Sezon na leszcza, czyli jak oskubać społeczeństwo na “szczepionkę”


Zbliża się sezon jesienny, a więc należy się spodziewać wzrostu zachorowań na tzw. zespoły grypowe.

Jak wiadomo, od co najmniej 50 lat, zawsze na wiosnę i jesień “grypa” daje o sobie znać kichaniem, prychaniem, kaszlem i ogólną niedyspozycją. Najczęściej wystarcza kilka dni pobytu w domu, parę kubków grogu i po sprawie by było, gdyby nie biznes. Otóż znaleźli się ludzie, którzy widzą w tym dobry interes i na bazie użytecznych idiotów szerzą strach, aby wymusić określone zachowania społeczeństwa. Takim celowo modyfikowanym zachowaniem jest np. przyjmowanie szczepionek, kupowanie nikomu niepotrzebnych preparatów, jak twierdzą handlowcy, rzekomo przeciwko grypie. No, może nie zapobiegających grypie u wszystkich ludzi dodają, ale na pewno przynajmniej minimalizujących objawy choroby. Tylko, jak do tej pory, nikt nie ustalił stopniowania tych objawów, więc każdemu można wmówić, że gdyby nie szczepił się lub nie brał określonego preparatu to byłoby gorzej. Pomimo, że szczepionki na grypę są znane od roku 1940, czyli od ponad 70 lat, do dnia dzisiejszego kilka podstawowych pytań pozostaje bez odpowiedzi. Widać natomiast wyraźnie, że wzrost szczepień spowodowany strachem prasowym, w 2009 roku i 2011 spowodowały wzrost zachorowań na grypę. Szczególnie wyraźnie widoczny jest ponad 500% wzrost zachorowań w 2009 roku w porównaniu z rokiem 2008, spowodowany atmosferą strachu wywołanego przez Narodowy Instytut Zdrowia i przekładający się na wzrost sprzedaży szczepionek [wykres za PZH].

Ad rem. I tak, wirusolodzy nie potrafią udzielić odpowiedzi na podstawowe pytania dotyczące “grypy”:

1. Dlaczego zachorowania na “grypę i grypopodobne choroby” mają “epidemię” sezonowości. Najczęściej zjawiają się na jesień i wiosnę?

2. Co się dzieje z wirusem pomiędzy tymi okresami?

3. Dlaczego, pomimo stosowania szczepień od 70 lat [czyli od 3 pokoleń] wirus nadal zachowuje się tak, jak gdyby go nie było pomiędzy epidemiami, i atakuje sezonowo?

4. Dlaczego pomimo szczepienia ponad 100 milionów Amerykanów rocznie, od co najmniej kilkudziesięciu lat, śmiertelność z powodu “grypy” w USA jest taka sama przez cały okres?

5. Dlaczego zachorowania na “grypę” w krajach leżących na podobnej szerokości geograficznej występują w tym samym czasie? Nie obserwuje się “wędrówki epidemii” z kraju do kraju.

6. Dlaczego epidemie w ubiegłych wiekach mijały tak samo szybko jak obecnie, a szczepionek przecież nie było”?

7. Dlaczego w rodzinie, w której wszyscy mieszkają razem choruje tylko jedna, dwie osoby, a reszta nie?

8. Dlaczego pomimo eksperymentów polegających na celowym zakażaniu zdrowych ludzi, zakażeni nie chorują?

Mało tego, badania wykazały, że nawet podawanie bezpośrednie wirusów osobom zdrowym nie powoduje zachorowania. Także stosowanie lamp ultrafioletowych nie wpływa na zachorowania w szpitalach czy szkołach, a przecież wirus przenosi się “przez powietrze”. A wiadomo, że promieniowanie ultrafioletowe niszczy zarazki.

Chcąc dobrze zrozumieć pewien mechanizm indoktrynacji musimy zapoznać się z wiedzą z innej dziedziny. Jak naucza jeden z największych polskich naukowców XX wieku, prof. Feliks Koneczny [1862 – 1949], społeczeństwa możemy podzielić, przyjmując za kryterium np. zespoły praw jakimi się rządzą, na cywilizacje. Innymi słowy pojęcie cywilizacja oznacza wyidealizowaną materię czyli zespoły praw. Człowiek jako materia wytwarza ideę jaką jest prawo. Jeżeli to prawo zostanie zaakceptowane przez dużą grupę ludzi, federacje plemion, narody to takie zespoły nazywamy cywilizacjami. Do tej pory było ponad 20 cywilizacji. Narody nigdy nie powstały w Azji i Afryce. Obecnie cywilizacji jest znacznie mniej. Tutaj wspomnimy tylko, że w Europie panowały takie cywilizacje w kolejności chronologicznej jak: grecka, rzymska, łacińska. Zaznaczyć trzeba, co zostanie wyjaśnione w dalszej części, że cywilizacja łacińska jest już cywilizacją szczątkową.

W Azji istnieją takie cywilizacje jak turańska, bizantyjska, żydowska. Generalna różnica jest taka, że cywilizacje azjatyckie są cywilizacjami zbiorowymi, a cywilizacja łacińska była “cywilizacją indywidualną”. Każdy europejczyk, mógł sam się modlić do Boga, sam wybierał sobie żonę, sam odpowiadał za swoje czyny. W cywilizacjach azjatyckich wszystko robiono zbiorowo. Uknuto nawet pojęcie, że dla dobra społeczeństwa trzeba poświęcić nie tylko prawa ale nawet życie jednostki. Już Tołstoj pisał, że tylko masy się liczą, Majakowski natomiast stworzył wiersz “jednostka niczym, masy wszystkim”. Najjaskrawiej było to widoczne, w nigdy nie osądzonych mordach bolszewickich, nie tylko w Sowietach ale np. w Meksyku, Kambodży, Wietnamie etc.

W jaki sposób cywilizacje niższe wchodzą na teren cywilizacji wyższej? Wcale nie musi się to odbywać za pomocą najazdów wojskowych. Wystarczy, że na dany teren wprowadza się instytucje wywodzące się z cywilizacji niższych np. wprowadza się centralny system edukacji.

Z niewiadomych powodów, tzw. polscy historycy wmawiają społeczeństwu polskiemu od prawie 150 lat, że z powodu rzekomego prześladowania innowierców, na początku XVIII wieku, caryca Katarzyna II i król Pruski Fryderyk wmieszali się do polityki wewnętrznej Polski. Ale jak wytłumaczyć, że to właśnie w rzekomo zacofanej, katolickiej Polsce już w 1773 roku rozwiązywać zaczęto zakony właśnie katolickie zabierając im majątki. Zrobiono to o całe pokolenie wcześniej aniżeli np. w ultra katolickiej Austrii czy masońskiej po rewolucji Francji – 1789-1793. Mało tego, majątek tych zakonów przeszedł od razu w ręce tzw. Komisji Edukacji Narodowej czyli instytucji państwowej. Komisja była prowadzona przez masona angielskiego Pierre Samuel du Pont de Nemours poprzednio, [a w dzisiejszym pojęciu oficera prowadzącego], sekretarza Stanisława Augusta Poniatowskiego. A przecież majątek prywatny- klasztorny nie miał prawa być konfiskowany, ponieważ Kościół nadal istniał.

Nikt nie słyszał o zabieraniu majątku lutrom czy kalwinom. Jeżeli chciano likwidować zakony z takiego czy innego powodu, to majątek powinien zostać w rękach Kościoła, a nie być zabierany i rozdzielany przez instytucję państwową. Tym bardziej, że rzekomo prowadzący tę komisję ks. H.Kołłątaj niewiele miał wspólnego z religią ponieważ wbrew papieskiej bulli był masonem. A majątek zakonów trafiał w zupełnie prywatne, rodzinne ręce [Należy przypomnieć także negatywną postać biskupa Massalskiego – masona].

Kariera pana Du Ponta była także niezwykła, ponieważ 10 lat wcześniej “ustawił” edukację, przed rewolucją, we Francji, a po wyjeździe z Polski zajmował się edukacją w Ameryce u Washingtona, za co jego syn otrzymał, prawo monopolu na sprzedaż prochu do armii toczącej permanentne walki.

W ten prosty sposób, centralnie, za pomocą kilku właściwych osób można kuć kadry. Postępuje się tak do dnia dzisiejszego, m.in. wychwalając Komisję Edukacji Narodowej jako coś bardzo pozytywnego – pierwsze Ministerstwo Oświaty. Jak gdyby miano się czymś chwalić. I nawet medal taki wybito. A przecież taki centralny system jest o wiele gorszy od ubierania wszystkich w przysłowiowe mundurki chińskie z okresu Mao. I proszę zauważyć, tylko w Europie były wyższe uczelnie typu uniwersytet. Wszystkie uniwersytety były zakładane pod patronatem Kościoła Katolickiego. Wszyscy Europejczycy, szczególnie po II Wojnie Światowej nabijali się z chińskich mundurków jako czegoś nie do wyobrażenia w Europie. Natomiast ci sami ludzie przyjmowali zupełnie bezkrytycznie wprowadzanie jednolitego systemu edukacji- baranów. Czyli zgodnie z teoriami azjatyckimi forma musi być przed treścią. Wiedzieli o tym bolszewicy i obsadzali Ministerstwo Edukacji i pokrewne, zawsze swoimi ludźmi. Wiadomo bowiem, że “ czym skorupka za młodu nasiąknie…”.

Najjaskrawszym przykładem takiego centralnego hodowania baranów jest system testów wprowadzanych do szkół. Zamiast uczenia dzieci i młodzieży myślenia i kojarzenia różnych faktów, system na ma celu stworzenie stada użytecznych idiotów umiejących postępować wg. instrukcji. Kiedyś instrukcja użytkowania miała jedną kartkę papieru, pokazującą która gałka jest włącznikiem, a która wyłącznikiem. Obecnie instrukcja to gruba broszura. Przeprowadzane badania wykazują, że np. aż ok. 70% młodych lekarzy włączających się do dyskusji na forach internetowych wypowiada się niezgodnie z tematem forum.

Innym przykładem wejścia instytucji cywilizacji azjatyckiej do cywilizacji łacińskiej jest instytucja banku centralnego. Do 1694 roku w Europie były banki prywatne ale indywidualne, czasami korporacyjne. W każdym kraju było ich po kilka, kilkanaście. Po zdobyciu Londynu przez korsarza holenderskiego z dynastii orleańskiej jedną z pierwszych decyzji było powołanie banku centralnego zwanego Bank of England. Wbrew nazwie był to bank całkowicie prywatny, ale mający swoją rolę w zwycięstwie Orleańczyka. Jedną z pierwszy decyzji tego banku było zlikwidowanie starego, prawie 500 letniego systemu opłat “Kijem”, i wprowadzenie pieniądza papierowego. Potem to już była tylko kwestia czasu, jak w kolejnych krajach wprowadzano banki centralne.

Było to zgodne z twierdzeniem pewnego bankiera “dajcie mi tylko prawo emisji pieniądza, a nie troszczę się, kto stanowi jakieś prawa” [- Rothschild]. Szczytem tego azjatyckiego systemu było powołanie w 23 grudnia 1913 roku FED-u w USA. Wypada jednakże przypomnieć, że FED ustanowiły stare banki europejskie takie jak: Rothschild – London and Berlin, Lazard Bros – Paryż, Israel Stiff – Włochy, Kuhn-Loeb Germany – Niemcy, Wartburg-Hamburg, Amsterdam – Niemcy, Goldman and Sachs NY, Lehman Bros NY [ten Bank osadził Augusta II Sasa na tronie polskim i doprowadził do rozbiorów], Polska Rada Polityki Pieniężnej jest to małą imitacja FED-u.

W tej chwili ok. 130 banków tzw. narodowych jest zależnych od jednego systemu Rothschilda, w tym także Bank Polski. Taki przynajmniej wykaz istnieje w internecie. Co ciekawe, te prywatne banki, po nieudanych zabawach z pieniądzem i olbrzymich stratach są dofinansowywane przez państwo. Czyli rządzą banki, a nie parlamenty. Dlaczego bowiem prywatny bank nie może zbankrutować?

Podobnie wygląda sprawa wdzierania się cywilizacji azjatyckich do medycyny nazwanej obecnie służbą zdrowia. Dawniej za leczenie był odpowiedzialny dany lekarz. Jeżeli nie umiał “czegoś” leczyć to się za to nie brał. Jak się brał, a było coś nie tak, to tracił zaufanie chorych i musiał w najlepszym razie szukać szczęścia w innym mieście, możliwie dalekim. Od czasu wprowadzenia azjatyckiego systemu centralnego sytuacja uległa zasadniczej zmianie. Teraz nie lekarze leczą, ale urzędnicy wydając instrukcje. Powstają rozmaitego rodzaju instytucje, a to Kasy Chorych, a to Narodowe Fundusze Zdrowia itd. wszystkie mają jedną wspólną cechę: przymus prawny płacenia składek i przymus prawny stosowania przez lekarzy tzw. procedur. Już zapomniano, że przed wojną w Polsce, tylko 12 % pracujących należało do Kasy Chorych [system azjatycki jak cały socjalizm] na którą było powszechne narzekanie pomimo dużej propagandy partyjnej.

Jeszcze lepiej ten azjatycki system jest widoczny w tzw. akcjach i przymusach sanitarno-epidemiologicznych. Widzieliśmy to w roku 2007, jak to na podstawie dwóch martwych łabędzi znalezionych pod Toruniem, wyciekło z kasy państwowej 50 milionów złotych, rzekomo wydanych na walkę z ptasią grypą, której nikt nigdy nie widział. Jak bezmyślnie starano się wydać te pieniądze widać było po tych matach nasączonych lizolem leżących na drogach samochodowych tak jak gdyby ptaki chodziły jezdniami. Co oczywiście nie wpłynęło w żaden sposób na rozwój tej rzekomej epidemii, ale pozwoliło na zlikwidowanie konkurencji drobiarskiej przed świętami Bożego Narodzenia.

Jak zauważyli to ludzie trochę myślący, nigdy żadna epidemia ptaków nie została zaobserwowana w zimie, chociażby z tego powodu, że większość ptaków odlatuje od nas do ciepłych krajów przed zimą, a nie przy 10 stopniowych mrozach. Z kolei w krajach “ciepłych” nigdy nie zaobserwowano epidemii wśród dzikich ptaków np w Egipcie. Występowały tylko takie epidemie w kurnikach. No ale przecież każdy się zgodzi, że złapać przysłowiowego wróbla i wstrzyknąć mu wirusa jest niezwykle trudno. A ABW i podobne służby, nigdy nie szukały samochodu z którego bagażnika podrzucono te łabędzie?

W związku z nagle i błyskawicznie wprowadzoną ustawą w sierpniu 2012 roku o chorobach zakaźnych, należy się spodziewać ogłoszenia epidemii może grypy albo innej choroby zakaźnej. Obecnie nie bardzo wiadomo co definicja choroby zakaźnej konkretnie oznacza, ponieważ PT Posłowie raczyli wprowadzić własną indywidualną na skalę światową, definicję choroby zakaźnej.

Zbliżające się wielkimi krokami załamanie gospodarcze na pewno przyspieszy działania lobby szczepionkowego, aby póki co, można było jeszcze się nachapać. Tak więc z prawdopodobieństwem graniczącym z pewnością należy się przygotować na masową reklamę i propagandę sekty wakcynologicznej. Jakoś tak się dziwnie składa, że ich celebryci mają zawsze nieograniczone możliwości występowania w mass mediach zarówno państwowych jak i prywatnych: tv, radio i prasie. I chociaż nigdzie nie podano, z jakiego powodu usłużni dziennikarze tytułują ich ekspertami, to zawsze wiemy słuchając czy oglądając tv, że namawia nas do szczepień wybitny specjalista.

Prawda niestety nijak się ma do tych wypowiedzi i reklam. Po pierwsze nie wiem, czy Państwo zwróciliście uwagę, że pod reklamą każdego leku jest napis: przed użyciem przeczytaj ulotkę i skontaktuj się z lekarzem lub… , a przy reklamach szczepionek brak takiej informacji. Czy to ma znaczyć, że szczepionka nie jest lekiem? Od 2009 roku straszy się nas, obecnie robi to także tzw. Niezależna, wirusem grypy. Wirusów wywołujących grypopodobne objawy jest ponad 200, a w szczepionce są najczęściej 1-3. Czyli, jeżeliby nawet szczepionka działała na cokolwiek pozytywnie, to prawdopodobieństwo trafienia jest mniejsze, aniżeli w przysłowiową szóstkę w totolotka. Jak oszukiwano społeczeństwa, co prawda podając za WHO, świadczy fakt wymyślenia wirusa H1N1 w 2009 roku. Także nasi “rodzimi” specjaliści poświadczali fakt odkrycia wirusa H1N1 dopiero w 2009 roku. A studentów medycyny uczono, że wirus ten po raz pierwszy został “odkryty” w 1976 roku w bazie wojskowej USA w Forcie Dix w N.Jersey. Czyli z dużym prawdopodobieństwem można przypuszczać, że wyciekł z laboratorium.

Presja i reklama celebrytów wakcynologicznych [w Polsce do najwybitniejszych należeli m.in prof. prof. Brydak, Buchols, dr P.Grzesiowski] była olbrzymia na całym świecie. Najlepszym dowodem kombinacji pozamerytorycznych są informacje podawane na stronie firmy Baxter zamieszanej w przesyłanie skażonego materiału do Czech.

Natychmiast skorzystał z tego nasz Instytut Zdrowia zwany Narodowym i p. prof. Brydak podniosła ceny badań wirusologicznych o 50%, chociaż nawet dziecko wie, że jak się czegoś więcej robi to cena jednostkowa maleje. Jak zwykłe szacowano z wielką przesadą, że tylko w USA umrze z powodu ptasiej grypy aż 90 000 ludzi czyli ponad 250 procent więcej aniżeli w ubiegłych latach. Obecnie wszelkie władze zgadzają się, że z tej najgłośniejszej “epidemii” nic nie pozostało z wyjątkiem szumu medialnego i podważania autorytetu państwa. Był to bowiem najłagodniejszy sezon w historii epidemii grypowych, z najmniejszą liczbą zgonów i hospitalizacji. CDC twierdzi, że w USA najmniej dzieci umarło w okresie ostatnich lat. Generalnie średnio na zakażenia grypowe umiera rocznie kilkaset tysięcy ludzi. Na świńską grypę zamarło ok 500 na całym świecie.

TROCHĘ HISTORII

Wirus grypy po raz pierwszy został zidentyfikowany dopiero w 1930 roku, ale przed 1940 rokiem już wyprodukowano szczepionkę którą podawano żołnierzom w czasie II wojny światowej. Pomimo, że ponad 100 milionów Amerykanów szczepi się przeciwko grypie, nadal nie ma żadnych dowodów na skuteczność tej szczepionki. Rząd USA przelewa rocznie ponad 3 miliardy publicznych pieniędzy na zakup szczepionki do prywatnych firm farmaceutycznych. Dr Lisa Jackson z Resarch Ceter w Seattle po przebadaniu 72 000 chorych w wieku powyżej 65 lat, nie znalazła żadnej różnicy w przebiegu zachorowań na grypę wśród szczepionych i nieszczepionych. Jak podał natomiast Raport Cochrane Database Syst. Rev. 2006. jan. 25 (1), analizujący 263 987 dzieci, stosowanie szczepionki przeciw grypie u małych zdrowych dzieci nie ma ŻADNEGO znaczenia i jest tyle samo warte co placebo [czyli nic].

Natomiast wydawany w Polsce biuletyn reklamowy “Medycyna Praktyczna” w numerze z 05.03.2009 r. podaje: “szczepienia wszystkich dzieci od 6 miesięcy do 18 lat należy rozpocząć przed sezonem epidemicznym grypy.” Pytanie, czyżby autorzy tego raportu nie znali prac amerykańskich, na które to prace w swoim biuletynie pod nazwą Medycyna Praktyczna, głównie się powołują? Jest to bardzo wątpliwe, ponieważ głównym autorem polskiego raportu jest dr Jacek Mrukowicz, redaktor naczelny Medycyny Praktycznej, a jednocześnie pracownik Instytutu, którego platynowym sponsorem jest główny producent szczepionek GSK. W instytucji tej złotym sponsorem można być po wpłaceniu 25000 euro. Nie podano tylko miesięcznie czy kwartalnie. GSK jest platynowym sponsorem. Recenzentem natomiast pracy był prof. Jacek Wysocki, Prezes Towarzystwa Wakcynologicznego… czyli kółko się zamyka.

Jednocześnie w Am. J. Clin. Nutr. 2010 maj, 91 (5) ukazała się praca przedstawiająca w badaniu randomizowanym, czyli zgodnym z zasadami prac naukowych, która wykazała, że podawanie witaminy D dzieciom w zapobieganiu grypie sezonowej zmniejsza w sposób istotny występowanie grypy. Jak wiadomo w Polsce ostatnia ogłoszona przez Ministerstwo Zdrowia wystąpiła epidemia grypy, była w 1972/73 roku. W około rok po zaprzestaniu podawania tranu w szkołach. Czyżby przypadkowa zbieżność? A polscy pediatrzy tego zupełnie nie widzą i pomimo ponad 20 lat, od czasu upadku komunizmu, nadal w szkołach, mas mediach nic nie mówi się o konieczności podawania tranu dzieciom, młodzieży i osobom starszym. Zamiast tego wprowadza się leki toksyczne np. kalcytoninę podawaną osobom starszym, rzekomo zapobiegająca osteoporozie.

Podobne wyniki zapobiegania wystąpieniu “grypy” zanotowano u dorosłych. Centr. for Diesese Control and Prev. 4770 Buf.High 09.12.2010. opublikował pracę, w której autorzy wykazali, że stężenie witaminy D było odwrotnie proporcjonalne do śmiertelności w grupie dorosłych. Cochrane Collaboration ISSN 1464-780X podaje, że pomimo iż szczepienia przeciwko grypie są lansowane na całym świecie i to szczególnie od 25 lat, do dnia dzisiejszego brak prac, które potwierdzały by celowość podawania szczepień osobom starszym. Trójwartościowa inaktywowana szczepionka jest najczęściej stosowaną w praktyce. Ze względu na niską jakość dostępnych dowodów, żadnych wniosków dotyczących wpływu szczepionki przeciw grypie dla osób w wieku powyżej 65 lat, nie można wyciągnąć. Innymi słowy wartość szczepionki przeciwko grypie jest taka sama jak mycie rąk. Problem w tym, że po myciu rąk nikt powikłań i zgonów nie zanotował. W tym samym czasie, w Polsce Medycyna Praktyczna otwiera kolejną reklamówkę o szczepieniach, przeznaczoną specjalnie dla pediatrów. A w niej znajdujemy czysto naukowe artykuły np. “Dzieci mają prawo do zdrowia”- to mówi Konsultant Krajowy prof. Anna Dobrzyńska. Na pewno z nawału pracy niepamiętająca o tranie. “Szczepienia w Sejmowej Komisji Zdrowia” i wywiad z dr Bolesławem Piechą, przewodniczącym Komisji Zdrowia. Co zupełnie wyjaśnia szybkość opiniowania ustawy. “Samorządy uczą się szczepić” i wiele innych równie ciekawych publikacji.

Kolejny raport Cochrane Database Syst Rev 2010.07.07 “szczepionka w zapobieganiu grypie u zdrowych dorosłych”. Wnioski: szczepionki przeciwko grypie mają niewielki wpływ w łagodzeniu objawów grypy i utraconych dni pracy. Nie ma dowodów, że wpływają one na zmniejszenie powikłań m.in. takich, jak zapalenia płuc. Okazało się także, że większość prac naukowych chwalących szczepionki ukazuje się w czasopismach finansowanych przez przemysł farmaceutyczny. Czyli pomimo stosowania przez ponad 70 lat szczepionek [trzy pokolenia] przeciwko grypie brak jakiejkolwiek pracy, wykonanej zgodnie ze standardami prac naukowych, która potwierdziłaby celowość podawania szczepionki!!!

Dedykuję powyższą tabelę wszystkim PT Kolegom Pediatrom w Polsce. Dlaczego jej nie ma w reklamówce – Medycyny Praktycznej?

Wiadomo, że szczepionka np. Fluarix zawiera między innymi związek o nazwie Polisorbat 80, zwany inaczej Tween 80. Jest to detergent. Związek ten powinien być zalecany rutynowo osobom w wieku 20-40 lat nie chcących mieć dzieci. Powoduje on bowiem u szczurów m.in: uszkodzenia pochwy i macicy, zmiany hormonalne, deformacje jajników i bezpłodność. Jak wiadomo wprowadzone przepisy chronią producentów przed odpowiedzialnością. Żadna ze szczepionek przeciwko grypie nie przeszła badań związanych z ich potencjalnie możliwymi działaniami rakotwórczymi i mutagennymi.

W skład szczepionek przeciwko grypie wchodzą takie substancje jak:

1. glikol etylenowy – ochrona przed mrozem,

2. formaldehyd – znany od 150 lat czynnik rakotwórczy,

3. antybiotyki- neomycyna, streptomycyna, gentamycyna,

4. aluminium – neurotoksyna uważana za główną przyczynę choroby Alzheimera,

5. triton 100 – detergent,

6. glutaminian sodu MSG,

7. polisorbat 80 – Tween 80,

8. udowodniono także, na podstawie badań w krajach skandynawskich, że szczepionka przeciw grypie powoduje narkolepsję.

Powyższy wykaz pokazuje zawartość rtęci w innej szczepionce Fluzone. Także tutaj przekroczenie dopuszczalnego stężenia wynosi 300%.

W Australii zabroniono stosowania szczepionki zawierającej H1N1 dla dzieci do lat 5. Rycina pokazuje zawartość rtęci w szczepionce Flulaval czerwony słupek i dopuszczalną normę zielony słupek. Jest to tylko 500% przekroczenie dopuszczalnej normy. Oczywiście musimy tutaj uwzględnić zalecenia polskich ekspertów, którzy twierdzą, że dzieci także szczepić trzeba. Problem polega na tym, że mózg dziecka rozwija się co najmniej do 3 roku życia, powstają nowe synapsy, neurony. Rtęć jest neurotoksyną bardzo trudno usuwalną, kumulującą się. Jeżeli uszkadza się mózg już w tak młodym wieku to nie daje mu się żadnej szansy na prawidłowy rozwój w wieku późniejszym. Najlepiej świadczą o tym wyniki porównania występowania autyzmu u dzieci Amiszów 1:10000 – nieszczepiących, z dziećmi szczepionymi wg zaleceń ekspertów z dziedziny epidemiologii i pediatrii 1:100. To porównanie nie wymaga to specjalnego komentarza.

Oczywiście musimy donieść, że oprócz rtęci w szczepionkach znajduje się inna neurotoksyna – aluminium oraz rakotwórczy formaldehyd – [substancja toksyczna lub szkodliwa, żrąca lub drażniąca (w zależności od stężenia) oraz rakotwórcza (kat. 3) wg wykazu substancji niebezpiecznych]. Jako związek rakotwórczy nie powinno go w ogóle być w szczepionkach. Dlatego nie podaje się normy. A jest go ponad 100 mcg. A trzeba podkreślić, że dziecko dostaje kilkanaście szczepionek w ciągu roku. A jak mamusie są „nadopiekuńcze i nowobogackie” to fundują dodatkowe szczepionki. Dlatego 80% kobiet w Polsce kończy edukację na poziomie szkoły podstawowej. Taka jest polityka kolejnych rządów od 1945 roku.

Kiedy w latach 2005 Donald Rumsfeld był sekretarzem obrony, USA wydało 1,8 miliarda dolarów na gromadzenie przez wojsko leku przeciwko grypie. Nie podano tylko do powszechnej wiadomości, że p. D. Rumsfeld miał udziały w firmie, która produkowała lek przeciwko grypie o nazwie Tamiflu. W rzeczywistości leczenie grypy za pomocą aspiryny czy ibuprofenu jest o 200 razy tańsze, a tak samo skuteczne. „Zanim objął on pozycje Sekretarza Obrony, w administracji Busha, Donald Rumsfeld piastował stanowisko CEO (Chief Executive Oficer – odpowiednik Dyrektora Naczelnego) w korporacji o nazwie Gilead Sciences Inc. Obejmując stanowisko Sekretarza Obrony, D. Rumsfeld zrezygnował z zarządzania firma, pozostawiając sobie spora ilość udziałów w niej.

Korporacja ta okazuje się być właścicielem patentu na jedną z najbardziej znanych na świecie szczepionek przeciw grypie o nazwie: Tamiflu. Szczepionka ta jest do teraz używana w szczepieniach przeciwko Ptasiej Grypie i została tez zarekomendowana jako szczepionka zapobiegawcza przeciwko Świńskiej Grypie. Okazuje się, że już grubo ponad 50 milionów osób zostało zaszczepionych tą szczepionką, także przeciwko zwykłej grypie. Czyli ok. 1% całej populacji świata. Ponadto WHO zaleciło wszystkim krajom członkowskim zakupienie Tamiflu w ramach przygotowań do ew. pandemii. Nie zapominajmy przy tym, że tylko 2 państwa w świecie nie należą do WHO!!! Tylko rząd USA, za administracji Busha, w której nota bene zasiadał właśnie Donald Rumsfeld, przeznaczył 1,4 miliarda dolarów na zakup Tamiflu.” Wypada także podać, że Tamiflu jest związany z co najmniej 50 wypadkami śmierci u dzieci w Japonii.

JEŻELI NIE SZCZEPIONKI, TO CO?

Otóż badania tzw. randomizowane, ze ślepą próbą, czyli jedna grupa dzieci otrzymywała witaminę D, druga była szczepiona, a trzecia nie trzymała nic, wykazały, że dzieci w wieku szkolnym otrzymujące tran mniej chorowały aniżeli dzieci szczepione, a nie otrzymujące tranu. I tutaj mamy dylemat. Podobno misją Narodowego Instytutu Zdrowia jest bezpieczeństwo i zdrowie społeczeństwa. Jak co starsi Czytelnicy mogą sobie przypomnieć, do lat 1970. dzieci i młodzież w szkołach otrzymywały tran. Pomimo długotrwałych poszukiwań w bibliotekach i internecie nie znalazłem, żadnej pracy naukowej, astronomicznej o zmianie osi ziemskiej w ten sposób aby większa ilość promieniowania słonecznego docierała do ziemi.

Powstaje więc problem jakich mamy specjalistów z pediatrii i chorób wewnętrznych, że pomimo wiedzy, iż powyżej 38 równoleżnika zawsze brakuje słońca przez ostatnie 22 lata żaden PT Ministrów Zdrowia, żaden przewodniczący Komisji Zdrowia Sejmu i Senatu, ŻADEN Konsultant Krajowy czy wojewódzki, nie wpadł na pomysł przywrócenia podawania tranu w szkołach. Wypada zauważyć, że wszystkie wymienione powyżej instytucje wykazują niezwykły zapał i zaangażowanie we wprowadzeniu przymusu szczepień, a ŻADNA NIE RUSZY przysłowiowym PALCEM aby zabezpieczyć tak naprawdę zdrowie społeczeństwu!

Tutaj mamy jeszcze jeden problem. Obecnie większość tych krajów, która porobiła sobie zapasy szczepionek przeciwko świńskiej [nomen omen pasuje nazwa do tych, którzy chcieli zarobić na ludzkim nieszczęściu] grypie, usiłuje sprzedać te szczepionki poprzez WHO do Afryki. I mamy dwa problemy; po pierwsze w Afryce, grypy na ogól nie ma. Po drugie zakup szczepionek finansuje Fundacja Melindy i Billy Gatesa. Jak to podawała wielokrotnie prasa, Fundacja ta głównie finansuje działania mające na celu depopulację ludności o co najmniej 15%. Trudno więc sądzić, że znakomity finansista, organizator, multimilioner B. Gates nagle zachorował na schizofrenię i wydaje ciężko zarobione pieniądze w drugą stronę.

I problem trzeci: większość tych szczepionek jest rozprowadzana za pomocą misji kościelnych, które zajmując się szerzeniem wiary i niejako przy okazji zajmują się medycyną. Jak pogodzić podawanie środków poronnych z ostrym sprzeciwem, wręcz zakazem Kościoła uprawiania morderstwa poprzez aborcję? A czym jest podawanie szczepionki, która powoduje aborcję?

Może grają inne pozamerytoryczne czynniki? Ostatnio np. Departament Sprawiedliwości USA, oskarżył firmy produkujące m.in. szczepionki o płacenie olbrzymich łapówek lekarzom. No, a słońce nie płaci. Wiadomo natomiast, że kary finansowe nałożone na przemysł farmaceutyczny w 53% dotyczyły 4 z największych przedsiębiorstw produkujących szczepionki. Np GSK zapłacił 3 miliardy dolarów kar, co przy dochodach 28 miliardów stanowi niewielki procent. Wiadomo także, że systematyczne zmniejszanie wydatków na leki powoduje, że pacjenci prywatnie płacą już ponad dwa razy więcej za leki – 17,7 miliarda złotych aniżeli płaci za to NFZ – 8,5 miliarda złotych. I z tej sumy jeszcze wyrzuca się niepotrzebne pieniądze na szczepienia? Dlaczego?

Autor: dr Jerzy Jaśkowski (jjaskow@wp.pl)
Źródło: PrisonPlanet.pl

Jedna odpowiedź to “Sezon na leszcza, czyli jak oskubać społeczeństwo na “szczepionkę””

  1. hit Says:

    sam nie jestem zwolennikiem szczepionek i wiem tyle ze nigdy nie szczepilem sie na grype a ostatni raz mialem ja w 1999 roku…


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: