Wezwanie Dr. Ratha do mieszkańców Niemiec, Europy i całego świata, Berlin 13.03.2012

Uzupełnienie wezwania Dr. Ratha do mieszkańców Niemiec, Europy i całego świata.

Dotyczy: Wezwanie Dr. Ratha do mieszkańców Niemiec, Europy i całego świata.

Kim jest Dr.Rath? Dr. Matthias Rath jest założyciele fundacji zdrowia zajmującej się medycyną komórkową i będącą wielką alternatywą dla tabletek koncernów farmaceutycznych. Co ciekawe jego organizacja większość zysków przekazuje na dalsze badania nad naukowo udokumentowanymi naturalnymi metodami i pracę informacyjno – edukacyjną, demaskująca między innymi mechanizmy działania farmaceutycznego rynku “profit z chorób”

Jego organizacja Profit over life przez wiele lat szukała odpowiednich dokumentów z Norymbergi, w celu udokumentowania prawdziwych faktów i koligacji politycznych na arenie europejskiej i nie tylko. Na stronie Profit over life znajdziecie dokumenty z Norymbergi, które są powoli tłumaczone na język polski.

Większość osób nie wie, jakie firmy zostały skazane w procesach w Norymberdze, ponieważ prawdy te były ukrywane przed społeczeństwem. Mało osób też zdaje sobie sprawę, że dzisiejsza chemioterapia to dokładnie efekt testów na LUDZIACH w obozach nazistów. Koncerny farmaceutyczne wspierały II wojnę światową. W dzisiejszych czasach te same firmy produkują leki dla ludzi, oraz organizmy modyfikowane genetycznie. Są oddziały tych firm, figurujące pod zupełnie innymi nazwami. Niektóre z nich są współudziałowcami lub współwłaścicielami innych korporacji chemicznych.

Firma I.G Farben – kto wchodził w skład / współpracował z tym kartelem:
BASF
Bayer
Hoechst – obecnie Sanofi Aventis

Obecnie wszystkie te firmy w pełni sił produkują dla ludzi leki i nie tylko:
(BASF i jego ziemniak).
Bayer Crop Science – zajmuje się biotechnologią, chemią ochrony rośli.
Sanofi Aventis – jeden z wiodących koncernów farmaceutycznych.

Co ciekawe Sanofi Aventis jest członkiem Europejskiej Federacji Producentów Leków i ich Stowarzyszeń (wikipedia)

Międzynarodowe kartele warunkujące rozwój III Rzeszy

Na stronie rodziny Kurkiewicz, można znaleźć streszczenie informacji zawartych w dokumentach z norymbergii ( od Norymbergi do Brulseli )

Co to było I.G. Auschwitz. Była to fabryka usytuowana obok obozu w Auschwitz.. dokładnie 7 kilometrów dalej. Fabryka ta według Dr. Rath jest córką takich firm jak Bayer, Hoechsta, BASF i innych koncernów I.G. Farben. W tej właśnie fabryce planowano wyprodukować całą chemię potrzebną do konstrukcji broni, której naziści mieli użyć w celu dalszego podboju europy. Fabryka zajmowała 24 km kwadratowe. Zakłady chemiczne w Oświęcimiu zostały przejęte po II wojnie światowej i otwarte jako już Polskie. Obecnie ich obszar to mniej więcej 4 km2

Znamiennym jest, że w podsumowaniu zarzutów w procesie w Norymberdze, zostało wypowiedziane takie zdanie: “Wojna bez udziału I.G Farben nie miała prawa zaistnieć”. Większość związków chemicznych ( 100% w walce zdobywczej ) została wyprodukowana w firmach I.G Farben Industries.

Dlaczego te informacje są takie istotne?? Są to korporacje chemiczne, które są odpowiedzialne za takie rzeczy jak II wojna światowa, które pokazały jak stawia się interes korporacji nad milionami istot żywych bez żadnych skrupułów. Te korporacje w dzisiejszych czasach produkują “leki” dla ludzi. Lobbują w rządach międzynarodowych. Wymyślają bzdury w stylu: zioła nie są zbadane przez naukowców – leki są dobre i przebadane. (patrz codex alimentarius). Te same firmy zajmują się produkcją ciężkiej chemii dla rolników, którą później zjadamy wraz z roślinami z których wyprodukowano produkty. Te same firmy zajmują się produkcją zmodyfikowanych roślin. Te same firmy powodują skażenie środowiska roślinami modyfikowanymi genetycznie jednocześnie powodując zanikanie gatunków PUBLICZNYCH – (czytaj darmowych). Trzeba uwzględnić, że liderem tego skażenia jest firma Monsanto, która nie figuruje na liście wyżej wymienionych firm, jednak te wymienione idą dokładnie tą samą drogą, można więc założyć że konsekwencje ich postępowania będą dokładnie takie same. Ja osobiście nie mam żadnego zaufania do korporacji, które wcześniej wsławiły się finansowaniem (pośrednio) ludobójstwa i testami chemikaliów na tysiącach / setkach tysięcy ludzi. Ich modyfikacje genetyczne pomimo faktu, że jest to zazwyczaj jeden gen, podczas gdy roślina posiada ich dziesiątki tysięcy?.. ich modyfikacje – rośliny.. POSŁUCHAJ! SĄ OPATENTOWANE! Skutki? takie jak w Kanadzie (Percy Schmeiser – Monsanto i zagrożone prawa rolników)

NAJWAŻNIEJSZE – rok 2007 – Największe firmy chemiczne Świata – Amerykański miesięcznik FORTUNE ogłosił wyniki tegorocznego rankingu 500 największych firm w skali globu. Znalazło się wśród nich 11 firm chemicznych i w śród nich nasze wspomniane wyżej firmy: ZESTAWIENIE

Jakiś czas temu wpadła mi w ręce książka pod tytułem “Czarna lista firm – Intrygi światowych koncernów” napisana przez Klaus`a Werner`a i Hans`a Weiss`a. Z tyłu na okładce napisano: “.. 500 największych koncernów obraca jedną czwartą światowego produktu brutto i kontroluje 70% globalnego handlu..”. W książce tej bardzo odkładnie przygotowano dane na temat wielu koncernów, nie tylko tych o których piszę. Firma Bayer i Sanofi Avensis została podsumowana następująco – zarzuty: “.. import surowców z rejonów wojny, sprzedaż niebezpiecznych i trujących środków owadobójczych, wyzysk i praca dzieci u dostawców surowcówfinansowanie nieetycznego testowania leków, utrudnianie krajom rozwijającym się produkcji i urynkowienia ważnych dla życia leków. Wiosną 2003 roku India Committee of the Netherlands opublikował analizę, według której koncerny takie jak: Bayer, Monsanto, Unilever, Syngenta zarabiają na wyzysku dzieci przy produkcji nasion.”

Tutaj link do fundacji Dr. Rath`a w języku polskim.

Oraz film: “Dr Rath – kartel farmaceutyczny (4 części)” - http://www.youtube.com/watch?v=jw35QwKuHtc&feature=player_embedded

http://maciejka.nowyekran.pl/

 

Germany 1940 – Izrael 2009








































http://whatreallyhappened.com/

Niemieccy naukowcy pozywają rząd w sprawie chemtrails

Kartel farmaceutyczny

Nord Stream dociera do Świnoujścia i Szczecina

W związku z tym, że media ostatnio interesują się tematami zastępczymi, takimi jak dopalacze, nowa partia pana Palikota itd, pomijany jest bardzo ważny problem planowanego położenia Gazociągu Północnego. Przypomnijmy, że gazociąg ten połączy Rosję z terytorium niemieckim i będzie przebiegał przez tor podejściowy statków do Zespołu Portów w Szczecinie i Świnoujściu.

Należy się bardzo dziwić, że Premier Donald Tusk – tak jak i w zasadzie cały rząd PO – nie widzi żadnego zagrożenia tą niezwykle poważną sprawą. Rząd polski, godząc się na położenie gazociągu Nord Steam proponowaną obecnie trasą, zgadza się bowiem jednocześnie na trwałe spłycenie toru podejściowego do Zespołu Portów Szczecin – Świnoujście, a tym samym wyraża milczącą zgodę na zamknięcie drogi rozwoju największemu z krajowych portów. Przyzwolenie na położenie gazociągu na głębokości 17 metrów, oznacza, że jednostki o zanurzeniu powyżej 13 i pół metra nie będą mogły wpływać do portów w Świnoujściu i Szczecinie. Statki te będą więc przejmowane przez porty niemieckie, np. port w Rostoku, natomiast porty w Szczecinie i Świnoujściu zostaną w sposób trwały skazane na ograniczenia w akwizycji ładunków. Zauważyć należy, że w światowym transporcie morskim istnieje tendencja do budowania coraz większych statków. Niestety, z powodu budowy gazociągu Nord Stream statki te nie wejdą do świnoujskiego i szczecińskiego portu.

Doszliśmy do momentu, w którym konieczne są natychmiastowe działania. W tym tygodniu budowa Nord Stream obejmie już obszary toru podejściowego do Świnoujścia i Szczecina. Za parę tygodni wszelkie protesty w tej sprawie, po wybudowaniu tej części gazociągu, będą już bezcelowe ze względu na fakty dokonane. W chwili obecnej istnieje jeszcze możliwość wystąpienia do sądu niemieckiego o wydanie zarządzenia tymczasowego, wstrzymującego niemiecko-rosyjską inwestycję w interesującym nas obszarze. Przypomnijmy bowiem, że Zarząd Portów w Szczecinie – Świnoujściu złożył w Niemczech zażalenie na decyzję o budowie gazociągu na własnym torze podejściowym. Nie domagał się jednak natychmiastowego wstrzymania prac. Aktualnie możemy powołać się na to zażalenie i domagać się wydania zarządzenia tymczasowego, z rygorem natychmiastowej wykonalności, w kwestii wstrzymania budowy Nord-Streamu, aż do chwili wydania ostatecznego orzeczenia niemieckiego sądu.

Przypomnijmy, że rząd J. Kaczyńskiego wyraźnie artykułował sprzeciw wobec budowy Gazociągu Północnego, nie tylko ze względu na bezpieczeństwo energetyczne kraju, ale także z powodu zagrożenia dla sieci komunikacyjnych zachodniej Polski. Dzisiaj widzimy to bardzo konkretnie : aby sprostać konkurencji na Bałtyku, w otoczeniu ościennych portów, trzeba spełnić techniczny wymóg 15 metrów zanurzenia dla jednostek morskich obsługiwanych przez zespół portów Szczecin – Świnoujście.

Należy zauważyć, że obecny rząd mylnie zakłada, iż Zespół Portów Szczecin – Świnoujście nie będzie w przyszłości obsługiwać jednostek pływających o zanurzeniu powyżej 13,5 metrów. Rząd – zamiast koncentrować swoją uwagę na kwestiach, związanych z ochroną bezpieczeństwa transportowego kraju, woli skupiać się na tematach nośnych medialnie.

Marek Gróbarczyk – Poseł do Parlamentu Europejskiego, minister gospodarki morskiej w Rządzie Jarosława Kaczyńskiego

wPolityce.pl

To był zamach – mówią eksperci polski i niemiecki

Informacja, że Tu-154 podchodził do lądowania prawie do końca na autopilocie, potwierdza niemal ze stuprocentową pewnością tezę, że załogę wprowadzono w błąd przy użyciu tzw. meaconingu. Oznaczałoby to, że Lech Kaczyński z małżonką i pozostałe 94 osoby na pokładzie zostały zamordowane.

Raport rosyjskiego Międzypaństwowego Komitetu Lotniczego (MAK), zaprezentowany w Moskwie przed kamerami telewizyjnymi, za katastrofę pod Smoleńskiem obarcza winą polskich pilotów, pozostawiając przy tym miejsce dla domysłów, że załoga uległa naciskom któregoś z pasażerów.

„Komisja Techniczna jednoznacznie stwierdziła – w czasie lotu nie doszło do aktu terrorystycznego, wybuchu, pożaru na pokładzie, niesprawności urządzeń technicznych samolotu. Silniki pracowały do samego zderzenia z ziemią. (…) Ustalono, ze w kabinie znajdowały się osoby niebędące członkami załogi. Głos jednej z nich dokładnie zidentyfikowano, głos innej (lub innych) poddawany jest dodatkowej identyfikacji przez stronę polską. Jest to ważne dla śledztwa” – czytamy w dokumencie. Ale mimo ogólnikowego charakteru i rażącej jednostronności w raporcie znalazły się istotne informacje, które podważają wersję Rosjan, wskazując przy tym, że tragiczna śmierć 96 Polaków – w tym prezydenta RP – wcale nie była konsekwencją nieszczęśliwego wypadku.

Kto zmylił autopilota?

Z raportu rosyjskiego MAK wynika przede wszystkim, że samolot prezydencki podchodził do lądowania na autopilocie, który sterował zarówno wysokością, ciągiem, jak i kursem rządowej maszyny. Co ciekawe, informacji tej nie podano podczas konferencji prasowej; znajdowała się ona tylko w pisemnej wersji dokumentu.

„Wyłączenie pilota automatycznego w płaszczyźnie wzdłużnej i automatycznego regulatora ciągu nastąpiło przy próbie odejścia na drugi krąg odpowiednio na 5 i 4 sekundy przed zderzeniem z przeszkodą (drzewem), które zapoczątkowało niszczenie konstrukcji samolotu” – informują autorzy raportu. To bardzo ważna informacja. Autopilot jest urządzeniem do automatycznego sterowania samolotem, pobierającym do tego celu dane z GPS i innych wskazań przyrządów pokładowych (na GPS opiera się zresztą cały nowoczesny „flight management system”, w którym zintegrowane są urządzenia nawigacyjne, podłączone do komputera pokładowego).

Ostatni etap przed lądowaniem na autopilocie to przelot przez kolejne, leżące obok siebie tzw. waypoints: 10 km przed pasem – wysokość 500 m, 8 km – 400 m, 6 km – 300 m, 4 km – 200 m, 2 km – 100 m – ten ostatni punkt to tzw. punkt decyzji i wysokość decyzyjna: jeśli pilot nie widzi tutaj pasa startowego, to musi zrezygnować z lądowania i polecieć na inne lotnisko. Tymczasem załoga polskiego samolotu (w tak trudnych warunkach pogodowych) wyłączyła pilota dopiero 5 sekund przed katastrofą, mimo że można to zrobić w sekundę, jednym ruchem ręki. Należy zaznaczyć, że waypoints przy lądowaniu są określone inaczej dla każdego typu maszyny i nie mają nic wspólnego z tym, gdzie lądujemy.

Dziennik „Fakt”, powołując się na rosyjskiego prokuratora, który słyszał rozmowy w kokpicie, napisał kilka dni temu, że parę sekund przed tragedią piloci – dotąd spokojni – zaczęli wołać: „Daj drugi… W drugą!”. Musiał być to po prostu pierwszy moment, w którym załoga zorientowała się, że jest w złym miejscu i na złej wysokości – prawdopodobnie minęli wtedy znajdującą się tam antenę NDB lub – jak czytamy w raporcie – uderzyli w drzewo. Dlaczego piloci schodzili spokojnie do lądowania na autopilocie i dopiero kilka metrów nad ziemią zorientowali się, że samolot jest tak nisko? Czy byli samobójcami? Dlaczego nie reagowali na wskazania urządzeń pokładowych, które – jeśli działały bez zarzutu, jak twierdzą Rosjanie – musiały informować ich, że są na wysokości 100, a potem 70 czy 20 m? Wytłumaczenie jest tylko jedno: autopilot opierał się na błędnych danych z komputera pokładowego, a piloci myśleli, że są znacznie wyżej.

Strąceni fałszywym sygnałem

To, że 10 kwietnia pod Smoleńskiem sygnał GPS w Tu-154 był zakłócony – co doprowadziło do błędu pozycji samolotu w pozycji horyzontalnej (160 m w lewo od osi pasa startowego oraz szacunkowo 80 m w pionie) – jest oczywiste. Inteligentną metodą takiej agresji jest meaconing, polegający na nagraniu sygnału satelity i ponownym nadaniu go (z niewielkim przesunięciem w czasie i z większą mocą) na tej samej częstotliwości w celu zmylenia załogi samolotu. Od razu podkreślmy, że nie jest to żadna fantastyczna technika z filmów o Jamesie Bondzie: od czasu zamachów terrorystycznych w Nowym Jorku na World Trade Center meaconingu używa się w prawie wszystkich krajach świata m.in. do ochrony obiektów specjalnego znaczenia, takich jak np. elektrownie atomowe czy obiekty rządowe (np. w razie ataku rakietowego).

W przypadku Tu-154 podchodzącego właśnie do lądowania wystarczyłoby niewielkie przekłamanie sygnału, by doprowadzić do tragedii. Meaconing można „ustawić” z precyzją do 0,3 m, a do zaburzenia prawidłowego działania może dojść ze źródła oddalonego nawet o kilkadziesiąt kilometrów od samolotu. Technicznie możliwe jest również zmylenie wysokościomierza radiowego. Gdyby dodać do tego przekazanie nieprawdziwej wartości ciśnienia barometrycznego (Rosjanie nie poinformowali dotychczas, jakie ciśnienie podali dowódcy tupolewa), załoga samolotu była – nawet przy dużo lepszej widoczności niż ta, która panowała w Smoleńsku – bez szans. Charakterystyczne ukształtowanie terenu przed lotniskiem Smoleńsk-Siewiernyj – rozległa niecka – stanowiło dodatkową gwarancję powodzenia ataku.

Wskazania wysokości przez GPS i innych urządzeń nie były prawidłowe, ale mimo wszystko wystarczające, by uruchomić EGPWS (system ostrzegający pilotów o odległości samolotu od gruntu). Jego sygnał ostrzegawczy włącza się, gdy samolot schodzi poniżej 666 m (2000 stóp) nad ziemią. Piloci zignorowali ostrzeżenie EGPWS (jako że jego zadaniem jest ostrzegać przed zbliżającą się ziemią i robi on to za każdym razem, kiedy się ląduje) i lecieli dalej, oczekując, że za jakiś czas zobaczą pas startowy (zgodnie z procedurami pilot miał prawo podchodzić do wysokości decyzyjnej i dopiero wtedy podjąć decyzję o kontynuacji lub zaniechaniu manewru). Problem w tym, że EGWPS także opiera się na pomiarach położenia uzyskanego z odbiornika GPS i wysokości z wysokościomierza radiowego: Tu-154 wkrótce znalazł się więc nie 100, lecz 5 m nad ziemią. Piloci nie zdążyli nawet poszukać wzrokiem pasa startowego…

Jeszcze raz powtórzmy: skoro samolot leciał na włączonym autopilocie, to piloci wierzyli, że są znacznie wyżej i w innej pozycji. Samolot zaczął „nurkować”, zanim piloci przeszli na ręczne sterowanie, co oznacza, że albo doszło do awarii autopilota, albo celowego zakłócania. Komisja nie stwierdziła awarii, poza tym urządzenie będące tyle lat w eksploatacji raczej nie powinno mieć takich niespodziewanych awarii.

I nie może tu być mowy – jak sugerowali niektórzy dziennikarze – o jakimś innym wytłumaczeniu, jak np. pomyłce przy wprowadzaniu danych o ciśnieniu, spowodowanej stosowaniem innych jednostek w Rosji. Zarówno qnh, qfe, pascale czy mmHg są wartościami standardowymi stosowanymi na całym świecie. Oprogramowanie używane w komputerach pokładowych jest przystosowane do analizy poprawności wprowadzanych danych właśnie ze względu na ryzyko pomyłki.

Jak dojść do prawdy

Wraz z upływem czasu coraz trudniej będzie uzyskać dowody wyjaśniające, kto i jak doprowadził do katastrofy polskiego samolotu pod Smoleńskiem. Zastanawiające, że dane, które mogłyby zaprzeczyć zarówno prezentowanej na łamach „GP” hipotezie o możliwości eksplozji w Tu-154 (przy czym teza o wybuchu nie wyklucza wcześniejszego zmylenia załogi poprzez meaconing!), jak i naszym ustaleniom – znajdują się w rękach Rosjan, którzy nie chcą lub przez długi czas nie chcieli udostępnić ich stronie polskiej.

Gruntownej analizie poddano jedynie same przyrządy nawigacyjne, a także urządzenia TAWS, które nie zawierają informacji o sygnale GPS, w związku z czym są bezużyteczne przy weryfikacji hipotezy o zakłóceniu sygnału satelitarnego.

Atak na przyrządy nawigacyjne można bowiem stwierdzić wyłącznie przez analizę czarnych skrzynek, a dokładniej: jednego z parametrów zapisanych w jednym z rejestratorów. Niestety, czarne skrzynki to tylko lepiej lub gorzej zabezpieczone nośniki i usunięcie śladów meaconingu – zwłaszcza dla służb znających od podszewkę budowę Tu-154 i jego przyrządów – nie jest trudnym zadaniem. Wystarczy, żeby ingerującym w zawartość rejestratorów nikt przez kilka godzin, a tym bardziej przez kilka tygodni nie przeszkadzał. Marek Strassenburg Kleciak, Hans Dodel

Marek Strassenburg Kleciak – pracujący w Niemczech polski specjalista ds. systemów trójwymiarowej nawigacji; wygłaszał prelekcje m.in. na Uniwersytecie Bundeswehry w Monachium i w Instytucie Faunhoferea w Darmstadt; doradca niemieckich organów administracji państwowej.

Hans Dodel – niemiecki ekspert od systemów nawigacji i wojny elektronicznej, autor książki „Satellitennavigation”.

Historia lubi się powtarzać?

19 października 1986 r. na terytorium RPA rozbił się Tu-134 z prokomunistycznym prezydentem Mozambiku na pokładzie (oprócz niego w samolocie znajdowały się 43 osoby, w tym kilkunastu ministrów i innych ważnych urzędników tego państwa). Podobnie jak w przypadku katastrofy pod Smoleńskiem, maszyna roztrzaskała się, odchyliwszy się wcześniej o 37 stopni od właściwego toru lotu, a piloci obniżali samolot, zachowując się tak, jakby nie mieli świadomości, na jakiej wysokości się znajdują. Zignorowali też – tak jak polska załoga – sygnał ostrzegawczy GWPS, który włączył się 32 sekundy przed upadkiem. Po katastrofie południowoafrykańska policja zabrała wszystkie czarne skrzynki, odmawiając poddania ich niezależnemu badaniu. Oficjalny raport przygotowany przez śledczych RPA do złudzenia przypominał ustalenia Rosjan ws. katastrofy pod Smoleńskiem. Jego tezy były następujące:

1) samolot prezydenta Mozambiku był w pełni sprawny, 2) wykluczono akt terroru lub sabotażu, 3) załoga nie przestrzegała procedur obowiązujących przy lądowaniu, 4) załoga zignorowała ostrzeżenia GWPS.

Rosjanie, którzy w katastrofie stracili wiernego sojusznika, gwałtownie oprotestowali raport komisji południowoafrykańskiej. Oskarżyli władze RPA o zamach polegający na… zakłóceniu sygnału satelitarnego samolotu. Wskazywały na to okoliczności wypadku, bardzo przypominające zresztą – jak już wspomnieliśmy – to, co wydarzyło się 10 kwietnia 2010 r. pod Smoleńskiem.

Po kilkunastu latach okazało się, że w tym akurat przypadku rację mieli komuniści. W styczniu 2003 r. Hans Louw, były agent służb specjalnych rasistowskiego reżimu RPA, przyznał, że samolot został strącony wskutek celowego zakłócenia sygnału satelitarnego przez południowoafrykańskich agentów. Dodał, że w wypadku niepowodzenia ataku maszyna miała zostać zestrzelona przez jedną z dwóch specjalnych ekip. (lm, wg)

http://media.wp.pl

Niemcy chcą nowej unii walutowej

Niemcy coraz mocniej naciskają na reformę unii walutowej i zmiany Traktatu Lizbońskiego. Jednym z pomysłów forsowanych przez rząd kanclerz Angeli Merkel jest stworzenie unii walutowej, składającej się tylko z krajów prowadzących odpowiedzialną politykę fiskalną.

Niemiecki profesor ekonomii z uniwersytetu w Tybindze, Joachim Starbatty mówi wprost: “- Należy zbudować nową unię walutową złożoną z krajów, które prowadzą odpowiedzialną politykę fiskalną: Niemiec, Holandii, Austrii, Finlandii, Francji”. Jego zdaniem takie rozwiązanie byłoby dobre także dla samej Grecji. Zamiast drastycznych oszczędności, załamania gospodarczego, a zapewne i bankructwa, kraj mógłby zdewaluować swoją walutę i w ten sposób znów stać się konkurencyjny.

Na tym tle dojść może do ostrego konfliktu między kanclerz Merkel a nowym premierem Wielkiej Brytanii, Davidem Cameronem, podczas jego pierwszej podróży zagranicznej, którą dziś rozpoczyna. Brytyjskie media piszą o niej że może ona przebiegać nie tylko w chłodnej, ale wręcz w lodowatej atmosferze.
Cameron zamierza przypomnieć pani Merkel, że obiecał Brytyjczykom przeprowadzenie referendum w sprawie nowego traktatu unijnego. Jakkolwiek może być trudno poddać pod głosowanie przyjęty już Traktat Lizboński, tak jego reformę Wielka Brytania z pewnością zablokuje.
Ofensywa Niemiec jest rzeczywiście bez precedensu.
“- Angela Merkel podjęła decyzję, aby uzyskać większość w Bundesbanku dla 750-miliardowego europejskiego mechanizmu stabilizacyjnego. To pierwszy przypadek, kiedy Niemcy samodzielnie walczą z kryzysem, a nie we współpracy z innymi krajami UE. Stąd zaniepokojenie rynków” – mówi w rozmowie z “DGP” Philippe Moreau Defarges, ekspert Francuskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych (IFRI).
Niemiecki minister finansów Wolfgang Schaueble chce jednak pójść o wiele dalej. Zamierza m.in. zaproponować wprowadzenie przez wszystkie kraje Unii maksymalnych limitów zadłużenia, a także ustanowić kary za łamanie kryteriów z Maastricht (łącznie z odebraniem Funduszy Spójności oraz zawieszeniem prawa do głosowania w Radzie UE). To wymagałoby jednak zmiany traktatu lizbońskiego, a więc jednomyślnego poparcia wszystkich krajów UE. Jest to w istocie droga w kierunku unijnego “rządu gospodarczego”, przed czym Londyn zawsze się bronił.

konserva

Niemcy mówią: żegnaj EURO, witaj … DM?!

Tego o czym pisze poniżej nie przeczytacie na żadnych z mainstreamowych gazet online i nie obejrzycie tego w telewizji. Ani polskiej ani niemieckiej ani żadnej innej. Jest możliwe ze od soboty w Niemczech będziemy mieli inna walutę. NIE EURO. Wydaje się wysoce prawdopodobne ze prowadzona jest obecnie przez rząd niemiecki tajna operacja przygotowująca wystąpienie ze strefy euro.

Zdaje sobie sprawę ze nie każdy z Was weźmie teraz na serio co wam tu napisze. Ten weekend może zaskoczyć nie tylko Niemiecki naród ale i cały świat. Niekoniecznie pozytywnie. Europejski kolos chwieje się na glinianych nogach a w mediach nadal prowadzona jest sterowana propaganda mająca na celu uśpienie społeczeństwa przed tym co ma nastąpić. 750 miliardowy pakiet ratujący PIGS i inne kraje to tez cześć tej manipulacji.

Żyję w Niemczech, mieszkam w stolicy Niemiec i mam kontakty z ludźmi którzy wiedza więcej o tym co się dzieje “pod stołem” w Bundestagu i Kanzleiamcie dużo więcej niż zwykli obywatele.
Od końca roku 2009 dochodzą nas niepokojące wieści dotyczącej tzw Währungsreform (Reforma Walutowa) i drastycznych posunięć w finansach Niemiec (co zresztą Merkel oficjalnie zapowiedziała w swoich ostatnich wystąpieniach z okazji wyborów w NRW). Ale po kolei do rzeczy bo jeśli okaże się to prawda to będzie tzw “hammer”. Numer stulecia.

Od około 2 tygodni z rożnych części Niemiec zaczęły się nasilać rożne informacje, które mogą potwierdzać ze coś jest planowane. Teraz konkrety:

rok 2009:
anonimowi pracownicy Bundesdruckerei (Drukarnia Papierów Wartościowych) informują o tajemniczych zakupach i transportach nowych maszyn drukarskich. Maja na nich być drukowane banknoty ale nic wiadomo więcej;

kwiecień – maj 2010:
informatycy bankowi mówią o aktualizowanym software do bankomatów i faktycznie od 20 kwietnia WSZYSTKIE banki zaznaczam WSZYSTKIE (!) wprowadzają jakieś zmiany w oprogramowaniu . W tym czasie są trudności z bankomatami. Dużo klientów nawet w sieci pisało także o problemach (przerwach) technicznych bankomatów. Podobno ma to mieć związek z nową waluta. Ten problem nomen omen dotyczył mnie osobiście: wśród znajomych mam kogoś kto robił wycieczkę po filiach/bankomatach i dopiero w 4 czy 5 dostał swoje pieniądze;

od 1-go maja 2010:
sytuacja się “zagęszcza”. Ma to związek kasa, który Niemcy maja “wyłożyć” Grecji i niby podżyrować w pakiecie pomocowym dla krajów PIGS (Portugalia, Irlandia, Grecja, Hiszpania). Wszyscy wiedza ze ta pomoc nie zostanie zwrócona. Nawet w mediach robi się gorąco. Dużo gadających głów wspomina o czasach DM chociaż nie dopuszcza się kroku wstecz w kierunku starej DM.

1 maj do 7 maja 2010:
nowi się głośno ze Francja stanęła w tamtym tygodniu na skraju bankructwa. Nikt nie chce podobno kupować ich obligacji i mieli duży problem z finansowaniem swojego zadłużenia, podobno na krotko utracili płynność finansową. Podejrzewam ze to też stymuluje rząd Niemiecki do podjęcia jakiś działań aby “ratować się” uciekając ze strefy euro i ze to przyspieszy cały proces jeśli faktycznie jest coś przygotowywane.

11 maj 2010:
mówi się o zwiększonej drastycznie ilości chronionych transportów z pieniędzmi do banków. Ktoś z finansjery puścił parę ze PALETY z NOWYMI pieniędzmi już są w bankach i wie o tym tylko ścisłe kierownictwo. Zameldował się ktoś kto nie pochodzi z tego kręgu ale podsłuchał rozmowę wyższych pracowników. Prawdopodobnie są to palety z pieniędzmi. Raczej nie euro.

12 maj 2010
Są informacje ze będzie się ta wiązać z utrata części oszczędności społeczeństwa. Najpierw zamrożenie części kwot na kontach i dzienne limity wymiany z euro na inna walutę itd. Ma się powtórzyć numer z 2 ostatnich reform walutowych (ostatnia bodajże w 1948), gdzie po prostu zwykłych ludzi okradziono z oszczędności w sprytny sposób. Czy to się zrealizuje teraz: trudno powiedzieć.

Do tego dokładam inne fakty

- policja po raz pierwszy w historii odmówiła ochrony meczów piłkarskich w kilku większych miastach tłumacząc się brakiem ludzi (?) WŁAŚNIE w ten weekend. Wniosek: przygotowują wszystkie siły gdzie indziej, na wypadek niepokojów po wprowadzeniu nowej waluty.

- super timing: sobota i niedziela to dni gdzie pozamykane są banki i wykonuje się najmniej transakcji. Nikt nie będzie “szturmował” przecież zamkniętych banków aby próbować wymienić walutę albo zrobić awanturę.

- od jakiś 2 tygodni na stacjach widzę więcej tankujących samochodów. Tworzą się kolejki co jest niespotykane w Niemczech. To tez mówi o niepokojach. Tak sadze.

Co teraz.

W piątek 14 maja o 21 godzinie jest zapowiedziane z wielka “pompa” orędzie Bundeskanzler Merkel w telewizji. Temat jest właśnie ten o którym pisze powyżej. Właśnie dzisiaj świat ma poznać decyzje o wystąpieniu ze strefy Euro i o nowej walucie. Od tego momentu Währungsreform wchodzi w życie dekretem.

germanwatcher

Na niektórych rachunkach pojawia się już Marka niemiecka

Widział już ktoś taki wykres CHF/EUR mam na myśli ostatnie dni, to już z daleka widać tu potężną manipulacje.
Robią wszystko żeby nie sprowokować za wcześnie ucieczki z EUR do CHF.

Rozbiór ściśle tajny

Rosja i Niemcy zawarły tajne porozumienie przewidujące możliwość ewentualnej interwencji zbrojnej Rosji w Polsce – alarmowała we wrześniu Agencja Wywiadu najważniejsze osoby w państwie. Jednak rząd zignorował ten wstrząsający meldunek.

Manewry “Zapad 2009″ pokazały dobitnie, że NATO praktycznie nie reaguje, jeśli w pobliżu granicy państwa należącego do sojuszu wojska rosyjskie odbywają wielkie ćwiczenia

Z meldunku Agencji Wywiadu wynika, że pod koniec lata 2009 roku w’ Moskwie podpisany został tajny pakt wojskowy. Rząd rosyjski zagwarantował w nim rządowi niemieckiemu, że jeśli istotnie podejmie decyzję o interwencji zbrojnej w Polsce, zatrzyma wojska na linii Wisły i Sanu. Miało to stanowić gwarancję, że wojska rosyjskie nie zbliżą się do dzisiejszej granicy polsko-niemieckiej na Odrze i Nysie Łużyckiej i nie zagrożą oddalonemu o 80 kilometrów Berlinowi.

Ze wspomnianego meldunku wywiadu wynika również, że w zamian rząd niemiecki zobowiązał się nie angażować się w ewentualny spór między Polską a Rosją. Zagwarantował również, że relacje polsko – rosyjskie nie będą miały wpływu na współpracę energetyczną z rządem w Moskwie. Oznaczało to ni mniej, ni więcej tylko tyle, że nasz zachodni sąsiad wyraził zgodę na oderwanie od Polski części jej terytorium na rzecz Rosji. Uzyskanie gwarancji, że rosyjskie wojska nie dotrą dalej niż do brzegów Wisły, de facto tworzyłoby z okrojonej Polski buforowe państewko oddzielające Niemcy od Rosji.

Kierunek rosyjski

Nie widzieliśmy ani kopii dokumentu podpisanego przez przedstawicieli Rosji i Niemiec, ani notatki wywiadu adresowanej do najważniejszych osób w państwie. Źródłem informacji ,,Najwyższego CZASU!” jest znany nam oficer Agencji Wywiadu pracujący ,,na kierunku rosyjskim”. Z oczywistych względów nie możemy podawać jego personaliów ani jakichkolwiek informacji, które mogłyby go identyfikować. Możemy tylko wspomnieć, że oficer ten wielokrotnie uzyskiwał i przetwarzał informacje uzyskiwane na terenie Rosji od osób pracujących dla polskiego wywiadu. W środowisku tajnych służb uchodzi za wybitnego specjalistę od Rosji. Możemy również dodać, że informacje, które nam przekazywał, zawsze potwierdzały się. Nie ma powodu, by kwestionować jego wiarygodność.

Nasz rozmówca zaznacza, że trzeba brać pod uwagę jeszcze jedną możliwość: informacje na temat rosyjsko-niemieckiego porozumienia mogły być starannie wyreżyserowaną kombinacją operacyjną, zrealizowaną w celu osiągnięcia określonych skutków politycznych. – Te informacje mogły zostać sfałszowane i podrzucone polskim służbom po to, aby sprawdzić reakcję Polski i NATO – twierdzi oficer AW. A sytuacja polityczna, w której miało to miejsce, nie jest przypadkowa.

Ćwiczenia przy granicy

Meldunek polskiego wywiadu zbiegł się w czasie z manewrami wojskowymi opatrzonymi kryptonimem ,,Zapad 2009″. To wspólne białorusko-rosyjskie ćwiczenia wojskowe z użyciem najnowszego sprzętu. Przygotowania do manewrów rozpoczęły się 16 sierpnia, a same działania – 8 września. Informację o manewrach wojskowych podano do wiadomości publicznej 25 sierpnia. Wówczas też oficjalnie ogłoszono, że jednym z celów będzie przećwiczenie wspólnego odpierania ataku na ru­rociągi naftowe i gazowe, w tym na słynny Nordstream, czyli projektowany Gazociąg Północny, który miał połączyć Rosję bezpośrednio z Niemcami. Jednak 21 września 2009 podano do wiadomości również dru­gi cel: ćwiczenia obrony Grodna i Brześcia przed atakiem z Polski.

W całej sprawie zaskakujące są przynajmniej trzy rzeczy. Po pierwsze: do publicznej wiadomości podano dokładnie stan sił biorących udział w manewrach. Było to 12,5 tysiąca żołnierzy, w tym 1800 rezerwistów, 100 samolotów i śmigłowców oraz około 900 czołgów, pojazdów pancernych i dział samobieżnych. Tak ogromne zaangażowanie sił zbrojnych oznaczało, że były to największe ćwiczenia białorusko-rosyjskie. Po drugie: oficjalnie przedstawiane cele manewrów wskazywały, że Rosjanie biorą pod uwagę możliwość odpierania ataku ze strony Polski. Stanowi to ewidentne złamanie konwenansów dyplomatycznych, które nakazują nie wymieniać nazw innych krajów w negatywnym kontekście. W końcu po trzecie: na ćwiczenia nie zostali zaproszeni obserwatorzy z NATO, choć gwarantują to porozumienia Sojuszu z Rosją.

Konflikt o gaz

Wrzesień 2009 roku był miesiącem politycznych napięć między Polską a Rosją. Nie umilkły jeszcze echa antypolskiej wrzawy z okazji rocznicy podpisania paktu Ribbentrop-Mołotow (rosyjski wywiad wydał wówczas książkę dowodzącą – wbrew faktom – że Polska była sojusznikiem Hitlera). Później Władimir Putin wygłosił w Gdańsku kontrowersyjne przemówienie z okazji rocznicy wybuchu II wojny światowej (nie przeprosił za ludobójstwo w Katyniu). Gdy na białoruskich poligonach odbywały się ćwiczenia wojskowe, rozpoczął się brzemienny w skutki konflikt o dostawy gazu. Rosjanie zerwali współpracę z prezesem Bartimpeksu Aleksandrem Gudzowatym i Polska stanęła w obliczu konieczności załagodzenia powstałej sytuacji. Choć umowa na dostawę gazu obowiązuje do roku 2020, przedstawiciele Ministerstwa Gospodarki zaczęli negocjować z Rosjanami warunki przedłużenia kontraktu. Jednak przedstawiciele Gazpromu przedstawili Polsce niekorzystne warunki, domagając się wyższych cen za surowiec i przedłużenia umowy o co najmniej 15 lat. Co równie istotne: Rosjanie zażądali wprowadzenia do umowy zapisu zakazującego Polsce sprzedaży krajom trzecim ewentualnej nadwyżki surowca. Wszystko działo się po tym, jak USA ogłosiły rezygnację z planów budowy w Polsce elementów “tarczy antyrakietowej”.

Równolegle szef polskiej dyplomacji Radek Sikorski zażądał od NATO zdecydowanej reakcji na manewry ,,Zapad 2009″. W listopadzie rzecznik pasowy Kwatery Głównej NATO skrytykował Rosję za przeprowadzenie ćwiczeń bez udziału obserwatorów z Sojuszu. Wyraził również zaniepokojenie faktem, że Rosja dopuszcza możliwość ataku ze strony krajów NATO, choć jest to całkowicie sprzeczne z doktrynami i założeniami dzisiejszego Sojuszu. Tego samego dnia Dmitrij Rogozin – stały przedstawiciel Rosji przy NATO – nie przyjął jednak pretensji Sojuszu, stwierdzając, że jest to wybuch negatywnych emocji. W połowie listopada wicepremier Pawlak pojechał w delegację służbową do Rosji, by ostateczne uzgodnić z Rosjanami warunki umowy gazowej. Pawlak zgodził się na warunki Rosji, uzgadniając w dodatku, że umowa obowiązywać będzie do roku 2037. Te uzgodnienia (nota bene przez samego Pawlaka przedstawiane jako sukces) trudno nazwać inaczej niż aktem zdrady stanu.

Smutna prawda

Cała ta sytuacja przyniosła Rosjanom odpowiedź na pytanie o ich siłę i pozycję w Europie. Manewry ,,Zapad 2009″ pokazały dobitnie, że NATO praktycznie nie reaguje, jeśli w pobliżu granicy państwa należącego do Sojuszu wojska rosyjskie odbywają wielkie ćwiczenia. Po rezygnacji USA z planów budowy “tarczy antyrakietowej” jest to sygnał, że Rosja ma “wolną rękę” w Europie. Kolejnym tego dowodem jest polityka Baracka Obamy, dążąca do ocieplenia stosunków z Rosją za wszelką cenę. W tej sytuacji trudno dziwić się Niemcom, że zakulisowo starają się neutralizować zagrożenie ze strony Rosji. Trudno również mieć do nich pretensje, że robią to kosztem Polski. Warunki umowy gazowej dowodzą, że Polskę można zmusić do zaakceptowania każdego porozumienia, nawet skrajnie dla nas niekorzystnego.

Źródło: http://dakowski.pl

Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.

Join 139 other followers