Jak Łotwa walczy z kryzysem?


Gdy Unia Europejska ratuje bankrutującą Grecję, malutka Łotwa zaciska pasa i z determinacją walczy z kryzysem.

Dmitrij Sosin pracował w radiu i telewizji w Rydze, zajmował się aranżacją wnętrz przy programach rozrywkowych. Dobre czasy i prestiżowa praca skończyły się rok temu, gdy na Łotwie rozpoczął się kryzys gospodarczy, spychając kraj na skraj bankructwa. Pensje zmniejszono o jedną trzecią, ludzi zaczęto zwalniać. Dmitrij na szczęście wiele potrafi: dorywczo pomaga w drobnych remontach mieszkań, a swoją pasję, grę na hinduskich bębnach, zmienił w główne źródło utrzymania. W weekendy gra indyjski folk w klubach w Estonii, na Litwie, w Rosji i na zachodzie Europy.

Cichy bunt

– Na szczęście dzięki Unii mamy otwarte granice, inaczej byłaby katastrofa – mówi Dmitrij. Sam na razie nie myśli o emigracji, choć młodzi Łotysze w ostatnich miesiącach masowo wyjeżdżają do Wielkiej Brytanii, Irlandii czy Niemiec. Wyemigrował już co czwarty mieszkaniec. Tylko w Wielkiej Brytanii liczba łotewskich imigrantów wzrosła w ostatnich miesiącach dwukrotnie. A studenci zawiązali inicjatywę oddania Łotwy w lenno Szwecji.

Takie ponure żarty to wynik skali kryzysu: dla większości Łotyszy jest najcięższym doświadczeniem od czasów ZSRR. Rząd Valdisa Dombrovskisa (nazwisko brzmi swojsko, ale premier nie ma polskich korzeni) musiał wprowadzić drastyczne cięcia pensji, rent i podnieść podatki. Ale Dmitrij tak jak wielu jego rodaków nie ma pretensji do rządu. Wie, że za lata nierozsądnej polityki trzeba płacić. Wścieka się tylko, gdy widzi obrazki z ateńskich demonstracji. – Ja też bym chciał pokrzyczeć na ulicy i mieć pensję jak przed kryzysem – mówi. – A zamiast tego pracuję trzy razy więcej za dwa razy mniej.

Premier Dombrovskis też krytykuje Unię Europejską, kiedy tylko może, za nadmierną pomoc dla Grecji i za odwracanie oczu od problemów Łotwy. A przecież to jego kraj najciężej w Europie doświadczył kryzysu. W ubiegłym roku gospodarka straciła 18 proc. PKB, bezrobocie skoczyło do najwyższego w Europie poziomu 22,8 proc. Bezrobotny jest co czwarty młody Łotysz. Rząd Valdisa Dombrovskisa – powołany rok temu jako administracja ostatniej szansy – musi radzić sobie sam.

Posadę premiera Dombrovskis zawdzięcza rewolucji pingwinów. Tak nazwano demonstracje przeciw poprzedniemu szefowi rządu, które wybuchły w styczniu 2009 r. Ivars Godmanis rozwścieczył Łotyszy, wzywając ich, by w obliczu kryzysu trzymali się w kupie jak pingwiny, a uchronią się przed zamarznięciem. Gabinet dowcipnego premiera upadł, a urząd objął 38-letni wówczas Valdis Dombrovskis z centroprawicowej partii Nowe Czasy.

I dokonuje – jak na obecne trudne czasy – ekonomicznego cudu. Wprowadzając drastyczne cięcia, wyprowadza Łotwę na prostą. W pierwszym kwartale 2010 roku gospodarka zanotowała 0,3 proc. wzrostu. W porównaniu z minus 8 proc. w ubiegłym roku to niemal tygrysi skok.

Trudny powrót z kryzysu

Sukces młodego premiera – najmłodszego szefa rządu w Europie – dostrzeżono na świecie. W ubiegły wtorek Dombrovskis opowiadał o swojej walce z kryzysem w prestiżowym Instytucie Nobla w Oslo. Finansiści oceniają, że Łotwa całkiem dobrze poradziła sobie z najostrzejszą fazą recesji. Oczywiście, kraj będzie odczuwał jeszcze długo jej skutki. Poziom życia sprzed kryzysu Łotysze osiągną nie wcześniej niż za pięć lat.

Jednak na razie większość darzy zaufaniem Dombrovskisa. Mają go za złote dziecko, geniusza i technokratę, który jako jedyny może wygrać z recesją. Ma imponujące CV: fizyk, absolwent uczelni technicznych w Rydze i Moguncji, doktorant uniwersytetu w Maryland, ekonomista, który w wieku 27 lat wszedł do zarządu łotewskiego banku narodowego, tuż po trzydziestce został europosłem, a potem ministrem finansów. Ma też doświadczenie w oszczędzaniu. W Parlamencie Europejskim zasłynął na przykład wprowadzeniem planu cięć w wydatkach administracyjnych. Na prostej operacji ograniczenia liczby niepotrzebnie drukowanych biuletynów informacyjnych parlament zaoszczędził 7,5 mln euro rocznie.

Teraz przed Dombrovskisem stoi znacznie trudniejsze zadanie. Łotwa zaciągnęła w ubiegłym roku 7,5 mld euro pożyczki w Międzynarodowym Funduszu Walutowym. Kredyt wziął jeszcze poprzedni rząd Godmanisa. Dombrovskis tego żałuje. Uważa, że Łotwa dałaby radę bez zaciągania długów, wystarczyłyby rozsądne oszczędności. Teraz usiłuje przekonać do tej strategii rodaków.

I ma sukcesy. Udało mu się uniknąć wybuchów społecznego niezadowolenia, bo od rewolucji pingwinów w kraju nie było dużych protestów. Prawdziwym testem będą dla niego październikowe wybory parlamentarne, w których partia premiera może zapłacić za trudne reformy. Na razie Dombrovskis w sondażach na najpopularniejszego polityka w kraju zachowuje drugą pozycję. Tajemnicą jest odpowiednia socjotechnika.

Armia Przebudzenia

Oszczędności na Łotwie zaczęły się od samych polityków i urzędników. Nożyce premiera obcięły najpierw o 30-40 proc. pensje ministerialnych urzędników. Straciła również policja i cały resort spraw wewnętrznych (średnio ok. 20 proc.). – To była pokazówka, ale ludzie tak w nią uwierzyli, że przełknęli jakoś cięcia, które dotknęły potem znacznie szersze kręgi społeczeństwa – mówi Aleksander Gananienko, publicysta ekonomiczny z Rygi.

Łotysze są bowiem wyjątkowo wyczuleni na korupcję i samowolę urzędników. Nie bez powodu. W lutym tego roku media ujawniły wyciek z włamania do bazy danych łotewskiego urzędu skarbowego. Okazało się, że niektórzy urzędnicy wciąż zarabiają ogromne sumy. Wyszło na jaw, że prezes spółki ciepłowniczej w Rydze przydzielił sobie premię w wysokości – w przeliczeniu – prawie 90 tys. zł. Tak samo w policji. Gdy szeregowi funkcjonariusze musieli zgodzić się na obniżkę pensji nawet o jedną trzecią, naczelnicy przyznawali sobie premie.

Za wyciekiem stała tajemnicza organizacja nazywająca się 4ATA, czyli Czwarta Ludowa Armia Przebudzenia, a włamania dokonał haker „Neo”. Wysocy rangą oficerowie policji i służb specjalnych wściekli się i postawili sobie za punkt honoru odnalezienie włamywaczy. Tydzień temu, po kilku miesiącach poszukiwań, policja wreszcie dopadła „Neo”, czyli Ilmara Pojkansa, który okazał się studentem informatyki uniwersytetu w Rydze. Ale do tego czasu akcja „Neo” i jego Armii Przebudzenia obrosła legendą.

Zbuntowany haker, okrzyknięty łotewskim Robin Hoodem, stał się idolem młodzieży i mediów, a po jego zatrzymaniu pod prokuraturę ściągały grupy obrońców. Głos zabrał w końcu premier Dombrovskis, przyznając, że należy się przyjrzeć działaniom policji. Dał ostrożny sygnał, że sympatyzuje z buntownikami ujawniającymi patologie.

– Dombrovskis puszcza oko do zbuntowanej młodzieży, bo sytuacja na Łotwie jest wybuchowa, ludzie z dnia na dzień tracą dochody gwarantujące poziom życia. Władza nie może im więc okazać nawet cienia arogancji – mówi Alf Vanags, dyrektor Baltic International Centre for Economic Policy Studies. – Tym bardziej że wyrzeczenia dotykają najmniej zarabiających.

Pensje w całym sektorze publicznym spadły średnio o 15-20 proc. Pracującym emerytom odebrano aż 70 proc. emerytury. Nauczyciele, lekarze, kolejarze z dnia na dzień stracili niemal jedną trzecią dochodów. – Są oznaki ożywienia gospodarczego, ale czeka nas jeszcze co najmniej jeden bardzo ciężki rok – ostrzega Vanags. – Na szczęście lata prosperity nie rozleniwiły Łotyszy, wciąż należymy do przedsiębiorczych narodów – dodaje.

Zaradność Łotyszy ujawniła się w czasie kryzysu. Gdy w portfelach zabrakło gotówki, rozkwitł handel barterowy. W Rydze powstało przedszkole, do którego rodzice mogą oddawać dzieci, w zamian oferując usługi (np. drobne naprawy czy meble).

O tym, że Łotysze potrafią być przedsiębiorczy, świadczy hit ostatnich tygodni w ryskich kioskach: polityczne prezerwatywy. Na początku maja do sprzedaży trafiły prezerwatywy z wizerunkami najbardziej znanych polityków: mera Rygi Nilsa Ušakovsa czy lidera Partii Ludowej Andrisa Szkele. Przedstawieni w satyrycznych pozach politycy albo wsławili się gafami, albo ponieśli druzgocące porażki. Premiera Dombrovskisa w tej palecie jeszcze nie ma. Jeszcze, bo producenci prezerwatyw najwyraźniej uznali, że warto dać wschodzącej gwieździe szansę, by pokazał, czy da radę kryzysowi. Jak się nie uda, dołączy do panteonu.

http://www.newsweek.pl/

Reklamy

Jedna odpowiedź to “Jak Łotwa walczy z kryzysem?”

  1. Maraniano Says:

    Łotwa co prawda jest w porównaniu z Polską krajem maciupkim, ale z tekstu widać, że zasługuje na duże uznanie. Brawa dla zaprzyjaźnionego narodu łotewskiego (przed wojną nasi sąsiedzi z północy).


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: