Czarna lista szkodliwych leków

Zamieszczamy czarną listę leków dostępnych we Francji o udowodnionych szkodliwych skutkach ubocznych. W ubiegłą sobotę francuski minister zdrowia, Xavier Bertrand zapowiedział publiczne ogłoszenie listy lekarstw znajdujących się pod ostrym nadzorem ze względu na ich szkodliwe skutki uboczne. Dziś listę opublikowały francuskie media.

Usunięty z rynku „Mediator” który był przyczyną ponad 500 zgonów we Francji (statystyki potwierdzone przez badania) nie jest przypadkiem odosobnionym. Wkrótce zostaną wycofane kolejne dwie molekuły: „Arcoxia” oraz „Champix”.

Molekuły nadzorowane są przez agencję bezpieczeństwa sanitarnego, jednak badania nad szkodliwością leków prowadzą wyłącznie laboratoria, które są ich producentami.

Oto oficjalna lista opublikowana dziś przez francuskie media:

ABSTRAL (laboratoire Prostrakan). Przeciwbólowy. Skutek uboczny: depresja układu oddechowego

ACLASTA 5 mg (laboratoire Novartis). Lek na osteoporozę. Skutek uboczny: stałe uszkodzenie nerek

ACOMPLIA (Sanofi-Aventis). Odchudzający. Skutki uboczne: depresja, zawroty głowy, bezsenność.

ALLI 60mg (GSK). Odchudzajacy. Skutki uboczne: stany lękowe

ANTASOL (laboratoire Sol France). Przeciwbólowy. Skutek uboczny: zmiany w układzie nerwowym, stany lękowe

ARCOXIA (MSD Chibret). Przeciwzapalny lek na arthrose. Skutek uboczny: zwiększa ryzyko zawału oraz udaru mózgu.

BYETTA (Lilly). Lek na cukrzycę. Skutek uboczny: Problemy gastryczne, mdłości, wymioty, uszkodzenie nerek.

CELSENTRI (Pfizer). Lek dla chorych na AIDS. Skutek uboczny: ryzyko uszkodzenia wątroby, zaburzenia pracy serca oraz mięśni.

CERVARIX (GSK). Szczepionka zabezpieczająca przed rakiem szyjki macicy. Skutek uboczny: bóle głowy i mięśni, zaczerwienienia, opuchnięcie.

CHAMPIX (Pfizer). Stosowany przy kuracji antynikotynowej Skutek uboczny: zaburzenia układu nerwowego, depresja, nerwowość, bóle głowy.

CHLORHYDRATE DE BUPRENORPHINE (Merck). Stosowany przy kuracji antynarkotykowej. Skutek uboczny: uszkodzenia wątroby , depresja układu oddechowego.

CIMZIA (UCB Pharma) : Lek na reumatyzm. Skutek uboczny: gruźlica oraz zona.

CYMBALTA (Lilly). Antydepresant. Skutek uboczny: uszkodzenia wątroby, myśli samobójcze.

EFFENTORA (Céphalon). Przeciwbólowy. Skutek uboczny: nawet niewielkie przedawkowanie może być śmiertelne.

EFIENT 10 mg (Lilly). Lek na układ krwionośny. Skutek uboczny: ryzyko wylewu oraz anemia

ELLAONE (HRA Pharma). Środek antykoncepcyjny, zażywa się do 5 dni po niezabezpieczonym stosunku. Skutek uboczny: nadciśnienie, ciąże pozamaciczne, uszkodzenia wątroby.

ENTONOX (Linde Healthcare). Lek stosowany w szpitalach – mieszanka tlenu i protoxyde azotu. Skutek uboczny: zaburzenia układu nerwowego, stany lękowe.

EXJADE (Novartis). Lek na nadmiar żelaza we krwi. Skutek uboczny: zaburzenia wątroby oraz jelit

FIRMAGON (Ferring). Lek hormonalny na raka prostaty. Skutek uboczny: patologie układu krwionośnego, zachwianie mineralnej struktury kości.

GALVUS (Novartis). Lek na cukrzyce. Skutek uboczny: uszkodzenia wątroby, zaburzenia układu nerwowego.

GARDASIL (Sanofi-Pasteur MSD). Szczepionka przeciwko papillomavirus, zabezpieczająca przed rakiem szyjki macicy. Skutek uboczny: podrażnienia skóry, gorączka, szkodliwy dla kobiet w ciąży.

ILARIS (Novartis). Przeciwbakteryjny. Skutek uboczny: zawroty głowy, wzrost poziomu cholesterolu we krwi.

INCRELEX (Ipsen). Lek na przyspieszenie wzrostu dla dzieci opóźnionych w rozwoju. Skutek uboczny: niedokrwistość, rozrost migdałów.

INSTANYL ( Nycomed). Przeciwbólowy. Skutek uboczny: depresja układu oddechowego, wymioty, zawroty głowy.

INTELENCE (Janssen-Cilag). Przeciwwirusowy. Skutek uboczny: wysypka, wymioty.

INTRINSA (Procter&Gamble Pharmaceuticals), patch zwiększający popęd u kobiet w okresie menopauzy Skutek uboczny: wysypka, trądzik, nadmierne owłosienie, zmiana głosu, rak piersi.

ISENTRESS (Merck, Sharp & Dohme LTD), Lek przeciwwirusowy dla chorych na AIDS. Skutek uboczny: rozwolnienia, mdłości, wymioty, gorączka

JANUVIA, 100 mg comprimé pelliculé (Merck, Sharp & Dohme LTD), Lek na cukrzyce. Skutek uboczny: zaburzenia w układzie pokarmowym, infekcje układu oddechowego, wysypka, nadwrażliwość.

KALINOX (Air Liquide Santé France), Przeciwbólowy. Skutek uboczny: wymioty, stany lękowe, euforia

KUVAN (Merck Serono), Lek na zaburzenia metaboliczne. Skutek uboczny: zaburzenia w układzie pokarmowym, uszkodzenie nerek.

LUCENTIS (Novartis Europharm LTD), Lek na zaburzenia mięśni. Skutek uboczny: uszkodzenie siatkówki oka, katarakta, zapalenia oka, reakcje alergiczne.

METHADONE AP-HP gélule (Bouchara-Recordati), Stosowany przy kuracji antynarkotykowej. Skutek uboczny: depresja, wymioty, zatwardzenia, bezdech, zawał.

MULTAQ (Sanofi-Aventis), Stosowany przy zaburzeniach pracy serca. Skutek uboczny: rozwolnienia, mdłości, wymioty, osłabienie.

MYCAMINE (Astellas Pharma), stosowany przy grzybicy. Skutek uboczny: wymioty, ryzyko raka wątroby.

NPLATE (Amgen), Lek na niedokrwistość. Skutek uboczny: bóle głowy, zaburzenia układu krwionośnego.

ONGLYZA (Bristol-Myers Squibb/AstraZeneca), Lek na cukrzyce. infekcja dróg oddechowych, wymioty, bóle głowy.

ORENCIA (Bristol-Myers Squibb), Lek na reumatyzm. Skutek uboczny: infekcja dróg oddechowych oraz układu moczowego, alergie, mdłości, bóle głowy.

OXYNOX (Air Products SAS), Przeciwbólowy. Skutek uboczny: mdłości, leki, euforia.

PRADAXA (Boehringer-Ingelheim), Stosowany u osób z proteza kolana lub biodra. Skutek uboczny: wymioty, zatwardzenia, uszkodzenia żył, bezsenność, ryzyko wylewu i uszkodzenia wątroby.

PREVENAR 13 (Pfizer), Szczepionka dla dzieci na pneumokoki. Skutek uboczny: alergie, gorączka, poirytowanie, zaburzenia apetytu, bezsenność.

PROCORALAN (Servier), Stosowany przy zaburzeniach pracy serca. Skutek uboczny: zwolnienie pracy serca, zawroty głowy.

RELISTOR (Wyeth Pharmaceuticals France), Przeciwbólowy, stosowany u osob nieuleczalnie chorych. Skutek uboczny: bóle brzucha, wymioty, biegunka.

REVLIMID (Celgen Europe Limited), Stosowany przy raku kosci. Skutek uboczny: zaburzenia układu krwionośnego, pokarmowego, wysypka, embolia.

REVOLADE (GlaxoSmithKline), Stosowany u osób z usuniętą trzustką. Skutek uboczny: bóle głowy, wymioty, uszkodzenie wątroby i żył, embolia, zawał.

ROACTEMRA (Roche), Lek na reumatyzm. Skutek uboczny: bóle głowy, zapalenie płuc zona, przerwanie jelit.

STELARA (Janssen-Cilag), Lek na łuszczyce. Skutek uboczny: alergie, infekcje.

SYMBICORT (AstraZeneca), Lek na astmę. Skutek uboczny: palpitacje, dreszcze, podraznienie gardła, kaszel, zmiana głosu.

THALIDOMIDE (Celgene), Usunięty z rynku w 1962 roku. Stosowany aktualnie w terapii antyrakowej. Skutek uboczny: deformacje płodu w przypadku ciąży, uszkodzenia żył, embolia.

THELIN (Encysive Limited), Lek na nadciśnienie. Skutek uboczny: infekcja dróg oddechowych, odma płuc.

TOCTINO (Basilea Pharma), Stosowany na egzemę rąk. Skutek uboczny: deformacje płodu w przypadku ciąży, zaburzenia psychiatryczne, uszkodzenie oczu.

TRACLEER (Actelion), Stosowany przy nadciśnieniu oraz wrzodach. Skutek uboczny: uszkodzenie wątroby.

TYSABRI (Biogen Idec France), Stosowany w leczeniu sklerozy. Skutek uboczny: uszkodzenia wątroby, komplikacje neurologiczne.

TYVERB (GSK), Stosowany przy raku piersi. Skutek uboczny: zaburzenia układu pokarmowego, wysypka, uszkodzenia wątroby oraz płuc.

VALDOXAN (Servier). Lek antydepresyjny. Skutek uboczny: wymioty, zawroty głowy, uszkodzenia wątroby.

VIMPAT (UCB Pharma). Lek na padaczkę. Skutek uboczny: ryzyko samobójstwa, wymioty.

VOLIBRIS (GSK). Lek na nadciśnienie. Skutek uboczny: infekcja dróg oddechowych, palpitacje.

XARELTO (Bayer). Lek na układ krwionośny. Skutek uboczny: ryzyko krwawienia oraz wylewu, wrzody układu pokarmowego.

XYREM (UCB Pharma) Lek na bezsenność. Skutek uboczny: depresja układu oddechowego, zaburzenia neuro-psychiatryczne, myśli oraz próby samobójcze.

ZYPADHERA (Lilly) Lek na schizofrenie. Skutek uboczny: agresja, zawroty głowy, nadciśnienie, konwulsje, śpiączka.

Tłumaczenie: Marek Z.

Ziemianie (Earthlings)

Mgła wokół wraku tupolewa

Nie było katastrofy pod Smoleńskiem

Prezydent Bronisław Komorowski w rozmowie z Moniką Olejnik podtrzymał swoją opinię o winie polskich pilotów za katastrofę smoleńską, wybielając przy okazji kontrolerów rosyjskich i Rosję w ogóle. Dla Komorowskiego przyczyny tragedii z 10 kwietnia są „arcyboleśnie proste”. A dla mnie arcyboleśnie zagadkowe jest w jaki sposób ówczesny marszałek Sejmu zdążył 10 kwietnia z Budy Ruskiej do Warszawy, by około południa – jak pisał „Newsweek” – publicznie przejąć pełnienie obowiązków (pierwsze czynności faktyczne, m.in. ogłoszenie żałoby narodowej, miały miejsce przed 14) po śmierci prezydenta. Śmierci, nota bene, jeszcze wówczas nie potwierdzonej, czego wymaga prawo. Z Budy Ruskiej do Warszawy jest prawie 300 kilometrów, założywszy mały tłok podróż zabiera około czterech godzin. Komorowski nie mógł więc zdążyć, nawet jeśli wyjechał zaraz po 9 rano. Czy orędzie nie zostało zatem nagrane wcześniej? Dlaczego Kancelaria Marszałka Sejmu informowała, że obecny prezydent jechał z Trójmiasta? W matactwach nie pozostaje z tyłu i premier Tusk. W Sejmie podczas dyskusji smoleńskiej tłumaczył, że 10 kwietnia z Trójmiasta wracał samochodem służbowym. Jak informowało Centrum Informacyjne Rządu, do Warszawy leciał helikopterem.

„Arcyboleśnie proste” fakty przeczą też tezie o katastrofie i jej miejscu. Samolot rozerwany na miliony części, a tu czapka śp. gen. Andrzeja Błasika w bardzo dobrym stanie za to z wyrwanym orzełkiem, mundury z pozrywanymi dystynkcjami. Tak jakby ktoś mścił się na polskim mundurze nawet po śmierci ofiar. Brakło tylko niemieckich kul w kieszeniach jak to Sowieci robili w 1940 roku w Katyniu.

Na „miejscu katastrofy” błoto niemal na metr, tak że jeden z pistoletów należący do oficera BOR znaleziono na głębokości 70 cm, a tu jeden z mieszkańców przypadkowo znajduje w idealnym stanie – niczym wprost ze sklepu – godło z salonki śp. prezydenta Kaczyńskiego. Niezniszczona jest paczka z obrazkami, które wiózł do Katynia śp. bp Tadeusz Płoski. Mam jeden z nich.

Teren, na którym miał rozbić się tupolew był grząski. Gdyby, ważący kilka ton samolot lądował na plecach jak wmawia to MAK i rodzimi tzw. eksperci ogon zaryłby się w ziemię. Nie mówiąc o drzewach, których Tu154 nie wykosił, ani nie połamał z wyjątkiem najsłynniejszej brzozy świata. Autorzy inscenizacji poszli tutaj na całość: tupolew leciał na wysokości około 30 metrów, a foteliki dziecięce i śmieci pod brzozą pozostały nienaruszone.

Do tego brak danych co się stało z kokpitem, którego nie ma na żadnym ze zdjęć, a MAK dokładnie „wie” co się w nim działo, włącznie z ułożeniem rąk pilota na wolancie; wcześniej też informował o wynikach badań DNA w kabinie pilotów.Na zdjęciach z „miejsca katastrofy” nie widać zwłok, nie widzieli ich świadkowie, poza wiszącą na drzewie postacią w swetrze pozbawioną głowy. O braku ciał mówił m.in. operator Wiśniewski, który co prawda zmieniał swoje pierwotne wypowiedzi z 10 kwietnia o traktowaniu przez FSB, ale tej o braku ciał – nie. Jedyne widoczne ciała – to te o nienaturalnych kolorach na fałszywych fotografiach krążących po sieci, których zadaniem jest dezinformacja. I jeszcze brak huku – rosyjscy świadkowie mówili jedynie o odgłosie, jaki wydaje pękająca w ognisku butelka. Samolot jest chyba większy i głośniejszy niż butelka?
Na deser perełka: rządowy Tu 154M był tuż po remoncie, wymyty, pachnący. Tymczasem skrzydło, które znajduje się na miejscu katastrofy ma rdzawe plamy. Zostało zapewne wzięte z któregoś z samolotowych cmentarzysk. A to, że nie pochodzi z tupolewa – to chyba nie ma znaczenia? Podobnie jak nie pasujące do tego typu tupolewa silniki pieczołowicie ułożone przez Rosjan na płycie lotniska. Jak również ślady cięcia blach części samolotu.
Problem autentyczności wraku jest kluczowy, gdyż być może za dochodzenie prawdy został zamordowany Eugeniusz Wróbel, wiceminister transportu w rządzie PiS. To on miał być autorem tezy, że części wraku nie pochodzą z rządowego tupolewa o numerze bocznym 101. Wokół sprawy zapadła głucha cisza, „przykryto” ją zabójstwem Marka Rosiaka w biurze PiS w Łodzi. Co więcej, w oficjalnej wersji roi się od nieścisłości, począwszy od tego, że sprawcą jest syn, który wpierw ojca zadźgał nożem, a potem poćwiartował go w szale piłą łańcuchową. Ponoć był niezrównoważony i działał w szale, tyle że dziwnym trafem pomieszczenie, w którym rzekomo dokonał mordu, perfekcyjnie posprzątał.

W ogóle dziwne śmierci towarzyszą katastrofie smoleńskiej. 2 czerwca, jak podała tvn24.pl – umiera Krzysztof Knyż,moskiewski operator „Faktów TVN”, który prawdopodobnie sfilmował 10 kwietnia awaryjne lądowanie całego tupolewa. Przyczyna śmierci nie jest znana, o sprawie zdawkowo poinformowały „Fakty” i temat zniknął. Prasa zagraniczna – znalazłam to na stronie tvnfakty.pl – określała Knyża jako „zamordowanego w jego warszawskim mieszkaniu. Był operatorem, który sfilmował podchodzenie do lądowania polskiego samolotu prezydenckiego na lotnisku w Smoleńsku. Był jednym z pierwszych reporterów, któremu udało się znaleźć w miejscu wypadku zanim rosyjskie siły specjalne zmusiły je do jego opuszczenia.”
18 kwietnia w wypadku samochodowym zginął biskup Mieczysław Cieślar. Miał być następcą ks. Adama Pilcha, pełniącego obowiązki Naczelnego Kapelana Ewangelickiego, który poniósł śmierć w Smoleńsku. Tuż po katastrofie ponoć odebrał sms od ks. Pilcha, który przeżył zderzenie z ziemią. 6 czerwca w wypadku samochodowym zginął prof. Marek Dulinicz, szef grupy archeologów, która miała w czerwcu wyjechać do Smoleńska. Dulinicz miał być inicjatorem tej wyprawy.
Wszystkie te ofiary mają wspólny mianownik – mogłyby potwierdzić, że nie było katastrofy smoleńskiej.
Czy hipoteza dwóch miejsc: inscenizacji katastrofy oraz lądowania i likwidacji delegacji jest badana przez zespół parlamentarny posła Antoniego Macierewicza? Ona jako jedyna z dotychczasowych eliminuje sprzeczności (błoto i czyste godło, samolot po remoncie i rdza), i wydaje się być spójna. Czy też eksperci Macierewicza boją się podjąć tego wątku, mając w pamięci los Wróbla i długie ręce służb?

http://lubczasopismo.salon24.pl

Życie po życiu

Węgierski bunt przeciw współczesnemu neoimperializmowi

W dzisiejszych czasach nie armia i czołgi podbijają kraje. Taką rolę przejęły międzynarodowe koncerny, a okupowane narody, miast się buntować, są wdzięczne, że mają w ogóle jakąkolwiek pracę i przysłowiową miskę ryżu. Węgry, jako pierwsze rozpoczęły narodowy zryw wyzwoleńczy z ekonomicznych kajdan.

Węgierski rząd nie zgodził się obłożyć dodatkowymi podatkami obywateli i wpędzić ich w skrajną nędzę, a zamiast tego opodatkował międzynarodowe koncerny, przez co pozbawił je tzw. renty monopolistycznej.

Reżimowe media Tuskanii prawie w całości przemilczały węgierski bunt przeciw współczesnemu neoimperializmowi. Węgry wprowadziły podatek liniowy PIT 16%, CIT 10% oraz podatek bankowy 0,45% od aktywów netto oraz specjalną daninę od firm energetycznych, telekomów i dużych sieci sprzedaży detalicznej. Rodzime, węgierskie firmy nie spełniają kryteriów dochodowych, więc nie podpadają pod tę daninę. Spowodowało to wręcz amok zagranicznych koncernów. Rzeczpospolita napisała: „Szefowie 13 koncernów z Niemiec, Austrii, Holandii, Czech i Francji (m.in. ING, RWE, CEZ, AXA i Allianz) zaapelowali do Komisji Europejskiej, by wytłumaczyła rządowi węgierskiemu, jak ważne dla biznesu są stabilne warunki jego prowadzenia, oraz skłoniła Węgry do wycofania się z niesprawiedliwych, zdaniem koncernów, dodatkowych obciążeń podatkowych”.

Monopolizacja lokalnego rynku i renta monopolistyczna

Wielkie koncerny zmonopolizowały lokalny, węgierski rynek, przez co osiągały tzw. „rentę monopolistyczną”. Zysk tych koncernów miał się nijak do deklarowanych zysków, na podstawie, których wylicza się CIT. W Polsce również zaobserwowano, iż np. hipermarkety prawie nie wykazują zysku. W taki sam sposób hipermarkety funkcjonują na Węgrzech.

Każdy ekonomista praktyk wie, że w dobrze zarządzanej firmie zysk brutto, a więc zależny od niego CIT jest kategorią tzw. polityczną, którą można wykazać, lub nie. To tłumaczy, dlaczego Węgry obniżyły stawkę podatku CIT. Rodzime, węgierskie firmy nie miały możliwości ukrycia zysku, więc płaciły wysokie podatki, natomiast koncerny zagraniczne płaciły mało lub prawie wcale. Powodowało to dyskryminację podatkową rodzimych firm. Do tego niska stawka CIT powoduje, że zachodnie koncerny będą miały niską motywację, by te zyski ukrywać przed lokalnym fiskusem.

Miast tego, rząd Orbana wprowadził specjalną daninę zależną od obrotów, a więc niemożliwą do ukrycia, czym uszczuplił tzw. „rentę monopolistyczną” zachodnich koncernów.

Czego oczekiwały zachodnie koncerny od Węgrów?

Koncerny oczekiwały, że węgierski rząd zgotuje piekło dla obywateli i węgierskich firm. Miało to polegać na radykalnym cięciu wydatków socjalnych, podniesieniu PIT, CIT oraz VAT. Orban miał do wyboru, albo uczynić Węgrów nędzarzami, albo opodatkowanie monopolistycznych koncernów na Węgrach – wybrał to drugie. O bezcelowym i dyskryminującym charakterze CIT dla firm węgierskich napisałem wyżej.

Podwyżka PIT oraz VAT uderza bezpośrednio w obywateli, więc Orban wybrał wyjście pośrednie, neutralne. Zachodnie koncerny nie mogą obejść i ukryć podstawy podatku VAT, więc podwyżka tego podatku do 25% mogła być neutralna dla Węgrów jedynie przy równoczesnej obniżce PIT, co też zrobiono.

Większość europejskich ministrów finansów oraz zachodnie koncerny nawoływały Węgry do ograniczenia wydatków socjalnych. Tymczasem rząd węgierski wprowadził m.in. udogodnienia społeczne dla matek, wydłużył okres wypłacania zasiłków po urodzeniu dziecka z 2 do 3 lat oraz zagwarantował im ubezpieczenia społeczne w tym okresie.

Rząd Orbana zapowiedział redukcję rozbudowanej biurokracji oraz płac w administracji publicznej. Węgierska biurokracja, podobnie jak polska, terroryzowała małe i średnie firmy, często poprzez nadużywanie prawa (w Polsce takim przykładem jest np. sprawa R. Kluski). Niskie podatki dla węgierskich firm mają, według Orbana i Fidesz służyć Węgrom, którzy będą mogli rozwijać swoje firmy w sprzyjających warunkach, bez dyskryminacji podatkowej, co przyczyni się do wzrostu zatrudnienia i wynagrodzeń. Przyjazne prawo podatkowe ma być podstawą wzrostu zamożności Węgrów.

Dla porównania, w Polsce biurokracja od 1990r. uległa prawie potrojeniu, a jej koszt w 2009r. wyniósł 77,6 mld. zł . Redukcja biurokracji tylko o połowę dałaby Polsce w ciągu 20 lat oszczędności równe obecnemu zadłużeniu Polski. Chyba rozumiecie w tej chwili zamiar Orbana odnośnie węgierskiej biurokracji?

Ann Applebaum o neoimperializmie

Ann Applebaum, żona min. Radosława Sikorskiego, pisze o przypadku Grecji, jako ostrzeżeniu dla narodów Europy: „W tym przypadku UE postanowiła, co Grecja ma zrobić. Nie sądzę, by ktokolwiek zdawał sobie sprawę, że UE ma aż taką władzę nad swoimi członkami. A na pewno nie wiedzieli o tym Grecy. „Jawne narzucenie Grecji woli UE posłuży także jako ostrzeżenie dla innych”, „Ale jeśli łamiesz zasady, ryzykujesz znalezienie się pod obcą finansową okupacją. Jeszcze chyba nie ukuliśmy nazwy na to zjawisko – może neo-euro-kolonializm? – ale niepostrzeżenie już nadeszło”. Czy trzeba dorzucić do tych słów jakiś komentarz?

Cechy charakterystyczne neokolonii

Neokolonia, to kraj formalnie niepodległy, obywatele mają swobody demokratyczne i wybierają w demokratycznych wyborach władzę. Własna konstytucja, wojsko, urzędy itd., typowy, niepodległy kraj? Znak zapytania jest nieprzypadkowy, bo w takim kraju własnością obywateli nie jest znacząca część gospodarki! Własność kapitału zagranicznego nie jest równoważona własnością obywateli za granicą. Wskutek tego znacząca część dorobku obywateli nie jest wykazywana w kraju macierzystym, lecz w kraju właściciela lub w raju podatkowym.

Mało tego, w neokolonii posiadanie stałej pracy przez oboje rodziców nie zapewnia wystarczających środków na utrzymanie rodziny. Dotyczy to więcej, niż 50% pracujących. Wyciek owoców pracy obywateli powoduje niedobory w budżecie państwa, jak i w budżetach samorządów. Z czasem takie kraje bankrutują, jak np. Grecja.

Czy Polska jest neokolonią?

Istotna część polskiej gospodarki jest w rękach zachodnich koncernów. Sieci hipermarketów coraz skuteczniej niszczą małe, rodzime sklepy. Dla hipermarketów małe i średnie polskie firmy produkcyjne nie są partnerem, a więc upadek małych sklepów odcina te małe i średnie firmy od rynku zbytu. Rząd wyprzedaje właśnie resztki gospodarki. Dla większości polskich rodzin nawet posiadanie stałej pracy przez oboje rodziców nie wystarcza na utrzymanie rodziny. Jest to ewenement na skalę światową. Co czwarte dziecko w Polsce jest niedożywione. Pani prof. Staniskisz w jednym z wywiadów w TV powiedziała, że budżet ma większe wpływy z tytułu hazardu, niż ze wszystkich firm z kapitałem zagranicznym razem wziętych. Wynika to z faktu, że zyski wypracowane przez Polaków nie są wykazywane w kraju, lecz poza jego granicami.

Kto wygra – Węgrzy czy neoimperialiści?

Niemieckie i inne koncerny przeciw prawom człowieka i wolnościom obywatelskim? Do podstawowych praw człowieka, m.in. należy prawo do swobodnego podejmowania pracy, także na własny rachunek, inaczej mówiąc prawo do działalności gospodarczej. Wysokie podatki, dyskryminacja podatkowa własnych obywateli oraz nadużycia administracji skarbowej łamią prawa człowieka.

Państwo musi szczególnie patrzeć na ręce wielkiemu kapitałowi. W Polsce powoli wyłania się nagonka na Węgry, na jego świadomych obywateli, którzy dokonali zrywu politycznego i odsunęli od władzy oszustów wyborczych. Węgrzy i Orban są przykładem pierwszego w naszej części Europy narodowego, ekonomicznego zrywu wolnościowego. To pierwsze społeczeństwo w tej części świata, które przeciwstawiło się eksploatującej je oligarchii, kaście urzędniczej, europejskiemu neokolonializmowi.

Węgrzy zasługują na uznanie i są wzorem do naśladowania dla Polaków.

Jeśli wygrają koncerny, głównie niemieckie, ziści się ostrzeżenie A. Applebaum. Niemcy są w fazie hegemonistycznej, dokonują jawnej, ekonomicznej kolonizacji słabszych, w tym Polski oraz Węgier. Premier Orban jest porównywany przez jego przeciwników na Węgrzech do Jarosława Kaczyńskiego. Czy Polacy są już gotowi do podobnej, jak na Węgrzech rewolucji, do ekonomicznego zrywu wolnościowego? Czy może będziemy szli, jak barany na rzeź i będziemy potulnie patrzeć, jak co czwarte polskie dziecko żyje w biedzie? Tak naprawdę, w dzisiejszych czasach nikt nie wymaga walki zbrojnej. Nie trzeba karabinów i armat, lecz zwykła karta do głosowania. Tak właśnie zrobili Węgrzy. A co zrobimy my Polacy?

Na koniec załączam specjalne podziękowania dla Marka Mojsiewicza, który opisał problem neokolnializmu. Ja ze swej strony potraktowałem temat od strony ekonomicznej. Miło wiedzieć, że są w Polsce oraz w Europie osoby, które rozumieją problem neokolonializmu. Zastanawiam się też, kiedy pani Ann Applebaum nakłoni męża Radosława Sikorskiego, by „podziękował” polskojęzycznemu rządowi za współpracę.

http://interia360.pl/

Polak, Węgier, dwa bratanki / Lengyel, magyar két jó barát

Polski rząd i media, kłamią nie tylko w Polsce

W Polsce nie ma pieniędzy na podstawowe, szpitale, drogi, powodzian, ale za to mamy swoje media na Białorusi opłacane przez MSZ czyli z naszych pieniędzy.

Pierwszą Polską dużą TV na Białorusi jest Biełsat TV (Белсат), stacja została uruchomiona 10 grudnia 2007 i jest to kanał telewizji satelitarnej w języku białoruskim finansowany i prawnie wchodzący w skład Telewizji Polskiej. Hasłem i głównym mottem stacji jest „Biełsat – Twoje prawo wyboru”.

Pomysł stworzenia kanału telewizji satelitarnej adresowanego do widzów na Białorusi pojawiła się w Telewizji Polskiej.

Pomysł został poparty przez Polskie Ministerstwo Spraw Zagranicznych, rząd Polski i szerokie spektrum sił politycznych w polskim parlamencie. W rezultacie projekt stał się jednym z priorytetów polityki Polski w dziedzinie współpracy międzynarodowej na rzecz demokracji i rozwoju społeczeństwa obywatelskiego. Inicjatywa zdobyła poparcie władz USA, a w tworzeniu kanału Biełsat bierze udział rząd Litwy. Chęć współpracy wykazały także Czechy i Irlandia.

Drugim jest Białoruskie Radio Racja – niepubliczna stacja z Białegostoku, nadająca programy w języku białoruskim.

Plany stworzenia białoruskiej stacji w Polsce powstały w połowie lat 90. Ostatecznie udało się to w 1999 roku. Jest finansowane ze środków polskiego Ministerstwa Spraw Zagranicznych.

Premier Tusk ogłosił zdwojenie wydatków na programy związane ze współpracą z Białoruskim społeczeństwem.

Innymi słowy dzięki naszym skorumpowanym politykom UE będzie chciało wprowadzić „demokrację” na Białorusi i siać propagandę tak jak to się dzieje w naszych niepolskich mediach TVN i Polsat.

Poniżej zamieszczam program związany z ostatnimi wydarzeniami na Białorusi 19 stycznia a gośćmi byli ambasador Białorusi w Polsce Wiktar Gajsionak oraz Wiceminister spraw zagranicznych Henryk Litwin.

Walka o Polskę

Od dwudziestu laty czujemy, że coś jest nie tak. Demokracja, wolny rynek, wolne media, otwarte granice niby są. Transformacja ustrojowa zapełniła półki sklepowe. Ale czujemy, że w Polsce to jakby nie Polacy rządzą. Czujemy, że owoce wysiłku Polaków ktoś przejmuje. Polacy krok za krokiem pozbawiani są własności swoich przedsiębiorstw i ziemi. Prezydent Izraela pozwolił sobie nawet na wyrażenie publicznego zadowolenia z tego powodu. Polacy w coraz mniejszym stopniu uczestniczą w podziale dochodu przedsiębiorstw oraz w coraz większym stopniu są obciążani daninami publicznymi. Ktoś lub coś dusi polskie rodziny uniemożliwiając wychowywanie dzieci w liczbie zapewniającej nie tylko wzrost, ale nawet utrzymanie liczebności narodu.

W środowiskach niepodległościowych i patriotycznych rozmaicie diagnozowano sytuację Polaków. Wskazywano, że Polską rządzą sprzeniewierzeni agenci, działający nie w interesie Polaków, a swoich zagranicznych mocodawców. Sugerowano, że we władzach jest nadreprezentacja osób żydowskiego pochodzenia, które bardziej kierują się ideą syjonizmu niż ideą polskości. Te przesłanki wskazywano jako przyczyny klęski dwóch prawicowych rządów: Jana Olszewskiego oraz Jarosława Kaczyńskiego. Ugruntowuje się przekonanie, że bez względu na to kto rządzi i tak nic nie zmienia się.

Brak jakościowych zmian jest faktem. Elity postsolidarnościowe licytują się wyłącznie na słowa, epatują tematami zastępczymi, obrzucają się inwektywami. Zmiany prawa mają charakter kosmetyczny. Jakby coś pozostawiono. Coś ukrytego. Coś dysponującego narzędziami bardzo silnej władzy. Władzy, która trzyma Polaków żelazną ręką, bez względu na wyniki wyborów.

Jedynym narzędziem pozapolitycznej władzy jest pieniądz. Jak to narzędzie skonstruowano? Czy to po prostu tajne kanały finansowania partii politycznych z zagranicy? Szwajcarskie konta? Źródła finansowania korupcyjnej prywatyzacji? Wydaje się, że to musi być coś znacznie bardziej uniwersalnego. Coś powszechnego, wszędzie widocznego, ale o niedostrzegalnej władzy.

Pieniądz. Skąd ten pieniądz?

W powszechnym przeświadczeniu źródłem pieniądza jest bank centralny – Narodowy Bank Polski. Na pierwszy rzut oka nie widzimy niczego podejrzanego. Nazwa radująca serca Polaków – „narodowy”. Narodowe banknoty i monety – złoty. Bank w pełni państwowy. Ale na tym idyllicznym obrazie jest skaza. Na praktycznie cały majątek (na koniec listopada 2010 r. 311 mld zł) „narodowego” banku składają się aktywa zagraniczne (na koniec listopada 2010 r. 307 mld zł) – przede wszystkim obligacje krajów Unii Europejskiej oraz Stanów Zjednoczonych. Bilans NBP nie pozostawia najmniejszych złudzeń. Za każdą emisję złotego w banku centralnym są nabywane aktywa zagraniczne. Gdzie? Za granicą. Od kogo? Od ich posiadaczy – dealerów – najpotężniejszych banków inwestycyjnych świata. Banki inwestycyjne oczywiście nie trzymają złotego w swoich skarbcach lub na rachunku w NBP. Kupują za niego polskie obligacje. Kupują za niego polskie firmy, ziemię. Jak nie robią tego osobiście to udzielają swoim zaufanym korporacjom kredytów. Wyemitowany złoty trafia w rezultacie do obiegu w Polsce. W efekcie mieliśmy przedsiębiorstwa, ziemię, a mamy wątpliwej jakości w czasie światowego kryzysu zadłużeniowego obligacje państw zachodnich i jednocześnie dług wobec zagranicy. Genialna wymiana. Dokonująca się na naszych oczach. W biały dzień. Traktowana jako świetny i wspaniały system światowej bankowości. Za świstki zagranicznych papierów skarbowych (nawet nie świstki – zapis w komputerach) wyzbywamy się majątku trwałego Polaków i zadłużamy się. Na jaką skalę? „Jedyne” 307 mld zł, równowartość 98 mld dolarów (wg kursu z 30 listopada 2010 r.).

Tak działa system emisji naszego pieniądza w naszym „narodowym” banku. To dlatego inwestorzy zagraniczni panoszą się po Polsce. Nasz bank centralny podaje im na tacy środki (złotego) na zakup aktywów w Polsce. Niby widzimy to w bilansie NBP od dwudziestu lat, ale nie łączyliśmy tego z dziwnymi postępami prywatyzacji przez zagranicznych inwestorów.

Gwoli sprawiedliwości w wielkiej prywatyzacji uczestniczą też „strategiczni” inwestorzy krajowi. Krajowi z nazwy. Skąd te na początku transformacji golce miały pieniądze? Za co nabywają i teraz? Ano głównie za kredyty pochodzące z zachodnich wielkich banków. Są typowymi słupami. Zagraniczny bank finansuje ich, oni kupują polską firmę. Trochę potrzymają, a później odsprzedają temu, kogo wskaże im bank. Dostają za to swoje srebrniki. Czytamy o nich w listach najbogatszych. Ale to również lista najbardziej zadłużonych, dzięki łasce zagranicznych banków inwestycyjnych.

Niestety to półprawda. Nawet nie półprawda. Jest jeszcze gorzej. Znowu pieniądz. W bilansie NBP znajdujemy informację o ilości wprowadzonych do obiegu monet i banknotów. Na koniec listopada 2010 r. jest ich 101 mld zł. Tymczasem w tej samej chwili banki komercyjne posiadały 767 mld zł depozytów w tym 336 mld zł depozytów bieżących głównie ludności i przedsiębiorców. Jakim cudem NBP wprowadził do obiegu tylko cząstkę pieniędzy, które figurują jako depozyty w bankach? To prawdziwy cud bankowości. Banki komercyjne same emitują pieniądze poprzez zapisy na prowadzonych przez siebie kontach. Emisji dokonują poprzez udzielenie kredytu. Przyznając kredyt zapisują go i jako dług kredytobiorcy (do spłaty) i jako zobowiązanie wobec kredytobiorcy (jako środki na bieżącym rachunku depozytowym do dyspozycji kredytobiorcy). Skala emisji pieniądza przez banki komercyjne jest wielokrotnie większa niż emisji banku centralnego. Podaż pieniądza na koniec listopada 2010 r. wyniosła 763 mld zł. Gotówka w obiegu stanowiła tylko 13,2 % podaży pieniądza. Bank centralny nie ma monopolu emisyjnego pieniądza. Głównym emitentem pieniądza w gospodarce są banki komercyjne. To one decydują komu, ile i na co udzielą kredytów i tym samym ile pojawi się w gospodarce pieniądza.

To olbrzymia władza. Władza w wymiarze indywidualnym. Przedsiębiorstwo działa, finansując się w części kredytem. Pewnego dnia bank mówi nie damy nowego kredytu. Przedsiębiorstwo traci płynność, traci wartość. Postawiony pod ścianą właściciel zmuszony jest sprzedać za niską cenę, temu kto ma dostęp do kredytu i zadziwiającą wiedzę o trudnej sytuacji finansowej, którą teoretycznie może mieć tylko bank. Władza w wymiarze systemowym. Koledzy bankierzy, ogłaszamy prosperity, udzielamy kredytów na nieruchomości. Niech pracownicy banków wypruwają z siebie żyły i flaki i wciskają kredyty hipoteczne komu się da. Ceny nieruchomości rosną. Kredyty rosną. Aż pewnego dnia. Koledzy bankierzy strzyżemy owieczki, koniec z nowymi kredytami, stopy procentowe w górę, ceny nieruchomości w dół. Coraz więcej kredytobiorców nie spłaca. Banki egzekwują, Zaufani, którym banki udostępniły kredyty kupują za niską cenę, stary właściciel do końca życia zostaje z górą długu. Ci kredytobiorcy, którzy bardzo mocną zacisną pasa może uratują dom, mieszkanie, a ich krwawica utuczy bankierów. Im bardziej skoordynowana akcja właścicieli banków, tym obfitsze żniwa. Dlatego strzyżenie owieczek nie ogranicza się do jednego sektora, większe zyski dla bankierów rodzi wywołanie sztucznego boomu, a następnie depresji w całej gospodarce. Wszystko wystrzeliwuje do góry, a następnie leci na pysk, nie ma gdzie się schronić, a ratunek, pieniądz, ma bankier.

Dziel i rządź. System emisyjny z dominacją prywatnych banków to właściwie kalka feudalizmu. Nadanie ziemi zastąpiło przyznanie kredytu. Czynsz lub pańszczyznę zastąpiły odsetki i prowizje. Ale istota władzy pozostała ta sama. Dystrybucja własności po uważaniu z daniną dla władcy.

Kim są bankierzy w Polsce? W ciągu dwudziestu lat większość akcji państwowych banków została sprzedana bankierom za granicą, którzy są wyjątkowo wstrzemięźliwi w podstawowej informacji, kto ich kontroluje. Czy są to konkurencyjne przedsiębiorstwa finansowe, czy też oligopol lub monopol. Bankierzy są do tego stopnia wstrzemięźliwi, że tylko przy okazji dochodzeń Kongresu USA wyciekają informacje o prywatnych właścicielach największego banku centralnego świata amerykańskiej Rezerwy Federalnej. W Europie pytań o kontrolę nad bankami komercyjnymi nawet nikt nie śmie zadawać. Zadziwiająca asymetria informacji. Bankierzy jako kredytodawcy chcą wiedzieć o nas wszystko, a o sobie skąpią wiadomości. Czy dlatego, że nitki bankowości w Europie i Stanach Zjednoczonych pociągają osoby z tej samej rodziny, która robiła to w XIX i na początku XX w.?

Dzięki prywatyzacji banków w Polsce bankierzy zagraniczni uzyskali w Polsce władzę nad gospodarką. Bez żadnych wyborów. Bez żadnej polityki. Niewidoczną. Ale oczywistą i rzeczywistą. Przejęli kontrolę nad narodowym pieniądzem.

Z brakiem polityki to przesada. Bankierzy sponsorują teatrzyk cieni. Kukiełki, które gonią się i pokrzykują na scenie politycznej. Kukiełki z prasy, radia, telewizji. Kukiełki z firm badających opinie społeczne. Kukiełki z instytutów naukowych. Wyborcy mają dostrzegać barwne i dynamiczne spoty wyborcze, wielkoformatowe kolorowe plakaty, morza ulotek, fascynującą rywalizację „poważnych” kandydatów, fachowe opinie „ekspertów”. Komu tam chce się obliczyć koszt tych gadżetów w stosunku do oficjalnych wydatków partii politycznych na kampanie wyborcze. Blichtr, puder, barokowa wystawność. Program. Jaki program? Hasła, życzenia, gruszki na wierzbie i kiełbasa wyborcza zgodnie z wynikami sondaży. I karuzela kręci się.

Koniec. Wszystko stracone. Pielęgnowanie takich postaw, to również element teatrzyku. Źródło potęgi i władzy bankierów to jednocześnie ich pięta achillesowa. Wystarczy użyć ich narzędzi w przeciwnym kierunku. Przeznaczanie renty emisyjnej banku centralnego nie na nabywanie aktywów zagranicznych, a na wypłatę dywidendy z własności NBP przez każdego Polaka, ucina prezentowanie przez Polaków na tacy polskich przedsiębiorstw. Pełne rezerwy od depozytów bieżących eliminują emisję pieniądza przez banki komercyjne, które stają się pośrednikami pomiędzy posiadaczami depozytów terminowych, a kredytobiorcami. Funkcję emitenta w całości odzyskuje bank centralny z korzyścią, również finansową, dla każdego Polaka.

Okazuje się, że tak łatwo jak właściciele zagranicznych banków komercyjnych uzyskali dominującą władzę w Polsce, mogą tę władzę stracić. Proces likwidacji tej władzy rodzi szansę na natychmiastową spłatę zagranicznego długu publicznego (finansowaną z części aktywów rezerwowych). Umożliwia spłatę istotnej części długu krajowego. Obniża ponoszone przez budżet państwa koszty obsługi długu. Otwiera drogę do powstania polskiego banku depozytowo-kredytowego o największych w systemie bankowym kapitałach własnych oraz z bezkonkurencyjną ofertą depozytowo-kredytową. Pojawia się również możliwość nabycia nie radzących sobie w nieuprzywilejowanych warunkach banków przez Polaków po cenie adekwatnej do trudności, z którymi stające się zwykłymi firmami pośrednictwa finansowego banki mogą borykać się.

Walka o Polskę to walka o polski system bankowy, polski bank centralny i polski pieniądz.

http://urbas.blog.onet.pl/

Masakra tuska i rządu!!! (Debata Smoleńska w Sejmie 19.01.2011)

Skandaliczne zachowanie Marszałka Niesiołowskiego