UFO – Największa historia jakiej zawsze zaprzeczano

Film na Vimeo: http://vimeo.com/9138267


Redmuluc

UFO – Sekrety Trzeciej Rzeszy

Film w całości na Vimeo:
http://vimeo.com/9150430

Film na YouTube w częściach:

Playlista: http://www.youtube.com/view_play_list?p=1D51E0318085F4FF

Redmuluc

Napisane w UFO. Tagi: , , . 6 Komentarzy »

Smoleńsk 2010 i Mirosławiec 2008 , bliźniacze katastrofy…

„Wypadek” Casy w Mirosławcu 2008 i Tupolewa w Smoleńsku to bliźniacze katastrofy, wykonane „tą samą ręką” i według tego samego scenariusza.

1. Skala zniszczeń. Oba samoloty rozbijają się z niskiego pułapu, z wysokości drzew i … wyparowują, ulegają całkowitemu zniszczeniu, rzecz praktycznie niemożliwa przy upadku z tak niskiego pułapu.

Każdy wie jak wyglądają szczątki Tupolewa, dwa skrzydła, brak kadłuba. Przypadek Casy jest identyczny, pozostają tylko skrzydła i walające się resztki o objętości osobowego auta. Z ust naocznego świadka pada nawet określenie że samolot „zniknął”.

Zdjęcia z miejsca zdarzenia w Mirosławcu pokazują dokładnie ten sam obraz który znamy ze Smoleńska.

2. Ten sam scenariusz katastrofy. Zarówno piloci Casy jak i Tupolewa mieli błędne koordynaty położenia względem lądowiska. Oba samoloty rozbiły się w osi przesuniętej do osi pasa startowego [ Casa 40m , Tupolew 60m ], kilkaset metrów od lotniska [ Casa 800m, Tupolew 300m ].

Wyniki śledztwa w sprawie Casy podają że, tuż przed katastrofą samolot wykonał manewr korygujący tor lotu.

Dokładnie tak samo rzecz się miała w Smoleńsku, dziwny manewr Tupolewa tuż nad ziemią [ relacje naocznych świadków ].

3. Zbieżna jest również zasłona medialnej dezinformacji. Bezsporna wina pilotów, lansowana od samego początku, na długo przed zakończeniem śledztwa. Pojawia się nawet ta sama plotka o rzekomej obecności w kokpicie osób z poza załogi.

Pokrywają się także doniesienia o nieporozumieniu między pilotem a obsługą wieży co do jednostek miar.

TVN 24 podało że piloci Casy zamiast korzystać z aparatury pokładowej próbowali lądować „na oko”. Dokładnie takie samo bezczelne oskarżenie padło ze strony rosyjskich śledczych w sprawie Tupolewa.

4. „Wypadek” Casy w Mirosławcu i Tupolewa w Smoleńsku to bliźniacze katastrofy, wykonane tą samą ręką i według tego samego scenariusza . Daje to zupełnie nowe możliwości. Badając zdarzenie z Mirosławca można poznać szczegóły zamachu w Smoleńsku i odwrotnie.

Trzeba też przyznać że lista pytań właśnie się wydłużyła.

http://www.newworldorder.com.pl/

Oficerowie BOR bronili ciała prezydenta

Funkcjonariusze Biura Ochrony Rządu, którzy czekali 10 kwietnia na płycie lotniska Siewiernyj w Smoleńsku na przylot prezydenta RP Lecha Kaczyńskiego i delegacji udającej się do Katynia, byli jednymi z pierwszych na miejscu katastrofy Tu-154M. Oficerowie nie chcieli wydać ciała prezydenta Rosjanom; na polecenie władz rosyjskich wszystkie ciała miały zostać przewiezione do Moskwy.

Jak relacjonuje jeden z uczestników zajścia, funkcjonariusze BOR utworzyli kordon wokół ciała prezydenta, nie godząc się na jego wydanie władzom Rosji. Wcześniej przykryli je własnymi marynarkami. Prezydencka ochrona mogła szybko zlokalizować ciało Lecha Kaczyńskiego dzięki chipowi, który prezydent miał w marynarce. Funkcjonariusze widzieli też ciało Marii Kaczyńskiej, ale nie byli już w stanie go „zabezpieczyć”, nie mogąc pozwolić sobie na rozproszenie. Za służbę do końca zostali zawieszeni w czynnościach. Powód: nieautoryzowane użycie broni. Biuro Ochrony Rządu odmawia komentarzy na ten temat do czasu zakończenia śledztwa.
Sprawę ma poruszyć na posiedzeniu sejmowej Komisji ds. Służb Specjalnych poseł Jarosław Zieliński (PiS). – Nie mam informacji na temat tego zdarzenia. Będę o tę sprawę dopytywał – mówi poseł. O sprawie słyszał Bogdan Święczkowski, szef ABW w latach 2006-2007, ale nie zna żadnych szczegółów. – Słyszałem o tym, ale nie mam szczegółowej wiedzy na ten temat – wyjaśnia.
Według Zielińskiego, komisja będzie chciała wyjaśnić ten wątek, ale przystąpiła także do czynności, które mają na celu wyjaśnienie całej katastrofy, i wystąpiła już do Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego o wydanie dotyczących jej materiałów. – Poprosiliśmy o materiały z centrum antyterrorystycznego ABW. Otrzymaliśmy jak na razie skąpe materiały, ale będą one punktem wyjścia do prac komisji. Będziemy dopytywać także inne służby w tej sprawie – mówi poseł.
Incydent z udziałem ochrony prezydenta i rosyjskich służb prawdopodobnie został zarejestrowany na filmie nakręconym telefonem komórkowym, ciągle badanym przez Agencję Bezpieczeństwa Wewnętrznego na zlecenie prokuratury wojskowej. Wyjaśniałoby to zastanawiające tłumaczenia śledczych na temat rzekomej niemożności zweryfikowania zawartości nagrania, którego autentyczność potwierdzono. Na filmie słychać fragmenty komend w języku polskim i rosyjskim. Słychać też odgłosy wystrzałów, które odnotowane zostały w protokołach przesłuchań rosyjskich milicjantów. Scenariusz zdarzenia utrwalony na filmie potwierdza autentyczność zajścia: postacie w białych koszulach to oficerowie BOR przeszukujący miejsce katastrofy. Film dokumentuje też użycie broni palnej sygnalizujące, że ochrona nie zamierza wydać ciała prezydenta rosyjskim funkcjonariuszom, w tle słychać rosyjskojęzyczną komendę oficerów BOR (z wyraźnym polskim akcentem) skierowaną do Rosjan: „Wsie nazad!” – wszyscy do tyłu!
Wraz z upływem czasu wątpliwości w sprawie tragedii na lotnisku Siewiernyj przybywa. Opinię bulwersuje m.in. brak należytego zabezpieczenia miejsca katastrofy. Osoby postronne wciąż znajdują ważne części samolotu, np. urządzenia do wypuszczania podwozia w samolocie. O skali zaniedbań na miejscu tragedii świadczy chociażby znaleziony długo po katastrofie fragment urządzenia służącego do wysuwania podwozia. Pokazywał go w środowej „Misji specjalnej” w TVP 1 Tomasz Sakiewicz. – Brak zabezpieczenia śladów to skandal, za który odpowiedzialność ponosi zarówno strona polska, jak i rosyjska. Nawet jeśli uznamy, że tylko strona rosyjska prowadzi to śledztwo, to – moim zdaniem – brak zabezpieczenia miejsca tragedii jest niedopuszczalnym skandalem, także według przepisów rosyjskich – powiedział w rozmowie z „Naszym Dziennikiem” Bogdan Święczkowski, były szef ABW. Może to wręcz uniemożliwić poznanie rzeczywistych przyczyn tragedii. Zdaniem karnisty z Uniwersytetu Warszawskiego, prof. Piotra Kruszyńskiego, prawdopodobieństwo takiego obrotu sprawy jest ogromne.
Faktem jest też niedoinformowanie rodzin ofiar, które nie wiedzą nawet tego, czy przeprowadzono sekcję zwłok ich bliskich. – Opinia publiczna powinna być informowana o przebiegu śledztwa, zwłaszcza w sytuacji kiedy giną prezydent, jego małżonka, część elity politycznej kraju. Uważam, że w takich okolicznościach nie powinno się czekać na formalne zakończenie śledztwa, które może potrwać naprawdę długo – stwierdza prof. Kruszyński. – W Polsce mówi się, że jest prowadzone śledztwo, ale ja jako adwokat pierwszy raz widzę takie śledztwo, w którym nie prowadzi się żadnych czynności, a jedynym działaniem jest oczekiwanie na kopie dokumentów – podkreśla mecenas Bogdan Borkowski, pełnomocnik rodziny państwa Olewników. Według mecenasa, zgodnie z Kodeksem Postępowania Karnego powinno się wysłać chociaż pisma do rodzin ofiar z informacją, że mają one prawo zgłosić się jako pokrzywdzone w tym śledztwie. – Moim zdaniem, miałyby nawet prawo w drodze zagranicznej pomocy prawnej poprzez MSZ zgłosić się do śledztwa rosyjskiego. MSZ mogłoby przesłać takie zgłoszenie do ministerstwa sprawiedliwości Rosji poprzez MSZ rosyjski, aby te osoby wystąpiły jako pokrzywdzone w tym śledztwie – zaznacza adwokat. Jak wyjaśnia, status osoby pokrzywdzonej daje prawo do bycia informowanym o wszystkich czynnościach procesowych, czyli np. eksperymentach czy przesłuchaniach świadków, a osoby takie mają prawo zajmować stanowiska procesowe, czyli wnosić o zbadanie niektórych wątków, o przesłuchania czy o przeprowadzenie dowodów. Według mecenasa, także sekcje zwłok ofiar tragedii można było wykonać po dotarciu ciał do Polski. – To wymagałoby moralnej zgody rodziny, ale ten trud przeprowadzenia sekcji trzeba było podjąć, chociażby w celu zdobycia własnych dowodów w sprawie, bo my nie wiemy, co tak naprawdę prześlą Rosjanie – podkreśla mecenas Borkowski.
Tymczasem krewni części ofiar katastrofy tupolewa wystosowali apel w obronie dobrego imienia śp. mjr. Arkadiusza Protasiuka, kapitana prezydenckiego Tu-154M. Jego treść zamieścił portal niezależna.pl. „Nie możemy zgodzić się z tym, aby odpowiedzialność za skutki tragedii smoleńskiej została przerzucona na nieżyjącą załogę samolotu, w tym jego kapitana, pilota wojskowego pierwszej klasy – Ś.P. majora WP Arkadiusza Protasiuka” – napisano m.in. w apelu. „Obawiamy się, że jedną z pierwszych prób takiego działania, szczególnie dotkliwie odbieraną przez Bliskich, był znamienny brak przedstawicieli administracji rządowej na państwowej przecież ceremonii pogrzebowej Ś.P. majora pilota WP Arkadiusza Protasiuka. (…) Jako bliscy Ofiar katastrofy smoleńskiej nie możemy się zgodzić na to, aby władze, w imię nieznanych nam celów, dzieliły załogę i pasażerów samolotu specjalnego na dobrych i złych, na ofiary i winnych” – uważają autorzy listu.

Paweł Tunia

http://www.naszdziennik.pl/

Zmierzch i świt

Tęsknota za czymś nowym w egzystencji człowieka wybrzmiewa od dawien dawna. Ludzie zmęczeni wiekowymi konfliktami, chorobami, samotnością – marzą, by funkcjonować w przyjaznym środowisku, bez lęku o każdy kolejny dzień. Nie chcą wojen. Przeczuwają, że można uwolnić się od cierpień, od śmierci….
Nowy świat, przywoływany jest z różnych stron planety. A tęsknota za nowym, określana jest najczęściej, jako pragnienie powszechnej miłości. W poprzednich epokach również mówiło się o miłości. Ludzie usiłowali oswajać to uczucie, które tylko na chwilę czyniło ich życie znośniejszym. Współcześni wyobrażają sobie, że nowe istnienie będzie znaczyło: wzajemną ludzką życzliwość, wyrozumiałość i tolerancję,  pomoc w rozwiązywaniu  problemów. O nowym porządku z nadzieją mówią też zarządzający planetą. Tyle, że oni Nowe widzą po swojemu. Chcą zachować dotychczasowy układ sił, a populację planety silniej uzależnić od siebie.
Dialog Starego z Nowym.
Stare: Istnienie człowieka wyznacza walka. To za jej pomocą określamy swój obszar i pozycję. Jeśli nie potrafisz walczyć, stajesz się nikim. Możesz co najwyżej być pionkiem, który inni przesuwają na szachownicy, zanim wyeliminują cię z gry.
Nowe: Istnienie człowieka kształtuje zgoda. Zgoda to umiejętność współbrzmienia z drugim. Nie ma większej radości od tej, gdy udaje ci się usłyszeć, co drugiemu w duszy gra i gdy melodia jego współgra z twoją. Nie może się z tym równać żadna satysfakcja z pokonania wroga.
Walka to niszczenie. To nieustająca zagłada. Giną w niej pionki i figury. Figury wprawdzie utrzymują się na planszy nieco dłużej, z racji przypisanej im roli, ale rozgrywka w pewnym momencie kończy się. Wszystkie postaci gry wędrują do zamkniętej skrzynki. Taki finał zdarzał się wielokroć w realnych dziejach ludzkości. Nawet znaczące cywilizacje, niczym rozegrana partia szachów sprzątane do pudełka, znikały z powierzchni ziemi.
Istnienie ludzkie to szerszy obszar, niż ten wyznaczony przez planszę do gry. Nowe to przywrócenie pamięci o mocach stwórczych człowieka. Możesz bez rujnowania tworzyć, wzrastać. Wyrażać siebie bez przewagi nad innymi. Po ludzkim współdziałaniu, współpracy pozostają zupełnie inne owoce. Nie ma ugorów, przepędzonych zwierząt, spalonych domostw. Ludzie żyją bez lęku, bez zdrady. Wolni od pomników walki i męczeństwa. Skupieni na teraz, po prostu tworzą całą mocą swych talentów. Wspierają jedni drugich. Istniejąc w spokoju, łatwiej wyczuwają wzajemne potrzeby. Rozumieją się. Bez ingerencji wszystko jest otoczone opieką.
Stare: To odbiera życiu dreszcz emocji. Zmagając się z innymi, sięgasz doskonałości. A dzięki pokonywaniu słabszych, zwyciężaniu , zbliżasz się do boskości! Stajesz się autorytetem – bogiem.
Nowe: Tak bywało przez wieki. To, co się staje teraz – toczy się poza instytucją boga. Człowieczeństwo sięga po swój pierwotny wymiar. Całość jawi się jako harmonijne współdziałanie wszystkich elementów. Gdzie obowiązują zasady równowagi. Gdzie nie ma miejsca na dominację pierwiastka męskiego, kreacje boskości kogokolwiek.
Każdy znaczy tyle, ile znaczy jego samodzielne dzieło dla całości. Bez względu na to, czy jest to dzieło rąk, umysłu, czy serca.
Stare: Braterstwo, równość, wolność ogłoszono jeszcze w XIX w. podczas rewolucji francuskiej. Kontynuacją miał być ustrój komunistyczny. Nic z tego nie wyszło. Ludzkość po kilkudziesięciu latach powróciła do kapitalizmu. A to znaczy tyle, że człowiekowi niezbędna jest własność i wiara choćby niespełniona, że może sięgać po władzę, dążyć do boskości, nawet w cudzym wykonaniu. Dowodzi, że ludzkość chce konkurować, zwalczać innych, dążyć choćby do złudnej wielkości.
Nowe: Cofnięcie się do starego systemu znaczy tylko tyle, że udało się na jakiś czas ustawić tamę nowym prądom. Lecz rozwoju ludzkości żadne siły nie są w stanie powstrzymać, Mogły jedynie chwilowo go zahamować. Wspólnoty nie udało się utrzymać, bo idea ta, kilkadziesiąt lat wstecz, była jeszcze obarczona schematami władzy. Tworzenie jedności, zgody człowieczej przesunęło się wówczas w inny obszar, ale nie ustało. Podstawy współpracy na pewno nie powstają na dworach królewskich, ani w gabinetach światowej polityki, czy w kręgach wielkiej finansjery- Te środowiska są rzecznikami konfliktów, walki.
Stare: Jakich sił chcesz użyć, by pokonać dotychczasowy dorobek ludzkości? Żeby zwalczyć panujące religie, systemy polityczne trzeba by zgładzić całą populację planety, przecież to walka, a tego nie uznajesz!
Nowe: Kiedyś “nowe” zaczynało się potopem. Tak wymazywała się pamięć cząstkowych osiągnięć człowieka poprzedniej epoki i rozpoczynało kolejne nowe, ale również cząstkowe (powstawanie lub zmiany religii, systemów politycznych). Wcześniej chodziło o doprowadzenie do doskonałości poszczególnych części człowieka, o wykształcenie silnej osobowości, psychiki, wytrzymałości fizycznej, operatywnego umysłu. Indywidualność odporną na niszczące bodźce zewnętrze i wewnętrzne kształtowały kolejne ideologie. Wraz z tym tworzył się uniwersalny materiał genetyczny. Jednak proces „hartowania” kiedyś się kończy, a szlifowanie diamentu dobiega kresu. I wtedy, by rozwój trwał, a jest to stałe prawo istnienia świata- trzeba uwagę skierować na inne działania.
Dzisiaj, po wiekach, zbierania cząstkowych , specjalistycznych syntez przed populacją ziemską stoi zadanie świadomego całościowego podsumowania osiągnięć człowieka. Co oznacza powrót do ludzkiej jedności wspólnoty, współpracy
Syntez nie dokonuje się na wojnie. Do tego niezbędna jest rozwaga, spokój, neutralność. Tzw. bogowie wiekami dominowali, umacniali swoje racje. Żyjąc kosztem innych, utwierdzali zachłanność, prawo do oceny intryg, ingerencji. To oczywiste, że będą bronić swoich zdobyczy, usiłując niszczyć inicjatywy wspólnotowe. Będą knuć przeciw ludzkiej zgodzie i pojednaniu.
Stare: Chcesz mi powiedzieć, że moja epoka jest zmierzchem, a ty jesteś świtem? Co zapowiada rychły świt? Ja go nie dostrzegam…
Nowe: Świtu nie zauważasz, bo podobnie, jak w naszym dialogu, słyszysz tylko siebie. A dowodów na rychły świt z każdym rokiem jest więcej:
To co było domeną wieków ubiegłych: walka o pierwszeństwo w zbiorowości ludzkiej, pokonywanie innych w drodze na szczyt doskonałości- jako program wyczerpała się. Od lat nie pojawiają się autorytety, ani wybijające się indywidualności. Od dziesięcioleci w światowej polityce nie pojawił żaden „Aleksander Wielki”; w literaturze nie lśni talentem żaden Szekspir ; Nie ma myśliciela na miarę Sokratesa, Nie pojawia się charyzmatyczny przywódca duchowy na miarę Buddy itd. , itd.
Władza jako ostoja państwa upada. Podlega różnym ideologicznym modyfikacjom, ale i tak trudno ją dłużej utrzymać w jednych rękach. Nie ma systemu, w którym władza nie byłaby przeżarta korupcją. Walczą o nią przeróżni gracze. Dość trudno ją zdobyć, ale bardzo łatwo stracić. Nic nie zabezpiecza interesów państw ani społeczeństw. W tej sytuacji do rangi symbolu urasta wypadek samolotu rządowego pod Smoleńskiem. Nie istotne, co spowodowało katastrofę, Ważna jest wymowa tego faktu. Oto w niespełna minutę została usunięta z pola szachownicy liczna reprezentacja władzy jakiegoś państwa.
Ale z drugiej strony- wojen – żywiołu męskiej części populacji – mimo olbrzymich nakładów współczesnych mocarstw, zręcznych prowokacji, nie udaje się przekształcić w konflikt światowy. Regionalne konflikty choć trwają, nie przynoszą jednak oczekiwanych rezultatów organizatorom wojennych wypraw. W dzisiejszym świecie walka przestaje być magnesem, który samym hasłem przyciągał wojowników.
Materia traci napęd odradzania. Rozmnażanie populacji w dotychczasowej formule zostało zahamowane. Kaskadowo narasta w skali planety liczba bezpłodnych mężczyzn. Na razie nikt nie bije na alarm, bo Ziemia jest przeludniona. ale też nikt nie zauważa, że Ziemia dzięki temu uwalnia się od niszczącego przerostu populacji.
Dochodzi do równoważenia pierwiastka męskiego z żeńskim Odwieczna męska dominacja słabnie. Na znaczeniu zyskują kobiety. Choć przez wieki dyskryminowane, niszczone, bez walki zdołały doprowadzić w wielu dziedzinach do partnerstwa płci.
Mimo odwiecznej gloryfikacji konfliktu, utrzymywania podziałów na całej planecie podejmowane są inicjatywy jednoczenia się różnych społeczności. Ludzkie wspólnoty wg pomysłu Anastazji rozwijają się jako styl bycia osadzony w naturze nie tylko w syberyjskich osadach. Prostota, chęć współgrania z przyrodą zaczyna uwodzić mieszkańców innych części Rosji. „Przestrzenie miłości” cieszą się zainteresowaniem np. w Kanadzie, przenoszone są również do innych krajów. Tworzą je zupełnie obcy sobie ludzie, podejmując próbę życia we wspólnocie w harmonii ze światem roślin i zwierząt. Izraelskie kibuce to też formuła wspólnotowego życia. Co istotne powstają na ziemi obarczonej odwieczną walką. Spotyka się w nich międzynarodowa społeczność, I o dziwo pojednanie różnych nacji nie zamiera , a wręcz przeciwnie rozwija się. Ekologiczne wsie i temu podobne inicjatywy rodzą się spontanicznie i rozprzestrzeniają się na całej planecie.
To, że idei pojednania, jedności nie można lekceważyć spostrzegli przywódcy europejskich państw. Wrogowie w przeszłości. Bezwzględni wojownicy w dochodzeniu swoich racji, zajmowaniu terenów sąsiada, nagle zawiązują europejską wspólnotę państw. Motywacja wspólnoty europejskiej na szczeblu przywódców państw nie jest tak szlachetna jak w inicjatywach społecznych, ale dowodzi, że w przestrzeni energetycznej Ziemi tworzy się już program, który przymusza do zachowań wspólnotowych nawet niegdysiejszych wrogów.
Stare: To wszystko prawda. Wywołanie dziś wojny światowej byłoby niemożliwe. Ale nie zaprzeczysz, że koncerny farmaceutyczne prowadzą swoje prywatne wojny. Zbędnie namnożoną populację usuwa się z szachownicy z pomocą lekarstw, które trochę leczą, trochę trują. Koncerny żywieniowe pionki( konsumentów) z plansz usuwają za pomocą pokarmów szerzących określone schorzenia. Ogół społeczności został włączony w wojenne gry nerwów, czyli strategie banków. Czy to możliwe, by utwierdzony tradycją, religiami planetarny konflikt został zneutralizowany przez rodzące się wspólnoty?
Nowe: Nie dostrzegasz, rosnącej powszechnie świadomości ludzkiej. Wieki trwające walki, konflikty zrodziły nie tylko wojowników, ale dostarczyły doświadczeń , wiedzy. Wielu nauczyły hartu ducha,odwagi, podejmowania decyzji, odpowiedzialności za siebie i innych. Wnioskowania, że cierpienie, udręka, niszczenie nie są siłami twórczymi. Że dalszy los człowieka musi być od nich wolny. A tkwiąc w nurcie wojny ma się niewiele szans, by wyjść cało. Siłę na przetrwanie daje świadomość rzeczy, bez podejmowania walki, przy kompletnej neutralizacji bodźców wysyłanych z obszarów konfliktu. Pytasz, czy to możliwe? Jednostek Świtu przybywa. A wraz z nimi wzmacnia się spokój umysłu, nastaje emocjonalne wyciszenie w indywidualnym jak i zbiorowym wymiarze. Tworzy się zupełnie nowa aura planety.
Świadomość jednostkowa pomnaża się. Człowiek przestaje lękać się wiedzy. Zaczyna pytać i szukać odpowiedzi poza kanonami wiary. Dochodzi często do zaskakujących odkryć. Upewnia się, że jest stwórcą siebie i świata. Odkrycia sprawiają, że wiedza coraz częściej przenosi się na falach myśli od człowieka do człowieka, nie postrzegana przez zagorzałych wojowników. Nie ginie, nie przepada, bo wolna od lęków przed bogiem. Nie niszczy jej żadna władza, bo ta nie rejestruje dźwięków jedności i zgody.
Stary świat niczym zmierzch przepada, rozpływa się w jaśniejącym świcie. Czas podziałów kończy się. Na rozstaju epok otwiera się bezkresna przestrzeń tworzenia, gdzie będziesz istniał bez lęku, że potrafisz żyć w jedności z naturą i innym stworzeniem. Że zgoda określi twoje czyny. Że rozumienie i współpraca zbliży cię do myśli drugiego człowieka i czucia świata roślin i zwierząt.
Zmierzchu, czy jesteś na to gotowy?

Anna

Tragiczna sytuacja zielarzy…

POLSKA IZBA ZIELARSKO-MEDYCZNA
I DROGERYJNA (PIZMiD)
W KATOWICACH

Katowice, dn. 05.05.2010r.

W wyniku ograniczeń wprowadzonych w drodze rozporządzeń przez Ministerstwo Zdrowia, sklepy zielarsko-medyczne znalazły się w tragicznej sytuacji i stoją na skraju bankructwa. Polska Izba Zielarsko-Medyczna i Drogeryjna podjęła szereg prób mających zapobiec likwidacji sklepów, a co za tym idzie pogorszeniu sytuacji ekonomicznej producentów leków roślinnych , plantatorów ziół i producentów zdrowej żywności.

Nasze starania rozwiązania problemów w drodze dialogu spełzły na niczym. Ministerstwo Zdrowia nie odpowiada na nasze próby porozumienia się i stoi na twardym stanowisku, które nieuchronnie musi doprowadzić do likwidacji sklepów zielarsko-medycznych.

Pragniemy poinformować, że w dniu 19.05.2010r. w Warszawie w kościele Św.Aleksandra na placu Trzech Krzyży o godzinie 11-tej zostanie odprawiona msza św. w intencji Zielarstwa Polskiego. Po mszy planowany jest przemarsz zielarzy przed budynek Sejmu, gdzie będziemy domagać się spotkania i rozmów z premierem Waldemarem Pawlakiem i posłami z Sejmowej Komisji Zdrowia.

Zwracamy się do Państwa o wzięcie udziału we mszy i manifestacji oraz zaznaczenie swojej obecności jako aktu poparcia dla naszych starań w imię wspólnego dobra.

Prezes PIZMiD
Piotr Duda

http://www.stopcodex.pl/

„Świetlny przekręt”

Niedawno minęły trzy lata odkąd w Polsce wprowadzono nakaz używania świateł mijania za dnia przez cały rok. Warto więc pokusić się o podsumowanie.

Zgodnie z zapowiedzią zwolenników jazdy na światłach w ciągu dnia i uruchomionej przez nich kampanii medialnej nakaz ten miał zredukować liczbę wypadków na polskich drogach o około 20 %. Jak jednak było w rzeczywistości? Wystarczy wejść na stronę internetową policja.pl i zapoznać się ze statystyką wypadków w Polsce w wybranych latach. I tak w 2006 r., kiedy nie było nakazu włączania świateł w ciągu dnia, liczba wypadków w naszym kraju wyniosła 46876, natomiast w 2007 r., kiedy nakaz ten zaczął obowiązywać, liczba ta wzrosła o 5,6 % i wyniosła 49536. Odnotowano wzrost liczby wypadków, rannych i zabitych pomimo wcześniejszego trendu malejącego. Trudno więc mówić o jakiejkolwiek poprawie bezpieczeństwa, a co dopiero o 20–procentowym spadku liczby wypadków. Wprawdzie liczba samochodów w roku 2007 r. wzrosła, jednak począwszy od roku 2000 liczba pojazdów nad Wisłą rośnie co roku w podobnym tempie, przy stałym spadku liczby wypadków. Co więcej, w kolejnych latach liczba wypadków zaczęła ponownie spadać, co jest tylko potwierdzeniem faktu, ze trend malejący został zakłócony wprowadzeniem nakazu włączania świateł w dzień, bo przecież inne czynniki mające wpływ na wypadkowość nagle nie zmieniły się o 180 stopni, więc nie mogły spowodować takiej gwałtownej zmiany w 2007 r. Można zaryzykować więc twierdzenie, że gdyby nie włączone światła, to liczba wypadków, rannych i zabitych byłaby teraz sporo niższa. Przedstawiamy to na poniższym wykresie.

Wszystko wskazuje więc na to, że pozytywny wpływ używania świateł w ciągu dnia jest mitem. Między innymi dlatego w Austrii na początku 2008 r. zniesiono taki sam nakaz po dwóch latach obowiązywania, a od tego czasu liczba zdarzeń drogowych wyraźnie zmalała.

Dlaczego tak się stało? Austriacy zrozumieli, że z dróg nie korzystają jedynie samochody. Są tam również obiekty niewyposażone w światła, takie jak piesi, rowerzyści, czy inne obiekty. W sytuacji obowiązywania nakazu kierowcy przyzwyczaili się do tego, iż wszystko co znajduje się na drodze ma włączone światła i przestali w porę dostrzegać obiekty nieoświetlone. To właśnie piesi i rowerzyści byli grupą, która najbardziej ucierpiała na tym nakazie – liczba wypadków z ich udziałem istotnie wzrosła. Identycznie zresztą sytuacja wygląda w Polsce oraz każdym kraju, który w ostatnim czasie wprowadził podobny nakaz.

Ponadto zarówno w Austrii, jak i w Polsce odnotowano wzrost liczby wypadków z udziałem motocyklistów. W Polsce liczba ta wzrosła nagle aż o 16,8 %, a zabitych motocyklistów o 40 % (!), mimo że nie zanotowano gwałtownego wzrostu liczby zarejestrowanych motocykli. Co więcej, fakt ten jest pomijany w oficjalnych publikacjach policji i rządu, w których kładzie się za to nacisk na spadek liczby wypadków w pewnych kategoriach o … 0,5 %, co ma świadczyć o skuteczności nakazu. A rzeczywistość wygląda tak, że w sytuacji, kiedy każdy pojazd ma zapalone światła, motocykliści przestali, tak jak dawniej, wyróżniać się w ruchu ulicznym, a z racji swych mniejszych rozmiarów i prędkości, z jaką się poruszają, zostali narażeni na dodatkowe niebezpieczeństwo. Z tego powodu organizacje motocyklistów zablokowały wszelkie próby wprowadzenia takiego przepisu w krajach zachodnich.

Wracają do Austrii. Użytkownicy dróg byli często oślepiani przez auta, które miały źle wyregulowane światła. Wystarczyło też, że auto podskoczyło na nierównościach albo kierowca zabrał 3 pasażerów na tylną kanapę i nie zmienił ustawienia świateł, przez co oślepiał nadjeżdżające z naprzeciwka samochody.

Austriakom częściej zaczęły przepalać się żarówki. Pół biedy, gdy auto bez sprawnego jednego reflektora poruszało się w dzień, jednak gdy taki „cyklop” wyjechał na drogę w nocy, stwarzał poważne niebezpieczeństwo. Ludzie bowiem nie potrafili często sami wymienić żarówki, a wizytę w warsztacie odkładali w czasie. Wysyp „cyklopów” można doskonale zaobserwować również i w naszym kraju, gdzie nawet co dziesiąty samochód ma niesprawne oświetlenie. A czy jazda w nocy z przepaloną jedną żarówką ma pozytywny wpływ na bezpieczeństwo? Niewątpliwie nie.

Niebagatelną rolę w zniesieniu nakazu jazdy na światłach w ciągu dnia w Austrii odegrały względy ekologiczne. Wiadomo, że auto na włączonych światłach spala o kilka procent więcej paliwa (jest to różna wartość w zależności od mocy silnika i warunków ruchu), przez co emituje więcej dwutlenku węgla i innych substancji toksycznych do atmosfery. W przypadku pojedynczego pojazdu różnica ta jest niemal niezauważalna, jednak przemnożona przez liczbę samochodów w całym kraju, robi się groźna.

I wreszcie najważniejsze – w Austrii przeprowadzono badania pod kierunkiem profesora Ernsta Pflegera polegające na analizie reakcji badanych kierowców na włączone światła mijania w rzeczywistym ruchu drogowym. Pokazały one, że używanie świateł w dzień nie działa korzystnie na bezpieczeństwo, a wręcz przeciwnie – w niektórych sytuacjach może być szkodliwe (dłuższa reakcja oka na włączone światło, koncentracja uwagi na światłach nadjeżdżających samochodów). To był gwóźdź do trumny dla świateł w dzień w Austrii, która niezwłocznie wycofała się z tego pomysłu.

W Polsce zarejestrowanych jest ponad 14 mln pojazdów osobowych. Doliczając do tego samochody ciężarowe oraz ruch tranzytowy mamy poważne źródło zanieczyszczeń. Ekolodzy obliczają, iż od 17 kwietnia 2007 r. do atmosfery emitujemy rocznie więcej o ponad 500 tys. ton dwutlenku węgla niż przed wprowadzeniem nakazu. Zważywszy na brak pozytywnego wpływu używania świateł na bezpieczeństwo drogowe, jest to świadome i bezcelowe zatruwanie środowiska naturalnego. Dziwi zatem fakt, że na ten problem nikt tak naprawdę nie zwraca uwagi, za to media emocjonują się akcjami typu „Godzina dla Ziemi”, których efekt jest praktycznie tylko wizerunkowy.

Większe zużycie paliwa z tytułu włączonych świateł mijania ma również swoje konsekwencje ekonomiczne – z jednej strony zwiększa się wpływ z akcyzy do budżetu państwa oraz rosną zyski firm paliwowych i żarówkowych, a z drugiej strony chudnie portfel kierowców. Szacuje się, że w Polsce koszt samego paliwa zużytego z tego powodu wynosi aż trzy mln zł dziennie, a w roku wprowadzenia nakazu sprzedaż żarówek samochodowych wzrosła o 60%.

Niekorzystne konsekwencje używania świateł w ciągu dnia można wprawdzie zniwelować stosując specjalne światła do jazdy dziennej, które pobierają zdecydowanie mniej energii i są bardziej trwałe, a do tego nie powodują efektu olśnienia. Jednak z uwagi na ich koszt (kilkaset złotych) oraz czasochłonność, a czasem brak możliwości montażu w niektórych modelach samochodów, niewielu kierowców się na nie decyduje i w efekcie używa zwykłych świateł mijania, zaprojektowanych przecież do jazdy nocą.

Jak kwestia świateł wygląda w Europie? Nakaz taki obowiązuje wyłącznie w krajach skandynawskich oraz w większości postkomunistycznych państw Europy Środkowej. Kraje zachodnie, takie jak m.in. Niemcy, Francja, Wielka Brytania, Hiszpania, Szwajcaria nie zdecydowały się na jego wprowadzanie. Nakaz wycofano w Austrii oraz Chorwacji. Ciekawym przypadkiem jest Grecja, gdzie obowiązuje zakaz używania świateł w ciągu dnia. Warto nadmienić, że Komisja Europejska, która początkowo rekomendowała używanie świateł w ciągu dnia, wycofała się z tego pomysłu w listopadzie 2007 r. i jako kompromisowe rozwiązanie wydała dyrektywę, nakładającą na producentów aut obowiązek montownia od 2011 r. świateł do jazdy dziennej, które jednak muszą dać się wyłączyć bez użycia narzędzi.

Natomiast niektóre kraje pozaeuropejskie, takie jak np. USA, Japonia, Australia rozważały wprowadzenie takiego nakazu, jednak wycofały się z tego pomysłu po przeprowadzeniu szczegółowych badań na ten temat. Raport amerykańskiej Rządowej Agencji ds. Bezpieczeństwa Ruchu Drogowego (NHTSA) oraz wspomniane już badania austriackiego Instytutu Kompleksowego Badania Wypadków i Bezpieczeństwa EPIGUS stwierdzają wyraźnie, że światła używane w ciągu dnia nie mają żadnego pozytywnego wpływu na bezpieczeństwo. Mogą za to prowadzić do dekoncentracji, odwracają uwagę od obiektów niewyposażonych w światła, takich jak piesi, czy rowerzyści oraz trudniej przez nie ocenić odległość i prędkość nadjeżdżającego z przeciwka pojazdu. Japończycy w wyniku przeprowadzonych badań wręcz stwierdzili, że nakaz taki byłby niebezpieczny dla motocyklistów.

Biorąc pod uwagę powyższe argumenty oraz fakt, że w Austrii po wycofaniu nakazu liczba wypadków wyraźnie spadła, nasuwa się proste pytanie: dlaczego w Polsce nadal obowiązuje ten szkodliwy i nieekonomiczny nakaz? To przecież chyba niemożliwe, aby rządzący przedkładali wyższe wpływy z akcyzy paliwowej nad bezpieczeństwo swoich obywateli. Niestety jest to faktem. Po pierwsze, dzięki temu przepisowi do kasy państwa wpływa rocznie około 500 mln zł rocznie, niebagatelna kwota dla budżetu państwa. Po drugie, obecna partia rządząca była inicjatorem jego wprowadzenia, wbrew woli ówczesnego rządu.

Warto zatem prześledzić historię wprowadzenia tego nakazu i prób jego zlikwidowania. Nakaz używania w dzień świateł mijania został wprowadzony za rządów PiS, ale był inicjatywą posłów PO, którzy „przemycili” go w poprawce do ustawy dotyczącej zupełnie innego zagadnienia (uprawnień Straży Granicznej). Niektórzy posłowie sami potem przyznawali, że nie wiedzieli nad czym głosowali, a ówczesny poseł PiS (obecnie PO) Antoni Mężydło przyznał wręcz, że gdyby wiedział, to by głosował „za”, bo go „syn do tego przekonał”. Dziwny powód głosowania na „tak”, zwłaszcza gdy chodzi o przepis wpływający na życie i zdrowie ludzkie (jak się teraz okazuje, negatywnie). Warto dodać, że tylko 2 posłów PO głosowało „przeciw”, natomiast większość posłów PiS nie poparło tej poprawki.

Wprowadzenie tego przepisu w Polsce zostało przeprowadzone kampanią medialną, utworzono nawet „Koalicję Na Rzecz Jazdy Na Światłach Przez Cały Rok”, w skład której weszły takie firmy jak Bosch (producent żarówek i akumulatorów), Hella (producent światła do jazdy dziennej), czy BP i Total (producenci paliwa) oraz inne firmy i organizacje nie mające często nic wspólnego z bezpieczeństwem ruchu drogowego. Wspólnie z Krajową Radą Bezpieczeństwa Ruchu Drogowego wynajęły one firmę PR, której zadaniem było przeprowadzenia kampanii mającej za zadanie złagodzenie społecznego oporu na planowane nowe prawo. Tak oto owa firma „chwali” się na swojej stronie internetowej skutkami swoich działań, z których wynika, że polskie społeczeństwo, a zwłaszcza kierowcy, padli ofiarą zwykłej manipulacji, żeby nie napisać – oszustwa.

I w Polsce podjęto oczywiście próby zniesienia tego szkodliwego nakazu. Pierwsza interpelacja autorstwa posła PO Jarosława Pięty o mały włos nie skończyła się wyrzuceniem go z Klubu Parlamentarnego PO przez Zbigniewa Chlebowskiego, późniejszego bohatera tzw. „afery hazardowej”. Z kolei posłowie PiS i LiD złożyli projekty ustaw znoszących wspomniany nakaz, ale bez skutku, ponieważ prace nad tymi projektami zostały zablokowane przez marszałka Komorowskiego, a posłowie opozycji przyznają, że Platforma Obywatelska nie chce podejmować nawet dyskusji na ten temat. W ostatnich tygodniach zapowiedziano złożenie wniosku o uchylenie szkodliwego przepisu do Trybunału Konstytucyjnego, ze względu na wspomniane już nieprawidłowości podczas jego uchwalenia, co może być ostatnią szansą na powrót do starych przepisów, miejmy nadzieję, że skuteczną.

Drivers Against Daytime Running Lights – http://dadrl.pl

Dlaczego prezydentem powinien zostać Janusz Korwin-Mikke?

Napisane w Polska. Tagi: . 24 Komentarze »

Niemcy mówią: żegnaj EURO, witaj … DM?!

Tego o czym pisze poniżej nie przeczytacie na żadnych z mainstreamowych gazet online i nie obejrzycie tego w telewizji. Ani polskiej ani niemieckiej ani żadnej innej. Jest możliwe ze od soboty w Niemczech będziemy mieli inna walutę. NIE EURO. Wydaje się wysoce prawdopodobne ze prowadzona jest obecnie przez rząd niemiecki tajna operacja przygotowująca wystąpienie ze strefy euro.

Zdaje sobie sprawę ze nie każdy z Was weźmie teraz na serio co wam tu napisze. Ten weekend może zaskoczyć nie tylko Niemiecki naród ale i cały świat. Niekoniecznie pozytywnie. Europejski kolos chwieje się na glinianych nogach a w mediach nadal prowadzona jest sterowana propaganda mająca na celu uśpienie społeczeństwa przed tym co ma nastąpić. 750 miliardowy pakiet ratujący PIGS i inne kraje to tez cześć tej manipulacji.

Żyję w Niemczech, mieszkam w stolicy Niemiec i mam kontakty z ludźmi którzy wiedza więcej o tym co się dzieje „pod stołem” w Bundestagu i Kanzleiamcie dużo więcej niż zwykli obywatele.
Od końca roku 2009 dochodzą nas niepokojące wieści dotyczącej tzw Währungsreform (Reforma Walutowa) i drastycznych posunięć w finansach Niemiec (co zresztą Merkel oficjalnie zapowiedziała w swoich ostatnich wystąpieniach z okazji wyborów w NRW). Ale po kolei do rzeczy bo jeśli okaże się to prawda to będzie tzw „hammer”. Numer stulecia.

Od około 2 tygodni z rożnych części Niemiec zaczęły się nasilać rożne informacje, które mogą potwierdzać ze coś jest planowane. Teraz konkrety:

rok 2009:
anonimowi pracownicy Bundesdruckerei (Drukarnia Papierów Wartościowych) informują o tajemniczych zakupach i transportach nowych maszyn drukarskich. Maja na nich być drukowane banknoty ale nic wiadomo więcej;

kwiecień – maj 2010:
informatycy bankowi mówią o aktualizowanym software do bankomatów i faktycznie od 20 kwietnia WSZYSTKIE banki zaznaczam WSZYSTKIE (!) wprowadzają jakieś zmiany w oprogramowaniu . W tym czasie są trudności z bankomatami. Dużo klientów nawet w sieci pisało także o problemach (przerwach) technicznych bankomatów. Podobno ma to mieć związek z nową waluta. Ten problem nomen omen dotyczył mnie osobiście: wśród znajomych mam kogoś kto robił wycieczkę po filiach/bankomatach i dopiero w 4 czy 5 dostał swoje pieniądze;

od 1-go maja 2010:
sytuacja się „zagęszcza”. Ma to związek kasa, który Niemcy maja „wyłożyć” Grecji i niby podżyrować w pakiecie pomocowym dla krajów PIGS (Portugalia, Irlandia, Grecja, Hiszpania). Wszyscy wiedza ze ta pomoc nie zostanie zwrócona. Nawet w mediach robi się gorąco. Dużo gadających głów wspomina o czasach DM chociaż nie dopuszcza się kroku wstecz w kierunku starej DM.

1 maj do 7 maja 2010:
nowi się głośno ze Francja stanęła w tamtym tygodniu na skraju bankructwa. Nikt nie chce podobno kupować ich obligacji i mieli duży problem z finansowaniem swojego zadłużenia, podobno na krotko utracili płynność finansową. Podejrzewam ze to też stymuluje rząd Niemiecki do podjęcia jakiś działań aby „ratować się” uciekając ze strefy euro i ze to przyspieszy cały proces jeśli faktycznie jest coś przygotowywane.

11 maj 2010:
mówi się o zwiększonej drastycznie ilości chronionych transportów z pieniędzmi do banków. Ktoś z finansjery puścił parę ze PALETY z NOWYMI pieniędzmi już są w bankach i wie o tym tylko ścisłe kierownictwo. Zameldował się ktoś kto nie pochodzi z tego kręgu ale podsłuchał rozmowę wyższych pracowników. Prawdopodobnie są to palety z pieniędzmi. Raczej nie euro.

12 maj 2010
Są informacje ze będzie się ta wiązać z utrata części oszczędności społeczeństwa. Najpierw zamrożenie części kwot na kontach i dzienne limity wymiany z euro na inna walutę itd. Ma się powtórzyć numer z 2 ostatnich reform walutowych (ostatnia bodajże w 1948), gdzie po prostu zwykłych ludzi okradziono z oszczędności w sprytny sposób. Czy to się zrealizuje teraz: trudno powiedzieć.

Do tego dokładam inne fakty

– policja po raz pierwszy w historii odmówiła ochrony meczów piłkarskich w kilku większych miastach tłumacząc się brakiem ludzi (?) WŁAŚNIE w ten weekend. Wniosek: przygotowują wszystkie siły gdzie indziej, na wypadek niepokojów po wprowadzeniu nowej waluty.

– super timing: sobota i niedziela to dni gdzie pozamykane są banki i wykonuje się najmniej transakcji. Nikt nie będzie „szturmował” przecież zamkniętych banków aby próbować wymienić walutę albo zrobić awanturę.

– od jakiś 2 tygodni na stacjach widzę więcej tankujących samochodów. Tworzą się kolejki co jest niespotykane w Niemczech. To tez mówi o niepokojach. Tak sadze.

Co teraz.

W piątek 14 maja o 21 godzinie jest zapowiedziane z wielka „pompa” orędzie Bundeskanzler Merkel w telewizji. Temat jest właśnie ten o którym pisze powyżej. Właśnie dzisiaj świat ma poznać decyzje o wystąpieniu ze strefy Euro i o nowej walucie. Od tego momentu Währungsreform wchodzi w życie dekretem.

germanwatcher

Na niektórych rachunkach pojawia się już Marka niemiecka

Widział już ktoś taki wykres CHF/EUR mam na myśli ostatnie dni, to już z daleka widać tu potężną manipulacje.
Robią wszystko żeby nie sprowokować za wcześnie ucieczki z EUR do CHF.

Napisane w Europa. Tagi: , , , , . 33 Komentarze »