Odtajnione materiały UFO pod wodą

Rosja: Dzisiejsza katastrofa “podobna do smoleńskiej”

Co najmniej 44 osoby zginęły, a 8 zostało ciężko rannych w katastrofie rosyjskiego samolotu pasażerskiego Tu-134A pod Pietrozawodskiem, w Karelii, na północy Rosji, w pobliżu granicy z Finlandią.

Zdaniem ekspertów, wypadek pod Pietrozawodskiem przypomina ten z kwietnia 2010 roku pod Smoleńskiem, w którym zginął prezydent RP Lech Kaczyński.

Tu-134A rozbił się w poniedziałek o godz. 23.40 czasu lokalnego (godz. 21.40 czasu polskiego). Runął na drogę w pobliżu miejscowości Biesowiec, w odległości ok. 700 metrów od lotniska w Pietrozawodsku. Po uderzeniu w drogę rozpadł się na wiele części i stanął w ogniu.

Maszyna należała do rosyjskich linii lotniczych RusAir. Leciała z Moskwy. Wystartowała z lotniska Domodiedowo o godz. 22.30. W Pietrozawodsku powinna była lądować we wtorek o godz. 0.04.

Na pokładzie Tu-134A były 52 osoby, w tym 9 członków załogi. Stan siedmiorga rannych oceniany jest jako bardzo ciężki. Sześcioro z nich przetransportowano do Moskwy.

Wśród ofiar śmiertelnych katastrofy są cudzoziemcy: Szwed, Holender i dwóch Ukraińców, a także czteroosobowa rodzina z podwójnym obywatelstwem – Rosji i USA.

W wypadku zginęło również niemal całe kierownictwo: dyrektor generalny, jego zastępca i główny konstruktor przedsiębiorstwa Hydropress, wchodzącego w skład Rosatomu, państwowej korporacji zarządzającej energetyką nuklearną w Rosji. Hydropress specjalizuje się w projektowaniu reaktorów atomowych.

Na pokładzie maszyny byli też eksperci z innych spółek zajmujących się energetyką jądrową. Wszyscy lecieli na konferencję do Pietrozawodska.

Zginął także znany rosyjski sędzia piłkarski z licencją FIFA Władimir Piettaja.

Przyczyny katastrofy nie są znane. Wiadomo jednak, że Tu-134A podchodził do lądowania w trudnych warunkach meteorologicznych, w deszczu i mgle. Kontroler lotu, który prowadził samolot z ziemi, utrzymuje, że nakazał załodze odejście na drugi krąg, jednak kapitan zdecydował, iż posadzi maszynę na własne ryzyko.

O błędzie pilota jako najbardziej prawdopodobnej przyczynie wypadku mówi też wicepremier Siergiej Iwanow. “Wstępne dane sugerują, że błąd pilota był wyraźny: w złych warunkach pogodowych pilot gwałtownie skręcił w prawo i we mgle do ostatniej chwili wzrokowo poszukiwał pasa startowego, którego nie znalazł” – oświadczył Iwanow w Paryżu, gdzie towarzyszy składającemu wizytę w Francji premierowi Władimirowi Putinowi.

Iwanow, odpowiadający w rządzie Rosji za przemysł i transport lotniczy, ocenił, że katastrofa Tu-134A pod Pietrozawodskiem przypomina tę pod Smoleńskiem, w której 10 kwietnia 2010 roku śmierć poniósł polski prezydent Lech Kaczyński.

Na błąd pilota jako przyczynę katastrofy wskazuje też znany pilot-oblatywacz Magomed Tołbojew.

Natomiast Komitet Śledczy Federacji Rosyjskiej wymienia trzy możliwe przyczyny tragedii: czynnik ludzki, tj. błąd pilota lub służb naziemnych lotniska, trudne warunki pogodowe oraz usterka samolotu lub urządzeń naziemnych.

Federalna Agencja Transportu Lotniczego (Rosawiacja) podała, że do wypadku doszło, gdy Tu-134A z niezrozumiałych przyczyn zboczył z kursu i zbyt wcześnie zaczął się zniżać.

Czarne skrzynki z rozbitej maszyny zostały już przesłane do Moskwy, gdzie zbada je Międzypaństwowy Komitet Lotniczy (MAK).

Tu-134A, który rozbił się pod Pietrozawodskiem, został zbudowany w 1980 roku w zakładach lotniczych w Charkowie. Do 1984 roku latał jako samolot rządowy.

http://fakty.interia.pl

Fałszowano protokoły sekcji

Petelicki ujawnia szokujące fakty

Tuż po katastrofie czołowi politycy PO otrzymali SMS-a z instrukcją na temat tego, jak mają się wypowiadać na temat katastrofy. Brzmiał on tak: „Katastrofę spowodowali piloci, którzy zeszli we mgle poniżej 100 metrów. Do ustalenia pozostaje, kto ich do tego skłonił”. Ten i inne fakty ujawnia w wywiadzie dla tygodnika “Wprost” gen. Sławomir Petelicki, twórca jednostki GROM.

Gen. Petelicki jest współautorem raportu poświęconego przyczynom katastrofy smoleńskiej przygotowanego przez Zespół Eksportów Niezależnych.

Oficer twierdzi, że decyzja o przyjęciu konwencji chicagowskiej jako podstawy prowadzenia badania katastrofy zapadła w trójkącie Donald Tusk-Tomasz Arabski-Paweł Graś. Tuż po katastrofie czołowi politycy PO mieli otrzymać SMS-a z instrukcją na temat tego, jak mają się wypowiadać na temat katastrofy. Petelicki poznał treść tego SMS-a. Brzmiał on: „Katastrofę spowodowali piloci, którzy zeszli we mgle poniżej 100 metrów. Do ustalenia pozostaje kto ich do tego skłonił”.

Zdaniem Petelickiego, lot do Smoleńska miał status wojskowy i nie podlega to wątpliwości, a odpowiedzialnością za katastrofę nie można obarczać pilotów. Winę za przygotowanie lotu ponosi za to – według twórcy GROM – Kancelaria Premiera.

Petelicki zarzuca także rządowi, że przy wyjaśnianiu katastrofy nie poprosił o pomoc NATO. “Tuż po katastrofie tylko Bogdan Klich pamiętał, że Polska jest od 12 lat członkiem Sojuszu i zaproponował, by poprosić NATO o pomoc. Ale premier tego nie chciał, ponieważ gdyby śledztwo toczyło się pod auspicjami NATO raport końcowy byłby miażdżący dla rządu i MON [...] NATO powiedziałoby nam o wiele więcej na temat przyczyn katastrofy niż możemy się dowiedzieć od Rosjan. Rosjanie nie są zainteresowani, by pokazać całą sytuację – np. to, co działo się w baraku na lotnisku smoleńskim, którego nie można nazwać wieżą kontroli lotów. Ale Tusk najwyraźniej też nie jest tym zainteresowany. A przecież zwrócenie się do NATO tuż po katastrofie było obowiązkiem premiera!” – uważa generał.

Według Petelickiego, karygodne zachowanie premiera Tuska po katastrofie smoleńskiej doprowadziło do tego, że Polska straciła w NATO wiarygodność. “Efekt? Tuż po katastrofie USA podjęły decyzję o tym, że – wbrew wcześniejszym ustaleniom – nie przekażą nam uzbrojonych zestawów rakietowych Patriot” – twierdzi Petelicki.

Raport przygotowany przez Zespół Ekspertów Niezależnych kończy się następującą konkluzją: „jeśli po ocenie raportu komisji szefa MSWiA i prokuratury Sejm nie podejmie decyzji o postawieniu Donalda Tuska i Bogdana Klicha przed Trybunałem Stanu będzie to oznaczało, że nawet największa tragedia narodowa w Polsce po II wonie światowej nie jest w stanie nic zmienić, a system bezpieczeństwa państwa będzie ulegał dalszej degradacji”.

www.niezalezna.pl

10.04.11 – Rocznica Katastrofy Smoleńskiej – Największa Manifestacja Antyrządowa w Historii Polski !!!

Jest nas, Polaków, bardzo wielu. Pamiętamy tłumne przyjście Polski sprzed roku. Pamiętamy o wiernych i ofiarnych strażnikach krzyża-pamięci.

Przyjdziemy wszyscy w rok po stracie Prezydenta Lecha Kaczyńskiego, jego małżonki i 96 osób delegacji katyńskiej ponownie pod Pałac Prezydencki, by zaświadczyć o naszej wiernej pamięci, jaką jesteśmy winni tym, którzy pragnęli wolnej Polski, oraz by domagać się prawdy o przyczynach tej wielkiej straty.
Jesteśmy wstrząśnięci, zasmuceni, ale i zagniewani, ponieważ jeśli w rok po wydarzeniach smoleńskich nie wiemy bez mała nic, jeśli obecnie rządzący oddali dochodzenie Rosjanom, nie bronili honoru ofiar i ich rodzin oraz nie przeszkadzali w poniżaniu Polski przez naszych nieprzyjaciół, a często uczestniczyli w tych haniebnych praktykach, to myślę, że możemy spokojnie wysnuć wniosek oto taki:

Przychodząc na Krakowskie Przedmieście wchodzimy w miejsce, z którego rządzący abdykowali. Rząd, który w obliczu takiej narodowej tragedii zachowywał i zachowuje się w taki sposób, pokazuje, że uciekł.

 

Nie ma go.
Polska została opuszczona.
Osoby, które winny służyć wiernie Polsce, zdradziły ją i oddały jej sprawy obcym.

Ofiara sprzed roku jest wezwaniem do wejścia w to puste miejsce i do podjęcia zadań, od których rządzący uciekli. Rok temu pokazaliśmy, że nie czekaliśmy ani chwili i stanęliśmy w tym miejscu, aby pokazać gotowość do oddanej służby Ojczyźnie.

Tak się stało, to jest fakt i nikt już nie tego zmieni.

Dlatego przychodząc w dniu 10 kwietnia 2011 roku musimy wiedzieć i przyjąć tą świadomość do wiadomości ze wszystkimi jej konsekwencjami. Przychodząc tam bierzemy sprawy Polski w nasze ręce – po raz pierwszy od wielu, wielu lat. Oddamy więc hołd, ale musimy też zespolić siły, przyjąć na nasze barki odpowiedzialność za los Ojczyzny i po powrocie do domów wiernie trwać w służbie dla Polski – pamiętając o przeszłości i przygotowując się do pracy dla obolałego kraju.

Tymczasem prokuratura wykluczyła tezę zamachu ws. katastrofy samolotu TU 154 M z prezydentem Kaczyńskim. Uczyniła to, chociaż nie dysponuje oryginałami czarnych skrzynek, wrakiem samolotu (którego nawet nie próbowano zestawić w hangarze jak to czyni amerykańska NTSB) i wiele innych dowodów. Ponadto część przesłanych dokumentów przez Rosjan jest w ogóle nieczytelnych. Nie przesłuchano także wielu świadków (choć rodziny smoleńskie, które do sprawy niewiele mogły wnieść – przesłuchano, grożąc im nawet łagrem).
A zatem na jakiej podstawie podjęto decyzję odrzucającą tezę o zamachu nie wiadomo. Całe dochodzenie to zwykła fikcja.

ROZKAZ – ZGASIĆ PAMIĘĆ

http://aferyprawa.eu/

Nadesłane: Falcon

Pierwszy film śledczy o tragedii Smoleńskiej

Egipt i co dalej

Historia kołem się toczy, zauważono to dawno. Jedni z tego nauczyli się czegoś, dla innych jest to zwykłe porzekadło. Ci którzy nauczyli się z tego czegoś powiększają to koło, wzmacniają, przyspieszają jego ruch, kręcą nim w sobie wygodnym kierunku.

Co najmniej od czasu Rewolucji Francuskiej kręgi tego koła przetoczyły się wielokrotnie z trudną do nie zauważenia sprawą, mianowicie, że do przeprowadzania radykalnych zamierzonych zmian nieodzowne było i jest lokalne społeczeństwo. Społeczeństwo to bardzo szerokie określenie ale znając jego przekroje, warstwy, ich charakterystykę można było wykorzystywać specyficzne cechy jego części dla obracania tym „kołem”.

Rożne były koła historii i sprawności tych którzy tymi kołami kręcili ale efektywność poprawiano. Od „ludu” na Bastylię, przez wystrzał z Aurory, w końcu „ludy” ale już jako całe państwa. ( Hitler, Roosevelt łącznie z USA przed i po II W. Ś. ) W dalszym ciągu lokalny „lud”, importowany lokalny „lud” i prowokowane i organizowane jego zaangażowania pozostają w podstawach historii lokalnych pierestrojek lub początku daleko szerszych spraw.

Inną trudną do nie zauważenia sprawą w tych „kręgach historii” są charakterystyczne wspólne elementy które nie mogły być sprawą spontaniczności. Te wspólne elementy zebrane w całość w utwór dramatyczny (sceniczny) składały by się z wielu aktów i scen a w takich „kręgach historii” jak Rewolucja Francuska czy rewolucja w Rosji Carskiej z kilku rozdziałów. Te akty, sceny, rozdziały stawały się wzorami dla nowych scenariuszy do realizacji potrzeb tego samego producenta od paru wieków. Ten producent zwany Komunizmmem dla zawoalowania producenta raczej powinien być nazywany Bolszewizmem ale bardziej rzeczową nazwa powinien być Rodszyldnizm. Literatura jest bogata w szczegóły tych spraw, łącznie z terenu Polski i łącznie z Solidarnością.

Sprawa aktualnego Egiptu nie jest bynajmniej sprawą tylko Egiptu i Mubaraka. Mubarak jest zasłoną dymną dla Egipcjan i dla reszty świata. Egipt jest zbyt duży i ważny jak na ten teren żeby NWO i Rodszyldizm jego istnienie w dalszym ciągu bagatelizował. W polityce zwanej globalną czyli NWO stan aktualny państwa w rodzaju Egiptu jest brany pod uwagę w aspekcie całego regionu. Jego potencjalne znaczenie w tym aspekcie ma daleko większe znaczenie. Scenariuszy NWO i Rodszyldizmu, ani aktualnego ani następnych aktów i rozdziałów protestujący, (sterowane wrzenia społeczne) śmiem twierdzić, nie znają a nawet nie podejrzewają.

Świat arabski w powiązaniu z muzułmańskim i dalej hinduskim stał się potencjalnie zbyt ważny podobnie jak kiedyś potencjał Rosji Carskiej. Sprawa Tunezji stała się dla Rodszyldizmu sygnałem do alarmu na północną Afrykę.

Nikt z ważniejszych postaci i całych zbiorowości z początków rewolucji zarówno we Francji jak i w Rosji nie przeżył. Mało tego, okres przygotowawczy do zrealizowania scenariusza po 1905 w Rosji trwał stosunkowo długo przed 1917 rokiem a jaszcze po tym roku wszystko co jeszcze pozostało z potencjalnych przeszkód realizowania scenariusza zostało zlikwidowane w ludobójstwie bez precedensu w historii ludzkości. Wszystko to przy zastosowaniu tak zwanych wrzeń społecznych ( oczywiście sterowanych) i bezprecedensowego terroru.

W samym tylko roku 1905 / 1906 w Rosji było 20 000 ataków terrorystycznych skutecznych i nie udanych. Dalsze lata to 66 milionów w zrealizowanym scenariuszu.

Nie udany zamach na Stołypina w 1906 który przeżył a w którym zginęło 27 innych osób został skutecznie powtórzony w 1911 w którym on zginął.

Instrukcje Lenina były wypełnione wskazówkami żeby do ładunków wybuchowych dodawać odłamki metalu dla zwiększenia skuteczności zabijania ludzi.

Trudno tu nie wspomnieć Ossendowskiego co najmniej w aspekcie Lenina (Antoni Ferdynand Ossendowski, ur.1876) oraz dokumentalnego filmu w j.angielskim „The Russia We Lost”;(Rosja którą straciliśmy), Stanislav Govorukhin, ur. 1936, w szerokim aspekcie od czasów carskich do czasów powojennych II W.Ś.***

Ludobójstwo Gojów stosowane z absolutną bezwzględnością od dawna w myśl talmudycznej zasady, że będzie żydowskie lub nie będzie istnieć w ogóle, ( Maurice Samuels, „You Gentiles”), znalazło w 2009r uzasadniania, usankcjonowania, akceptowanie takiej konieczności przez własną nację w książce rabina Yitzhak Shapiro, ”The King’s Torah. The complete guide to killing non-Jews” (“Całkowity przewodnik zabijania nie-Żydów”). Odrażająca sprawa pozbawienia wszelkich skrupułów w swojej nacji nawet wobec dzieci Gojów i wszelkiego nawet z fizycznych rzeczy które mogłyby nieść jakąś pamięć żydowskich zbrodni i istnienia czegoś nie żydowskiego.

Sprawa Egiptu w obecnym stadium to tylko preludium. Jesteśmy przededniu następnych aktów tragedii a za nimi następnych rozdziałów tragedii.

Wysycenie aktorami całych społeczeństw w USA i Kanadzie czy Europie, Polsce oraz Bliskim Wschodzie jest ponad możliwościami wyobrażenia przeciętnego mieszkańca tych regionów. Nie jest już potrzebny tłumek jaki kupiono sobie na marsz na Bastylię.

Ci aktorzy w przebraniach szczególnie na co ważniejszych stanowiskach tylko czekają na przydział ról w odpowiedniej chwili z odpowiednim dla chwili scenariuszem. Nie jest jeszcze przygotowany „Bonaparte” a więc będą sukcesywne sceny i akty zanim nastąpi nowy rozdział tragedii.

*** “The Russia We Lost”; “Rosja którą straciliśmy”, Stanislav Govorukhin, (ur, 1936)

Film dokumentalny w 2 częściach w języku angielskim. Był osiągalny w internecie z końcem lat 90-tych. Pewnie już nie teraz, a może? Bardzo ważny, szczególnie dla Rosjan a także dla reszty świata.

Obrazuje dlaczego musiała zginać ponieważ jej potencjał zagrażał Rotszyldlizmowi już rozwiniętemu w Ameryce i Europie.

Takim zagrożeniem teraz jest Środkowy, Bliski Wschód i północna Afryka.

Wojciech Właźliński

25, II, 2011

Polscy politycy osiągnęli piąty poziom piekła

Autor Roman Mańka

Z Aleksandrem Gudzowatym, prezesem Bartimpexu, rozmawia Roman Mańka

Jak Pan jako przedsiębiorca – jeden z największych w Polsce, prezes jednej z największych firm – patrzy na polską gospodarkę, jak ocenia to, co się obecnie dzieje?

Ja akurat mam w firmie regres – wspomagany, że tak powiem…

Przez kogo, przez rządzących?

Tak, mogę to już w tej chwili powiedzieć z całą pewnością. Ale nie o to chodzi. Wyjdźmy poza moje sprawy do ogólniejszych. Podstawową sprawą dla Polski jest fakt, że my nigdy nie dawaliśmy pierwszeństwa polityce rozwoju kraju, a zawsze polityce podziału. To wynika ze słabości kadry politycznej, która jest słaba do bólu – nie mówię o wszystkich oczywiście, ale mówię o swojej masie. A poza tym z tego, że kadra polityczna wytworzyła się u nas poprzez interes przywódców partii, a nie poprzez interes państwa. Jest pewna izolacja od interesu państwa. Moim zdaniem oni w ogóle nie biorą pod uwagę tego czynnika z wyjątkiem sytuacji, kiedy interes kraju staje się dokuczliwy dla nich, czy gdy istnieje brak jakiegoś sukcesu, tak jak na przykład z OFE. Patrzę na sprawę z oburzeniem. Polska nie jest państwem bogatym. Do oceny sytuacji trzeba przyjmować ludzkie kryteria. Jeżeli mamy do czynienia z dużą grupą emerytów na groszowych uposażeniach – proszę zobaczyć, że przez wszystkie lata prowadzonej polityki życie emeryta staje się coraz gorsze, bo jeżeli im nawet podwyższają emerytury, to pieniądz traci wartość. A więc de facto rachunek jest ciągle dla emerytów niekorzystny. A poza tym o kraju, w którym dożywia się półtora miliona dzieci, nie można mówić, że jest to „zielona wyspa” na mapie Europy. I dlatego uważam, że indolencja polityków spowodowała, że my po prostu nie jesteśmy zarządzani przez fachowców, tylko przez słabeuszy. Dla mnie jest oczywiste, że zbliża się milowymi krokami kryzys ekonomiczny i społeczny.

Mówi Pan o Polsce?

Mówię o świecie. On jest nieunikniony. Przyczyny są znane, ale nikt nie wymyślił lekarstwa. Istotne są dwie rzeczy – globalizacja oraz korupcja. Korupcja, która powoduje nieracjonalne decyzje, czyli sytuację, że nie są one korzystne dla całych społeczeństw, ale dla grup, tych głównie globalnych właścicieli majątków. Dalej – uprzedmiotowienie pracy przez rozwój postępu technicznego jest duże i to jest z jednej strony korzystne, a z drugiej niekorzystne przez to, że generuje bezrobocie i dla tych ludzi nie ma pracy. Na przykład, co się dzieje w krajach arabskich?! Tam mamy akurat przykłady na globalizację, jako niszczącą siłę i sytuacje korupcyjne. Taka charakterystyczna cecha – czy znalazł się prokurator, który od razu ministrom i prezydentowi konta zamroził…?! Przecież działalność tych ludzi nie była tajemnicą.

Uważa Pan, że w Polsce poziom korupcji jest wysoki?

Są dwa poziomy korupcji. Jeden to ten powszechny, masowy, czyli żeby coś załatwić, to się daje jakieś drobne pieniądze – w urzędach urzędniczkom czy urzędnikom. Ale jest też drugi poziom – ten już elitarny, że następuje przywłaszczanie majątku przez wąską grupę wybranych przyjaciół, kolegów, polityków itd. O tym świadczą niektóre prywatyzacje. To przejmowanie majątku za nieprawdziwe pieniądze.
Spotkał się Pan w swojej działalności z oczekiwaniami korupcyjnymi ze strony polityków?

A jakie są powody tego że ja jestem nietolerowany? Jak Pan myśli?

Wie Pan, ja być może mam własną intuicję, ale czytelnik chce usłyszeć konkretną odpowiedź

Oczywiście, że tak. Wyczekiwania pomocy w stosunku do mnie ze strony polityków były bardzo czytelne.

Czyli można powiedzieć, że politycy chcieli od pana pieniądze?

Coś ich trzyma przy tej władzy. Pycha i chciwość. Proszę zobaczyć na przykładzie prywatyzacji w Polsce. Ja nikogo nie atakuję i nie mam zamiaru być osobą oceniającą – zwłaszcza autorytety. Ale prywatyzacja w Polsce to jest rozbrojenie kraju. I właśnie w etap kryzysu wchodzimy dużo słabsi, bo część majątku oddaliśmy globalnym, dużym, przedsiębiorstwom zagranicznym. To nic innego jak „odkurzacze”. I to jest inicjatywa do tej pory pokutująca jako lekarstwo na polskie długi. A to nie jest żadne lekarstwo. Lekarstwem na polskie długi jest rozwój gospodarczy.

Oczywiście!

No tak – oczywiście! Ale to pan mówi, ja mówię, a Balcerowicz dostał, że tak powiem, „przezwisko” najmądrzejszego ekonomisty, Wybawcy Narodu, ale on pierwszy zaczął prywatyzację. Mało tego – pod jego skrzydłami powstała grupa specjalistów wyceniających wszystkie obiekty, podlegające prywatyzacji. I można powiedzieć, że napięcie długu było tak silne, że rządy musiały sprzedawać majątek narodowy, aby uzyskać środki przeznaczane na płacenie emerytur, ale to świadczy właśnie o tym, że te rządy były tak słabe, że szukały najprostszych rozwiązań, a same delektowały się swoją pozycją.

Sugeruje Pan, że zarzut pojawiający się dość często w dyskursie publicznym – jakoby w Polsce dokonano grabieży majątku narodowego, jest słuszny?

Słuszny. Może nie grabieży… ale pozbycia się majątku narodowego. Bo na przykład sprywatyzowanie banków to w ogóle było harakiri, jakby nie mówić. Mało tego, te wszystkie obiekty sprzedano za małe pieniądze.

NFI też wcześniej nie wypaliło?

A ile poszło tego towaru? Czyli rząd się bawił w delikatesy.

To było kilka rządów, jeżeli chodzi o proces prywatyzacji.

Wszystkie! To świadczy o poziomie kadry politycznej. Poza tym my nie mamy rosnącej kadry politycznej. Nasza kadra polityczna jest bardzo stabilna. Oni się ciągle przemiennie wybierają. Niech pan zobaczy – to są ciągle te same nazwiska, które przechodzą przez poszczególne fazy rządzenia krajem. Tak więc my jesteśmy sami sobie winni, że rozbroiliśmy Polskę.

W czym Pan dopatruje się przyczyn tego stanu rzeczy? Dlaczego elita polityczna może nie liczyć się ze społeczeństwem, z głosem przedsiębiorców, z ekspertami ekonomicznymi?

Po pierwsze dlatego, że taka jest moda na świecie. Żadna polityka na świecie nie liczy się ze społeczeństwem. Mówi, że się liczy, ale de facto się nie liczy.

Ale w krajach o rozwiniętej demokracji działają jakieś mechanizmy kontroli?

Nie wszędzie. Mamy teraz Egipt – prawda. W Ameryce rzeczywiście, jak kogoś złapią, to jest skończony. Nawet na 190 lat do więzienia pójdzie. W Izraelu mają to z głowy, potrafią, jak potrzeba, wsadzić do więzienia nawet prezydenta. Czyli jest ten obowiązek szanowania, czego u nas nie ma. U nas jest wolna amerykanka władzy. Politycy uważają, że oni nie zarządzają krajem, a rządzą. To jest różnica. To jest uzurpacja. Nieprzestrzeganie prawa przez polityków to jest kolejna nasza klęska. Ja mam ciągle na myśli przykłady ze swojego podwórka. Na przykład prywatyzacja PGNiG-e to był jeden wielki przekręt.

Stawia Pan bardzo poważne oskarżenia. Dlaczego Pana zdaniem był to przekręt?

Dlatego, że PGNiG wyceniono za nisko. Pierwszy z brzegu przykład – Europol Gaz – którego majątek trwały był olbrzymi – wyceniono na podstawie wartości księgowej, a więc wzięto pod uwagę akcje, itd. To wszystko chyba na 400 milionów wyceniono. I w ten sposób doszło do PGNiG, które jest właścicielem Europol Gazu. Czyli to wskazuje na to, że w przyszłości jest jakieś zapotrzebowanie na zakup PGNiG przez – jak myślę – obcy kapitał. Jak obserwuję – albo Niemcy, albo Rosja.

A może wspólnie…?

Albo wspólnie. Ale nikt w Polsce się temu nie przeciwstawił. Mało tego – myśmy interweniowali ze względu na nasz interes (jeśli chodzi o udziały) w sprawie Europol Gazu i wszędzie dostawaliśmy po łapach. Mieliśmy prywatne, nieoficjalne informacje, żeby nie podskakiwać. Takie „prośby” mieliśmy. Ale rzeczywiście dostawaliśmy po łapach. A sprawa z gazem? Przecież ten słynny już i nudny Bernau-Szczecin gdyby powstał dziesięć lat temu (a w tym przypadku chodziło tylko o 28 km przez Polskę), to nie byłoby żadnych problemów z dywersyfikacją dostaw gazu, bo byłby już półtora roku potem zbudowany i byśmy mieli szansę na kupienie gazu od zachodnich sprzedawców, nawet jeżeli to byłby gaz rosyjski. Ale co dziwne – w dokumentach tworzących gazociąg Bernau-Szczecin było wyraźnie napisane, że chodziło, aby powstał gazociąg dla gazu z Norwegii. A to przeciwnicy wymyślili sobie gazociąg norweski za 600 mln dolarów. Komuś bardzo zależało na tym, żeby nie powstał gazociąg Bernau-Szczecin.

A czy komuś zależało żeby Pana wykluczyć z tej sprawy?

To jest to… Bo ja byłem jedynym, który tam bronił tej (mówię nieskromnie) polskiej racji stanu. I wykluczyli mnie z tego biznesu. Wywalają mnie z tego biznesu. I proszę zobaczyć, co się stało? Wszystkie rządy były przeciwko mnie. O czym to świadczy, jeżeli w oczywistej sprawie rząd działał przeciwko mnie, to znaczy, że zostały użyte takie instrumenty katalizacji tego zła, że nie ma silnych, czyli prawdopodobnie istniały jakieś zewnętrzne naciski. Teraz na końcu za Tuska była taka argumentacji, że jak nie zgodzicie się, to nie damy gazu. Ale przecież wcześniej tego nie było.

Nie niepokoi pana zbliżenie Tuska z Putinem, gdzie Putin sugerował jakiś czas temu jakieś działania korupcyjne z Pana strony, czy coś takiego?

Niepokoi mnie co innego. Że Tusk nie potrafił mnie obronić. Nawet mnie nie zapytał – jak to było naprawdę. A więc ja wysłałem po prostu list do Putina, w którym wyjaśniłem, na czym polega konflikt. Ale z drugiej strony wiem, że gdyby powstał gazociąg Bernau-Szczecin, to by nie było rosyjskiej pętli gazowej. To byśmy mieli niższe ceny. I to jest ohydne. A teraz ta umowa polsko-rosyjska, którą rząd zrobił… Przecież tam jest naruszenie prawa.

Ile kosztowało usunięcie Pana z inwestycji Gas-Trading O jakie Pieniądze idzie gra?

Nie idzie o pieniądze, idzie o władzę.

Czyli jest zagrożenie dla suwerenności Polski?

Jest zagrożenie dla suwerenności Europol Gazu. Dlatego, że już dziś w Europol Gazie rządzą Rosjanie.
Dlaczego mnie tam tak nie lubią?! Za to moje gadanie i za to pisanie do nich? Przecież ja ich uprzedzałem na piśmie – czym grozi taka polityka Europol Gazu. Korzystałem z uprawnień członka rady nadzorczej. Pisałem do nich, a oni zawsze moje uwagi ignorowali. Nie było reakcji na to. Po starorosyjsku się zachowywali.

Jak Pan ocenia umowę, którą negocjował premier Pawlak?

Dałem sprawę do prokuratora z wnioskiem o wstrzymanie procedury podpisania umowy ze względu za szkodę dla Polski – ewidentną szkodę. Nie taką domniemaną, tylko wyraźną szkodę dla Polski. Ale prokurator jakoś jeszcze nie zareagował, a umowa już została podpisana. I tu dochodzimy do drugiego ważnego punktu – musi istnieć absolutnie, bezwzględny, czysty wymiar sprawiedliwości i przestrzeganie prawa. Jeżeli tej normy nie będzie, to porobią różne takie wykrętasy, rozmaite biznesy, a więc będą gonili tylko za swoimi interesami, a nie interesami ludzi czy interesami Polski. Przestrzeganie prawa jest obowiązkiem chwili. Tymczasem obserwujemy, iż wymiar sprawiedliwości, organy ścigania i służby zbyt bardzo liczą się ze zdaniem polityków, niekoniecznie słusznym. Dla mnie to jest upadek.

Pan ocenia, że polski wymiar sprawiedliwości nie jest czysty?

Jest podporządkowany.

Politycznie?

Politycznie. I wszystkie inne instytucje przeznaczone do egzekwowania prawa. One również służą politykom, czy może służyły, bo nie wiem, jak jest teraz.

Stworzono niezależną prokuraturę – instytucję Prokuratora Generalnego…?
I co z tego wynika? Przecież wystarczyłoby sprawdzić, czy ja mam rację. Przecież ja nie rzucałem słów na wiatr. Przywoływałem konkretne przepisy Kodeksu, które zostały naruszone. Wystarczyło tylko to ocenić. Ale nikt tego nie zrobił. Bo ten strach przed rosyjskim zatrzymaniem gazu – pokazanym wobec Ukrainy po raz pierwszy – spowodował panikę. Myślę, że to są ludzie słabego ducha – ci nasi politycy, albo mają zainteresowania całkiem inne i poszli na taką politykę nieświadomie.
To ludzie bardzo słabego poziomu. Są wyjątki oczywiście. Nie wszyscy. Ale większość, cała masa wypełniająca jest słabiutka. I nie ma ambicji. Przecież nas gubi to – czego nie biorą pod uwagę – że my jesteśmy dopiero 45 lat wolnym krajem. 20 lat okresu międzywojennego i teraz ostatnie dwadzieścia parę. My nie mamy jeszcze odruchów warunkowych, wolnościowych, które stawiają patriotyzm i państwo na pierwszym miejscu. Nie mamy tego.

Kiedy Józef Oleksy mówił prawdę – czy wtedy kiedy był u Pana, opowiadał o złotych zegarkach, o tych domach, które ktoś tam komuś daje, o tej korupcji wśród polityków, czy wówczas, kiedy temu zaprzeczał?

Ja bym powiedział tak: generalnie uważam – może tylko przykłady były przez niego przesadzone – ale wiedział co mówił. Ale też zauważyłem, że nikt tego nie wziął pod uwagę, natomiast był brany pod uwagę wątek, że Oleksy ich zdradził.

Ale jakby treść tego, co mówił, powinna być ważna?

Moim zdaniem to była prawdziwa treść.

Pana zdaniem treść przekazana przez Oleksego była prawdziwa?

Może nie w takiej skali, jak on podał, ale prawdziwa.

Z tego przekazu Oleksego wychodzą szokujące sprawy. Pominę już nawet konkretne nazwiska, które zawsze przyciągają największą uwagę mediów, ale on w pewnym momencie mówi do Pana tak – a przecież był to premier, człowiek, który miał dostęp do tajnych informacji – „międzynarodowe gangi rozkradły Polskę”?

Premier, Marszałek Sejmu. Widzi Pan, to rozstrzygnijmy sami, czy Oleksy miał rację, czy też nie.

A Pana zdaniem?

Moim zdaniem miał rację. Ale później zachował się najgorzej, jak sobie można tylko wyobrazić.

Zabrakło mu charakteru?

Nie to, że mu brakło… on nie ma charakteru. No i jest jeszcze to całe towarzystwo, które się na niego obraziło, zamiast się oczyścić albo sprawdzić, kto ma rację.

Mówimy o SLD?

Tak. Jeżeli on kłamał, to powinni potraktować go w taki sposób, jak się z kłamcom należy, a oni go teraz za posła dają. A co to da SLD?!

Nie tylko jego, bo i Millera też?

Miller ich nie obrażał. Miller to taki rodzaj pozytywnego watażki. To znaczy on ma dużo wartościowych cech, chociaż nie wiem, jak jest u niego z podniebieniem, jaki kolor ma to podniebienie – czarne, szare, czy różowe. Ale w przypadku Oleksego powstały oczywiste zarzuty. Ci, którzy go nagrywali i później podali do prasy, wiedzieli, co robią i po co to robią.

Jak Pan ocenia zachowanie prokuratury w tej sprawie?

Było śledztwo i umorzono.

Czyli prokuratura nie doszukała się niczego niepokojącego w tym, co mówił Oleksy?

Ja wystawiłem ABW-u rachunek za jej agentów u nas w firmie. Za dwóch agentów wystawiłem rachunek, wysłałem notę, ale nie zapłacili mi. Dużo pieniędzy tam było, ale nie zapłacili mi ani złotówki, uważając że to jest ich sprawa. A ja uważam, że jeżeli się ma agentów, którzy po pierwsze się demaskują po drugie służą nędznym celom, kłamią, to powinni mi za nich zapłacić. Ale nie zapłacili.

To Oleksy przychodził do pana z agentami ABW?

Nie. ABW prowadziło u mnie taką inwigilację, że przy okazji im się nagrał Oleksy. Poza tym mój szef ochrony okazał się od nich. Za naiwność się płaci. A potem Oleksy zaczął się bronić, obrażając mnie. Ale on nie jest w stanie mnie obrazić w żadnym przypadku. Po prostu dla mnie taka osoba nie istnieje. Jednak, jak będzie posłem, to wszyscy powiedzą, że naród go wybrał. Ale przecież w Polsce to nie naród wybiera. Widzi pan, co się dzieje teraz z tą gonitwą o miejsce na listach… Mówienie, że to naród wybiera, to kolejna nieprawda. Sami siebie okłamujemy.

Kto Pana zdaniem wybiera parlamentarzystów?

Szefowie partii. Wyłącznie, nikt inny. Przecież cały mechanizm jest do tego dostosowany. Na tym polega właśnie feler systemu. Oczywiście szefowie partii mogą wybierać, ale niech chociaż starają się czynić to dobrze. Żeby interes Polski był zabezpieczony. Żeby ludzie wybierani byli światli, patrioci.

Sugeruje pan, że partyjni liderzy obstawiają się klakierami?

Wyłącznie.

Którzy im później rewanżują się, sprzyjają?

Przecież to nie za urodę jest…

Jakie było zdanie prezydenta Lecha Kaczyńskiego w sprawie Europol Gazu?

Nie było. Nie znam tego zdania. Miałem taką sytuację – sprytnie zaaranżowaną, ale to służby prymitywne się w ten sposób zachowują – pan Miodowicz (też przedstawiciel narodu, bo wielokrotny poseł) sfałszował dokumenty na nasz temat i wysłał do premiera Pawlaka. Dokumenty, z których wynikało, że my jesteśmy najgorsi pod słońcem. Podejrzewam, że tymi argumentami robiono nam czarny PR i – że tak powiem – straszono polityków. Bo przecież w opinii publicznej funkcjonuje przeświadczenie, że my zarabialiśmy na gazie, a to jest nieprawda. Myśmy zarabiali przy pomocy gazu. Myśmy nie handlowali gazem, tylko płaciliśmy za niego polskimi towarami, a za to się należy medal, a nie szykany. Widocznie jak był dzielony majątek (ta grupa tu, ta grupa tu), zapomniano o gazie. Jak sobie zaś przypomnieli, to zaczęli mi dokuczać. Powstał konflikt wokół Bernau-Szczecin. Tylko dlaczego za ten konflikt ma płacić cały naród? Przecież ceny gazu poszły w górę. My byliśmy bezbronni, nie mieliśmy żadnej zdolności przeciwstawienia się rosyjskiej, gazowej nawałnicy. I to jest okropne.
Wszystkie kolejne polskie rządy blokowały ten projekt. To znaczy, że działa mafia. Że ktoś miał takie argumenty wobec rządów albo tak nakłamał rządom, że pozwolono torpedować korzystny dla Polski projekt. Gdyby był Beranu-Szczecin, to Polska by na tym skorzystała.

Kim może być ta mafia?

Myślę, że to są wszyscy – i politycy i służby specjalne. Bernau-Szczecin był w ogóle niewygodny Rosjanom, co teraz widać. Nie chcę już podejrzewać o jakieś nieprzyzwoite sympatie, ale coś na rzeczy w tym musi być. Przecież chodziło tylko o 28 km. I dla gazu norweskiego był budowany, za wiedzą Norwegów. I żaden prokurator się tym nie zajął. Co prawda prowadzi jeden prokurator śledztwo – ósmy rok. Trochę mu się już przedawniło, Miodowicz mu się przedawnił. A my mówimy – to nie prawda, bo to jest przestępstwo grupowe. To się nie przedawnia tak szybko.

Mówi Pan, że użyto fałszerstwa dokumentów wobec Pana firmy żeby pana wykluczyć z gry?

I żeby stworzyć argumenty dla wykluczenia mnie z tego interesu. I to Miodowicz poświadczył własnym podpisem. On teraz podobno kłamie, że to nieprawda. Ale my jesteśmy w stanie to udowodnić. Ja mam proces z Miodowiczem. On tak samo kłamał w sprawie kandydata na prezydenta Cimoszewicza (w 2005 roku – przyp. red.). Pamięta pan?! Ale tu nie chodzi nawet o to, czy kłamał, czy nie kłamał, ale jakie zastosowano metody.

Jednak Miodowicz cały czas jest w polityce?

Co z tego? Czy może się zachowywać jak szubrawiec? Oni się wynajmowali różnym grupom politycznym. My musimy oczyścić to wszystko. Zaczęliśmy naszą rozmowę od kryzysu światowego. W jaki sposób damy sobie radę w kryzysie światowym rozbrojeni ekonomicznie? Mało tego – jesteśmy niestabilni narodowo, chyba że będzie rewolucja, to się połączymy, ale na co dzień nie potrafimy współdziałać. Osłabienie sprawiedliwości nic nas nie cementuje, liryka nas cementuje.

Widzi Pan zagrożenie dla suwerenności Polski?

Dla suwerenności nie, ale dla osłabienia roli Polski widzę znaczne. My nie mamy autorytetu międzynarodowego, po prostu go nie mamy.

To musiała być jakaś ogromna siła, jak Pan powiedział mafia, żeby była w stanie wpłynąć na tak wysokie czynniki rządzące?

Dlatego kojarzę to ze służbami specjalnymi. Mnie uratował fakt, że wszyscy myśleli, że ja na gazie zarabiam pieniądze. A myśmy zarabiali pieniądze na towarach, na eksporcie. To jest ciężka praca, ale dla Polski była korzystna, fabryki nie bankrutowały w tym czasie. Przecież 80 proc. fabryk, przemysłu pracowało na Rosję. Czyli na technologię rosyjską, na jakość rosyjską. Te same fabryki bez wcześniejszego procesu dostosowawczego na zachód nie mogłyby wysyłać swoich produktów. A więc my daliśmy im czas na reanimację. Dzięki temu, że wysyłały do Rosji, przetrwały. Poza tym była przecież zmiana kursu, przeszliśmy na dolara. Importer za gaz musiał płacić siedem razy więcej w złotówkach. I myśmy w ten klincz weszli z inżynierią zamiany polskich długów na towary polskie. Czy można coś lepszego wymyślić? Ale za to dostaliśmy po głowie, bo zaczęliśmy zarabiać. Ja zapłaciłem miliard sześćset milionów podatków w okresie, kiedy podatek był najwyższy. Przecież z tego tytułu powinni nas przynajmniej zostawić w spokoju. A oni uważali, że myśmy zajęli czyjeś miejsce, bowiem te miejsca były rozdzielone. Wiele osób ze służb specjalnych przeszło do ministerstw i w ogóle do polityki. Ale oni byli odpowiednio wykształceni. To był ten – że tak powiem – najbardziej jakościowy narybek. I oni mieli sukcesy. My zresztą widzieliśmy, jak ci ludzie byli zrelaksowani, odprężeni. Wszystko im wychodziło, a to my na samym początku zapieprzaliśmy jak głupi, w piwnicach, żeby coś zarobić.

Ktoś dał politykom pieniądze, żeby wykluczyć Pana z tego interesu?

Myślę, że bez pieniędzy to się odbywa.

W działaniu ludzkim prawie zawsze są obecne jakieś motywy, jakie motywy muszą mieć więc politycy?

Może mają przyobiecany udział. Nie wiem. W każdym bądź razie odbyło się to kosztem Polski. I to jest obrzydliwe, że pasja zniszczenia jednego przedsiębiorstwa przysłoniła sprawę niszczenia interesu gospodarczego Polski. I to w sytuacji, kiedy powstała ustawa o obowiązku dywersyfikacji. To w tym czasie, kiedy była ta ustawa, kiedy myśmy proponowali prostszą drogę i wszyscy to chcieli robić (PGNiG przecież chciał to zrobić), to potem się zaczęło nam przeszkadzać. Pan myśli, że wygraliśmy sprawę w sądzie? Nie. Po dziesięciu latach przegraliśmy. Sąd uznał, że można było nie robić tego projektu – teraz, dwa tygodnie temu.

Czy wykluczenie Pana było faktycznym oddaniem kontroli nad gazem w ręce Rosjan?

To, o czym przed chwilą powiedziałem, dotyczy sprawy Bernau-Szczecin. A to, co się dzieje w Europol Gazie, to inna bajka. Mieliśmy sytuację przewagi polskiego kapitału, mamy sytuację równego kapitału. Mieliśmy zysk wynikający bezpośrednio z taryfy – jak wszystkie firmy – teraz jest zysk planowany na poziomie 21 mln. To oznacza, że państwo polskie samo się pozbawia dochodu z tytułu podatku dochodowego. Bo uznali, że taka olbrzymia inwestycja może dać tylko 21 mln zł zysku. A więc jakie dusze mieli wszyscy, którzy to podpisywali, akceptowali? Udawali, że nie wiedzą, o co chodzi? I jakie kryteria moralne decydowały o tym, żeby na takie coś pójść? Ja wiem, że strach, że Rosjanie wyłączą gaz. Ale nie po to weszliśmy do Unii Europejskiej, żeby się bać. Weszliśmy po to, aby być razem. Nie sądzę, że wykorzystano naszą przynależność do UE w sposób właściwy – czyli żeby przeciwstawić się szantażowi. Z drugiej strony – to jest taki paradoks – Rosjanie wiedzą, co robią. Walczą o swoje. Zamocowali w swojej pamięci, że ich to znaczy wyeliminowanie wszystkich, i tak grają. Bo to są tacy lidzie – pochodzą ze służb specjalnych, a tam się stosuje siłowe rozwiązania, a więc są u nich w modzie. Ja im się nawet nie dziwię – oni grają skutecznie, grają na każdym poziomie, mają specjalistów od dyplomacji, służb itd.

I bronią swoich interesów?

Tak. Nawet, jeżeli są to interesy niemoralne. Ale my mamy obowiązek bronić swoich interesów i znajdywać consensus. A tymczasem w każdym miejscu ustępujemy. To jak to jest?! I to w dodatku łamiąc polskie prawo. Przecież oni nas, ja nie wiem za punkt honoru – mnie tam nie lubią w Gazpromie, bo myśmy jednak dbali o stosunki polsko–rosyjskie – ale… Nie – tego wątku nie będę rozwijał.
W każdym – razie uważam, że nasi świadomie popełnili przestępstwo. Bo nie można ingerować w firmę. Ta sprawa Europol Gazu ma historię – taką dziwną…

Proszę ją opowiedzieć

Wszedł Gas Trading do Europol Gazu jako firma rosyjsko-polska. A była potrzebna trzecia – polska.

Żeby była przewaga polska…

Tak, ze względu na przepisy gospodarcze.

W Europol Gazie każda firma, czyli Gazprom i PGNiG-e, miały po 48 proc. udziałów plus Gas Trading 4?

Ze względu na przepisy dostępu do ziemi 48 i 48 plus 4. A przecież gazociąg został zbudowany na 3 000 gospodarstw rolnych. A więc ten przepis był potrzebny, żeby minister spraw wewnętrznych wydawał zgodę. Gdyby polski kapitał nie posiadał przewagi, to by w ogóle nie mógł rozważyć wniosków. Czyli z tego powodu włączono. Jakby włączyli czysto polskie, to by Rosjanie się nie zgodzili, jak czysto rosyjskie, to Polacy. My wymyśliliśmy polsko-rosyjskie przedsiębiorstwo, ale z przewagą polskiego kapitału.

Był Pan gwarantem polskich interesów?

Zwłaszcza przez mój charakter, znany zresztą Rosjanom. Potem nagle się okazało, że pan premier Steinhoff napisał notę do rządu Rosji, żeby oni wystąpili o 50 proc. udziałów. Ni stąd, nie zowąd. I taki dokument powstał już wtenczas. A w międzyczasie…

Czy ktoś mógł lobbować w tej sprawie?

Tak. W międzyczasie prokuratura w Gdańsku prowadziła śledztwo przeciwko ministrowi przemysłu i jego zastępcy za wpuszczenie trzeciego akcjonariusza. To śledztwo i akt oskarżenia wykpił dwukrotnie sąd. Bo to było oczywiście w zgodzie i z potrzebą polskiego prawa. Ale ktoś uruchamiał tego typu inicjatywy. Czyli stworzono jakąś publiczną sytuację, która miała przykryć prawdziwe świństwo. Natomiast ostatnio Rosjanie tego zażądali, a Polacy szybko wyrazili zgodę. Nawet nie pytali mnie o zdanie… To jest po prostu żenujące. No więc – albo to są… co nie powiem, albo oni w ogóle nie rozumieją tego, co robią. To nie są ludzie o sprawnym intelekcie. Nie można rozbrajać kraju. Nie można. Niech Pan zobaczy – ja rachunki za elektryczność dostaję od niemieckich firm… I weszliśmy ze sztandarami do Europy.

Zaprzedaje się Polskę?

Rozbrojono Polskę. Była taka teoria, że przedsiębiorstwa państwowe są źle zarządzane. Ale taki stan wytworzono sztucznie, bo zamrożono płacę dyrektorów i każdy prywatny przedsiębiorca uzyskiwał krocie, a dyrektor zarabiał niedużo. Czyli zakłócono naturalny dostęp dobrej kadry. Jakby te pieniądze z prywatyzacji przedsiębiorstw były gromadzone na funduszu rozwoju kraju – na przykład wydzielone i służyły do katalizacji postępu technicznego ze względu na nasze zapóźnienie technologiczne, które jest duże, bo jednak świat nas wyprzedził – to jeszcze rozumiem, ale gdy one szły na bieżące spłacanie długów, oznacza, że politycy nic nie potrafili wymyślić. Że są słabi, że mają chore mięśnie.
Pana zdaniem świadczy to o bardzo niskiej jakości polskiej klasy politycznej?

Moralnej i intelektualnej. Niestety.

Ale sądzi Pan, że politycy byli tacy głupi, że nie wiedzieli, iż zwiększając udziały Rosji w Europol Gazie, uderzają w polską rację stanu?

My tę mafię nazwaliśmy „mafią minus pięć” – czyli piąty poziom piekła.

Jak Pan ocenia premiera Donalda Tuska? Niektórzy mówią, że to prawdziwy mąż stanu?

Ooo. Wiele osób mówi w ten sposób. Ja myślę, że on jednak reprezentuje interes grupy, a nie interes narodu.

Co to za grupa?

Jego rówieśników, jego kolegów z Gdańska, czy tam skąd. To jest Kongres Liberalno-Demokratyczny, który ulica nazwała aferałami. To jest ta grupa. Zresztą on do niej sięga. To jest słaba grupa. Bo to jest grupa, która urosła w epoce partii szczurów, gonitwy szczurów. Nie wiem, czy oni mają coś do zaproponowania. Ich sytuację bardzo ułatwiło wejście do Europy. Bo teraz mówią – nie ma Polski, jest Europa. I to jak gdyby ideologicznie im pomaga. Ale myślę, że jednak jest Polska. I że nie możemy o tym zapominać. Musimy tę naszą Polskę umacniać, albowiem 45 lat niepodległości to jest mało, tym bardziej jeszcze po tak dramatycznych, strasznych okresach.

Czyje interesy ta grupa Donalda Tuska reprezentuje?

Swojej grupy, wygląda na to, że nie przejmuje się interesem ogółu. Nie można sprzedawać za darmo. Przecież jak mieliśmy te „brygady Mariotta” (konsultanci sprowadzeni do Polski z zagranicy za olbrzymie pieniądze; nazwa wzięła się od faktu, że przeważnie umieszczano ich w ekskluzywnych pomieszczeniach Hotelu Mariott – przyp. red.), które uczyły naszych specjalistów wyceny majątku. To czego uczyły? Pomagały Polakom czy sobie? I potem w ten sposób powstali polscy specjaliści, wyceniający majątek przeznaczony na sprzedaż. Przecież w tej sytuacji nie można naszym zarzucać złej woli. Po prostu tak ich nauczono.

Jaki Pan przewiduje scenariusz dla Polski?

Jeżeli się natychmiast nie obudzimy, to zły. Będziemy drugorzędnym, rozkapryszonym krajem, nielubianym w Europie. Będziemy państwem drugiego biegu, drugiej prędkości. A jeżeli potrafimy wpłynąć na wodzów partyjnych, aby sięgnęli po zawodowców – i nie z kręgów partyjnych tylko zewnętrznych i gdy oni będą chcieli to zrobić – to może będziemy mieć pewną radochę. Myślę, że nie można stworzyć rządu z przedstawicieli PiS-u i PO, nie mówiąc już o SLD. Ale sądzę, że można poszukać na zewnątrz, poza obecnym układem partyjnym – takich, którzy nie podlegają partyjnej aksjologii, partyjnemu prawu wartości.

Jarosław Kaczyński mówił, że istniej coś takiego jak układ… Uważa Pan, że istnieje?

Tak. Ale uważam, że układ istnieje również w PiS-e. Układ istnieje wszędzie.

A loża? Nie mówię o loży masońskiej

W każdym układzie jest loża. To są przywódcy, elita.

Kto zdominuje Europę?

Niemcy, Francja.

A Rosja?

Nie. Rosja ma swoje problemy.

Powinniśmy się bać zagrożenia niemieckiego?

Ekonomicznego – bardzo.

http://www.gazetafinansowa.pl/

Mak i jego manipulacje

Z danych MAK wynika, że dowódca Tu-154 musiał wyłączyć autopilota znacznie wcześniej i wyżej, niż jest to zaznaczone w stenogramach rozmów w kokpicie i opisane w raporcie końcowym. To dowód na majstrowanie przy zapisach polskich czarnych skrzynek i kluczowa informacja całkowicie zmieniająca obraz ostatnich sekund lotu. Miało to dowieść, że polski pilot, podejmując decyzję o odejściu na drugi krąg, pociągnął za stery zbyt późno, co doprowadziło do katastrofy.

To kolejna niewytłumaczalna rozbieżność w oficjalnych rosyjskich dokumentach, podważająca prawdziwość ustaleń komisji Tatiany Anodiny i świadcząca o tym, że Rosjanie chcieli ukryć prawdę o ostatnich sekundach lotu polskiego Tu-154M 101.

Według raportu MAK, obniżający się z prędkością 8 m/s Tu-154 po wyłączeniu autopilota (czyli po podciągnięciu sterów przez dowódcę samolotu) powinien opaść przynajmniej 30 m, zanim podniósłby się w górę i odzyskałby utraconą wysokość. Instrukcja użytkowania Tu-154 mówi, że utrata wysokości przy takiej prędkości zniżania wyniosłaby nawet 50 m.

Tymczasem z tego samego raportu MAK (opis na stronach 73–86 wersji angielskiej), a także ze stenogramów rozmów załogi tupolewa, wynika, że kpt. Arkadiusz Protasiuk wyłączył autopilota, samolot obniżył się ledwie 8 m, po czym uniósł się w górę. Przy tej prędkości zniżania i tej masie samolotu jest to całkowicie niemożliwe, co wynika z opracowanej przez projektantów samolotu instrukcji użytkowania samolotów Tu-154. Następnie, po 8 metrach opadania i poderwaniu się maszyny w górę, według MAK miało dojść do uderzenia w brzozę, które zapoczątkowało ostatni etap tragedii.

– Mamy do czynienia z ewidentnym fałszerstwem. Zmieniono albo wartość prędkości zniżania, albo umiejscowienie momentu podciągnięcia sterów i wyłączenia kanału autopilota w zapisie dźwiękowym i w zapisach parametrów lotu. Tak czy inaczej, doszło do ingerencji w dane na nośnikach będących własnością rządu RP. Powinna się tym zająć prokuratura – mówi „GP” K.M. (nazwisko i imię do wiadomości redakcji), mieszkający dziś za granicą wojskowy związany z kontrolą radiolokacyjną przestrzeni powietrznej, ekspert sejmowego zespołu ds. wyjaśnienia katastrofy smoleńskiej Antoniego Macierewicza.

Dwie wersje Rosjan

Przypomnijmy, że przed publikacją raportu końcowego komisji MAK polski akredytowany Edmund Klich twierdził, że załoga wyłączyła autopilota i podciągnęła stery na wysokości ok. 19 m nad ziemią – już po komunikacie nawigatora „20 metrów”.

Wypowiedź ta była zgodna z opublikowanymi w czerwcu 2010 r. stenogramami rozmów z kokpitu. Sygnał wyłączenia autopilota pojawia się tam o godz. 10.40.56. Oto interesujący nas fragment stenogramów:

10.40.54,5–10.40.55,2 – Nawigator: „30 [metrów]”
10.40.55,2–10.40.56 – Nawigator: „20 [metrów]”
10.40.56–10.40.58,2 – Sygnał dźwiękowy F=400 Hz, ABSU (wyłączenie kanału podłużnego autopilota)
10.40.56–10.40.58,1 – Sygnał dźwiękowy F=400 Hz, bliższa prowadząca (sygnał markera)
10.40.56,6–10.40.57,7 – Sygnał dźwiękowy F=400 Hz, ABSU (wyłączenie następnego kanału autopilota)
10.40.56,6–10.40.58,2 – Alarm TAWS: „Pull up, Pull up”
10.40.57,9–10.40.59,0 – Sygnał dźwiękowy F=400Hz, ABSU (wyłączenie kolejnego kanału autopilota)

W raporcie końcowym początek opisywanych przez MAK działań załogi związanych z podciągnięciem sterów i wyłączeniem kanału podłużnego autopilota ma jednak miejsce wcześniej – o godzinie 10.40.55 i wysokości (według wskazań radiowysokościomierza) około 30 m. Według MAK, dowódca Tu-154 pociągnął w tej sekundzie wolant „na siebie” i tym samym odłączył kanał podłużny autopilota. Sekundę później odłączono kolejne kanały autopilota i dźwignie sterowania silnikami zostały przesunięte do pozycji odpowiadającej zakresowi startowemu. MAK twierdzi, że po tym nastąpiło błyskawiczne wychylenie kolumny wolantu „od siebie”, a po 1,5 s znów nastąpiło pełne ściągnięcie wolantu „na siebie” (siła ok. 25 kg), które trwało do początku niszczenia konstrukcji samolotu.

Niezależnie od tego, którą z tych rosyjskich wersji przyjmiemy, i tak nie będzie ona zgodna z innymi danymi zawartymi w końcowym raporcie MAK. Poniżej wyjaśniamy – dlaczego.

Ingerencja w dane?

Na stronie 99 raportu końcowego (angielska wersja) MAK twierdzi, że samolot w ostatnich kilkunastu sekundach lotu obniżał się z prędkością 8 m/s. Na tej samej stronie znajdujemy inny kluczowy fragment:

„Utrata wysokości przy wyprowadzaniu samolotu Tu-154 ze zniżania, przy parametrach lotu odpowiadających lotowi krytycznemu (V=280 km/h, Vy=7,5–8m/s), z przeciążeniem pionowym Ny=1,3, przy prawidłowych działaniach wykonywanych w odpowiednim czasie, wynosi około 30 m”.

Ponadto przypomnijmy raz jeszcze, że instrukcja użytkowania samolotu Tu-154M stwierdza, iż przy tej prędkości zniżania samolot Tu-154M opadłby aż o 50 m.

Tymczasem z informacji zawartych na innych stronach rosyjskiego raportu wprost wynika, że polski tupolew po wyłączeniu autopilota opadł nie 30–50 m, lecz 8 m. Gdy posłużymy się danymi z raportu MAK do odtworzenia trajektorii lotu, zobaczymy, że samolot znajdował się w ostatniej fazie na następujących wysokościach:

1,2 km od progu pasa (podciągnięcie sterów wg MAK) – 252 m npm (nad poziomem morza)
1,1 km od progu pasa (uszkodzenie czubka drzewa) – 244 m npm
930 m od progu pasa – 248 m npm
850 m od progu pasa (złamana brzoza) – 253 m npm
600 m (zatrzymanie zapisu komputera pokładowego) – 273 m npm
520 m (pierwszy kontakt z ziemią) – 258 m npm

Widać więc jak na dłoni, że naturalna utrata wysokości samolotu pomiędzy podciągnięciem sterów (wyłączeniem autopilota) a najniższym punktem wynosiła tylko 8 m, podczas gdy MAK twierdzi, że przy prędkości 8 m/s utrata wysokości poprzedzająca poderwanie samolotu musiałaby wynieść co najmniej 30 m!

Gdyby wersja rosyjska była prawdziwa i samolot utraciłby 30 m wysokości po podciągnięciu sterów, to ze względu na topografię terenu rozbiłby się już 1,1 km od lotniska.

– W tym wypadku można z całą pewnością stwierdzić, że podciągnięcie sterów nastąpiło o wiele wcześniej, prawdopodobnie ok. 4–6 s przed momentem podanym przez MAK, na wysokości przynajmniej 80 m nad ziemią, czyli 275 m npm. Zapisy rejestratorów musiały więc zostać zmanipulowane. Jedynym – innym niż wcześniejsze pociągnięcie za stery – wytłumaczeniem jest podanie przez MAK błędnej prędkości zniżania, co jednak także wiązałoby się ze sfałszowaniem zapisów rejestratorów, a więc np. przesunięciem komunikatów nawigatora dotyczących wysokości, jak i fałszerstwem opublikowanych w raporcie końcowym danych dotyczących parametrów lotu polskiego Tu-154M – mówi „Gazecie Polskiej” K.M.

Całość tekstu w najnowszym wydaniu tygodnika “Gazeta Polska”

W tym temacie polecamy:

* Dlaczego zamilkł komputer pokładowy

Autor: Leszek Misiak, Grzegorz Wierzchołowski, Współpracownicy: K.M., | Źródło: Gazeta Polska

Dowód na zamach w raporcie MAK?

Rosjanie publikując raport końcowy Komisji MAK mieli nadzieję na ostateczne pogrzebanie kwestii smoleńskiej na najbliższe 50 lat.
Niekompetentna załoga, pijany generał i szalejący główny pasażer na pokładzie. Taki przekaz poszedł w świat. Propagandowy majstersztyk. Udało się, tyle że “prawie”. Rosjanie publikując dane ze skrzynki technicznej ATM otworzyli sobie puszkę Pandory…

Ostatnie chwile lotu nawet bez dokładnych parametrów wyglądają podejrzanie. W wersji Rosjan załoga podejmuje próbę podejścia do lądowania (nic takiego nie miało miejsca) przy czym na wysokości kilkunastu metrów tuż przed anteną bliższej prowadzącej kapitan zdaje sobie sprawę że ma przed sobą ziemię. Pociąga za wolant i niczym w bajce o wilku i zającu maszyna w cudowny sposób zaczyna się wznosić. Ale jest za późno. Zahacza o sowiecką, hartowaną brzozę i wykonuje magiczną półbeczkę (to, że długość uszkodzonego skrzydła jest dwukrotnie większa od odległość do gruntu nie ma znaczenia, ważny jest telefon Jarosława do Lecha!). Samolot lecąc do góry nogami roztrzaskuje się o smoleńskie, betonowe bagno. Giną wszyscy, w tym 30 ton Tupolewa, które wyparowuje w przestworza.

Można by rzec: piękna opowieść, generał Anodonino, ale niestety, poniosła was fantazja…

Zostawmy w tym momencie na boku mgłę, brzozy płaczące i komórki wygrywające mazurki na widok dzielnych strażaków. Zostawmy też w spokoju niepokojące odgłosy w telefonie pewnego posła PSL czy też rzekome odgłosy wystrzałów (wszyscy wiemy że to nie było strzały do ocalałych tylko korki od szampana zrzuconego dla ambasadora Turowskiego przez przelatujący w okolicy Bort). Zostawmy i skoncentrujmy się na jednym, kluczowym zagadnieniu.

Momencie pociągnięcia za wolant i wyłączenia autopilota.

Tupolew nie jest statkiem kosmicznym ze Strefy 11, w dwie sekundy się nie podniesie. Gdyby Protasiuk pociągnął za wolant na widok anteny NDB (podobno ściętej przez krasnoludki) chwilę później roztrzaskał by się kilometr przed progiem pasa. Takie też wnioski wynikają z symulacji wykonanej na potrzeby MAK. Im szybciej opada samolot, tym więcej czasu potrzebuje na poddźwignięcie się. “6 sekund”, powiedział zastępca ministra Millera w jednym z wywiadów. Co miało miejsce jakieś 6 sekund wcześniej? Komenda o odejściu. Ok. 1700 m przed pasem. Przed jarem, w dogodnym miejscu na postawienie fałszywej bliższej prowadzącej. Tyle że czy mamy jakiekolwiek dowody to wspierające?

Tak. W raporcie MAK zawarto szczegółowe wykresy trajektorii opadania Tupolewa. Uznaję je za wiarygodne. Niewiarygodny jest tylko zapis z kabiny pilotów zmanipulowany w kilku kluczowych momentach.

I otóż z tego zapisu wynika rzecz jednoznaczna:

Tupolew wytracał prędkość opadania znacznie wcześniej niż przed rzekomym pociągnięciem wolanta w 10:40:56” sekundzie lotu i usłyszeniu sygnału BPR.

Co to oznacza? To i tylko to że piloci po komendzie “Odchodzimy” rozpoczęli procedurę odejścia wyłączając autopilota. Przy okazji w tym samym momencie odzywa się sygnał bliższej prowadzącej ustawionej 1,8 km przed pasem a cały ten 4 sekundowy fragment przekopiowano do dalszej części stenogramu (taśmy) na 1,1 km od pasa gdzie stała “prawdziwa” radiolatarnia. Tyle że w tym momencie samolot nie byłby w stanie się już poderwać…

Zresztą wystarczy samemu spojrzeć na wykresy by przekonać się że po komendzie “Odchodzimy” samolot zmniejsza kąt nachylenia i nad anteną leci już lotem poziomym.

Warto również spojrzeć na ostatni zapis wysokości z RW: 50 metrów nad ziemią, kilka sekund przed uderzeniem z gruntem zapis skrzynki umiera… Dowód na eksplozję w powietrzu?

PS Na ilustracji jasnoniebieska linia to ścieżka odchodzenia na automacie – jak widać Tupolew odchodzi od niej przed żółtą linią pionową oznaczającą wg MAK pociągnięcie za wolant i sygaal BPR / ABSU

http://niepoprawni.pl/

Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.

Join 139 other followers