Choroby infekcyjne

W oparciu o 4 Prawo Natury sformułowane przez dr Hamera dotyczące ważnej roli mikrobów podczas fazy zdrowienia, grzyby bakterie i “wirusy” nie mogą być dłużej rozpatrywane jako przyczyna chorób infekcyjnych.
Problem współczesnej medycyny polega na tym, że w ogóle nie rozpoznaje 2 faz (aktywnej i zdrowienia) podczas każdego Sensownego Biologicznego Specjalnego Programu Natury (tzw. SBS-u). Lekarze widzą objawy w fazie zdrowienia, ponieważ tylko podczas tej fazy mikroby są aktywne. A ponieważ objawom działalności mikrobów towarzyszą: obrzęk, gorączka, stan zapalny, ropne wydzieliny, ból – mikroby zwykło się uważać za coś patogennego, za przyczynę chorób infekcyjnych.
Jednak to nie mikroby są przyczyną chorób infekcyjnych. Jest zupełnie odwrotnie – nasz organizm posługuje się mikrobami w celu optymalizacji procesu zdrowienia. W związku z tym nowym podejściem do roli mikrobów termin „infekcja” staje się nieaktualny.
Tak samo jak komórki rakowe, mikroby nie rozprzestrzeniają się na kolejne organy powstałe z różnych listków zarodkowych (patrz listki zarodkowe w dziale “materiały edukacyjne”) i które kontrolowane są przez różne części mózgu. Mikroby pracują tylko i wyłącznie na organach lub tkankach, które przechodzą przez fazę zdrowienia, np. prątki gruźlicy (sterowanie: pień mózgu), które biorą udział w rozkładzie guza w płucach (endoderma) nigdy nie przeniosą się na błonę śluzową oskrzeli, która wykształciła się z ektodermy (sterowanie: kora mózgowa).
Ponieważ aktywność mikrobów jest zawsze związana z konkretnym SBS-em, który ponad to dotyczy tylko i wyłącznie fazy zdrowienia, nie możemy już mówić o tym, że choroby infekcyjne są zakaźne.
Jeśli jedna lub więcej osób mają te same objawy, oznacza to, że każda z tych osób jest w fazie zdrowienia z tego samego konfliktu, np. konflikt „kęs nie do strawienia” uderza w całą rodzinę, a w fazie zdrowienia da objawy biegunki.
Przeziębienie związane jest z przeżyciem konfliktu „coś mi tu śmierdzi”, który może zostać przeżyty dosłownie, lub w przenośni – np. „cała ta sytuacja mi śmierdzi”, „mam tego dosyć”.
Na marginesie: David Munnich w swoim filmie pt. “5 Praw Natury – dokumentacja” mówi również o konflikcie związanym z węszeniem „nie móc czegoś zwęszyć, przewidzieć”.
Podczas aktywności tego konfliktu ubywa błony śluzowej zatok w wyniku owrzodzeń – objawy te nie są zauważalne. W fazie zdrowienia, kiedy błona śluzowa jest odbudowywana pojawia się obrzęk, katar (zdrowienie zawsze odbywa się w płynnym środowisku), bóle głowy, zmęczenie, podwyższona temperatura – to typowe objawy fazy zdrowienia. Jeśli objawy przeziębienia są ciężkie wtedy mówi się o „grypie”. Twierdzenie, że wirusy grypy są odpowiedzialne za grypę, nie zostało jeszcze udowodnione.
Wpływ na to dlaczego przeżywamy (lub nie) pewne typy konfliktów w zależności od tego jaki region ziemi zamieszkujemy mogą mieć wpływ czynniki klimatyczne, kulturowe, polityczne, socjalne lub ekonomiczne, np. większy współczynnik zachorowania na raka piersi u kobiet z zachodu w porównaniu z kobietami z Chin ma swoje uzasadnienie w większym wskaźniku rozwodów i przeżyciu konfliktu rozłąki u tych pierwszych, a nie jak się sugeruje nieprawidłową dietą.
Dotkliwe konflikty biologiczne mogą uderzyć w człowieka, społeczeństwo lub też nawet całą populację jak to np. działo się podczas wojen czy kryzysów ekonomicznych. To co było nam mówione, że było epidemią chorób zakaźnych, wcale nią nie było, była to faza zdrowienia z tych samych konfliktów przez którą przechodziły wybrane regiony świata.
Powyższe wyjaśnia sprawę tzw. epidemii „hiszpańskiej grypy” w 1918 roku, lub też epidemię gruźlicy płuc po I-szej Wojnie Światowej, podczas której miliony ludzi przeżyło konflikt „strachu o rewir”, który dotknął ich oskrzela i powodował potencjalnie śmiertelne zapalenie płuc podczas fazy zdrowienia; jak również konflikt „strachu przed śmiercią”, w który zaangażowane były pęcherzyki płucne powodujące guzy w płucach, które nie były wykrywalne w fazie aktywnej konfliktu. Zakończenie I-szej Wojny Światowej spowodowało masowe przejście całych populacji w fazę zdrowienia, co faktycznie mogło wyglądać jak pandemia, a mówiąc dokładniej – dwie pandemie.
W tamtym czasie biedy i niedostatku niewiele osób przetrwało. Podczas zdrowienia pęcherzyków płucnych z raka płuc prątki gruźlicy rozkładają guza. Jest on wydalany z organizmu wraz z plwociną. Wydzielina gruźlicza jest bogata w proteiny, które są wydalane podczas fazy zdrowienia dając objawy mokrego kaszlu z wydzieliną. Niezbędne jest w tym czasie uzupełnianie utraty protein jedzeniem bogatym w białko, ponieważ niedobór protein może spowodować poważne komplikacje.
Jest to niezwykle ważne we wspieraniu procesu zdrowienia, ponieważ niektórzy pacjenci z rakiem, którzy są na diecie surowej, albo diecie sokowej itp. stają się coraz słabsi i słabsi, a głównym powodem tego stanu jest utrata białka. To dlatego dieta bogata w proteiny jest tak ważna podczas fazy zdrowienia, w których następuje wydalanie białka.
Z powodu ogólnego ubóstwa spowodowanego kryzysem ekonomicznym po I-szej Wojnie Światowej większość społeczeństwa nie mogła pozwolić sobie na dietę bogatą w białko – tak niezbędne organizmowi podczas tej ciężkiej fazy zdrowienia. Tylko ci, których stać było na odpowiednie odżywianie mogli przetrwać, biedota nie miała żadnych szans.
To samo można powiedzieć o dzisiejszych epidemiach gruźlicy (i również dotyczy to AIDS) w Afryce i Azji. Te epidemie nie są spowodowane prątkami gruźlicy, nie mówiąc już o HIV, ale są rezultatem strachu spowodowanego sytuacją polityczną, socjalną i ekonomiczną w tych krajach. To, co ci ludzie potrzebują to spokój oraz dobre odżywianie się, a nie wojny, szczepionki i leki.
W roku 1944 po raz pierwszy wprowadzono antybiotyki do leczenia pacjentów gruźliczych. Skutkiem działania antybiotyków było niszczenie bakterii, które rozkładają guzy. W latach następnych nastąpił wielki sukces leków przeciwgruźliczych. Zatrzymywały „chorobę”, ale wyniszczyły też pożyteczne bakterie i tak guzy powstałe w wyniku przeżycia konfliktu „strachu przed śmiercią” podczas II-giej Wojny Światowej nie mogły już być rozłożone przez bakterie – gdyż tych po prostu nie było w organizmie. Rezultatem tego było otorbienie się guzów, które pozostawały w płucach.
Jednak podczas rutynowego badania RTG, nawet wiele lat od zakończenia fazy zdrowienia, te otorbione guzy są wykrywane i widoczne na prześwietleniu.
Oto jak rak płuc stał się najbardziej popularnym rakiem. I nie ma to nic wspólnego z paleniem.

http://germanskawroclaw.wordpress.com/

Nadesłane: AQQ

Grypa – choroba prozdrowotna

Wirusy to takie dziwne twory (w naszym, rzecz jasna, pojęciu, bo dla siebie są w sam raz). W każdym razie nie można powiedzieć o nich jednoznacznie, że w ogóle żyją – nie posiadają błony komórkowej ani metabolizmu, nie potrafią rozmnażać się, a więc potrzebują komórki gospodarza (zwierzęcia, rośliny albo bakterii), która zrobiłaby to za nie. Ale nie każda komórka wpuści natręta, który zechce wykorzystać ją do wytworzenia swoich potomków, zabijając przy okazji tę komórkę. Z tego względu wirusy w drodze ewolucji wyspecjalizowały się we wnikaniu (zakażaniu) do określonego typu komórek, kierując się powinowactwem tkankowym.

Powinowactwo

Potocznie powinowactwo to stosunek rodzinny zachodzący między jednym z małżonków a krewnymi drugiego małżonka. Innymi słowy: powinowaty to niezwiązany więzami krwi członek rodziny. W chemii powinowactwem nazywamy zdolność pierwiastków do wchodzenia ze sobą w reakcje. Jak widać, powinowactwo to wzajemne relacje między dwoma różnymi podmiotami, wykazującymi swoistą więź.

Powinowactwo tkankowe

Powinowactwo tkankowe to swoiste podążanie pewnych substancji do konkretnych, powinowatych sobie tkanek. Jedne leki działają na układ nerwowy, inne na krwionośny, jeszcze inne na organy wewnętrzne albo stawy. Wiele substancji wykazuje selektywny wybór tkanki – jod bezbłędnie trafia do tarczycy; ołów, rtęć i inne metale ciężkie odkładają się w tkance nerwowej; alkohol zakłóca zmysł równowagi; wolne rodniki tlenowe łączą się z cholesterolem.

Istotą powinowactwa tkankowego jest powszechny w naturze kierowany przypadek. Substancje powinowate są wprawdzie zaadresowane, ale pod wskazany adres trafiają w wyniku prawdopodobnego przypadku dzięki temu, że krążąc w krwiobiegu mogą być wielokrotnie wystawione receptorom komórkowym.

Transport dużych cząsteczek przez błonę komórkową

Komórki tworzące tkankę są takie same, a więc potrzebują tych samych substancji odżywczych. Znaczy to, że spośród licznych substancji niesionych z prądem krwi tylko określona grupa jest przeznaczona dla określonej grupy komórek tworzących określoną tkankę. Małe cząsteczki przenikają do komórki wybiórczo przez błonę komórkową, ale duże cząsteczki nie przechodzą tą drogą, toteż ich transport do wnętrza komórki odbywa się metodą tak zwanej endocytozy.

Endocytoza to sposób transportowania do wnętrza komórki cząsteczek (cholesterolu, hormonów białkowych), które ze względu na duże rozmiary nie mogą przeniknąć przez pory błony komórkowej. Nie mogą to być dowolne cząsteczki, lecz akurat te, które dla tej komórki są przeznaczone. Rozpoznaniem właściwych cząsteczek zajmują się umieszczone na powierzchni błony komórkowej specjalne receptory. Ich zadaniem jest rozpoznanie kodu białkowego otoczki i związanie powinowatej cząsteczki, która, niesiona prądem krwi, przypadkowo przylgnęła do błony komórkowej. Potwierdzenie zgodności kodu białkowego otoczki cząsteczki inicjuje proces endocytozy, poprzez wpuklenie błony komórkowej i odcięcie z niej pęcherzyka.

Po odcięciu pęcherzyka, błona komórkowa zostaje na powrót zamknięta, natomiast pęcherzyk kieruje się do najbliższych lizosomów*, z których pobiera enzymy potrzebne do rozłożenia uwięzionej w swoim wnętrzu cząsteczki, po czym ściana pęcherzyka rozpada się, a jej fragmenty zostają ponownie wbudowane w błonę komórkową.

Endocytoza zakończona strawieniem cząsteczki i rozpadem pęcherzyka

* Lizosomy (pęcherzyki trawienne) wchodzą w skład organelli komórkowych. Są to niewielkie pęcherzyki gromadzące około 40 hydrolaz, czyli enzymów rozkładających białka, kwasy nukleinowe, tłuszcze i węglowodany.

Powinowactwo tkankowe wirusów

Wirusy wykazują swoistą specjalizację, czyli powinowactwo do komórek, co w praktyce oznacza, że konkretny gatunek wirusa jest zdolny zainfekować konkretny rodzaj komórki. W rezultacie każdy gatunek wirusa może zainfekować wyłącznie komórki konkretnego (powinowatego sobie) gatunku ofiar, a w przypadku organizmów wielokomórkowych wyłącznie komórki konkretnej (powinowatej sobie) tkanki. Przekroczenie bariery gatunkowej zdarza się niezwykle rzadko, zaś pokonanie bariery tkankowej nie zdarza się w ogóle.

Medycyna dążenie wirusów do zainfekowania konkretnych tkanek nazywa tropizmem* tkankowym. W rzeczywistości nie ma to nic wspólnego z tropizmem, istotą którego jest zdolność wykonywania ruchów. Wirusy poruszają się biernie, czyli są przenoszone przez zwierzęta, albo niesione ruchem powietrza, wody bądź płynów ustrojowych. W tej podróży zdecydowana większość wirusów ginie pod wpływem warunków środowiskowych, i tylko niewielkiej liczbie udaje się osiągnąć cel, jakim jest powinowata im komórka.

W procesie ewolucji każdy gatunek wirusów wypracował własną strategię dotarcia i wniknięcia do powinowatej sobie komórki, którą w imperatywie przetrwania gatunku będzie potrafił wykorzystać do tego, czego sam nie potrafi – „spłodzenia” potomków.

Dotychczas wykryto i opisano przeszło cztery tysiące gatunków i odmian wirusów, spośród których około 600 może zainfekować organizm ludzki, wywołując infekcyjną chorobę wirusową. My nie będziemy opisywać ich wszystkich, lecz ograniczymy się do jednego „naszego” wirusa – wirusa grypy.

* Tropizm to zdolność roślin do wykonywania ruchów pod wpływem bodźców zewnętrznych. Przykładem tropizmu może być heliotropizm, czyli „tropienie” (stąd nazwa) położenia słońca przez słonecznik. Innym przykładem tropizmu jest wywołany wpływem grawitacji ziemskiej geotropizm, w wyniku którego kiełki roślin kierują się w głąb ziemi, pędy zaś rosną do góry.

Budowa wirusa

Wirus to kapsułka wypełniona kwasem nukleinowym. Kapsułkę tę tworzy warstwa białek – kapsyd zwany płaszczem białkowym.

Zakażenie organizmu wirusem grypy

Podstawowym warunkiem zakażenia wirusem grypy jest nosiciel tego wirusa, czyli chory na grypę, najlepiej taki, który kicha i kaszle, gdyż wówczas rozsiewa niewidoczne gołym okiem fontanny kropelek wypełnionych mnóstwem wirusów. Dlatego o zakażeniu wirusem grypy mówimy, że przebiega drogą kropelkową. Bez kropelek zakażenie wirusem grypy nie jest niemożliwe, ale jest bardzo trudne, bowiem wyschnięty kapsyd bardzo szybko ulega biodegradacji, co jest równoznaczne ze śmiercią wirusa (jeśli tak można powiedzieć).

Poza zakażeniem wskutek bliskiego kontaktu z nosicielem, zakażenie wirusem grypy możliwe jest także na odległość, ale tylko w określonych warunkach, które występują zazwyczaj w jesienne słoty bądź wiosenne roztopy, gdy powietrze zamienia się w aerozol wypełniony kropelkami wody. W takich warunkach, przy sprzyjającym wietrze, wirusy grypy są w stanie przebyć wiele kilometrów, by w końcu wylądować w czyichś drogach oddechowych, co jeszcze nie gwarantuje wywołania infekcji wirusowej. Potrzebna bowiem jest jeszcze zgoda gospodarza.

Przy sprawnie funkcjonującym systemie odpornościowym zakażenie organizmu wirusem grypy jest po prostu niemożliwe. Już pierwsza linia obrony, czyli śluz wydzielany przez błonę śluzową dróg oddechowych, skutecznie wyłapie i unicestwi nieliczne na początku wirusy, nie dopuszczając do rozwoju infekcji grypowej.

W rozwoju infekcji grypowej niezbędny jest udział potencjalnej „ofiary”, czyli naszego organizmu. Zanim „dopadnie” nas wirus grypy, pojawia się wysuszenie śluzówki dróg oddechowych wywołujące przykre podrażnienie i drapanie w drogach oddechowych, a w niektórych przypadkach także suchy kaszel. W ten sposób organizm reaguje na tak zwaną pogodę czy w ogóle sytuację grypową, czyli gdy w powietrzu pojawiają się wirusy grypy.

Wirus grypy jest najbardziej uniwersalnym ze wszystkich znanych wirusów, ponieważ jest powinowaty do wielu tkanek. Widać to po tym, że w infekcji grypowej chory odczuwa dolegliwości wielonarządowe – uogólniona gorączka, uczucie totalnego rozbicia, łamanie we wszystkich kościach, ogólne bóle mięśni.

Zakażenie komórki wirusem grypy

Po wniknięciu do organizmu wirus grypy, niesiony prądem krwi, łatwo odnajduje powinowatą sobie komórkę, która rozpoznaje go „po płaszczu” i rozpoczyna znany nam już proces endocytozy, czyli wpuklenie błony komórkowej, utworzenie i odcięcie pęcherzyka i przeniesienie go w kierunku lizosomów, w celu strawienia jego zawartości przez enzymy trawienne – hydrolazy.

Odpłaszczenie wirusa

Pierwszy etap trawienia wirusa medycyna nazywa odpłaszczeniem, co ma sugerować, że wirus sam, jako ten straszny twór, zdejmuje płaszcz, pod którym ma ukryte coś bardzo strasznego. To są bajki opowiadane niegrzecznym pacjentom, którzy nie chcą dobrowolnie zaszczepić się, więc trzeba zmusić ich strachem. W rzeczywistości bowiem owo odpłaszczenie to najnormalniejszy w świecie proces rozpakowywania przesyłki przez zdjęcie opakowania.

W przypadku cząsteczek pokarmowych opakowaniem jest pełnowartościowe białko, więc nie jest ono niszczone (przez rozłożenie na aminokwasy, z których następnie trzeba będzie wyprodukować białka), lecz jest cięte, w miejscach wiązań peptydowych, na odpowiednie, gotowe do wykorzystania fragmenty.

Losy zawartości przesyłki

Po rozpakowaniu cząsteczki z białkowej otoczki ukazuje się jej zawartość, od której zależy dalsze postępowanie. Jeśli są to na przykład hormony anaboliczne albo kataboliczne, to zostają skierowane do odpowiednich organelli, odpowiedzialnych za sterowanie tymi procesami. Jeśli są to hormony sterujące wydzielaniem to, w przypadku komórek wydzielniczych, zostają skierowane do organelli odpowiedzialnych za funkcje wydzielnicze komórki.

Zawartość przesyłki, która nie niesie ze sobą informacji, jest traktowana jako substancje budulcowe, a więc zostaje pocięta na krótsze fragmenty. Zarówno białka opakowania, jak i zawartość cząsteczki, będą użyte na bieżące potrzeby komórki, albo gromadzone jako zapasy komórkowe, które przy podziale komórki będą podzielone na dwie części i użyte do wykształcenia i wzrostu nowych komórek.

Komórki zdefektowane

Zamysłem natury jest kontrolowana niedokładność, bez której nie byłoby ewolucji gatunków, toteż co jakiś czas zdarzają się niedokładne podziały kodu genetycznego komórki. W tej sytuacji nowo powstałe komórki nie są klonami, lecz w jakiś sposób różnią się między sobą. Powstawanie różniących się między sobą komórek nazywa się mutacją, zaś komórki powstałe w wyniku mutacji nazywają się mutantami.

Oprócz niedokładności podziału, zmutowane komórki mogą powstać także z innych przyczyn, głównie wskutek niedoboru substancji budulcowych, głównie nukleotydów tworzących kwasy nukleinowe, a także witamin i hormonów sterujących podziałem jądra komórkowego.

Ocenia się, że tylko jedna na dziesięć milionów mutacji bywa korzystna, a więc daje początek populacji komórek sprawniejszych, bardziej przystosowanych do nieustannie zmieniającego się środowiska. Pozostałe to mutacje chybione, czyli po prostu defekty, które na ogół giną, ale nie wszystkie. Część z nich zachowuje zdolność rozmnażania się przez podział, a więc będą powielać ów błąd genetyczny, dając początek populacji komórek zdefektowanych, tworząc tkankę podobnych sobie zdefektowanych komórek, o właściwościach odmiennych od rodzimej tkanki, popularnie zwanych zwyrodnieniami. Na domiar złego, zdefektowane komórki są bardzo podatne na dalsze zmiany kodu genetycznego, wiodące do powstania tkanki o zupełnie innych właściwościach od tkanki rodzimej, czyli niejako nowego tworu, popularnie zwanego nowotworem.

Jak widzimy, istnienie komórek zdefektowanych jest sytuacją wysoce niekorzystną, a także niebezpieczną z punktu widzenia organizmu, toteż będzie on się starał naprawić defekty komórek, wysyłając im uszkodzone fragmenty kwasów nukleinowych. Często się to udaje, ale nie zawsze. Na przeszkodzie stoją przede wszystkim zakłócenia informacji spowodowane wysokim stężeniem we krwi toksyn, utrudniające komunikację między zdefektowaną komórką a mechanizmami naprawczymi, czuwającymi nad prawidłowym funkcjonowaniem wszystkich komórek.

Wniknięcie wirusa do jądra komórki

Komórka z uszkodzonym kodem genetycznym, czyli zdefektowana, oczekuje dostarczenia jej jakiejś informacji, pozwalającej ów kod naprawić. Kwasy nukleinowe wirusów nie zawierają pełnej informacji genetycznej, co mogłoby budzić podejrzenie, że należy on do antygenu. Ich kwas nukleinowy to, w zależności od gatunku, niespecyficzny fragment RNA (retrowirusy, do których należy wirus grypy) albo niespecyficzny fragment pojedynczej nici DNA.

Według medycyny, która straszy wirusem jako bezwzględnym złoczyńcą, wirus sam przenika do jądra komórkowego z zamiarem zabicia komórki. W rzeczywistości nic takiego nie ma miejsca, bowiem wirus ma taką samą możliwość poruszania się, jak każda inna kapsułka, czyli żadną. Jest praktycznie bezbronny, zdany wyłącznie na ewolucyjny związek własnego gatunku z gatunkiem gospodarza komórki, którą próbuje wykorzystać do podtrzymania istnienia swojego gatunku. Poza tym wirus niczym innym nie jest zainteresowany – ani zniszczeniem komórki, ani tym bardziej zniszczeniem gatunku gospodarza, bez którego sam by wyginął.

Po rozpakowaniu z kapsydu komórka zdefektowana nie tnie kwasu nukleinowego wirusa na fragmenty, jak robi to komórka zdrowa, gdyż odczytuje go jako ważną informację dla szwankującego kodu genetycznego, lecz przenosi ów kwas do własnego jądra. Nie nam oceniać, czy akt ten jest efektem oszustwa wirusa, czy też efektem ewolucyjnego związku naszych gatunków.

Na wyłapaniu wirusa, wchłonięciu go przez błonę komórkową metodą endocytozy, wypakowaniu z białkowej kapsułki i przeniesieniu jego kwasu nukleinowego do jądra rola komórki bynajmniej się nie kończy. Jest to wręcz preludium do tego, co będzie się działo dalej. Otóż znalazłszy się w miejscu decyzyjnym, a więc w samym jądrze komórki, wirus nadal nie przejawia jakiejkolwiek aktywności. Można powiedzieć: pozostaje doskonale bierny. To właśnie komórka przenosi go i wbudowuje we fragment kwasu nukleinowego odpowiedzialny za kopiowanie, a więc dokładnie ten fragment kodu genetycznego (zwany aparatem kopiującym), którego uszkodzenie uczyniło ową komórkę zdefektowaną.

Namnażanie wirusów

Kwas nukleinowy wirusa to po prostu informacja genetyczna zawierająca instrukcję budowy wirusów. Otrzymawszy instrukcję, komórka nie ma wyjścia i z własnego materiału buduje elementy wirusów, czyli białka kapsydów oraz kwasy nukleinowe. Ostatnim zadaniem komórki jest złożenie elementów w kapsułki wypełnione kwasem nukleinowym, czyli kompletne wirusy, po czym komórka rozpada się, zaś wirusy rozsypują się do płynu międzykomórkowego, a stamtąd do krwiobiegu.

Inkubacja choroby infekcyjnej

W początkach infekcji tak zwana zjadliwość zarazków, czyli możliwość rozprzestrzenienia infekcji zależna przede wszystkim od ich liczebności, jest jeszcze zbyt mała, by zakażenie mogło rozprzestrzenić się, bowiem nieliczne w tej fazie choroby zarazki z łatwością mógłby zniszczyć system odpornościowy. By infekcja mogła przynieść spodziewane rezultaty, organizm zapewnia zarazkom swoisty okres ochrony, zwany inkubacją*, dzięki której zarazki mogą rozmnożyć się i rozprzestrzenić na skalę zapewniającą wystąpienie objawów chorobowych.

* Inkubacja choroby infekcyjnej to trwający od kilku do kilkunastu dni okres wylęgania się choroby (od chwili zakażenia organizmu zarazkiem do chwili wystąpienia pierwszych objawów chorobowych).

Rozwój infekcji grypowej

Mając przyzwolenie systemu odpornościowego, wirusy grypy, niesione prądem krwi, rozprzestrzeniają się na cały organizm. Jeśli na swej drodze nie spotkają komórek zdefektowanych, to padną ofiarą komórek zdrowych, które je po prostu strawią, zaś białka i materiał genetyczny użyją na potrzeby własne, i tak zakończy się infekcja grypowa. Jeśli natomiast wirusy zastaną sprzyjające warunki, czyli niezbędne im do namnożenia komórki z defektem genetycznym, to po dwóch dniach od zakażenia pojawiają się pierwsze, niespecyficzne jeszcze objawy infekcji grypowej – rozdrażnienie, brak koncentracji, czasami wodnisty katar. Ten stan najczęściej określamy stwierdzeniem: – Chyba coś mnie bierze.

Trzeba być zdrowym, żeby zachorować

Zakażenie organizmu wirusem wcale nie musi zakończyć się rozwojem infekcji wirusowej. U niektórych choroba wycofuje się, zanim na dobre się zaczęła, z czego należałoby wnosić, że ludzie ci są okazem zdrowia. Bywa i tak, ale bywa akurat odwrotnie, ponieważ organizm w swej mądrości na radykalny remont z użyciem chorobotwórczych jakby nie było wirusów decyduje się tylko wówczas, gdy ma ku temu możliwości, a więc sprawny system odpornościowy oraz zapasy tkankowe zapewniające wymianę niepełnosprawnych komórek na w pełni wykształcone. Inaczej jaki sens miałaby wymiana ich na takie same, zdefektowane komórki? Z kolei sprawny system odpornościowy jest niezbędny, by proces chorobowy nie wymknął się spod kontroli, zagrażając życiu. W tej sytuacji system odpornościowy niszczy wirusy, zanim zdołają się namnożyć do ilości wywołującej specyficzne objawy choroby infekcyjnej.

Często bywa też, że system odpornościowy nie niszczy wszystkich wirusów, lecz kontroluje ich ilość, w związku z czym nie dochodzi do przełomu chorobowego, lecz infekcja wirusowa przybiera stan przewlekły, charakteryzujący się częstymi nawrotami objawów niespecyficznych, z różnym nasileniem.

Kolejną przyczyną wycofania się infekcji grypowej jest zastosowanie leków. Wprawdzie leków przeciwwirusowych jako takich nie ma, ale niektóre z nich wpływają wybiórczo na funkcjonowanie systemu odpornościowego, co u osób z obniżoną odpornością skutkuje wstrzymaniem rozwoju infekcji wirusowej.

Typowe objawy grypy

Replikacja wirusa grypy trwa 6 godzin, a zatem co 6 godzin ich ilość w organizmie zwielokrotnia się, w związku z czym specyficzne objawy grypy pojawiają się nagle, niemalże z godziny na godzinę, co różni grypę od przeziębienia, dla którego charakterystyczne jest stopniowe narastanie dolegliwości, a także katar, który w początkowym okresie grypy z reguły nie występuje.

Objawy grypy są specyficzne na tyle, że trudno pomylić je z inną chorobą. Typowe objawy grypy to:

Gorączka

Najbardziej charakterystycznym objawem grypy jest nagły wzrost temperatury ciała do 39, a niekiedy nawet 41_°C. Są dwie przeciwstawne opinie, dotyczące zbijania gorączki. Opinia medyczna każe gorączkę zbijać bezwzględnie, traktując ją jako coś niepożądanego. Opinia ta stoi w wyraźnej opozycji do zaleceń Hipokratesa, który nie tylko nie uważał gorączki jako coś złego, ale wręcz wychwalał dobroczynny wpływ gorączki na proces zdrowienia, gdy uświadamiał lekarzy wypowiadając znamienne zdanie: Daj mi gorączkę, a wyleczę twojego pacjenta.

Badania laboratoryjne wykazują, że temperatura powyżej 41, 5 °C uszkadza białka komórek nerwowych. Na tej kruchej podstawie oparta jest teoria o szkodliwości gorączki. W rzeczywistości nie ma żadnych dowodów, by wysoka gorączka kiedykolwiek uszkodziła czyjeś komórki nerwowe.

Temperatura naszego ciała regulowana jest w ośrodku regulacji temperatury znajdującym się w mózgu. U człowieka zdrowego termoreceptory podwzgórzowe nastawione są na 37 °C (co się przekłada na 36,6 °C pod pachą). Zmiana punktu nastawczego skutkuje zmianą temperatury organizmu. Po zmianie punktu nastawczego na wyższy, organizm zaczyna intensywnie produkować ciepło poprzez spalanie tłuszczu w brunatnej tkance tłuszczowej. W niektórych przypadkach włączona zostaje także termogeneza mięśniowa w postaci dreszczy.

Podwyższenie oraz utrzymanie podwyższonej temperatury ciała jest dla organizmu wielkim wysiłkiem, zważywszy że ma ono miejsce w osłabieniu spowodowanym chorobą. Jest tajemnicą natury, dlaczego organizm decyduje się na ten wielki wysiłek, jakim jest ogólnoustrojowe podniesienie temperatury, ale są pewne poszlaki, dzięki którym możemy choć w części zrozumieć istotę gorączki. Na trop naprowadza nas stan zapalny, w którym także występuje podwyższona temperatura ciała, tyle że lokalnie. Istotą miejscowego stanu zapalnego jest regeneracja fragmentu tkanki, czyli proces trwający nieprzerwanie, tyle że w tym przypadku ma on charakter awaryjny, a więc znacznie przyśpieszony.

Podstawowym warunkiem zregenerowania tkanki jest usunięcie uszkodzonych komórek poprzez przerobienie ich na ropę, która następnie zostanie ewakuowana w miejscu stanu zapalnego, albo wchłonięta i ewakuowana inną drogą, na przykład żółciową albo przez gruczoły śluzowe śluzówki, rzadziej przez gruczoły łojowe skóry. Zamianą uszkodzonych komórek, lub ich fragmentów, na łatwą do wydalenia ropę zajmują się komórki żerne* systemu odpornościowego, nierzadko także bakterie ropne. Praca, którą mają wykonać, pochłania sporo energii, więc organizm, zainteresowany szybkim usunięciem awarii, dostarcza potrzebną energię w postaci temperatury.

Równocześnie z usuwaniem uszkodzonych komórek następuje szybkie uzupełnianie ubytków nowymi komórkami, toteż wzrasta zapotrzebowanie na substancje budulcowe, wytwarzane poprzez przemianę prostej materii na materię bardziej złożoną. Proces ten zwie się anabolizmem i wymaga dostarczenia energii, na przykład cieplnej, towarzyszącej stanom zapalnym.

Gorączka jest stanem zapalnym o zasięgu ogólnoustrojowym, toteż wydaje się wysoce prawdopodobne, że pełni ona podobną rolę, jak podwyższenie temperatury w miejscu stanu zapalnego. Wniosek stąd, że gorączki nie należy zbijać, nawet jeśli jest wysoka, chyba że zaistnieją ku temu ważne powody, na przykład u kobiet w ciąży (ze względu na ochronę płodu), u osób z niewydolnym układem krążenia (ponieważ wysoka temperatura obciąża układ krążenia), u pacjentów po operacji (ze względu na wyczerpanie organizmu).

Należy pamiętać, że każda choroba przebiegająca z gorączką jest chorobą obłożną, a więc bezwzględnie wymaga leżenia w łóżku, w celu wypocenia się. Poważnym błędem w chorobie z gorączką jest snucie się po domu, ponieważ wydłuża to okres zdrowienia, natomiast wychodzenie z domu w takim stanie grozi poważnymi powikłaniami chorobowymi, nawet zagrażającymi życiu.

* Komórki żerne (fagocyty) to komórki układu odpornościowego zdolne do fagocytozy, czyli pochłaniania dużych cząstek pokarmowych, na przykład komórek albo ich fragmentów. Głównymi komórkami żernymi układu odpornościowego są limfocyty (około 30% krwinek białych).

Kaszel

Suchy, męczący, czasem napadowy i trudny do opanowania kaszel jest niejako zwiastunem nadchodzącej grypy, ponieważ pojawia się przed wystąpieniem pozostałych objawów grypowych. W prawidłowym przebiegu grypy suchy kaszel przechodzi w wilgotny, z odksztuszaniem śluzowej wydzieliny.

Ból głowy i oczu

Na początku grypy zwykle pojawia się ból głowy, któremu może towarzyszyć ból oczu oraz bolesność uciskowa gałek ocznych, nierzadko także światłowstręt. Z czasem objawy te ustępują, przechodząc w obniżenie sprawności psychoruchowej i senność.

Bóle mięśniowe i kostno-stawowe

Wirus grypy wykazuje powinowactwo do wielu tkanek ludzkiego organizmu, toteż bóle towarzyszące infekcji grypowej bywają wielonarządowe. Najczęściej pojawia się charakterystyczne uczucie łamania w kościach, a także bóle grupy mięśni, najczęściej pleców. Typowe dla grypy jest także pojawienie się bólów w miejscach, w których wcześniej wystąpiły jakieś urazy.

Brak apetytu

Niechęć do jedzenia w chorobie infekcyjnej jest naturalną reakcją obronną, ponieważ wprowadzenie do organizmu jakichkolwiek substancji podczas tego swoistego remontu wprowadza poważne zakłócenia w jego przebiegu, a więc jest wysoce szkodliwe.

Kryzys czyli przełom chorobowy

Wystąpienie objawów grypowych jest wymownym świadectwem, że wirusy na dobre zadomowiły się w naszym organizmie, i że proces ich namnażania przebiega bez zakłóceń. Zgodnie z propagandą medyczną, która wirusom przypisuje cechy bezwzględnych chorobotwórczych bestii, w tym momencie powinien nastąpić nasz koniec, gdyż niepohamowany wzrost liczebności wirusów w końcu musi zagrozić naszemu życiu. Jednak życie pokazuje, że tak nie jest. W rzeczywistości bowiem wirusy dla zdrowych komórek są tylko cząsteczkami pokarmowymi, niczym więcej. Dlatego w którymś momencie choroby następuje przełom, a więc samoistny powrót do zdrowia. W tym okresie pewna część wirusów zostaje wydalona wraz z wydalinami podczas kichania albo kaszlu, a reszta pada łupem komórek zdrowych. Ich białka i kwasy nukleinowe bardzo się przydadzą do budowy nowych komórek, które zastąpią usunięte niepełnosprawne komórki.

Nadkażenie bakteryjne

Po oczyszczeniu organizmu z wirusów pozostaje jeszcze posprzątać fragmenty zdefektowanych komórek, które posłużyły wirusom grypy do namnożenia się. Jeśli tych fragmentów jest mało, to zazwyczaj do ich usunięcia wystarczają komórki żerne systemu odpornościowego, zajmujące się przerabianiem martwiczej tkanki, którą w istocie są fragmenty komórek, na łatwą do wydalenia ropę, czyli białożółty lub żółtozielony gęsty płyn, składający się z martwych białych krwinek, bakterii, częściowo uszkodzonych tkanek i osocza.

Do usunięcia dużej ilości martwiczej tkanki organizm często używa bakterii ropnych (gronkowców, paciorkowców, pałeczek ropy błękitnej i innych), co – siłą rzeczy – musi być związane z zakażeniem organizmu tymi bakteriami. Jest to normalna procedura stosowana przez organizm w procesie oczyszczania. Zgoła inne zdanie na ten temat ma medycyna, która infekcję bakteryjną, będącą następstwem infekcji wirusowej, nazywa nadkażeniem bakteryjnym, a nawet super infekcją, a więc stanem chorobowym, który bezwzględnie trzeba leczyć, by zapobiec rzekomym powikłaniom. W rzeczywistości powikłania, jeśli występują, są skutkiem właśnie leczenia, bowiem nic tak nie może zaszkodzić w chorobie infekcyjnej, jak leczenie.

Po usunięciu fragmentów zdefektowanych komórek pozostaje jeszcze usunąć bakterie biorące udział w tym procesie. Zajmują się tym komórki żerne systemu odpornościowego – neutrofile wyspecjalizowane w niszczeniu bakterii, zamieniając je na drodze fagocytozy na łatwą do wydalenia ropę.

Jak organizm usuwa ciała obce i martwiczą tkankę

Chyba każdy z nas miał kiedyś wbitą drzazgę, albo był świadkiem takiego zdarzenia. Najgorszą rzeczą wtedy jest, gdy drzazga się złamie, a jej fragment utkwi w ciele na dobre. Sytuacja wydaje się być beznadziejna i wychodzi na to, że z tą drzazgą trzeba będzie już żyć, albo usunąć ją operacyjnie. Ale nie! Organizm w niedługim czasie rozpoczyna proces wydalania drzazgi, wykorzystując do tego celu… bakterie. Na początku pozornie nic się nie dzieje, tylko boli. Ale w rzeczywistości w otoczeniu drzazgi trwa proces inkubacji bakterii, które dostały się tam wraz z ową drzazgą, albo wniknęły przez uszkodzenie skóry. Organizm rzecz jasna mógłby bardzo łatwo i szybko zlikwidować tę niewielką ilość bakterii w miejscu zakażenia, nie dopuszczając do ich rozmnożenia się, ale tego nie robi, bowiem są mu one potrzebne do posprzątania po awarii, jaką było wbicie drzazgi.

Po rozmnożeniu się, bakterie pożerają uszkodzone fragmenty tkanki, a gdy zabraknie pożywienia, zabierają się za zdrowe komórki. Dopiero wówczas następuje reakcja organizmu. Najpierw w okolicach rany daje się zauważyć zaczerwienienie i obrzęk jako efekt rozszerzenia się naczyń krwionośnych – arterii, którymi z krwią dociera zwiększona ilość białych krwinek wyspecjalizowanych w pożeraniu bakterii, a objawem pożerania bakterii przez białe krwinki jest miejscowy stan zapalny. Ten etap wydalania z organizmu szkodliwych substancji (toksyn) potocznie nazywamy obieraniem, a jego efektem jest wyropienie, czyli ewakuacja martwiczej tkanki dzięki przerobieniu jej na łatwą do wydalenia ropę. Płynna ropa powoduje rozluźnienie tkanek wokół drzazgi i umożliwia jej usunięcie.

W ostatnim etapie mechanizmy samonaprawcze organizmu uruchamiają proces gojenia rany i pewnego dnia ze zdziwieniem zauważamy, że po drzazdze pozostał jedynie niewielki ślad, który z czasem ulegnie całkowitemu zabliźnieniu.

Ciała obce znajdujące się w głębi ciała muszą być naczyniami limfatycznymi przetransportowane w pobliże skóry, gdzie będą stanowić przypominający drzazgę rdzeń czyraka, wraz z którym zostaną wydalone.

Usuwanie ropy krążącej we krwi

Normalną drogą wydalania krążącej we krwi ropy są gruczoły śluzowe błony śluzowej, przez które organizm, wraz ze śluzem, wydala ropę. Największe znaczenie ma tutaj błona śluzowa przewodu pokarmowego, której gruczoły śluzowe wydalają ropę do żołądka i jelit, by następnie wydalić ją do środowiska zewnętrznego wraz ze stolcem. Tą drogą wydalana jest także połykana ropa pochodząca z dróg oddechowych.

Mniejsze znaczenie od śluzówki przewodu pokarmowego w procesie wydalania ropy ma śluzówka dróg oddechowych, przez którą wydalana jest ropa w postaci kaszlu i kataru. Ponadto ropa może być wydalana przez gruczoły łojowe skóry, gruczoły śluzowe pęcherza moczowego i jako upławy z dróg rodnych u kobiet. Ropa jako wydalina może pojawić się także w spermie i we łzach.

W warunkach przeciążenia układów wydalniczych, występujących w stanie toksemii, a także w wyniku zablokowania wydalania ropy wskutek nieporozumienia zwanego leczeniem, organizm wybiera drogę awaryjną objawiającą się jako rozmaite wykwity skórne i ropnie błony śluzowej.

Jeśli także awaryjna droga wydalania ropy zostanie zablokowana, wówczas organizm, nie mogąc pozwolić, by ropa krążyła w krwiobiegu, zatrzymuje ją w jakimś miejscu ciała jako tak zwaną cystę. Niektóre cysty zostają otorbione i wtedy zwą się torbielami.

Grypa jako choroba prozdrowotna

Nie ma żadnej przesady w stwierdzeniu, że grypa jest najbardziej prozdrowotną z chorób. Wirus grypy powraca do nas sezonowo nieco zmutowany, a więc uodpornienie na poprzedniego wirusa traci niejako ważność z nowym sezonem, czyli że dwa razy do roku mamy szansę zachorować na grypę. Chorowanie na grypę nie jest, rzecz jasna, celem samym w sobie. Celem jest osiągnięcie takiej czystości organizmu, by żadne zarazki nie były potrzebne do robienia porządków. Oczywiście, że samo odchorowywanie gryp nie wystarczy, by cel ten osiągnąć. Podstawowym warunkiem jest usunięcie przyczyny powstawania zdefektowanych komórek.

Po uszczelnieniu nabłonka przewodu pokarmowego i wdrożeniu zasad zdrowego odżywiania mamy wszelkie szanse, by na grypę nie chorować w ogóle. Przedtem jednak musimy odchorować wcześniej unikane albo leczone grypy. Dlatego warto jest wiedzieć, jak w tej chorobie należy postępować.

Grypa nie jest chorobą prozdrowotną bezwarunkowo, a jedynie potencjalnie. Niemniej jednak jest chorobą, a więc równie dobrze może wyjść na zdrowie, jak i przysporzyć kłopotów zdrowotnych. Sztuka polega na tym, by maksymalnie wykorzystać jej potencjał prozdrowotny oraz zminimalizować związane z nią zagrożenia.

Musimy przyjąć do wiadomości, że grypa jest specyficznym remontem, na którym zna się tylko nasz organizm, nikt inny. Nam pozostaje tylko jedno – nie przeszkadzać, czyli nie robić nic wbrew organizmowi. Nie zbijać gorączki, nie jeść, gdy nie ma apetytu, a nade wszystko nie zapobiegać, nie mówiąc już o leczeniu, czyli blokowaniu objawów chorobowych. Dotyczy to nie tylko leków chemicznych, ale także naturalnych – czosnku, witamin.

Nie powinno się popadać w skrajności. Jeśli doskwiera nam zbyt silny ból, to zażywamy środek przeciwbólowy, albo zbijamy gorączkę, jeśli jest zbyt wysoka, ale raczej za pomocą mokrych okładów, niż środków farmaceutycznych.

Wysoka gorączka wiąże się z intensywnym poceniem, a więc utratą wody, co grozi odwodnieniem, czyli zwiększeniem stężenia toksyn krążących w płynach ustrojowych, co z kolei przyczynia się do osłabienia i tak już osłabionego chorobą organizmu, a także do zakłócenia sygnału zapotrzebowania na wodę, jakim jest uczucie pragnienia. Z tego względu należy pamiętać o piciu wody, ale nie w jakichś niewyobrażalnych ilościach, które zakłóciłyby przebieg procesu chorobowego. W zupełności wystarczy jedna, dwie łyżki wody co godzinę, chyba że mamy ochotę na więcej.

Ważne jest także postępowanie w rekonwalescencji, czyli okresie powrotu do pełni zdrowia. Często pozostaje wtedy kaszel, który może trwać nawet kilka tygodni. Nie jest on objawem choroby, lecz, wprost przeciwnie, objawem prawidłowego funkcjonowania systemu odpornościowego. Czyli że tego kaszlu także nie leczymy.

Korzyści wynikające z odchorowania gryp

Jak już wiemy, organizm w szczególny sposób niejako zaprasza wirusy grypy do infekcji, gdy widzi taką konieczność. Trochę przypomina to otwarcie bram grodu w oczekiwaniu na odsiecz, nie mając pewności, czy w tym czasie pod bramami nie pojawi się wróg. Otwarcie wrót pierwszej linii obrony organizmu w oczekiwaniu na wirusy grypy może wykorzystać każdy inny zarazek, w tym bezwzględny patogen o niezwykłej zjadliwości, mogący spowodować uszkodzenie ważnych organów, a nawet zagrozić życiu.

Tym niemniej, bez względu na związane z tym ryzyko, w naszym żywotnym interesie jest odchorowanie gryp po to, by nabyć przeciwko nim naturalną odporność, wynikającą nie z wytworzenia przeciwciał, bo to jest wytwór propagandy medycznej, lecz dzięki oczyszczeniu naszego ciała ze zdefektowanych komórek.

Bez uszczelnienia jelit oraz dostarczenia organizmowi niezbędnych substancji odżywczych można jedynie często chorować na grypę, nic więcej. Dlatego usunięcie przyczyny powstawania nadżerek nabłonka jelitowego oraz wprowadzenie zasad zdrowego odżywiania jest podstawowym warunkiem procesu nabywania naturalnej odporności dzięki odchorowaniu gryp. Na początku nieleczone infekcje grypowe mogą być długotrwałe, z gwałtownymi objawami, ale każda następna jest coraz krótsza, a objawy łagodniejsze, aż w końcu przestajemy chorować w ogóle. Jest zatem wysoce prawdopodobne, że nabyliśmy naturalną odporność nie tylko przeciwko grypie, ale także przeciwko wszelkim chorobom infekcyjnym.

Także na inny aspekt warto zwrócić uwagę, omawiając korzyści wynikające z nabycia naturalnej odporności przeciwko chorobom infekcyjnym, a mianowicie czystość naszego ciała, wolnego nie tylko od zdefektowanych komórek – potencjalnej przyczyny zmian zwyrodnieniowych i nowotworowych, ale także wolnego od wszystkich innych toksyn. Właśnie z tego powodu po każdej odchorowanej grypie czujemy przypływ wewnętrznej energii i chęci do życia. Jest to jakże wymowny dowód na to, że choroby nie przychodzą z wiekiem, tylko z czasem tworzenia się zmian zwyrodnieniowych i gromadzenia toksyn w konsekwencji blokowania objawów chorobowych.

Autor: Józef Słonecki

portal.bioslone.pl

Niezwykłe właściwości zwykłej wody – cz.II

Badań efektów oddziaływania różnych czynników na wodę, skutkujących różnorodnymi zmianami jej struktury molekularnej, podjął się ze swym zespołem japoński naukowiec dr Masaru Emoto (I. H. M. General Research Institute, Tokio). Zaszłe zmiany strukturalne wody Masaru Emoto utrwalał poprzez jej zamrożenie, a następnie rejestrował fotograficznie wytworzone kryształy w silnym powiększeniu. Niewielkie próbki wody poddane wcześniej różnym bodźcom informacyjnym krystalizowały w sposób całkowicie odmienny, a rezultaty doświadczeń były zawsze powtarzalne.

W toku wieloletnich prac Emoto wykazał, że woda pobiera i zachowuje na drodze zmiany swej struktury najróżniejsze sygnały dochodzące ze środowiska. Budowa jej zmieniała się w sposób istotny w kontakcie ze związkami chemicznymi, reagowała też na różnego rodzaju promieniowanie, dźwięki, muzykę, słowa, a nawet przejawiane uczucia.

Nie powinno nas to dziwić. Woda stanowi 90-60% chemicznego składu ciała człowieka (maleje z wiekiem) i wiedza ta od tysięcy lat była intuicyjnie wykorzystywana przez ludzkie cywilizacje na całej Ziemi.

Dźwięki wypowiadanej mantry czy słowa dziękczynnej modlitwy stosowane były przez ludzi na przestrzeni wielu wieków do poprawy swego dobrostanu. Odcięliśmy się od tej duchowej spuścizny, ale nowoczesna nauka, otwarta na transcendencję, przekonuje nas o jej wartości wbrew obowiązującemu światopoglądowi.

Masaru Emoto udowodnił wynikami swoich prac, że dźwięki i słowa pełne wewnętrznej harmonii są w stanie zmienić strukturę wody zawartej w naszym organizmie lub spożywanym posiłku. Zwłaszcza przekaz o silnym ładunku emocjonalnym zmieniał strukturę wody wręcz drastycznie.

Woda okazała się niezwykle czułym detektorem różnorodnych sygnałów docierających do niej ze środowiska, więc uzyskane wyniki skłoniły dr. Emoto do sprawdzenia, czy korzystnych zmian strukturalnych wody nie można byłoby dokonać na drodze wyłącznie intencjonalnego przekazu myślowego. Przeprowadzono w tym celu szereg testów zmierzających do ustalenia czy mentalne oddziaływanie na wodę jest w stanie uzdatnić wodę skażoną. Ten cykl eksperymentów również zakończył się powodzeniem [29]. Jak widać na załączonych fotografiach, zanieczyszczona woda z tamy Fujiwara odebrała przekazaną jej informację i uporządkowała swą strukturę. Jej obraz przypominał po przeprowadzonym zabiegu piękne kryształy otrzymane w wyniku zamrożenia wody źródlanej.

Nie musimy oczywiście domyślać się tu jakiejkolwiek interwencji sił nadprzyrodzonych. Jest to najwyraźniej odpowiedź na bodziec w postaci pól mentalnych, czyli stanu świadomości człowieka oddziałującego na wodę mocą swego umysłu. Najwyraźniej nie tylko nasze emocje, ale nawet nasze myśli są w stanie zmieniać strukturę wody. Dotyczyć to może nie tylko wody przeznaczonej do spożycia, lecz również tej zawartej w naszych ciałach.

Badania reakcji struktury wody na różnego rodzaju czynniki poddał weryfikacji również zespół naukowców rosyjskich pod kierunkiem biofizyka prof. dr. Konstantina G. Korotkowa w Rosyjskiej Akademii Nauk Przyrodniczych. Sprawdzono wpływ pola elektrycznego, magnetycznego, bioenergetycznego, mentalnego, a nawet jedynie obecności człowieka w jej pobliżu. Za każdym razem właściwości wody wykazywały konkretne zmiany, lecz największy wpływ na strukturę wody miały silne emocje. Stwierdzono, że nienawiść, złość i agresja znacznie obniżała stan energetyczny wody, natomiast uczucia pozytywne (miłość, wdzięczność, radość) zdecydowanie zwiększały jej zasób energetyczny i stabilizowały ten stan. Tym samym okazało się, że woda zapamiętuje w swej strukturze wszystko, z czym się styka bezpośrednio. Odbiera pełen zakres otaczających ją częstotliwości drgań. Jest najczulszym wskaźnikiem wszelkich obecnych w przestrzeni oddziaływań. Wpływy te powodują zmianę jej struktury nawet wtedy, gdy na pozór nic się w niej nie zmieniło.

Warto zatem uzmysłowić sobie, że woda wodociągowa zanim zostanie dostarczona do naszych mieszkań zostaje poddana procesowi oczyszczania i „uzdatniania” chemicznego. Pomimo tego (a właściwie na skutek tego) nosi ona w sobie pamięć kontaktu ze wszystkimi zanieczyszczeniami przemysłowymi i komunalnymi, w tym również wpływu technologii, która miała poprawić jej jakość. W drodze do naszych kranów przepływa potem przez liczne ludzkie siedziby, w których narażona jest dodatkowo na oddziaływanie wszechobecnego promieniowania elektromagnetycznego stosowanych przez nas urządzeń technicznych oraz negatywnych emocji ludzkich, które dalej niszczą jej naturalną klastrową strukturę. Skutek jest taki, że woda wodociągowa nie wykształca przy zamrożeniu kryształów, lecz jej cząsteczki zbijają się w bezkształtne skupiska. Jak należy to zinterpretować w odniesieniu do jakości tej wody? Czy może to może mieć dla nas znaczenie, a także dla innych żywych organizmów?

Fotografia kirlianowska wody w probówce: (z lewej) woda poddana działaniu bioenergii, (z prawej) zwykła woda wodociągowa

Prowadzone równolegle w różnych ośrodkach naukowych badania wykazały, że woda płynąca w rurach zmienia wyraźnie swój stan po poddaniu działaniu bioenergii. Różnicę stanu wody po oddziaływaniu healera uwidacznia np. zaprezentowana kirlianowska fotografia. Ma to wyraźny wpływ na wegetację roślin i fizjologię zwierząt, co zweryfikował doświadczalnie m.in. dr Bernard Grad (McGill University, Montreal, Kanada). Przykładowo, ziarna jęczmienia podlewane taką wodą kiełkowały i rosły szybciej niż analogiczne próbki podlewane zwykłą wodą wodociągową. Jeśli natomiast na wodę oddziaływał człowiek w stanie depresji, opóźniała ona rozwój roślin.

Dalsze eksperymenty ujawniły, że oddziaływanie bioenergoterapeuty związane jest ze zmianą właściwości fizykochemicznych wody. W USA wykazano silne osłabienie napięcia powierzchniowego oraz zmianę pH wody w wyniku oddziaływania biofotonów. W Katedrze Biofizyki na Wydziale Biologii Państwowego Uniwersytetu Moskiewskiego również powiodły się próby zmiany wartości pH roztworów wodnych za pomocą bioenergii. Okazało się też, że warstwa wody energetyzowanej pochłaniała 17% więcej przenikających ją promieni podczerwonych (o długości fali 2800–3000 nm) niż woda zwykła.

Z kolei badacze rosyjscy L. N. Piatnicki i V. A. Fonkin na podstawie pomiarów rozpraszania w wodzie światła wykazali, że zmiany właściwości fizykochemicznych wody po poddaniu jej działaniu bioenergii są następstwem zmian w jej strukturze, wynikłych z wystąpieniem wiązań między jej cząsteczkami. Ponieważ prowadzone równolegle badania poświęcone fenomenowi bioenergoterapii wykazały, że jest on nierozłącznie związany z konkretnym przekazem informacyjnym, wszystkie zmiany we właściwościach wody związane z oddziaływaniem healera byłyby kolejnym świadectwem, że to zdolność wody do samoorganizacji pod wpływem określonych bodźców informacyjnych rzutuje na jej stan i właściwości.

Różnica w stanie energetycznym wody wodociągowej i źródlanej

Zespół Konstantina G. Korotkowa dokonywał pomiarów energetyki wody jako funkcji jej stanu. Wykorzystywał w tym celu aparat GDV (Gas Discharge Visualisation), obrabiający komputerowo emisję świetlną badanego obiektu w zmiennym polu elektromagnetycznym, wspomaganym wyładowaniami elektrycznymi w pobliżu jego powierzchni [36]. Im większą energią dysponowała woda, tym silniejszy był efekt świetlny. Stwierdzono, że emisja świetlna wody pochodzącej z naturalnego źródła była 40 tys. razy silniejsza niż wody wodociągowej. W serii eksperymentów wykazano również, że woda strukturalna sprzyja procesom życiowym. Z tego względu nazywana jest zwykle wodą żywą. Natomiast woda wodociągowa, nawet jeśli jest chemicznie czysta, pod względem wpływu na żywy organizm jest martwa. Wykazał to bez cienia wątpliwości efekt spożycia każdej z próbek. Woda o harmonijnej, uporządkowanej strukturze aktywowała już po kilkunastu minutach cały organizm i wpływała korzystnie na wyniki analitycznych badań kontrolnych. O czym to świadczy? Szklanka takiej wody lepiej może posłużyć naszemu zdrowiu niż pigułki serwowane przez medyka pełnego nabytych uprzedzeń światopoglądowych.

Obecność wody strukturalnej wykryto w wodach płodowych kobiet. Uznano, że chroni ona embrion i będąc nośnikiem informacji być może inicjuje każdy etap jego rozwoju. Jest ona obecna także w komórkach noworodków. Gdy poddano ją krystalizacji i obejrzano pod mikroskopem powiększoną 20 000 razy, ujrzano niezwykle piękny kryształ. Przez wiele lat prowadzono w Rosji obserwacje zmian struktury kryształów otrzymanych z wody komórkowej w różnych okresach życia człowieka i analizowano zachodzące w nich zmiany. Kryształy stale zmieniały kształt, z biegiem lat traciły swą regularność i piękno. Uznano na tej podstawie, że woda ta odzwierciedla nie tylko stan naszego zdrowia, lecz również nagromadzone w procesie życia człowieka doświadczenie i doznawane emocje. Nic nie daje się przed nią ukryć, a negatywne emocje niszczą stopniowo jej regularną strukturę.

Prof. dr Martin Chaplin

Przeprowadzone w Rosji i Chinach eksperymenty dowiodły również, że woda strukturalna zwiększa kilkakrotnie zasób energetyczny podlewanych nią kiełków roślinnych, skraca czas pełnego rozwoju roślin i dojrzewania owoców, a także kilkakrotnie zwiększa zasób w nich pożytecznych mikroelementów i białka roślinnego. Człowiek nie poczuje różnicy między wodą żywą i martwą, lecz zwierzę zawsze wybierze do picia wodę źródlaną. Woda żywa odznacza się przy tym jeszcze jedną istotną cechą, różniącą ją od wody martwej. Pomaga w samoregeneracji organizmu, bowiem jej zasób energetyczny z powodzeniem wykorzystywany jest w procesie spalania znajdujących się w nim szkodliwych substancji chemicznych. Proces ten zachodzi wprawdzie powoli, tym niemniej jest obiektywnie stwierdzonym faktem. Oznacza to, że jakość wypitej przez nas wody ma niezwykle istotny wpływ na nasze zdrowie, samopoczucie i psychikę.

Na zdolność wody do magazynowania wielorakich odbieranych bodźców i indukowanie zmian w układach znajdujących się w jej strefie wpływu zwraca aktualnie uwagę wielu uczonych z różnych ośrodków badawczych. Szwajcarski laureat Nagrody Nobla, prof. dr Kurt Wurthrich (Szwajcarski Federalny Instytut Technologii w Zurichu) stwierdził, że woda ma właściwości unikalne, jest cieczą wręcz mistyczną. Podobnego zdania jest prof. dr Martin F. Chaplin, o czym świadczą jego publikacje na temat wody i jej właściwości [37]. Z jego badań wynika, że woda wchodzi w specyficzny kontakt z cząsteczkami innych związków chemicznych, przez co już na poziomie molekularnym jest w stanie współtworzyć struktury DNA, protein i innych związków niezbędnych dla życia biologicznego. Bez wody te struktury by nie powstały, a zatem bez niej nie powstałoby również życie biologiczne w takiej formie, jaką znamy.

Graficzna wizualizacja klastrów wody o kształtach regularnych i układających się w formę helisy

Coraz powszechniej akceptuje się fakt, że tworzące się różnorodne struktury wody są dla procesów życiowych znacznie ważniejsze niż jej skład chemiczny. Reaguje ona na każde podrażnienie, a nowoczesna aparatura pozwala to już zarejestrować. Tworzące się wodne klastry działają też jako komórki pamięci. Szacuje się, że wewnątrz każdej z tych komórek znajduje się około 440 tys. paneli informacyjnych, z których każdy jest odpowiedzialny za specyficzny typ reakcji na sygnał odebrany z otoczenia. Przeprowadzone badania wykazały również, że mimo swej dynamicznej natury grupa molekuł wody tworzących klaster może efektywnie przetrwać bardzo długo.

Prof. dr Wiktor Iniuszin

W Rosji przeprowadzono jeszcze jeden interesujący eksperyment. Zespół prof. dr. Wiktora M. Iniuszina, kierownika Zakładu Biofizyki na Uniwersytecie Kazachstańskim w Ałma-Acie poddał badaniom zdolność struktur wodnych do tworzenia nowych form fenotypowych [39] w organizmach żywych. Do wody, którą poddano bardzo słabym impulsom pola magnetycznego wprowadzono zatem rybkę, a jej potomstwo nabrało nowych cech. Na bokach ciała wszystkich młodych rybek pojawiły się szare paski i kolorowe plamki. Zmieniło się też ich zachowanie, bowiem na bodźce zewnętrzne reagowały dokładnie w ten sam sposób, jakby kierował nimi jeden umysł [38]. Woda najwyraźniej zareagowała zmianą struktury na impulsy pola magnetycznego i przekazała zaszłe w niej zmiany żyjącym w niej organizmom. W tym kontekście woda jawi się nam po raz kolejny jako czynnik wywierający wpływ na organizmy żywe w odpowiedzi na docierające do niej bodźce. Jej stan nie tylko warunkuje bowiem dobrostan życia biologicznego, ale może również wprowadzać zmiany fenotypowe, skutkujące zmianami ewolucyjnymi. Jak dalece może ona w proces życiowy ingerować? Powinniśmy poszukiwać odpowiedzi na to pytanie i nie lekceważyć problemu. Tymczasem wielu z nas nie pragnie nawet rozważać takich możliwości.

Powinniśmy również zdawać sobie sprawę z tego, że najpoważniejsze skutki dla wody niesie ze sobą energia wyzwalana podczas wybuchów jądrowych. Zmiany w strukturze wody występują wtedy na ogromnych terenach, znacznie przekraczających obszar poligonów doświadczalnych. Nie ma znaczenia, gdzie dochodzi do wybuchu, w powietrzu, pod wodą czy na lądzie. Zmiany w wodzie są drastyczne. Ziemia szybko tłumi wybuchy, woda jednak drga jeszcze około 30 dni, a fale te tworzą w wodzie nowy patologiczny układ. Pojawia się konflikt wodnych struktur w obrębie całej przyrody, we wszystkich organizmach żywych objętych strefą wpływu, który prowadzi do patologicznych w nich zmian, a nawet śmierci.

Warto jeszcze na koniec wyjaśnić, że na właściwy trop wykorzystywanego przez wodę mechanizmu oddziaływania na organizmy biologiczne wpadł wspomniany wcześniej kontrowersyjny francuski immunolog prof. dr Jacques Benveniste, którego nie załamało szkalowanie go przez środowisko naukowe w następstwie opublikowania przez niego wyników badań spektakularnego oddziaływania biologicznego roztworów bardzo silnie rozcieńczonych. Wprawdzie Rada naukowa INSERM (Institut National de la Santé et de la Recherche Médicale, czyli Narodowy Instytut Zdrowia i Badań Medycznych) uniemożliwiła mu kontynuację prowadzonych przez niego doświadczeń, ale szansę tę dała mu prywatna firma DigiBio (Digital Biology Foundation). Dalsze badania ujawniły, że to nie substancja chemiczna na drodze bezpośredniego kontaktu aktywuje stosowny receptor wywołując pożądaną reakcję żywej komórki. Każdą cząsteczkę wyróżnia bowiem tylko jej właściwa charakterystyka drgań i to do nich „dostrojona” jest cząsteczka receptora żywej komórki, dzięki czemu może ona wejść z przesyłanym sygnałem w rezonans, a wytwarzając impulsy elektromagnetyczne może zainicjować pożądaną reakcję. Benveniste udowodnił, że częstotliwości te można wzmocnić i nagrać z pomocą nowoczesnych urządzeń technicznych, a nawet przetworzyć w sygnał cyfrowy, po czym wykorzystać nagranie do wywołania w żywej komórce takiej reakcji, jaka była charakterystyczna dla danej substancji chemicznej, chociaż jej w pobliżu komórki nie było [40].

Prof. dr Jacques Benveniste

Doświadczenie to powtarzano wielokrotnie z wykorzystaniem różnych substancji chemicznych i za każdym razem układ biologiczny dawał się oszukać [41]. Komunikacja odbywała się więc za pomocą drgań oscylacyjnych, a nie obecności w układzie testowanej substancji. Nawet przesłane pocztą lub drogą elektroniczną cyfrowe zapisy drgań cząsteczek wykorzystywano dla „obróbki” próbek zwykłej wody, a następnie weryfikowano ich skuteczność biologiczną. Reakcja żywych organów poddanych działaniu wody digitalizowanej była znacząca i zawsze charakterystyczna dla substancji wykorzystywanych w eksperymentach, podczas gdy zwykła woda nie wywoływała takich efektów w próbach kontrolnych [42]. Uzyskane w ten sposób wyniki rzuciły pełne światło na niezwykłe właściwości wody, ponieważ wykazano, że jej cząsteczki w obecności cząsteczek innych związków ulegały polaryzacji „magazynując” ich charakterystyczne wibracje w wytworzonych strukturach niczym taśma magnetofonowa. Badania te wyjaśniły bez cienia wątpliwości dlaczego rola wody w transmisji informacji w organizmach biologicznych jest tak ważna [43]. Nie tylko bowiem może zostać w nią „wpisana” przekazywana informacja, ale będąc naturalnym środowiskiem wszystkich żywych komórek działa ona jako przekaźnik charakterystycznych częstotliwości drgań różnych cząsteczek związków chemicznych we wszystkich procesach biologicznych. Niewykluczone przy tym, że woda nie tylko przekazuje odebrany wcześniej sygnał, lecz również go wzmacnia.

Medycyna zafascynowana chemią najczęściej zapomina o tym, że żyjemy w świecie wszechobecnych oddziaływań fizycznych. Chemia też jest ich wynikiem. Nie tylko woda uświadamia nam, że w komunikacji natura wykorzystuje z powodzeniem mechanizmy dobrze znane fizyce kwantowej, w tym także nielokalność oddziaływań. Nauka coraz bardziej utwierdza nas w przekonaniu, że cały Wszechświat funkcjonuje jak jeden złożony organizm, którego wszystkie części związane są ze sobą nieustannym przepływem informacji. Woda w tym procesie zdaje się odgrywać dość istotną rolę, ponieważ jest nad wyraz czułym sensorem odbierającym docierające do niej komunikaty. Przyjmuje się nawet, że woda wykazuje cechy istoty żywej, bowiem może zawierać w sobie program rozwoju wszystkiego, co żyje w formach biologicznych. W wodzie zrodziła się ta forma życia i nawet te organizmy, które nauczyły się w toku ewolucji przebywać poza wodą, składają się z niej w przeważającej części. To w niej może zawierać się cała informacja o życiu biologicznym, bowiem to ona jest środowiskiem, które pomaga zarządzać całą przyrodą. Jeśli będziemy niszczyć strukturę wody i zawartą w niej informację, zniszczymy też samych siebie. Nie tylko energia wyzwalana podczas wybuchów jądrowych i technologie przemysłowe są dla wody zabójcze. Nasze myśli i wypowiadane pod ich wpływem słowa też nie są neutralne. Są jawnym wyrazem naszych mentalnych pól informacyjnych, które wywierają wpływ nie tylko na wodę, ale i na cały otaczający nas świat.

Koniec.

______________________________

[27] Masaru Emoto, Woda – obraz energii życia, Anatomy/Medium (2004)

[28] Masaru Emoto, Tajemnice wody i jej wpływ na człowieka i naszą planetę, Medium (2006)

[29] Masaru Emoto, Jurgen Fliege, Uzdrawiająca siła wody, KOS, Katowice 2009

[30] Bernard Grad, Some Biological Effects of the Laying-On-of-Hands: A Review of Experiments with Animals and Plants, Journal of Psychical Research, 59, 95–127 (1965)

[31] http://www.scribd.com/doc/3138098/Science-Proves-Psychic-Healing (James Crenshaw, Science Proves Psychic Healing, reprinted with permission from FATE Magazine, January 1976)

[32] Walter E. Dibble, William A. Tiller, Electronic Device-Mediated pH Changes in Water, Journal of Scientific Exploration, 13 (2), 155–176 (1999)

[33] pH – ilościowa skala kwasowości/zasadowości wodnych roztworów związków chemicznych (dokładnie: ujemny logarytm dziesiętny z aktywności jonów hydroniowych, wyrażonej w molach na decymetr sześcienny)

[34] Larissa Vilenskaya, Edwin C. May, Anomalous Mental Phenomena Research in Russia and the Former Soviet Union: A Follow Up, Subtle Energies, 4, 231-250 (1993)

[35] L. N. Piatnicki, V. A. Fonkin, Human Consciousness Influence on Water Structure, Journal of Scientific Exploration, 9, 89-105 (1995)

[36] K. G. Korotkow, Ekspress-diagnostika biologiczeskich obiektow metodom GRW, Trudy Mieżdunarodnoj Konferencji „Eko-energetika, bioenergetyka, zdorowie czełowieka – 1990” (1991)

[37] M. Chaplin, Water structure and science, http://www.lsbu.ac.uk/water/ ; M. F. Chaplin, The importance of cell water, Science in Society, 24, 42-45 (2004)

(38) Film dok. Woda (1-9); http://www.youtube.com/watch?v=VMAcA0CF0Hc&feature=related

[39] Fenotyp – (z gr. phainomai – przejawiać; typos – wzór, norma) zespól cech organizmu, obejmujący fizjologię, morfologię, zachowanie, cykl życiowy, zmiany biologiczne i wpływ środowiska na organizm. Jest ściśle powiązany z genotypem, ponieważ oddziaływanie środowiska na genotyp daje w efekcie fenotyp.

[40] J. Benveniste, P. Jurgens, J. Aissa, Digital recording/transmission of the cholinergic signal, FASEB Journal, 10, A1479 (1996)

[41] Pełny wykaz prac jest dostępny na stronie http://www.digibio.com

[42] J. Benveniste, P. Jurgens, W. Hsueh, J. Aissa, Transatlantic transfer of digitized antigen signal by telephone link, Journal of Allergy and Clinical Immunology, 99, S175 (1997)

[43] J. Benveniste, J. Aissa, D. Guillonnet, The molecular signal is not functional in the absence the “informed” water, FASEB Journal, 13, A163 (1999)

http://www.centrumrozwojuheurystyki.pl/

Niezwykłe właściwości zwykłej wody – cz.I

Danuta Adamska-Rutkowska

Woda uznawana jest za wyjątkowy związek chemiczny, ponieważ jej właściwości zmieniają się w sposób odbiegający od zależności opisujących inne substancje. Poszczególne parametry określające ich stan zmieniają się w sposób jednostajny, ale woda wyłamuje się z tej prawidłowości. Gęstość wody ciekłej przechodzi przez maksimum w temperaturze 4oC, a gęstość lodu znacznie spada w porównaniu z wodą ciekłą w temperaturze 0oC. Pojemność cieplna każdej substancji rośnie wraz ze wzrostem temperatury, ale i pod tym względem woda jest wyjątkiem, bowiem jej pojemność cieplna posiada minimum przy temperaturze około 37oC. Temperatury topnienia i wrzenia są znacznie wyższe niż można byłoby oczekiwać na podstawie jej struktury molekularnej. W porównaniu z innymi cieczami woda ma najwyższe ciepło właściwe (4,18 kJ/kgK, podczas gdy plasujący się na drugiej pozycji etanol osiąga wartość 2,84 kJ/kgK). Przewodnictwo cieplne wody jest wyższe niż innych cieczy w tej samej temperaturze, a wartość napięcia powierzchniowego ustępuje jedynie rtęci. Lepkość wody też wykazuje cechy indywidualne. Z punktu widzenia fizykochemii należałoby uznać wodę za anomalię, lecz nie jest to koniec niespodzianek. Dają bowiem o sobie znać także inne jej właściwości, których ortodoksyjna nauka nie jest w stanie w żaden sposób wytłumaczyć, więc je konsekwentnie ignoruje. Jako przykład może tu posłużyć sensacyjny wręcz przypadek medyczny opisany w pamiętnikach znanego niemieckiego chirurga, prof. Christopha Wilhelma Hufelanda (1762-1836), kierownika katedry patologii i terapeutyki na Uniwersytecie Humboldta w Berlinie. Wspomniał on, że przeprowadził sekcję zwłok zmarłego, który do śmierci zachował pełnię władz umysłowych, podczas gdy sekcja wykazała, że praktycznie nie posiadał on mózgu, natomiast w jego czaszce znajdowało się 312 gramów wody.

Prof. John Lorbel

Tego rodzaju rewelację z pewnością można byłoby próbować włożyć między bajki, gdyby nie zdumiewające wyniki badańklinicznych brytyjskiego pediatry i neurologa prof. dr. Johna Lorbera (1915-1996) z Uniwersytetu w Sheffield. Rezultaty poczynionych przez niego obserwacji popartych specjalistycznymi badaniami, prowadzonymi sukcesywnie od połowy lat 60., zaprezentowane zostały na konferencji pediatrów, a następnie zrelacjonowane na łamach czasopisma Science w 1980 roku [1]. Są one do tego stopnia niezwykłe, że z pewnością wymagają poważnych i rzeczowych prób wyjaśnienia tego zjawiska. Prace te poświęcone były problemowi wodogłowia u dzieci, a więc zaburzeniu wywołanemu nieprawidłowościami krążenia płynu mózgowo-rdzeniowego, powodującymi zwiększenie objętości tego płynu przy równoczesnej redukcji kory mózgowej. Ku zdumieniu badacza okazało się, że nie wszystkie takie przypadki wiązały się z niedorozwojem umysłowym.

Lorber wykazał, że podczas swej praktyki spotkał się z pewną liczbą pacjentów, u których zaburzenie to nie miało istotnego wpływu na ich rozwój, bowiem iloraz inteligencji takich dzieci mógł nawet osiągać wartości średnie dla ludzkiej populacji. Wśród przebadanych przez niego przypadków wodogłowia znalazł się również student matematyki na Uniwersytecie w Sheffield, którego iloraz inteligencji wynosił 126 (a zatem przekraczał wartość przeciętną), podczas gdy badania wykazały u niego niemal całkowity brak kory mózgowej (jej grubość wynosiła około 1 mm). Był to przypadek podobny do tego, który wcześniej opisał Hufeland.

 

Ciemne przestrzenie na lewym zdjęciu mózgu to płyn, który zredukował tkankę mózgową. Zdjęcie prawe przedstawia typowe zdjęcie mózgu bez tej anomalii.

Zaobserwowany fenomen można próbować wyjaśniać specyficznymi właściwościami wody, które zasygnalizował po raz pierwszy znakomity austriacki biofizyk dr Karl S. Trincher, gdy prowadził swą pracę naukową w Instytucie Biofizyki Akademii Nauk ZSRR (później powrócił do Austrii i kontynuował pracę w Zakładzie Fizjologii Medycznej Uniwersytetu w Wiedniu) . Jego zdaniem nietypowe właściwości wody wynikają faktu, że nie jest ona cieczą jednorodną. Trincher ustalił, że w zakresie temperatur 30-45 oC woda stanowi elastyczną strukturę, składającą się z quasi-krystalicznych i ciekłych mikrofaz, co umożliwia tworzenie się pokaźnej liczby kompozycji

Prof. dr Karl Trincher

makrocząsteczek wody. Jest to zarazem optymalny biologicznie zakres temperatur, bowiem nie może być sprawą przypadku, że w tych właśnie granicach zawiera się temperatura ciała stałocieplnych zwierząt.  Prowadząc analizę w właściwości żywej materii Trincher ustalił na podstawie własnych danych eksperymentalnych oraz obszernego materiału przedstawionego przez innych badaczy, że w żywych komórkach działa unikalny mechanizm zachowania ich struktury i wykonywania specjalistycznych prac, charakterystyczny wyłącznie dla materii biologicznej. Jest to swoista organizacja substancjalnej materii, zachodząca już na poziomie molekularnym. Ustalenia te potwierdziła aktualna wiedza o wodzie, a nieustannie formujące się w niej złożone struktury wielkocząsteczkowe o zmiennej konfiguracji zwane są dziś klastrami. Podstawy teoretyczne tworzenia się tego rodzaju układów złożonych z wielu molekuł wody oraz mechanizmy stabilizacji klastrów można prześledzić np. we wspólnej publikacji naukowców Indyjskiego Instytutu Technologii (Indian Institute of Technology) w Kanpurze i Zakładu Chemii Uniwersytetu w Pune .

Trincher uważał, że w działalności mózgu wykorzystywane są zmiany strukturalne wody zawartej w komórkach mózgowych. Jego domniemania mogą okazać się słuszne przy braku tkanki mózgowej, a zatem w nietypowych wypadkach wodogłowia opisywanych przez Lorbera. W komórkach mózgowych woda tworzy jednak uporządkowane struktury wokół polimerowych konstrukcji białkowych, zwanych mikrotubulami. Układy te przypominają pod względem organizacji kondensat Bosego-Einsteina i to je fizyka czyni dziś odpowiedzialnymi za procesy przebiegające w mózgu na poziomie kwantowym.

Prof. dr Jacques Benveniste

Na niezwykłe właściwości wody zwrócił uwagę także francuski immunolog prof. dr Jacques Benveniste. W 1987 i 1988 roku opisana została w naukowych czasopismach zdolność wody do odwzorowywania właściwości substancji w niej rozpuszczonych, czyniąc ją tym samym biologicznie czynną. Efekt przypominał działanie leków homeopatycznych, traktowanych przez naukę podejrzliwie, zatem redakcja Nature zażądała potwierdzenia wyników przez innych badaczy. W ten sposób współautorami publikacji stali się eksperymentatorzy z czterech innych laboratoriów w Izraelu, Kanadzie i we Włoszech. Redakcja Nature nie poprzestała na tym i zorganizowała jeszcze swoją własną akcję weryfikacyjną w laboratorium Benveniste’a z udziałem znanego sceptyka Waltera Stewarta i kanadyjskiego iluzjonisty Jamesa Randi, zdecydowanych przeciwników poważnego traktowania przez naukę zjawisk anomalnych. Pierwsze próby potwierdziły sygnalizowany efekt, ale wtedy do przebiegu doświadczeń włączyli się Stewart z Randim. Wprowadzone przez nich zmiany w procedurze i przebiegu eksperymentów (wrażliwych na warunki ich prowadzenia) spowodowały, że kolejne próby nie powiodły się. Wykorzystano to skrzętnie do zdyskredytowania kontrowersyjnego odkrycia, ośmieszając je w kolejnej publikacji Nature celem wykazania, że jest to efekt „urojony”. Benveniste’a „uhonorowano” nagrodą IG-Nobla. Wykazano w ten sposób jak niebezpieczne dla uczonego może być prowadzenie badań w obszarze, który dopiero poznajemy.

Prof. dr Jacques Benveniste

Sprawa na tym się nie zakończyła, bowiem Benveniste kontynuował badania, które nie tylko wykazały powtarzalność tego efektu, ale i skłoniły go do poszukiwań mechanizmów za niego odpowiedzialnych. Środowisko naukowe z trudem akceptowało uzyskiwane przez niego wyniki badań, były więc one ustawicznie krytykowane i wielokrotnie weryfikowane przez innych badaczy zanim znalazły uznanie. Warto przy tym nadmienić, że homeopatyczna wiedza lecznicza znana była ludziom od dawna, a aktualne badania naukowe tylko potwierdziły słuszność tego sposobu uzdrawiania, tak dziś lekceważonego przez wielu przedstawicieli medycyny, łącznie z polską Naczelną Izbą Lekarską.

Warto w tym miejscu wspomnieć wypowiedź dr. Rustuma Roya, profesora Uniwersytetu Stanowego Pensylwanii i członka Międzynarodowej Akademii Nauk, który próbował zwrócić powszechną uwagę na znany fakt, że woda pozostająca w kontakcie ze srebrem nabywa właściwości bakteriobójcze. Wlana do naczynia ze srebra jest znakomitym antybiotykiem. Wystarczy dla tego celu stężenie srebra w wysokości zaledwie 1 atomu na 100 mln cząsteczek wody (0,01 ppm), bowiem jak się okazuje, każda substancja chemiczna pozostająca w kontakcie z wodą pozostawia w niej swój ślad informacyjny. Nabiera ona nowych właściwości, choć jej skład chemiczny nie ulega zmianie.

Model klastrowy wody. Obok pojedynczych molekuł pojawiają się struktury, w których molekuły połączone są ze sobą za pomocą mostków wodorowych.

Nieustanna niechęć świata nauki do tych ustaleń spowodowała, że tę szczególną właściwość wody poddawano wielokrotnej weryfikacji w wielu ośrodkach naukowych, początkowo jedynie w kontekście wyjaśnienia podstaw skuteczności leków homeopatycznych. Na uwagę wśród nich z pewnością zasługuje praca zespołu ośrodka badawczego BASF pod kierunkiem dr. Jürgena F. Strube, w której wykorzystano wcześniejsze publikacje na ten temat i uzupełniono ich wyniki, skupiając się zarówno na rodzaju przekazywanej informacji, jak i na mechanizmie jej przenoszenia oraz trwałego „zapamiętywania” przez wodę.

Przeprowadzone eksperymenty wykazały jednoznacznie, że zaproponowana przez Trinchera hipoteza klastrowej struktury wody jest całkowicie słuszna. Woda nie zachowuje się jak ciecz jednorodna, lecz jak mieszanina złożona z wielu komponentów, utworzonych przez cząsteczki wody łączące się ze sobą w różnorodny sposób. Nie jest to przy tym układ statyczny, lecz pozostający w stanie dynamicznej równowagi. Przeprowadzone pomiary wykazały, że woda w swej klastrowej strukturze jest w stanie odwzorować charakterystyczne właściwości substancji rozpuszczonej w postaci rezonansów elektromagnetycznych drgań molekuł materiału wyjściowego, a zwłaszcza rezonansów spinowych, które oddziałują leczniczo nawet wtedy, gdy w wodzie leku już praktycznie nie ma (zawiera zaledwie jego ilości śladowe). Przenoszenie rezonansów spinowych i stabilność uporządkowanych struktur klastrowych wody uzyskiwano na drodze wytrząsania wielokrotnie rozcieńczanego roztworu.

Obserwowane zmiany strukturalne wody badane były metodami spektroskopowymi

(spektroskopii UV, VIS, w podczerwieni, mikrofalowej, NMR, ESR). Wykazano, że kontakt substancji leczniczej z wodą prowadził do utworzenia się w niej specjalnych struktur, które zawsze były charakterystyczne dla dodanej substancji.

Graficzna wizualizacja pojedynczego klastra wody (na podstawie filmu dokum. Woda) (13)

Zaobserwowana anomalia cieszyła się niesłabnącym zainteresowaniem wielu dociekliwych badaczy. Wielokrotnie wykonywane próby z kontrolą w postaci placebo dowiodły, że homeopatia jest skuteczna m.in. przy leczeniu biegunki [14], astmy [15], stanów zapalnych górnych dróg oddechowych [16] i chorobach serca [17]. Przetestowaniem tego efektu zajęła się również nad wyraz sceptyczna farmakolog prof. dr Madeleine Ennis (Queen’s University w Belfaście), która postanowiła definitywnie wykazać, że homeopatia to kompletna bzdura. Badania przeprowadzono pod ścisłą kontrolą, a także zautomatyzowano próby, by wyeliminować jakąkolwiek pomyłkę w ramach zadziałania czynnika ludzkiego. Na jej zlecenie cztery niezależne laboratoria wykonały badania próbek czystej wody i roztworów silnie rozcieńczonych, zawierających śladową zawartość histaminy (placówki te miały ustalić, które próbki zawierają ciecz homeopatyczną). Testy się powiodły i potwierdziły statystycznie istotny efekt „pamięci wody” w postaci wywoływania nawet po wielokrotnym rozcieńczaniu takich samych reakcji organizmu, jakie wywołałaby substancja w niej rozpuszczona.

Prof. dr Rustum Roy

Strukturę wody bada się dziś za pomocą nie tylko metod spektroskopowych, ale i z wykorzystaniem elektronowego mikroskopu transmisyjnego (TEM oraz krio-TEM). Wyniki takich badań (z uwzględnieniem zgromadzonej wiedzy na temat właściwości materiałowych różnych układów ciekłych), prowadzonych przez wiele lat w różnych instytucjach naukowych, przedstawił 28 listopada 2004 prof. dr Rustum Roy na Sympozjum Układów Żywych/Badań Materiałowych w Bostonie [20]. Wykazał, że szczególne właściwości wody wynikają z faktu, że jej cząsteczki mogą zespalać się formując różnorodne wzory. Tworzą w ten sposób złożone struktury cząsteczkopodobne (klastry), które znajdują się w stabilnej termodynamicznie równowadze, kryjąc w sobie zakodowane informacje niczym w swoistych komórkach pamięci. W roztworach wodnych zachodzi przy tym zjawisko epitaksji, czyli przekazywania informacji strukturalnej od jednej substancji do drugiej, ponieważ molekuły różnych związków w środowisku wodnym posiadają zdolność charakterystycznej dla nich organizacji otaczających je molekuł wody. Skutkuje to reprodukowaniem właściwości substancji rozpuszczonej przez wodę nawet przy silnych rozcieńczeniach. Obszernego podsumowania wiedzy na temat pamięci wody w świetle wykorzystywania jej w homeopatii dokonał profesor Uniwersytetu Londyńskiego (London South Bank University) dr Martin F. Chaplin na łamach czasopisma Homeopathy w 2007 roku. W kolejnym roku ustosunkował się do uwag zgłoszonych po swojej publikacji [21].

Prace dotyczące właściwości wody tworzą już ogromną bazę danych na jej temat. Fakt, że w warunkach bliskich normy [22] może istnieć wiele różnych struktur wody ciekłej, w zasadzie nie budzi już zastrzeżeń. W takich warunkach woda jest w stanie tworzyć kompleks monomerów i oligomerów o różnych rozmiarach (w postaci klastrów), sięgających setek cząsteczek H2O, którego postać i właściwości określają fizykochemiczne oddziaływania w układzie. Cechą charakterystyczną wiązań w wodzie ciekłej są nie tylko wiązania wodorowe, lecz szerokie spektrum wiązań van der Waalsa między różnymi elementami strukturalnymi w obrębie klastra. Są to bardzo słabe wiązania, które odpowiadają za niezwykłą łatwość zmieniania struktury wody, co z kolei może pomóc w wyjaśnieniu wielu znanych anomalii w jej właściwościach. Stwierdzono ponad wszelką wątpliwość, że to struktura (a nie skład) determinuje właściwości wody ciekłej. Trzeba bowiem wyraźnie podkreślić, że to nie molekuły, ale fizyczne oddziaływania na bardziej podstawowym poziomie decydują o strukturze wody. Wielu naukowców w wyniku braku niezbędnego sprzętu do badań struktury wody nadal hołduje jednak naiwnemu poglądowi, jakoby była ona cieczą homogeniczną aż do poziomu molekularnego. W rezultacie prawda jest taka, że to krytycy homeopatii powinni dziś dowodzić identyczności struktury przygotowanego środka leczniczego z rozpuszczalnikiem wyjściowym.

Warto w tym miejscu nadmienić, że zagadnieniem wykorzystania wody jako nośnika leku homeopatycznego zainteresowano się także w Polsce. Badania prowadzone były w Zakładzie Chemii Fizycznej na Wydziale Farmacji Akademii Medycznej w Warszawie pod kierunkiem prof. dr hab. Iwony K. Wawer [23, 24]. Otrzymane rezultaty wykazały, że leki homeopatyczne są skuteczne, a sama homeopatia z pewnością zasługuje na badania laboratoryjne i kliniczne, którymi obejmuje się leki tradycyjne. Tym bardziej, że ich niewątpliwą zaletą jest brak szkodliwych reakcji ubocznych, które zwykle towarzyszą środkom konwencjonalnym.

Na marginesie tych informacji warto wspomnieć, że w 2006 roku prezes Naczelnej Izby Lekarskiej Konstanty Radziwiłł wniósł oskarżenie przed okręgowym rzecznikiem odpowiedzialności zawodowej w Poznaniu w stosunku do dr. Jana Baranowskiego, któremu zarzucono wykorzystywanie homeopatii do leczenia pacjentów, podczas gdy metodyka ta nie jest w Polsce uznawana za zgodną z akademicką wiedzą medyczną. Jan Baranowski od roku 2003 jest prezesem Wielkopolskiego Stowarzyszenia Homeopatów Lekarzy i Farmaceutów w Poznaniu i wielokrotnie zwracał się do Ministerstwa Zdrowia o uznanie homeopatii jako metody terapeutycznej. Początkowo nie nadano sprawie biegu, ale później wszczęto jednak postępowanie przed Sądem Lekarskim w Poznaniu. Proces trwał 3 lata zanim uznano dr. Baranowskiego za niewinnego.

Prof. dr hab. Iwona Wawer

Zdumienie budziły od dawna także inne, szokujące dowody przejmowania przez wodę informacji. W jednym z niemieckich laboratoriów w latach 60. upuszczono przez nieuwagę fiolkę z silnie działającą trucizną do kolby z wodą destylowaną. Fiolka była zamknięta hermetycznie, więc po 3 dniach wodę znad fiolki zlano i napojono nią myszy w laboratorium. Myszy te wkrótce padły martwe, zatem wodę poddano drobiazgowym badaniom. Pod względem chemicznym woda była czysta, ale w jakiś przedziwny sposób nie zetknąwszy się bezpośrednio z trucizną przejęła jej właściwości [25]. Podobny wypadek zanotowano w 1956 roku w tajnym laboratorium instytutu wojskowego w Azji Południowo-Wschodniej. Podczas obrad nad wypracowaniem pożądanych właściwości broni biologicznej nowej generacji wszyscy jej uczestnicy nagle zachorowali. Przewieziono ich do szpitala z objawami silnego zatrucia pokarmowego. Nie spożywano podczas zebrania żadnego posiłku, pito jedynie wodę ze stojących na stole karafek, zatem wodę tę poddano drobiazgowym badaniom. Niczego w niej nie znaleziono, nie było w niej żadnych szkodliwych substancji. Przyczyną zatrucia okazała się zwykła woda i śledztwo utknęło w martwym punkcie [26]. Dopiero wiele lat później wysunięto szokującą hipotezę, że woda może być niezwykle skutecznym nośnikiem informacji. Jakie wyniki badań doprowadziły do tej konkluzji?

Woda jest niewątpliwie ważnym składnikiem każdego żywego organizmu, w tym także ludzkiego, ponieważ występuje ona we wszystkich komórkach i płynach ustrojowych naszego ciała biologicznego na naszej planecie. Jeśli jej struktura makromolekularna może mieć istotny wpływ nie tylko na działanie leków homeopatycznych, lecz także na fizjologię żywych organizmów, z pewnością warto było ten problem dogłębnie zbadać. Już wyniki badań Karla Trinchera sugerowały, że struktura wody i wartość jej parametrów fizykochemicznych ma kapitalne znaczenie dla życia biologicznego, ale w świetle przedstawionych powyżej, trudnych do wytłumaczenia zdarzeń nasuwał się kolejny wniosek. Obserwowane anomalie sugerowały wyraźnie, że wodne struktury mogą mieć zdolność zapamiętywania różnych docierających do niej bodźców informacyjnych, także takich, które wcale nie są wynikiem bezpośredniego zetknięcia się z cząsteczkami innych związków chemicznych. W grę musiałyby zatem wchodzić oddziaływania zupełnie innego typu, być może sięgające nawet złożonej sieci wzajemnych zależności wywodzących się z fundamentalnego poziomu rzeczywistości.

Koniec cz. I

[1] Roger Lewin, Research News: Is Your Brain Really Necessary?, Science, 210, 1232-1234 (1980)

[2] Karl S. Trincher, Biołogia i informacja: Elemienty biołogiczeskoj termodinamiki, Nauka, Moskwa 1965; Karl S. Trincher, Biology and Information: Elements of Biological Thermodynamics. New York 1965

[3] Karl Trincher, The Mathematic-thermodynamic Analysis of the Anomalies of Water and the Temperature Range of Life, Water Research, 15, 433-448 (1981)

[4] Shruti Maheshwary, Nitin Patel, Narayanasami Sathyamurthy, Anant D. Kulkarni, Shridhar R. Gadre, Structure and Stability of Water Clusters, J. Phys. Chem. A, 105, (46), 10525-10537 (2001)

[5] Mikrotubula – rurkowata, dynamicznie niestabilna struktura, utworzona przez ciągi polimerowych makrocząsteczek białka (dimerów α- i β-tubuliny na pierścieniu z γ-tubuliny). Sposób połączenia cząsteczek polimeru pozwala na rekonfiguracyjne zmiany przestrzennych ustawień części składowych.

[6] Kondensat Bosego-Einsteina – stan koherencji kwantowej, uzyskany w wyniku synchronizacji spinów i pędów wielu cząstek. W tym stanie niemal wszystkie cząstki zachowują się kolektywnie, stanowiąc jeden spójny układ.

[7] E. Davenas, B. Poitevin, J. Benveniste, Effect on mouse peritoneal macrophages of orally-administered very high dilutions of silicea, European Journal of Pharmacology, 135, 313-319 (1987)

[8] J. Benveniste, J. Amara, J. Beauvais, P. Belon, E. Davenas, P. Fortner, A. Miadonna, M. Oberbaum, B. Pomeranz, B. Poitevin,B. Robinzon, A. Tedeschi, J. Sainte-Laudy, Human basophil degranulation triggered by very dilute antiserum against IgE, Nature, 333, 816-818 (1988)

[9] J. Maddox, J. Randi, W. Stewart, “High-dilution” experiments a delusion, Nature, 334, 287–291 (1988)

[10] Michel Schiff, The memory of water: Homeopathy and the battle of ideas in the new science, Thorsons Publishers, London 1998

[11] J. Strube, P. Stolz, Elektromagnetische Strukturabbilder (EMSA) als ein Wirkprinzip der Informationsübertragung bei der Potenzierung von Arzneien, Biologische Medizin, 28 (6), 294-303 (1999).

[12] Spektroskopia UV – spektroskopia wykorzystująca zakres promieniowania ultrafioletowego; VIS – spektroskopia wykorzystująca zakres promieniowania świetlnego i ultrafioletowego; NMR – spektroskopia magnetycznego rezonansu jądrowego; ESR – spektroskopia elektronowego rezonansu spinowego.

[13] Film dok. Woda: http://www.youtube.com/watch?v=VMAcA0CF0Hc&feature=related

[14] J. Jacobs, L. M. Jimenez, et. al., Homeopathic treatment of acute childhood diarrhoea, British Homeopathic Journal, 82, 83-86 (1993)

[15] D. T. Reilly, M. A. Taylor, et. al., Is evidence for homeopathy reproducible?, Lancet, 344, 1601-1606 (1994)

[16] E. S. M. deLange deKlerk, J. Bloomers, et. al., Effect of homeopathic medicines on daily burdens of symptoms in children with recurrent upper respiratory tract infections, British Medical Journal, 309, 1329-11332 (1994)

[17] Farokh J. Master, A study of homeopathic drugs in essential hypertension, British Homeopathic Journal, 76, 120-121 (1987)

[18] P. Belon, J. Cumps, M. Ennis, P.F. Mannaioni, L. Sainte-Laudy, M. Roberfroid, F.A. Wiegant, Inhibition of human basophil degranulation by successive histamine dilutions: results of a European multi-centre trial, Inflammation Research, 48 (Suppl 1), S17–8 (April 1999)

[19] V. Brown, M. Ennis, Flow-cytometric analysis of basophil activation: inhibition by histamine at conventional and homeopathic concentrations, Inflammation Research, 50 (Suppl 2), S47–8 (April 2001)

[20] R. Roy, A contemporary materials science view of the structure of water, Symposium on Living Systems/Materials Research, Boston, MA, Nov. 28, 2004

[21] M. F. Chaplin, The memory of water; an overview, Homeopathy, 96 (3), 143-150 (2007); P. Wilson, Comment on “The memory of water; an overview”, Homeopathy, 97 (1), 42-43 (2008); M. F. Chaplin, Reply to Comment on “The memory of water; an overview”, Homeopathy, 97 (1), 43-44 (2008)

[22] Warunki normalne – ściśle określone wartości temperatury i ciśnienia, do których odnosi się szereg obliczeń fizykochemicznych i termodynamicznych (0 oC, 1 atm).

[23] I. Wawer, Badania leków homeopatycznych, Lek w Polsce, 14, 97-103 (2004)

[24] I. Wawer, Fizykochemiczne badania leków homeopatycznych, Standardy Medyczne, 1, 4-7 (2004)

[25] Film dok: Tajemnice żywej wody (1-4); http://www.youtube.com/watch?v=hg7HOAXPhQU&feature=related

[26] Film dok. Woda (1-9); http://www.youtube.com/watch?v=VMAcA0CF0Hc&feature=related

http://www.centrumrozwojuheurystyki.pl/

Jak należy łączyć posiłki

Making the Connection

Marihuana leczy SM

Marihuana pomaga w leczeniu stwardnienia rozsianego – ogłosili brytyjscy naukowcy z Instytutu Neurologii w Londynie, którzy wykonali serie doświadczeń na myszach.

Lekarze wstrzykiwali chorym na SM myszom tetrahydrokanabinol (THC), który znajduje się także w marihuanie.

Alkaloidy, które występują w marihuanie osłabiają – charakterystyczne dla SM – niedowłady, postępującą niesprawność mięśni i drżenie kończyn. “Nasze badania wskazują, że marihuana może odgrywać kluczową rolę w kontrolowaniu powodowanych przez SM problemów neuro-mięśniowych” – oznajmił w czwartek w BBC dr David Baker z Instytutu Neurologii w Londynie.

Odkryto także, że substancje chemiczne, zawierające podobne związki jak marihuana, mają identyczne działanie. Dotychczas – utrzymują naukowcy – wielu pacjentów cierpiących na stwardnienie rozsiane sięgało po narkotyk bez wiedzy lekarzy.

“Nie jest to nowa sprawa. Próby łagodzenia marihuaną objawów stwardnienia rozsianego podejmowano już od wielu lat. Nie było jednak żadnego opracowania na ten temat” – powiedział PAP dr Jacek Zaborski z Instytutu Psychiatrii i Neurologii w Warszawie. Dodał, że niektóre leki na stwardnienie rozsiane to dalekie pochodne amfetaminy.

Naukowcy, którzy dokonali odkrycia, podkreślają, że będzie miało ono decydujące znaczenie w leczeniu SM. “Rezultat był doprawdy zaskakujący i niemal natychmiastowy. Było drżenie kończyn – i nie ma” – mówił dr Baker. Współpracująca z nim dr Lorna Layward ze Stowarzyszenia SM, zwróciła uwagę, że po raz pierwszy potwierdzono naukowo terapeutyczne działanie kanabinoli w leczeniu stwardnienia rozsianego.

źródło: hyperreal.info

Grzybek tybetański

Kefir jest jednym z najstarszych mlecznych napojów fermentowanych. Ma on wiele cennych właściwości, a może nawet najwięcej pośród fermentowanych produktów mleczarskich.

Grzybka tybetańskiego można kupić tutaj >>> http://tablica.pl/oferta/grzybek-tybetanski-ID1oAlh.html

Grzybek tybetański

Ten mleczny napój jest źródłem probiotyków, zawiera bakterie kwasu mlekowego oraz drożdże i żywe kultury bakterii, które zasiedlając nasz przewód pokarmowy (głównie jelita) oczyszczają go z toksyn oraz usprawniają proces trawienny. Ponadto kefir ten (w odróżnieniu od „sklepowych”, komercyjnie produkowanych kefirów) jest bogaty w białka, wapń, witaminy z grupy B (np.B1, B5, B7, B12, niacynę – B3, kwas foliowy – B9), witaminę K oraz minerały takie, jak fosfor, wapń, magnez. Spektrum korzystnych mikroorganizmów zawartych w komercyjnych „sklepowych” kefirach jest znacznie bardziej ograniczone. Większość z nich nie zawiera także żywych kultur drożdży, co zmienia charakter fermentacji, a w konsekwencji ich mikroflora, skład i właściwości nie są tak wszechstronne, jak w przypadku kefiru otrzymanego z ziaren grzybka tybetańskiego.

Ziarna kefirowe grzybka tybetańskiego przypominają w wyglądzie malutkie różyczki kalafiora o wymiarach od 3 do 20mm i nieregularnym kształcie. Są to symbiotyczne układy wyselekcjonowanych mikroorganizmów – głównie bakterii i drożdży utrzymywanych w tzw. kefiranie – polisacharyd (glukozo-galaktan), który jest substancją utrzymującą strukturę ziarna kefirowego.

Ziarna zalane mlekiem i pozostawione w cieple powodują jego fermentację, a w efekcie otrzymujemy probiotyczny, doskonale wspomagający trawienie, napój. Już po 24 godzinach można cieszyć się smakiem przypominającym dawne „kwaśne mleko”. Smak kefiru jest lekko kwaśny, delikatnie gazowany. Najlepiej smakuje schłodzony.

Produkowanie tego smacznego i zdrowego napoju jest bardzo proste i możliwe do wykonania w domu. Wszystko, co do tego potrzebne, to trochę mleka, ziarna kefirowe oraz sitko, łyżka i słoik lub inne szklane naczynie.

 Aby zdrowo hodować grzybka i efektywnie produkować kefir z jego ziaren należy unikać kontaktu z metalem, a używać wyłącznie przedmiotów szklanych, plastikowych lub drewnianych. Do tego celu potrzebne są tylko:

  1. Starter ziaren (dwie łyżeczki ziaren na szklankę mleka)
  2. Szklanka mleka (najlepiej nieodtłuszczonego)
  3. Szklany słoik lub pojemnik z oddychającym wieczkiem (może być gaza, ściereczka lub ręcznik papierowy zamiast wieczka)
  4. Niemetalowe sitko
  5. Niemetalowa łyżka

Zasady hodowli

  1. Grzybka przepłucz zimną bieżącą wodą na plastikowym sitku aż nie będzie pokryty mlekiem, a woda po przepłukaniu grzybka będzie czysta.
  2. Zalej w słoiku lub naczyniu szklanym dwie łyżeczki przepłukanego grzybka szklanką nieprzegotowanego mleka (jeśli jest go więcej, to proporcjonalnie dolać więcej mleka).
  3. Słoik lub naczynie przykrywamy gazą lub filtrem (np. takim do parzenia kawy), by zapewnić dostęp powietrza, ale zabezpieczyć przed zabrudzeniami.
  4. Odstaw naczynie na 24 godziny w ciepłe miejsce.
  5. Po 24 godzinach przemieszaj go plastikową lub drewnianą łyżką i przecedź przez plastikowe sitko – napój nadaje się natychmiast do picia lub po schłodzeniu w lodówce (najlepiej spożyć w ciągu kolejnej doby).
  6. Grzybka przepłucz zimną bieżącą wodą na plastikowym sitku aż nie będzie pokryty mlekiem, a woda po przepłukaniu grzybka będzie czysta.
  7. Ponownie umieść grzybka w słoiku i zalej na 24 godziny mlekiem
  8. itd.

 Optymalna temperatura hodowli grzybka to 18-25 °C (temperatura pokojowa).

Do hodowli grzybka używać niemetalowych przedmiotów !!!

Mleko kupować lepiej nieodtłuszczone (min. 1,5%) i nie UHT (zabite są wszystkie bakterie), ale raczej tylko pasteryzowane (no, chyba, że możemy mieć w ogóle idealne niepasteryzowane i nieodtłuszczone „prosto od krowy”).

Kurację zaczynamy od picia małych ilości kefiru i uważnie obserwujemy reakcję własnego organizmu na probiotyki, które wraz z kefirem zasiedlać będą układ pokarmowy. Dzięki stopniowemu zwiększaniu dziennych dawek kefiru uniknąć można czasem występującej zbyt gwałtownej reakcji (np. zbyt wolnych stolców) na początku stosowania kuracji.

Kuracja ma trwać 20 dni, po których następuje 10-cio dniowa przerwa. Kurację powtarzamy nawet przez 5-6 m-cy.

W okresach 10 dniowych przerw nadal zmieniamy grzybkowi mleko i powtarzamy zabiegi związane z hodowlą, choć nie pijemy kefiru.

Podczas hodowli grzybek rośnie i zwiększa swoją objętość, więc można się nim podzielić lub produkować i wypijać większe ilości napoju, czy spożytkować jego nadmiar zgodnie z podanymi na stronie przepisami (kulinarnymi czy kosmetycznymi).

Zalewając większą ilość grzybka mniejszą ilością mleka skracamy czas produkcji napoju (np. po 8h zamiast po 24h). Prawidłowo powinien on mieć kwaskowaty smak podobny do kefiru lub kwaśnego mleka (proporcja 2 łyżeczki grzybka na 1 szklankę mleka na 24 h). Jeśli grzybka jest dużo, a mleka mało, to napój otrzymamy szybciej, a przetrzymując dłużej grzybka 24 godziny fermentacja będzie bardzo zaawansowana, a smak napoju bardzo kwaśny.

Grzybka można mrozić lub suszyć, jeśli planowana jest np. dłuższa przerwa w stosowaniu kuracji.

O zdrowotnych właściwościach kefiru otrzymywanego z ziaren grzybka tybetańskiego można pisać wiele. Dla tych, którzy nie chcą, nie mają czasu, nie są aż tak dociekliwi, lub z innych jeszcze przyczyn, nie będą czytać całości wpisu (czy choćby wytłuszczonych fragmentów) poświęconego temu zagadnieniu, przedstawiam poniżej skrót informacji w tym zakresie (pełen tekst dla wytrwałych i dociekliwych dostępny TUTAJ ).

O zdrowotnych właściwościach kefiru z grzybka tybetańskiego – Informacje w pigułce

Napój z grzybka (kefir) jest bogaty w białko, witaminy, minerały, aminokwasy i enzymy.

Witaminy zawarte w kefirze z ziaren grzybka tybetańskiego są ponadto łatwo przyswajalne przez organizm, bo są składnikami naturalnie otrzymanego produktu.

Podkreśla się następujące właściwości kefiru otrzymanego z ziaren grzybka tybetańskiego:
- antybakteryjne,
- antygrzybiczne,
- antynowotworowe,
- przeciwzapalne,
- podnoszące odporność.

Jak pisze dr. Susanne Ehlers o terapii grzybami leczniczymi w tym również grzybkiem tybetańskim: (…) w przeciwieństwie do medycyny konwencjonalnej, terapia grzybami leczniczymi jest ukierunkowana na przywrócenie zdrowia poprzez tak zwaną homeostazę. Pojęcie to oznacza równowagę wszystkich stale przebiegających procesów w organizmie, np. równowagę mineralną, enzymatyczną, hormonalną, wodną, elektrolityczną i immunologiczną. Grzyby witalne mają zatem właściwości regulujące, tzn. u ludzi z wysokim ciśnieniem powodują wyrównujące obniżenie ciśnienia, u tych ze skrajnie niskim ciśnieniem krwi – podwyższenie ciśnienia. To samo odnosi się do stanu psychicznego, trawienia, cholesterolu, alergii, nowotworów…!

- Regularne spożywanie kefiru:
- reguluje przemianę materii ,
- leczy choroby przewodu pokarmowego, wrzody żołądka i dwunastnicy,
- działa oczyszczająco wspomagając detoksykację organizmu oraz łagodząc objawy alergii,
- wspomaga leczenie chorób serca i naczyń wieńcowych,
- rozkłada tzw. „zły cholesterol” i złogi w naczyniach tętniczych,
- reguluje ciśnienie tętnicze oraz poziom glukozy we krwi,
- stymuluje działanie układu odpornościowego,
- hamuje wzrost komórek nowotworowych,
- leczy choroby wątroby, śledziony i trzustki ,
- zbawiennie działa na nerki , pęcherz i przewody moczowe ,
- leczy choroby dróg żółciowych i rozpuszcza kamienie zalegające w woreczku żółciowym ,
- leczy stany zapalne wytwarzając naturalne i bezpieczne dla układu odpornościowego antybiotyki,
- wytwarza interferon zwalczający wirusy,
- hamuje i leczy infekcje grzybicze – drożdżyca narządów płciowych, grzybica stóp,
- wpływa pozytywnie na stan skóry, włosów i paznokci,
- eliminuje stany zmęczenia i wyczerpania,
- łagodzi skutki stresu,
- pomaga walczyć z bezsennością,
- zwiększa libido,
- hamuje proces starzenia się komórek,
- przynosi ulgę w oparzeniach słonecznych (stosowany zewnętrznie).

Kefir może również pomóc wyeliminować niezdrowy wpływ spożywania złej jakości żywności, jaką czasem (rzadziej lub częściej, świadomie lub nieświadomie) dostarczamy swojemu organizmowi – myślę tu o nie tylko o „fast food-ach”, ale również o wysokoprzetworzonej żywności o niskich wartościach odżywczych oraz wysokim nasyceniu konserwantami i sztucznymi dodatkami barwiącymi, czy smakowymi. Przez regularne picie kefiru organizm staje się lepiej odżywiony i zrównoważony.

Jego doskonałe wartości odżywcze stanowią o leczniczych i zdrowotnych korzyściach dla ludzi w każdym stanie zdrowia – i chorych, i w okresie leczenia, czy rekonwalescencji, i profilaktycznie starających się zapobiegać różnorakim schorzeniom.

http://grzybektybetanski.pl/

Grzybka tybetańskiego można kupić tutaj >>> http://tablica.pl/oferta/grzybek-tybetanski-ID1oAlh.html

Sok na pasożyty, odrobaczenie

Czosnek POLSKI. 10 główek – nie ząbków, jeśli dla większej ilości osób to więcej. Pokroić/ zmiażdżyć i zalać sokiem z kiszonych ogórków. Odstawić w chłodne, ciemne miejsce na 10 dni i później również tak przechowywać. Sok podawać dzieciom przed snem 5 ml – można trochę rozcieńczyć (niedobre paskudztwo, dorosłym 10 ml. Można zjadać również czosnek z tej mikstury( dorośli). Stosować miesiąc. Nie więcej niż 2 razy w roku. Sok może mieć różną barwę, zależy to od czosnku w której porze roku robimy miksturkę. Sok nie może Wam sfermentować, bo zdarzył mi się i taki przypadek, ale chyba było wtedy za ciepło. Cały czas obserwować kał,a jak coś znajdziecie to oddać do badania…

Po kilku latach obserwacji mojej dzieci siebie i męża wiem, że nadpobudliwość u dzieci , nerwowość, kłopoty w nauce – koncentracja, zgrzytanie, złe sny, krosty na pupie, osad na zębach, psujące się zęby, czerwone pieprzyki, kaszel również szczekający, w nadmiarze kichanie i bekanie, popękane naczynka, nadmierna otyłość, chudość, podsiniałe oczy, krosty – są od pasożytów. Nie wszystkie te objawy muszą występować jednocześnie. Dzieci mają coraz więcej tasiemczyc (zbiorowe żywienie w szkołach, przedszkolach, psy i koty). Na tasiemca możecie kupić lek Yomesan/Niclosamide z aptek internetowych za granicą. Bez recepty. Vermox też kupicie . Mi zniknął NIEPRZYJEMNY ZAPACH Z UST, krosty, łamliwe paznokcie, grzybica między palcami u nóg, kamień nazębny, mąż mniej chrapie i mówi, że ogólnie czuje się jakiś lżejszy…
Dziecko brało zentel 3 dni // 2 tyg. przerwy // Vermox 3 dni //. Nic nie znalazłam w kupie.// znów 2 tyg przerwy i zastosowałam powyższy przepis u swojego dziecka przez kilka dni, potem podałam mu Vermox (ciągle stosując sok z czosnku) i to co zobaczyłam w kupie to był szok… Musicie ostrożnie przeprowadzać odrobaczanie gdyż bardzo silnie zarobaczony organizm może nie poradzić sobie z toksynami po robalach, tzw wstrząs anafilaktyczny. Jedzcie dużo ogórków kiszonych, kapusty kiszonej, cytryny. Robaki uwielbiają zakwaszony organizm, a nie znoszą środowiska zasadowego. leki, farmaceutyki pomagają tylko wtedy kiedy wspomagamy je naturalnie, nie jemy słodyczy, mąki itp….Lekarze próbują wmówić nam rożne choroby, nie wierzcie we wszystko co usłyszycie.

Nieświeży oddech prawdopodobnie = Tasiemiec. Kupcie Niclosamide / Yomesan najlepiej 2 opakowania bo nie zawsze jedno wystarcza. Poczytajcie o tym leku w necie. Kupcie w aptece on line, za granicą, Holandia, Niemcy, Belgia. Chyba, ze macie kogoś znajomego za granicą. Dobrze tez podać pozostałym członkom rodziny…W Polsce lek nie jest dostępny, zakazany przez Ministerstwo Zdrowia. A ludzie chodzą do lekarzy. Ci diagnozują coraz to nowsze jednostki chorobowe (wrażliwe jelito, Halitoza itp.) tylko nikogo nie mogą wyleczyć i tak dorabiamy koncerny farmaceutyczne dokupując kolejne dawki leków które zamiast leczyć czyszczą nam portwel i powodują kolejne dolegliwości. Jaki mieliby z nas pożytek gdyby szybko nas wyleczyli !??
Mi pomogła w diagnozie Wega Medica w Warszawie, ale od dawna podejrzewałem, że to może być tasiemiec. Powiedzieli, jaki lek kupić….

dodatkowo, w bardzo wielu przypadkach u dzieci ale nie tylko występuje włosogłówka. To nie prawda, że bytuje tylko w jelicie. Potrafi je przebijać i przenikać do tkanki podskórnej.Powoduje bóle nóg (w szczególności na odcinku między kolanem a stopą, “popękane” naczynka, rozdrażnienie, “złe” sny, niespokojny sen, bladość – powoduje anemię, szczekający kaszel, swędzenie skóry. Lek np. Vermox najlepiej podać w nów (faza księżyca) i robić kąpiele przeciw pasożytnicze z miodu i mąki, po lekach lub w pełni… Trudno ją usunąć samymi lekami bo przenika do organizmu. Nie słuchajcie, że to zabobony, bo tak piszą ludzie których poważne problemy zdrowotne nie dotyczą. Toksokaroza (glista psia, kocia) też może dawać podobne objawy. Choroba z piaskownic. Na to można zrobić badanie krwii w lepszym laboratorium. Pomagajcie SWOIM DZIECIOM bo nikt za Was tego nie zrobi…chyba, że wolicie aby lekarze faszerowali je sterydami, antybiotykami, itd, itd…

Autor: exit110 

http://forum.gazeta.pl/

Przeziębienie – Drogowskazy zdrowia – porady Stefania Korżawska

Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.

Join 353 other followers