ogórkiem kiszonym, pomidor z cebulą/cebulką/czosnkiem, surówka marchew+seler, surówka z rzepy, surówka z sałaty z rzodkiewką i szczypiorkiem, bigos warzywny /dodatek przypraw sprawia że jest prawie taki sam jak tradycyjny, tyle że bez zapachu boczku co jak czytaliśmy jest po prostu przyzwyczajeniem/, leczo j.w., barszcz, zupa ogórkowa, zupa warzywna (dodatek przypraw – majeranek, bazylia, oregano, tymianek, cząber itd.) marchew/buraki/por/seler gotowane na parze z kiszonką/ogórkami kiszonymi/surówką, szpinak, soki z owoców i warzywne. Im prościej tym lepiej, można delektować się i marchewką na parze z odrobiną sosu sojowego, poza tym nic nie stoi na przeszkodzie by jeść np. cały kopiaty duży talerz surówki z marchwi i jabłek, na pewno nie będzie się po tym głodnym. Po zakończeniu kuracji dochodzą fasolki, pasty do chleba /a właściwie lepiej do wafelków ryżowych/ ryż, kasze, ziemniaki – no i całe multum dań jak już ktoś wspomniał na stronach z przepisami wege🙂
      Pozdrawiam, dla chcącego nic trudnego!

  8. Kalia Says:

    Coś w tym jest.Wcześniej jadłam mięso i nabiał normalnie i zawsze miałam wyniki krwi poniżej minimalnej normy .Od jakiegoś czasu całkowicie zrezygnowałam z mięsa , nabiału i pszennych produktów .O dziwo moje a zwłaszcza mojego lekarz,a wyniki krwi mam tak dobre jak chyba nigdy wcześniej.Lepiej się czuje mam więcej energii i czuje się lżejsza.

  9. JoAnna Says:

    bardzo ciekawy artykuł


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: