Fluor szkodzi!

Gorszy od ołowiu

Niewielu ludzi wie, że fluor tak naprawdę jest trucizną. Często też jest głównym składnikiem leków psychotropowych, a także… trutek na insekty. Opublikowane niedawno badania wykazały, że fluor dodawany do wody MOŻE SPOWODOWAĆ poważne zaburzenia genetyczne, odwapnienie kości, raka. Jest gorszy od ołowiu! A w Polsce, innych krajach byłego bloku komunistycznego oraz m.in. w Wielkiej Brytanii wodę się od lat fluoryzuje. Wiele krajów demokratycznych nie wprowadziło jednak tego zwyczaju. Dlaczego? (Na zdjęciu widać zniekształcenia twarzy na skutek fluorozy!)

Otóż nikt nigdy nie przeprowadził szczegółowych badań nad skutkami długotrwałego zażywania fluoru. Owszem, mówi się oficjalnie, że fluor jest bezpieczny, o ile nie przekracza się pewnej ustalonej dawki. Ale jeśli ludzie piją dużo wody z kranu (nawet przegotowanej), często myją zęby pastą z fluorem (a niezwykle trudno jest kupić inną), to jak mogą być pewni, że wielokrotnie nie przekraczają takiej dawki? Podobnie jest z aspartamem, słynnym słodzikiem bez kalorii. Jest bezpieczny, gdy spożywamy go w niewielkich ilościach. Tyle tylko, że tak wiele różnych artykułów spożywczych go zawiera: soki, wody gazowane, witaminy, cukierki itp. Można się nim nafaszerować po dziurki w nosie, a producenci rozłożą ręce i powiedzą: przecież zawartość aspartamu w naszym produkcie jest dopuszczalna i bezpieczna!

Rodzi się pytanie: skoro tak wielu uznanych naukowców od dziesięcioleci próbuje zainteresować władze szkodliwością fluoru, to dlaczego nikt nic nie robi? Kiedy nie wiadomo, o co chodzi, zazwyczaj chodzi o pieniądze, i być może władzę nad ludźmi.

Totalitarna kontrola umysłów

Od początku XX wieku wiedziano, że podawanie ludziom niewielkich dawek fluoru sprawia, że są bardziej ulegli i podatni na manipulacje. Gdy więc podczas II wojny światowej hitlerowcy szukali sposobu, by otumanić więźniów obozów koncentracyjnych, zaczęli podawać im duże dawki fluoru w wodzie pitnej. Produkcję fluoru zlecili koncernowi I. G. Farben z Frankfurtu.

Po zakończeniu wojny do Niemiec przyleciał wysłannik rządu USA, Charles Eiliot Perkins, chemik, który miał przyjrzeć się hitlerowskim metodom kontroli umysłów. Odnalazł on dokumenty stwierdzające, że zanim wybuchła wojna niemiecko-radziecka w 1941 roku, oba totalitarne reżimy wymieniały się informacjami na temat sposobu panowania nad masami. „Bolszewicy uznali dodawanie leków do wody jako idealny sposób na skomunizowanie świata” – napisał w raporcie. Fluor, nadawał się do tego celu znakomicie – nie dość, że wywoływał w umysłach pożądane reakcje, to jeszcze można było uzasadnić jego użycie tym, że chroni zęby. Z trucizny zrobiono lekarstwo.

Ale to sami Amerykanie rozpropagowali cudowne właściwości fluoru. Fabryki koncernu I. G. Farben jako jedyne nie były bombardowane przez aliantów – pewnie dlatego, że wielu amerykańskich biznesmenów ulokowało tam duże pieniądze, m.in. rodzina Mellonów. Po wojnie Mellonowie założyli Amerykańskie Przedsiębiorstwo Aluminiowe (ALCOA) – a fluor jest toksycznym odpadem przy produkcji aluminium. Coś z nim trzeba było zrobić. ALCOA oraz inne zakłady produkujące fluor sfinansowały badania, z których wynikało, że małe ilości fluoru nie są szkodliwe dla zdrowia. W raporcie całkowicie pominięto szkodliwe skutki oddziaływania tej substancji na organizm i mózg ludzki. Natomiast podkreślono zbawienny wpływ na zęby.

W latach 40. XX wieku w kilku miastach USA rozpoczęto fluoryzację wody, a kilka firm zaczęło dodawać tę substancję do past do zębów, i lawina się potoczyła…

Fluor a próchnica zębów

Niewątpliwie fluor wpływa na budowę i przemianę szkliwa (enamelum). Uszkodzenie szkliwa umożliwia bakteriom dostanie się do zębiny, co powoduje próchnicę zębów(caries dentis). Charakteryzuje się ona demineralizacją uwapnionych części zęba, a potem zniszczeniem substancji organicznej. Komórki szkliwotwórcze (adamantoblasty) po wyprodukowaniu szkliwa zanikają, i niemożliwe jest jego odtworzenie, zregenerowanie szkliwa. Z tego powodu woda jest wzbogacana o sole fluoru. Apatyt fluorowy jest także składnikiem zębiny (dentinum sive substantia eburnea). Warto wiedzieć, że przypadkach nie przylegania dziąsła do szyjki, np. w następstwie kamienia zębowego, zębina na wysokości szyjki może stać się miejscem procesów próchnicznych. Zatem dobrze jest co pewien czas usuwać kamień nazębny u dentysty, ponadto używać pasty, która zapobiega odkładaniu się kamienia na powierzchni zębów.

W lecznictwie wykorzystuje się tabletki fluorowe – Natrium fluoratum (fluorek sodowy) – tabl. do ssania 0,001 mg i tabletki doustne 0,5 mg. Fluorek sodowy jest stosowany do terapii osteoporozy oraz profilaktyki próchnicy zębów. Przyjmowanie tabletek fluorowych oraz past fluorowanych ma znaczenie zapobiegawcze jedynie w okresie tworzenia się i wapnienia związków zębowych, gdy czynne są adamantoblasty, a więc u kobiet w ciąży (u płodu), u dzieci i młodzieży. Badania naukowe nie dowiodły aby fluor przy zębach stałych hamował próchnicę zębów. Jest to biologicznie (fizjologicznie) niemożliwe.

Fluor pobudza osteoblasty (komórki kościotwórcze), wzmaga wzrost kostniny i zapobiega nadwrażliwości zębiny na wahania temperatury. Obecnie w handlu znajduje się bardzo dużo past do zębów zawierających związki fluoru (np. aminofluorek, monofluorofosforan sodowy, fluorek sodowy). Należy uważać i pilnować, aby małe dzieci nie połykały pasty fluorowanej podczas mycia zębów, gdyż może to spowodować bóle brzucha, biegunkę i zatrucie. Past fluorowanych nie powinny używać osoby cierpiące na trądzik o ciężkim przebiegu, dermatozę okołoustną, trądzik sterydowy oraz trądzik różowaty. Badania wykazały, że najbardziej skuteczne w zapobieganiu próchnicy zębów okazało się fluorowanie wody lub soli kuchennej (średnia redukcja próchnicy 50-50%).

Preparaty z fluorem – niebezpieczeństwo przedawkowania

Największymi dostarczycielem fluoru do środowiska są zakłady produkujące aluminium, huty stali, fabryki nawozów fosforowych, mieszanek paszowych, cegielnie i wytwórnie materiałów ceramicznych, a także kominy elektrowni i elektrociepłowni. Z atmosfery związki fluoru dostają się do gleby bezpośrednio w opadach pyłu i z wodami opadowymi oraz resztkami roślinnymi, zawierającymi często duże jego ilości, zwłaszcza w pobliżu źródeł emisji. Fluor jest już bardzo rozpowszechniony w środowisku i należy uważać, by go nie przedawkować, gdyż jego nadmiar działa toksycznie szczególnie na wydzielanie enzymów, co może doprowadzić do uszkodzeń kości i zaburzeń pracy tarczycy, trzustki i nadnerczy.

Nadmiar fluoru może być przyczyną alergii, a w skrajnych przypadkach może dojść do fluorozy przejawiającej się między innymi kropkowatą zmianą zabarwienia zębów. Mimo to pasty z fluorem jako idealny pogromca próchnicy cieszą się wielką popularnością. Naukowcy niemieccy, wobec coraz większej ilości fluoru rozproszonego w naszym środowisku naturalnym, stwierdzili, że dodatkowe wprowadzanie tego pierwiastka do organizmu, które niegdyś było celowe, w dzisiejszych czasach przynosi zdecydowanie więcej szkód niż pożytku. Fluor kumuluje się w kościach, blokuje też wchłanianie magnezu przez organizm, przenikając przez łożysko u kobiet ciężarnych czyni nieodwracalne szkody dla płodu. Badania prowadzone w Śląskiej Akademii Medycznej dowiodły, że nadmiar fluoru, który jest zjawiskiem powszechnym w dużych aglomeracjach miejskich, działa szkodliwie nie tylko na zęby, ale także na ogólny stan zdrowia. W żadnym wypadku nie powinien być dodawany jako dodatek wzbogacający wodę pitną.

Fluor jest bardzo szkodliwy. Jak dotąd oprócz Śląskiej Akademii Medycznej naukowcy i stomatolodzy nie zajęli się tą sprawą, a pasty z fluorem są systematycznie stosowane i reklamowane. Belgia, jako pierwszy kraj na świecie, zabroniła stosowania dodatków fluorowych, które przez dziesiątki lat promowane były jako niezbędny suplement przez dentystów. Minister Zdrowia Publicznego opublikował, że produkty z fluorem są trujące i stanowią wielkie zagrożenie dla zdrowia fizycznego i psychicznego. W raporcie z 1999 roku UNICEF zgłaszał, że rządy państw nie były wystarczająco poinformowane o tym, jak trujący jest fluor – szczególnie dla dzieci, których młody organizm wchłania więcej fluoru niż organizm dorosłego człowieka. Użyteczność fluoru już wcześniej była kwestionowana na całym świecie. W ciągu ostatnich lat specjaliści ostrzegali przed tym pierwiastkiem.

Fluor jest bardzo czynnym składnikiem i przenika głęboko w kości i komórki, gdzie się odkłada. Powierzchnia zębów staje się mocniejsza, ale ząb sam w sobie staje się bardziej kruchy. Z wielu badań wynika, że fluor powoduje problemy ze stawami, deformacje kręgosłupa, osteoporozę i może nawet wywołać raka kości. Również mózg nie może obronić się przed jego skutkami. Fluor ma negatywny wpływ na system nerwowy i system odpornościowy i u dzieci może powodować chroniczne zmęczenie, obniżać poziom IQ, obniżać umiejętności uczenia się, powodować letarg i depresję. Rząd Belgii zaproponował Komisji Europejskiej, by zabronić dodatków fluorowych w całej Unii Europejskiej, ale Komisja stwierdziła, że na to jeszcze za wcześnie!

Zastosowanie Fluoru

Fluor wykorzystuje się przede wszystkim do otrzymywania fluorowanych związków organicznych. Duże zastosowanie ma teflon (polimer tetrafluoroetylenu) i freony. Fluor używa się także do produkcji fluorku uranu, wykorzystywanego w technice jądrowej. W postaci fluorowodoru jest używany do trawienia szkła, porcelany i innych krzemianów, w postaci kriolitu – do produkcji aluminium, emalii, szkła mlecznego, w postaci fluorytu – w hutnictwie (topnik), w przemyśle optycznym, stomatologicznym do zwalczania próchnicy zębów, w postaci fluorku sodowego NaF – do zwalczania szkodników, w postaci fluorku boru BF3 oraz HF jako katalizator, a w postaci fluorokrzemianów Me2SiF6 jako środek dezynfekcyjny w browarnictwie. Dla naszego zdrowia najważniejsza jest informacja, że fluor w bardzo małych stężeniach jest niezbędny do prawidłowego budowania kości i zębów, w skład których wchodzi apatyt. Istotne jest zwłaszcza przyswajanie fluoru przez młode organizmy w okresie kształtowania się kośćca i zębów.

Odpowiedni poziom fluoru w organizmie zwiększa odporność szkliwa zębów na rozpuszczanie w kwasach i przeciwdziała osadzaniu się bakterii na powierzchni zębów. Organizm przyswaja fluor głównie z wodą pitną, ale zawarty w niej poziom jest często niewystarczający. Dlatego na całym świecie fluorkuje się wodę, dodając do niej fluorokrzemian sodu Na2SiF6 lub fluorek sodu NaF. W Polsce robi się to tylko w kilkunastu miastach wojewódzkich. Innym sposobem zapobiegania próchnicy jest fluoryzowanie zębów dzieci w szkołach podstawowych za pomocą żelów zawierających związki fluoru. Preparaty te zawierają wyższe stężenie fluoru. U pacjentów z wysokim ryzykiem próchnicy, dentysta może przepisać specjalny żel do użytku domowego.

Fluorkowanie wody jest sprawdzonym i bezpiecznym sposobem walki z próchnicą, jeśli nie przekroczy się zalecanej normy! Optymalne stężenie fluorku sody w wodzie to 0,7 do 1,2 mg\l. Jeśli żyjesz w rejonie gdzie woda jest fluorkowana lub podlega innemu rodzajowi fluoryzacji endogennej (fluorowane mleko, tabletki) używaj niewielką ilość pasty (wielkość owocu porzeczki) unikaj połykania pasty, płukanek. Nadmiar fluoru jest przyczyną fluorozy – objawiającej się przebarwieniem szkliwa (brązowe lub białe plamy). Szczególną uwagę radzę poświęć dzieciom – zęby w czasie rozwoju szczególnie podatne są na zbyt wysoki poziom fluoru.

Fluor charakteryzuje się bardzo wysoką toksycznością. Wolny pierwiastek jest bardzo agresywny w stosunku do komórek ciała. Powyżej dawki dziennej 0,15mg jest silnie trujący. Zatrucia występują w hutach aluminium, fabrykach nawozów sztucznych i kopalniach apatytu.

Fluorek amonowy NH4F – biała substancja krystaliczna o silnym zapachu amoniaku, w temperaturze 40°C rozkłada się , wydzielając amoniak i przechodząc w kwaśny fluorek amonowy; również w roztworze wodnym rozkłada się. Otrzymywany przez reakcję wodorotlenku amonowego i kwasu fluorowodorowego i następnie krystalizację. Stosowany w analizie chemicznej, metalurgii, galwanotechnice i do trawienia szkła.

Fluorek sodowy NaF – biały krystaliczny proszek, topnieje w temperaturze 988°C, temperatura wrzenia 1700°C, słabo rozpuszczalny w wodzie. Otrzymywany przez wprowadzenie fluorowodoru do roztworu wodorotlenku sodowego lub węglanu sodowego. Stosowany do impregnowania drewna, jako środek bakteriobójczy w przemyśle fermentacyjnym.

Fluorek wapniowy CaF2 – bezpieczna substancja krystaliczna. Temperatura topnienia 1403°C, temperatura wrzenia 2500°C, trudno rozpuszczalny w wodzie. Występuje w przyrodzie w minerale fluorycie. Otrzymywany przez działanie kwasem fluorowodorowym na węglan wapniowy. Stosowany do otrzymywania fluorowodoru, do trawienia szkła, jako składnik emalii.

Fluor jest często występującym pierwiastkiem w przyrodzie. Występuje głównie w postaci minerałów: fluorytu CaF2, apatytu Ca5(PO)4*3(OH,F) i kriolitu Na3AlF6. Zajmuje on pod względem rozpowszechnienia w skorupie ziemskiej 15 miejsce (procenty wagowe).

Fluoroza

Fluor jest niepotrzebny gdyż:
- Dzieci mogą mieć zęby w idealnym stanie bez spożywania fluoru.
- Korzystniejsze jest miejscowe, a nie ogólne stosowanie środków zawierających fluor.
- Większość krajów Europy Wschodniej odrzuciła fluorowanie wody pitnej.
- Gdyby fluor był potrzebny młodemu organizmowi, znajdowałby się w mleku matki w dużej ilości, tymczasem jest go jedynie 0,01ppm czyli 100x mniej niż wodzie fluorowanej.
- Dzieci zamieszkujące obszary nie objęte programem fluorowania wody pitnej, otrzymują wystarczający poziom fluoru z pożywienia.
Fluor jest niebezpieczny gdyż:
- Gromadząc się w kościach zwiększa ich kruchość i podatność na złamania.
- Gromadząc się w szyszynce zmniejsza produkcję melatoniny.
- przedawkowanie fluoru powoduje fluorozę,
- Istnieją podejrzenia, że ma związek ze zwiększeniem zapadalności na osteoporozę.
- Zwiększenie stężenia fluoru w wodzie powyżej 1ppm powoduje zwiększenie      wchłaniania ołowiu i aluminium przez mózg!
- Mieszkańcy krajów, w których stężenie fluoru w wodzie jest większe niż              3ppm są mniej płodni.
- Powoduje wzrost agresji wśród dzieci.
- Ma bardzo niewielkie zastosowanie w terapii.

Pasty do zębów bez fluoru: (jest ich o wiele więcej :-)


CaviStat – zawiera składniki normalnie obecne w produktach spożywczych, takich jak aminokwas arginina oraz dwuwęglan i węglan wapnia. Nie zawiera natomiast ani śladu fluoru, składnika mineralnego kości i zębów, stosowanego do walki z próchnicą od dziesięcioleci. Dzięki temu jest bezpieczna dla małych dzieci, które mają tendencje do połykania pasty.
Nenedent – pasta bez fluoru dla dzieci – Jest przeznaczona dla dzieci otrzymujących optymalna dawkę fluoru lub przyjmujących tabletki fluorowe.Żel krzemowy dokładnie czyści i poleruje zęby mleczne, delikatnie usuwa osad nazębny. Ksylitol wspomaga remineralizację, hamuje rozwój bakterii powodujących próchnicę. Posiada smak Jabłkowo – bananowy.
Tołpa Chamosal Dent Junior – bioaktywna pasta bez fluoru dla dzieci.
Szałwiowa pasta do zębów – Ziaja – Skutecznie czyści zęby i usuwa osad nazębny, łagodzi podrażnienia błony śluzowej oraz zapobiega zapaleniu dziąseł. Ma orzeźwiający miętowy smak. Zapewnia długotrwały, świeży oddech.
Lavera Basis Sensitiv – Pasta do zębów z zawartością kredy i drobinek krzemu skutecznie usuwa osad nazębny. Przeciwzapalne i antybakteryjne działanie echinacei i propolisem uzupełniają całościową higienę jamy ustnej. Wartość pH neutralizuje szkodliwe działanie kwasów na szkliwo. Zapobiega próchnicy, parodontozie i osadzaniu się kamienia nazębnego.
Ajona – pasta bez fluoru na krwawiące dziąsła – oraz działa przeciwzapalnie i bakteriobójczo. Doskonale usuwa osady i chroni przed powstaniem płytki nazębnej i kamienia – przyczyn powstania chorób. Poprawia mikroflorę jamy ustnej i likwiduje nieprzyjemny zapach z ust. Pasta zawiera ekstrakt z rumianku
Tołpa – specjalistyczny żel do zębów bez fluoru Tołpa Chamosal-dent dzięki specjalnej recepturze torfowo-ziołowej wykazuje doskonałe właściwości profilaktyczne: zagęszczony wyciąg torfowy wzmacnia i regeneruje tkanki przyzębia i błony śluzowej jamy ustnej; rumianek działa przeciwzapalnie; szałwia działa przeciwzapalnie, antyseptycznie i ściągająco.
Pasta Neem – jest wolna od środków chemicznych, cukru, słodzików – wybiela zęby oraz chroni dziąsła; nie podrażnia dziąseł (jak to ma często miejsce w przypadku tradycyjnych past); posiada silne działanie grzybobójcze (14 gatunków grzybów, w tym Candida Albicans); działa przeciwbakteryjnie (Staphylococcus Aureus i Salmonella); działa przeciwko wirusom; pomaga przy stanach zapalnych; wywiera działanie neutralizujące w stosunku do pasożytów i form rozwojowych bakterii; moduluje i aktywizuje układ wzmacniający zęby; zwiększa liczbę leukocytów; zwiększa produkcję interferonu -y; Neem jest nieszkodliwa dla pożytecznych bakterii; ma silne oraz natychmiastowe działanie; wzmacnia dziąsła i płytkę, usuwa osad, kamień nazębny i inne przebarwienia.

http://www.eioba.pl/a76208/szkodliwe_dzia_anie_fluoru

Przykra prawda o kosmetykach i środkach higieny osobistej

Niska świadomość społeczna sprawia, że producenci środków kosmetycznych oraz higieny osobistej lekceważą zdrowie ludzi, stosując do ich wytwarzania szkodliwe dla naszych organizmów składniki, które nie są nawet podawane na etykietach.

ZABÓJCZY KOKTAJL CHEMIKALIÓW

Zwyczajne mydło nie wystarczy. Oczyszczamy się za pomocą peelingu do twarzy i ciała i osuszamy skórę, po czym namaszczamy się odżywczymi kremami. Jeszcze dezodorant, aby zamaskować naturalną woń ciała (naturalna woń potu, który pojawia się po ciężkiej pracy) i na koniec kropelka perfum lub wody po goleniu. W przypadku około połowy naszej dorosłej i nastoletniej populacji – mam tu na myśli głównie panie – dochodzi jeszcze szereg zabiegów „uatrakcyjniających” twarz i ręce, takich jak krem chroniący przed słońcem, podkład, cienie, szminka, lakier do paznokci. Lista ciągnie się jak tasiemiec, jako że jesteśmy konsumentami-ignorantami produktów higieny osobistej oraz kosmetyków.
Nasza ignorancja rozpoczyna się, gdy nie potrafimy zdać sobie sprawy, że głównym poszkodowanym w następstwie naszej próżności jest największy organ naszego organizmu – nasza skóra. Skóra jest czymś więcej niż tylko osłoną tego, co jest wewnątrz. To żywa powłoka, która oddycha, jeśli oczywiście pozwolimy jej na to. W rezultacie powleczenia jej kremami i emulsjami jej zdolność do oddychania, a więc i życia, maleje. Jej uszkodzenie nie ogranicza się do utrudnienia jej oddychania. Jako łatwo absorbujący organ, zasysa związki, jakie na nią nakładamy. Jeśli te związki zawierają korzystne dla nas składniki, nie dochodzi do uszkodzeń, ale jeśli zawierają chemikalia, które mogą mieć niekorzystny wpływ na skórę i inne organy naszego organizmu – szczególnie niebezpieczny jest efekt kumulatywny, który ujawnia się dopiero po latach – nasze proste higieniczne nawyki przekształcają się na zabójczy styl życia przyspieszający choroby i śmierć.
Co takiego zawierają pospolicie stosowane produkty higieny osobistej i kosmetyki? Wielu zdziwi się, dowiadując się, że często są to koktajle chemikaliów działających jako kancerogeny (czynniki rakotwórcze), rozwojowe toksyny (toksyny, które silnie wpływają na fizyczny i umysłowy rozwój dziecka), środki zakłócające działanie układu endokrynologicznego (substancje blokujące wytwarzanie lub przekazywanie hormonów w organizmie i w ten sposób zakłócające proces rozwoju), mutageny (środki powodujące mutacje DNA prowadzące do raka lub powodujące wady wrodzone), neurotoksyny (chemikalia oddziałujące na nasz układ nerwowy), reprotoksyny (czynniki oddziałujące na nasz układ rozrodczy) i alergeny (chemikalia wywołujące reakcje alergiczne w normalnej tkance po jej kilkakrotnym na nie wystawianiu). Uff!
Trudno uwierzyć, prawda? Zanim przyjrzymy się dokładniej, jaki wpływ na zdrowie wywierają wyżej przytoczone środki, zastanówmy się, dlaczego są tak dobrze skrywane.
Liczba amatorów produktów upiększających i higieny osobistej stale rośnie i nic w tym dziwnego, albowiem próżność na punkcie wyglądu własnego ciała przestała być wyłączną domeną pań. Mężczyźni również dali się uwieść kosmetycznym gigantom, które uparcie powtarzają mantrę: „wyglądasz dobrze, czujesz się dobrze”. Poprzez rozwinięte kraje Zachodu i gwałtownie rozwijające się rynki Wschodu, ignorancja i fałszywe przekonanie, które zrównuje rozwój z dobrym wyglądem i wy-twornością, objęły silnym uściskiem konsumpcyjnie zorientowane populacje. W rezultacie mamy stały wzrost zysków globalnych korporacji zajmujących się kosmetykami i środkami higieny osobistej. Sukces ten napędza jeszcze bardziej agresywną kampanię reklamową, która zwiększa liczbę chcących „dobrze wyglądać” ofiar.

DLACZEGO TAK SIĘ DZIEJE?

Właściwie nie powinniśmy pytać, dlaczego tak się dzieje, ale dlaczego pozwalamy, aby tak się działo. Fakt, że produkty upiększające i higieny osobistej nie są jeszcze postrzegane jako bezpośrednio związane z naszym dobrym samopoczuciem (to znaczy zdrowiem) dodatkowo powiększa skalę problemu. Powoli stajemy się zwolennikami organicznej żywności i jednocześnie bardzo wyczuleni na chemiczne pozostałości i pestycydy w owocach i jarzynach, które spożywamy, ponieważ mamy świadomość, że wprowadzamy je do wnętrza swojego ciała, natomiast kosmetyki i im podobne produkty, które stosujemy wyłącznie zewnętrznie, ignorujemy. Do naszej świadomości wciąż nie dociera, że skóra jest czymś w rodzaju żywej gąbki, równie podatna na szkodliwe oddziaływanie toksyn jak na przykład układ trawienny.
To właśnie nasza ignorancja i agitacja są ostrogami przemysłu kosmetycznego. Chociaż działacze z powodzeniem kontynuują kampanie przeciwko przemysłowi tytoniowemu, musiało minąć wiele lat, zanim na paczkach papierosów umieszczono napis: „Palenie papierosów jest szkodliwe dla zdrowia”. W przypadku kosmetyków i środków higieny nie wydano jak dotąd żadnych podobnych nakazów umieszczenia obowiązkowego ostrzeżenia.

LUŹNE STANDARDY

Chociaż istnieje pilna potrzeba opracowania rygorystycznych standardów w odniesieniu do kosmetyków, w rzeczywistości brak działań w tym zakresie – przemysł kosmetyczny robi, co chce. Na przykład w USA Urząd ds. Żywności i Leków (Food and Drug Administration; w skrócie FDA) nie wymaga wykonywania testów bezpieczeństwa finalnego produktu upiększającego przed jego wprowadzeniem na rynek, zarówno przez producenta, jak i własny personel, co sprawia, że końcowy produkt i jego składniki stają się podejrzane. Urząd ten stwierdził: „producent kosmetyków może używać niemal każdego surowca jako składnika kosmetyku i sprzedawać produkt bez jakiejkolwiek aprobaty FDA”.1
Chociaż firmy kosmetyczne chciałyby, byśmy wierzyli, że bardzo troszczą się o naszą skórę i prowadzą rygorystyczne testy uczuleniowe i bezpieczeństwa (niestety, na zwierzętach – ten brutalizm to już zupełnie inna historia) przed wprowadzeniem na rynek swojego produktu, w rzeczywistości, jak podkreślili badacze z Krajowej Rady ds. Badań (National Research Council), „spośród dziesiątków tysięcy handlowo ważnych chemikaliów, zaledwie kilka poddano ekstensywnym próbom na toksyczność, natomiast reszty nigdy nie przebadano”.2
Amerykański Krajowy Zarząd Środowiska (National Emdronmental Trust), nadzorca przemysłu, kreśli ponury obraz wynikający z braku standardów i testów. Organizator kalifornijskiej grupy Nick Guroff powiedział: „W sytuacji gdy przed dopuszczeniem na rynek kosmetyków FDA nie prowadzi testów na nieszkodliwość dla zdrowia zawartych w nich chemicznych składników, aby przemysł mógł utrzymywać przez wiele lat, że używanie kosmetyków jest w dużym stopniu bezpieczne, potrzebne jest całkowite zaprzeczanie faktowi, że nie mamy publicznie weryfikowalnego sposobu ustalenia, że takie twierdzenie jest prawdziwe”.3

POTĘŻNE LOBBY

Jeśli ktoś chce, może wierzyć w to, co głosi przemysł kosmetyczny, który ma do stracenia miliardy dolarów zysku. Ten ogromny kompleks przemysłowy, tak czy inaczej, da sobie radę, przynajmniej w krajach, w których kwitnie ignorancja.
W Unii Europejskiej toksyczne składniki kosmetyków zostały zakazane dzięki nowej dyrektywie uchwalonej w roku 2003 i wprowadzonej w życie we wrześniu 2004 roku. Z kolei w USA warty 35 miliardów dolarów przemysł kosmetyczny hojnie przeznacza swoje środki, których mu nie brakuje, na walkę z próbami wpowadzeniem podobnego zakazu.
Judy Chu (D-Monterey Park), członkini kalifornijskiego zgromadzenia ustawodawczego działała na rzecz uchwalenia ustawy, która zakazałaby stosowania dwóch ftalanów, jakich zakazała Unia Europejska, oraz innych chemikaliów z czarnej listy Międzynarodowej Agencji Badań nad Rakiem (International Agency for Research on Cancer; w skrócie IARC) oraz Agencji Ochrony Środowiska USA (US Envi-ronmental Protection Agency; w skrócie EPA). Ftalany to związki chemiczne stosowane w pewnych lakierach do paznokci oraz środkach przeznaczonych do pielęgnacji włosów. Udowodniono, że są przyczyną wad wrodzonych i problemów z układem rozrodczym zwierząt. Ustawa Zakazu Ftalanów Judy Chu (AB 908) byłaby pierwszą, jaka zakazywałaby stosowania ftalanów w USA, jednak w styczniu 2006 roku oznajmiono, że projekt tej ustawy „przepadł”.4
Oprócz wprowadzenia zakazu stosowania dwóch ftalanów Chu chce również, aby producenci kosmetyków podlegali nowemu prawu, które stanowiłoby, że wszystkie produkty muszą być zaopatrzone w pełną listę składników. Etykietowanie produktów jest obecnie, zarówno niedokładne, jak i często mylące, tak że osoby spoza branży nie wiedzą, jak rozeznać się wśród składników. W roku 2004 Chu dążyła do umożliwienia konsumentom dokonania bardziej świadomego wyboru kosmetyków, których używają, za sprawą ustawy AB 2012 (Ustawa o Zagrożeniach dla Konsumenta ze strony Środków Higieny Osobistej), która będzie nakazywała ujawnianie wszystkich chemikaliów zawartych w kosmetykach powodujących raka lub stwarzających problemy z układem rozrodczym Stanowemu Biuru Oceny Zagrożeń dla Środowiska (State Office of Environmental Health Hazards As-sessment).5 Również ten projekt ustawy został odrzucony.6 Lobby przemysłu kosmetycznego z powodzeniem przeforsowało swój pogląd, stwierdzając, że wymienianie składników produktów może naruszać lub zagrażać tajemnicom handlowym. Tak więc ftalanów do dziś nie wymienia się na etykietach.
Warto tu wspomnieć, że grupy stojące na straży zdrowia, cytując ujemne skutki uboczne działania chemikaliów, nie opierają się na pogłoskach. Jako przykład można podać badania wpływu ftalanów na zdrowie, jakie przeprowadził dr Shanna Swan, profesor położnictwa i ginekologii na Uniwersytecie w Rochester, które wykazały, że powodują one feminizację chłopców. Sponsorowane przez rząd badania uwidoczniły wyraźną korelację między wystawieniem na działanie macierzystych ftalanów a skróceniem odległości odbytowo-płciowej (anogenital distance) u noworodków płci męskiej, co oznacza, że te męskie niemowlęta będą miały przypuszczalnie niekompletne zejście jąder i krótszego penisa. Warto podkreślić, że do takich zmian doszło na poziomie ftalanów, który wykryto u około jednej czwartej kobiet w USA.7

SKALA ZAGROŻENIA

To wstrząsająca wiadomość. Jednak najważniejsze w tym jest to, że tego typu sprawa, to zaledwie wierzchołek góry lodowej.
Ftalany są zaledwie jednymi z bardzo wielu chemikaliów znajdujących się w środkach higieny osobistej, których niczego nieświadomi codziennie używamy. Środowiskowa Grupa Robocza, organizacja ochrony środowiska, szacuje, że z około 10500 substancji udokumentowanych jako pospolite składniki środków higieny osobistej, pod względem ich nieszkodliwości zbadano zaledwie 11.8
W takiej sytuacji ignorancja nie jest błogosławieństwem. Wręcz przeciwnie – może sprowadzić nieszczęście i mieć bardzo przykry wpływ na zdrowie nasze i naszych bliskich. Proszę sobie wyobrazić kochającą mamę kąpiącą swoje dziecko w spienionej wodzie. Dzieci przepadają za zabawą w spienionej wodzie i jest to świetny sposób na przyzwyczajenie ich do kąpieli. Ile jednak matek zdaje sobie sprawę, że płyn spieniający wodę zawiera DEA, TEA i MEA, czyli dietanolo-aminę, trietanoloaminę i monoetanoloaminę. Te trzy związki chemiczne tworzą w połączeniu z azotanami (taka reakcja może zajść w czasie leżenia produktu na półce w sklepie) nitrozoaminy, takie jak NDEA (Af-nitrozodietanoloamina), która jest wysoce rakotwórcza i stanowi szczególne zagrożenie dla nerek i wątroby i jest bardzo łatwo absorbowana przez skórę, zwłaszcza bardzo delikatną skórę dzieci.
Wiadomo też, że wywołują one reakcje alergiczne, podrażniają oczy i wysuszają włosy. Tę zabójczą mieszankę chemikaliów zawiera wiele szamponów, płynów do kąpieli i mydeł. Już w roku 1980 FDA podał, że około 42 procent wszystkich kosmetyków jest skażonych NDEA, przy czym ich największym stężeniem charakteryzują się szampony.9
Z kolei producenci utrzymują, że DEA i jej pochodne są „bezpieczne” i można je stosować w produktach przeznaczonych do chwilowego użycia na zasadzie „użyj i zmyj”. Badania opublikowane w periodyku Journal ofthe National Cancer Institute (Magazyn Krajowego Instytutu Raka), mówią jednak o czymś wręcz przeciwnym, wskazując, że badania przeprowadzone, zarówno na ludziach, jak i na zwierzętach, wykazały, iż NDEA może być szybko absorbowana przez skórę.10
Co warte uwagi, w roku 1978IARC podkreśliła, że „aczkolwiek nie są dostępne dane epidemiologiczne, N-nitrozo-dietanoloaminę należy z praktycznych powodów traktować jako rakotwórczą dla ludzi”.11 Postulat ten został potwierdzony blisko 10 lat później.12
W powiadomieniu opublikowanym 10 kwietnia 1979 roku w Federal Registerze (44 FR 21365), FDA wyraził swoje zaniepokojenie skażeniem kosmetyków przez nitrozoaminy. Mówi się tam, że kosmetyki zawierające nitrozoaminy można traktować jako złej jakości i mogą być poddane restrykcjom. W przeglądzie produktów kosmetycznych przeprowadzonym w latach 1991-1992 Af-nitrozodietanolo-amina została wykryta na poziomie 3 części na milion w 65 procentach próbek.13
W roku 1994 Amerykański Krajowy Program Toksykologiczny (American National Toxicology Program; w skró-
cie NTP) przedstawił podobny wniosek w swoim „Siódmym Dorocznym Raporcie o Kancerogenach”, w którym czytamy: „Są wystarczające dowody kancerogenności Af-nitrozodieta-noloaminy pochodzące z doświadczeń na zwierzętach”. W raporcie mówi się dalej, że ponad 44 różne gatunki, na których testowano związki NDEA, okazały się na nie podatne.14,15
W swoim Jedenastym Raporcie z roku 2005 NTP podaje, że „Af-nitrozodietanoloaminę należy traktować jako ludzki kancerogen…”16

NALEŻY WYSTRZEGAĆ SIĘ…

Powyżej podano jedynie jeden przykład łączenia się DEA, TEA i MEA z azotanami, w rezultacie czego powstaje NDEA. W rzeczywistości jesteśmy zalewani istnym morzem chemikaliów, z których każdy ma możliwość szkodzenia człowiekowi. Najlepsze, co można w tych warunkach zrobić, to poznanie, co który związek chemiczny powoduje, i staranne ich omijanie – na tyle, na ile to możliwe.
Spróbujmy obecnie przyjrzeć się niektórym składnikom przenikającym przez naszą skórę z potencjalnie katastrofalnym skutkiem.17

Formaldehyd. Mocznik imidazolidynyl i hydantoina DMDM są tworzącymi formaldehyd konserwantami stosowanym w preparatach do skóry, ciała i włosów. Wiadomo o nich, że są przyczyną uczuleń, astmy, bólów w klatce piersiowej, chronicznego zmęczenia, depresji, zawrotów głowy, bólów głowy i stawów. Formaldehyd, używany także jako konserwant i środek dezynfekcyjny, jest stosowany w szamponach, lakierze do paznokci, utwardzaczach paznokci i w środkach na porost włosów i jest traktowany przez IARC jako kancerogen, a przez EPA jako „prawdopodobny” kancerogen. Jego obecność często bywa maskowana, jako że jest on częścią składową innych znacznie większych objętościowo składników. Należy szukać składników takich jak hydantoiny, surfaktanty (środki powierzchniowo czynne) i laurylosiarczan sodu, które mogą zawierać formaldehyd, aby sprawdzić, czy dany produkt go zawiera. Pomocne może być również to, że substancja ta często występuje pod nazwą formaliny lub MDM.

Smoła węglowa. Substancję tę często stosuje się w farbach do włosów i przeciwłupieżowych szamponach. Wiadomo, że jest przyczyną chorób zagrażających życiu, takich jak rak, a także całego wachlarza popularnych dolegliwości, takich jak astma i migreny. Proszę zwracać uwagę na oznakowania FD&C lub D&C na etykiecie. Niektóre wolno działające farby do włosów zawierają ołów, dobrze znany kancerogen i czynnik zakłócający działanie układu hormonalnego, który jest bardzo łatwo absorbowany przez skórę i kumuluje się w kościach. To zagadnienie badał Uniwersytet Xaviera w Luizjanie i ustalił, że pewne rodzaje farby do włosów zawierają do 10 razy więcej ołowiu, niż jest to dopuszczalne w farbie do malowania mieszkań! Każdy, kto używał takiej farby lub mieszkał w świeżo pomalowanym pomieszczeniu, wie, że może to się skończyć bólami głowy, kichaniem i nudnościami oraz wieloma innymi dolegliwościami. Wiadomo, że malarze i w mniejszym stopniu osoby związane z produkcją farb są znacznie bardziej narażeni na zachorowanie na raka z powodu wystawienia na działanie
ołowiu. Wyniki badań potwierdzają wysoką obecnie częstotliwość występowania raka u dzieci, których rodzice (ojciec lub matka) są wystawieni na działanie farby.18’19 Należy tu oczywiście także podkreślić, że farby zawierają jeszcze wiele innych toksycznych substancji, których działanie może być równie niebezpieczne jak ołowiu.

Wazelina. Półpłynna mieszanina węglowodorów, znana również pod nazwą galarety naftowej lub ciekłej parafiny, mająca zdolność inhibitowania naturalnego procesu eliminacji toksyn przez organizm. Może również wywoływać uczulenie na światło oraz pozbawiać skórę jej naturalnych olejów, co prowadzi do jej wysuszania i pękania, a także przedwczesnego starzenia, trądziku i innych dolegliwości.
Talk. Składnik pudrów oraz środek napylany na prezerwatywy, który jest kolejnym dobrze znanym kancerogenem. Badania wykazały, że wiąże się on z rakiem jajników, kiedy jest stosowany w rejonie genitaliów, głównie dlatego, że będąc związkiem nieorganicznym (krzemian magnezu) może działać drażniąco na komórki okrywające jajniki.20 Ponadto talk kosmetyczny był w poprzednich latach bardziej niż obecnie zanieczyszczony materiałem śladowym przypominającym azbest – nieorganicznym czynnikiem, o którym wiadomo, że powoduje guzy. W zasadzie talk jest minerałem produkowanym ze skał talku, które są poddawane kruszeniu, suszeniu, mieleniu i eliminacji szeregu minerałów śladowych. Jednak proces ten nie eliminuje bardzo podobnych do azbestu maleńkich włókien. Stąd talk jest blisko spokrewniony z kancerogennym azbestem. Naukowcy dokładnie przyjrzeli się cząsteczkom talku i wykryli w nim niebezpieczne cechy upodobniające go do azbestu. W rezultacie w roku 1973 FDA zalecił ograniczenie ilości podobnych do azbestu włókien w talku kosmetycznym, jednak nie doszło do ustanowienia jakichkolwiek zasad i talk kosmetyczny do dziś nie jest objęty uregulowaniami rządu federalnego. Ta bierność doprowadziła do zignorowania raportu Krajowego Programu Toksykologicznego z roku 1993, w którym mówi się, że talk kosmetyczny, bez jakichkolwiek włókien przypominających azbest, wywołał u zwierząt guzy.21 Nawiasem mówiąc, talk może również osadzać się w płucach, powodując choroby układu oddechowego, a możliwe że i raka płuc.

Laurylosiarczan sodu (SLS). Powszechnie używany środek do produkcji szamponów, odżywek do włosów, past do zębów i dosłownie każdego roztworu służącego do higieny osobistej. SLS jest silnym, żrącym detergentem powszechnie stosowanym także jako odtłuszczacz silników! Proszę więc sobie wyobrazić, do czego jest on zdolny w stosunku do ciała. Może powodować podrażnienie oczu, a nawet trwałe ich uszkodzenie, zwłaszcza u dzieci, wysypki na skórze, utratę włosów, złuszczanie skóry oraz owrzodzenie jamy ustnej. SLS w połączeniu z innymi składnikami może tworzyć także rakotwórcze nitrozoaminy. Z łatwością penetruje skórę i może odkładać się w sercu, płucach, wątrobie i mózgu.

Padimate-O. Składnik filtrów przeciwsłonecznych znany także jako dimetyl oktylu lub PABA. Podobnie jak DEA tworzy nitrozoaminę. Istnieją obawy, że energia absorbowana przez ten filtr słoneczny jest przetwarzana następnie w wolne rodniki, które mogą z kolei zwiększać ryzyko raka skóry. No i mamy dylemat: używać czy nie.

Alkohol izopropylowy. Trujący rozpuszczalnik i rozcieńczalnik zdolny do modyfikowania innych związków chemicz- . nych. Stosowany w koloryzujących płukankach do włosów, środkach do masażu, emulsjach do rąk, emulsjach po go-
leniu oraz zapachach może powodować mdłości, wymioty, bóle głowy, rumieńce, a także depresję. Wysusza włosy i powoduje pękanie skóry, które może stać się przyczyną zakażenia bakteryjnego.

Zapachy. Substancje stosowane w perfumach i wielu innych środkach higieny osobistej wytwarzane zazwyczaj z ropy naftowej. Powodują bóle i zawroty głowy, wysypki, problemy z oddychaniem, wymioty, podrażnienie skóry oraz wielorakie uczulenia chemiczne. Niestety FDA w dalszym ciągu nie wymaga, aby producenci perfum ostrzegali klientów o toksycznym działaniu swoich produktów.

To, że kosmetyki w przeciwieństwie do produktów spożywczych są produkowane z założeniem długiego okresu trwałości, przyczynia się dodatkowo do ich toksyczności i potencjalnego działania jako kancerogeny. W ich chemicznych składnikach, za sprawą obecności innych chemikaliów takich jak formaldehyd, paraformaldehyd, tiocyjanian, nitrofenole i sole pewnych metali, wciąż tworzą się azotany, w związku z czym dalsze nazywanie tych produktów kosmetykami jest poważnym nadużyciem.22

WIĘCEJ DOWODÓW?

Powyższa lista ma charakter wyłącznie przykładowy i w żadnym wypadku nie należy jej traktować jako ostatecznego wykazu toksycznych chemikaliów wchodzących w skład kosmetyków i środków higieny osobistej. Rzecz w tym, aby być świadomym, aby zdawać sobie sprawę z tego, że nasza ignorancja pozwoliła producentom kosmetyków i środków higieny osobistej lekceważyć nasze zdrowie.
Aby raz jeszcze pokreślić ciężar gatunkowy sprawy, pozwolę sobie wspomnieć badania naukowe stanowiące ogniwo łączące stosowanie trwałych lub półtrwałych farb do włosów z występowaniem raka. Te przeprowadzone na ludziach i zwierzętach badania dowodzą, że organizm intensywnie absorbuje przez skórę chemikalia zawarte w niezmywalnej lub na wpół zmywalnej farbie do włosów przez cały czas jej kontaktu ze skórą. Rozprowadzona na włosach farba może bardziej zaszkodzić, niż to można sobie wyobrazić.
W ciągu 30 minut kontaktu farby ze skórą po latach jej stosowania można wchłonąć tyle substancji rakotwórczej, że wystarczy jej do zainicjowania raka w późniejszych latach życia. Już w latach 1970. przeprowadzono badania, które ujawniły istnienie związku między stosowaniem farby do włosów a rakiem piersi. Badania z roku 1976 podają, że ze 100 pacjentek cierpiących na raka piersi, 87 przez wiele lat stosowało farby do włosów.23
Później, w roku 1979, w rezultacie badań przeprowadzonych głównie w USA wykryto istnienie znaczącego związku między częstotliwością i okresem używania farby do włosów a rakiem piersi, potwierdzając tym samym wcześniejsze ustalenia.24 Kobiety cechujące się największym zagrożeniem miały od 50 do 79 lat, co wskazuje, że rozwój raka wywołanego tego rodzaju czynnikiem wymaga wielu lat. Tak więc kobiety, które zaczynają farbować włosy w wieku 20 lat, są dwukrotnie bardziej narażone na raka od tych, które zaczynają to robić w wieku lat 40.
Inne, opublikowane w roku 1980, badania wykazały, że kobiety, które farbują włosy, aby zmienić ich kolor, w przeciwieństwie do tych, które tylko maskują siwiznę, były trzykrotnie bardziej narażone – przypuszczalne dlatego, że kolor był intensywniejszy i potrzeba było więcej czasu na nałożenie farby.25
Późniejsze badania przeprowadzone przez Amerykańskie Towarzystwo Raka (American Cancer Society) i FDA potwierdziły czterokrotny wzrost liczby stosunkowo niepospolitych form raka, w tym chłoniaka nie-Hodgkina i szpi-czaka, u użytkowniczek farby do włosów.26
Badania te potwierdzają również przekonanie, że ciemniejsze odcienie niezmywalnych i na wpół zmywalnych farb do włosów, takie jak czarny, ciemnobrązowy lub czerwony, grożą większym ryzykiem zapadnięcia na raka.27

NIE WYGLĄDA NA TO, BYŚMY CHCIELI Z NICH ZREZYGNOWAĆ

Wygląda na to, że kosmetyki – podobno środki upiększające – nie są tak piękne z punktu widzenia naszego zdrowia. Zawarte w nich toksyny stanowią istotne zagrożenie dla zdrowia i to nie tylko w rezultacie bezpośredniego wystawienia na ich działanie. Nawet gdyby ktoś zrezygnował ze swoich kosmetyków, to i tak nadal ryzykowałby skażenie toksynami, chociaż w znacznie mniejszym stopniu – oczywiście pod warunkiem, że żyje w stosunkowo czystym środowisku, do którego nie wszyscy z nas mają dostęp.
Nie jest tajemnicą, że toksyny z kosmetyków i produktów higieny osobistej trafiają po ich użyciu do naszego środowiska. Woda z mydłem, płukanki do włosów itp. są spłukiwane do kanalizacji i w ten sposób skażają cieki wodne i glebę oraz zatruwają rośliny i żyjące w morzu organizmy. Po dostaniu się do środowiska wracają do naszych domów poprzez łańcuch pokarmowy i ich powtórne pojawienie się ma często zintensyfikowany charakter. Biorąc pod uwagę naszą wspólną troskę o toksyny w pożywieniu, nieco ironiczne wydaje się odkrycie, że nasze zamiłowanie do kosmetyków może pogłębiać nasze problemy.
Potrzeba chwili wymaga uświadomienia sobie i szerzenia tej świadomości, aż do momentu kiedy globalna społeczność zwróci się przeciwko producentom tych toksycznych produktów i zażąda wprowadzenia trwałych rozwiązań chroniących nasze zdrowie.

CO DALEJ?

Użycie słów „trwałe rozwiązania” może brzmieć trochę płytko, biorąc pod uwagę istny koktajl chemiczny, który był i jest wypróbowywany każdego dnia na naszej delikatnej skórze. Kwestią dyskusyjną jest to, czy rzeczywiście mamy wybór alternatyw i na ile są one dobre lub złe.
W tym miejscu zachodzi potrzeba odwołania się do naszej nowo pozyskanej świadomości.
Wiele firm kosmetycznych szermuje hasłami i promuje nowe pozornie „naturalne” produkty. Nie wszystkie one są jednak właściwym wyborem. Niektóre z nich to, jak powiadają niektórzy, stare wino w nowej butelce z nową etykietą. Nie ma definicji słowa „naturalny”, więc jedynym sposobem dowiedzenia się, co kupujemy jest przeczytanie tego, co jest wydrukowane na etykiecie.
Nie jest niespodzianką, że wiele tak zwanych „naturalnych” produktów zawiera chemikalia. Najlepsze więc, co można w takiej sytuacji zrobić, to sporządzenie listy niebezpiecznych składników oraz ich bezpieczniejszych alternatyw i przesłanie jej swoim najbliższym.
Do kogo się więc zwrócić? Pewne grupy interesu społecznego założyły strony internetowe, takie jak Skin Deep,28 które działają jako interaktywne przewodniki po bezpiecznych produktach higieny osobistej. I tak na przykład udostępniona do przeszukiwania baza danych Skin Deep przedstawia ranking szkodliwości poszczególnych marek i wyczerpujące informacje na temat ponad 14 000 szamponów, emulsji, dezodorantów, filtrów słonecznych i innych produktów z prawie tysiąca rodzajów. Strona została opracowana przez Kampanię na rzecz Bezpiecznych Kosmetyków Środowiskowej Grupy Roboczej z myślą o konsumentach i producentach i ma na celu zachęcenie obu stron do przejścia na prawdziwie bezpieczne alternatywy.29

OSTATNIE SŁOWO – NATURALIZM

Pod koniec dnia musimy wybrać, jaki krem zaaplikować na noc, aby poprawić swoją urodę. Proszę jednak zastanowić się, ponieważ podczas gdy nasze ciało stara się odmłodzić nocą, maska nałożona na twarz może przesączać się niżej i na trwałe zadomawiać się w naszym ciele, stając się przyczyną przyszłych okaleczeń. Nasz sen może prawdopodobnie działać dla urody cuda bez żadnych dodatków i wspomagania.
Piękna twarz przedstawiana na środkach upiększających często nie ma pojęcia, co reklamuje. Reklama jest dźwignią handlu i najlepsze, co możemy zrobić, to trzymać się z dala od tej sieci. Uważnie wybierajmy produkty, które zawierają rzeczywiście naturalne składniki, te, które znamy, albo jeszcze lepiej kupmy dobrą książkę zawierającą domowe receptury. Rozważmy możliwość utworzenia grupy składającej się przyjaciół i cieszmy się produkowaniem własnych szamponów, kremów, mydeł, emulsji etc.30
Kiedy chodzi o nasze zdrowie i dobro tych, których kochamy, nie ma znaczenia, jak daleko się posuniemy. Przejście dodatkowej mili niewątpliwie oddali nas w tym przypadku znacznie bardziej od choroby i nieszczęścia. I
O autorce:
Charu Bahri jest autorką i niezależną dziennikarką mieszkającą w Indiach. Udziela się również w zakresie dobroczynności i zdrowia. Zaleca prosty, zdrowy styl życia. Można się z nią skontaktować, pisząc na adres poczty elektronicznej charubahri@gmail.com.
Przełożył Jerzy Florczykowski

http://www.igya.pl/

Cukier – nowoczesne zło

Tragiczna sytuacja zielarzy…

POLSKA IZBA ZIELARSKO-MEDYCZNA
I DROGERYJNA (PIZMiD)
W KATOWICACH

Katowice, dn. 05.05.2010r.

W wyniku ograniczeń wprowadzonych w drodze rozporządzeń przez Ministerstwo Zdrowia, sklepy zielarsko-medyczne znalazły się w tragicznej sytuacji i stoją na skraju bankructwa. Polska Izba Zielarsko-Medyczna i Drogeryjna podjęła szereg prób mających zapobiec likwidacji sklepów, a co za tym idzie pogorszeniu sytuacji ekonomicznej producentów leków roślinnych , plantatorów ziół i producentów zdrowej żywności.

Nasze starania rozwiązania problemów w drodze dialogu spełzły na niczym. Ministerstwo Zdrowia nie odpowiada na nasze próby porozumienia się i stoi na twardym stanowisku, które nieuchronnie musi doprowadzić do likwidacji sklepów zielarsko-medycznych.

Pragniemy poinformować, że w dniu 19.05.2010r. w Warszawie w kościele Św.Aleksandra na placu Trzech Krzyży o godzinie 11-tej zostanie odprawiona msza św. w intencji Zielarstwa Polskiego. Po mszy planowany jest przemarsz zielarzy przed budynek Sejmu, gdzie będziemy domagać się spotkania i rozmów z premierem Waldemarem Pawlakiem i posłami z Sejmowej Komisji Zdrowia.

Zwracamy się do Państwa o wzięcie udziału we mszy i manifestacji oraz zaznaczenie swojej obecności jako aktu poparcia dla naszych starań w imię wspólnego dobra.

Prezes PIZMiD
Piotr Duda

http://www.stopcodex.pl/

Cukier zabójca

Cukier w postaci monosacharydów lub dwusacharydów znajdujemy w pożywieniu takim, jak słodycze, owoce, masło orzechowe, warzywa w puszkach, kostki rosołowe, lekarstwa, pasta do zębów, witaminy i bez mała wszystkie tak zwane produkty ‘beztłuszczowe”.

Zagrożenie dla zdrowia jakie stosowi jego regularne spożycie jest bezsporne. Zaobserwowano, że cukry proste potęgują objawy astmy, nasilają objawy chorób psychicznych, powodują zmienność nastrojów, zmiany osobowości, wspomagają powstawanie chorób układu nerwowego, przyspieszają rozwój chorób serca, wywołują cukrzycę, powodują powstanie kamieni żółciowych, przyspieszają wzrost ciśnienia, wywołują artretyzm, jednym słowem po prostu zabijają Cię!

Niektóre szkodliwe rafinowane cukry (omówione poniżej) prawie zawsze zmieniają się bezpośrednio w tłuszcz! Glukoza, fruktoza, cukroza, galaktoza, maltoza i laktoza są trawione i przyswajane z tak dużą prędkością, że organizm musi je zmienić w tłuszcze nasycone, które są kleiste z natury i dostają się do systemu naczyń krwionośnych. Zatkane w ten sposób arterie zwiększają szanse na wylew, cukrzycę i osłabiają wydolność fizyczną.

Wysokie spożycie cukru niszczy wytrzymałość mięśni i w sposób dramatyczny ogranicza ich siłę!

Komórki mitochondrialne mięśni rozkładają cząsteczki glukozy potrzebnej do wytworzenia energii w mięśniach. Jednym z produktów ubocznych cyklu energii jest dwuwęglan octanowy, ocet.

Octany stanowią budulec dla cholesterolu. Jeśli octany powstają szybciej niż mogą zostać spalone, w wyniku reakcji enzymatycznej wewnątrz naszych komórek powstaje nadmiar cholesterolu i tłuszczy nasyconych. Powoduje to, że czerwone ciałka krwi stają się powolne, kleiste i niewydolne, wokół organów i w warstwie podskórnej powstają złoża nadmiernej ilości tłuszczy nasyconych lub ‘korki’ cholesterolu wewnątrz systemu naczyń krwionośnych. Utrudnia to transport ważnych substancji odżywczych i tlenu do obwodowych komórek mięśniowych.

Na nieszczęście dla tych, którzy delektują się słodkim smakiem, proces ten ma tendencję do przebiegania w jednym kierunku. I tak cukier zamienia się w tłuszcz, ale już tłuszcz uparcie pozostaje w postaci depozytu tłuszczu i jedynie surowy post lub niezwykle duże zużycie kalorii może spowodować, że zostanie zużyty jako źródło paliwa.

Mózg, jako organ, pełni w tym cukrowym równaniu wyróżniającą się rolę. Ludzkie życie i maksymalna efektywność mózgu zależy od zaspokojenia zapotrzebowania tego organu na szczególne paliwo jakim jest glukoza, kwas glutaminowy, czy ketony.

Jeśli glukoza jest nieobecna lub jej ilość jest niska z powodu niedożywienia lub dużego zużycia kalorii podczas intensywnych ćwiczeń fizycznych, organizm musi je uzupełnić lub pobrać z zapasów.

Dieta bogata w rafinowane węglowodany stymuluje nieprawidłową rekcję trzustki, która wytwarza insulinę w celu obniżenia poziomu cukru we krwi. Duża ilość spożywanego cukru może także podwyższyć aż czterokrotnie poziom kortyzonu i cholesterolu. Stałe wysokie spożycie prostych cukrów prowadzi do nadmiernego stymulowania, wręcz ‘wypalenia’ normalnych funkcji w zdrowej trzustce i nadnerczach.

Niższe niż prawidłowe lub zupełne wyczerpanie wydajności tych dwóch ważnych gruczołów wydzielania wewnętrznego prowadzi bezpośrednio do pojawienia się cukrzycy, komplikacji sercowo-naczyniowych, hipoglikemii i chronicznego zmęczenia. Bezpośrednim skutkiem spożywania dużej ilości cukru jest znaczący wzrost w surowicy krwi kwasów tłuszczy nasyconych, które zmniejszają dramatycznie ilość przenoszonego przez krew tlenu podczas wysiłku fizycznego.

Czerwone ciałka krwi zlepiają się i wolniej poruszają opóźniając dostarczenie potrzebnego tlenu do komórek mięśni. Ich niedotlenienie jest nieodłącznym towarzyszem licznych, wyżej wspomnianych, chorób degeneracyjnych.

Jako że rafinowane cukry spożywcze nie posiadają witamin i minerałów, żeby zostać wchłonięte przez system muszą sięgać do nagromadzonych w tkankach organizmu zapasów mikroelementów. Kiedy te magazyny zostaną opróżnione, metabolizm kwasów tłuszczowych i cholesterolu jest zahamowany, przyczyniając się do podwyższenia poziomu trójglicerydów w surowicy krwi, podniesienia ilości cholesterolu, powstania otyłości spowodowanej wyższą ilością nagromadzonych wokół organów i w warstwie podskórnej kwasów tłuszczowych .

Wzrost wagi ciała przyczynia się do podwyższenia poziomu cholesterolu poprzez obniżenie metabolizmu spoczynkowego. Niższe wartości metabolizmu spoczynkowego są bezpośrednio związane z uczuciem zmęczenia, braku energii, przyspieszonym starzeniem, artretyzmem i chorobą wieńcową. Sportowcom potrzebny jest wysoki wskaźnik metabolizmu, żeby posiadać jak najmniejszą ilość tłuszczu w organizmie i natychmiastowy dostęp do dużej ilości energii.

Czy przyczyną tego wszystkiego może być mała ilość cukru?

Cukier spożywczy jest pożywką dla szkodliwych bakterii w jelitach, grzybów, toksycznych organizmów i wszystkich form raka tkanek. Cukier i witamina C wykorzystuje tą samą drogę transportu, ale nie w tym samym czasie. Jeśli witamina C nie może dotrzeć do tkanek, gdzie jest potrzebna by kontrolować lub usunąć wirusa, grzyby czy organizmy nowotworowe, które objadają się cukrem, namnażają się wykładniczo.

Jest bardzo ważne, żeby pierwsze 4 etapy procesu hydrolizy witaminy C umożliwiły transport antyutleniacza do tkanek w maksymalnej ilości, umożliwiając w ten sposób odnowę komórek zniszczonych przez przepracowanie lub nagromadzony codzienny stres.

Zaobserwowano, że cukier spożywczy powoduje tworzenie się wiązań krzyżowych białek (ang. cross-link proteins), co prowadzi do szybszego powstawania zmarszczek na skórze i ogólnego starzenia się naszego największego organu jakim jest skóra. Ponieważ cukier pozbawiony jest witamin, minerałów, włókien i ma tak negatywny wpływ na system wewnątrzwydzielniczy, bardziej znaczący badacze i liczące się organizacje zdrowotne (American Dietetic Association i American Diabetic Association) zgadzają się, że konsumpcja cukru jest w Ameryce jedną z trzech wiodących przyczyn powodujących powstawanie chorób degeneratywnych.

W ostatnich latach spożycie cukru w Ameryce wrosło z 11,8 kg do 61kg cukru spożywanego przez jedną osobę rocznie! W latach 1887-1890, przeciętne spożycie cukru wynosiło tylko 2.3 kg na osobę rocznie! Choroby sercowo-naczyniowe i rak były niemalże nieznane na początkach XX w.

Jeśli ktoś porówna proporcje chorób degeneratywnych z ogólnym spożyciem tłuszczy, cukru, i modyfikowanych tłuszczy w przeciągu ostatnich 100 lat to przyczyną są kolejno 1. zmodyfikowane tłuszcze, 2. cukier 3. inne tłuszcze.

Jeśli zastanowimy się, które z nich i jak bardzo są niebezpieczne, można wymienić 5 rodzajów cukrów prostych, które jeśli dzięki nim uzyskujemy więcej niż 15% kalorii ze strawionych węglowodanów, są postrzegane przez większość specjalistów od żywienia jako “szkodliwe” dla zdrowia i uniemożliwiające osiągnięcie optymalnych wyników sportowych. Cukroza, fruktoza, miód i słód zostały tu opisane ze względu na rzeczywiste niebezpieczeństwo na jakie ich spożycie naraża nasze zdrowie, a co za tym idzie, sprawność fizyczną.

Cukier: wróg publiczny numer 1!

Cukrozę znajdujemy w niemalże wszystkich przetworzonych produktach takich, jak cukier stołowy, dekstroza, cukier naturalny, słody, syrop klonowy lub melasa ze zboża afrykańskiego sorga. Ten wytwarzany z buraka cukrowego lub trzciny cukrowej disacharyd (dwucukier) składa się z glukozy i fruktozy. Ponieważ nie zawiera ŻADNYCH witamin i minerałów musi je pobrać z organizmu w którym jest wchłaniany (podobnie jak robi to pasożyt wysysający ‘życie’ ze swojej ofiary).

Dekstroza jest monosacharydem znanym jako glukoza i stanowi jeden z głównych składników w wielu przetworzonych produktach spożywczych. Została wymieniona w grupie razem z cukrozą ponieważ bardzo podobnie do pasożyta witaminowo-minerałowego – cukrozy; po to, żeby móc zostać wchłoniętą po strawieniu musi ograbić organizm z wartościowych zapasów mikroelementów.

Naturalny/brązowy cukier to biały cukier, który też w większej części jest cukrozą. Kosztuje więcej i jest w 96% mniej od niej przetworzony w porównaniu do cukru stołowego, który zawiera aż 99% cukrozy. Puste kalorie pochodzące z tego tak zwanego ‘zdrowego produktu’ mają dokładnie takie same działanie jak cukroza.

Melasa jest robiona z odpadów pozostałych po produkcji cukru stołowego. Zawiera niewielkie ilości żelaza, wapna i witamin z grupy B, ale to drobne dobrodziejstwo jest równoważone 65 procentową zawartością cukrozy.

Ekstrakcja zboża afrykańskiego pozwala uzyskać melasę sorgo. Podczas tego procesu większość witamin i minerałów ulega zniszczeniu, pozostaje jedyne mała ilość żelaza i pestycydów, jako elementy towarzyszące słodkości składającej się w 65% z cukrozy.

Tyle samo cukrozy zawiera również syrop lub cukier klonowy. Procesy towarzyszące obróbce powodują dodatkowo jego zanieczyszczenie ołowiem: jest on gotowany w ołowianych pojemnikach, z których ołów przenika do syropu i jego końcowych produktów wytwarzanych z niego na rynek.

Formaldehydowy granulat umieszczony w szczelinach drzew klonowych, (żeby sok cały czas płynął), często przenika do niego i jego produktów końcowych. Inne okropności znalezione w syropie/cukrze klonowym to środki antygrzybiczne, chemiczne środki czyszczące i tłuszcz zwierzęcy. Dodaj do tego gotowanie w ołowianych kadziach i twój produkt staje się smakowitym, słodkim i rozkosznym ozdobnikiem z trucizną!

2. Fruktoza: nie aż tak znowu inna…

Fruktoza jest tylko wtedy “naturalna” kiedy znajduje się w świeżych owocach zawierających wszystkie enzymy, witaminy i minerały pozwalające skutecznie ją przyswoić, jako bogatą odżywczo dla organizmu ludzkiego. Około 20 razy słodsza niż rafinowany cukier, przetworzona fruktoza jest stosowana jako słodzik do wszelkiego rodzaju pakowanej żywności.

Fruktoza nie podnosi znacząco poziomu cukru we krwi. Podnosi za to znacząco ilość trójglicerydów! Trawienie fruktozy przebiega bardzo powoli. Do całkowitej przemiany fruktozy w glukozę i octany, zużywana jest energia ATP zgromadzona w wątrobie.

Przetworzona glukoza jest metabolizowana i przerabiana na małe zapasy glikogenu (przez wątrobę dla nie samej i dla mięśni), ale jej trawienie jest utrudnione, podnosi poziom trójglicerydó w surowicy krwi, ograbia doszczętnie organizm zapasów witamin, enzymów i minerałów oraz wątrobę z zapasów by ATP po to, żeby ‘zjadacz’ mógł się cieszyć chwilą słodkiego smaku.

Miód: niespodzianka numer 3

Nawet “miód naturalny” jest przyjacielem, ale tylko dla pszczół! Nikogo nie dziwi fakt, że honey bear (ssak posiadający chwytny ogon żyjący na drzewach w części tropikalnej Ameryki Płd, żywiący się owocami) jest jedynym zwierzęciem występującym w naturze mającym problemy z zębami (miód niszczy zęby szybciej niż cukier)!

Jest najbardziej kaloryczny ze wszystkich cukrów – 65 kal/łyżkę stołową. Cukier ma tylko 48 kal/łyżka stoł.!

W miodzie dostępnym w handlu znaleziono pestycydy (kancerogenne) stosowane na farmach i obecne w kwiatach. Miód może okazać się fatalny w skutkach w wypadku dzieci, których niedojrzały system trawienny nie jest w stanie skutecznie poradzić sobie z rozwojem przetrwalnika bakterii jadu kiełbasianego .

Enzymy i składniki odżywcze, które zawiera miód są niszczone podczas obróbki termicznej przez producentów po to, by nadać mu klarowny wygląd, co zwiększa sprzedaż. Niektórzy pszczelarze karmią swoje pszczoły wodą z cukrem, żeby zwiększyć ich produkcję miodu i polepszyć smak, zaś inni z takiego samego śmiesznego powodu dodają syrop słodzący.

4. Trójka: Xyli, Sorbi & Manni

Xylitol jest wyciągiem z celulozy brzozowej. Chociaż ma taką samą ilość kalorii jak cukier, jest metabolizowany w inny sposób i mogą go bezpiecznie używać diabetycy i hipoglikemicy. Bakterie znajdujące się w ślinie nie odżywiają się, nie rozmnażają ani nie fermentują na bazie xylitolu, jak to się dzieje w przypadku innych cukrów prostych.

Sorbitol i Mannitol – słaba przyswajalność czyni je dobrymi do stosowania w bezcukrowych gumach do żucia i słodyczach. Obydwa stanowią pożywkę dla bakterii o nazwie streptococcus i powodują wzrost jej liczby w jamie ustnej. Mutacje tej bakterii można znaleźć na powierzchni zębów.

Kiedy równocześnie spożywane są inne cukry, bakterie te mnożą się stwarzając doskonałe możliwości dla pojawienia się jeszcze większych problemów z zębami. Chociaż nie ma udokumentowanych badań potwierdzających taką zależność, niektórzy są przekonani o kancerogennych i mutagennych właściwościach takiego zestawienia.

Być może żołądek już to potwierdził: w przypadku dłuższego okresu ich spożywania bądź spożycia większej ich ilości pojawiają się problemy żołądkowe i biegunka.

5. Syrop z maltozy

Większość syropów słodowych dodawanych ze względu na swój słodki smak, podnosi poziom cukru i trójglicerydów we krwi. Wiele syropów ryżowych, oraz innych syropów słodowych zawiera znaczną ilość glukozy, maltozy i syropu zbożowego dodanego w celu podwyższenia słodkości.

Niestety, wywołuje to taka samą reakcję jak w wypadku zwykłego cukru – ograbia organizm z ważnych enzymów, minerałów i witamin niezbędnych do prawidłowego trawienia Jedynie stuprocentowy słód jęczmienny wywiera minimalny wpływ na fizjologię, ale jest poza zasięgiem większości osób ze względu na cenę.

Cukry proste w rozsądnie niewielkiej ilości są bezpieczne JEŚLI zawierają wystarczającą ilość enzymów i witamin/minerałów do złagodzenia skutków przez nie wywieranych na przyswajanie, chemię krwi i możliwa jest ich asymilacja w cyklu energetycznym wspierającym zarówno zdrowie i jak i dynamiczny rozwój mięśni.

Bill Misner, Ph.D. E-CAPS Inc. & Hammer Nutrition Ltd. 1-800-336-1977

Komentarz dra Mercoli: (www.mercola.com)

Jak już moi stali czytelnicy wiedzą, jestem przekonany o tym, że jest o wiele za dużo cukru w diecie większości ludzi. Jest to jeden z największych wrogów przed jakim stajemy w stosowaniu przez nas programu zdrowego odżywiania. Pojawia się we wszystkim co jemy i pijemy, czyniąc rzeczą praktycznie niemożliwą uniknięcie go. Jak to już zostało potwierdzone, cukier podnosi poziom insuliny, która może prowadzić do wysokiego ciśnienia, wysokiego poziomu cholesterolu, chorób serca, cukrzycy, nadwagi, przedwczesnego starzenia się i wielu innych schorzeń.

Chociaż artykuł zawiera dużo dobrych informacji, chciałem dodać kilka nowych dotyczących Xylitolu na które zwrócił mi uwagę Robert Crayon, jeden z czołowych specjalistów od żywienia w kraju (USA).

Bezpieczeństwo Xylitolu

W 1986, FASEB (the Federation of American Societies for Experimental Biology) została upoważniona przez amerykańską Agencję ds. Żywności i Leków (FDA) do oceny wszystkich znaczących faktów dotyczących xylitolu oraz innych alkoholi wielowodorotlenowych. Naukowe wnioski raportu FASEB wskazują, że użycie xylitolu przez ludzi jest bezpieczne. Raport potwierdza również, że jest on środkiem dopuszczonym do stosowania jako zatwierdzony dodatek żywnościowy do użycia w żywności o specjalnych dietetycznych zaleceniach.

W 1996, Wspólny Komitet Ekspertów FAO/WHO ds. Dodatków do Żywności (JECFA), prestiżowe naukowy organ doradczy, który zajmuje się opiniowaniem i przeglądem najnowszych doniesień naukowych i udostępnianiem ich FAO i WHO, potwierdził, że negatywne fakty odkryte w prowadzonych na zwierzętach badaniach w latach 70 – tych są “nieistotne dla toksykologicznej oceny użycia takich substancji (np. xylitolu) w przypadku ludzi.”

JECFA określiła akceptowalną ilość dziennego spożycia (ADI) jako “nieokreśloną”. ADI, wyrażona w jednostkach wagi ciała jest ilością dodatku żywnościowego, która może zostać przyjęta dziennie w diecie przez okres całego życia bez żadnego ryzyka. ADI “nie określony” jest najbezpieczniejszą kategorią w jakiej JECFA może umieścić dodatek żywnościowy. Komisja naukowa do spraw żywności w UE również określiła xylitol jako “dopuszczalny” do spożycia.

http://www.dobrametoda.com/

Nielegalne eksperymenty medyczne na ludziach

Artykuł poświęcamy sprawie naszej czytelniczki. Jest ona jedną z ofiar nielegalnych eksperymentów medycznych przeprowadzanych w Polsce. Jej sprawa toczy się już od prawie dziesięciu lat, a po drodze miała do czynienia z fałszerstwami i oszustwami o jakich nie usłyszycie w mediach komercyjnych. Miejmy nadzieje, że po niniejszej publikacji znajdą się osoby chętne do udzielenia jej pomocy, ponieważ na łamanie prawa i nadużywanie swojej władzy, nie możemy przymykać oczu. Mogą one dotyczyć także ciebie, drogi czytelniku.

Pani A.K. była pacjentką szpitala im. Dzieciątka Jezus w Warszawie. Z powodu choroby nerki i utraty wcześniej jednej z nich skierowano ją na przeszczep. W szpitalu tym zaproponowano jej testowanie nowego, ponoć bardzo dobrego leku o nazwie Sirolimus. Jest to lek immunosupresyjny, czyli taki, który nie pozwala organizmowi pacjenta odrzucić przeszczepu.

Zgoda na eksperyment medyczny musi zostać podjęta przez osobę w pełni świadomą zagrożeń jakie niesie testowanie nowego leku. Powinna być poinformowana o wszelkich znanych, możliwych efektach ubocznych jakie mogą wystąpić. Poza tym pacjent musi być ubezpieczony od niepożądanych skutków ubocznych, a pełną odpowiedzialność za ewentualne uszczerbki na zdrowiu ponoszą prowadzący badania jak i firmy, czy instytucje sponsorujące je.

Po zapewnieniu ubezpieczenia i poinformowaniu naszej bohaterki o znanych skutkach ubocznych, pacjentka podpisała zgodę na przeprowadzenie badań. Trwały one od 29 sierpnia 2001 roku, a ubezpieczenie od skutków ubocznych do 31 marca 2002 roku. Pacjentka warszawskiego szpitala w marcu 2002 roku znalazła się na intensywnej terapii z kwasicą ketonową spowodowaną ogromnym poziomem cukru we krwi tj. 740 jednostek! Tego samego miesiąca stwierdzono u pacjentki cukrzycę. Ubezpieczenie jeszcze obowiązywało w związku z tym pacjentka chciała dowiedzieć się, czy nie ma ona związku z przyjmowanym lekiem w związku z tym przejrzała wszelkie dokumenty związane z badaniem. Okazało się, że w dokumentach nie ma najmniejszej wzmianki o tym, że lek może powodować cukrzycę. Zaniepokojona udała się do lekarza, który ją prowadził. Po krótkiej rozmowie dostała podpis i dokumenty uprawniające ją do uzyskania odszkodowania, gdyż lek ten, jak zapewnił ją lekarz prowadzący naszą korespondentkę, powoduje cukrzycę. Właśnie w tym momencie otwarto puszkę Pandory… Dlaczego? Ponieważ pacjentka warszawskiego szpitala zaufała lekarzowi, posiadającemu zaszczytny tytuł profesora i gorzko tego pożałowała. Być może popełniła największy błąd w swoim życiu, który kosztował ją utratę zdrowia i nic nie dostała w zamian.

Rozpoczęła się sprawa o odszkodowanie od firmy Wyeth – firma farmaceutyczna z Austrii. Poszkodowanej potrzebne były ekspertyzy lekarzy, aby móc uzyskać odszkodowanie. Lekarz prowadzący, napisał ekspertyzę, ale potrzebny był również podpis pana profesora, który prowadził eksperyment. Profesor nie zgodził się na to. Pytanie brzmi: Dlaczego? Ubezpieczenie jest? Jest. Podpis potwierdzający zgodę na testy jest? Jest. Pomijamy tutaj fakt, że decyzja profesora przeciągała się przez rok.

Lekarz prowadzący w związku z odmową profesora prowadzącego testy skierował panią do dwóch innych lekarzy. Jeden z nich nie zgodził się na jej napisanie, a kolejny po dziewięciu miesiącach odwlekania sprawy, wydał ekspertyzę mówiącą o tym, że Sirolimus nie mógł być przyczyną cukrzycy, gdyż pozostałe leki podawane wraz z Sirolimusem również mogły spowodować chorobę. Pomijamy tutaj także fakt, że całość tekstu napisanego przez eksperta wynosiła 12,5 strony z czego 11 stron było żywcem przepisane z historii choroby pani Alicji. Wyraźnie widać, że Ci lekarze nie byli życzliwie nastawieni dla poszkodowanej.

Po opublikowaniu sprawy przez gazetę „Fakty i mity”, zainteresował się sprawą dziennikarz śledczy TVN. W śledztwie okazało się, że lek został nielegalnie (!) sprowadzony do Polski – opowiada nasza korespondentka.

Nie mając innego wyjścia, pacjentka skazana na cukrzycę, musiała złożyć sprawę do sądu. Chcąc założyć sprawę w sądzie stała się ofiarą zastraszania ze strony profesora. Profesor poinformował ją, że „sprawę przegra, ponieważ ma wszędzie znajomych”. Sprawa toczyła się przez 5 lat. Biegły sądowy zrobił korzystną dla pani ekspertyzę, ale strona przeciwna domaga się ekspertyzy spoza sądu. Wynik ekspertyzy, jak się łatwo domyślić, był niekorzystny. Stwierdzono w nim, iż nie ma dowodów na cukrzycogenne działanie leku, co było kłamstwem, którego dopuścili się lekarze o profesorskich tytułach! Poszkodowana dostarczyła mnóstwo dowodów na to, że jest inaczej. Jeden z dowodów był ulotką leku, w którym jasno pisze, że efektem ubocznym stosowania leku jest nadmierny poziom cukru we krwi – mówiąc ściślej, powoduje cukrzycę. Załóżmy, więc, że dowód nie był wystarczający na poparcie tezy powódki. Firma stwierdziła tak w swojej ulotce, ponieważ lubi pozbywać się swoich klientów strasząc ich cukrzycą… Kolejnym dowodem były badania przeprowadzone na 20 tysiącach pacjentów. Wyniki badań pojawiły się w wydaniu „Journal of the American Society of Nephrology”. Badanie wykazało, że lek zwiększa prawdopodobieństwo zachorowania na cukrzycę nawet o 66%! Trzeci dowód pochodził z Europejskiego Publicznego Sprawozdania nt. leku Rapamune (zawierający substancję czynną – Sirolimus), w którym również stwierdza się, że lek wywołuje hiperglikemię. Po wystawieniu tych dowodów sąd stwierdza, że przedstawione przez panią Alicję dowody są „nieuzasadnioną polemiką z biegłymi”! Zapada wyrok zgodny z uprzedzeniem profesora – sąd oddalił powództwo. Przy okazji zasądził 7200 zł kary na rzecz każdego pozwanego z tytułu poniesionych kosztów procesowych! Nadmienimy, że powódka jest osobą, której renta nie przekracza 1500 zł.

Pomimo wszelkich niedogodności i sumy jaka została zasądzona nasza bohaterka nie poddaje się, gdyż w trakcie rozprawy wyszło na jaw, że szpital nie wiedział o prowadzonych na jego terenie badaniach, o czym pisemnie poświadczył dyrektor szpitala! To oznacza, że badania sponsorowała firma farmaceutyczna Wyeth i Narodowy Fundusz Zdrowia. Za badania płacił szpital, a pieniądze od sponsorów… znikły. Najważniejszą sprawą jaka się okazała w trakcie rozprawy to legalność badań. Przeprowadzając legalne badania profesor musiał posiadać zgodę Komisji Bioetycznej, której jak się okazało nie posiadał! Oznacza to, że nie miał na to zgody także od ministra zdrowia.

Poza całą sprawą, aby uświadomić czytelników do jakich rzeczy posuwają się nasi czołowi lekarze, wspomnimy krótko niedawne śledztwo ABW. Śledztwo było prowadzone w sprawie uśmiercania pacjentów zastrzykiem, który powodował śmierć pnia mózgu, po czym narządy zamordowanego pacjenta trafiały do przeszczepów! Były to osoby, które trafiały na OIOM po ciężkich wypadkach samochodowych, a ich stan był niepewny. Niestety nie wiemy jak zakończyło się owe śledztwo. Więcej na ten temat możecie przeczytać TUTAJ.

Po przegranej sprawie powódka składa zażalenie do prokuratury. Odpowiedź jest oczywiście odmowna. Dlaczego? Jak uzasadniła prokuratura nie przedstawiła ona żadnych dowodów na poparcie zarzutów. Dodając także, że ciężko mówić o tym, iż doznała ciężkiego uszczerbku na zdrowiu, ponieważ nie stwierdza się uszkodzeń narządów charakterystycznych dla cukrzycy. Wniosek: cukrzyca jest, ale jej nie ma… Załóżmy, że lek powoduje z jakiegoś powodu tylko i wyłącznie brak wydzielania insuliny (co rzecz jasna jest cukrzycą według WHO). W związku z tym mamy „tylko” podwyższony poziom cukru. W takim razie trzeba zaznaczyć, że sam podwyższony poziom cukru powoduje takie uszczerbki na zdrowiu jak: uszkodzenie wzroku, nerek (co dla pacjentki po ich przeszczepie jest tym bardziej groźne), serca, neuropatię, powolne gojenie się ran, czy nawet udar mózgu.

Po odmowie nasza korespondentka składa pisemne zeznanie w Najwyższej Izbie Kontroli. W rezultacie NIK odpisuje, że nie prawdą jest, iż profesor prowadził badania nielegalnie i bez wiedzy szpitala. Tak, więc dowody są nie ważne – przypominamy, że dyrektor szpitala poświadczył własnym podpisem, że nie wiedział o prowadzonych badaniach! Zatem słowo dyrektora dla NIK jest dowodem nieważnym, wręcz nieistotnym dla śledztwa! Powódka skierowała sprawę do sądu zaskarżając decyzję prokuratory. Sprawa ma odbyć się w maju, a my już jej gorąco kibicujemy, aby wygrała sprawę.

Poza całą toczącą się sprawą zostaliśmy także poinformowani przez pewne źródło, które przekazało nam opowieść krążącą wśród pacjentów szpitala, że w wyniku tych badań śmierć poniosły 3 osoby. Na ile prawdziwa? Tego ani my, ani bohaterka artykułu nie jesteśmy w stanie stwierdzić. Dodamy tylko delikatnie sugestywną wypowiedź lekarza skierowaną do pani A. K., który przyjął poszkodowaną w marcu 2002 z poziomem cukru 740 j. Brzmiała ona tak: „Ostatnio przyjęliśmy pacjentkę z poziomem 1500 cukru we krwi. Pani miała znacznie więcej szczęścia”. Jeśli bohaterka tego artykułu miała 740 j. cukru we krwi i miała już kwasicę ketonową to w najlepszym przypadku tamten pacjent zapadł w śpiączkę. Pomijamy tutaj fakt, że w telewizji poruszano już sprawę, iż Sirolimus powoduje zgony wśród pacjentów – zapewnia nas nasza korespondentka.

Do czego dochodzi w tym szpitalu o czym my jeszcze nie wiemy? Czy przez ostatnie 9 lat nie było więcej takich procederów? Ile osób zostało poszkodowanych i oszukanych? Jak silne wpływy musi mieć ten lekarz skoro pielęgniarki boją się zeznawać? Doszło nawet do tego, że pielęgniarki mając na uwadze dobro swoich pacjentów nie są w stanie zeznawać, bo stracą pracę, a i to nie daje im pewności, że zeznając będzie to miało jakikolwiek wpływ na sprawę.

Biorąc za źródło rynekaptek.pl, lekarze testujący leki dostają za każdego pacjenta 10 tys. euro, z czego szpital dostaje tylko 1 tysiąc. Jest to niemała zachęta dla lekarza, aby badania szły po myśli sponsora. Czy będziemy coś takiego tolerować? Czy będziemy patrzeć jak „kolesiostwo” i układy będą ważniejsze niż zdrowie i życie ludzkie? Mamy cichą nadzieję, że tak jak i my, Ty drogi czytelniku również nie.

Autor: Janusz Korczyński

http://wolnemedia.net

Glutaminian sodu (E621) w większości produktów – bardzo szkodliwy!

Przemysł stosuje się różne glutaminiany (glutaminian sodu, glutaminian potasu, glutaminian wapnia i kwas glutaminowy) a ich działanie jest prawie że identyczne. Pozostańmy więc przy ogólnej nazwie glutaminian.

Patrząc neurologicznie, glutaminian jest narkotykiem. Jest to związek aminokwasowy wywołujący uzależnienie, który przechodząc poprzez komórki śluzowe do krwi a dzięki temu bezpośrednio do mózgu, szkodzi i zakłóca prace mózgu. Dzieje się tak, ponieważ molekuły glutaminianu ze względu na swoją wielkość bez oporu przekraczają barierę krew-mózg (blood-brain barrier)

Glutaminian jako narkotyk
W odróżnieniu od innych narkotyków nie powoduje on żadnych halucynacji czy stanów “high”, tylko wywołuje “tylko” sztuczny apetyt, zakłócając funkcjonowanie rdzenia mózgowego, który (układ limbiczny) reguluje podstawowe funkcje naszego ciała a także odczucia a zatem i poczucie głodu. Poprzez wpływanie na układ limbiczny glutaminian powoduje nadmierne pocenie się, reakcje stresowe jak bóle żołądka, podwyższone ciśnienie krwi, kołatanie serca oraz migreny. Percepcja zmysłowa oraz zdolność uczenia się i koncentracji po konsumpcji glutaminianu jest wyraźnie ograniczona przez kilka godzin. U alergików glutaminian może wywołać atak epileptyczny a nawet paraliż układu oddechowego.

Doświadczenia ze zwierzętami pokazują trwałe uszkodzenia mózgu
Polepszacz smaku glutaminian podano w ramach doświadczeń szczurom serwując im zupy w proszku czy chipsy ziemniaczane. Trwałe uszkodzenia mózgu ujawniły się u wszystkich zwierząt a u ciężarnych szczurów embriony nie były w stanie wytworzyć sprawnie funkcjonującego systemu nerwowego. Takie noworodki nie byłyby w stanie przeżyć w przyrodzie na wolności. Przy poważnych uszkodzeniach mózgu np.: udarze mózgu do uszkodzenia dochodzi nie tylko poprzez brak tlenu ale przede wszystkim poprzez wydzielający się ze zniszczonych komórek glutaminian.

Glutaminian szkodliwy także dla oczu
Jeśli ktoś przez dłuższy czas stosuje pożywienie zawierające polepszać smaku glutaminian sodu ryzykuje swój wzrok. Ten fakt potwierdzili naukowcy z Uniwersytetu Hirosaki w Japonii (Prof. Dr. Hiroshi Ohguro) według gazety New Scientist. W doświadczeniach na szczurach udowodniono, że żywność o wysokiej zawartości Glutaminianu trwale uszkadza siatkówkę i może doprowadzić do utraty wzroku.

Polepszacze smaku mogą się kumulować
Prof. Dr. Hiroshi Ohguro potwierdził że w ramach jego badań stosował duże ilości Glutaminianu. Nie chciał jednak określać minimalnej granicy, ponieważ glutaminian potrafi latami się odkładać a jego szkodliwość objawia się z opóźnieniem. Według Prof. Dr. Hiroshi Ohguro może to być wyjaśnieniem fenomenu dlaczego tak wiele pacjentów we wschodniej Azji choruje na specjalną formę jaskry (Glaukomia) bez typowego podwyższonego ciśnienia w oku.

Badania Dr. Russella Blaylock’a dowiodły, że komórki nowotworowe, do których dostarczane jest MSG (także Aspartam), wykazują wzmożoną aktywność do rozprzestrzeniania się w organizmie i tworzenia przerzutów.
Włoscy naukowcy przeprowadzili szereg badań na (biednych) szczurach. Przez całe życie, podawano szczurom MSG, aż do ich “naturalnej” śmierci. Stwierdzono liczne zachorowania na białaczkę i nowotwory węzłów chłonnych.

Dr Blaylock odkrył występowanie receptorów glutaminowych poza mózgiem, we wszystkich organach i tkankach. Odpowiadają one za wychwytywanie naturalnego kwasu glutaminowego, potrzebnego w organizmie. Kiedy jednak zjesz posiłek, zawierający glutaminian sodu, jego stężenie we krwi wzrasta 20-krotnie w porównaniu do stężenia kwasu glutaminowego po naturalnym posiłku. Nawet jednokrotne spożycie bogatego w MSG posiłku może spowodować biegunkę ( Czy na pewno nigdy nie miałeś/aś rozwolnienia po wizycie w McDonalds? ). Długotrwałe spożywanie pożywienia zawierającego MSG może wywołać Zespół Jelita Drazliwego (Irritable Bowel Syndrome, IBS), paskudną przypadłość. Braki magnezu w organizmie powodują hiperaktywność receptorów glutaminowych. Dr Blaylock powiązuje również znaczne zwiększenie liczby zgonów spowodowanych nagłą śmiercią sercową (sudden cardiac death ), ze zwiększonym spożyciem Glutaminianu sodu. Jeśli masz problemy z sercem – szczególnie przed wysiłkiem fizycznym – nie pij “dietetycznych” i “energetycznych” napojów i zwracaj uwagę na przyjmowane wcześniej pożywienie !

Udowodniono również kluczowy wpływ MSG na “epidemię” otyłości wśród dzieci i młodzieży w USA (obecnie także w Europie). Smażone przekąski, takie jak Chipsy ziemniaczane czy Chrupki Kukurydziane, zawierają wielonasycone kwasy tłuszczowe oraz tzw. Tłuszcze Trans – których wpływ na występowanie otyłości został udowodniony już kilkadziesiąt lat temu. Jeśli zawierają także dodatki przyprawowe (a przecież wszystkie chipsy maja jakiś “smak”), receptę na opasły brzuszek mamy gotową – zamknięta w kolorowym, szeleszczącym opakowaniu.

MSG, tak jak Aspartam i kilka innych substancji, jest Ekscytotoksną – wg. Wikipedii ekscytotoksycznośc jest to “patologiczny proces, w którym neurony są uszkadzane i zabijane przez glutaminian i podobne związki chemiczne.”. Swego czasu w USA wybuchł skandal, którego powodem było dodawanie przez producentów żywności MSG, do produktów dla NOWORODKÓW i małych dzieci ! Ekscytotoksyny to silnie toksyczne substancje, które są w stanie “otworzyć” barierę oddzielająca mózg od krwi (bbb), co w znacznym stopniu zwiększa ryzyko zachorowania na poważne schorzenia neurologiczne (skleroza, Choroba Alzheimera) i wiele innych chorób.

Czytajcie etykiety na produktach!

http://smartfood-pl.blogspot.com/

http://www.ehrenfeld.pl/

McDonald – trujące jedzenie

Jak zdrowe jest jedzenie z McDonalda i co się z nim dzieje zobaczcie sami, film po angielsku ale nie powinno być problemu ze zrozumieniem, smacznego :)

Aspartam E951

Stosowany masowo jako sztuczny środek słodzący w produktach spożywczych, można go znaleźć w napojach typu light, gumach do żucia, tabletkach musujących, ciastkach bez cukru, niskokalorycznych jogurtach itp.

Aspartam został wynaleziony w 1965 r. przez Jamesa M. Schlattera pracującego dla firmy farmaceutycznej G.D. Searle & Company. W 1985 r., G.D. Searle została przejęta przez koncern Monsanto. Koncern ten przemianował tę firmę na NutraSweet Company i kontynuował produkcję aspartamu. Patent amerykański na jego produkcję wygasł w 1992 r.

Chemicznie aspartam jest estrem metylowym dipeptydu składającym się z dwóch występujących naturalnie reszt aminokwasowych – fenyloalaniny i kwasu asparaginowego. W układzie pokarmowym człowieka, hydrolizuje on najpierw do wolnego dipeptydu i metanolu. Dipeptyd rozkłada się następnie na wolne aminokwasy, a metanol utlenia się do formaldehydu i kwasu mrówkowego.

Naukowcy z Fundacji Ramazziniego przeprowadzili badanie na szczurach. Obserwowali gryzonie przez 159 tygodni. W tym czasie podawali im pożywienie zawierające aspartam w dawkach imitujących dzienne spożycie tego związku przez ludzi. Szczury podzielono na kilka grup w zależności od przyjmowanej dawki. Związek ten wywołał u szczurów chłoniaki, białaczkę oraz nowotwory (szczególnie nerek u samic i nerwów obwodowych u samców), nawet jeśli spożywały mniejsze dawki niż dozwolone w przemyśle spożywczym dla ludzi.

Więcej na temat aspartamu dowiesz się z poniższego filmu:

Na podstawie:

http://pl.wikipedia.org/wiki/Aspartam

http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,55670,3075657.html

Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.

Join 139 other followers