Polska szkoła — poprawny politycznie ciemnogród


O lakierowaniu, kolorowaniu i komercjalizacji polskiej szkoły, oduczaniu samodzielnego myślenia i efektach dostosowywania podstawy programowej do światowych kanonów z prof. Andrzejem Waśko rozmawia Wiesława Lewandowska

Wiesława Lewandowska: — Projekty reformowania systemu edukacji podejmowane przez rząd PO spotykają się z coraz szerszą, choć niezbyt nagłaśnianą przez media, krytyką. Pan Profesor jest autorem bodaj najbardziej surowych ocen. Mówi Pan, że proponowane reformy prowadzą do „systemowej infantylizacji świadomości społecznej”. Co to znaczy?

Prof. Andrzej Waśko: — To znaczy, że bez wątpienia obecny stan naszej oświaty i edukacji podporządkowany jest wyjątkowo spolegliwie kanonom tzw. kontrkultury, która narzuciła kult młodości, panujący w świecie już od lat 60. poprzedniego stulecia, a w Polsce ujawniający się i nasilający wraz z odzyskaniem wolności. Czytałem niedawno pracę habilitacyjną na temat nowej matury z języka polskiego, w której dojrzałość jest traktowana jako kategoria ideologiczna powiązana z poprzednim systemem politycznym! Sugeruje wprost, że wyzwolenie z poprzedniego opresyjnego systemu ma polegać na wyzwoleniu z dojrzałości.

— Dlatego tak gorliwie i bezrefleksyjnie zaczęliśmy nadrabiać to rzekome zapóźnienie… Pan Profesor ostrzega, że owo „zdziecinnienie należy do najważniejszych metod sterowania społecznego”. Czy rzeczywiście mamy w polskiej edukacji do czynienia z jakąś celową strategią?

Trudno to inaczej zrozumieć. Gdy do pokomunistycznej Polski wkroczyły mechanizmy rynkowe handlu i reklamy, rozpropagowano szeroko formę życia ułatwionego, konsumpcyjnego. Chodziło o stworzenie społeczeństwa całkowicie zdezintegrowanego wewnętrznie, nastawionego na łatwą, pozbawioną wartości samoekspresję — bez wszelkich zobowiązań, poczucia tożsamości i lojalności, bez odniesienia się do tego, co jest poza sferą rozrywki, doraźnego sukcesu i popularności. Wartością stała się konsumpcja i to, co głaszcze ego rozpieszczonego dziecka, które dorasta, ale nie dojrzewa…

— To brzmi naprawdę groźnie. System edukacyjny ma być tak zreformowany, przystosowany, aby „produkował” konsumentów dóbr materialnych?

Tak, wskazuje na to już sam sposób zarządzania szkołą. Nauczyciel przestaje być mistrzem w swoim zawodzie, traci autorytet, zaczyna być pracownikiem technicznym, bezustannie szkolonym, trenowanym przez rozmaitych ekspertów, posiadaczy jedynie słusznego kamienia filozoficznego w dziedzinie oświaty, poddawany jest rozmaitego typu kontrolom; oczekuje się od niego, że będzie pracował według instrukcji, wypełniał punkty, pisał biurokratyczne sprawozdania.

— Kiedy rozpoczął się ten proces przekształcania polskiej szkoły w zakład rozrywkowo-produkcyjny?

W latach 90. ubiegłego wieku, kiedy to niewinnie i na pierwszy rzut oka rozsądnie zaczęło się od pytań: Dlaczego podręczniki są takie szare? Dlaczego szkoła jest taka smutna? Postanowiono, że wszystko ma być wesołe, uśmiechnięte, że w szkole podstawowej mają królować zaprzyjaźnione z dziećmi postaci z kreskówek… Nauczyciel też musi udawać postać z kreskówki. Szkoła za wszelką cenę musi być radosna — przekonywały pedagogiczne autorytety… Władze kuratoryjne wręcz promowały takie imprezy, jak dni wagarowicza, żeby dzieci się przebierały i beztrosko wychodziły na miasto.

— Zapanował szkolny obowiązek radości?

Można tak powiedzieć. To była taka sztuczna, odgórna radość, która, gdy się jej przyjrzeć bliżej, była czasami bardzo smutna, bo powierzchowna… Niestety, ta pierwsza dziecinna radość kolorowej szkoły wymuszała dalsze kroki — aby jej nie zaburzać, wymagania wobec uczniów musiały być obniżane, zaczęło się równanie w dół.

— Postępował też proces oduczania samodzielnego myślenia, choć panowało przekonanie, że zrobiła to już szkoła peerelowska…

Wydaje mi się, że po prostu doszło tylko do „polakierowania i pokolorowania” szkoły socjalistycznej, a ta jej odnowa wcale nie przełożyła się na uczenie samodzielności myślenia. Z czasem okazało się, że jest wręcz przeciwnie. Wystarczy posłuchać swobodnych wypowiedzi studentów z pierwszych lat kulturoznawstwa lub polonistyki; wszystkie są do siebie bliźniaczo podobne. Efektem reformowania edukacji jest więc to, że absolwenci szkół średnich w Polsce myślą tak samo — jak skserowani — i uważają, że właśnie tak powinno być. Są zaskoczeni, gdy się od nich wymaga jakiejkolwiek samodzielności myślenia, oczekują, żeby nimi pokierować…

— Uważa się, że to wprowadzenie testów egzaminacyjnych zabiło wyobraźnię i myślenie…

Nie można twierdzić, że wszystkie testy są złe, ale już sama forma formularza maturalnego zostawia uczniowi do wypełnienia tylko drobne pola, i to w ramach zamkniętych możliwości; uczy dostosowania do narzuconego schematu, do określonej formuły. Potem taki człowiek na każdym kroku chce, aby go prowadzić, podać rękę, dać instrukcję, jak ma myśleć.

— Skąd ta moda na testy?

To nie jest nasz rodzimy wymysł. Całą podstawę programową, czyli dokument określający program nauczania, dostosowano do obecnie obowiązującego systemu egzaminów, które są prowadzone metodą testową zgodną z międzynarodowymi standardami.

— Dostosowujemy się do świata, czy to źle?

Źle, jeśli w ten sposób sami się ograniczamy. Na poziomie międzynarodowym możemy testować jedynie umiejętność rozumienia tekstu, ale już nie umiejętności pisarskie młodzieży, erudycję historyczną i literacką, zwłaszcza tę związaną — co trzeba podkreślić — z budowaniem w młodym człowieku tożsamości narodowej przez zaznajamianie go z kulturą, tradycją i dziedzictwem narodowym. To wszystko nie podlega umiędzynarodowionej ocenie, w związku z tym przestajemy tego uczyć. Szkoła przestaje przekazywać tożsamość kulturową i narodową!

— Chodzi przecież o to, byśmy byli bardziej europejscy i światowi niż polscy. Mniej zaściankowi…

No właśnie, to się nam wciąż wmawia! Wszystko, co nie jest na rękę reformatorom, stygmatyzuje się, mówiąc, że coś jest anachroniczne albo zaściankowe… To odnosi skutek, gdyż większość ludzi, usłyszawszy, że coś jest anachroniczne, wystrzega się głoszenia takich poglądów, nawet jeśli są zdroworozsądkowe i zgodne z ich przekonaniami.

— Czy, Pana zdaniem, polscy reformatorzy edukacji zbyt skwapliwie ulegają światowym tendencjom? Czy może po prostu nie chcą zamykać świata przed młodymi Polakami?

Tak to tłumaczą, choć prawdziwych przyczyn należałoby szukać znacznie głębiej — w dominacji tzw. multikulturalizmu, co oznacza, że nie możemy dziś mówić młodemu Polakowi, iż jest dziedzicem polskiej kultury, ponieważ on musi być koniecznie otwarty na inność… Bohaterem programu nauczania staje się „inny” i w związku z tym otrzymujemy w efekcie kosmopolityczny, sfragmentaryzowany, niezhierarchizowany wewnętrznie zespół edukacyjnych wzorów, które tworzą kakofonię intelektualną, co wyklucza myślenie w kategoriach narodu, państwa, narzuca myślenie w kategoriach globalnych albo wielokulturowych.

— Stąd tendencja do ograniczania programu języka polskiego i historii Polski?

Tak. Najbardziej poszkodowany jest obecnie język polski. Historycy potrafią się jeszcze bronić względnie dobrze, natomiast poloniści sami przyłożyli rękę do destrukcji własnej dyscypliny. Oczywiście, kierując się dobrymi intencjami i w przeświadczeniu, że ożywiają swoją ofertę dydaktyczną.

— W jaki sposób?

Podstawowy błąd popełniono w latach 90. XX wieku, rezygnując z założenia, że o tym, co znajduje się na liście lektur, decydują wartości artystyczne, kulturowe i wychowawcze tekstów. Następnie usunięto z programu nauczania języka polskiego historię literatury, a w 2000 r. — także historię literatury polskiej. Uznano, że zadaniem szkoły nie jest wychowanie młodzieży na ludzi znających swoje miejsce w świecie, kochających swój kraj, rozumiejących swoje obowiązki wobec państwa i wobec innych obywateli.

— A czy rzeczywiście ta szczegółowa wiedza np. z historii polskiej literatury jest przydatna średnio wykształconemu Polakowi w dzisiejszym, pękającym od nadmiaru informacji, świecie?

W latach 90. zakwestionowano tę potrzebę i uznano, że prosta umiejętność rozumienia tekstu jest czymś ważniejszym niż znajomość faktów, biografii, dat, czyli tego całego bagażu erudycyjnego, który niesie ze sobą historia literatury. Temu uzasadnieniu trudno było odmówić racji. Jednak nikt nie wyobrażał sobie wtedy, że to zdejmowanie balastu zbyt szerokiej wiedzy doprowadzi do tego, co nastąpiło w 2000 r., kiedy to bezwzględnie podporządkowano nauczanie języka polskiego wyłącznie komunikacyjnemu, strukturalistycznemu modelowi: nadawca — komunikat — odbiorca. Wtedy to całkowicie zwyciężyła postmodernistyczna tendencja, aby w ogóle nie uczyć literatury, zwłaszcza narodowej, a nauczać jedynie rozumienia tekstów kultury. A tekstem kultury jest, oczywiście, nie tylko poemat Mickiewicza czy pieśni Kochanowskiego, ale także komiks, reklama, powieść sensacyjna…

— W ten sposób szkoła ma ułatwiać poruszanie się we współczesnym świecie…

Tak to uzasadniano. Dlatego też do programu języka polskiego szerokim frontem wprowadzono publicystykę. Na egzaminach maturalnych i w podręcznikach często cytuje się artykuły z „Gazety Wyborczej” albo publicystykę radiową czy telewizyjną… Można z łatwością zauważyć, że 100 proc. tych cytatów pochodzi z politycznie poprawnych mediów. Pozornie ma to służyć temu, żeby młodzież nauczyła się rozumieć komunikaty medialne.

— I tak ich nie rozumie!

To prawda, a jedynym efektem takiego zaśmiecania programu szkolnego wyselekcjonowanymi tekstami dziennikarskimi jest to, że młodzież przyzwyczaja się, iż istnieje kanon poprawnego myślenia, reprezentowany przez tytuły cytowane w podręcznikach.

— Można powiedzieć, że współczesna polska szkoła uczy politycznej poprawności?

Zdecydowanie, wymusza wręcz tę polityczną poprawność! I wydaje się, że jest to istotny cel wielu działań należących do tego pakietu reform, z którymi właśnie mamy do czynienia.

— Zreformowana polska szkoła ma walczyć z ciemnogrodem, a jednocześnie tworzy poprawny politycznie ciemnogród?

Tak, to bardzo dobre określenie, polska szkoła tworzy „politycznie poprawny ciemnogród”, bo jeżeli nie uczy historii, nie uczy geografii, nie uczy znajomości kanonu kultury, to efektem takiej edukacji może być tylko człowiek powierzchownie nowoczesny, a w gruncie rzeczy ograniczony, pozbawiony wyobraźni, niesamodzielny, wierzący bezkrytycznie w to, co słyszy w mediach, a w konsekwencji naprawdę bezbronny wobec wyzwań życia.

— Szkoła ogólnokształcąca, pilnie dostosowana do światowych wzorów nie dostarcza elementarnej wiedzy o świecie i życiu?!

Tak, obserwujemy coraz większą zapaść w dziedzinie wiedzy młodzieży o świecie, nawet tej najbardziej podstawowej. Kilka lat temu zorientowałem się, że studentka drugiego roku polonistyki nie wie, co znaczy zwyczajowy tytuł „Dziady drezdeńskie” — nie wie, że przymiotnik pochodzi od miasta Drezno, nie wie nawet, gdzie leży Drezno… Od tego czasu co roku zadaję studentom to właśnie pytanie. Odpowiedzi są następujące: Drezno leży na Litwie, na Ukrainie, w Austrii… Młodzież naprawdę niewiele wie, nie potrafi odróżniać polskich dynastii, nie zna geografii… Za to lubi mówić o tym, co czuje, albo co się jej wydaje, i czeka na akceptację. Oczywiście, są i krzepiące, ambitne wyjątki.

— Mamy zatem pierwsze efekty przekształcania szkolnictwa w bardziej radosne, ale ten proces „doskonalenia” systemu edukacji jeszcze się przecież nie skończył… Co dalej?

Najgroźniejsze dziś wydaje się to, że reforma edukacji, zwłaszcza od momentu, gdy stery objęła minister Hall, zmierza najwyraźniej ku komercjalizacji. Szkołę zaczęto traktować nie jako instytucję kulturalną, nie jako instytucję państwową czy miejsce szczególnie wyróżnione i jedyne w swoim rodzaju, lecz jako zakład usługowy, w którym klienci, czyli uczniowie i rodzice, zgłaszają się do obsługi, którą stanowią nauczyciele i urzędnicy oświatowi. Przyjmuje się założenie, że jedynym modelem poprawnie działającej organizacji jest spółka prawa handlowego, a więc celem proponowanych przez panią minister zmian jest przekształcenie szkół w spółki prawa handlowego, prowadzone przez jakieś podmioty fizyczne albo prawne…

— … już nawet nie samorządy?

Samorządy w tym projekcie są ogniwem pośredniczącym. Administracja centralna przerzuca na nie ogromną ilość obowiązków organizacyjnych i finansowych z całkowitą świadomością, że sobie nie poradzą, bo mają za mało pieniędzy… Poza tym samorządy na poziomie gminy, a nawet powiatu, nie mają wyspecjalizowanych kadr. Moim zdaniem, z całkowitą premedytacją stawia się dziś samorządy w przymusowej sytuacji, żeby musiały się desperacko zwracać do podmiotów zewnętrznych, np. do stowarzyszeń rodziców, fundacji i innych organizacji, które zgodzą się prowadzić szkoły, ale oczywiście, już bez Karty Nauczyciela, opierając się na zewnętrznych funduszach…

— I bez państwowej kontroli? Planuje się likwidację kuratoriów.

Nadzór zostaje przerzucony na samorządy, a „wspomaga” się je w ten sposób, że zamiast kuratoriów mają powstać spółki oferujące samorządom prowadzenie nadzoru pedagogicznego, czyli ocenę pracy szkół.

— Kto na tym zarobi?

Na to pytanie łatwo odpowiedzieć. Zarobią ci, którzy już dość dobrze zarobili na reformie oświaty… Przede wszystkim ci, którym uda się przechwycić europejskie fundusze strukturalne i którzy otrzymają zlecenia np. na budowę placów zabaw przy szkołach, na to ciągłe „kolorowanie i lakierowanie”… Gorszące jest to, że w sytuacji, kiedy 30 proc. szkół nie spełnia warunków sanepidu, budujemy place zabaw, koniecznie o pomarańczowym kolorze podłoża… Z całą pewnością tych ludzi sukcesu w oświacie jest i będzie sporo.

— Nie są nimi z pewnością ani nauczyciele, ani uczniowie…

Nauczyciele biednieją i coraz bardziej obawiają się, że stracą pracę, rodziców nie stać na podręczniki, które ciągle się zmieniają i są coraz droższe… Nawet uczniowie nie są zadowoleni.

* * *

Prof. Andrzej Waśko — polski literaturoznawca i wykładowca, badacz romantyzmu, były wiceminister edukacji narodowej. Obecnie jest pracownikiem Katedry Historii Literatury Oświecenia i Romantyzmu Wydziału Polonistyki UJ oraz Instytutu Kulturoznawstwa Wydziału Filozoficznego Wyższej Szkoły Filozoficzno-Pedagogicznej „Ignatianum” w Krakowie.

http://www.opoka.org.pl/
Nadesłane: Mazi

Napisane w Polska. Tagi: . 15 Comments »

Odpowiedzi: 15 to “Polska szkoła — poprawny politycznie ciemnogród”

  1. A Says:

    Dokładnie tak jest jak !!Moja córka na szczescie jest juz po maturze.Dzis wybini uczniowie sa przesladowani przez nauczycieli i uczniów ,jak chcą samodzielnie myslec ,nie wolno!!Córka od 6 roku zycia duzo czytała .Słowackiego i Mickiewicza miała w jednym palcu,wszystkie lektury czytała nigdy nie korzystała ze sciag,poza programowo przeczytała całe stosiki z literatury światowej i cóz ,na podstawowej maturze z polskiego dostała 72 punkty..!!!tyle co ci ,którzy nic nie przeczytali..i potem sie z niej wysmiewali ,ze niepotrzebnie tak sie wysilała 12 lat!!
    Jest tez taki przedmiot jak kultura,i nauczyciel co sie opieprza i robi za waznego ,córka nie miała go przez rok ,bo była w innej szkole ,dyrekcja kazała jej zdawac ,zeby ocena znalazła miejsce na dyplomie.
    Sama przygotowała sie do egzaminu i tez poazka ,bo pani dała jej tekst trudny tekst ,jakiego chyba nikt nie widział w szkole ,no i powiedziała ,ze z łaski daje jej 4 ,absolutnie nie przekonało je to ,ze córka 12 lat gra na skrzypcach i miała równiez suksesy z plastyki ,oprócz tego była juz w najwiekszych muzeach Polski i francji ,Wegier,Ukrainy..Okazało sie ,ze cała klasa ma 5 ,bo pani pytała ich jakie seriale oglada sie najlepiej..i z tego postawiła oceny.
    Szkoła degraqduje pracowitych a wspiera kretaczy i cwaniaków..,bezmózgowców.

  2. Lady Bonfire Says:

    Olać maturę i zostać milionerem!

    • dialog Says:

      To musisz by krentaczem i oszustem tak David Rockefeler lub inni….A ja chce byc madrym i dojrzalymd
      czlowiekiem .Niewszyscy musza byc milionerami Zycie to nie pieniadze dzis wyjdziesz na miast i jakis psychol cie zabije lub przejedzie samochodem…I co ci po milionach jak bedziesz gnil w ziemi.Myslisz jak
      zy dzisko….Oni zyja tylko dla kasy to sa ich wartosci

  3. Niezrzeszony Says:

    Destrukcje w edukacji szkoły dostrzegam na przykładzie programu szkolnego i wiedzy ogólnej własnych dzieci. O pracy dla dobra ojczyzny, pracowitości, uczciwości szkoła nie uczy. Patriotycznie jest tylko na pokaz podczas niektórych uroczystości. Przeciętny człowiek wyczuje, że są to gesty bez treści i przekonania o ich wartości. To co osobiście dostrzegam w języku polskim , to wciskanie tematyki bajek, fantastyki i budowanie wyobrażeń młodych ludzi, że na ich podstawie funkcjonuje świat. Komentarze nauczycieli ze stażem 20 i więcej lat są zbieżne .z moimi spostrzeżeniami.

  4. zalb Says:

    Gdybyście posłuchali „jedynie słusznego” radia Zet, to byście usłyszeli prawdziwy ciemnogród. Słuchacze, którzy tam dzwonią mówią w „jedynie słuszny” sposób- czyli władza PO kochana i wspaniała, z kochanym i wspaniałym premierem, a wszyscy co się nie zgadzają to niech sie idą utopić. Można to mniej więcej w takich słowach ująć. Spróbujcie strajkować- już zetka znajdzie „przypadkowych” słuchaczy, którzy was zmieszają z błotem. Tak ta stacja działa. Dziennikarze zetki również wypowiadają sie w „jedynie słuszny” sposób. Pamiętam jak wulgarnie i chamsko opluwali Lecha Kaczyńskiego na antenie, aż poseł PO (TAK- PO!) ich uspokajał w związku z czym panowie i jego zaczęli wyśmiewać. Radio bzdet.

    • Freedom Says:

      Jeżeli PO wygra wybory to idę się „utopić”!
      Kur.. przecież idzie oświecenie, więc ludzie powinni COŚ zauważyć!
      podniesiony VAT, opłaty dla ciężarówek (uderzające w zwykłych obywateli.. ) Viatoll , wprowadzenie GMO i wiele innych afer….. No do cholery idiota by się domyślił. Przecież PO zakładali ludzie (Olechowski) którzy służą Illuminatom.
      Ps. W piątek 01.07.2011 przyjęto nową ustawę o nasiennictwie gdzie PO i PSL!!! głosowało za wprowadzeniem GMO – niestety przegrało DOBRO OGÓLNE!

    • Jacolo Says:

      To masz pecha bo już wiadomo kto wygra🙂

    • PIK Says:

      Freedom nie rob tego kto bedzie robil wpisy na Prawda.xlx.pl, ludzie chca Cie czytac, a poza tym mozna zawsze „zniszczyc” jakies poletko GMO… i nie tylko, mozna zrobic cos dobrego.

    • zalb Says:

      Nie ma się co wieszać. Trzeba zagryźć zęby i przetrwać następne lata rządów tej antypolskiej bandy. Taki jest plan aby znów wygrali bo nawet gdyby wygrał PiS, to byłaby to zbyt mała wygrana by stworzyć samodzielny rząd i byłby znów problem. Co to za rząd, który nie ma w sejmie wystarczającego poparcia do wprowadzania własnych ustaw? Do tego z opozycji. Trzeba przeczekać, az wreszcie PO nie będzie w stanie dłużej ukrywać fatalnej sytuacji Polski i ludzie sami zaczną się budzić z propagandowego snu PO.

    • Rafik Says:

      Nie warto popełniać samobójstwa!! narodzisz sie jeszcze raz i będziesz miał gorzej niż masz teraz. Głowa do góry!!! / znajdź najprostsze alternatywy na życie , dowiedz się co jest zdrowe ( większość produktów jest tania) jeśli chodzi o jedzenie. Zacznij rozwijać sie ,,duchowo,, co pozwoli Ci uwolnić się od zgubnego materializmu. Przestań patrzeć na scenę polityczną.To co się dzieje dookoła ma jeden cel : przyciągnąć twoją uwagę. Odnajdź wewnętrzny spokój , szukaj zrozumienia w swojej głowie, Kochaj!!! Każdy krzyczy że jest bieda , że jest tak źle!!! Dobra , pytanie jest jedno : kto to powiedział ? ,,Punkt widzenia zależy od punktu siedzenia,,

  5. Ja Says:

    W latach 60 i 70 XX wieku wmówiono bandom biednych i głupich dzieci, że peace,love i rokenddroll to jest to, co chcieliby i mogliby robić przez całe życie, wielka szansa na wymianę elit politycznych i intelektualnych, jaką dostały narody świata po II Wojnie została w latach 60 i 70 wykorzystana do ponownego przejęcia władzy przez odsuniętych- bandy hardych i butnych spadkobierców wielkich rodów które od zawsze rządziły światem . Dzięki otumanieniu ludzi socjalem i dobrobytem, który uzyskiwało się z grabieży Afryki czy Azji, zapewnili sobie na długie lata koryto dla siebie i swoich rodzin, ale żeby to osiągnąć konieczne było zawrócenie z drogi rozwoju intelektualnego dużej rzeszy ludzi, którzy zaczynali rozumieć i zrobienie z nich dzieci-kwiatów, ćpunów, harcerzy czy czego tam jeszcze i oduczenie ich samodzielnego myślenia i refleksji. Mieli żreć, oglądać tv, pracować dla dobra narodu i nie myśleć za dużo.Teraz to wprowadza się i u nas a tu ktoś się burzy, a przecież wszyscy pragnęli i żądali demokracji i wolności jak na zachodzie- no to ją macie.

  6. w.red Says:

    Bardzo „na rzeczy” i „na czasie”. Ale oprócz poruszanego aspektu jest jeszcze jeden o podstawowym znaczeniu – KASA. Oświata i edukacja to przede wszystkim wydatki ponoszone przez państwo. Zaś „władzunia” jest zainteresowana przede wszystkim swoimi dochodami. Na cóż więc wspierać „konkurencję” (zwłaszcza jeśli, co słusznie zauważył autor tejże „władzuni” nie są potrzebni wykształceni ludzie lecz niewolnicy przyuczeni do wykonywania najprostszych prac) skoro „apetyty” dopisują.

  7. łezka Says:

    Smutna prawda, ale niestety prawda została przedstawiona w tym artykule. Jako nauczycielka pracująca w szkole podstawowej z coraz większym niepokojem przyglądam się dzieciom, które przychodząc do szkoły już w wieku 5 lat (oddział przedszkolny tzw. zerówka) są przesiąknięte tym całym ogłupiającym chłamem telewizyjnym, grami komputerowymi, telefonami komórkowymi i co najgorsze często w tym wszystkim pozostawione samym sobie. Rodzice bowiem przyduszeni natłokiem pracy (kolejna chora spirala systemu) zmuszani są niejednokrotnie przyprowadzić dziecko do szkoły wraz z chwilą jej otwarcia czyli o 6.00 i odebrać je z momentem kończącym pracę świetlicy szkolnej czyli o godzinie 17.00, nie mając już siły i chęci nawet na rozmowę z synem czy córką. A w samej szkole także jak robotom uczniom wtłaczane są nie rzadko niczego nie dające treści, które powodują tylko zaśmiecenie ich umysłów, nie zmuszając do logicznej analizy. I nasuwa się pytanie – jakie będzie wyglądało nasze społeczeństwo, gdy ta latorośl dorośnie?Czy jest się czego bać?Wierzę jednak głęboko, że w tym całym szumie dezinformacji młodzi ludzie będą potrafili odnaleźć samych siebie i kreować swoją przyszłość świadomie i samodzielnie, odrzucając wszystko to, co po drodze było im lansowane głównie w środkach masowego przekazu. Ja ze swej strony przynajmniej staram się, mając tę możliwość zaszczepić w nich ciekawość poznawania siebie i świata z trochę innej strony niż to ma miejsce w ich życiu na co dzień🙂

  8. kahira Says:

    BRAWO !!! Nareszcie Ktoś mądrze poruszył ten temat. Będąc rodzicem nastolatka z ogromnym niepokojem obserwuję to co się obecnie dzieje w tym „systemie” … a mając w pamięci swoje własne doświadczenia z okresu edukacji, współczuję obecnym uczniom. Brak „bazy” kulturowej (kształtowanej właśnie przez literaturę) odciśnie piętno na wielu młodych ludziach… ale komu dziś potrzeba wyższych wartości…? Ujmę tą obserwację w ten sposób:

    Pin i … zielony, to już jak rozkaz !
    … i ten R Y T M – obcy… wyjałowiony,
    a wciąż obecny, nachalnie dławiący ciszę…
    – swobodne głosy, gesty, spojrzenia;
    – „easy” world …
    – „easy” Boys & Girls … miliony …
    każdy „JEST” nowym Elvisem …
    … wydrukowany … media podały;
    takie to łatwe, to nic wielkiego,
    tylko …
    … wciśnij P I N i … zielony.
    kahira🙂

    • PIK Says:

      To moze tak troche literatury…

      Kiedy wół był ministrem i rządził rozsądnie,
      Szły prawda rzeczy z wolna, ale szły porządnie.
      Jednostajność na koniec monarchę znudziła,
      Dał miejsce wołu, małpie, lew, bo go bawiła.
      Dwór był kontent, kontenci poddani z początku;
      Ustała wkrótce radość; nie było porządku.
      Pan się śmiał, śmiał minister, płakał LUD UBOGI.
      Kiedy więc coraz większe nastawały trwogi,
      Zrzucono z miejsca małpę; żeby złemu radził,
      Wzięto LISA: ten pana i poddanych ZDRADZIL.
      Nie osiedział się zdrajca, i ten, który bawił:
      Znowu wół był ministrem i wszystko naprawił

      ignacy KRASICKI


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: