Kaczyńscy wygrali z sondażami (interia.pl 25.10.2005)

Sondaże przedwyborcze wieszczyły zwycięstwo PO i Donalda Tuska. Rzeczywisty wynik głosowań to klęska ankieterów.

Szczególnie mocno „pomyliły się” sondaże przed II turą wyborów prezydenckich. Zwycięstwo Kaczyńskiego przewidziała tylko PGB . Jednak w przedwyborczy piątek sondaż tej grupy, dający 0,4 proc. przewagi kandydatowi PiS, został przez większość mediów zignorowany albo był cytowany jako swoista ciekawostka, w tle innych badań, wskazujących na kilkuprocentową przewagę Tuska.

Wybory parlamentarne – przeszacowana koalicja

Mniej więcej od połowy sierpnia wszystkie sondaże wskazywały zgodnie na dość zdecydowane zwycięstwo Platformy. Sytuacja zmieniła się na cztery dni przed wyborami. 21 września w badaniu TNS OBOP dla „Faktu” na pierwsze miejsce wysunęło się PiS z 34 proc. poparcia, zaś PO miało 32 proc. zwolenników. Ostatni przedwyborczy sondaż TNS OBOP, tym razem dla TVP, opublikowany 23 września, dawał już PiS zdecydowane zwycięstwo w stosunku 33 do 28,7 proc. Wygraną PiS przewidziała ostatniego dnia kampanii także GfK Polonia, która w badaniu dla TVN dawała partii Kaczyńskich 31,4 proc., a Platformie – 29,5 proc. Oficjalne wyniki wyborów zaskoczyły więc w stosunku do wskazań sondaży nie tyle kolejnością zwycięzców, co tym, że notowania zwycięskich partii zostały przez wszystkie ośrodki badania opinii mocno przeszacowane. W czasie kampanii parlamentarnej PO i PiS zmieniały się na pozycji sondażowego lidera, ale pewne było jedno – że koalicja PO i PiS uzyska w Sejmie przygniatającą przewagą, zdobywając co najmniej 60 proc. głosów. Ostatecznie jednak PiS dostało 27 proc. głosów, a PO – tylko 24,1 proc. W sumie jest to więc 51,1 proc. głosów, a więc o wiele mniej niż na to wskazywały sondaże. Klęską ankieterów było też nieoszacowanie wyników SLD. Według niektórych sondaży, partia ta balansowała nawet na krawędzi progu wyborczego, inne zaś dawały jej maksymalnie 7-8 proc. W rzeczywistości Sojusz dostał 11,3 proc. głosów…

Pierwsza tura prezydencka – sondaże najbliższe rzeczywistości

Wyścig prezydencki miał kilku sondażowych liderów. Oprócz Tuska i Kaczyńskiego przewodzili mu także przez pewien czas także Zbigniew Religa i Włodzimierz Cimoszewicz. Im jednak bliżej było wyborów, tym wyraźniejsza była przewaga Tuska. We wrześniu, po rezygnacji Cimoszewicza, był nawet   taki moment, że sondaże dawały szefowi PO około 50 proc. poparcia i wydawało się, że może wygrać nawet w pierwszej turze. Tuż przed pierwszą turą sondażowa przewaga lidera Platformy nieco stopniała. Trzeba jednak powiedzieć, że w przypadku tego głosowania sondaże były najbliższe rzeczywistych wyników. Przewidziały kolejność zwycięzców, choć – z jednym wyjątkiem – przeszacowały przewagę Tuska. Wszystkie badania z trzech ostatnich dni kampanii przed I turą wszystkie dawały zwycięstwo Tuskowi: PGB 32 do 31 proc., CBOS – 40 do 35 proc., TNS OBOP 40 – 34 proc., a GfK Polonia nawet 42 do 31 proc. W rzeczywistości Tusk dostał 36,3 proc. głosów, a Kaczyński – 33,1 proc. Prezydent PiS uzyskał więc wynik bardzo zbliżony do prognoz, szef PO dostał za to znacznie mniej, niż mógł sobie obiecywać po wszystkich – z wyjątkiem PGB, która z kolei za bardzo go nie doceniła – sondażach.

Druga tura prezydencka – klęska ankieterów


Druga tura to już jednak prawdziwa klęska sondaży. Od zakończenia pierwszej tury wszystkie sondaże dawały zgodnie zwycięstwo Tuskowi. Jego przewaga wynosiła od kilku do kilkunastu procent głosów. Tak samo było ostatniego dnia kampanii, 21 października, choć trzeba przyznać, że wszystkie ośrodki zauważyły, iż przewaga szefa PO zaczęła maleć. W przedwyborczy piątek sondaże PBS dla „Gazety Wyborczej” i GfK Polonia dla TVN dawały Tuskowi zwycięstwo 52 do 48 proc. TNS OBOP w badaniu dla „Faktu” wieszczył triumf Tuska 53 do 47 proc., ale już w sondażu dla TVP – tylko 50,9 do 49,1 proc. W rzeczywistości Kaczyński uzyskał 54 proc. głosów, zaś Tusk – tylko 46 proc. Jedynie PGB przewidziała zwycięstwo kandydata PiS, choć i ona nie doceniła jego rozmiarów, dając mu w ostatnim dniu kampanii 50,2 proc. poparcia, a Tuskowi – 49,8 proc. Jako jedyna przewidziała jednak właściwą kolejność II tury wyborów. Niestety sondaż ten został przez większość mediów zlekceważony, a ostatniego dnia kampanii w serwisach informacyjnych dominowały wyniki badań TNS OBOP i GfK Polonia. I jak tu wierzyć sondażom…
Ankieterzy próbują jakoś tłumaczyć swoją porażkę, by nie powiedzieć kompromitację. Ryszard Pieńkowski, socjolog z PBS, przekonywał w niedzielę w czasie studia wyborczego TVP, że część wyborców dopiero w ostatniej chwili zdecydowała, kogo poprze, a sondaże zakończono przeprowadzać w środę i czwartek. Tyle tylko, że w końcówce kampanii nie wydarzyło się nic, co mogłoby wpłynąć na decyzję wyborców. Wręcz przeciwnie, dominowała atmosfera podziękowań i wzajemnych przeprosin.
Socjologowie twierdzą też, że Polacy mogli oszukiwać ankieterów. Pytany w studiu TVP, czemu ostatnie sondaże przed wyborami albo wskazywały na zwycięstwo Tuska, albo sugerowały najwyżej minimalną przewagę Kaczyńskiego, dr Tomasz Żukowski, socjolog z UW, powiedział, że „zwykle poparcie dla kandydata nieco bardziej lubianego przez media jest lekko zawyżone”. Podobnego zdania jest Jacek Chołoniewski z PGB, według którego ludzie nie przyznawali się do poparcia dla Kaczyńskiego, ponieważ „wszystkie media sprzyjały Donaldowi Tuskowi, a ludzie są tak skonstruowani, że nie lubią przyznawać się do niepopularnych poglądów”. Problemem jest też metoda badań. W Polsce bardzo popularne są sondaże telefoniczne. Tymczasem Marcin Palade z PGB powiedział w niedawnym wywiadzie dla „Gazety Polskiej”, że wiarygodność przeprowadzanych w ten sposób badań jest żadna. – Co gorsza, firmy, które przeprowadzają sondaże telefoniczne w Polsce ukrywają fakt, że Europejskie Stowarzyszenie Badaczy Rynku i Opinii w swoich dokumentach wyraźnie zaleca, by przeprowadzanie badań telefonicznych odbywało się wyłącznie w tych krajach, w których nasycenie telefonami sięga około 85 – 90 procent na stu dorosłych mieszkańców. W Polsce – biorąc pod uwagę telefonię stacjonarną i komórkową – około 73 na stu mieszkańców ma telefon. W sondażach telefonicznych w Polsce będzie zatem nadreprezentacja wyborów zamożniejszych, dobrze wykształconych, mieszkańców dużych miast – tłumaczy. To wyjaśniałoby, dlaczego ankieterzy przeceniali wyniki Platformy i Tuska, mających największe poparcie właśnie wśród zamożnych, wykształconych, mieszkańców największych miast. Jednak nawet sami pracownicy ośrodków badawczych zdają sobie sprawę z tego, że są pewne granice przyzwoitości, jeśli idzie o skalę błędu. – Jeżeli wyniki sondażu odbiegają od rzeczywistości o trzy punkty procentowe – mówimy, że mieszczą się w granicach błędu statystycznego. Jeżeli pomyłka jest dwa razy większa – rzędu sześciu punktów procentowych – oceniamy, że jest to już bardzo poważne niedociągnięcie. Gdy błąd jest liczbą dwucyfrową, to nie można go wytłumaczyć złą wolą ankietowanych lub oszukiwaniem ankieterów – tłumaczył w przytaczanym już wywiadzie Palade z PGB. A przecież różnice między niektórymi sondażami a rzeczywistymi wynikami PO i PiS oraz Tuska i Kaczyńskiego oscylują nawet w okolicach 10 proc…

http://www.estymator.com.pl/

Tajemnica tajemnych stowarzyszeń – prof. Walter J. Veith

Unia Europejska się rozpadnie – Krzysztof Jackowski o najbliższej przyszłości 18 maja 2010 roku