Wezwanie Dr. Ratha do mieszkańców Niemiec, Europy i całego świata, Berlin 13.03.2012

Uzupełnienie wezwania Dr. Ratha do mieszkańców Niemiec, Europy i całego świata.

Dotyczy: Wezwanie Dr. Ratha do mieszkańców Niemiec, Europy i całego świata.

Kim jest Dr.Rath? Dr. Matthias Rath jest założyciele fundacji zdrowia zajmującej się medycyną komórkową i będącą wielką alternatywą dla tabletek koncernów farmaceutycznych. Co ciekawe jego organizacja większość zysków przekazuje na dalsze badania nad naukowo udokumentowanymi naturalnymi metodami i pracę informacyjno – edukacyjną, demaskująca między innymi mechanizmy działania farmaceutycznego rynku “profit z chorób”

Jego organizacja Profit over life przez wiele lat szukała odpowiednich dokumentów z Norymbergi, w celu udokumentowania prawdziwych faktów i koligacji politycznych na arenie europejskiej i nie tylko. Na stronie Profit over life znajdziecie dokumenty z Norymbergi, które są powoli tłumaczone na język polski.

Większość osób nie wie, jakie firmy zostały skazane w procesach w Norymberdze, ponieważ prawdy te były ukrywane przed społeczeństwem. Mało osób też zdaje sobie sprawę, że dzisiejsza chemioterapia to dokładnie efekt testów na LUDZIACH w obozach nazistów. Koncerny farmaceutyczne wspierały II wojnę światową. W dzisiejszych czasach te same firmy produkują leki dla ludzi, oraz organizmy modyfikowane genetycznie. Są oddziały tych firm, figurujące pod zupełnie innymi nazwami. Niektóre z nich są współudziałowcami lub współwłaścicielami innych korporacji chemicznych.

Firma I.G Farben – kto wchodził w skład / współpracował z tym kartelem:
BASF
Bayer
Hoechst – obecnie Sanofi Aventis

Obecnie wszystkie te firmy w pełni sił produkują dla ludzi leki i nie tylko:
(BASF i jego ziemniak).
Bayer Crop Science – zajmuje się biotechnologią, chemią ochrony rośli.
Sanofi Aventis – jeden z wiodących koncernów farmaceutycznych.

Co ciekawe Sanofi Aventis jest członkiem Europejskiej Federacji Producentów Leków i ich Stowarzyszeń (wikipedia)

Międzynarodowe kartele warunkujące rozwój III Rzeszy

Na stronie rodziny Kurkiewicz, można znaleźć streszczenie informacji zawartych w dokumentach z norymbergii ( od Norymbergi do Brulseli )

Co to było I.G. Auschwitz. Była to fabryka usytuowana obok obozu w Auschwitz.. dokładnie 7 kilometrów dalej. Fabryka ta według Dr. Rath jest córką takich firm jak Bayer, Hoechsta, BASF i innych koncernów I.G. Farben. W tej właśnie fabryce planowano wyprodukować całą chemię potrzebną do konstrukcji broni, której naziści mieli użyć w celu dalszego podboju europy. Fabryka zajmowała 24 km kwadratowe. Zakłady chemiczne w Oświęcimiu zostały przejęte po II wojnie światowej i otwarte jako już Polskie. Obecnie ich obszar to mniej więcej 4 km2

Znamiennym jest, że w podsumowaniu zarzutów w procesie w Norymberdze, zostało wypowiedziane takie zdanie: “Wojna bez udziału I.G Farben nie miała prawa zaistnieć”. Większość związków chemicznych ( 100% w walce zdobywczej ) została wyprodukowana w firmach I.G Farben Industries.

Dlaczego te informacje są takie istotne?? Są to korporacje chemiczne, które są odpowiedzialne za takie rzeczy jak II wojna światowa, które pokazały jak stawia się interes korporacji nad milionami istot żywych bez żadnych skrupułów. Te korporacje w dzisiejszych czasach produkują “leki” dla ludzi. Lobbują w rządach międzynarodowych. Wymyślają bzdury w stylu: zioła nie są zbadane przez naukowców – leki są dobre i przebadane. (patrz codex alimentarius). Te same firmy zajmują się produkcją ciężkiej chemii dla rolników, którą później zjadamy wraz z roślinami z których wyprodukowano produkty. Te same firmy zajmują się produkcją zmodyfikowanych roślin. Te same firmy powodują skażenie środowiska roślinami modyfikowanymi genetycznie jednocześnie powodując zanikanie gatunków PUBLICZNYCH – (czytaj darmowych). Trzeba uwzględnić, że liderem tego skażenia jest firma Monsanto, która nie figuruje na liście wyżej wymienionych firm, jednak te wymienione idą dokładnie tą samą drogą, można więc założyć że konsekwencje ich postępowania będą dokładnie takie same. Ja osobiście nie mam żadnego zaufania do korporacji, które wcześniej wsławiły się finansowaniem (pośrednio) ludobójstwa i testami chemikaliów na tysiącach / setkach tysięcy ludzi. Ich modyfikacje genetyczne pomimo faktu, że jest to zazwyczaj jeden gen, podczas gdy roślina posiada ich dziesiątki tysięcy?.. ich modyfikacje – rośliny.. POSŁUCHAJ! SĄ OPATENTOWANE! Skutki? takie jak w Kanadzie (Percy Schmeiser – Monsanto i zagrożone prawa rolników)

NAJWAŻNIEJSZE – rok 2007 – Największe firmy chemiczne Świata – Amerykański miesięcznik FORTUNE ogłosił wyniki tegorocznego rankingu 500 największych firm w skali globu. Znalazło się wśród nich 11 firm chemicznych i w śród nich nasze wspomniane wyżej firmy: ZESTAWIENIE

Jakiś czas temu wpadła mi w ręce książka pod tytułem “Czarna lista firm – Intrygi światowych koncernów” napisana przez Klaus`a Werner`a i Hans`a Weiss`a. Z tyłu na okładce napisano: “.. 500 największych koncernów obraca jedną czwartą światowego produktu brutto i kontroluje 70% globalnego handlu..”. W książce tej bardzo odkładnie przygotowano dane na temat wielu koncernów, nie tylko tych o których piszę. Firma Bayer i Sanofi Avensis została podsumowana następująco – zarzuty: “.. import surowców z rejonów wojny, sprzedaż niebezpiecznych i trujących środków owadobójczych, wyzysk i praca dzieci u dostawców surowcówfinansowanie nieetycznego testowania leków, utrudnianie krajom rozwijającym się produkcji i urynkowienia ważnych dla życia leków. Wiosną 2003 roku India Committee of the Netherlands opublikował analizę, według której koncerny takie jak: Bayer, Monsanto, Unilever, Syngenta zarabiają na wyzysku dzieci przy produkcji nasion.”

Tutaj link do fundacji Dr. Rath`a w języku polskim.

Oraz film: “Dr Rath – kartel farmaceutyczny (4 części)” - http://www.youtube.com/watch?v=jw35QwKuHtc&feature=player_embedded

http://maciejka.nowyekran.pl/

 

Urzędnik Parlamentu EU odpowiedzialny za ACTA zrezygnował ze stanowiska

Kader Arif,”sprawozdawca”porozumienia ACTA, zrezygnował ze swojego stanowiska ze względu na obrzydzenie wobec procesu w jakim Unia Europejska doprowadziła do podpisania ACTA. Sprawozdawca jest osobą “wyznaczoną przez ciało opiniodawcze w celu zbadania problemu.”Okazuje się jednak, że badanie ACTA nie wprawiło go w dobry nastrój:

“Chcę potępić w najsilniejszy możliwy sposób cały proces, który doprowadził do podpisania niniejszej umowy: brak włączenia organizacji społeczeństwa obywatelskiego, brak przejrzystości od początku rozpoczęcia negocjacji, ciągłe powtarzane odroczenia podpisania tekstu bez przekazania jakichkolwiek wyjaśnień, pominięcie żądań parlamentu UE, które były wyrażane wielokrotnie w naszym zgromadzeniu.

Jako sprawozdawca tego tekstu, byłem świadkiem nigdy wcześniej nie widzianych manewrów z prawej strony Parlamentu aby przyspieszyć cały proces, zanim opinia publiczna będzie miała szanse być ostrzeżoną, pozbawiając w ten sposób Parlament jego prawa do wypowiedzi i jego instrumentów, by sprostać wymaganiom obywateli.

Każdy wie, że porozumienie ACTA jest problematyczne, czy to jeśli chodzi o wpływ na wolności obywatelskie, czy sposób w jaki sprawia, że dostawcy dostępu do Internetu będą odpowiedzialni, czy wpływ na produkcję generycznych leków, czy jak niewielką ochronę daje ona naszym oznaczeniom geograficznym.

Umowa ta może mieć poważne konsekwencje na życie obywateli, a mimo to robi się wszystko aby zapobiec dopuszczeniu jej do Parlamentu Europejskiego aby wypowiedział się w tej sprawie. Dlatego dziś, wydając raport za który byłem odpowiedzialny, chcę wysłać silny sygnał i alarm do opinii publicznej o tej niedopuszczalnej sytuacji. Nie mam zamiaru dłużej brać udziału w tej maskaradzie.”

Dość rzadko zdarza się znaleźć taką bezpośrednią szczerość w kręgach politycznych. Jest to dość bezpośrednie i wyraźne potępienie całego procesu, zobaczymy czy to będzie miało wpływ w odniesieniu do procesu legislacji. Podczas gdy UE podpisała ACTA, to musi być jeszcze ratyfikowana przez Parlament Europejski. Odejście Arifa jest istotnym oświadczeniem, które miejmy nadzieję ułatwi członkom Parlamentu mówić głośno przeciwko ACTA… Mimo tego jest to żmudna walka. Zwolennicy ACTA pracowali przez lata, aby została zatwierdzona. Dla nich jest to po prostu zakończona sprawa.

http://www.prisonplanet.pl

Nigel Farage vs Donald Tusk – parę słów prawdy

Tusk redukuje Polskę

Przedwczoraj Der Spiegel nazwał Polskę krajem cudu gospodarczego. Nie uzgodniono tego chyba do końca z naszym premierem, który przecież ten cud nazwał niedawno zieloną wyspą. Ale mniejsza o to.

Spiegel mówi o nas jak o zacofanym kiedyś kraju, który pod stabilnymi rządami Tuska dziś rozkwita. Na poparcie tej polsko – niemieckiej tezy tylko jedno zestawienie: przed wejście do Unii w Polsce szalało 20- procentowe bezrobocie. Z powodu polskiego cudu jest ono dziś zdaniem Spiegla na poziomie 8 procent.

Wczoraj rodzimy GUS podał dane o sytuacji gospodarczej w Polsce w pierwszym miesiącu bieżącego roku. W rolnictwie nastąpił wzrost cen większości podstawowych produktów. Wzrost cen konsumpcyjnych osiągnął poziom 3,8 procent. Natomiast – uwaga – bezrobocie przekroczyło poziom 13 procent, co w liczbach bezwzględnych oznacza ponad 2.000.000 ludzi bez pracy. Dwa miliony. W warmińsko – mazurskim, co piąty mieszkaniec nie ma pracy.

Ale postęp też jest. W pierwszym miesiącu roku budżet państwa wydał o 2,8 miliarda więcej, niż zarobił.

Polski cukier, zgodnie z zaleceniami Unii Europejskiej zlikwidowaliśmy w Polsce już przed paru laty. Dziś światowe ceny cukru biją ponoć rekordy i na eksporcie można byłoby zarobić krocie.

Polityczni geniusze chwalili się sukcesem dopłat bezpośrednich do rolnictwa. Dziś wiadomo, że wynegocjowanie dopłat do hektara było katastrofalnym błędem. Polski rolnik inkasuje bowiem europejskie pieniądze nie w zależności od produkcji z hektara, ale od ilości posiadanych hektarów ziemi. A posiadając nie musi produkować. Europejską produkcję zboża, mięsa, mleka, kapusty, pomidora zapewnia nam rolnik niemiecki, francuski, czy hiszpański, który nie dość że dostaje trzy razy większe dopłaty, (12 miliardów euro dostają rocznie francuscy rolnicy) to ma zyski ze sprzedaży swoich produktów.

Tak samo było kiedyś z ogłoszeniem w Polsce śmierci konwencjonalnych źródeł energii. Wygaszono (cóż za piękne słowo rodem z piekła) kilka kopalni, które byłyby dziś niemal kopalniami złota w obliczu kryzysu paliw płynnych w związku z burzą polityczną w krajach arabskich.

A co zrobiliśmy w Polsce z produkcją stali?

Czy jest jeszcze w kraju należąca do nas cementowania?

Czy na stoiskach w hipermarkecie można jeszcze znaleźć rybę z Bałtyku?

A Fabryka Samochodów Osobowych, która przy całkowitej bierności rządu traci 1.000 miejsc pracy?

A Bielsko, które na zarządzonej przez Berlusconiego dyslokacji, przy całkowitej bierności polskiego premiera tracą produkcję fiata 500?

Wczoraj mogliśmy się dowiedzieć, że samorządy w Polsce chcą zlikwidować około 500 szkół różnego stopnia. Proszę zwrócić uwagę kto: samorządy. Tusk od czterech lat powtarza, iż jego rząd deleguje wszelkie zadania państwa i jak Lenin oddaje władzę w ręce ludu, samorządom. Szpitale to samorządy, szkoły, to samorządy, bezpieczeństwo, samorządy. Państwo odcina się zdecydowanie od jakichkolwiek zobowiązań względem obywateli. Państwo, aby zapewnić sobie elektorat zapewniło chyba dwa lata temu znaczne podwyżki płac dla nauczycieli. Dziś samorządy likwidują szkoły. Kto więc zapewni naiwnym nauczycielom nie tylko wypłatę podwyżek, ale wypłatę jakiegokolwiek wynagrodzenia, gdy samorządy zlikwidują w Polsce 500 szkół? A jaka to skala tych 500 szkół? Niech każda z nich zatrudnia tylko 20 osób: woźne, sprzątaczki, kadra nauczycieli. Daje to w skali kraju likwidację 10.000 stanowisk pracy.

A ilu młodych ludzi uczy się w takiej szkole. Niech będzie średni setka. Daje to 50.000 zdezorientowanych, sfrustrowanych młodych ludzi, których państwo pozbawia fundamentalnego prawa do nauki. Ale po co mają się oni uczyć? Przecież Polska najwyraźniej zwija interes.

W założeniach Unii Europejskiej mamy stać się krajem z ludnością kilku milionów obywateli, którzy stanowić będą fachową siłę roboczą dla producentów we Francji, Niemczech, Irlandii, Włoch.

http://www.salon24.pl/

Nigel Farage o rozpadającej się Unii Europejskiej

Suma wszystkich strachów

Wszystkim, którzy swoim rozumem, pracą i wszelką inną pomocą wspierają poszukiwania Prawdy.

Wśród nas są tacy którzy czują, że nadchodzą zmiany. Czują, że nadchodzi jakaś katastrofa. Wygląda na to, że przeczucia znajdują potwierdzenie w napływających informacjach.

W systemie bankowym Stanów Zjednoczonych znaleźliśmy olbrzymie rezerwy finansowe w dyspozycji banków i rządu Stanów Zjednoczonych („Drukarze”). Rezerwy nawet ponad stukrotnie przekraczają okres względnego „pokoju” i świadczą o jakimś prognozowanym załamaniu lub wojnie. Ponadto władze Stanów Zjednoczonych podejmują kroki mające charakter rozwinięcia mobilizacyjnego. W dniu 11 stycznia 2010 r. prezydent Barack Obama wydał rozkaz wykonawczy o powołaniu Rady Gubernatorów. Kompetencję do powołania tego organu prezydent posiada na podstawie art. 1822 ustawy o uprawnieniach w zakresie obrony narodowej z 2008 r. która reguluje wydatkowanie środków budżetowych przez Departament Obrony. Zgodnie z oficjalnym komunikatem prasowym Rada ma usprawnić współpracę pomiędzy rządem federalnym, a władzami stanowymi w zakresie ochrony przed wszystkimi niebezpieczeństwami zagrażającymi Amerykanom. Jej zadania są ukierunkowane raczej wewnętrznie i dotyczą m.in. działań Gwardii Narodowej, obrony kraju, wsparcia niewojskowego oraz integracji działań militarnych na obszarze Stanów Zjednoczonych. Jednocześnie rząd federalny gromadzi olbrzymie rezerwy ziemi wewnątrz kontynentu amerykańskiego. Mają one być przeznaczone na cele rolnicze, leśne, górnictwo i energetykę, a więc zapewniające podstawowe dobra dla przeżycia (żywność, energia).

Przyglądając się ekonomice Chin („Smocze tajemnice”) dostrzegliśmy przejawy mobilizacji gospodarki. Bezprecedensowe ograniczanie chińskiej konsumpcji na rzecz zwiększania jakiś inwestycji rodzi pytania o przyczynę prowadzenia takiej polityki gospodarczej. Polityki, która bynajmniej nie jest pokłosiem kryzysu gospodarczego, a jest konsekwentnie rozwijana przez nowe chińskie kierownictwo pod przywództwem prezydenta Hu Jintao od dziesięciu lat. Istotne pogłębienie tej polityki nastąpiło w ciągu 2009 r. W lutym 2010 r. chiński parlament przyjął ustawę o narodowej mobilizacji w celu obrony. Chińczycy podkreślają, że jej normy mają posłużyć w czasie wojny lub klęsk żywiołowych. Dotyczą one zarządzania zasobami ludzkimi, mocami produkcyjnymi oraz rezerwami strategicznymi.

Również w Polsce po cichu prowadzi się przygotowania w kierunku wprowadzenia stanu wyjątkowego („Dzień Niepodległości”, „Tajne posiedzenie Rady Ministrów”). I co zaskakujące podobnie jak w Stanach Zjednoczonych, na podstawie przygotowanych aktów prawnych, już dokonuje się inicjacji organów i instytucji. W sierpniu 2008 r. rozpoczęło działalność Rządowe Centrum Bezpieczeństwa. Na przełomie 2009 i 2010 r. doszło w nim do lawiny dymisji. Najważniejszą dymisję zawiózł osobisty posłaniec premiera Donalda Tuska. Okoliczności te wskazują, że Centrum z jakiegoś powodu jest bardzo ważnym i cennym dla polskich polityków organem administracji. W dniu 16 kwietnia 2009 r. Rząd skierował do Sejmu projekt ustawy powołującej Narodowe Siły Rezerwowe, których głównym zadaniem jest zwalczanie i likwidacja klęsk żywiołowych. Ustawa została błyskawicznie przyjęta w dniu 27 sierpnia 2009 r. i weszła w życie w dniu 1 stycznia 2010 r. Już w drugiej połowie 2010 r. wojskowe komendy uzupełnień rozpoczynają nabór do NSR.

Zbieżność chronologiczna oraz przedmiotowa powyższych zdarzeń może nie być przypadkowa. Jeżeli przypadku nie ma, to zagrożenie uzasadniające obserwowane przejawy mobilizację ma charakter ogólnoświatowy. Jakie zagrożenie?

Załamanie gospodarcze

Kryzys gospodarczy, który eskalował jesienią 2008 r. ma charakter ogólnoświatowy. Transmisja kryzysu z gospodarki amerykańskiej do reszty świata nastąpiła za pośrednictwem światowego systemu finansowego, a zwłaszcza systemu bankowego. Banki zostały wstrząśnięte niespłaceniem wymagalnych zobowiązań (m.in. z tytułu CDS wyemitowanych przez AIG). Wystąpił drastyczny wzrost nieufności i wyschnięcie międzybankowego rynku pieniężnego.

Psychologiczny odwrót od ryzyka był również przyczyną pękania kolejnych baniek spekulacyjnych, przeceny aktywów, strat na derywatach, zmniejszenia wirtualnej wartości majątku zgromadzonego przez konsumentów i przedsiębiorców (głównie nieruchomości i akcje). Załamanie kursów giełdowych i cen nieruchomości rozlało się na cały świat.

Ostatnim dotychczasowym kanałem transmisji kryzysu był handel zagraniczny. Spadający popyt powstrzymujących się od konsumpcji i inwestycji konsumentów oraz przedsiębiorców zdusił zapotrzebowanie na dobra importowane, co w globalnej gospodarce wywołało kolejną reakcję łańcuchową. Dotknęła ona również te kraje w których ekscesy spekulacyjnej nie występowały lub były stonowane.

Przez miniony rok nie zrobiono nic (!) w celu wyeliminowania fundamentalnych przyczyn kryzysu. Wysiłek polityków i bankierów sprowadzał się do maskowania przyczyn kryzysu oraz do propagandy mającej na celu wzbudzenie wśród przedsiębiorców i konsumentów optymizmu. Obiektywnie patrząc jest to jedyna dla nich metoda, aby utrzymali wpływy i władzę. Sięgnięcie do fundamentów oznacza bowiem zdemaskowanie ich jako sprawców kryzysu, a tym samym sprawców spekulacji, zadłużania i zubażania społeczeństw i narodów, aby dzielić i rządzić.

W „Wielkiej tajemnicy Obamy i Barosso” wzmiankowaliśmy o przyzwoleniu polityków na fałszowanie balansów banków. Obecnie opinia o wirtualności bilansów bankowych zaczyna zdobywać uznanie wśród ekonomistów. Tym samym dłuższe utrzymywanie w tajemnicy informacji o niewypłacalności największych banków świata zachodu („Czy grypa dobije światową gospodarkę”) w strachu przed runem na banki jest coraz mniej prawdopodobne. Co gorsze toksyczne aktywa trafiają do banków centralnych, co skutkuje ryzykiem totalnej utraty zaufania do systemu bankowego i pieniądza (zagrożenie hiperinflacją) z konsekwencją w postaci rozpadu systemu gospodarczego i przebiciem dna Wielkiego Kryzysu z 1929 r. Opinia publiczna jest coraz bliżej uzyskania informacji o konkretnych bankrutach. Rezerwa Federalna poniosła spektakularna porażkę przed amerykańskim sądem w sprawie o ujawnienie szczegółowych danych o udzielanej pomocy finansowej. Rynek giełdowy może być bardzo wrażliwy na tego typu informacje, albowiem do inwestorów zaczyna przebijać się zaniepokojenie, że politycy i bankierzy po prostu kłamią.
Kursy akcji na świecie
w czasie Wielkiego Kryzysu i obecnego kryzysu

Źródło: http://www.voxeu.org/index.php?q=node/3421

Napędzana drukiem pieniądza spekulacyjna hossa 2009 r. wyraźnie wyhamowała i to mniej więcej na poziomie takim jak kształtował się poziom kursów akcji na świecie w analogicznym momencie Wielkiego Kryzysu. Pęknięcie tej bańki otwiera drogę do dna leżącego nawet poniżej 50 % obecnych cen aktywów.

Politycy promujący ukrywanie machlojek bankowych nie mają najmniejszych skrupułów, aby fałszować również rachunki narodowe zwłaszcza w zakresie dynamiki Produktu Krajowego Brutto.

W „Zielonych pędach” opisywaliśmy, jak Amerykanie żonglują rachunkami narodowymi w zakresie Produktu Krajowego Brutto, aby informować świat o wychodzeniu z recesji. Artykuł ten powstał w oparciu o pierwszy i drugi szacunek PKB Stanów Zjednoczonych za III kwartał 2009 r. „Ożywcze” bodźce okazały się mieć źródło w sponsorowanej budżetowo wymianie samochodów, zmianie stanu zapasów, wzroście wydatków wojennych i wydatków na ochronę zdrowia (grypa?). A jednak mimo korekty okazały się nie do utrzymania. Biuro Analiz Ekonomicznych zmuszone było, aby częściowo zdjąć odium śmieszności, po raz trzeci oszacować amerykański PKB w III kwartale 2009 r. Oczywiście w dół…

Amerykanów w fałszowaniu statystyk prawdopodobnie przebijają Chińczycy („Smocze tajemnice”). Braku spójności ich danych o rachunkach narodowych nie dał się długo utrzymywać w poufności z uwagi na ryzyko kompromitacji. Chiński Narodowy Urząd Statystyki oficjalnie potwierdził, że dane statystyczne są niepewne, a odpowiedzialność za to zepchnął na władze „lokalne”, które zawyżają dane o swoich „osiągnięciach” gospodarczych. W tej sytuacji media głównego nurtu zostały zmuszone do publicznego ostrzegania o stanie chińskiej gospodarki (Bloomberg i wzmianka za PAP), a wśród spekulantów zaczęły się zakłady oparte o założenie załamania gospodarki Chin. Pojawiają się również opinie o pogłębieniu światowego kryzysu po coraz bardziej prawdopodobnym chińskim kolapsie.

Blisko rok temu odbył się w Londynie szczyt G20. Po roku do historii przechodzi właściwie tylko to, że był. Przed narodami ukrywano wszystko, co tylko można z wiedzy o kryzysie. Zapewniano o konieczności przeciwstawiania się protekcjonizmowi. A dzisiaj? Maska obłudy opada.

Na dzień dzisiejszy nie są jeszcze podejmowane takie retorsje w polityce handlowej, jak w czasie Wielkiego Kryzysu (cła o charakterze zaporowym). Walka toczy się głównie w sposób pośredni z wykorzystaniem m.in. kursu walutowego. Główni przeciwnicy to Stany Zjednoczone i Chiny. Chińczycy utrzymują de facto stały kurs juana w stosunku do dolara amerykańskiego. Polityka kursowa umożliwiała im osiąganie stałej nadwyżki handlowej (nadwyżka eksportu nad importem), która zapewniała nadwyżki dewiz. Dewizy lokowali w papiery wartościowe, w których dominują papiery dłużne rządu Stanów Zjednoczonych. W czasie koniunktury gospodarczej nikomu to nie przeszkadzało. Ba przyjmowano za dobrą monetę to, że Chiny finansowały utracjuszowską politykę amerykańską (podwójny deficyt – fiskalny i handlowy). Jeszcze na początku kryzysu Amerykanie błagali Chiny o dalsze inwestycje w obligacje amerykańskie. Dobry wujek z Chin przestał być dobry, gdy amerykańscy politycy poczuli oddech wściekłych bezrobotnych Amerykanów. Rząd amerykański, przy wsparciu amerykańskiej pierwszoligowej profesury zaczął wywierać bezpardonowe naciski na Chińczyków, aby umocnili juana względem dolara, co teoretycznie zwiększyłoby amerykański eksport i zmniejszyło import z Chin do Stanów Zjednoczonych. Sytuacja robi się śmieszna, bo jednocześnie rząd amerykański zadłuża się na potęgę i nadal wypatruje głupiego Jasia, który udzielał by mu pożyczek. Głupim Jasiem nie zamierzają być Chińczycy, poczynając od studentów śmiejących się w twarz sekretarzowi skarbu USA, po władze, które zapowiedziały wycofywanie się z inwestycji w amerykańskie papiery dłużne i konsekwentnie od trzech miesięcy wysprzedają amerykańskie obligacje. Obecna polityka amerykańska ma na celu eksport kryzysu do Chin. Z punktu widzenia sytuacji społeczno-politycznej w Chinach oznacza to cios w podstawy władzy chińskiej partii komunistycznej. Marginalnie zauważmy, że chęć wyrównania obrotów handlowych Ameryki z Chinami przy jednoczesnym oczekiwaniu, że Chiny nadal pożyczałyby środki rządowi Stanów Zjednoczonych oznacza presję na generowanie przez Chiny nadwyżki na rachunku kapitałowym bilansu płatniczego. Innymi słowy Amerykanie oczekują, że Chińczycy będą wysprzedawać swój majątek narodowy w zamian za dolary, które z powrotem trafiłby do Stanów w formie pożyczek dla rządu. Perfidia amerykańskich polityków walczących o zachowanie władzy jest daleko posunięta.

Wojna handlowa stanowi bardzo poważne zagrożenie dla całego świata. Upadek światowego handlu w trakcie obecnego kryzysu na przełomie 2008 i 2009 r. przebijał dynamikę spadku handlu zagranicznego w czasie Wielkiego Kryzysu.
Obroty handlu zagranicznego na świecie
w czasie Wielkiego Kryzysu i obecnego kryzysu

Źródło: http://www.voxeu.org/index.php?q=node/3421

Po solidnej dawce iluzji monetarnej w 2009 r. na początku 2010 r. obroty handlu zagranicznego osiągnęły poziom mniej więcej jak w analogicznym momencie Wielkiego Kryzysu. Innymi słowy handel międzynarodowy jest obecnie w równie złym stanie jak 80 lat temu.

Na światło dzienne wychodzę pierwsze sygnały o olbrzymim skandalu na światowym rynku złota. Pierwszym ostrzeżeniem, że dzieje się coś niedobrego było wycofanie Rothschildów z rynku złota w 2004 r. Było to o tyle zaskakujące, że interesy ze złotem były istotą ich działalności przez całe wieki od czasu kantorku we Frankfurcie. W 2007 r. poinformowano o „pękaniu” sztabek złota w Banku Anglii. Następnie zaczęły się pojawiać pogłoski, że na międzybankowym rynku złota krążą wolframowe sztabki platerowane złotem, do złudzenia przypominające prawdziwe złote sztabki. Informacje o oszustwie pojawiły się po zbadaniu w październiku 2009 r. przez Chińczyków transportu złota, które pochodziło ze Stanów Zjednoczonych. Do tej pory informacje te miały charakter plotki, ale na przełomie 2009 i 2010 r. niemieckie Pro7 pokazało fałszywą sztabkę złota przesłaną do przetopienia przez bank. Wzrasta zatem prawdopodobieństwo, że na światowym najbardziej strzeżonym (również przez służby specjalne) międzybankowym rynku złota doszło do gigantycznej malwersacji. Ewentualne potwierdzenie tych doniesień oznacza nie tylko załamanie rynku z ostatnim na świecie bezpiecznym aktywem, ale przede wszystkim szok psychologiczny dla konsumentów i przedsiębiorców na całym świecie, po którym nie należy się spodziewać optymizmu konsumpcyjnego i inwestycyjnego, a raczej lawinowej paniki.

Z naszego polskiego punktu widzenia sytuacja na rynku złota miałaby charakter uboczny (rykoszet), gdyby nie to, że polskie oficjalne rezerwy złota 3,309 mln uncji (102,9 t) o obecnej wartości ok. 3,6 mld dolarów w ponad 90 % nie znajdują się ani w skarbcach NBP, ani nawet w Polsce. „Ktoś” użyczył je „komuś” za granicą, i rzekomo spoczywają w „jakiś” bankach. Dawniej można by pomyśleć: pewne jak w banku, a jeszcze dodatkowo uzyskiwać wynagrodzenie za wypożyczenie lub zysk z inwestycji. Ale po upadku Lehman Brothers, po tolerowanych przez władze na całym świecie oszustw księgowych, po wypłynięciu informacji o złotopodobnych sztabkach wolframowych, być może polskiego złota już nie ma…

III Wojna Światowa

W drugiej połowie XX w. głównymi aktorami globalnego konfliktu były Stany Zjednoczone oraz Związek Radziecki. Mimo lokalnych starć w Ameryce Łacińskiej, Azji Południowo-wschodniej, Afryce i na Bliskim Wschodzie konflikt nie przybrał charakteru globalnego starcia zbrojnego. W XXI w. oś geopolitycznych zmagań doznała przesunięcia na terenie Azji. Rolę drugiego światowego mocarstwa obejmują Chiny. Musi to rodzić napięcia w stosunkach Stany Zjednoczone-Chiny („Wojna USA-Chiny”), które mogą przerodzić się konflikt zbrojny.

Rozognione punkty zapalne istnieją.

Tajwan to z jednej strony niezatapialny lotniskowiec, obecnie faszerowany bronią przez Stany Zjednoczone. Wyspa, z której można wykonać błyskawiczny atak na najważniejsze ośrodki społeczno-gospodarcze Chin. Ale Tajwan to także urażona duma Chińczyków. Zbuntowana prowincja, którą konsekwentnie chcą włączyć w organizm państwowy. Urażona duma ma racjonalne podłoże, kontrola Tajwanu to wysunięcie rubieży obronnej kontynentalnych Chin o setki kilometrów na wschód. Chińczycy półoficjalnie zapowiedzieli czym grozi Stanom Zjednoczonym obrona Tajwanu. W 2005 r. gen. Zhu Chenghu oświadczył, że „jeśli USA stanęłyby w obronie Tajwanu, Chiny dokonałyby nuklearnego ataku na setki amerykańskich miast”. To nastawienie nie uległo osłabieniu, wręcz przeciwnie. W lutym 2010 r. oficerowie armii chińskiej wzywali do odwetu (omówienie w j. polskim) wobec Stanów Zjednoczonych z wykorzystaniem oprócz środków politycznych, militarnych i dyplomatycznych również ekonomicznych. Wypowiedzi te zostały opublikowane w państwowej chińskiej agencji informacyjnej Xinhua, co pozwala je traktować jako półoficjalne ostrzeżenie.

Każda światowa potęga ma korzenie gospodarcze. Gospodarka potrzebuje surowców. Im większa, im bardziej mocarstwowa, tym więcej. Chiny generują coraz większy popyt na surowce. Gdy wydajność pracy Chińczyków zbliży się do wydajności pracy świata zachodniego ich popyt na surowce będzie wielokrotnie wyższy od popytu Zachodu. Nie może dziwić spięcie interesów chińsko-amerykańskich na Bliskim Wschodzie. Chiny dla swoich celów strategicznych budują związki gospodarcze w Iranie, Iraku, Arabii Saudyjskiej i Azji Środkowej. Siedemdziesiąt lat temu inna aspirująca do roli wschodzącego mocarstwa azjatycka potęga była ogranicza przez świat Zachodu w dostępie do surowców. Wojna Stanów Zjednoczonych z Japonią rozpoczęła erę atomową.

Pozycja geostrategiczna Chin jest trudna. Bogactwo narodu jest zgromadzone na wschodnich nizinach. Pozostała część Chin to tereny o trudnych warunkach bytowania obejmujące m.in. góry i pustynie. W rezultacie gęstość zaludnienia jest tam niska. W przypadku wybuchu gorącej wojny Chiny mają w istocie wystawione jak na tarczy całe centrum produkcyjne i ludnościowe stanowiące zaplecze dla sił zbrojnych. Chińska armia jest świadoma tej okoliczności. To przekonanie jest wręcz zakorzenione w chińskich planach strategicznych do tego stopnia, że mówi się o tym oficjalnie. Chiny są gotowe do uderzenia rakietowo-nuklearnego na Stany Zjednoczone nawet kosztem zniszczenia właśnie wschodnich Chin.

W takich warunkach każda wojna z udziałem Chin, w tym również obronna groziłaby unicestwieniem państwowości. Z punktu widzenia życiowego interesu Chin działania zbrojne muszą być przeniesione poza obszar Chin. W takim wariancie Chińczycy mają szansą na przynajmniej zachowanie swego potencjału na zdobytych terenach, w przypadku zniszczenia ich macierzystego centrum społeczno-gospodarczego. Jeżeli zatem rozważamy możliwość wybuchu konfliktu zbrojnego z udziałem Chin, to strategia wojenna Chińczyków w praktyce musi mieć charakter ofensywny na pozachińskim teatrze działań wojennych. Ofensywa jest koniecznością bez względu na to, czy Chiny zaatakują, czy zostaną zaatakowane. Podkreślmy, że ustalany ofensywny charakter chińskiej doktryny wojennej w pełni współgra z planami strategicznymi ideowych poprzedników chińskich komunistów: stalinowskiej Rosji bolszewickiej do czerwca 1941 r. oraz Układu Warszawskiego z ZSRR na czele w okresie Zimnej Wojny. Chińska strategia ofensywna może mieć dodatkowe umocowanie w ideologii elit chińskich, a nawet w poglądach rasowych (wyższość rasy żółtej).

Położenie geograficzne Chin nie pozostawia wyboru kierunku ataku.

Na południu zdatna do wykorzystania infrastruktura jest skupiona na terenie Indii. Indie jednak mają duży potencjał obronny, na który składa się liczba rezerwistów (spośród 1,15 mld ludności – drugie miejsce na świecie po Chinach) oraz naturalna rubież obronna w postaci najwyższych gór świata – Himalajów. Pozostaje kierunek północy i północno-zachodni.

Rosja z geostrategicznego punktu widzenia to idealny cel ataku Chin. Największe państwo świata (17 mln km2) o potencjale ludnościowym (140 mln mieszkańców) prawie dziesięciokrotnie (!) niższym od chińskiego (1,3 mld mieszkańców). Terytorium rozciągnięte równoleżnikowo, wręcz wyeksponowane niczym cielsko na chirurgiczne uderzenia rozcinające z południa. Bogactwa naturalne, przestrzeń do zasiedlenia, ziemie uprawne.

Zatem bez względu na sposób włączenia, czy sprowokowania Chin do wojny światowej, głównym celem ich ataku będzie Rosja. Sytuacja taka nie jest zaskakująca z historycznego punktu widzenia. Najeźdźcy z Azji podbili Ruś w 1223 r. (mongolsko-tatarska Złota Orda) i dopiero po bitwie na Kulikowym Polu w 1380 r. rozpoczął się proces odzyskiwania niezależności przez Słowian Wschodnich.
Imperium mongolskie

Źródło: http://pl.wikipedia.org/wiki/Plik:Mongol_Empire_History.jpg

Rosja zdaje sobie sprawę z tego, że jest celem ataku Chin. Zdradza to nerwowe postępowanie rosyjskich elit: pompatyczna mocarstwowość, komiczne zachowania w sprawie dyslokacji i ustalenia celów dla taktycznych i strategicznych sił jądrowych, paranoiczna obawa przed środkami antyrakietowymi w Polsce i Czechach. Dowodem na realne poczucie zagrożenia jest oficjalna doktryna wojenna Rosji. W 2010 r. Rosja przyjęła nową doktrynę wojenną, w której zapowiedziała wykonanie uderzenia nuklearnego w przypadku nie tylko ataku nuklearnego (uderzenie odwetowe, istota doktryny odstraszania nuklearnego), ale nawet samego zagrożenia sprawowania władzy przez obecne rosyjskie elity w obliczu ataku konwencjonalnego (uderzenie prewencyjne). Mimo spektakli medialnych Rosja nie jest zagrożona z Zachodu. Ani Polacy nie mają interesu w wojnie na Wschodzie, ani Unia Europejska nie ma w Rosji celów strategicznych. Jedynym potężnym sąsiadem Rosji, stanowiącym dla niej realne zagrożenie są Chiny. Nowa doktryna wojenna Rosji naszym zdaniem jest wymierzona w Chiny. Z punktu widzenia naszych rozważań jest w pełni uzasadniona z wojskowego punktu widzenia. Nuklearne uderzenie wyprzedzające na rozwijane fronty chińskie jest jedyną szansą na przełamanie osłony mobilizacji i zdezorganizowanie sił napastnika. Tylko takie działanie operacyjne umożliwia stępienie ostrza chińskich zagonów. Rosja dobrze wyuczyła się lekcji z 1941 r. kiedy Niemcy z siłami wielokrotnie mniejszymi niż Rosja uderzyli na rozwijane strategicznie doskonale uzbrojone potężne armie Stalina.

W jaki sposób Chiny mogą zaatakować Rosję? Praktycznie pewne użycie broni nuklearnej przez Rosję wymusza wojnę błyskawiczną z szybkim i głębokim wtargnięciem wojsk na terytorium rosyjskie. Atak nuklearny na rosyjskie silosy rakietowe, centra dowodzenia i główne węzły transportowe będzie skojarzony z uderzeniem kosmicznym (zniszczenie satelitów komunikacyjnych, wywiadowczych) oraz lawinowym uderzeniem lotniczym. Za nim natychmiast będą użyte związki pancerne wbijające kliny w obronę Rosjan, rozczłonkowujące ich fronty, uderzające na ich tyły, odcinające od zaopatrzenia, po czym okrążające w gigantycznych kotłach. Do ich likwidacji, okupacji terytorium i czystek etnicznych Chińczycy użyją jednostek zmotoryzowanych.

Rejon mobilizacji oraz ześrodkowania inwazyjnych sił Chin powinien być położony w możliwie najbliższej odległości od celów ataku i to w rejonie z istniejącą infrastrukturą transportową, tak na obszarze Chin, jak na kierunku natarcia. Spójrzmy na satelitarne zdjęcie Ziemi w nocy bezpośrednio obrazujące obszary zurbanizowane na euroazjatyckim teatrze działań wojennych.
Nocne zdjęcie Eurazji

Źródło: http://en.wikipedia.org/wiki/File:Earthlights_dmsp.jpg

Chiny w praktyce nie mają wyboru, co do miejsca ześrodkowania wojsk do ataku na Rosję, w którym istnieje niezbędna infrastruktura. Rozważania możemy ograniczyć do części północno-zachodniej oraz północno-wschodniej Chin. Część północno-wschodnia może stanowić rejon ześrodkowania do ataku na rosyjski Daleki Wschód. Ale krańcowokontynentalne położenie powoduje, że ten kierunek ataku będzie miał znaczenie pomocnicze. Zachodnie Chiny są w praktyce najlepszym miejscem koncentracji do ataku na Rosję.

Wytypowany rejon to brama z Chin do Azji Środkowej. Pomiędzy górami Tienszan, a Ałtajami (ponad 4 tys. m n.p.m.) znajduje się Kotlina i Brama Dżungarska, która otwiera Chiny na Kotlinę Bałchasko-Ałakolską i Pogórze Kazachskie. Kotliny te o powierzchni kilkakrotnie przekraczającej powierzchnię Polski stanowią prastary szlak koczowników z Chin do Azji Środkowej (Kazachstan). Przez nie przebiegała jedna z tras Jedwabnego szlaku.

Z punktu widzenia administracyjnego ziemie te po stronie chińskiej należą do regionu autonomicznego Sinkiang ze stolicą w Urumczi.

Strategiczne znaczenie Sinkiang dla Chin nie pozwala traktować jako przypadków: rozruchów w Urumczi w 2009 r. oraz zabawy w chowanego z Talibami w górach sąsiadującego z Sinkiang Afganistanu i Pakistanu. Nie stanowi również przypadku aktywność dyplomatyczna Chin w tym regionie, a zwłaszcza liderowanie w Szanghajskiej Organizacji Współpracy. Dobre stosunki dyplomatyczne i gospodarcze z krajami Azji Środkowej są dla Chin bardzo cenne zwłaszcza w przypadku rozwijania na ich terytoriach armii prących na Rosję.

Użycie broni nuklearnej przez Rosję pociąga za sobą konieczność skrytej mobilizacji, ześrodkowania i nagłego nie zapowiedzianego ataku. Powodzenie w sensie wyjścia związków zmechanizowanych, w tym pancernych Chin na rosyjski obszar operacyjny wymaga rozwinięcia sił w czasie krótszym niż godziny i błyskawicznym parciem ord pancernych w głąb przestrzeni operacyjnej Rosjan. Przy tempie natarcia od 20 do 100 km dziennie chińskie zagony mogą pojawić się pod Moskwą (odległość od Sinkiang do Moskwy ok. 3,5 tys. km) w ciągu od ok. 35 do 175 dni. Szybsze natarcie wymaga pozostawiania izolowanych dużych ośrodków miejskich i zgrupowań przeciwnika. Ich likwidacja może nastąpić w drugiej fazie, po zdezintegrowaniu systemu dowodzenia, zaopatrzenia i upadku morale Rosjan. Przy takiej strategii masowe użycie przez Rosję sił nuklearnych stanowiłoby w istocie samobójstwo i samozniszczenie, którego nie możemy wykluczyć pamiętając o tradycyjnym scytyjskim sposobie prowadzenia wojny (np. wyprawa Persów Dariusza I Wielkiego, ale i przemówienie Stalina z dnia 3 lipca 1941 r., stalinowski rozkaz nr 0428 z dnia 17 listopada 1941 r.). Takie postępowanie przy chińskich zasobach demograficznych oznaczałoby przyspieszenie upadku Rosji.

Cel w postaci zdobycia i utrzymania nowych terytoriów wymusza użycia naziemnych jednostek mobilnych. Do przemieszczania i zaopatrzenia tych jednostek niezbędna jest infrastruktura drogowa i kolejowa. Na jej budowę w czasie natarcia nie będzie czasu. Wymusza to skorzystania z istniejących korytarzy transportowych. Dzięki temu można z dużym prawdopodobieństwem wytypować główne kierunki natarcia Chińczyków.

Główną oś transportową Rosji stanowi Kolej Transyberyjska. Uderzenie w jej kierunku z Sinkiang spełni dwa cele. Po pierwsze zapewni dostęp do infrastruktury transportowej dla własnych wojsk. Po drugie nastąpi przecięcie rosyjskiej arterii transportowej, rozczłonkowanie frontów i uniemożliwienie przerzutu rosyjskich odwodów. Ten kierunek ma w praktyce jedną niedogodność. Obrońcy mogą oprzeć się o wielkie naturalne rubieże obronne – rzeki Ural, Wołgę, Don oraz Dniepr. Wołga w środkowym i dolnym biegu osiąga szerokość rzędu kilometrów.

Ograniczenie forsowania rzek jest możliwe przy natarciu z kierunku południowego z rejonu Kaukazu. Wówczas rzeki mogę wręcz wspomóc natarcie, jako niezniszczalna droga transportu. Rozwinięcie sił chińskich w tym kierunku jest możliwe poprzez środkowoazjatyckie państwa muzułmańskich Turków oraz Iran. Kierunek południowy przy okazji umożliwia zdobycie przez Chiny kontroli nad złożami ropy naftowej nad Zatoką Perską.

Ekspansja Chin na Bliskim Wschodzie jest wyraźnie dostrzegalna. Pod koniec 2009 r. Chińczycy zainwestowali w największe irackie złoże ropy naftowej. W lutym 2010 r. Chiny umocniły swoja obecność w Iranie zacieśniając współpracę w zakresie wydobycia gazu i ropy naftowej. Iran uzyskuje jawne poparcie Chin przeciwstawiających się eskalacji sankcji Rady Bezpieczeństwa ONZ w związku z irańskim programem atomowym. Jednym z najważniejszych sygnałów o chińskich interesach na Bliskim Wschodzie są umowy o współpracy z Arabią Saudyjską – dotąd tradycyjnym sojusznikiem Stanów Zjednoczonych. Kontakty dyplomatyczno-gospodarcze Chin mogą być zapowiedzią odwrócenia sojuszy bliskowschodnich włącznie z sojuszami militarnymi. Taka ewentualność oprócz bliskości chińskiej potęgi może mieć również swoje źródło w antagonizmie izraelsko-arabskim oraz ideologicznym parciu islamu nie tylko przeciwko judaizmowi, ale również chrześcijaństwu. W takim wypadku południowy kierunek ataku na Rosję przez Kaukaz (być może z wariantem przez Bałkany) byłby bardziej prawdopodobny i to być może z udziałem nowych arabskich sojuszników.

Kombinacja kierunku północnego (stepowego) oraz południowego (kaukaskiego) umożliwia wyjście armii chińskiej na tyły Rosjan oraz okrążenie głównych sił rosyjskich. Rozbicie Rosji otworzy Chinom wrota do Europy.

Kierunki natarcia Chin

Politycy mogą włączyć Europę do światowego konfliktu zbrojnego znacznie wcześniej. Rosjanie będę poszukiwać sojuszników. Tradycyjnym europejskim sojusznikiem Rosji są Niemcy. Bogate kontakty polityczne, biznesowe oraz agenturalne Rosji w Niemczech ułatwią nawiązanie więzi sojuszniczych. Już obecnie elita niemieckich polityków i generalicji przebąkuje o przyjęciu Rosji do NATO. Nie ukrywa się przy tym, że celem ma być: „znalezienia balansu w związku z polityczną, ekonomiczną i strategiczną dynamiką wielkich azjatyckich mocarstw”. W tym kontekście warto się również zastanowić, czy budowa za wszelką cenę gazociągu północnego przypadkiem nie ma na celu uczynienie z narodów Europy swoistych zakładników Rosji dla wymuszenia pomocy wojskowej w konflikcie z Chinami. Po nawiązaniu przez Rosję aliansu z NATO Chińczycy mogą rozważać wykonanie ataku wprost na europejskie tyły frontu rosyjskiego, aby ująć Rosję w gigantyczne kleszcze. W takim wypadku na kierunku chińskiego natarcia znajdą się Bałkany i… Polska.

Władymir Putin szuka również sojuszników u potencjalnych nieprzyjaciół swojego nieprzyjaciela. W Indiach został jednak przyjęty z rezerwą. Wydaje się, że przywódcy Indii zdają sobie sprawę z rosnącego zagrożenia i relatywnie bezpieczni nie chcą wystawiać swojego państwa na chińskie ciosy.

Kiedy Chiny mogą być gotowe do wojny światowej?

Rozległość teatru działań wojennych wymusza użycie dziesiątek tysięcy samolotów, czołgów, transporterów, samochodów i ciągników. Ich produkcja zajmuje czas i zasoby gospodarki narodowej. Tak było w Rosji i Niemczech w latach trzydziestych XX w. W „Smoczych tajemnicach” wykazaliśmy, że w Chinach w 2009 r. zagadkowo wzrosła produkcja „traktorów” do 54 tys. sztuk … miesięcznie. Równolegle zwiększono produkcję kerozyny o 50 %. Kerozyna jest paliwem lotniczym, ale może również służyć do napędu nowoczesnych silników turbowałowych w czołgach, które umożliwiają osiągnięcie przez czołg prędkości nawet do 90 km/h (np. amerykański M1 Abrams). O 20 % wzrosła również produkcja chemikaliów, które mogą być użyte do wytwarzania materiałów wybuchowych. Istnieją przesłanki do stwierdzenia, że produkcja ta była finansowana nie tylko z kredytów bankowych (chińska odpowiedź monetarna na kryzys), ale również z wydatków państwowych, które doprowadziły do poważnego deficytu budżetowego i wzrostu długu publicznego, który jest ukrywany przez władze chińskie.

Jednocześnie w 2009 r. w Chinach nastąpiło niebywale szybkie odbudowanie importu, mimo że światowy popyt na chińskie produkty tak istotnie nie wzrósł.
Import Chin

Źródła:

http://www.chinacustomsstat.com/CustomsStat/OperateForm/StatNewsViewAllow.aspx?guid=0ae0bff0-2be2-449b-9bde-c1e2d33bc303

http://www.chinacustomsstat.com/CustomsStat/OperateForm/StatNewsViewAllow.aspx?guid=c59e96a7-341b-4d5b-9c5e-9d4fc936c7a7

http://www.chinacustomsstat.com/CustomsStat/OperateForm/StatNewsViewAllow.aspx?guid=c737ca18-61e0-4e02-b041-4105ebb84310

Import Chin drastycznie spadał od października 2008 r. do stycznia 2009 r. o ok. 50 %. Tymczasem już od lutego 2009 r. import stopniowo odbudowywał się, aby w styczniu 2010 r. przekroczyć wartość ze szczytu koniunktury latem 2008 r. Wzrost chińskiego importu nie jest przypadkowy. Stanowi oficjalną politykę Chin. Premier Wen Jiabao oczekuje zniesienia ograniczeń w eksporcie do Chin nowoczesnych technologii ze Stanów Zjednoczonych i Unii Europejskiej. Przykładem zaskakującego wzrostu chińskiego importu jest węgiel kamienny. Chiny są największym na świecie producentem węgla. A mimo to w ostatnich miesiącach nastąpiło tak wielkie zapotrzebowanie Chin na węgiel, że gwałtownie wzrósł jego import nawet z Kolumbii (odległość 16 tys. km). Import ten wiąże się z popytem chińskich elektrowni i stalowni. Jakie jest jednak przeznaczenie wytapianej stali, a zapewne i metali kolorowych (np. produkcja aluminium jest bardzo energochłonna)?

Nieproporcjonalny do stanu gospodarki import (zwłaszcza przy podejrzeniach o zawyżeniu dynamiki PKB w oficjalnych statystykach) może wskazywać na skorzystanie z okazji (np. tanie zakupy surowców i półproduktów) lub na zwiększanie rezerw strategicznych lub na wykorzystanie do tajnych zbrojeń.

Jeżeli powyższe dane obrazują efekty mobilizacji gospodarki na potrzeby sił zbrojnych, to Chiny już osiągnęły wielokrotną przewagą w uzbrojeniu w stosunku do każdego kraju świata, a być może również w stosunku do całej reszty świata.

Chiny dysponują również wielomilionową nadwyżką demograficzną mężczyzn w wieku poborowym, która nie musi być wyłącznie skutkiem ubocznym chińskiej polityki demograficznej. Może być jej celem. Ponadto w ostatnich tygodniach lutego 2010 r. nastąpiło zadziwiające tąpnięcie na rynku pracy w Chinach. Nagle „zniknęły” takie masy pracowników, że wynagrodzenia równie nagle wzrosły o ponad 23 %. Jeszcze większe zdumienie budzą wyjaśnienia, że zniknęli pracownicy z głębi kraju, którzy nie powrócili do pracy po chińskim Nowym Roku. W głębi Chin nigdy nie było gęstego zaludnienia. Z drugiej strony ta interpretacja może wskazywać, że zaginieni pracownicy z jakiegoś powodu znajdują się rzeczywiście w głębi kraju. Pytanie: odpoczywają, szukają pracy, czy zostali potajemnie zmobilizowani?

Nie możemy wykluczyć, że Chiny są przygotowane do rozpoczęcia wojny i mogą w każdej chwili dokonać rozwinięcia strategicznego sił zbrojnych (ok. 1-2 miesiące), najpierw w postaci ukrytej mobilizacji (np. pod pretekstem ćwiczeń, operacji antyterrorystycznej, zatrudnieniu przy robotach infrastrukturalnych w głębi kraju, przygotowania do usuwania skutków katastrofy naturalnej), a następnie mobilizacji jawnej, która będzie się odbywać częściowo w czasie trwania działań wojennych. Biorąc pod uwagę przeszkody rzeczne na kierunku natarcia sądzimy, że najdogodniejszy termin w roku kalendarzowym do rozpoczęcia działań zbrojnych to lato, aby związki zmechanizowane osiągnęły wielkie rzeki Rosji już skute lodem.

Dodatkową wskazówkę, do oceny prawdopodobieństwa wybuchu wojny światowej paradoksalnie stanowią negocjacje nad traktatem w sprawie rozbrojenia atomowego. Traktat taki będzie w szczególności zawierał procedury nadzoru nad likwidacją broni atomowej na terytoriach układających się stron. W praktyce w przypadku decyzji kierownictwa politycznego o rozpoczęciu wojny wymusza to wydanie rozkazu do rozwinięcia strategicznego i mobilizacji przed rozpoczęciem nadzoru międzynarodowego nad wykonywaniem traktatu. Przy okazji można wykorzystać czynnik zaskoczenia nad pogrążonymi w pokojowym letargu narodami.

Wojna światowa, nawet jeżeli zostanie sprowokowana przez Stany Zjednoczone, ponownie w większym stopniu dotknie inne niż amerykański kontynenty. Będzie toczyć się głównie na euroazjatyckim teatrze działań wojennych. Jak prawie sto lat temu, oraz jak siedemdziesiąt lat temu. Znowu…

Tomasz Urbaś

Szokujące wiadomości z Unii na temat skutków spożywania GMO

Wleję w Wasze serca nieco optymizmu. Kiedy wydaje się, że ludzkość jest bezmyślna i totalnie nieświadoma zagrożeń, jakie wiążą się z potajemnym zaprowadzaniem faszystowskiego Nowego Porządku Świata i rządu światowego, kiedy ręce opadają, bo wydaje się, że ludzie pozostają głusi na wszelkie ostrzeżenia, kiedy wydaje się, że nie ma już ratunku, okazuje się, że nie jest z nami aż tak źle.

Nie mający za grosz sumienia, pociągający za sznurki światowej polityki psychopaci obsadzili wszystkie strategiczne pozycje w polityce i gospodarce, a nawet nauce i nie cofną się przed żadnym, najgorszym nawet bestialstwem, ale – ponieważ stanowią oni zaledwie 6% populacji – muszą korzystać z pracy zwykłych urzędników. A ci psychopatami nie są. Oznacza to, że mają oni zwyczajne, ludzkie sumienie, które nie pozwala im działać na szkodę własnych rodzin, przyjaciół, sąsiadów, narodu czy całej ludzkości. Ci zwykli obywatele są najsłabszym ogniwem w łańcuchu przestępczych knowań dążących do władzy bandytów. Łańcuch jest tak mocny, jak jego najsłabsze ogniwo, dlatego ten łańcuch rwie się coraz bardziej.

Z tego powodu do sieci przeciekają ściśle tajne plany (szczepienia na świńską grypę), ujawniane są fałszerstwa pseudo-naukowców (szwindel klimatyczny) oraz liczne inne nadużycia i przekręty. Trudno jest rządzić nieświadomymi masami, gdy te są o wszystkim dokładnie poinformowane.

Komisja Europejska próbuje przeforsować obowiązek wprowadzania GMO w Unii, ponieważ mimo straszenia pozywaniem opornych państw do Trybunału nie widać entuzjazmu dla tego cudownego „postępu naukowego”. Ale zamiast sukcesu zalicza koleją klęskę, tym razem bardzo poważną.

Europejski Komisarz ds. Zdrowia i Spraw konsumenckich John Dalli przyznaje, że system bezpieczeństwa żywności w UE musi się zmienić. Komisarz odpowiadał na pytania José Bové, wiceprzewodniczącego Komisji ds. Rolnictwa Parlamentu Europejskiego. Bove wezwał do „drakońskich” reform EFSA

Profesor Andrés E. Carrasco, słynny argentyński embriolog z Uniwersytetu w Buenos Aires zaprezentował szokujące wyniki dotyczące herbicydu Roundup, używanego w 70% wszystkich upraw GMO, który powoduje deformacje twarzy i uszkodzenia systemu nerwowego płodów ludzkich.

Minister Rolnictwa Walonii wezwał do reformy rolnictwa opartej na jakości.

Minister Środowiska Regionu Bruksela ogłosiła, że właśnie dzisiaj rząd regionalny stolicy Unii Europejskiej także podjął decyzję, by być regionem wolnym od GMO.

Batalia przeciw GMO jest czymś więcej niż tylko sprawą technologii. Chodzi tu o różnorodne i ekologiczne rolnictwo oraz rozwój obszarów wiejskich, praktykowane przez niezależnych rolników, produkujących produkty wysokiej jakości, a nie o zorientowany na towary globalny agro-biznes.
Poniżej szczegóły – prosimy o szerokie nagłośnienie!
Jadwiga Łopata, laureatka Nagrody Goldmana (ekologiczny Nobel)
==========================

ICPPC – International Coalition to Protect the Polish Countryside,
Międzynarodowa Koalicja dla Ochrony Polskiej Wsi
34-146 Stryszów 156, Poland tel./fax +48 33 8797114 biuro@icppc.pl www.icppc.pl www.gmo.icppc.pl www.eko-cel.pl
Przeczytaj – „Zmieniając kurs na życie. Lokalne rozwiązania globalnych
problemów”, autor: Julian Rose www.renesans21.pl

  • Uczestnicy konferencji usłyszeli szokujące dowody, że jeden z najważniejszych herbicydów powoduje deformacje płodów ludzkich,
  • Grupa Carrefour Group jest wśród głównych sieci handlowych, które obiecują utrzymać handel wolny od GMO,
  • Ministrowie deklarują Brukselę jako region wolny od GMO.

Brussels, 16/09/2010 – John Dalli, Europejski Komisarz ds. Zdrowia i Spraw Konsumenckich wysłuchał ostrej krytyki od uczestników konferencji „Regiony Wolne od GMO” w Brukseli w dniu 16 września 2010 r. Dalli szczegółowo wyjaśnił propozycję Komisji, dotyczącą przekazania krajom członkowskim prawa do zakazu uprawy roślin genetycznie modyfikowanych, jednak przyznał delegatom, że Europejski Urząd ds. Bezpieczeństwa Żywności powinien być zreformowany (EFSA).

Komisarz odpowiadał na pytania José Bové, słynnego znanego rolnika i wiceprzewodniczącego Komisji ds. Rolnictwa Parlamentu Europejskiego. Bove wezwał do „drakońskich” reform EFSA. Jeden z delegatów nazwał EFSA „farsą drzwi obrotowych i kontroli przez korporacje”. Dalli odpowiedział, że jako nie-naukowiec nie jest w stanie ocenić jakości pracy EFSA, ale przyznał, że była krytyka Urzędu w wielu dziedzinach i zaprosił Bové i inne organizacje pozarządowe do uczestniczenia w procesie reform. Dodał, że ostatnie przypadki zanieczyszczenia modyfikowanymi genetycznie ziemniakami ‘Amadea’ firmy BASF w Szwecji umocniły jego przekonanie, że należy wzmocnić monitoring GMO w całym procesie produkcji.

Bové podsumował uczucia delegatów: „Nikt nie może nas zmusić do konsumpcji GMO lub niszczyć naszego rolnictwa dla GMO. To jest wybór polityczny, dla którego dzisiaj tu jesteśmy.”

Benoit Lutgen, Minister Rolnictwa Walonii wezwał do reformy rolnictwa opartej na jakości: „Jest to jeden z powodów, dla którego Walonia jest członkiem sieci regionów wolnych od GMO”.

Evelyn Huytebroeck, Minister Środowiska Regionu Bruksela ogłosiła, że właśnie dzisiaj rząd regionalny stolicy Unii Europejskiej także podjął decyzję, by być regionem wolnym od GMO.

Konferencja, która odbywa się w budynku Parlamentu Europejskiego, zgromadziła 300 przedstawicieli regionów wolnych od GMO, inicjatyw obywatelskich, rolników, organizacji ekologicznych i konsumenckich z wszystkich państw członkowskich oraz członków Parlamentu Europejskiego. Liczba wszystkich regionów wolnych od GMO oraz gmin w UE przekroczyła 4 000 wraz z najnowszym członkiem – Brukselą, stolicą Unii Europejskiej.

Komentując propozycję Komisarza Dalli, by oddać decyzje o dopuszczaniu upraw roślin modyfikowanych genetycznie państwom członkowskim, w imieniu organizatorów konferencji wypowiedział się Benedikt Haerlin: „Doceniamy fakt, że w końcu wydaje się, że Komisja akceptuje, że nie można zmusić do GMO obywateli i rolników europejskich. Jednak, panu Dalli nie udało się odnieść do poważnych spraw, jak zdrowie i zagrożenia środowiskowe, które muszą być uregulowane na poziomie Wspólnoty.”

Profesor Andrés E. Carrasco, słynny argentyński embriolog z Uniwersytetu w Buenos Aires zaprezentował szokujące wyniki dotyczące herbicydu Roundup, używanego w 70% wszystkich upraw GMO, który powoduje deformacje twarzy i uszkodzenia systemu nerwowego płodów ludzkich. Z powodu publikacji badań w sierpniowym wydaniu pisma „Chemical Research in Toxicology” (Badania chemiczne w toksykologii) prof. Carrasco został fizycznie zaatakowany przed prezentacją swoich prac w Ameryce Południowej.

Haerlin dodał „Batalia przeciw GMO jest czymś więcej niż tylko sprawą technologii. Chodzi tu o różnorodne i ekologiczne rolnictwo oraz rozwój obszarów wiejskich, praktykowane przez niezależnych rolników, produkujących produkty wysokiej jakości, a nie o zorientowany na towary globalny agro-biznes. Jest to punkt zwrotny dla następnej reformy Wspólnej Polityki Rolnej”.
GMO – poprawiacze Pana Boga

To podejście zostało poparte przez przedstawicieli największych firm produkujących i sprzedających żywność, włącznie z Grupą Carrefour i EDEKA Nord. Przyrzekli oni utrzymać swoją politykę bez GMO, w stosunku do produktów, które muszą być znakowane zgodnie z aktualnym prawem UE. Delegaci powtórzyli swoje dawne żądania obowiązkowego znakowania produktów od zwierząt żywionych paszami GMO. Dobrowolne systemy znakowania produktów wolnych od GMO: mięsa, mleka i jaj istotnie zwiększyły ich udział na rynku i pokazały potrzebę konsumentów do zagwarantowania przejrzystości i swobody wyboru.

Uczestnicy konferencji ostrzegli Radę Europy i Parlament Europejski przed targowaniem się zdrowiem i bezpieczeństwem środowiskowym w związku z krajowymi zakazami uprawy roślin modyfikowanych genetycznie, które są faktem. Zamiast tego powinno być wprowadzone moratorium na dopuszczenia GMO na poziomie UE, do czasu aż Komisja rozstrzygnie problemy oceny ryzyka, prawa o ścisłej czystości nasion aż do rozważenia społeczno-ekonomicznych skutków dla rolników i producentów żywności.

Więcej informacji na stronie: http://www.gmo-free-regions.org/conference2010/press.html

http://alexirin.wordpress.com/

Raport: Europa w punkcie krytycznym

Wydaje się, że polska opinia publiczna jest zaabsorbowana wyłącznie sprawami krajowymi albo w ogóle nie istnieje. Jednak mimo tego, że świadomość ekonomiczna Polaków jest obecnie niska (wskutek tzw. polityki śmieciowej), polski punkt widzenia na kwestie europejskie rysuje się z całą ostrością. Po ogłoszeniu, że zadłużenie publiczne w Polsce sięga horrendalnej kwoty ok. 3 bilionów złotych, staje się jasne, że jest ona kolejnym po Grecji krajem niszczonym przez sztucznie wywołany kryzys ekonomiczny. Niebawem ten punkt widzenia przestanie być uznawany za radykalny i stanie się powszechny.

Współcześnie nikt nie wątpi, że bezpieczeństwo i rozwój ekonomiczny są współzależne. Dzisiaj, co jest szczególnie ważne, pryska mit bezpieczeństwa Polski, zarówno gdy chodzi o suwerenność jak i sprawy egzystencjalne. Przypomnijmy, że u podstaw polityki wszystkich poprzednich rządów leżało przeświadczenie, że bezpieczeństwo zewnętrzne (militarne i ekonomiczne) nie podlega dyskusji. W latach 2005-2006 przeświadczenie to zostało nadwyrężone wskutek zagrożenia bezpieczeństwa energetycznego w wyniku niemiecko-rosyjskiego projektu Nord Stream. Teraz widać wyraźnie, że sprawy europejskie przybierają niebezpieczny kierunek. Potrzeba analizy zmian zachodzących na scenie europejskiej jest więc oczywista. Nie idzie jednak ona w parze z analitycznymi zdolnościami rządu (ośrodki analityczne zostały zlikwidowane, zwłaszcza te obejmujące studia strategiczne). Niezdolność rządu do analizy i oceny obecnej sytuacji jest sama w sobie poważnym zagrożeniem dla bezpieczeństwa.

W poprzedniej części (patrz: EEM Specjalny 2/2010) szerzej omówiono kryzys w Grecji i jego bezpośrednie konsekwencje dla tego kraju. Było to konieczne, ponieważ na temat kryzysu w Grecji przeważają oceny tendencyjne i powierzchowne. Istotnym czynnikiem tego kryzysu był przemyślany i rozpoznawalny kilka miesięcy przed uderzeniem atak spekulacyjny ze strony zagranicznego kapitału finansowego. Inne czynniki miały podrzędne znaczenie. Wskutek tego ataku oraz późniejszych, celowych działań Niemiec i MFW, Grecja praktycznie utraciła suwerenność, została postawiona fałszywie w stan oskarżenia, utraciła możliwości jakiejkolwiek obrony przed rozgrabieniem majątku publicznego, a co najważniejsze – zagrożone zostały podstawy egzystencji narodu.

Obecnie trwa specyficzna demonstracja siły MFW, który rygorystycznie kontroluje realizację warunków „pomocy” Grecji, a w istocie rzeczy wprowadza rozwiązania quasi okupacyjne.

Wspomniany wcześniej atak spekulacyjny zachwiał również konstrukcją wspólnej waluty EURO (obowiązującej w Grecji). Na ten temat pojawiło się również sporo nieporozumień. W istocie rzeczy system wspólnej waluty nie doznał większego uszczerbku, a więc panika w tego powodu jest przesadna. Jednak osłabienie i zagrożenie wspólnej waluty nie ulegają dyskusji. Zaistniały trzy nowe i niestety przykre konsekwencje dla strefy EURO i całej Unii. Po pierwsze, ambicje przekształcenia EURO w pieniądz międzynarodowy (czyli główny motyw tworzenia wspólnej waluty) stały się zupełnie nierealistyczne, przynajmniej na kilka lat. A to oznacza, że również aspiracje do budowy europejskiego centrum finansowego zostały skutecznie podważone. Nie można wykluczyć, że ten motyw „odstraszania” w imię podtrzymywania słabnącej siły dolara amerykańskiego jako pieniądza międzynarodowego odegrał niebagatelną rolę. Po drugie, pod znakiem zapytania stanęła sprawa dalszego rozszerzenia strefy EURO, jako że racje przemawiające za przystąpieniem dalszych krajów do wspólnej waluty zostały mocno nadwyrężone. Ten temat jest dobrze znany w aktualnej publicystyce ekonomicznej; nie warto go dalej roztrząsać. Po trzecie i najważniejsze, okazało się, że bezpieczeństwo finansowe krajów strefy EURO jest czystą iluzją, ponieważ podobne ataki spekulacyjne (jak na Grecję) mogą objąć szeroki wachlarz innych krajów. Co więcej, ze strony organizatorów tego ataku padają zapowiedzi i ostrzeżenia wskazujące na chęć powtórzenia ataku. Okazało się, że wywoływanie kryzysów ekonomicznych stało się praktyką zarobkową, której rządy nie potrafią lub nie chcą zablokować. A to oznacza, że budzimy się w innym świecie, w którym agresja ekonomiczna jest dopuszczalnym środkiem osiągania zysków. W tym świecie nie ma już miejsca na iluzje o bezpieczeństwie narodowym.

Żaden kraj europejski nie może się czuć bezpiecznie.

Prof. dr hab. Artur Śliwiński

http://www.monitor-ekonomiczny.pl/

Niemcy chcą nowej unii walutowej

Niemcy coraz mocniej naciskają na reformę unii walutowej i zmiany Traktatu Lizbońskiego. Jednym z pomysłów forsowanych przez rząd kanclerz Angeli Merkel jest stworzenie unii walutowej, składającej się tylko z krajów prowadzących odpowiedzialną politykę fiskalną.

Niemiecki profesor ekonomii z uniwersytetu w Tybindze, Joachim Starbatty mówi wprost: “- Należy zbudować nową unię walutową złożoną z krajów, które prowadzą odpowiedzialną politykę fiskalną: Niemiec, Holandii, Austrii, Finlandii, Francji”. Jego zdaniem takie rozwiązanie byłoby dobre także dla samej Grecji. Zamiast drastycznych oszczędności, załamania gospodarczego, a zapewne i bankructwa, kraj mógłby zdewaluować swoją walutę i w ten sposób znów stać się konkurencyjny.

Na tym tle dojść może do ostrego konfliktu między kanclerz Merkel a nowym premierem Wielkiej Brytanii, Davidem Cameronem, podczas jego pierwszej podróży zagranicznej, którą dziś rozpoczyna. Brytyjskie media piszą o niej że może ona przebiegać nie tylko w chłodnej, ale wręcz w lodowatej atmosferze.
Cameron zamierza przypomnieć pani Merkel, że obiecał Brytyjczykom przeprowadzenie referendum w sprawie nowego traktatu unijnego. Jakkolwiek może być trudno poddać pod głosowanie przyjęty już Traktat Lizboński, tak jego reformę Wielka Brytania z pewnością zablokuje.
Ofensywa Niemiec jest rzeczywiście bez precedensu.
“- Angela Merkel podjęła decyzję, aby uzyskać większość w Bundesbanku dla 750-miliardowego europejskiego mechanizmu stabilizacyjnego. To pierwszy przypadek, kiedy Niemcy samodzielnie walczą z kryzysem, a nie we współpracy z innymi krajami UE. Stąd zaniepokojenie rynków” – mówi w rozmowie z “DGP” Philippe Moreau Defarges, ekspert Francuskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych (IFRI).
Niemiecki minister finansów Wolfgang Schaueble chce jednak pójść o wiele dalej. Zamierza m.in. zaproponować wprowadzenie przez wszystkie kraje Unii maksymalnych limitów zadłużenia, a także ustanowić kary za łamanie kryteriów z Maastricht (łącznie z odebraniem Funduszy Spójności oraz zawieszeniem prawa do głosowania w Radzie UE). To wymagałoby jednak zmiany traktatu lizbońskiego, a więc jednomyślnego poparcia wszystkich krajów UE. Jest to w istocie droga w kierunku unijnego “rządu gospodarczego”, przed czym Londyn zawsze się bronił.

konserva

Grecki szlak do końca euro

W ostatnich tygodniach doszło do największego kryzysu w historii strefy euro i jednocześnie do jej najbardziej radykalnego przeobrażenia. Ten kryzys jest pierwszą, „miękką”, zapowiedzią katastrofy, która najprawdopodobniej czeka europejskie finanse w najbliższych dziesięcioleciach. Przeobrażenie natomiast jest twardym dowodem na to, że od strefy euro należy się trzymać jak najdalej. Jeśli ktoś miał pewne zastrzeżenia co do tego, czy warto w Polsce przyjąć wspólną walutę (bo wiążą się z tym istotne plusy), to od 10 maja nie powinien mieć specjalnych wątpliwości, że będzie to rozwiązanie szkodliwe.

Gabriel Laub stwierdził, że demokracja jest systemem, w którym nikt nie jest tak mało ważny, żeby nie mógł zaszkodzić innym. Wydaje się, że obecna sytuacja w Grecji dostarcza jednej z najbardziej brutalnych i skrajnych egzemplifikacji tego faktu. Tłumy, podburzane przez znane z tradycji bezpardonowego rabowania gospodarki związki zawodowe i lobby budżetówki, rozpoczęły zamieszki, o których ktoś lakonicznie powiedział „Grecja rozpoczęła naszą cywilizację – teraz wygląda na to, że ją zakończy”.

O ile sama cywilizacja Zachodu póki co nie jest zagrożona, o tyle jej podstawy gospodarcze opierają się na bardzo chwiejnych fundamentach. Grecja jest oczywiście bękartem państwa dobrobytu, jednym z najlepszych przykładów społeczeństwa konsumpcyjnego, które nie przejmuje się ani deficytem budżetowym, ani długiem publicznym (można nawet ironicznie stwierdzić, że jeśli komuś marzy się Polska, w której się dobrze płaci urzędnikom i budżetówce, to niech spojrzy w kierunku Grecji). W dodatku od czasu powstania strefy euro była „pasażerem na gapę”, gospodarką napędzaną iluzją, że w razie kłopotów fiskalnych wszystkie inne państwa dokonają zrzutki na wykupienie bankruta. Niemniej jednak kłopoty Grecji są ostrzeżeniem dla całej Europy, ponieważ ukazują przyszłość, jaka prędzej czy później czeka inne kraje bloku.

Prawa ekonomii są nieubłagane: dobrobytu nie da się budować ciągłą redystrybucją środków za pośrednictwem urzędników. W długim okresie doprowadzi to do konsumpcji kapitału. Zadłużanie się państwa będzie skutkowało ciągle rosnącym długiem publicznym i koniecznością ogłoszenia w końcu bankructwa – przez niemożliwość dalszego powiększania zadłużenia i spłaty dotychczasowego. Grecja będąc bankrutem skorzystała na wejściu do UE, podobnie jak kilka innych krajów bankrutów. Jednym z bodźców, które skłoniły kraje do stworzenia Unii Europejskiej była ciekawa symbioza między zbankrutowanymi krajami, takimi jak Grecja, czy Belgia, a Niemcami. Biedne kraje otrzymały bezpośrednią pomoc w postaci dodatkowych funduszy, a do tego korzystały w strefie euro z efektu zewnętrznego – dzięki temu, że należą do tej strefy mogły emitować dług publiczny oprocentowany niżej niż gdyby były krajem niezależnym. Bogatsze kraje z kolei uzyskały możliwość tworzenia prawa, które sprzyjało ich interesom – na przykład przez otwarcie „regulowanego rynku”, w którym rozmaite standardy europejskie promowały firmy z wybranych krajów. Ot, jeden z ważnych elementów merkantylistycznej Europy.

Niestety jednak łączenie zbankrutowanych państw razem może tylko rozmyć negatywne konsekwencje zadłużenia i pozwolić na parę „tłustych lat” życia na kredyt, ale nie uchroni przed koniecznością zapłaty rachunków. W obecnej sytuacji dodatkowym wybuchowym czynnikiem są wewnętrzne tarcia – Niemcom i innym krajom w relatywnie dobrej sytuacji fiskalnej wcale nie śpieszy się do pomocy bankrutującym Grekom. Głównie dlatego, że wiedzą, iż ta pomoc zostanie przejedzona, a oszczędności będą prowizoryczne. Do tego pojawia się kolejny problem – skoro Grecy mogą sobie wypłacać czternastki, szaleć na koszt całej UE i nie płacić za to rachunku, to dlaczego inne kraje mają się tym przejmować? Sytuacja fiskalna Irlandii, czy Hiszpanii wcale nie wygląda różowo, a rynek już zaczął dyskontować dług publiczny Portugalii. Bardzo możliwe, że Belgia lada moment przestanie być państwem, co będzie stanowiło wyzwanie prawne dla obecnej Unii a także zrodzi dotkliwy ekonomicznie problem przejęcia przekraczającego PKB belgijskiego długu publicznego.

Cywilizacja się na razie nie kończy, ale należy zdać sobie sprawę z tego, że obserwujemy właśnie największy kryzys polityczno-gospodarczy w Unii Europejskiej i strefie euro. W obecnej sytuacji możemy się pokusić o zarysowanie możliwego dalszego rozwoju wydarzeń. Być może UE razem z MFW uda się zamieść problemy pod dywan i oddalić obecne dylematy długów publicznych i deficytów tylko po to, aby obarczyć nimi kolejne rządy lub pokolenia. Tak czy inaczej, prędzej czy później problem musi powrócić. Wtedy wyjścia z sytuacji są dwa. Po pierwsze, może dojść do rozpadu strefy euro w jej obecnej formie i usuwania z niej niezdyscyplinowanych członków takich jak Grecja. Wówczas jednak otwierają się drzwi do rozpadu strefy, do którego mogłoby doprowadzić występowanie z niej kolejnych krajów, częściowo bankrutujących, a częściowo oburzonych rzekomo twardą postawą Niemiec, które nie chcą finansować swych unijnych „partnerów”. Kraje usuwane ze strefy najczęściej doświadczałyby argentynizacji, czyli krachu na rynku długu (publicznego i prywatnego) wraz z postępującą dewaluacją.

Drugie wyjście natomiast, chyba bardziej prawdopodobne, to stworzenie jeszcze mocniejszego niż obecnie imperium europejskiego, w którym aparat prawny przejmowałby coraz większą kontrolę nad procesem stanowienia prawa tak, by utrzymać w ryzach rozpasaną konsumpcję środków publicznych w krajach takich jak Grecja. Wydaje się jednak, że do tego trzeba by było sprytnie przekupić albo skutecznie zaszantażować lokalnych wichrzycieli, bowiem uzwiązkowieni bojówkarze okazują się być dosyć mocną siłą polityczną.

Potwierdzeniem zastosowania drugiego wyjścia są niedawne deklaracje Europejskiego Banku Centralnego, które należy określić jako radykalne i przełomowe. W komunikacie EBC czytamy:

[Bank] przeprowadzi interwencje w strefie euro na rynku prywatnego i publicznego długu (Securities Markets Programme), aby zapewnić głębokość i płynność na tych rynkach, które są dysfunkcjonalne. Celem programu jest zaadresowanie problemów rynku obligacji i odtworzenie właściwego mechanizmu transmisji monetarnej. Zakres interwencji zostanie określony przez Zarząd. Przy podjęciu tej decyzji wzięto pod uwagę oświadczenia rządów strefy euro, że „zastosują wszelkie potrzebne środki do osiągnięcia celów fiskalnych w tym roku i w przyszłych latach zgodnych z procedurami nadmiernego zadłużenia” i dokładne dodatkowe zobowiązania niektórych rządów strefy euro o przyspieszeniu fiskalnej konsolidacji w celu utrzymania stabilności finansów publicznych.

W celu sterylizacji wpływu niniejszych interwencji zostaną podjęte specyficzne operacje, aby zaabsorbować płynność wprowadzoną przez Securities Markets Programme. To zapewni, że polityka pieniężna nie będzie naruszona.

O co chodzi w tym komunikacie i do czego zobowiązał się w nim EBC? Zdecydował się tak naprawdę na monetyzację (spieniężenie) długów publicznych, czyli skupowanie obligacji rządowych. Nie tylko greckich, ale w ogóle wszelkich długów publicznych w strefie euro. Tym jednym komunikatem EBC przekreślił wszystkie papierowe obietnice o niezależności politycznej i dbaniu o siłę europejskiej waluty. W końcu stało się jasne to, co było oczywiste dla wielu przeciwników pieniądza dekretowanego: EBC nie stoi ponad ładem politycznym, ale jest głęboko w niego wpasowany i w razie kłopotów będzie drukował pieniądze na pokrycie długów państwowych. Tym samym wielu „realistycznym” zwolennikom strefy euro, sympatyzującym z poglądami prorynkowymi, został wytrącony z rąk jeden z koronnych argumentów na rzecz zamiany złotego na euro w Polsce.

EBC próbuje przekonać naiwnych, że to rozwiązanie nie jest groźne, ponieważ rządy zadeklarowały się stosować do odpowiednich procedur związanych z dużym długiem publicznym. Procedur, które same uchwaliły, które same w przeszłości łamały i które same mają na sobie egzekwować. To chyba jeden z bardziej dobitnych przykładów bycia „sędzia we własnej sprawie”. Zresztą, dlaczego mamy wierzyć w to, że rządy dotrzymają procedur, które same wymyśliły, skoro nie jest w stanie tego zrobić rzekomo apolityczny bank centralny?

O co chodzi z „mechanizmem transmisji pieniężnej” i jego przywróceniem? W momencie wystąpienia kryzysu zaczęły rosnąć stopy procentowe. W celu walki z tym wzrostem EBC obniżył swoje stopy procentowe. Problem jednak polega na tym, że są to krótkoterminowe stopy procentowe. „Rynek” natomiast, dostrzegając kiepską wypłacalność (realną lub nominalną) wielu instytucji w długim okresie, w tym rządów, zaczął podnosić długoterminowe stopy procentowe (nie znajdujące się pod bezpośrednią kontrolą banku centralnego), doliczając do rentowności instrumentów o dłuższej zapadalności premię za ryzyko kredytowe lub inflacyjne. Tak więc EBC stwierdził, że obserwowana dysproporcja między stopami długoterminowymi a krótkoterminowymi musi zostać zatrzymana poprzez druk pieniądza i kupno długu publicznego. A tak naprawdę chodzi o kupienie dodatkowego czasu dla bankruta.

Uderzający jest również drugi akapit oświadczenia. EBC zdaje sobie sprawę z tego, że będzie w ten sposób drukował pieniądze, co może stanowić potencjał inflacyjny. Zaraz się jednak asekuruje, że przeprowadzi operacje „sterylizujące płynność”, czyli odciągające część środków od ekspansji pieniężnej, która mogłaby zostać nakręcona tym dodrukiem. Możemy się tylko domyślać, jaką formę to przyjmie, ale prawdopodobnie będzie to w tej czy innej formie odciągnięcie środków od sektora prywatnego. Co oznacza pogłębiony efekt wypychania, a więc redystrybucję środków od sektora rynkowego w stronę urzędniczej konsumpcji, której za pomocą wydatków publicznych dopuszcza się władza.

W zasadzie można by przytoczyć starą, do znudzenia powtarzaną opowieść o tym, że rządowe interwencje nie rozwiązują w długim okresie problemów, lecz prowadzą do kolejnych. Kraje zachodnie łudziły się, że prosperity można osiągnąć poprzez druk pieniądza i stymulowania gospodarki długiem. A jak sektor prywatny bogacił się pustym pieniądzem, to również korzystał z tego sektor publiczny (mając relatywnie wysokie wpływy podatkowe i niską cenę finansowania). Sęk w tym, że taka bańka się kończy, pociągając za sobą poważne kłopoty dla sektora publicznego.

Efektem tej mieszanki długu i inflacji jest konsumpcja kapitału i nieuchronny kryzys, w trakcie którego przychodzi czas na takie radykalne działania jakich podjął się EBC. Tym sposobem Unia czyni kolejny krok w już nie tak powolnej drodze do państwowego planowania, które wraca dużo szybciej niż się jeszcze niedawno mogło wydawać. Przerobiliśmy kolejną lekcję, że wzrostu gospodarczego nie da się tworzyć państwową polityką gospodarczą. Czy na pewno musimy znowu przerabiać lekcję, że państwowe planowanie nie będzie efektywnym systemem? Wbrew pozorom takich lekcji można się uczyć bez bezpośrednich doświadczeń.

Tak, czy inaczej, od strefy euro należy się trzymać raczej daleko. Polska powinna zreformować swój cały system bankowy i finansowy, bo wpaść w podobne jak Europa tarapaty można również mając płynnego złotego, ale to już temat na inną dyskusję.

Tomasz M.

http://gadzet-gieldowy.gazeta.pl/

Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.

Join 139 other followers