Węgrzy postawili się bankom

Węgry pod kierownictwem Victora Orbana nie zamierzają być w dalszym ciągu posłusznym wykonawcą zaleceń Międzynarodowego Funduszu Walutowego i wprowadzać kolejne drastyczne oszczędności, uderzające w społeczeństwo. W związku z tym zawieszone zostały w tym tygodniu rozmowy Budapesztu z MFW i wstrzymana wypłata ostatniej transzy kredytu, jaki w 2008 od MFW otrzymali socjaliści, czyli 5,5 mld z 25 mld euro.

MFW i UE zażądały od Budapesztu, by ustalone wcześniej redukcje deficytu budżetowego pozostały niezmiennie. Deficyt budżetowy w br. powinien się utrzymać na poziomie 3,8 proc. PKB, a w 2011 roku – poniżej 3 proc. Aby cel ten został osiągnięty, Węgry powinny wprowadzić dodatkowe oszczędności. Rząd nie zgodził się jednak na dalsze zaciskanie pasa, więc rozmowy zakończyły się impasem. A to oznacza, że została wstrzymana wypłata ostatniej transzy pomocy z MFW.
Decyzja Węgrów spowodowała frustrację i nieukrywaną złość w siedzibie MFW, Fundusz sktytykował suwerenne państwo (!) za niepoważne podejście do reform.

Co tak rozwścieczyło bankowców? Victor Orban zamiast „doić” obywateli, postanowił sięgnąć po pieniądze banków i z nich ściągnąć dodatkowy miliard euro. Opodatkowanie instytucji finansowych, zdaniem eurobankowców może mieć „zły wpływ na inwestycje i wzrost gospodarczy”, ale dlaczego, tego już nikt nie wyjaśnia, dogmat jest po to by go głosić a nie dowodzić. Węgrzy jednak w dogmaty nie wierzą a jak powiedział w poniedziałek minister finansów György Matolcsy, – Nie ma już miejsca na dalsze oszczędności kosztem ludności.

W całą sprawę wmieszał się także EBC, który zaprotestował, gdy Węgrzy ogłosili pomysł, by najwyżsi urzędnicy nie mogli miesięcznie zarabiać więcej niż 2 mln forintów (9,2 tys. dol.). Oznaczałoby to bowiem obniżenie pensji szefa węgierskiego banku centralnego o 75 proc. EBC uznał, że to narusza niezależność banku.
Jeśli Węgrzy będą odrzucać „światłe” rady banków, muszą się liczyć z odwetem, agencja ratingowa Moody’s już obniżyła rating gospodarki węgierskiej, a giełdy od momentu zerwania rozmów z MFW notują spadki. Póki co banki jeszcze poczekają na przewidziane na 3 października, wybory lokalne, jeśli po nich nie nastąpi korekta polityki prawicowego rządu (czyt: większa uległość wobec MFW), do akcji wkroczy Soros a forint może mieć spore problemy.

http://konservat.pl/

Czy można podzielić się wolnością?

Czy Ziemianie mają wolną wolę?
Właściwie nie mają, ale i tak większość ziemskiej populacji uważa, że jest wyposażona w wolną wolę przez samego boga. Wystarczy jednak wnikliwie przyjrzeć się ludzkim dziejom, by stwierdzić, że hasła wolnej woli zawsze służyły do tworzenia iluzji wolnościowych, w istocie zniewalały całe społeczeństwa, narody. Z wolnej woli korzystali nieliczni, tak dzieje się zresztą do dziś.
Praziemianie zaczynali swoją planetarną historię jako populacja wspólnotowa, blisko natury, przyrody, odczuwając i rozumiejąc istotę swojego pojawienia się na Ziemi. Na etapie wspólnoty rodowej jasne były potrzeby drugiego człowieka. Nikt nie wspominał ani o bogu , ani o „dobrodziejstwach” wolnej woli. Te pojawiły się wraz z przybyciem na Ziemię obcych cywilizacji,( Reptilianie, Hebrajczycy) które siłą narzuciły własnościowy system funkcjonowania. I tak Ziemianie weszli w doświadczanie: niewolnictwa, feudalizmu, pańszczyzny, kapitalizmu; W doznawanie wielkości zmieniających się i zwalczających się bogów, boga, kapłanów. Poznali co to: królowie, cesarze, możnowładcy. Ludzie zostali przymuszeni do wzajemnej wrogości, gdy zaczęła dominować indywidualna racja i przestała się liczyć potrzeba. Gdy rozpoczął się wyścig po materialne zdobycze, gdy władcy rozsmakowali się w życiu kosztem innych. W relacjach ludzkich odtąd zaczęły obowiązywać, zamiast zgody- walka,zamiast neutralności -intryga,zamiast tworzenia – niszczenie, zamiast wiedzy- wiara. W miejsce rozumienia pojawiła się wszechobecna ocena itd., itd.
MOJA RACJA z czasem stała się główną wartością wyznawców wolnej woli. Przez całe wieki wzmacniała pasożytnictwo manipulatorów.
Dzisiaj planeta ma ponad sześć miliardów mieszkańców, dyszy od przeludnienia ugina się pod ciężarem nędzy. Ale różni dysponenci wolnej woli przymuszają do dalszego rozrostu populacji. Twierdząc pokrętnie, że rozmnażanie jest przywilejem wolnego wyboru. W istocie napędzanie rozrodu jest próbą utrzymania ogółu ludzi w kategoriach biologicznej bezrozumnej masy. Co pozwala na utrzymanie steru wolnej woli w kilku wybranych rękach, i ciągnięcie korzyści z cudzej egzystencji.
Ilu jest użytkowników wolnej woli na naszej planecie?
Przez wieki korzyści z istnienia wolnej woli spływały głównie na grupę światowej arystokracji. Czasem sięgały po nią jednostki wyróżniające się siłą fizyczną, zręcznością umysłową, lub mocą psychiczną. Generalnie wolna wola przynależała płci męskiej. Gdy na Ziemi rozpoczynała się epoka materialna, oni stanowili silniejszą część społeczności. Łatwiej wchodzili w struktury manipulacyjne, szybciej osiągali znaczenie i władzę, które były synonimem wolnej woli.
Losy Ziemi są uwarunkowane męskimi priorytetami. Jakie z tego wynikają konsekwencje?
Chcąc utrzymać dominację, mężczyźni muszą być opozycyjni wobec kobiet, pośrednio wobec potomstwa. Sprawcą jest podświadoma obawa, że oto rośnie konkurencja To również tłumaczy fakt, trwającego od wieków konfliktu pokoleń. A także istnienia patriarchatu, jako formuły regulującej stosunki międzyludzkie.
Do utrzymania dominacji przez użytkownika wolnej woli w dłuższym czasie niezbędne są zwalczające się strony, konflikt. Wzmocnienie dyktatu uzyskuje się też dzięki tworzeniu nowych opozycyjnych idei,partii, systemów religijnych. Gdy przygasa gwiazda danego autorytetu, utrzymanie struktury wolnej woli, wymaga wyłonienia innego przywódcy, nawet krańcowo różnego od poprzednika, byleby tylko wzbudzał silne emocje. Bowiem w walce stron uwalniają się ogromne ilości ludzkiej energii, socjologicznej mocy i zasilają nowego przywódcę.
Wolna wola z jednej strony wyzwala pragnienia, wyobrażenia o wielkości, lepszości, sławie. Z drugiej- oddziela człowieka od wszystkiego z czym jest naturalnie związany. Teoretycznie nęci wszystkich brakiem ograniczeń, obietnicami wolności. W praktyce szanse na wolny wybór są znikome. Czy ma wolną wolę pracownik , gdy ma ją pracodawca? Czy komunista może realizować swoje idee , żyjąc w kraju kapitalistycznym? Co się dzieje z wolną wolą innowiercy, lub bezwyznaniowca w państwie wyznaniowym? Czy można nie iść na wojnę , gdy patriotyzm lub „wyższa racja narodowa” wzywa do zabijania sąsiada lub zupełnie nieznajomego mieszkańca odległego kraju?
To oczywiste, że mrzonka wolnej woli w większości mieszkańców planety musi rodzić: zawód, frustracje, niepewność, lęk. Bowiem tzw dzisiejsi arystokraci- dysponenci wolnej woli, autorytety polityczne, moralne przymuszają społeczeństwa do różnego typu zniewolenia. To jest zawarte w regule istnienia przywódcy .
Autorytet, wódz , przywódca duchowy, autorytet naukowy jak powietrza i wody potrzebuje zwolenników, wyznawców, również przeciwników. Czym większa rzesza ludzi go akceptuje lub się go boi, a nawet nienawidzi, tym mocniejsza staje się jego pozycja, wyraźniejsza dominacja. A to okazuje się największą zdobyczą użytkownika wolnej woli.
Jakiś ułamek mirażu wolnej woli jest przypisany niektórym profesjom: np lekarzom. Już na samym starcie do tego zawodu, adepci mają wkodowaną feudalną wyższość w stosunku do ludzi; dziennikarzom, którym z tzw natury rzeczy przyzwala się na zawodową nonszalancję, dyletanctwo, oceny i ferowanie wyroków, czyli lekceważenie człowieka, manipulację opinią; prawnikom, którym poprzez teatralizacje ( togi ,peruki,łańcuchy, wygłaszane kwestie, protokół, grane role) przyzwala się na zakłamywanie rzeczywistości i mijanie się ze sprawiedliwością. Te trzy zawody funkcjonują niczym Trójkąt Bermudzki. W obrębie jego oddziaływania możesz zyskać: zdrowie, wolność, sławę. Ale, gdyś w niełasce któregoś z tej trójcy, to w jednej chwili: tracisz życie, bo nie masz środków na leczenie, boś np. bez winy osądzony i skazany na izolację lub śmierć; boś wyrzucony poza margines społeczeństwa po intryganckiej ocenie dyletanta .
Czy apoteoza rodziny w świecie wolnej woli, to forma ucieczki od społecznego przymusu walki i konkurencji wszystkich ze wszystkimi?
Rodzina też jet tworzona pod naciskiem iluzji wolnej woli. Rodzinę określają relacje wzajemnych zależności:mąż – żona, rodzice – dzieci. Nawet, gdy spotykają się ze sobą osoby z dobrą wolą, by utworzyć zgodną rodzinę to i tak niemożliwe jest posługiwanie się wolną wolą równocześnie przez wszystkich. W tak zwanej wzorowej rodzinie używanie wolnej woli jest domeną rodziców. Przymus różnego typu względem potomstwa tłumaczy się dobrem dzieci. I wymusza upodobania: jedzeniowe, obyczajowe, zawodowe, narzuca przynależność do takiej lub innej wiary lub doktryny ideologicznej. A jakaż wola kształtuje los dzieci alkoholików, lub ojców z upodobaniami do pedofilii? Kiedy i czy w ogóle wolną wolą mogą się posługiwać kobiety właściwie wszystkich wyznań religijnych , gdy systemowo wyznaczono jej rolę służebnicy pańskiej ?
W relacjach damsko męskich, nawet tych tzw partnerskich próżno by szukać równości między kobietą i mężczyzną. Bo wolną wolę może mieć jedna osoba, a druga co najwyżej „partnersko„ podporządkować się jej.
Gdy sobie uświadamiamy nonsensowność iluzji wolnej woli, w pierwszym odruchu obwiniamy wszystkich i wszystko. Złorzeczymy bogu, bogom których sami powołaliśmy do zaistnienia, tworząc instytucje ponadludzi. Przypisując im specjalne zdolności, nadając im wyjątkowe cechy, dzięki którym oddalili się od normalności i wznieśli na szczyt wyobrażeniowych piramid. I tak usankcjonowała się pozycja boga. Bogowie Sumeru, bóstwa egipskich, inkaskie itd., itd. późniejsi bogowie religii monoteistycznych: judaizmu , chrześcijaństwa, islamu mają wyraźnie rodowód kosmiczny, ale wymiar ludzki.
Z czym się współczesnym kojarzy pojęcie boga?
Dla wierzących jest synonimem wszechmocy, wszechwiedzy, tzn jakiejś niedoścignionej wielkości, która służy kontroli wyznawców(Nie skryjesz żadnej myśli, ni czynu przed bogiem.) Wiedzy jako takiej bóg swoim wiernym nie przekazuje. A nauki kapłanów też nie budują mądrości człowieka. Pełnią rolę bicza bożego do utrzymywania ludzi w strachu i posłuszeństwie. Mimo uciążliwości,wynikającej z istnienia boskich instytucji, Ziemianin paradoksalnie nawet ten bezwyznaniowy szuka na co dzień atrybutów boskości. Bo pojęcie” bóg” w ludzkich umysłach kojarzone jest z sięganiem po doskonałość, wyjątkowość. Traktowane jako wyróżnik jednostki z tłumu. W słowie: „ bóg” zawarta jest kwintesencja wolnej woli. To miraż, po jaki pragną sięgać ścigający się po: stanowiska, zaszczyty,pieniądze, pozycje społeczne, władzę. Toteż bez boskich wyznaczników nie mogą się obejść: myśliciele, intelektualiści, również ateiści , ale i sportowcy, aktorzy, lekarze , politycy itd. , itd. Bo ta struktura wymusza wyścigi wszystkich ze wszystkimi i każdy, kto chce się liczyć w takiej rzeczywistości, usiłuje udowodnić jednostkową przewagę nad innymi, wznieść się na piedestał, by zwiększyć dystans dzielący go od reszty.
Bożyszcze autorytet wzorem programu boga nie tylko chce być „ naj,” musi być podziwiany, wielbiony, i wciąż znajdować się w centrum uwagi. W tych przypadkach bycie bogiem, bóstwem jest wyznaniem wiary bardziej pojęciowym. Oznacza szczyt indywidualizmu, na który wspinają się,ambitni nie syci sławy, którzy wciąż muszą udowodniać, że posiadają coś, do czego nie sięgają inni.

Reptilianie tzw gadzia cywilizacja została w ostatnich latach zidentyfikowana jako główny rozsadnik wolnej woli na Ziemi. To im się przypisuje założenie rodów królewskich , utworzenie instytucji bogów i powołanie pośredników boskich do utrzymywania struktur wolnej woli na Ziemi. To ich się uważa, za sprawców konfliktu, wprowadzenie wrogości i walki w relacje międzyludzkie
Badacze losów Ziemi w ostatnich dwudziestu latach ponad wszelką wątpliwość ustalili, że historia współczesnych rodów królewskich, możnowładztwa wzięła swój początek od reptilian, gadzich przybyszów z kosmosu ( Najbogatszą bodaj dokumentację na ten temat zgromadził David Icke – patrz internet).Wszystkie starożytne i współczesne insygnia władzy królewskiej, kapłańskiej na całej kuli ziemskiej zawierają właśnie takie symbole: smoki, jaszczury, węże.
To oczywiste, że bez reptilian wolna wola na planecie Ziemia nie miałaby szans na zaistnienie. Spoglądając na losy Ziemian niejako od góry, spoza planety, można jednak uzasadnić konieczność pojawienia się reptilian na Ziemi.
Z założenia myśli ludzkiej epoka materialna w dziejach człowieka miała doprowadzić do najwyższego poziomu indywidualnego rozwoju. Co oznaczało, że poszczególne jednostki należało skłonić do wykształcenia skrajnych cech, reakcji psychofizycznych. Bez udziału reptilian takiego pułapu indywidualizacji na Ziemi nie udało by się osiągnąć, bowiem praziemianie mieli zbyt świeżą pamięć swego źródła pochodzenia. A wspólnotowe struktury bycia praziemian i życie zgodne z prawami uniwersalnymi zbyt wiele dla nich znaczyły, by bez oporu z nich rezygnować. Reptilianom potrzeba było całych epok, by populację planety zakazić wiarą w boga i w iluzję wolnej woli.
To zadanie wymagało przerwania spokojnej równowagi wspólnoty rodowej i poderwania jednostek ludzkich do tworzenia swoich własnych światów, w ramach których trzeba było wykształcać różnorodne umiejętności ciała, budzić dyspozycje zmysłowego i umysłowego postrzegania, ożywiać wszelkie możliwe talenty. To również epoka, w trakcie trwania której ciało, psychika i umysł miały uzyskać najwyższe parametry wytrzymałościowe. Co oznaczało, że jednostka ludzka musiała się zetknąć z krańcowymi doświadczeniami typu: ekstrema klimatyczne, cierpienia fizyczne, choroby, naciski psychiczne, przymus umysłowy.
Celowi temu miały właśnie służyć skrajne cechy i reakcje. W środowiskach , gdzie człowiek umie rozpoznawać potrzeby niepodobna je wywołać, bo porządek praw jest wartością bezwzględną. Toteż na Ziemię trzeba było zadziałać siłami zewnętrznymi i użyć siły obcej idei, by przełamać program jedności praziemian. I tak dochodzimy do uzasadnienia instalacji wolnej woli na planecie.
Dla Ziemian ten trud okazał się w pełni użyteczny. Poza indywidualnym rozwojem Ziemianie, dzięki czasem nadludzkiemu wysiłkowi, doprowadzają swoje ciała do pułapu uniwersalnego. Co docelowo oznacza posiadanie niezniszczalnego ciała. No i chyba najważniejsze osiągnięcie ,to zebranie w obrębie jednej jednostki doświadczeń skrajnie opozycyjnych ( Prawa i antyprawa) zrównoważenie ich i po neutralizacji możliwość korzystania przez fizycznego człowieka z całości wiedzy ludzkiej we Wszechświecie. To dar , którego wartość dopiero zacznie człowiek w pełni doceniać po otwarciu się Nowej Rzeczywistości.
Już wielokrotnie wcześniej zapowiadano koniec świata na Ziemi. Zapowiedzi nie spełniały się. Czy teraz więc planetarny przełom ma szansę na spełnienie? Co oznacza „Nowe”?
To zależy , co się rozumie pod pojęciem końca świata . Z punktu widzenia dotychczasowych użytkowników wolnej woli było już parę końców świata. Opowieści o potopach, o Atlantydzie to poszukiwania dawnych epok sprzed kataklizmów i planetarnych klęsk. Te historie są świadectwem, że władcy, bogowie Ziemi zwalczając się, szukając odwetu, zemsty niejedno zniszczenie na planetę wnosili. Poruszając się bez trudu po przestrzeniach kosmicznych, mogli dla udowodnienia własnej racji, czy dla zaspokojenia ambicji lub zwyczajnie z pańskiego kaprysu nawet unicestwić planetę. Mieli gdzie uciekać.
Mimo wielu prób nie udało się jednak wydać ostatecznego wyroku na Ziemię. Planeta trwa, a gadzie zamysły o zniszczeniach, o wszechwładnym unicestwianiu tracą na sile, choćby przez to, że przestały być mroczną tajemnicą arystokratów. Odkrywców tajemnic o manipulacjach losami ludzkości i planetą już nie można oddać inkwizycji, co w przeszłości było normą. A to oznacza, że szala świadomości, przeważa szalę manipulacji. To dowód, że wiedza,niczym światło staje się naturalnymi sprzymierzeńcem człowieka jednocześnie stanowiąc poważne zagrożenie dla dotychczasowych rządców świata.
Można więc mówić o epokowym przełomie w dziejach planety. Jeżeli została odkryta konstrukcja wolnej woli, jeśli zostały zrozumiane jej mechanizmy, a przy tym na planecie nie udaje się eliminować coraz liczniejszych jednostek świadomych- to oznacza, że proces uniwersalizacji planety i człowieka świadomego jest faktem niepodważalnym.
Dotychczasowe końce świata polegały na burzeniu dorobku i zacieraniu śladów dawnych osiągnięć, by po przejęciu syntezy przez nielicznych, zaczynać kolejną epokę z pozycji bogów, mądrzejszych , doskonalszych od ogółu startujących.
Aktualny przełom nie należy już do wolnej woli. Wszystkie atrybuty starej epoki po doświadczeniu i rozpoznaniu, a nienadające się do zamysłu nowego programu, eliminują się samoistnie jak zużyta teoria. Funkcje dysponentów wolnej woli również nie mają racji bytu. Co jest równoznaczne z tym, że wszelkie typy władzy w relacjach międzyludzkich znikną. Jak to się stanie? Nikt nam tego nie objawi z nieba, ani też z niebios nie ześle. Wszystko, co Nowe realnego kształtu nabiera na Ziemi. A zawiera się w świadomości ludzkiej. Trzeba to wydobyć i doprowadzić do zespolenia indywidualnych syntez.
Kiedy to nastąpi?
Po rozstaniu się z pojęciem władzy i zamianie go na opiekę. Po neutralizacji męskiej dominacji, czyli faktycznym zrównoważeniu pierwiastka żeńskiego z męskim. Oraz uaktywnieniu współpracy. Co wydaje się pozornie proste, lecz przy próbie realizacji jest niezwykle trudne. Bowiem mentalność ludzka kształtowana na całych epokach wolnej woli automatycznie broni się przed współpracą. Dopuszcza współdziałanie, czyli wysiłek wielu na rzecz lidera, który dzięki temu buduje swoją moc dystansując się od reszty. Przykłady można by mnożyć. Tak funkcjonują środowiska lekarskie , naukowców, odkrywców,sportowców, artystów…
Kto nadaje się do współpracy, kto może przekroczyć próg Nowego? Czy wystarcza sama chęć uczestniczenia w nowym procesie?
Fizycznie nie ma żadnych barier, ale nie wystarczy chcieć , trzeba indywidualnie móc. Co jest jednoznaczne z pracą nad sobą i jeszcze raz pracą nad sobą. Koneksjami ani fortunami finansowymi tego się nie zyskuje. Każdy musi wnieść swój jednostkowy trud do rozwoju świadomości. W kolejnych pobytach w ciele na Ziemi skazani byliśmy na skrajne doświadczanie, ale dzięki temu można było wypracować różnorodne talenty, samodzielność myślenia.
Nowe nie oznacza żadnego nieba i nieróbstwa. To kolejny etap pracy nad sobą, ale we współpracy z innymi. Co symbolicznie można by określić dzieleniem się wolnością. Gdy ustają tryby wolnej woli, gdy ludzie nie muszą się już ze sobą ścigać, ani konkurować, wyznaczniki człowieczeństwa nie są niczym ograniczane. Zaczyna się przestrzeń wolności, z której wszyscy mogą czerpać do woli. Ilu zechce z tego skorzystać?Kogo nęci równowaga, neutralność, opieka, potrzeba, zgoda i takie tam inne uniwersalne wartości- nie będzie miał problemów z wejściem w Nowe.

Anna

Wdowa po generale: TVN przoduje w oczernianiu

„Ogromnie ranią mnie i moją rodzinę media żądne krwi, które szargają dobre imię mojego męża, gdy ten nie może się bronić. W rzucaniu kalumnii na niego i oskarżaniu go przoduje TVN 24” – powiedziała w rozmowie z „Naszym Dziennikiem” Ewa Błasik, żona śp. gen. Andrzeja Błasika.

„Ci ludzie już osądzili mojego męża. Zapraszają do programu tzw. ekspertów, którzy nie sprawdzili się w lotnictwie, a teraz mają swoje pięć minut i wyżywają się na moim mężu. Prym wiedzie tutaj pan Tomasz Hypki, który nigdy nie służył w Siłach Powietrznych, a mąż nie zgadzał się z nim w sprawach lotnictwa i nie brał go w ogóle pod uwagę jako eksperta w tych kwestiach” – powiedziała „Naszemu Dziennikowi” wdowa po gen. Błasiku.

Jej zdaniem, wszelkie hipotezy dotyczące nacisków na pilotów Tu-154 to bezpodstawne insynuacje. „On miał zupełnie inną osobowość. Bardzo kochał pilotów, traktował ich prawie jak własne dzieci i zawsze bronił ich decyzji. Mąż jako pilot wielokrotnie wychodził z ekstremalnie trudnych sytuacji, był do końca perfekcyjnie opanowany. To był człowiek z wyobraźnią, na pewno nie znajdował się pod czyjąkolwiek presją, podejrzewam, że nie wiedział, dlaczego ginie. Jestem pewna – mówię tutaj w imieniu mojego męża, który już nie może się bronić – że wolałby raczej sam zginąć, niż narazić czyjeś życie” – twierdzi Ewa Błasik. I dodaje, że gdy pojawiły się insynuacje, że w pewnym momencie gen. Błasik siadł za sterami tupolewa (którym latał rzadko), przestała oglądać telewizję. „W ogóle mam wrażenie, że w Polsce trwa jakiś niekończący się czarny horror, w którym często pojawia się moje nazwisko” – uważa rozmówczyni „Naszego Dziennika”.

Ewa Błasik przywołała m.in. sytuację z Tbilisi, gdy jej mąż stanął w obronie pilotów Tu-154. Dodała również, że Lech Kaczyński ostatecznie przychylił się do słów gen. Błasika. „Doskonale pamiętam, co mąż mówił do pilota, który odmówił wykonania tego lotu. Akurat tego dnia w Białej Podlaskiej w obecności m.in. kilku generałów z dowództwa Sił Powietrznych odbywał się pogrzeb mojej mamy. Stojąc obok męża, słyszałam jego słowa skierowane do któregoś z pilotów, że nikt nie ma prawa niczego nakazywać dowódcy załogi, bo on o wszystkim decyduje i ma prawo odmówić wykonania lotu, jeżeli w jakikolwiek sposób zagraża to bezpieczeństwu. W tej sprawie przy najbliższej okazji rozmawiał ze śp. panem prezydentem Lechem Kaczyńskim, broniąc stanowiska pilotów. Pan prezydent, który bardzo szanował męża i liczył się z jego zdaniem, przyjął jego wyjaśnienia ze zrozumieniem” – mówi.

Z wywiadu dowiadujemy się także, że Ewa Błasik wstąpiła do Stowarzyszenia Katyń 2010 (działa w nim m.in. Andrzej Melak, brat śp. Stefana Melaka, i wdowa po śp. wiceministrze kultury Tomaszu Mercie). „Przede wszystkim chciałam poznać te rodziny, które tak jak mnie dotknęła ta straszna katastrofa. Myślę, że w przeżywaniu żałoby łatwiej znaleźć zrozumienie i oparcie w grupie. […] Do Stowarzyszenia Katyń 2010 dołączyłam również dlatego, że jest ono za Polską i prawdą, którą ja również chcę poznać” – tłumaczy wdowa po gen. Błasiku.

Nasz dziennik