Lis straszy lustracją


foto: okładka tygodnika Newsweek

W najnowszym numerze „Newsweeka” Tomasz Lis daje upust swoim emocjom i bezpardonowo atakuje dziennikarzy niepokornych, którzy odważyli się myśleć inaczej niż on. Redaktor Lis dołącza także do chóru tych, którzy straszą lustracją. Na naszych łamach odpór ideologii Lisa dają publicyści „Gazety Polskiej Codziennie”, profesorowie: Ryszard Legutko i Zdzisław Krasnodębski.

Już okładka pisma nie pozostawia złudzeń. Uwagę przyciąga krzykliwy tytuł: „W imię Ojca i Żyda”, pod którym znajduje się wyjaśnienie, że „na prawicy trwa lustrowanie przodków domniemanych wrogów PiS”. Z kolei we wstępniaku Tomasz Lis przekonuje, że „tuż po obchodach rocznicy wybuchu powstania styczniowego, gdy okazało się, że zwolennicy PiS to dzisiejsi powstańcy, najbardziej niepokorni z niepokornych rozpoczęli obchody 45. rocznicy Marca 1968 r.”.

W dalszej części tekstu Lis ubolewa nad tym, że badana jest jedynie „przeszłość krewnych wrogów”, a „wstąpienie w szeregi niepokornych ma moc wywabiania plam w życiorysach, swoich i przodków”.

Skuteczny odpór ideologii Tomasza Lisa dali w ostatnich dniach publicyści „Gazety Polskiej Codziennie”, profesorowie: Ryszard Legutko i Zdzisław Krasnodębski.

Prof. Legutko w tekście „Genealogia III RP” zauważa, że „temat genealogicznych uwikłań polskich klas rządzących jest znacznie ważniejszy, niż powszechnie się sądzi. Po rozwinięciu powie nam wiele o związkach między PRL a III RP”.

– Często zapominamy, że zwycięstwo komunizmu u nas miało także wymiar biologiczny – wymordowano sporą część ludności i zlikwidowano całe klasy społeczne, a w ich miejsce przyszli nowi ludzie. Polska wzięta została w posiadanie przez biologicznych zwycięzców w wojnie, którą komunizm wydał narodowi. Kiedy więc w społeczeństwie peerelowskim po kilku dziesięcioleciach zaczynała się organizować opozycja, było oczywiste, że nie mogli jej przewodzić dawni AK-owcy i ich dzieci, pozostający w wyraźnej mniejszości, niezorganizowani i niedysponujący odpowiednimi narzędziami działania. Nie robili tego potomkowie sanatorów czy endeków, bo tych też wytrzebiono. PRL został zaatakowany przez swoje własne dzieci – przez dysydentów komunistycznych, a także przez wielkoprzemysłową klasę robotniczą będącą wytworem peerelowskich reform. Koniec PRL wyglądał jak koniec teatralnego moralitetu. Oto kończył się system, który sam wytworzył środki własnego unicestwienia – tłumaczy prof. Legutko.

W dalszej części tekstu publicysta „Gazety Polskiej Codziennie” zwraca uwagę, że zasadniczą formę i treść buntowi przeciw komunizmowi nadała grupa, która nie tylko wywodziła się z peerelowskiej klasy średniej, lecz wręcz z peerelowskiej elity władzy. Ten właśnie fakt „pozwala zrozumieć to, co inaczej wydaje się trudne do pojęcia, a mianowicie wielkie pojednanie więźniów z dozorcami więzienia, czyli antykomunistycznej opozycji z PZPR, które nastąpiło w momencie upadania dawnego reżimu”. Prof. Ryszard Legutko zauważa, że obie strony nie tylko się pojednały, ale podjęły razem działania przeciw wspólnym wrogom i w imię wspólnych celów.

– Tłumaczeniem tego niezwykłego sojuszu, który propaganda III RP uczyniła niemal ewangelicznym przesłaniem miłości, jest genealogia: rodzinna, środowiskowa, światopoglądowa, intelektualna. Wiele pisano kiedyś o klasie właścicieli PRL. Ta klasa rozwijająca się pokoleniowo opanowała instytucje i utrwalała typowy dla tego środowiska sposób myślenia. Wywodzących się stamtąd opozycjonistów było niewielu, ale gdy po 1989 r. powrócili oni na łono dawnych przyjaciół i krewnych, zostali powitani z entuzjazmem, za który zresztą się odwdzięczyli. Odtąd wspólnie występowano przeciw lustracji i dekomunizacji, przeciw zbyt ostremu potępianiu komunizmu, przeciw IPN, przeciw odchyleniom nacjonalistycznym, przeciw bohaterszczyźnie, przeciw panoszeniu się Kościoła i przeciw prawicy – czytamy w tekście „Genealogia III RP”.

Z kolei prof. Zdzisław Krasnodębski zauważa, że esbecka moralność odciska głębokie piętno na najbliższej rodzinie, a dziś nikt raczej nie chlubi się z faktu posiadania w rodzinie oficerów SB lub prominentnych działaczy PZPR.

– Można by z tego się cieszyć. Pradziadek powstaniec styczniowy, dziadek legionista, ojciec akowiec, ciotka łączniczka, nawet prominentny endek w rodzinie dodaje splendoru. Ale nie wysoki działacz partyjny, dowódca KBW, wysoki rangą dyplomata, generał, działacz komunistycznych związków zawodowych itd., a zwłaszcza nie tatuś lub mamusia – oficer SB i innych służb pokrewnych. Czyż jest przypadkiem, że słyszymy Bronisława Komorowskiego przy każdej rocznicy i okazji wspominającego jakiegoś swojego krewnego czy pociotka, a tak mało dowiadujemy się o rodzinie pani prezydentowej – a przecież jej także nie powinno brakować okazji do rocznicowych wspomnień. Gdy przychodzi do osobistych wynurzeń i opowieści rodzinnych, nikt nie chełpi się członkiem rodziny z KPP, KPZR, PZPR, UB, SB itd., co świadczy o tym, że mimo dążeń do rehabilitacji tamtego okresu, mimo powrotu neostalinowskiej interpretacji pierwszych lat powojennych, mimo potępiania martyrologii, mimo drwin z klasycznej polskiej narracji, to z niej jako zbiorowość jesteśmy dumni, i to do niej aspirują ci, którzy wychowywali się w kręgach zarządzających PRL‑em – uważa prof. Krasnodębski.

W dalszej części tekstu prof. Zdzisław Krasnodębski podkreśla, że „nie wybieramy swoich rodziców czy dziadków. Nie dziedziczymy też wprost ich wad, zalet, inteligencji albo jej braku, a tym bardziej ich win i zasług”. Profesor Krasnodębski zauważa jednak, że „nawet wtedy, gdy nie pozostajemy wobec nich bezkrytyczni, możemy odczuwać z nimi solidarność, możemy bronić ich postawy, kierując się odruchem rodzinnej solidarności”.

– Esbeckie wzory moralne, zinternalizowane we wczesnym dzieciństwie, stanowią przeklęte dziedzictwo, którego warto się pozbyć. Być może otwarta rozmowa, być może ujawnienie rodowych tajemnic pozwoliłoby nie tylko czynić polską demokrację bardziej autentyczną i przejrzystą, lecz także umożliwiłoby wielu obecnym prominentom, kształtującym opinię publiczną w Polsce, rozładować ów wewnętrzny konflikt – jeśli go odczuwają. Może wtedy zamiast bezustannie lustrować Polaków jako narodową wspólnotę, upajać się kolejnym dziełem w rodzaju „Pokłosia” w reżyserii Władysława Pasikowskiego, które ma dostarczać ex post usprawiedliwienie uczestnictwa w tamtym systemie opresywnych rządów, trzymających w ryzach „polski motłoch”, byliby się w stanie zmierzyć z własną historią rodzinną – czytamy w tekście Postkomunistyczne elity. Rodowe tajemnice.

Na ten temat:
Genealogia III RP (powyższy artykuł)
Postkomunistyczne elity. Rodowe tajemnice (powyższy artykuł)
Autor: pł
Żródło: Gazeta Polska Codziennie, niezalezna.pl, Newsweek

http://niezalezna.pl/

Jedna odpowiedź to “Lis straszy lustracją”

  1. Teddy Says:

    Greetings from Florida! I’m bored to tears at work so I decided to check out your site on my iphone during lunch break. I love the knowledge you provide here and can’t
    wait to take a look when I get home. I’m shocked at how quick your blog loaded on my mobile .. I’m not even
    using WIFI, just 3G .. Anyways, superb site!


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: