Nerwica eklezjogenna – to nazwa grupy zaburzeń psychicznych wytwarzanych przez religie i kościoły (z gr. ecclesiae – kościół, gignomani – być wytworzonym). Ze względu na to, że źródłem nerwicy kościelnej są głębokie przekonania religijne pacjenta, choroba ta jest bardzo trudna do leczenia.
D.M. Wulff, Psychologia religii klasyczna i współczesna, Warszawa 1999, WSiP, Rozdział 6, podrozdział „Nerwice eklezjogenne”, ss. 218-221.
Nerwica eklezjogenna bardzo często związana jest ze sferą seksualną. Została wyodrębniona i zdefiniowana jako jednostka chorobowa przez berlińskiego ginekologa Eberharda Schaetzinga w roku 1955. Wynikało to niewątpliwie z poluzowania rygorów obyczajowych wobec sfery seksualnej i rozwoju seksuologii jako nauki. Zaczęły się wówczas ukazywać publikacje o rozpowszechnianiu się patologii seksualnych. Jeszcze wówczas ponad połowa kobiet nie przeżywała orgazmu. Jedną z przyczyn tego stanu rzeczy były silne zahamowania na tle religijnym. Schaetzing odkrył je u wielu swoich pacjentek i nadał im nazwę. Stwierdził, że tłumienie potrzeby seksualnej, traktowanie przyjemności jako czegoś złego, obsesja antymasturbacyjna, moralność potępiająca radość itp. elementy „dogmatyzmu kościelnego” nie tylko są przyczyną zahamowań seksualnych, braku orgazmu, ale i innych zaburzeń o nerwicowym charakterze, uniemożliwiając harmonię i więź w wielu małżeństwach, prowadząc do tragedii w życiu osobistym. Wzięło się to z obserwacji, że jego pacjenci pochodzący z rodzin chrześcijańskich często zmagali się z problemami seksualnymi w kontekście swojej wiary.
Jego spostrzeżenia potwierdzili wkrótce inni lekarze i psychoterapeuci, w wyniku czego stwierdzono, iż „Nerwice eklezjogenne z pewnością były jedną z częściej występujących przyczyn problemów seksualnych i małżeńskich” (Z. Lew-Starowicz, Słownik encyklopedyczny — Miłość i Seks, 1999). W 1957 r. austriaccy psychoterapeuci zorganizowali kongres na temat nerwic eklezjogennych. Sytuację odmieniła m.in. rewolucja seksualna z lat. 60., lecz według szacunków do dziś w Polsce na seksualne nerwice eklezjogenne cierpi ok. 9% kobiet i 5% mężczyzn (Lew-Starowicz). Przypuszczam, że w gronie mężczyzn duża jeśli nie większa część z chorych na nerwicę eklezjogenną to osoby homoseksualne. Wiceprezes Polskiego Towarzystwa Medycyny Seksualnej, dr Andrzej Depko, potwierdził niedawno, iż nauka Kościoła może prowadzić do zaburzeń seksualnych a księża nie powinni wypowiadać się w sprawach seksu, nawet jeśli uważają, że mogą powiedzieć coś „postępowego”, gdyż nie mają po temu kwalifikacji merytorycznych.
Pomimo iż prof. Lew-Starowicz definiuje nerwice eklezjogenne jako zaburzenia seksualne o charakterze nerwicowym spowodowane nauczaniem kościelnym, to dziś pojęcie to ma znacznie szersze znaczenie niż pierwotnie i odnosi się do wszelkich zaburzeń psychicznych związanych z kościelnym nauczaniem. Klaus Thomas rozszerzył pojęcie nerwicy eklezjogennej również na zaburzenia lękowe i zaburzenia osobowości związane z przekonaniami religijnymi, zwłaszcza rodziców. Według Thomasa, nerwice eklezjogenne zdarzają się stosunkowo często i wyrażają się w formie „religijnego strachu” i depresyjności, w której szczególną rolę odgrywa poczucie winy (1964).
Dwight W. Cumbee zwrócił uwagę, iż większość depresji spotykanych u osób wierzących, to nerwice eklezjogenne. W swojej pracy kapelana szpitalnego zaobserwował wiele nerwic religijnych, których źródła sklasyfikował według pięciu czynników: 1) chorobliwe poczucie winy; 2) niemożność sprostania naukom kościelnym bez względu na wysiłki; 3) strach przed piekłem i wiecznym potępieniem; 4) brak wsparcia we wspólnocie kościelnej; 5) religijny seksizm (Depresion as an ecclesiogenic neurosis, „The Journal of Pastoral Care”, 4/1980).
Należy podkreślić, iż pojęcie nerwicy eklezjogennej związane jest w zasadzie z religią chrześcijańską, zwłaszcza w tych jej wydaniach, które koncentrują się mocno na sferze seksualnej i silnie akcentują czynnik strachu i kary Bożej. Pierre Solignac nazywa to „nerwicami chrześcijańskimi” (The Christian Neurosis, 1982) i wini za nie tradycyjne nauczanie chrześcijańskie. Paul DeBlassie III pisze o „nerwicach religijnych”, które wywołuje toksyczne chrześcijaństwo charakteryzujące się legalizmem i sztywnym zinstytucjonalizowaniem. Według niego czynniki te wpływają negatywnie na rozwój człowieka, tłumiąc jego niezależne myślenie i twórczość. Na ogół oddziaływanie toksycznego chrześcijaństwa jest zjawiskiem nieświadomym (Toxic Christianity: Healing the Religious Neurosis, 1992).
„W sumie każdy mój kryzys wypływał z lęku przed Bogiem, że on będzie chciał czegoś innego niż ja. – mówi Małgorzata, katolicka pacjentka z krakowskiej grupy terapeutycznej prowadzonej przez dra Andrzeja Molendę — (…) Pragnienie podświadome, żeby Pan Bóg się w końcu odczepił, ja sobie chcę dawać radę sama (…) Bóg zagraża mi jakimś potencjalnym ‘złem’, niby dobrze chce, ale jakoś mu nie wychodzi. Dziwnym zbiegiem okoliczności dobro dla mnie według niego nie jest dobrem dla mnie według mnie. Typowe i mocne jest u mnie myślenie, że ‘święte’ zamierzenia Boga wobec mnie zaowocują cierpieniem. Bóg faktycznie jawi mi się jako ten, który zagraża brakiem konkretów w moim życiu, czyli nudą, bezruchem, opuszczeniem rąk, poddaniem się.” (Rola obrazu Boga w nerwicy eklezjogennej, Nomos, 2005).
Elżbieta, inna pacjentka z tej samej grupy, również kładzie akcent na łamanie „wolą Bożą” własnych pragnień: „Pojęcie ‘wola Boża’ budziło we mnie zawsze lęk (mniejszy lub większy). Gdzieś w podświadomości było we mnie zawsze przekonanie, że wola Boża to jakiś ciężar, zadanie, któremu nie sprostam, a w każdym razie coś, co będzie sprzeczne z moimi pragnieniami, co będzie wyrzeczeniem, ofiarą”.
Nieco inny był przypadek Teresy, która nerwicy eklezjogennej nabawiła się w ramach katolickiej „Odnowy w Duchu Świętym”. Po pewnym czasie grupowych praktyk religijnych spostrzegła, że to, co na spotkaniach modlitewnych było proste, w życiu „nie grało”, życie ukazywało się bardziej skomplikowanym niż obraz kreowany przez katolickich mistyków. Rozdźwięk między modlitwą a życiem spowodował, że zaczęła czuć coraz większą niechęć do praktyk i treści religijnych i spostrzegła, że modlitwa wywołuje u niej coraz większe napięcie. Z czasem zaczęła skracać modlitwy i rzadziej chodziła do kościoła, co dawało jej pewną ulgę. Wdrukowane treści religijne były jednak tak silne, iż wkrótce w jej głowie wyrósł boski upiór, który począł ją straszyć konsekwencjami przed zatracaniem się. Z jednej strony chciała wytchnienia od psychicznie kosztownych modlitw i Kościoła, z drugiej strony zaczęła obawiać się zemsty kościelnego Boga. W końcu trafiła do grupy terapeutycznej zajmującej się leczeniem nerwicy kościelnej. Fragment jej wypowiedzi:
„Respektowanie przykazań jako nakazu Boga powodowało, że gdy nie mogłam ich wypełnić, pojawiało się poczucie winy i zamiast przybliżać mnie do Boga, oddzielało od Niego przez lęk. Czułam się bowiem wtedy niegodna Jego miłości oraz że nie mogę taka stanąć przed Nim, nie mogę do niego iść. (…) nieakceptacja siebie, swoich słabości, uniżanie siebie było chyba formą tych przeprosin, a nawet jakiegoś samo ukarania siebie. Wtedy dopiero dawałam sobie prawo, aby znów iść do Boga (…) Bóg ciągle jawił się jako ktoś zagrażający mi. (…) Bałam się rezygnacji z moich planów, pragnień. Bałam się, że On zabierze mi to, na czym mi zależy, lub też nie da tego, o czym marzę, a to tylko dlatego, że za bardzo czegoś pragnę, a On chce mnie wychować.”
Jeden z ojców polskiej psychologii, Władysław Witwicki (1878-1948), badając przed wojną wiarę ludzi wykształconych, sformułował na tej podstawie psychologiczną zasadę sprzeczności, polegającą na tym, w skrócie, iż ludzie ci w istocie nie żywią prawdziwych przekonań odpowiadających doktrynom religijnym, lecz supozycje – „niby-przekonania” (Wiara oświeconych, wyd. Paryż 1939, w Polsce dopiero w 1959). W czasopiśmie „Szkoła i Nauczyciel” pisał: „przymusowa nauka religii i przymusowe praktyki religijne są czynnikiem wychowawczym na ogół ujemnym (…). Ujemnym przede wszystkim dla dzieci inteligentniejszych i lepszych (…) Utrata wiary dziecięcej jest zjawiskiem naturalnym i niezmiernie rozpowszechnionym”.
Trudno wyobrazić sobie, aby „oświecona” osoba deklarująca się jako religijna żywiła coś innego niż quasi-przekonania religijne. Supozycje religijne nie wywołują oczywiście istotnych skutków w życiu psychicznym danej jednostki, co najwyżej w jej sferze behawioralnej. Nerwice eklezjogenne pojawiają się u tych jedynie osób, które żywią prawdziwe przekonania religijne. Im bardziej konserwatywne i fundamentalistyczne wierzenia religijne tym groźniejsze psychicznie. Rodzą się one na bazie konfliktów wewnętrznych pragnień i potrzeb oraz nakazów i zakazów religijnych. Można jednak przypuszczać, że powszechniejsze będą pod naporem postępujących procesów emancypacyjnych niż w społecznościach silnie tradycjonalistycznych, czyli w sytuacjach zderzenia pluralizmu społecznego, humanizmu i indywidualizmu z chrześcijańskimi tradycjami. W społeczeństwach, które nie dają możliwości wyboru stylu życia mniej jest wolności, ale i – jak należy się spodziewać — mniej nerwic eklezjogennych.
Mamy dzięki Bogu Stowarzyszenie Psychologów Chrześcijańskich (spch.pl), które twórczo rozwija różnorakie „terapie chrześcijańskie”, które mają ambicje kościelnego leczenia. Zdaje się, że kościelni psychologowie najbardziej „słyną” z „leczenia” homoseksualizmu. Z pewnością nieco lepiej idzie im leczenie alkoholizmu, choć terapie religijne nie mają tutaj monopolu. Jeden z chrześcijańskich psychologów, kościelny specjalista od satanizmu i psychologii męskości, Antoni J. Nowak OFM, kierownik Katedry Psychologii Życia Wewnętrznego KUL, potępia pojęcie nerwicy eklezjogennej: „Dla tego, kto rozumie Kościół święty i jego misterium, kto w niego wierzy, termin neuroza eklezjogenna będzie nie tylko nonsensem, ale może również próbą atakowania Kościoła świętego”. Ojciec Profesor z KULu uważa, że kobieta istnieje tylko jako matka lub żona; mężczyzna ma egzystencjalne doświadczenie osamotnienia w Raju, kobieta zaś istnieje od początku w relacji do niego („Znak” 1/2006).
Są jednak teologowie, którzy nie odrzucają patologizującego wymiaru wyobrażeń religijnych. Jednym z nich jest Hans Kueng, który w wywiadzie z 1998 mówił: „Są ludzie, którzy z powodu religii chorują. Są ludzie, którzy cierpią z powodu przymusu, że muszą zrobić to czy tamto, odmówić jakieś modlitwy, którzy mają wyobrażenia o przymusie religii i wymuszonych rytuałach. Mają oni często eklezjogenne nerwice. Myślę, że cała kwestia moralności małżeńskiej jest przyczyną wielu nerwic: gdy ludzie nie mogli używać środków antykoncepcyjnych, gdy się im wmówiło mnóstwo rzeczy o wstydliwości tam, gdzie w zasadzie nie było wcale grzechu.” („Fronda” nr 19-20/2000). Wspomina o konieczności poważnego traktowania krytyki religii ze strony psychologii.
Trudno jednak dziwić się temu, iż choroba ta uważana jest za tak ciężką, jeśli próbuje się ją leczyć przy zachowaniu religijnego tabu. Dr Andrzej Molenda ostrzega: „Niedopuszczalne jest jednak nieetyczne kwestionowanie religijnego świata leczonej osoby, nawet gdy ten świat jest postrzegany jako dysfunkcjonalny”. Radzi się, aby pracować nad zmianą obrazu Boga na bardziej miły. Dziwna to jednak sytuacja, kiedy terapeuta przeobraża się w teologa i przekonuje pacjenta, że Bóg nie jest taki zły, jak mu się to wydaje, jak gdyby miał jakiekolwiek lepsze informacje o tym, „jaki Bóg w istocie jest”. To tak jakby chcieć leczyć poważnie zniszczonego bolącego zęba zimnymi okładami. Pamiętam, że przed paru laty na zebraniu założycielskim Polskiego Stowarzyszenia Racjonalistów obecna była osoba, która też miała za sobą przeszłość z nerwicą eklezjogenną. Próbowano na niej różnych „terapii”. Wyleczyło ją całkowite odrzucenie religijnych przekonań, czyli po prostu racjonalizm. Mam więc powody przypuszczać, iż na nerwice eklezjogenne najlepszym remedium jest po prostu terapia ateistyczna – detoks a nie okłady z miłego boga; zaś psycholog czy psychiatra, który zajmuje się chorymi na nerwicę eklezjogenną powinien być ateistą. Tyle że to niemoralne…
http://www.racjonalista.pl/
Redmuluc
Wciąż żyjemy w kręgu żydowskiej mitologii. Od najmłodszych lat słuchamy baśni o Adamie i Ewie oraz „drzewie poznania”; wiecznym przeciwniku Boga Ojca i człowieka, czyli Szatanie i jego demonach; o dobrych demonach, czyli aniołach; o Kainie i Ablu; arce Noego; narodzie wybranym przez Boga (jakby żydowski Bóg Ojciec, Jahwe, był zwolennikiem jakiegoś rasizmu i apartheidu pomiędzy ludźmi – z podziałem na wiernych i niewiernych).
Żydowska mitologia i święte pisma żydowskie tak zdominowały nasze życie, że zyskały sobie rację bytu jako mityczna, co prawda, ale jednak rzeczywistość. Dlatego inteligentny i wykształcony człowiek zwykle wierzy w bajkę o fatalnym trójkącie, tj. o Adamie, Ewie i Szatanie – jakby była to prawda, tyle że bardzo odległa w czasie. Ba, ta bajka jest podstawą, fundamentem wierzeń, całych systemów religijnych rozmaitych sekt i kościołów chrześcijańskich (każda sekta to taki nierozrośnięty jeszcze kościół)! Do tych fundamentalnych bajek są dopowiadane kolejne bajki… Tak też powstały i wciąż się tworzą nowe religie oparte na „świętych księgach żydowskich” – Starym i Nowym Testamencie. Wyznawcy tych systemów religijnych święcie wierzą, że Biblia jest… dziełem Boga, że świat czasowo tylko znajduje się pod władzą przeciwnika Pana Boga – Szatana i nadejdzie w końcu czas panowania Boga – Królestwo Boże na Ziemi. Stąd też wszelka dyskusja nad prawdziwością Biblii wydaje się nie na miejscu. Bo jakżesz można poddawać w wątpliwość słowo samego Pana Boga? Tylko Szatan, czy jakiś zły demon, mógłby wpaść na taki pomysł!
Pozorna tylko słabość politeizmu bierze się stąd, że politeizm nie ma żadnej księgi świętej, podyktowanej przez Boga samego, czy jego anioła, jakiemuś „wybranemu” przez tegoż Pana Boga Ziemianinowi z “ludu (także) wybranego”. Religia politeistyczna jest bowiem religią Natury. Nigdy nie stawia się w opozycji do naturalnych skłonności i popędów ludzkich, nie uważa ich bowiem za “pokusy szatańskie”, “pokusy Złego”, ale za dobrodziejstwo – dar Bogów i Natury. Nie zna też pojęcia grzechu pierworodnego, co najwyżej mówi o ludzkiej bucie i głupocie, które prowadzą do nieszczęść na tym świecie. Obcy też jej jest szowinizm gatunkowy charakterystyczny dla „religii księgi”. Stąd też nieśmiertelną duszę wedle tzw. religii objawionych mają tylko ludzie – homo sapiens, ale już nie inne hominidy (np. neandertalczycy, którzy żyli na Ziemi ok. 200 000 lat i wyginęli ok. 24 500 lat temu), tym bardziej inne zwierzęta (np. szympanse, które mają z nami wspólne aż 98% genotypu. Zaledwie 2% innych genów wyznawcom „prawdziwych religii” wystarczy, żeby nie mieć już żadnej duszy!). Dlatego też nasza nacechowana biblijnym antropocentryzmem cywilizacja, nawet w wersji laickiej, zbudowana na fundamencie biblijnych mitów, wpoiła w nas swoisty szowinizm gatunkowy. I jest on tak „wszechobejmujący — jak zauważył angielski biolog Ryszard Dawkins — że aborcja jednej ludzkiej zygoty (których większość i tak ulega spontanicznemu poronieniu) wzbudza więcej niepokoju moralnego i oburzenia niż wiwisekcja dowolnie dużej liczby dorosłych i inteligentnych szympansów!”.
Podczas gdy żydowska mitologia święci triumfy, dominuje niemal na całym świecie: czyta się ją w kościołach i wykłada w zborach; opiera się na niej całe systemy etyczne, a nawet obyczaje seksualne (ponoć Jahwe brzydzi się homoseksualizmem, jak mówi biblia. Ciekawe tylko, że jako Stwórca życia na Ziemi dopuścił w ogóle istnienie w naturze takich homoseksualnych – bo i genetycznie zaprogramowanych – osobników, zarówno wśród ludzi jak i zwierząt. Stwórca z żydowskiego mitu, jak widać, brzydzi się tym, co sam w końcu stworzył). Mity religii politeistycznych – naszych europejskich przodków – zostały sprowadzone wyłącznie do świata bajki i baśni. Nikt już ich bowiem na poważnie nie interpretuje, nie bada z podobnie nabożnym szacunkiem, jak mity i bajki judeochrześcijańskie. Europejska teologia politeistyczna jest tylko reliktem “bajecznej przeszłości”, przetrwała co prawda tu i ówdzie, ale w szczątkowej tylko postaci, np. w pismach teologicznych Proklosa. W najlepsze za to rozkwita teologia oparta na “naukach biblijnych” – mitach i baśniach Starego i Nowego Testamentu.
Choć mity religii naszych przodków tlą się jeszcze w podświadomości i świadomości przeciętnego Europejczyka, nikt jednak po „pogańsku” nie twierdzi, że na początku nie było żadnego boga, ale chaos (co okazuje się być bliższe prawdy naukowej niż owa „prawda biblijna”). Przeciętny zjudaizowany Europejczyk, Amerykanin czy Australijczyk wierzy jednak głęboko, że na początku był Pan Bóg, Jahwe, co w sześć dni stworzył świat, a potem raj dla Adama i Ewy, którzy dopiero za sprawą zbuntowanego anioła – Szatana – popadli w „śmiertelny grzech pierworodny”. W micie o Adamie i Ewie, jabłku i Szatanie w postaci węża, wciąż triumfuje mitologia żydowska, która na 2000 lat zdominowała nie tylko naszą rodzimą mitologię, ale i religię, system etyczny, moralność i obyczaje. Wedle tej żydowskiej mitologii świat znajduje się wciąż pod panowaniem Szatana, jego rozmaitych struktur, złych ludzi i demonów. (Nawet i ja, choć w Szatana w ogóle nie wierzę – jest on bowiem postacią nie z mojej bajki – jestem podobno pod jego wpływem!). Dlatego też wyznawcy “prawdziwej religii” są tylko gośćmi na tym świecie, nie przywiązują większej wagi do rzeczy przemijających (bo przecież “wszystko to marność nad marnościami”), a prawdziwe życie, “wieczne”, zaczyna się dla nich dopiero… po śmierci – w królestwie Pana Boga, jego aniołów i świętych.
Świat naszej cywilizacji – zakorzenionej w przedchrześcijańskiej Grecji i Rzymie – można jednak wyzwolić spod wątpliwego uroku żydowskiej mitologii i biblijnego szowinizmu – w jeden bardzo prosty sposób: oddać Żydom co żydowskie – oczywiście z żydowskim Jehową i Szatanem na czele; jednocześnie powracając do własnego, tj. europejskiego dziedzictwa duchowego, cywilizacyjnego i kulturowego. Chodzi o tę samą postawę wobec bytu, jaka charakteryzowała naszych przodków przed ich niemal całkowitym zjudaizowaniem (w wersji zreformowanego judaizmu – szczegółowo opracowanego przez ex-faryzeusza Szawła – tj. chrześcijaństwa, dla nie-Żydów, nawet sam “jedyny i prawdziwy” Pan Bóg wciela się w Żyda, do tego wciąż jest “Bogiem Izraela – Bogiem zazdrosnym”… Dlatego oddawanie czci innym Bogom – nawet Bogom swoich własnych przodków, a nawet nim samym – odbiera jak największy grzech, bałwochwalstwo, bluźnierstwo i zbrodnię).
autor: Prof. Magdalena Środa
źródło: http://epafroditos.blogspot.com/
Pełny zapis przemówienia Michaela Mannheimera w Amsterdamie zamieszczony przez Barona Bodissey’a.
Jak wspomniałem kilka dni temu, niemiecki dziennikarz Michael Mannheimer wygłosił w ostatnią sobotę przemówienie podczas demonstracji w obronie wolności słowa w Amsterdamie. Długo mówił on o krwawej historii agresji islamskiej w Europie.
Część 1:
Witajcie. Mamy teraz rok 2010 i żyjemy w środku największego w historii zagrożenia dla Europy. Jesteśmy w trakcie trzeciego ataku islamu na Europę. Pierwszy z nich miał miejsce krótko po śmierci Mahometa, wtedy to muzułmańscy zdobywcy podbili Hiszpanię, a jej islamizacja trwała sześćset lat i zakończyła się w 1492 roku wielką rekonkwistą. W przeciwieństwie do tego, co na okrągło wypisuje się w książkach o „pokojowym islamie Kordoby”, prawda jest zupełnie inna. Prawda jest taka, że muzułmanie zabili miliony chrześcijan i żydów oraz zniszczyli kościoły. Znanym powinien być również fakt, iż drugi atak imperium ottomańskiego rozpoczął się podbiciem Konstantynopola, a zakończył po I wojnie światowej w 1918 roku. Podczas tych 455 lat ataków Ottomanów na Europę miliony ludzi, miliony niewinnych chrześcijan i żydów zostały zabite w niewiarygodnie okrutny sposób. Turcja, prekursor imperium ottomańskiego, przeprowadziła razem dwadzieścia dziewięć wojen. Dwadzieścia dziewięć wojen przeciwko Europie w czasie 455 lat. A teraz podejmuje ona trzydziestą, ponieważ Turcja jest teraz jednym z czołowych krajów muzułmańskich, równym z Iranem, Egiptem i Arabią Saudyjską. W tureckich kręgach politycznych nie mówi się o Niemczech jako o „Niemczech”. Mówi się na nie już „Turcja Zachodnia”. I widzieliśmy jak Erdogan przyjechał do Niemiec jak kalif, który chciał kontrolować wszystko, co się wydarza i zachowywał się tak, jakby chciał jakiegoś rodzaju islamizacji. Ale teraz mamy przed sobą dużo większe zagrożenie niż kiedykolwiek wcześniej w historii Europy. Jest ono dużo większe nawet od zagrożenia ze strony Hitlera i komunizmu. Różnica między nimi wygląda następująco: Hitler rządził państwem o populacji 75 milionów ludzi i był przy władzy łącznie przez trzynaście lat. Ale muzułmanie mają dużo większe doświadczenie – 1400 lat islamizacji na różnych polach. Są oni dużo lepiej zorganizowani. Są rozsiani po całym świecie i stoi za nimi siła 1,4 miliarda ludzi. Konsekwencje władzy ummy są widoczne każdego dnia. Widzieliśmy je ostatnim razem w bardzo dramatyczny sposób po opublikowaniu karykatur Mahometa w Danii.
Różnica polega również na tym, że linia frontu tego ataku nie leży wzdłuż granic Europy. Nie postrzegamy naszego wroga jako wroga. Wróg jest między nami. Wrogiem jest system islamu, a niekoniecznie sami muzułmanie. Ale jak do tej pory są oni muzułmanami. W ten sam sposób spełniają oni główny cel islamu, jakim jest podbój całego świata, jak robili to kochający pokój Niemcy, którzy należeli do 80-procentowej większości społeczeństwa w systemie hitlerowskim. Nawet będąc w mniejszości, czynią oni z tej pozostałej części islamu bardzo złą, silną władzę. A czynią ją silną również przez brak krytyki złych rzeczy w swojej religii. Czemu tego nie robią? Nie krytykują jej, ponieważ karą za krytykowanie islamu jest wyrok śmierci. To jest nakaz od Mahometa. I jest to jedyna religia na całym świecie, która robi coś takiego, miałem do czynienia ze wszystkimi religiami. Mieszkałem przez szesnaście lat w krajach buddyjskich. Wiele lat mieszkałem w krajach hinduistycznych. Znam kraje chrześcijańskie i żydowskie. To zjawisko jest unikalne. W żadnym innym państwie nie obowiązuje nakaz zabijania tych, którzy krytykują jego religię. A jest też inny nakaz: zabijanie tych, którzy odstąpią od swojej religii, czyli islamu. Zatem obydwie te rzeczy są dalekie od poszanowania praw człowieka w Europie. Prawa człowieka do wolności słowa i prawa do wolności wyboru przez ludzką jednostkę tego, czego chce. I nie ma to nic wspólnego z prawem wolności wyznania, które zawiera w sobie również prawo do nie posiadania żadnej religii.
Część 2:
[zakłócenia w tle] Ok, ok, ok… Proszę, czy możecie zabrać stąd tego mężczyznę? Trochę danych na temat trzeciej fali ataku. Najpierw wymienię dane demograficzne: w 1945 roku w Europie żyło tylko 645 000 muzułmanów. Teraz, w roku 2010 mamy ich już 55 milionów i liczba ta zwiększa się o 1 milion imigrantów rocznie, napływających z krajów muzułmańskich. Będzie ich jeszcze więcej z powodu Traktatów Lizbońskich, które żądają ich więcej, bo stu milionów. Powtarzam, sto milionów muzułmanów do roku 2030. Ze wszystkich imigrantów od roku 1990 w czasie dwudziestu lat aż po dzień dzisiejszy, muzułmańscy imigranci stanowią ich 90%. Tej informacji nie można przeczytać w gazetach i nie usłyszycie jej od polityków. W samej stolicy Szwecji istnieje dwadzieścia przedmieść w ponad 70% muzułmańskich; a przy tak szybkiemu przyrostowi ich ilości, za pięć lat większość z nich będzie w 100% muzułmańska. Przyrost populacji muzułmańskiej w Europie jest także unikalny.
W ciągu każdych dziesięciu lat liczba muzułmanów podwaja się. Jest to największy przyrost naturalny w historii ludzkości. Oznaczałoby to, że będziemy mieli o 6,5 miliarda ludzi więcej na świecie w 2020 roku. Trzynaście miliardów ludzi na całym świecie. Toczy się dżihad urodzin. Imamowie we wszystkich meczetach żądają, by ich wierni mieli tak dużo dzieci, jak to możliwe. Nazywam to dżihadem urodzin. Widzicie jeden z rezultatów tego – Mahomet jest już najczęściej wybieranym dla dzieci imieniem w Szwecji, Norwegii, Anglii i Holandii. Posłuchajcie, ze wszystkich męskich noworodków w tych krajach, Mahomet jest najczęściej nadawanym pierwszym imieniem. [kolejne zakłócenia] Panie i panowie, nowy faszyzm ujawnia się pod nazwą antyfaszyzmu. Widzicie to tutaj jasno. Faszystami są lewicowe i Zielone partie w całej Europie. Zdradzają oni swoich własnych ludzi w dostępie do faktów o islamizacji i sprowadzili do Europy miliony muzułmanów bez pytania o zdanie swoich obywateli. Są zdajcami swoich własnych ludzi. Widzieliście tutaj jeden z ich ataków… jakich dopuszczają się od dziesięciu lat.
Część 3:
W Wielkiej Brytanii w czasie ostatnich trzydziestu lat, muzułmańska populacja wzrosła z 82 tysięcy do 2,5 miliona. To jest 40-krotny przyrost przez ostatnich trzydzieści lat. W Holandii już ponad 50% noworodków to noworodki muzułmańskie. A w roku 2025 pięćdziesiąt procent całej populacji będzie muzułmanami. W Belgii 25% populacji już jest muzułmańska i 50% noworodków jest muzułmańska. W Niemczech jest pewne pismo rządowe, które mówi trzy rzeczy, które przetłumaczę teraz na angielski.
Upadek niemieckiej populacji jest niemożliwy do powstrzymania Tendencja spadkowa jest nieodwracalna w 2050 roku Niemcy będą państwem muzułmańskim
Jest to wewnętrzne pismo niemieckiego rządu. Można je znaleźć przez Google i przeczytać. Koszty społeczne i sądowe są zawsze trzymane w tajemnicy przed swoimi obywatelami przez media i polityków. Zatem media zachowują się w taki sposób, jakby były uciskane przez jakąś zewnętrzną siłę. Uciszają własne dane. Zaczęli kontrolować informacje i prawdę.
Powiem wam kilka interesujących faktów na temat kosztów społecznych i sądowych w Europie. W Szwajcarii 80% wszystkich kosztów społecznych idzie do 9% imigrantów. Teraz, politycy mówią: „ustanowiliśmy strukturę społeczną, by uchronić rodowitych Szwajcarów od upadku, ale teraz po prostu utrzymujemy muzułmanów.”
W Berlinie, w Niemczech 70% ciężkich kryminalistów jest muzułmanami. I posłuchajcie tego: 90% wszystkich kryminalistów jest muzułmanami. 75% wszystkich tureckich imigrantów nie było w stanie skończyć szkoły, a 73% wszystkich imigrantów nie pracuje i utrzymuje się z niemieckiej pomocy socjalnej. We Francji 70% wszystkich więźniów jest muzułmanami, chociaż stanowią oni tylko 12% całej populacji. Panie i panowie, to są fakty, którym nikt nie może zaprzeczyć. Moi wrogowie nigdy nie oskarżali mnie o nic, gdy rozmawiałem z nimi o faktach, ponieważ sąd orzekł, że są one prawdziwe.
[Zakłócenia, ochroniarze ostrzegają zebranych, by odsunęli się od sceny dla bezpieczeństwa prelegentów. Pan Mannheimer prosi o obecność policjanta obok siebie, potencjalna sprzeczka nie widziana na ekranie] W Norwegii ponad 50% całej pomocy socjalnej idzie do muzułmanów. W Szwecji jest to 6,7 miliarda euro kosztów społecznych kierowanych do muzułmanów. A ich wysoki [przemilczany], nie notowany nigdy dotąd w historii Szwecji wskaźnik ilości gwałtów pokazuje, że niebepieczeństwo gwałtu jest teraz cztery razy większe niż dwadzieścia lat temu. Odpowiada to czterokrotnie wyższej populacji muzułmańskiej. W Oslo w 2009 roku 100% wszystkich gwałcicieli było spoza grupy rodowitych Norwegów – byli oni muzułmanami.
Liczba tych wyjętych spod prawa miejsc w Europie dramatycznie wzrasta – jest ich już ponad tysiąc. Imamowie we wszystkich meczetach zachęcają swoich wiernych, by nie płacili już podatków, ponieważ doprowadzi to do upadku Europy, przyspieszy go. Modlą się także: zabijcie wszystkich homoseksualistów. Modlą się również: miejcie tak wiele dzieci, jak to możliwe, możecie je robić i udawać się do pomocy socjalnej. W meczetach w całej Europie prowadzone są kursy na temat tego, jak zdobywać pieniądze z pomocy społecznej. I posłuchajcie tego: nie mamy żadnego problemu z imigrantami w Europie. Mamy problem jedynie z muzułmańskimi imigrantami. Nie mamy problemów z niemuzułmańskimi imigrantami. [aplauz- oklaski]
I nie mówi się ani nie pisze nigdy o tym, ani w talk showach w telewizji, ani w gazetach, że według prawa islamu, Koran zakazuje muzułmanom pod groźbą kary śmierci integracji z niemuzułmańskim krajem. Cytuję Koran – sura 5, wers 51: „O wy, którzy wierzycie! Nie zaprzyjaźniajcie się z chrześcijanami i żydami, którzy są waszymi sąsiadami. Jeśli to zrobicie, to nie jesteście już muzułmanami i będziecie traktowani gorzej niż niewierni.” Panie i panowie, tak ludzie modlą się w meczetach, które są promowane przez wielu polityków.
Część 4: W Hiszpanii pewien imam napisał książkę: jak odpowiednio bić swoją żonę. Została ona sprzedana w 800 tysiącach egzemplarzy i odwołuje się do sury, w której jest napisane, by muzułmanie bili swoje kobiety.
Ale, panie i panowie, prawdziwymi adwersarzami, prawdziwymi wrogami nie są muzułmanie. Żaden muzułmanin nie spakował walizek i nie przyszedł tu na piechotę. Zostali oni zaproszeni przez polityków i ich pieniądze. Nigdy nie zapytali oni swoich obywateli, czy tego chcą. Są cztery grupy zwolenników islamizacji. Pierwszą są politycy. Drugą są kościoły. Trzecią są media, a czwartą intelektualiści.
Podam wam kilka przykładów. Lewoskrzydłowi i Zieloni politycy zawsze mówią w swoich przemówieniach, że Europa potrzebuje coraz więcej muzułmanów, aby móc przetrwać następne lata. To jest, panie i panowie, jedno z największych kłamstw na dzień dzisiejszy. Ponieważ prawdziwą przyczynę tego można przeczytać w książce Joschki Fischera z 1994 roku – „The Risk Germany” (Ryzykujące Niemcy). [ISBN 3462023411 Risiko Deutschland. Krise und Zukunft der deutschen Politik (Sondereinband) Joschka Fischer (Autor)] Oni [Zieloni] napisali to, by zdobyć głosy przyszłych wyborców dla swojej partii, ponieważ rodowici obywatele nie głosowali na nich w wystarczającej ilości. Fischer napisał również w tej książce, że musimy pozbyć się naszej rodowitej populacji i zastąpić ją imigrantami tak, byśmy mogli przejąć władzę. Powtórzę, niemiecki minister, jeden z liderów Partii Zielonych mówi: „Będę szczęśliwy, jeśli Niemcy znikną z mapy świata”.
To, panie i panowie jest takie same jak… [przerwa]
Muzułmanie mogą bić swoje córki bardzo mocno, by zapobiec ich integrowaniu się z zachodnim stylem życia we Włoszech. I tak, w Niemczech kościoły tworzą reguły, że muzułmańscy uczniowie nie muszą brać udziału w wycieczkach szkolnych, lekcjach pływania i WF-u. To, panie i panowie, jest powszechny atak na rodowitych Europejczyków z najwyższych pozycji, wymierzony przeciwko ich konstytucjom. To jest zdrada najbardziej potężnych ludzi przeciwko swoim własnym krajom i przeciwko tradycji oraz historii naszego wielkiego i wolnego kontynentu. Nie więcej, tylko odgórna rewolta przeciwko własnemu ludowi. Jak możemy temu przeciwdziałać? Dochodzę teraz do końca. Oskarżajcie ich przed sądem, jeśli wiecie, że łamią prawo. Wysuńcie oskarżenie i doprowadźcie do procesu. Proponuję, byśmy zapamiętali nazwiska wszystkich osób, które pomagają i wspierają muzułmanów na potrzebę drugich procesów norymberskich, jakie muszą się odbyć za dziesięć czy dwadzieścia lat. Takie jest moje głębokie przekonanie. Nie możemy pozwolić tym zdrajcom, tym współpracownikom jednego z największych, powtarzam, jednego z największych totalitarnych systemów ucisku – islamu, by wyszli obronną ręką bez zapłacenia ceny, którą muszą zapłacić. Nie głosujcie na te partie, które chcą dać muzułmanom władzę i sprowadzić ich jeszcze więcej do Europy. Nie kupujcie gazet, które kłamią na temat prawdziwej sytuacji. I mówię tak, oby ten dzień stał się początkiem europejskiej i światowej rekonkwisty naszych zachodnich wartości, i obyśmy mogli bronić tych wartości wszelkimi środkami i naszym życiem. Dziękuję bardzo. (ms)
Tłumaczenie Veronica Franco na podstawie http://gatesofvienna.blogspot.com
Jest siedem sakramentów tzw. kościoła apostolskiego (są obecnie dwie denominacje kościoła posiadającego rzekomo tzw. sukcesję apostolską: kościół katolicki oraz prawosławny): chrzest, bierzmowanie, komunia, pokuta, małżeństwo, kapłaństwo oraz namaszczenie chorych (zwane również ostatnim namaszczeniem).
Nauka o sakramentach zdaniem kapłanów kościelnych została przekazana w całości przez samego Jezusa, co jest historycznie rzecz ujmując nieprawdziwym twierdzeniem i nieuprawnioną nadinterpretacją, gdyż na przykład sakrament małżeństwa, jako odrębny rytuał ukształtował się dopiero w XI wieku. Przedtem uznawano po prostu lokalne tradycje ożenku, nie przypisując im charakteru sakramentalnego. Bywały okresy, gdy do sakramentów zaliczano pogrzeb oraz postrzyżyny zakonne.
Nie będę się rozwodził zbytnio nad tymi kwestiami i zanim przejdę do meritum, wspomnę tylko o rytuałach, które pochodzą z samego Nowego Testamentu aby czytelniej zobrazować problem.
Pierwszym jest chrzest przez zanurzenie w wodzie. W ten sposób chrzcił Jan Chrzciciel i uczniowie Jezusa. Ten obrzęd ma wymowną symbolikę – jest symboliczną śmiercią, powrotem do świata akwatycznego (prapoczątku) – i powrotem w odmienionej świadomości. Jest to klasyczny obrzęd przejścia. Drugim obrzędem opisanym w NT było przekazanie mocy Ducha Świętego przez nałożenie rąk na głowę adepta. Trzecim opisanym rytuałem jest nakładanie rąk na chorego i namaszczanie go olejem oraz zanoszenie zań modłów w intencji uzdrowienia. Czwartym jest obrzęd rytualnego posiłku z użyciem chleba oraz wina na pamiątkę śmierci Jezusa.
Obecnie kościół sprawuje siedem sakramentów, które nie mają nic wspólnego z nowotestamentowymi rytuałami żydowskiej sekty uczniów Jezusa. Mało tego, chrześcijaństwo ma w ogóle niewiele wspólnego z Jezusem gdyż założona przez jego bezpośrednich uczniów gmina jerozolimska, której przewodził rodzony brat Jezusa – Jakub zwany Sprawiedliwym, przestała istnieć w 70 roku n.e. gdy Żydów pogromili Rzymianie. Wtedy to kościół jerozolimski przestał definitywnie istnieć a prawdziwa sukcesja apostolska została przerwana i bezpowrotnie utracona.
Całe znane nam chrześcijaństwo instytucjonalne wywodzi się od Szawła z Tarsu, zwanego Pawłem, który pierwej będąc oprawcą chrześcijan, nawrócił się niespodziewanie podczas rzekomej wizji Jezusa i zaczął głosić jakoby jego naukę (nawet dla niewtajemniczonych nowotestamentowe pisma Pawła, pełne jurydyzmu, mizoginizmu, homofobii, jak i w ogóle fobii wszelakich, pozostają w jawnej sprzeczności z ewangelicznymi naukami Jezusa). Paweł pozostawał w permanentnym sporze z uczniami Jezusa i jego apostolstwo było samozwańcze i nigdy nie uznane przez gminę jerozolimską.
Obecnie kościół katolicki jest organizacją sprawującą magiczną kontrolę nad duszami swoich wiernych. Wierni są tylko owcami które się regularnie strzyże. Jedynym celem tej struktury jest gromadzenie (kradzież) energii i oddawanie się praktykom pieczętowania ludzi. Czynione jest tak od 1700 lat. Sobór nicejski w 325 roku był momentem ostatecznego zawarcia przez kościół paktu z diabłem, poprzez przyjęcie we władanie całej ekumeny, którą oddał kościołowi cesarz Konstantyn. Ta siła której oparł się Jezus, przemogła biskupów i patriarchów czyniąc ich swymi wasalami. (Mat 4.8-9: Jeszcze raz wziął go [Jezusa] diabeł na bardzo wysoką górę, pokazał mu wszystkie królestwa świata oraz ich przepych i rzekł do niego: Dam ci to wszystko, jeśli upadniesz i oddasz mi pokłon. ) Tak oto chrześcijaństwo stało się swym cieniem.
Od wieków trwa pieczętowanie ludzi. Odbywa się to poprzez czarnomagiczne rytuały zwane sakramentami. System ten działa tak, że już nowonarodzone dziecko rodzice dobrowolnie przynoszą kapłanom aby ci dokonali pierwszego rytuału – chrztu. Jednak nie ma on nic wspólnego z obrzędem opisanym w Ewangeliach. Przede wszystkim nie jest aktem świadomym, dobrowolnym, pomijając inne kwestie. W czasie chrztu polewa się głowę niemowlęcia, przedtem wzywając szatana… Tak, szatana – już tłumaczę. Przed obrzędem chrztu następuje egzorcyzm, który ma sprawić aby szatan i inne demony opuściły dane dziecko. Ale dlaczego domniemywa się że to dziecko jest już nawiedzone przez szatana?! Skąd taki pogląd?… Magia działa tak, że jeśli coś wzywasz po imieniu to to przychodzi. Kontekst inwokacji jest wtórny. Jeśli cos wypędzasz, a tam tego czegoś w rzeczywistości nie ma, to to przyjdzie, bo usłyszy swe imię. Egzorcyzm przed chrztem jest wskazaniem demonicznym siłom, gdzie mają swoją nową ofiarę. Po egzorcyzmie, inwokacji szatana, kapłan namaszcza dziecko tzw. olejem katechumenów, następnie polewa dziecku wierzch głowy wodą i namaszcza ją tzw. świętym krzyżmem (specjalnym, poświęconym olejem) kreśląc na niej znak krzyża.
W starych tradycjach uznaje się, że na czubku głowy znajduje się ujście centralnego kanału energii, znanego jako czakram sahasrara. Przez ten czakram dusza opuszcza ciało w momencie śmierci lub też w momencie oświecenia przezeń następuje łączność z światem duchowym. Znam świadectwo pewnej osoby, która poddała się regresji hipnotycznej – kiedy doszła do momentu chrztu miała wizję zalewającej ją czarnej, śmierdzącej smoły, która wpływała weń przez czubek głowy…
Według mojego rozeznania kapłani w momencie chrztu kradną duszę dziecka, pieczętują ciało poprzez wykonanie wspomnianych czynności magicznych tak, aby ta dusza nie mogła swobodnie do ciała powrócić. Pisząc dusza mam na myśli szamańską wykładnię tego terminu. Zgodnie z szamańskimi doświadczeniami mamy wiele dusz, w tym jedną najważniejszą, którą można utracić i wtedy trzeba ją odzyskiwać. Po chrzcie człowiek nie ma kontaktu z najważniejszą częścią siebie, pozostając przez resztę życia tworem niekompletnym, niezintegrowanym i pokawałkowanym. Nie ma kontaktu z Jaźnią i jest praktycznie rzecz biorąc martwą istotą. Zdarza się że wskutek różnych doświadczeń życiowych, determinacji, owa pieczęć się poluźnia i można odzyskać częściową łączność ze swą duszą. Ale są to przypadki sporadyczne. Aby w pełni odzyskać duszę i sprowadzić ją do ciała konieczne jest podjęcie trudnego procesu.
Następnym sakramentem, wykonywanym w Polsce ok. 15-16 życia jest bierzmowanie. W starym rycie formuła tego obrzędu wyglądała tak: biskup czynił palcem umoczonym w św. krzyżmie znak krzyża na czole adepta, wypowiadając formułę: pieczęć daru ducha świętego, uderzał adepta w policzek i dmuchał nań. W nowym rycie formuła brzmi: przyjmij znamię daru ducha świętego i biskup dotyka symbolicznie policzka delikwenta. W kościele prawosławnym bierzmuje się zaraz po chrzcie pieczętując czoło, dłonie, pierś, stopy św. krzyżem, wypowiadając formułę: pieczęć daru ducha świętego.
Pomiędzy brwiami znajduje się wg starych tradycji tzw. trzecie oko, zwane czakramem adżnia. Jest to wewnętrzny, duchowy narząd percepcji pozazmysłowej. Aktywny umożliwia przeżycie wizji, iluminacji, jasnowidzenie itd. Kapłani zamykają to trzecie oko, przystawiając na nim swą pieczęć, aby adept nie był zdolny do samodzielnego doświadczania wizji. Jedyna wersja ich doktryny jest przekazywana intelektualnie przez urząd nauczycielski kościoła. Nikt nie ma prawa samodzielnie poznawać tamtej strony. Wszyscy mistycy, którzy widzieli tamtą stronę, np. Ojciec Pio, byli szykanowani i dręczeni przez kościelnych funkcjonariuszy bezpieczeństwa. Jeśli udało się tym mistykom otworzyć trzecie oko działo się to wbrew polityce kościoła i oznaczało zwykle wielkie problemy dla widzącego. Kilka przypadków oficjalnego uznania wizji i objawień, np. we Fatimie, było w praktyce wymuszone przez miliony wiernych i zostawały one uznawane chociażby z tego powodu, że ich uznanie oznaczało kolosalne wpływy do kościelnej kasy.
Zdolność doświadczania wizji jest tym, co odróżnia nas od reszty ożywionej materii. Świadomość człowieka jest tak skonstruowana, że jest ona polem wizyjnym. Umysł człowieka to ocean możliwości. Jeśli adept ma dostęp do swego umysłu, swej Jaźni, jest wolną istotą. Jeśli traci prawo dostępu tam, jest jak martwa maszyna… Jest niekreatywną masą mięsa i ścięgien, zaprzęgniętą do niewolniczej pracy na rzecz systemu i zasilania go swą energią. Taka osoba jest pokawałkowanym tworem policentrycznym – nie ma w nim centrum, nie ma duszy, nie masz nic oprócz tego co zwie się ego, które jest jedynie płytkim i nietrwałym wrażeniem transcendencji swego istnienia, nieustannie zagrożonym możliwością dezintegracji.
Kapłani karmią adepta ciałem i krwią zbawiciela. Rytualny posiłek, zamieniono w kolejny obrzęd magiczny. Najpierw mówią adeptowi że jest winny, że w mistyczny sposób brał udział w mordzie na Mesjaszu. Każą mu jeść jego ciało i pić jego krew. W ten sposób łamane jest tabu kanibalizmu. Eucharystia chrześcijańska, z konsumpcją ciała i krwi Jezusa, ma te same cechy, co rytualny kanibalizm, mimo że została przeniesiona do sfery symbolicznej. W magii coś jest tym, za co to coś uznajesz. Jeśli uznasz, że kawałek chleba jest ciałem Jezusa to w magiczny sposób on się nim staje. Działa to do tego stopnia, że odnotowano udokumentowane i zweryfikowane naukowo wypadki, że konsekrowana hostia zamieniała się w ustach adepta w kawałek skrwawionego, ludzkiego mięsa. [Tzw. Cud w Dubnej, Polska, rok 1867; Cud w Stich, Niemcy, rok 1970. Jedno z ostatnich tego rodzaju zdarzeń odnotowano w 1984 r. w Watykanie w czasie komunii , której Jan Paweł II udzielał w swej prywatnej kaplicy grupie pielgrzymów z Azji. Gdy Komunię przyjmowała pewna Koreanka, hostia stała się kawałkiem ciała ludzkiego. Znane są 132 udokumentowane przypadki podobnych wydarzeń. przyp. autora].
W ten sposób w miejsce własnej duszy, przyjmuje się jej substytut w postaci swoistego egregora. Mówiąc bardziej obrazowo instalowany jest w ciele i świadomości obcy byt o naturze metafizycznego wirusa, który potrafi przejąć stopniowo władzę nad całym człowiekiem. Egregor ten nie ma nic wspólnego z nowotestamentowym Jezusem, poza tym że nazwano go podobnym imieniem. Jego macki obejmują wszystkich uczestniczących w łamaniu tabu kanibalizmu podczas przyjmowania chleba i wina zmienionym poprzez dokonanie na nich magicznych operacji.
Kolejne sakramenty to: spowiedź i pokuta, zwana sakramentem pojednania, małżeństwo i kapłaństwo, których w tym tekście szerzej nie opiszę tylko nadmienię, że pokuta związana jest utrzymywaniem adepta w poczuciu winy aby kontrolować jego poczynania. Z kolei małżeństwo i kapłaństwo związane są po pierwsze z kontrolą nad popędem płciowym ale też pilnują ważnej w patriarchalnym społeczeństwie systemu dziedziczenia. Kapłan zachowuje celibat aby zgromadzony przez niego majątek kościelny nie był przez nikogo dziedziczony. Kontrola energii seksualnej daje kościelnemu egregorowi potężną moc. Małżonkowie katoliccy powinni uprawiać seks tylko w dniach niepłodnych kobiety. Wstrzemięźliwość seksualna powoduje że gromadzi się w ciele i świadomości potężna energia, którą karmi się zainstalowany egregor. Brak kontroli urodzin powoduje niekontrolowane płodzenie dzieci – nowych ofiar egregora, nowych źródeł energii.
Ostatnim sakramentem jest tzw. ostatnie namaszczenie, którego pierwowzorem było uzdrawianie przez nakładanie rąk. Dzisiaj nie ma nic wspólnego z uzdrawianiem, wykonuje się je głównie na człowieku w stanie agonii. Kapłan w czasie tego rytuału w praktyce zamyka umierającemu czakrę u podstawy kręgosłupa, gdzie drzemie najsilniejsza z mocy, zwana w sanskrycie jako kundalini. Jest to chtoniczna moc witalności, siły, oświecenia. W prawidłowym procesie w chwili śmierci kundalini powinna się przebudzić i wędrować wzdłuż kręgosłupa aż do czakry korony, na czubku głowy, i doprowadzić adepta do iluminacji. Ale adept ma zapieczętowaną czakrę korony, zapieczętowaną czakrę podstawy i kundalini zostaje przejęta przez kapłana i rytualnie przekazana egregorowi.
W ten sposób od wieków trwa proceder rabowania dusz niczego nie podejrzewającym ludziom. Pozostają one uwięzione i zasilają kościelną organizację, która nieprzerwanie przez 1700 lat pozostaje silna i niezłomna. Opiera się wszystkim wiatrom historii. Gromadzi bogactwa Ziemi i ludów, mając jednocześnie wszystko w pogardzie. Nie boi się ani bogów ani demonów. Ani królów ani rewolucji. Mało kto odważył się podnieść rękę na kościół. Kiedy rozmawiam z ludźmi wielu z nich przyznaje mi rację ale nigdy nie mieliby odwagi otwarcie się do tego przyznać. Podejrzewam, że niektórzy czytelnicy tego tekstu, o ile dotrą do tego miejsca, wyrażą swoje głębokie oburzenie na fakt targnięcia się na świętości. Im większa ich złość, tym silniej zainstalowany u nich ów egregor, o którym wspominałem. Im silniejszy protest, tym większa pewność, że mam rację. Im żarliwiej będą protestować, tym bardziej potrzebują pomocy.
Wielu przed nami poszło na zatracenie, wielu bezpowrotnie zaginęło w czeluściach mrocznych przestrzeni kościelnego egregora. Wielu już nie da się uratować. Kościół działa jak koń trojański – ludzie biorą go za coś, czym w rzeczywistości nie jest. Myślą, że spotkają tam Jezusa, miłość, przebaczenie i taki jest zewnętrzny pozór. W rzeczywistości jest to jedna z najniebezpieczniejszych organizacji, jakie kiedykolwiek nosiła ziemia. Jedynym sposobem na jej zlikwidowanie jest pozbawienie jej dopływu energii poprzez zaprzestanie chrzczenia ludzi i żerowania na ich energii.
Powyższy tekst jest wynikiem moich kilkuletnich obserwacji oraz przeprowadzonych działań. Zdaję sobie sprawę z tego, że dotykam tutaj materii bardzo delikatnej i (zwłaszcza w naszym kraju) moje poglądy mogą być bardzo kontrowersyjne, z czego zdaję sobie sprawę i na co jestem przygotowany, w tym na ewentualne ataki, ale uważam, że poznawszy ten problem nie mam prawa dłużej milczeć. Z uwagi na sytuację w naszym kraju, który stoi na krawędzi systemu państwa wyznaniowego, publikuję ten tekst anonimowo.
http://www.taraka.pl/
Przeglądając strony www, blogi – można zauważyć różne określania jakimi człowiek określa samego siebie, np. jestem mesjaszem, uzdrowicielem, mistrzem duchowym….itp.
Nigdzie nie spotkałem określenia – jestem człowiekiem. Przez wiele wieków trwało kodowanie, aż człowiek przestał postrzegać siebie jako istotę ludzką, a utożsamiał się z pojęciem o sobie lub : au torytem, Bogiem, Jezusem, czy dogmatami, teoriami, filozofią, naukami….
Człowiek przestał być sobą, a stał się przedstawicielem ruchów religijnych, społecznych, profesji. To utożsamianie dało mu poczucie inności, często wyższości w stosunku do innych ludzi, a także poczucie bezpieczeństwa wynikające z przynależności do grupy. Dało mu pewność, że myśli i postępuje dobrze, bo podobnie do innych. Człowiek – wyznawca nie szuka człowieka, ale osoby o podobnej profesji, poglądach, zainteresowaniach, wyznaniu. Oddziela się od innych, od całości przekonany, że obraz świata, jaki został wkodowany w jego umysł jest rzeczywisty. Nie zastanawia się nad przyczynami i skutkami w swoim życiu, bo ich nie dostrzega, a to dlatego, że przyjął za pewnik narzucony przez autorytet dogmat. Każda grupa wyznaniowa, ideologiczna to zamknięta pula energii. Można ja zobrazować jako sześcian. Jeżeli człowiek utożsamiony jest z religią, czy jakąkolwiek filozofią, to staje się realizatorem sposobu myślenia narzuconego przez autorytet danej grupy i jego energia zostaje zamknięta w sześcianie. Wyznaje zasady i normy życia ustalone przez autorytet danej grupy. Rozumienie człowieka zawęża się, a wiara w dogmaty, niezależnie czy tworzą je treści religijne, czy naukowe zastępuje samodzielne myślenie. Rozwój świadomości zostaje wówczas zablokowany. Świadomość człowieka może być podłączona do więcej niż jednego sześcianu. Wszystkie teorie, ideologie, grupy, z którymi człowiek się utożsamił więzią jego umysł w obrębie zamkniętej puli energii. (sześcianu). Umysł człowieka utożsamionego z ideologią, grupą zamyka się – i zamiast poznawać całość i różnorodność, która ją wypełnia, jedynie przetwarza dane, które wypełniają sześcian ideologii. Umysł człowieka wchodzi w stan bezruchu, psychika wciąż powiela podobne stany emocjonalne, a ciało staje się coraz słabsze. Człowiek -wyznawca broni tego z czym się utożsamia, często próbuje przeciągnąć na swoją stronę innych, bo przymusza go do tego program grupy. Kolejni wyznawcy, to większa ilość energii, która zostaje zagospodarowana przez autorytet.
Komu to wszystko było i jest potrzebne? Rozpatrując życie ludzie i życie w ogóle, rzadko kto uwzględnia procesy energetyczne, które są nierozerwalnie związane ze światem materialnym. Przestrzenie pozamaterialne dla ogółu populacji ziemskiej były i są niedostępne. Doskonale jednak o działaniu energii wiedzą tzw. bogowie – jednostki kontrolujące Ziemię i Ziemian od tysięcy lat i pośrednicy, których ustanowili na Ziemi.
Wszystko jest energią, mniej lub bardziej „zagęszczoną”, ale ponieważ człowiek ma zablokowane 9/10 mózgu, to nie dostrzega ogromu rzeczywistości o wyższych częstotliwościach, nierejestrowanych przez ziemskie zmysły. Dlatego dzisiaj tylko niewielki procent ludzi zdaje sobie sprawę z tego, w jaki sposób ludzka energia jest wykorzystywana przez małą grupę rządzących i jak umożliwia ona sterowanie całą ziemską populacją. Zapomnieliśmy stare powiedzenie: na co kierujesz swoją myśl – tam jesteś i tym się stajesz. O czym myślisz, tam kierujesz swoją energię. MYŚL LUDZKA TWORZY i jako twórcza energia jest wykorzystywana przez niewielką garstkę rządzących, umożliwiając im wygodne życie w warunkach ziemskich, a równocześnie kontrolę nad Ziemianami. Ten proces toczy się od tysięcy lat, nie tylko na Ziemi, ale także na innych planetach. Grupa istot z poziomów pozamaterialnych objęła wiele ziemskich ciał, a energia emocjonalna Ziemian jest im potrzebna do życia. Tak jak w świecie materialnym ciało potrzebuje pożywienia, by żyć – tak w świecie energii – forma by przetrwać potrzebuje energii. Emocje, lęk, uniesienia, cierpienie – to różne częstotliwości energii, które dla najeźdźców są pokarmem.
Jak to się stało, że Ziemianami można tak łatwo manipulować i doprowadzić do sytuacji, że cudze poglądy uznali za własne, a fikcja stała się dla nich rzeczywistością? Co umożliwiło przybyszom z przestrzeni pozaziemskich zniewolenie Ziemian? Odpowiedź jest bardzo prosta. Wiedza, jak działają poszczególne składowe istoty ludzkiej. Ta wiedza, to klucz do sterowania wszystkim. Została ona zapisana w różnych symbolach, które min .zostawiły po sobie starożytne cywilizacje. Przeciętny człowiek nie ma jednak pojęcia o ich prawdziwym znaczeniu. Wiedza została zarezerwowana i przejęta przez tzw. wtajemniczonych, którzy skupili się w tajnych organizacjach, które są szczeblami w piramidzie skupiającymi i kierującymi energię do tzw. bogów.
Proszę uważnie przyjrzeć się rycinom, malowidłom np.w Egipcie, na sarkofagach, budowlach.
W wielu miejscach widnieje klucz egipski – ankh. Każdy z bogów trzyma w ręku klucz, co wyraźnie wskazuje na jego duże znaczenie.
W kluczu zapisana jest informacja o budowie człowieka i Wszechświata, jak i wszystkich
form. Cztery elementy – cztery plany istnienia. Dwa ramiona : dodatnie i ujemne. Dodatnie w symbolach wtajemniczonych, to przejaw energii męskiej. Ujemne – żeńskiej, uznawanej przez nich za opozycję, czyli gorszą część ludzkości. Strefa neutralna (długie ramię – ludzka osobowość i czwarty element – przejaw całości.
Symbolem przejawu 3 elementów jest trójkąt równoboczny, tak w materii jak i antymaterii , co symbolizuje tzw. Gwiazda Dawida. symbol znany w Egipcie, Indiach i u prapra Słowianach..
Trzy elementy razy 4 daje 12 podstawowych przejawów, cech i reakcji człowieka. Z systemem dwunastkowym spotkamy się właściwie wszędzie. Mamy dwanaście miesięcy, dwanaście znaków zodiaku, 12 czakramów. Podstawowy układ embrionalny inaczej układ słoneczny składa się z 12 planet. Ich energia skupia się w słońcu, które następnie emituje ją do wszystkich planet. To swoisty akumulator energii, a wraz z nią informacji, które docierają wraz ze światłem słonecznym na poszczególne planety. Mamy więc do czynienia z 12 planetami i centrum skupiającym energię, czyli w sumie 13 elementów, tworzących jakąś zamkniętą całość, umożliwiającą wszelkie porcesy życiowe. Wiedza o systemie dwunastkowym (i trzynastym elemencie – centrum) została wykorzystana jako mechanizm ściągający energię z mas. System dwunastkowy spotkamy także w religiach. Wedle tego schematu wprowadzano w ziemskie umysły kolejnych bogów. Przyjrzyjmy się pokrótce jak to wyglądało: np.: Horus – Bóg Słońca narodzony w Egipcie, z dziewicy – Izis, Marii dnia 25 grudnia.
Trzej królowie oddali mu cześć, w dwunastym roku był nauczycielem,
W 30 ym roku został ochrzczony przez Anupa,
Miał 12 uczniów, czynił cuda, uzdrawiał, chodził po wodzie.
Nadawano mu imiona : Prawda, Światło, Pomazaniec Boży, oraz Dobry Pasterz, Baranek Boży.
Został zdradzony przez Typhona, ukrzyżowany, pochowany na 3 dni a potem zmartwychwstał.
Na tej samej zasadzie powołano bogów, m inn : Attisa z Frygi, Krisznę z Indii, Dionizosa
z Grecji, Mitrę z Persji, .
Na tej samej zasadzie i zgodnie z układem gwiazd – powołano do życia następną postać, dziś uważaną za prawdę historyczną. – Syna Bożego – Jezusa. Syn z dziewicy Marii – urodzony 25 grudnia w Betlejem. Nauczał 12 u uczniów, jako 12 letni chłopiec nauczał. W wieku 30 lat przyjął chrzest. Czynił cuda uzdrawiał chorych, chodził po wodzie. Nazywany: Król Królów, Syn Boży, Światło Świata, Alfą i Omegą, Barankiem Bożym. Został zdradzony przez swego ucznia – Judasza. Został skazany, ukrzyżowany, złożony w grobie i po 3 dniach zmartwychwstał i wstąpił do nieba.
Sekwencje narodzin jest czysto astrologiczna. Gwiazda na wschodzie to SYRIUSZ, najjaśniejsza
gwiazda na niebie, która 24 grudnia leży w jednej linii z trzema gwiazdami z Pasa Oriona.
Te trzy gwiazdy nazywane dawniej i dziś: Trzej Królowie! Trzej Królowie i najjaśniejsza gwiazda – Syriusz/ wskazuje miejsce wschodu Słońca – 25 grudnia.
Dziewica Maria jest konstelacją Panny, zwanej również Dziewicą Panną!
Mitologiczna bajka tak głęboko weszła klinem w pojęcia ludzi, że uznano ją za rzeczywistość.
Człowiekowi niewtajemniczonemu wszystkie te opowiastki nakazują szacunek i podporządkowanie się bogom, ich przedstawicielom, pośrednikom i wszelkich obrządków z tym związanych. Wszelkie święta, obrzędy – to utrwalacze fikcji.
Jak doskonale znane były prawa kosmosu, to widzimy dzisiaj w działalności wszystkich ziemskich tajnych stowarzyszeń i symbolice przez nie stosowaną.
Dwunastu uczniów i jeden nauczyciel to mechanizm ściągania energii z wyznawców poprzez
pośredników do centrum dowodzenia. Doskonała infiltracja członków grupy. Centrum wydziela
odpowiednią ilość energii na cuda i różne zjawiska, potwierdzające słuszność religii. Czy więcej
potrzeba, aby spokojnie dokonać przeglądu faktów i rzeczywistości ?
Klucz ankh zbudowany z czterech elementów – powinniśmy codziennie przed sobą widzieć i przypominać sobie budowę swoją i Wszechświata. Pomoże to usunąć utożsamianie umysłu z religiami, osobami, ideami – powoli pojawi się rozumienie siebie i całości. Stąd już tylko krok do świadomości siebie i swoich możliwości i wiedzy o sobie, że jestem całością, a zarazem jej częścią.. Gdy pojawi się pytanie : kim jestem ? A kim nie jestem ?
– nie jestem ciałem, a mam ciało,
– nie jestem duszą, a mam ją,
– nie jestem duchem, ale duchem dysponuję!
Jestem myślą człowieczą, przejawiająca się przez trzy elementy mego przejawu. To symbolicznie
przedstawić można jako krzyż równoramienny lub kwadrat. Kwadrat materialny i antymaterialny (procesy toczące się po stronie materialnej i materialnej Wszechświata) – to symbol 44. Kwadrat to symbol sześcianu, a w nim sześć piramid, szczytami do siebie. To symbol krystalicznej budowy materii.
Bez wiedzy i rozumienia kim jest człowiek można być jedynie wyznawcą i zdawać się na słowa różnych guru. Dzisiaj uwagę trzeba skierować na drugiego człowieka, nie na bogów, świętych, mistrzów duchowych, bo wówczas wytracamy energię, a o to im chodzi. Zachowajmy energię myśli do tworzenia na nowo siebie i świata.
Nie bójmy się końca świata w roku 2012, czy kolejnych latach, bo jest to kolejny zabieg w celu skupienia uwagi Ziemian i odwrócenia jej od chwili teraźniejszej. Zabieg ten ma także pobudzić lęk w wyznawcach i skupić znów ludzką myśl na Bogu i różnych świętych .
Zbliżamy się do okresu bardzo emocjonalnych zdarzeń. Kryzys finansowy, wzrost agresywności, zbrojenia, walka z terroryzmem, konflikty zbrojne. Nie trzeba być jasnowidzem,
aby przewidzieć w jakim kierunku potoczą się zdarzenia na Ziemi i jakie są plany rządzących.
Różne byty, które objęły ciała ziemskie, uważają, że Ziemia jest ich planetą i planują przejąć nad nią pełną kontrolę. Ich zamiarem jest uczynienie z Ziemian jeszcze bardziej posłusznych i całkowicie zniewolonych.
Przygotowania do tej końcowej fazy trwały przez całe wieki. Jednak wszystkie te byty, niezależnie skąd pochodzą i jak długi jest ich rodowód nie stanowią przeszkody w rozpoczęciu nowego etapu. Mogą próbować blokować, podejmować różne działania zniewalające, ale największą przeszkodą jesteśmy my sami. Jedność Ziemian została rozbita poprzez różne teorie, religie i wprowadzone przez nie podziały. Postrzegamy siebie jako wyznawcy takiej, czy innej religii, teorii, światopoglądu. Zapomnieliśmy, że kiedyś stanowiliśmy wspólnotę istot. I by przetrwać musimy powrócić do stanu, gdy najważniejszy był drugi człowiek, gdy rozumieliśmy siebie nawzajem i wzajemnie sobie pomagaliśmy.
Edward