Ćwierć miliona złotych dla doradcy Tuska

Najbliższy polityczny doradca premiera Igor Ostachowicz zainkasował ponad ćwierć miliona złotych od państwowej spółki energetycznej.

Ta historia bardzo przypomina skandal z udziałem szefa ABW Krzysztofa Bondaryka, który pracując dla rządu równocześnie otrzymywał setki tysięcy od swego poprzedniego pracodawcy — sieci Era GSM.

Jak ustalił „Newsweek” najbardziej zaufany współpracownik premiera Igor Ostachowicz otrzymał prawie 280 tys. zł od firmy Polskie Sieci Elektronergetyczne. W spółce tej — która dziś nosi nazwę Polska Grupa Energetyczna — Ostachowicz pracował do lata 2007 r., tuż przed związaniem się z ekipą Donalda Tuska.

Już pracując dla premiera Ostachowicz inkasował z kasy PSE dwa razy więcej, niż wynosiła jego ministerialna pensja. Czemu dostawał pieniądze od energetycznego koncernu? W kontrakcie miał tzw. zakaz konkurencji, czyli zobowiązanie, że w zamian za sowitą kwotę pieniędzy w ciągu roku nie podejmie pracy w firmie konkurencyjnej wobec Polskich Sieci Elektroenergetycznych.

Chcieliśmy zapytać Ostachowicza o szczegóły jego rozliczeń z PSE, ale przez kilka miesięcy konsekwentnie unikał z nami kontaktu, nie odpowiedział także na ani jedno pytanie, które mu przesłaliśmy.

A chcieliśmy wyjaśnić także inne wątpliwości. Co robił Ostachowicz przez kilka lat, o których nie wspomina w oficjalnym życiorysie? Z kim zakładał firmę Tour de PR przed ostatnimi wyborami? W jakiś sposób pracując niegdyś dla rządu Kaczyńskiego stał się najbliższym człowiekiem Tuska?

Ostachowicz jest postacią tajemniczą, czy wręcz tajemną. Cała, dość płytka zresztą, wiedza o nim nosi zastrzeżenie „podobno”. Podobno to on jest owym głównym, mitycznym specem, który kształtuje wizerunek premiera. Podobno to ona ma największy wpływ na Tuska i jego decyzje. Podobno to on wymyślił masę politycznych i retorycznych sztuczek, dzięki którym premier jest wciąż na topie.

Przy tym wszystkim jest Ostachowicz postacią obsesyjnie skrytą. Nie wypowiada się publicznie, a gdy widzi kamerę, odwraca się plecami.

Dziennikarze „Newsweeka” postanowili sprawdzić, kim jest pierwszy dworzanin Tuska. I w tej masie wątpliwości znaleźliśmy jeden pewnik: dziś premier jest od Igora Ostachowicza uzależniony.

Portret najbardziej zaufanego człowieka premiera w nowym „Newsweeku”

Newsweek

Napisane w Polska. Tagi: , . 2 Komentarze »

Poważne zagrożenie drugą falą

Od 15 dni prowadzimy relację na żywo z sytuacji powodziowej, a od 5 dni śledząc najnowsze prognozy ostrzegamy przed możliwością kolejnych ulew i utworzenia się drugiej fali powodziowej. Niestety z prognozy na prognozę sytuacja coraz bardziej się pogarsza, a w największym zagrożeniu znajdują się te same regiony, które najbardziej ucierpiały podczas przejścia pierwszej fali powodziowej. Nowe ulewy znów przyniesie niż docierający do Polski od południa. Deszcze rozpoczną się w drugiej połowie nocy z soboty na niedzielę (29/30.05) i potrwają przez mniej więcej tydzień. Tym razem obficie padać będzie przez kilka pierwszych dni, później opady również będzie silne, ale już nie będą miały charakteru ciągłego. Najbardziej niepokoić może ich długotrwałość. Podczas, gdy pierwszą falę powodziową spowodowały ulewy trzydniowe, to tym razem padać będzie prawie przez tydzień, a przy tym spadnie tyle samo deszczu, co wtedy. Przeważnie od 80 do 120 litrów na metr kwadratowy ziemi, a lokalnie ponad 150 litrów. Najmocniej padać będzie w woj. śląskim i małopolskim. W mniejszej skali zaś w województwach centralnych i południowo-wschodnich. Wszystko wskazuje na to, że najmniej deszczu, podobnie jak poprzednio, spadnie na zachodzie Polski, ale nie jest to jeszcze takie pewne. Poza skrajnie intensywnymi opadami zagrożenie powodziowe zwiększają przesiąknięte wodą wały, które nie będą już w znacznej mierze w stanie utrzymać się podczas kolejnych opadów i przechodzenia drugiej fali powodziowej. Kolejnym zagrożeniem są utrzymujące się podtopienia w miejscach, gdzie powódź okazała się najbardziej rozległa. Tam z powodu opadów poziom wody może się podnieść jeszcze bardziej. Ostatnim czynnikiem jest stan rzek, który pozostaje podwyższony. Na Odrze od granicy z Czechami po Opole notuje się przeważnie przekroczenie stanów ostrzegawczych, zaś powyżej Opola aż do okolic Szczecina utrzymuje się przekroczenie stanów alarmowych, miejscami wciąż znaczące. Pierwsza fala kulminacyjna na Odrze wciąż nie uszła do Bałtyku i nadal przepływa przez woj. lubuskie. Na Warcie też notuje się stany alarmowe, gdzie fala zbliża się do Poznania. Na Wiśle od źródeł do Warszawy utrzymują się przeważnie stany wysokie z lokalnymi przekroczeniami stanów ostrzegawczych, powyżej Warszawy wciąż notuje się przekroczenia stanów alarmowych. Sytuacja atmosferyczna i powodziowa jest niezwykle niebezpieczna. Dlatego zalecamy podjęcie wszelkich środków, aby przygotować się na spodziewane zagrożenie. O sytuacji nadal będziemy informować na bieżąco.

http://www.twojapogoda.pl

Wszystko jest proste jak kij od szczotki. Komorowski może sprawować urząd prezydenta przez 60 dni, potem muszą odbyć się wybory. Wybory jednak odbyć się nie mogą w przypadku ogłoszenia klęski żywiołowej.
W efekcie ogłoszenia klęski żywiołowej, Komorowski mógłby sprawować urząd prezydenta kolejne 90 dni.
Więc jeśli moja intuicja mnie nie zawodzi, to mamy tu „piękny” puzzel.
10/04 to nie wypadek, co do tego prawie wszyscy się zgadzamy. Komorowski zdążył już odwiedzić Izrael, gdzie zobowiązał się do wypłaty odszkodowań na rzecz żydów, którzy stracili swoje mienie – tutaj uwaga! – w wyniku agresji Niemiec w 1939 roku.
Nie dawno zakończyła się wizyta Brzezińskiego, który odwiedził Komorowskiego, oficjalnie mówiło się, że tematem spotkania były stosunki Polsko-Rosyjskie. Opryski Chemiczne, które powodują nieprzerwane opady deszczu, więc kiedy kadencja Komorowskiego będzie miała się ku końcowi, zapewne ogłoszą stan klęski żywiołowej.

Suchy

Mikołaj R. – Moje zdanie o tym, co stało się w Smoleńsku

Jak Łotwa walczy z kryzysem?

Gdy Unia Europejska ratuje bankrutującą Grecję, malutka Łotwa zaciska pasa i z determinacją walczy z kryzysem.

Dmitrij Sosin pracował w radiu i telewizji w Rydze, zajmował się aranżacją wnętrz przy programach rozrywkowych. Dobre czasy i prestiżowa praca skończyły się rok temu, gdy na Łotwie rozpoczął się kryzys gospodarczy, spychając kraj na skraj bankructwa. Pensje zmniejszono o jedną trzecią, ludzi zaczęto zwalniać. Dmitrij na szczęście wiele potrafi: dorywczo pomaga w drobnych remontach mieszkań, a swoją pasję, grę na hinduskich bębnach, zmienił w główne źródło utrzymania. W weekendy gra indyjski folk w klubach w Estonii, na Litwie, w Rosji i na zachodzie Europy.

Cichy bunt

– Na szczęście dzięki Unii mamy otwarte granice, inaczej byłaby katastrofa – mówi Dmitrij. Sam na razie nie myśli o emigracji, choć młodzi Łotysze w ostatnich miesiącach masowo wyjeżdżają do Wielkiej Brytanii, Irlandii czy Niemiec. Wyemigrował już co czwarty mieszkaniec. Tylko w Wielkiej Brytanii liczba łotewskich imigrantów wzrosła w ostatnich miesiącach dwukrotnie. A studenci zawiązali inicjatywę oddania Łotwy w lenno Szwecji.

Takie ponure żarty to wynik skali kryzysu: dla większości Łotyszy jest najcięższym doświadczeniem od czasów ZSRR. Rząd Valdisa Dombrovskisa (nazwisko brzmi swojsko, ale premier nie ma polskich korzeni) musiał wprowadzić drastyczne cięcia pensji, rent i podnieść podatki. Ale Dmitrij tak jak wielu jego rodaków nie ma pretensji do rządu. Wie, że za lata nierozsądnej polityki trzeba płacić. Wścieka się tylko, gdy widzi obrazki z ateńskich demonstracji. – Ja też bym chciał pokrzyczeć na ulicy i mieć pensję jak przed kryzysem – mówi. – A zamiast tego pracuję trzy razy więcej za dwa razy mniej.

Premier Dombrovskis też krytykuje Unię Europejską, kiedy tylko może, za nadmierną pomoc dla Grecji i za odwracanie oczu od problemów Łotwy. A przecież to jego kraj najciężej w Europie doświadczył kryzysu. W ubiegłym roku gospodarka straciła 18 proc. PKB, bezrobocie skoczyło do najwyższego w Europie poziomu 22,8 proc. Bezrobotny jest co czwarty młody Łotysz. Rząd Valdisa Dombrovskisa – powołany rok temu jako administracja ostatniej szansy – musi radzić sobie sam.

Posadę premiera Dombrovskis zawdzięcza rewolucji pingwinów. Tak nazwano demonstracje przeciw poprzedniemu szefowi rządu, które wybuchły w styczniu 2009 r. Ivars Godmanis rozwścieczył Łotyszy, wzywając ich, by w obliczu kryzysu trzymali się w kupie jak pingwiny, a uchronią się przed zamarznięciem. Gabinet dowcipnego premiera upadł, a urząd objął 38-letni wówczas Valdis Dombrovskis z centroprawicowej partii Nowe Czasy.

I dokonuje – jak na obecne trudne czasy – ekonomicznego cudu. Wprowadzając drastyczne cięcia, wyprowadza Łotwę na prostą. W pierwszym kwartale 2010 roku gospodarka zanotowała 0,3 proc. wzrostu. W porównaniu z minus 8 proc. w ubiegłym roku to niemal tygrysi skok.

Trudny powrót z kryzysu

Sukces młodego premiera – najmłodszego szefa rządu w Europie – dostrzeżono na świecie. W ubiegły wtorek Dombrovskis opowiadał o swojej walce z kryzysem w prestiżowym Instytucie Nobla w Oslo. Finansiści oceniają, że Łotwa całkiem dobrze poradziła sobie z najostrzejszą fazą recesji. Oczywiście, kraj będzie odczuwał jeszcze długo jej skutki. Poziom życia sprzed kryzysu Łotysze osiągną nie wcześniej niż za pięć lat.

Jednak na razie większość darzy zaufaniem Dombrovskisa. Mają go za złote dziecko, geniusza i technokratę, który jako jedyny może wygrać z recesją. Ma imponujące CV: fizyk, absolwent uczelni technicznych w Rydze i Moguncji, doktorant uniwersytetu w Maryland, ekonomista, który w wieku 27 lat wszedł do zarządu łotewskiego banku narodowego, tuż po trzydziestce został europosłem, a potem ministrem finansów. Ma też doświadczenie w oszczędzaniu. W Parlamencie Europejskim zasłynął na przykład wprowadzeniem planu cięć w wydatkach administracyjnych. Na prostej operacji ograniczenia liczby niepotrzebnie drukowanych biuletynów informacyjnych parlament zaoszczędził 7,5 mln euro rocznie.

Teraz przed Dombrovskisem stoi znacznie trudniejsze zadanie. Łotwa zaciągnęła w ubiegłym roku 7,5 mld euro pożyczki w Międzynarodowym Funduszu Walutowym. Kredyt wziął jeszcze poprzedni rząd Godmanisa. Dombrovskis tego żałuje. Uważa, że Łotwa dałaby radę bez zaciągania długów, wystarczyłyby rozsądne oszczędności. Teraz usiłuje przekonać do tej strategii rodaków.

I ma sukcesy. Udało mu się uniknąć wybuchów społecznego niezadowolenia, bo od rewolucji pingwinów w kraju nie było dużych protestów. Prawdziwym testem będą dla niego październikowe wybory parlamentarne, w których partia premiera może zapłacić za trudne reformy. Na razie Dombrovskis w sondażach na najpopularniejszego polityka w kraju zachowuje drugą pozycję. Tajemnicą jest odpowiednia socjotechnika.

Armia Przebudzenia

Oszczędności na Łotwie zaczęły się od samych polityków i urzędników. Nożyce premiera obcięły najpierw o 30-40 proc. pensje ministerialnych urzędników. Straciła również policja i cały resort spraw wewnętrznych (średnio ok. 20 proc.). – To była pokazówka, ale ludzie tak w nią uwierzyli, że przełknęli jakoś cięcia, które dotknęły potem znacznie szersze kręgi społeczeństwa – mówi Aleksander Gananienko, publicysta ekonomiczny z Rygi.

Łotysze są bowiem wyjątkowo wyczuleni na korupcję i samowolę urzędników. Nie bez powodu. W lutym tego roku media ujawniły wyciek z włamania do bazy danych łotewskiego urzędu skarbowego. Okazało się, że niektórzy urzędnicy wciąż zarabiają ogromne sumy. Wyszło na jaw, że prezes spółki ciepłowniczej w Rydze przydzielił sobie premię w wysokości – w przeliczeniu – prawie 90 tys. zł. Tak samo w policji. Gdy szeregowi funkcjonariusze musieli zgodzić się na obniżkę pensji nawet o jedną trzecią, naczelnicy przyznawali sobie premie.

Za wyciekiem stała tajemnicza organizacja nazywająca się 4ATA, czyli Czwarta Ludowa Armia Przebudzenia, a włamania dokonał haker „Neo”. Wysocy rangą oficerowie policji i służb specjalnych wściekli się i postawili sobie za punkt honoru odnalezienie włamywaczy. Tydzień temu, po kilku miesiącach poszukiwań, policja wreszcie dopadła „Neo”, czyli Ilmara Pojkansa, który okazał się studentem informatyki uniwersytetu w Rydze. Ale do tego czasu akcja „Neo” i jego Armii Przebudzenia obrosła legendą.

Zbuntowany haker, okrzyknięty łotewskim Robin Hoodem, stał się idolem młodzieży i mediów, a po jego zatrzymaniu pod prokuraturę ściągały grupy obrońców. Głos zabrał w końcu premier Dombrovskis, przyznając, że należy się przyjrzeć działaniom policji. Dał ostrożny sygnał, że sympatyzuje z buntownikami ujawniającymi patologie.

– Dombrovskis puszcza oko do zbuntowanej młodzieży, bo sytuacja na Łotwie jest wybuchowa, ludzie z dnia na dzień tracą dochody gwarantujące poziom życia. Władza nie może im więc okazać nawet cienia arogancji – mówi Alf Vanags, dyrektor Baltic International Centre for Economic Policy Studies. – Tym bardziej że wyrzeczenia dotykają najmniej zarabiających.

Pensje w całym sektorze publicznym spadły średnio o 15-20 proc. Pracującym emerytom odebrano aż 70 proc. emerytury. Nauczyciele, lekarze, kolejarze z dnia na dzień stracili niemal jedną trzecią dochodów. – Są oznaki ożywienia gospodarczego, ale czeka nas jeszcze co najmniej jeden bardzo ciężki rok – ostrzega Vanags. – Na szczęście lata prosperity nie rozleniwiły Łotyszy, wciąż należymy do przedsiębiorczych narodów – dodaje.

Zaradność Łotyszy ujawniła się w czasie kryzysu. Gdy w portfelach zabrakło gotówki, rozkwitł handel barterowy. W Rydze powstało przedszkole, do którego rodzice mogą oddawać dzieci, w zamian oferując usługi (np. drobne naprawy czy meble).

O tym, że Łotysze potrafią być przedsiębiorczy, świadczy hit ostatnich tygodni w ryskich kioskach: polityczne prezerwatywy. Na początku maja do sprzedaży trafiły prezerwatywy z wizerunkami najbardziej znanych polityków: mera Rygi Nilsa Ušakovsa czy lidera Partii Ludowej Andrisa Szkele. Przedstawieni w satyrycznych pozach politycy albo wsławili się gafami, albo ponieśli druzgocące porażki. Premiera Dombrovskisa w tej palecie jeszcze nie ma. Jeszcze, bo producenci prezerwatyw najwyraźniej uznali, że warto dać wschodzącej gwieździe szansę, by pokazał, czy da radę kryzysowi. Jak się nie uda, dołączy do panteonu.

http://www.newsweek.pl/

Skarbówka z kajdankami

Sejm przyznał pracownikom fiskusa prawo do stosowania środków przymusu bezpośredniego, m.in. pałek i kajdanek.

Zgodnie z nowelizacją ustawy o kontroli skarbowej inspektorzy i pracownicy skarbówki dostali nowe uprawnienia – pisze portal bankier.pl. Będą mogli korzystać m.in. z kajdanek, siatek obezwładniających, miotaczy gazu obezwładniającego i kolczatek drogowych. W skład wyposażenia wejdą również pałki służbowe.

Zmiany wchodzą w życie z dniem 1 lipca 2010 roku.

http://niezalezna.pl/
(ks/bankier.pl)
Nadesłane: Dariusz R.

Kto naprawdę rządzi światem i Polską.

Dwukrotny premier XIX-wiecznego imperium brytyjskiego, Benjamin Disraeli [link – wikipedia] powiedział kiedyś (tej wypowiedzi wikipedia niestety nie przytacza):

“świat jest rządzony przez całkiem inne osoby, niż się to wydaje i tylko ci, którzy potrafią zajrzeć za kulisy wiedzą kto to jest“.

Pamiętajmy, że powiedział to premier rządu najpotężniejszego wówczas światowego mocarstwa. Trudno przy tym jest zakładać, że był on ignorantem lub niepoważnym wyznawcą teorii spiskowych.

A całkiem niedawno (20 maja br.) przewodniczący CSU i premier Bawarii, Horst Seehofer występując jako gość w audycji satyrycznej całkiem na serio i poważnie powiedział:

“Ci którzy decydują nie są wybierani, a ci co się ich wybiera nie mają nic do decydowania” (od 4 min 40 sek. filmu – ”Diejenigen die entscheiden sind nicht gewählt und diejenigen die gewählt werden haben nichts zuentscheiden!”).

W dalszej części rozmowy, nadal na serio i poważnie opowiadał niemiecki polityk o bezsilności rządów wobec szkodliwej działalności finansowej potężnych banków.

Na marginesie dodam tutaj jeszcze…

W oficjalnym dokumencie wydanym przez niemiecki Bundesbank na stronie 88 i 89 opisana jest szczegółowo procedura “tworzenia pieniędzy”! Pozwolę sobie w tym miejscu na krótki cytat:

“Pieniądz powstaje poprzez “tworzenie pieniędzy”. Zarówno państwowe banki centralne jak i banki prywatne mogą tworzyć pieniądze. W systemie euro pieniądz powstaje przede wszystkim poprzez udzielanie kredytów…”[/b]

(“Geld entsteht durch „Geldschöpfung“. Sowohl staatliche Zentralbanken als auch private Geschäftsbanken können Geld schaffen. Im Eurosystem entsteht Geld vor allem durch die Vergabe von Krediten…”)

Przypomnę w tym miejscu mój tekst  i umieszczony w nim film.

Tak więc film ten nie jest wymyśloną opowiastką, a precyzyjnie opisuje finansową rzeczywistość, czyli największy szwindel bankierów.

Horst Seehofer przyznaje się do całkowitej bezsilności polityki wobec bankierów. A XIX-wieczny premier imperium brytyjskiego mówił o rządzących światem ludziach ukrytych za kulisami. Choć wtedy jeszcze nie było FED-u, Banku Światowego, Międzynarodowego Funduszu Walutowego i innych zniewalających finansowo całe państwa instytucji. Nie było też jeszcze Bilderberga, ani Komisji Trójstronnej. A jednak Benjamin Disraeli twiedził, że aby wiedzieć kto rządzi, należy zajrzeć za kulisy.

No to, zaglądnijmy tam. Zobaczmy, kto rządzi światem.

Oficjalna wersja głosi, że w państwach demokratycznych mamy trzy filary władzy: legislacyjną (parlament), wykonawczą (rząd) i sądowniczą. Czasem nieco żartobliwie mówi się o ”czwartej władzy” – czyli o mediach. Nikt natomiast nie wspomina ani o tych “za kulisami”, ani o władzy pierwotnej i nadrzędnej nad pozostałymi – pieniądzem. Bo to nie politycy, a pieniądz rządzi na ziemskim padole. Bezradnie przyznał to ważny polityk niemiecki. Zresztą i bez jego wypowiedzi widzieliśmy i widzimy bezsilność polityki wobec kolejnych kryzysów wywoływanych przez banki, spekulacje i giełdy. Winnych nie tylko nie stawia się przed trybunałami. Rządy napychają banki setkami miliardów (pożyczonych od tych samych złodziejskich banków) w celu “ratowania” rynku finansowego. A potem jeszcze zmuszone są nowe “kredyty” bankom zwracać.

Tak więc u władzy są ci, którzy mają pieniądze. Uwypukla to cytat bankiera Rothschilda:

“Pozwólcie mi tworzyć i kontrolować pieniądze państwa, a nie będzie mnie obchodzić, kto tworzy w nim prawo.”

Najważniejszym, obok samych pieniędzy narzędziem władzy bankierów nad światem są media. W rzeczywistości bowiem “czwarta władza” jest ważniejsza i potężniejsza niż pierwsze trzy oficjalne “filary” władzy. Nie bez przyczyny na wszystkie zebrania Bilderberga czy Komisji Trójstronnej zapraszani są właściciele koncernów prasowych czy stacji telewizyjnych. A ich lojalność wobec bankierów-gospodarzy tych tajemniczych spotkań nie podlega wątpliwości, czego najlepszym dowodem jest fakt, że media o tychże spotkaniach nas nie informują, choć ich właściciele sami biorą w nich udział.

Za zachowanie tajemnicy przedstawicielom mediów dziękował na spotkaniu Komisji Trójstronnej 20 lat temu David Rockefeller:

“Jesteśmy wdzięczni wydawcom “Washington Post”, “New York Times”, “Time Magazine” i innym wielkim wydawnictwom, których menedżerowie uczestniczyli w naszych spotkaniach i dotrzymali swych obietnic zachowania dyskrecji przez blisko 40 lat. Byłoby dla nas niemożliwością zrealizowanie naszego planu budowy światowego rządu, jeśli bylibyśmy w tym czasie przedmiotem zainteresowania prasy…”

A o stanie mediów mówił były szef personalny New York Times John Swinton:

“W Ameryce nie ma czegoś takiego, w tym rozdziale historii świata, jak niezależna prasa. Wy to wiecie i ja to wiem. Żaden z was nie śmie uczciwie przedstawić swojej opinii. A gdyby spróbował, to wie z góry, że nigdy by się to nie ukazało w druku… Interesem dziennikarza jest zniszczenie prawdy, kłamanie w żywe oczy, perwersja, poniżenie, drżenie u stóp mamony i sprzedawanie swojego kraju i swojej rasy za codzienny chleb. Wy o tym wiecie i ja o tym wiem; i co za szaleństwo wznosić ten toast za niezależną prasę? Jesteśmy narzędziami i wasalami bogaczy za kulisami. Jesteśmy marionetkami; oni pociągają za sznurki, a my tańczymy. Nasze talenty, nasze możliwości i nasze życie są własnością innych ludzi. Jesteśmy intelektualnymi prostytutkami.”

Dlaczego media górują nad polityką

Prezydenta czy premiera można wykreować medialnie. Można go też medialnie zniszczyć. Polityk musi co kilka lat stawać do kolejnych wyborów, czego to właściciel koncernu prasowego robić nie musi. Polityk często musi ugiąć się przed inspirowaną mediami “wolą ludu”. A tę określają i narzucają poprzez redaktorów i dziennikarzy właściciele mediów. Nawet tzw. publiczne media nie są niezależne. Na ważne w nich funkcje trzeba być przez kogoś (zazwyczaj polityków) zarekomendowanym i zatwierdzonym. A ci, co rekomendują i zatwierdzają sami są w rękach bankierów i pod presją medialnych potentatów.

Podobną zależność widać u parlamentarzystów. Nawet w wyborach na zasadach JOW (jednomandatowe okręgi wyborcze) niekoniecznie wygra kandydat lepszy. Większe szanse na zwycięstwo ma kandydat z ”kasą”, dysponujący dostępem do mediów, czyli mający odpowiednie “zaplecze”. A jak się już taki znajdzie w parlamencie, najczęściej zmuszony jest on podporządkować się tzw. dyscyplinie klubowej. A to oznacza, że o sposobie głosowania danego posła decyduje partyjny kacyk, a nie jego “wyborca”. A nam wmawia się, że parlament reprezentuje wolę społeczeństwa.

Nie inaczej jest w trzecim “filarze” – sądownictwie. Wprawdzie w drobnych sprawach kryminalnych sędziom pozostawiana jest wolna wola, ale tam gdzie wyższa jest ranga sądu i ważniejsze wyroki i orzeczenia, sytuacja się zmienia. Bo na stanowisko sędziego Sądu Najwyższego, czy Trybunału Konstytucyjnego ktoś musi takiego kandydata zarekomendować i ktoś musi tę decyzję zaaprobować. A robią to, jak już wiemy, zawsze osoby, które same zależne są od pieniądza i mediów.

Dlatego nie dziwi, że Trybunał w Strasburgu potępił Szwajcarię za referendum “dyskryminujące” muzułmanów (zakaz budowy minaretów przy budowanych meczetach). Ale ten sam Trybunał wydał wyrok nakazujący usuwanie krzyży z przestrzeni publicznej i to w chrześcijańskiej Europie.

Na marginesie dodam jedynie, że wszystkie instytucje ponadnarodowe, z ONZ na czele są w takim samym stopniu uzależnione od finansjery i mediów. Bo nawet na stanowisko Sekretarza Generalnego ktoś musi kandydata zarekomendować, ktoś musi go zatwierdzić. A ci, co to robią, sami są sługami pieniądza i ”opinii publicznej”.

Kto więc tak naprawdę rządzi światem?

Bankierzy? Bilderberg? Komisja Trójstronna? No cóż… Bankier bankierowi nie jest równy. A w tajemniczych klubach Bilderberga czy Komisji Trójstronnej też są równi i równiejsi.

Celowo w tym miejscu pomijam Iluminatów i masonów. Większość informacji o nich może być celowo zniekształcana. Zwłaszcza przez samych zainteresowanych. Nawet, jeśli “były” mason najwyższego wtajemniczenia opowiada o lożach, należy jego informacje przyjmować z należytą ostrożnością. Choć nie ulega wątpliwości, że w ważnych wydarzeniach w historii świata masoni brali czynny, choć nie zawsze jawny udział. Znajdziemy ich wśród Ojców Założycieli Stanów Zjednoczonych, wśród Jakobinów, a także u Garibaldiego.

Ale i sami bankierzy bezpośrednio wpływali na losy świata. Na przykład Fritz Warburg brał udział w współfinasowaniu bolszewickiego zamachu stanu nazwanego później Wielką Socjalistyczną Rewolucją Październikową. [link]

No więc – kto za tym wszystkim stoi? Kto rządzi światem?

W tym miejscu zaryzykuję przytoczenie Protokołów Mędrców Syjonu.

Wiem, wiem! To jest fałszywka! Napisał ją carski tajniak ochrany Gołowinski! Zadziwiła mnie jedynie przy ich lekturze precyzja, z jaką ponad sto lat temu opisywał on to, co dzisiaj widać gołym okiem. [link]

Tekst jest wprawdzie długi, ale wart przeczytania. Opisywana w ”protokołach” w wielu miejscach rola mediów, banków, giełdy, polityków, wojen, epidemii, pozorów w polityce, świadomej demoralizacji społeczeństw, ogłupiania gojów, zatarcia przy pomocy propagandy różnicy między dobrem a złem, między prawdą a kłamstwem sprawiają, że tekst ten czyta się raczej jako sprawdzające się na naszych oczach proroctwo, a nie jako wyssaną z palca fałszywkę!

Zamiast nazywać Gołowińskiego fałszerzem, powinien zostać on ogłoszony jasnowidzem i prorokiem w jednej osobie. Precyzja jego opisu teraźniejszości przekracza znacznie zawiłe, ukryte za symbolami przepowiednie samej Apokalipsy czy Nostradamusa.

W tym miejscu jednak nie będę się upierał. Zakładam, że “protokoły” są fałszywką.

Ale nie są fałszywką potajemne zjazdy Bilderbergów czy Komisji Trójstronnej. [link – wikipedia – Groupa Bilderberg] [link – wikipedia – Komisja Trojstronna]. Nie jest też fałszywką organizacja PNAC [link – wikipedia – PNAC]

Nie jest też fałszywką plan czy zamiar zdobycia przez USA absolutnej dominacji nad światem. Do czego PNAC potrzebował jedynie “nowego Pearl Harbour”. Cudownie w nowej administracji akurat nowo wybranego Busha juniora znalazło się wielu aktywistów PNAC. Równie cudownie przytrafił się im potrzebny do realizacji ich planu zdobycia absolutnej dominacji nad światem upragniony “nowy Pearl Harbour”.

Zamachy z 11/9 do dzisiaj nie zostały należycie i wiarygodnie wyjaśnione. Wiele grup inicjatywnych, naukowców, architektów, inżynierów czy wojskowych nie wierzy w oficjalną wersję zamachu dokonanego rzekomo przez Al-Kaidę. Władze USA kompletnie to ignorują. Ważne jest dla nich, że zamachy te dały pretekst do “wojny z terrorem” i do agresji na okupowany do dzisiaj Afganistan. Potem nastąpiła, pod równie wyssanym z palca pretekstem inwazja na Irak.

Nic to, że poważna BBC twierdzi, że Al-Kaida przedstawiana przez władze USA jako grupa terrorystyczna nie istnieje. [link – youtube]

Nic to, że Aaron Russo opowiedział, jak to było z 11/9 i planowanej prawdziwej wojnie z fikcyjnym terrorem. [link – youtube]

A i chipowanie jeszcze nas czeka. Wspomina o tym nawet Apokalipsa, mówiąc o ”znamieniu” besti na ramieniu i czole jej sług.

A co z kartami iluminatów? [link]

Już całkiem na marginesie dodajmy do tego Codex Alimentarius, GMO, smugi chemiczne zwane chemtrails. Nadmieńmy jeszcze o pogłoskach o planowanej depopulacji, przypomnijmy oszustwo z pandemią świńskiej grypy, oszustwo klimatyczne, czy ostatnio nagłaśniane oszustwo z pyłem wulkanicznym.

Przypomnijmy jeszcze wypowiedź Jamesa Paula Warburga:

“Rząd Światowy powstanie bez względu na to, czy nam się to podoba czy nie. Otwartą pozostaje jedynie kwestia, czy Rząd Światowy stworzony zostanie na drodze przemocy czy powszechnego przyzwolenia.”

Albo wypowiedź Davida Rockefellera:

“Znajdujemy się na pograniczu globalnej przemiany. Wszystko czego potrzebujemy, to odpowiedni kryzys, a narody zaakceptują nowy światowy porządek.”

I jeszcze na koniec wypowiedź Marshalla McLuhana, medialnego “guru”:

“Tylko małe sekrety muszą być strzeżone. Wielkie są trzymane w tajemnicy dzięki niedowierzaniu opinii publicznej.”

Na tym kończymy rozważania o światowej polityce.

A co z Polską? Kto w niej rządzi?

Politycznie jesteśmy prowincją Unii. Byle komisarz z Brukseli narzuca nam jego wolę. Sama Unia jest, o czym nie zapominajmy, etapem przejściowym do NWO. Parlament Europejski to fikcja. Nawet wybór tzw. prezydenta Europy odbył się ponad głowami eurodeputowanych. Prezydenta (bilderbergowca) wybrała sitwa we własnym gronie.

Militarnie podlegamy pod NATO. Nasze wojsko, a raczej to – co z niego pozostało – pomaga “wiodącej sile ” NATO – USA – w okupacji Afganistanu.

Media znajdują się w obcych rękach. Finase, bankowość też. Szaleńcza wyprzedaż majątku narodowego trwa. Ostatnio wystawiono na sprzedaż 670 polskich spółek .

A nam każe się wierzyć, że członkostwo w Unii i sojusz z USA są dla nas dobrodziejstwem. Mają chronić nas przed zaborczością Rosji. Nie dostrzegamy jednak, że nasi “sojusznicy” i domniemani “obrońcy” przed zakusami Rosji sami zdzierają z nas na naszych oczach skórę. Stajemy się żebrakiem i wykonawcą cudzych poleceń we własnym domu.

Na domiar złego dwie główne partie polityczne, imitujące zażartą walkę spotykają się w podejrzanej fundacji żydowskiego “filantropa” Sorosa debatując o tym, jak nie dopuścić do udziału we władzy “wykluczonych”. [link]

Mimo patriotycznej retoryki, PiS podobnie jak PO i pozostałe partie “parlamentarne” jest rzecznikiem obcej racji stanu. Bardziej dba on o interesy Izraela, organizacji żydowskich i USA, niż o sprawy Polski. Zajęty jest “dekomunizacją” nie widząc rzeczywistego ubezwłasnowolnienia Polski i zagrożenia ze strony Zachodu. Nie dostrzega narzucania Polsce i światu nowego porządku. Z depopulacją włącznie.

Lech Kaczyński marzył o strategicznym sojuszu z Izraelem. Po co to Polsce potrzebne? Czyżby nasze wojsko miało pomagać Izraelowi w kolejnej pacyfikacji Strefy Gazy? Czy Polska jest jeszcze polska czy już żydowska? [link]

O szkodliwości PO będącej de facto sabotażystą gospodarczym nie trzeba nikogo rozsądnego przekonywać. Gorzej jest z dostrzeżeniem szkodliwości PiS, zręcznie maskującego się patriotyzmem i katolicyzmem.

Obiektywną ocenę szkodliwości PiS utrudniają zwłaszcza teraz ogromne emocje związane z zamachem w Soleńsku. Rozbudziły one u nas do stanu histerii nabytą przez wieki antyrosyjskość. Czyżby jednak Rosji opłacało się w taki sposób usuwać żałośnie niegroźnego dla niej polityka, na dodatek u schyłku jego kariery. Próby wciągnięcia przez Kaczyńskiego całej Europy w awantury przeciwko Rosji kończyły się niczym (a za wierną służbę USA odmówiły mu “tarczy”, a my nadal do USA potrzebujemy wiz wjazdowych).

Rosji nie zależało na nagłaśnianiu zbrodni w Katyniu. Rosji nie jest potrzebne postawienie siebie całej pod pręgierzem światowej opinii publicznej, jako państwa podstępnego i zbrodniczego. Zresztą, gdyby Rosja stała za tym zamachem, zapewne za wczasu przygotowałaby jakąkolwiek spójną i jako tako wiarygodną wersję katastrofy czy zamachu. Tak jak to było 11/9 w USA, gdzie już w dniu katastrofy wskazano na ”winnego” czyli na Al-Kaidę.

Rosja nie stoi za zamachem w Smoleńsku, a z ZSRR ma ona tyle wspólnego, ile wspólnego ma Polska i Polacy z Bierutem, Bermanem i UB.

A i tego, że rolę ZSRR jako imperium zła zajęła USA, patrioci z PiS nie dostrzegają.

Zbliżają się wybory “prezydenckie” (a raczej wybory tytularnego nadzorcy polskiego baraku Unii). A później wybory do sejmu.

Kogo mamy więc wybrać? Dżumę (PiS) czy tyfus plamisty (PO)?

A może by tak wybrać kogoś z ”wykluczonych”?
No i wyprowadzić Polskę z Unii, z NATO, wyprosić z Polski wszystkich Pełniących Obowiązki Polaków?

A także jeszcze odebrać międzynarodowym oszustom przywłaszczone sobie przez nich nasze mienie narodowe?

A przede wszystkim nie pozwalać, aby Polska nadal była szaberplacem światowej lichwy?

Czas pokaże czy zmądrzejemy, czy też podążymy za Grecją…

Andrzej Szubert

Napisane w Świat. Tagi: , , . 27 Komentarzy »

B. Komorowski o powodzi w 1997 roku

Proszę Państwa! Państwo i władza państwowa czasami przeżywają bardzo trudne momenty. Państwo i władza państwowa sprawdzają się w obliczu zagrożeń i w stanach kryzysu. Państwo polskie poniosło klęskę, i to klęskę bardzo dotkliwą. Powoływanie się na bohaterstwo i zasługi uczestników biorących udział w akcji przeciwpowodziowej nie może przesłonić ujawnionej słabości państwa.
W związku z tym Koło Konserwatywno-Ludowe wnosi o powołanie komisji nadzwyczajnej do zbadania działalności organów państwa odpowiedzialnych za akcję antypowodziową na południu Polski.
Padało tutaj pytanie o stan wyjątkowy. Nie jestem entuzjastą żadnych stanów wyjątkowych, ale odnoszę wrażenie, że istniał nieuzasadniony lęk przed użyciem istniejących instrumentów prawnych ze strony koalicji rządzącej. Być może są to kompleksy stanu wojennego. W moim przekonaniu, jeśli istnieją instrumenty prawne, które stwarzają przynajmniej szansę na to, że ludzie będą się czuli zabezpieczeni, że ktoś w sposób nadzwyczajny działa, a tego oczekiwano w Polsce, to należało z takich instrumentów skorzystać. Jeśli na dodatek stwarzają one realną szansę skuteczniejszego zarządzania niektórymi obszarami, tym bardziej należało z tego skorzystać. Nie wolno się bać prawa stworzonego w innych warunkach politycznych, do innych spraw powołanego – i diabeł może nosić cegłę na budowę kościoła. W moim przekonaniu nawet wprowadzenie godziny policyjnej mogło uchronić obszary objęte ewakuacją przed grabieżą, przed szabrunkiem.
Zastanawiałem się także, skąd się bierze taka niechęć do przepisów stanu wyjątkowego. Myślę, że to jest trochę tak, że z przepisów stanu wyjątkowego na pewno by wynikało jedno: wzięcie pełnej odpowiedzialności przez administrację państwową, rząd za to, co się dzieje na terenach objętych klęską powodzi.
Bitwę przegraliśmy. Dzisiaj możemy tylko walczyć ze skutkami katastrofy. Obawiam się, że i tego rząd się boi – wzięcia pełnej odpowiedzialności. Padały tutaj sugestie o podzieleniu się odpowiedzialnością. Opozycja, jeśli chce być opozycją sensowną, konstruktywną, w takich sytuacjach nie może uchylać się od odpowiedzialności za wspólne działania zmierzające do poprawienia stanu rzeczy, uratowania tego, co się da uratować. Nie może to jednak oznaczać, że opozycja nie będzie miała prawa krytykować tego, co się wydarzyło w sposób katastrofalny w Polsce. Obawiam się, że rząd próbuje przerzucić na barki opozycji przynajmniej część odpowiedzialności za katastrofę. Opozycja jest gotowa wziąć część odpowiedzialności za walkę ze skutkami katastrofy. Polityczna odpowiedzialność za nieprzygotowanie państwa spoczywa zawsze na tych, którzy dźwigają całość odpowiedzialności za państwo, spoczywa na rządzie, prezydencie i większości parlamentarnej.

http://leszek-miller.blog.onet.pl