Morgelonowa broń masowej zagłady – wyjaśnienie

Morgelony są sztucznie wytworzonymi organizmami żywymi, które pod względem budowy DNA, zbliżone są do pewnego rodzaju mieszanki jednokomórkowców, wielokomórkowców i grzybów. Opisując je, najwygodniej jest mi porównywać je z grzybami, bo rosną jak grzyby, rozmnażają się jak grzyby i maja bardzo wiele podobnych do nich właściwości. Wiemy, że wiele grzybów jakie najprędzej kojarzą się nam z określeniem „grzyba”, składa się z plechy (splotu) i owocnika. Weźmy przykładowo pieczarkę: jej splot jest tą niewidoczna częścią, bo leży w glebie, natomiast widoczne są jedynie owocniki. Takim splotem u Morgelonów są nano-kapilary, czyli cienkie rureczki, które skłonne są przyjmować/ wchłaniać kilka rodzajów nano-cząsteczkowych materiałów… i dokładnie tymi materiałami karmione są z nieba, poprzez znane nam wszystkim „chem-trails”.
Morgelony są krystalicznymi formami życia i składają się z tytanianianu baru i strontu (a wiec z trzech, połączonych ze sobą krystalicznie elementów: z baru, ze strontu i z tlenku tytanu). Ten materiał posiada wiele nadzwyczajnych właściwości, jak np. bardzo wysoka przepuszczalność światła (czterokrotnie wyższa niż u diamentu) i piezo-elektryczność.

Wytłumaczę krótko na czym polega piezo-elektryczność, bo ta właściwość odgrywa grawerującą rolę u Morgelonów: działając na ten piezo-elektryczny tytanian baru i strontu poprzez wytworzenie ciśnienia, zaczyna on emitować fale elektromagnetyczne. W zależności od ciśnienia, fale te mogą leżeć w spektrum niewidzialnym (elektryczność, fale radiowe), lub widzialnym (światło). Mówiąc jaśniej: naciskamy na piezo-kryształ, a on reaguje na to wytwarzaniem światła, albo wyzwala elektrony, albo fale radiowe. Można ten proces także odwrócić, tzn. oddziaływając falami radiowymi, elektrycznością, światłem, można uzyskać zmianę formy tego materiału. Proszę przeczytać wytłumaczenie czym jest zjawisko piezo-elektryczności, kilka razy, bo jest ono podstawa funkcjonowania opisywanej tutaj technologii. (Dla tych z was, którzy znają się na elektronice, nie jest ono czymś obcym.)

Przypomniało mi się w tym miejscu coś o piezo-elektrycznych właściwościach syntetycznego narkotyku LSD; Ktoś w zaciemnionym pomieszczeniu uderzał młotkiem w rozsypane na desce LSD i uzyskiwał różnokolorowe błyski świetlne. Podobne efekty świetlne, LSD wywołuje w ludzkich mózgach i innych komórkach organizmu, przez co zakłócane są zachodzące tam procesy – a jak w dalszej części wytłumaczę, światło odgrywa w tych procesach bardzo ważną rolę. Plecha, czyli splot morgelonów, jest – jak napisałem – cienkimi kapilarami, czyli rureczkami, a „odżywiają” się one nano-cząsteczkami rozpylanymi poprzez „Chem-Trails”. Tą „żywnością” są krystaliczne barwniki w kolorach: niebieskim i czerwonym. Takie wypełnione tymi barwnymi kryształkami nano-rureczki są jak mikro-światłowody, zakłócające, bo przekierowujące sygnały świetlne jakimi komunikują miedzy sobą sploty DNA naszych komórek. Niestety już każdy z nas skażony jest tymi mikro-światłowodami. Cały nasz organizm spowity jest nimi. Co niektórzy z ludzi rozwinęli mechanizmy samoobronne i wydalają je przez skórę, ale to tylko nieliczni z nas.

Sterowanie wzrostem Morgelonów w naszych ciałach – ich rozmnażaniem i kilkoma innymi funkcjami- odbywa się poprzez mikrofale radiowe, które wysyłane są do nas przy użyciu telefonów komórkowych, stacji telefonii komórkowej, oraz anten HAARP. Przykład: jeśli Morgelony otrzymają konkretne komando o odpowiedniej częstotliwości mikrofalowej, z ich splotów (czyli światłowodowych rureczek) wyrastają owocniki, które maja formę heksagonalnych kryształów. Te kryształy są jak lampy w komórkach naszego ciała.

Podsumowując budowę kompletnego grzyba morgelonowego i tłumacząc na język techniczny; mamy już więc SYSTEM SWIATŁOWODOWY spowijający cale nasze ciało (wypełnione niebieskimi i czerwonymi nano-kryształkami kapilary) i LAMPĘ w niemalże każdej komórce naszego ciała.

Komando o konkretnych częstotliwościach może nakazać kryształkom którymi te nano-rureczki są wypełnione, emitować światło niebieskie, albo światło czerwone, czy tez podczerwone. Światło niebieskie jest nakazem, by Morgelony w sposób niemal paniczny rozpoczęły rozmnażać się, natomiast światło czerwone i podczerwone uruchamiają naturalne procesy naszych komórek, które krotko opiszę.

Natura zadbała u nas o to, by przy pomocy wirusów zredukować liczbę ludzi, na wypadek gdyby za bardzo rozmnożyli się i w środowisku jakim żyją, zrobiło się ciasno. Dlatego właśnie tak często w przepełnionych ludźmi miejscach – jak obozy wojskowe itp., wybuchały epidemie. DNA każdej komórki, w naturalny sposób emituje światło czerwone i podczerwone. Dla każdego z nas jest ono specyficzne, czyli nieco inne. Jeśli przez dłuższy czas przebywamy w ciasno zaludnionych miejscach, nasze DNA odbiera to czerwone i podczerwone światło emitowane przez DNA innych osobników ludzkich i daje komórkom sygnał do aktywacji uśpionego w nich wirusa. Jest to inaczej mówiąc – sygnał do redukcji populacji. Przeżywają wtedy tylko te osobniki, których organizmy są najsilniejsze i z wirusem mogą sobie poradzić.

Tenże naturalny mechanizm komórkowy, wykorzystuje się w perfidny sposób w technice Morgelonów. W momencie kiedy kryształki w kapilarach Morgelona dostają przykładowo przez znajdujący się w naszym pobliżu telefon komórkowy komando ze maja świecić na czerwono, w naszych organizmach sztucznie wywołany zostaje naturalny proces samounicestwienia przez aktywowanego w ten sposób wirusa. DNA naszych komórek „myśli”, ze nasza populacja wzrosła za bardzo i ze należy ja drastycznie zredukować.

Kiedy natomiast kryształki w kapilarach Morgelonów znajdujących się w naszych komórkach dostaną rozkaz by świecić na niebiesko, Morgelony zaczynają w paniczny sposób rozmnażać się, co powoduje mechaniczne zniszczenie naszych komórek od wewnątrz. Objawami zewnętrznymi u takich osobników jest krwawienie ze wszystkich otworów w ciele: z nosa, z uszu, z ust, z pupci itd.

Czas umierania ustalony jest przez naszych „szefów” na 10 miesięcy (aby nie wzbudzić podejrzeń), ale technicznie można go skrócić do kilku minut. Morgelonowy projekt broni masowej zagłady, technicznie jest już gotowy i przetestowany. Brak jeszcze tylko politycznych regulacji i ustaleń. Jeżeli ktoś jest zainteresowany dlaczego w ostatnich czasach często słyszeliśmy o masowym umieraniu delfinów, u których stwierdzono krwawienie ze wszystkich otworów w ciele, wielorybów, ptaków, nietoperzy…, to podpowiem ze ma to właśnie związek z tą morgelonową bronią.

Powróćmy do tytanianu baru i strontu, rozpylanego przez wojskowe, latające tankowce; materiał ten absorbuje/pochłania całkowicie światło w ultrafioletowym przedziale, tzn. poniżej 260 nanometrów, widzialne światło jest przez niego natomiast przepuszczane. Właśnie ten ultrafioletowy przedział świetlny jest tym, w obrębie którego komórki komunikują ze sobą. Ta komunikacja potrzebna jest przy podziale komórkowym, czyli regeneracji organizmu i jego wzroście. Jeśli jakaś komórka uległa uszkodzeniu, komórki sąsiadujące wysyłają sygnał świetlny (pojedynczy foton, zwany Bio-fotonem). Wtedy aranżują miedzy sobą załatanie powstałej luki, tzn. jedna z nich dzieli się i w ten sposób jej nowo powstała kopia wypełnia zdegenerowane, czy uszkodzone miejsce. Nie mogę tutaj opisać większej ilości procesów komórkowych, jakie odbywają się na płaszczyźnie świetlnej, bo szkoda mi czasu i pisarzem tez nie chcę zostać, ale uwierzcie mi, że fale elektromagnetyczne odgrywają ogromną rolę w komórkach organizmów żywych – i to zarówno te w postaci światła, jak i w innym przedziale częstotliwościowym.

Jeśli umieści się w komórce wspomniane wyżej piezo-kryształy i weźmie się pod uwagę jak te kryształy reagują na fale elektromagnetyczne – np. fale telefonii komórkowej, nietrudno wyobrazić sobie do jakiej dyskoteki dochodzi w komórkach naszych organizmów (czy komórkach zwierząt, albo tez komórkach roślin). Biorąc pod uwagę, że tak wiele ważnych procesów komórkowych odbywa się na płaszczyźnie świetlnej i teraz urządzimy w nich fotonowe/świetlne zakłócenia, można domyślić się, że na dłuższą metę coś takiego nie może iść dobrze. Kończy sie to często niekontrolowanym wzrostem komórek i ich niekontrolowanym podziałem, co ogólnie nazywa się „rakiem”.

Jak ludzie mogą wymyślić tak perfidne narzędzie zbrodni i pogodzić to ze swoim sumieniem?

Zapewniam ze na samym szczycie tej gównianej piramidy nie stoją ludzie. Ludzkie marionetki maczające w tym palce, same nie wiedzą o co chodzi, bo w strukturach organizacji zajmujących się Morgelonami i podobnymi parszywstwami, wszystkie działania podzielone są na bardzo drobne części i każdy z tych ludzi obsługuje tylko niewielką część tej bestialskiej maszyny. O całokształcie danego planu, dogłębne pojęcie mają głównie stworzenia będące okiem na szczycie piramidy, czyli Anu, Drako, Repto i reszta ich śmietanki. Te stworzenia nie znają pojęcia współczucia i szacunku dla innych istot żywych; Idą po trupach do celu – i czynią to w ten sposób już od długich tysięcy lat.

Grzesiek

http://www.monitor-polski.pl/

Randap – samounicestwienie

Siedząc w ciepły niedzielny wieczór obserwowałem lecące nieoznakowane samoloty, rozsypujące nad głowami mieszkańców Trójmiasta najprzeróżniejsze świństwa. Co prawda nie powinienem wierzyć temu co widzę, ponieważ instytucje takie jak Ministerstwo Środowiska, Główny Inspektor Sanitarny, czy Armia, nie tylko nie potwierdzają tego co widzę, ale głośno i wyraźnie zaprzeczają jakimkolwiek lotom nieoznakowanych samolotów nad niebem, jeszcze zwanym polskim.

Co prawda w internecie pełno jest informacji na temat nie tylko tych lotów, ale i chorób powstających z wdychania tego opadu, zwanych Morgellons. Można także znaleźć informacje, że to świństwo przygotowuje firma zwana CIECH, a rozrzucają ukraińskie, wynajęte samoloty, ponieważ są tańsze.

A z drugiej strony, nawet dyrektor FBI w 2011 roku przyznał się, że to rządowe akcje, a na stronie Parlamentu Brytyjskiego można nie tylko znaleźć informacje dotyczącymi tego sypania, łącznie z patentami, ale i ekspertyzy na temat skutków.

Nawet Agendy ONZ potwierdzają fakt obsypywani świata tym świństwem.

Ale z „trzeciej” strony, w Dzienniku Ustaw drukującym tzw. budżet państwa, brak jakiegokolwiek śladu o tych wydatkach, a przecież lekko licząc, jest to 30 – 50 miliardów złotych, czyli bez mała tyle samo, ile wydaje się na Narodowy Fundusz Zdrowia.

Inna sprawa, że nigdzie nie mogę znaleźć informacji jakiego narodu ten fundusz dotyczy, ponieważ Polska była zawsze co najmniej czteronarodowa.

Jeszcze w stanie wojennym budżet służby zdrowia wynosił 10.5 % PKB, a obecnie, rzekomo narodowy, uległ zmniejszeniu do ok. 5%. Jak wiadomo, oficjalnie granice  Polski nie uległy jeszcze zmniejszeniu i liczba ludności także jest niezmieniona. Być może ten twór NFZ wyprzedza obecne czasy. To przecież oczywiste, że zmniejszając prawie o 50% kwoty przeznaczone na leczenie i wprowadzając tzw. procedury, czyli sprzedając hurtowo leki i metody, trudno mówić nie tylko o oszczędnościach, ale i o poprawie leczenia. A przecież w stanie wojennym nie było najlepiej.

Tymczasem osoby reprezentujące grupę zwaną Rządem oraz tzw. politycy, czy posłowie, nawet nie zająkną się na temat trwałych smug, zwanych CHEMTRAILS, a przecież okres przedwyborczy był doskonałym sposobem do poruszenia tematu.

Innymi słowy, mamy taką sytuację, że spora część budżetu, w sytuacji permanentnego zadłużenia, wcieka z kasy, a nikt oficjalnie reprezentujący państwo o tym nie wie. A to jest tylko jeden, widoczny, czarny program.

Tak więc osoby reprezentujące w mas mediach tzw. władzę, pełnią rolę aktorów, a starsi i mądrzejsi decydują na co i ile się wydaje.

Podobnie wygląda sprawa tzw. Ukrainy, czyli tego tworu zabiurkowego, powstałego w latach 1991/94. Nikt nie wie, kto finansował tych „kilka tysięcy studentów” ćwiczonych  pod Warszawą, ponieważ w budżecie na rok 2013 takich sum nie było. Natomiast cała prasa zachodnia wyraźnie pisze, że ci „bojownicy o wolność i demokrację” szkoleni byli w Polsce. Przypomina do dokładnie tzw. wiosenne rewolucje w Libii, Egipcie i innych krajach arabskich. Też nikt oficjalnie się nie przyznawał do szkolenia tych „demokratów”.

To w ogóle dziwna sprawa. Co chwilę słyszymy o jakiś rewolucjach, ale żaden z tzw. polityków nie podaje źródeł finansowani tych ludzi.

drugiej strony p. Victoria Nuland, zwana „Nudlemann”, jak podaje Veteranstoday z 1 maja 2014 roku, robiąca błyskawiczną karierę, z osoby po 4 letnich studiach i bez doświadczenia dyplomatycznego, awansuje na najwyższe stanowiska w Departamencie Pracy. Ten rodzaj kariery, jak twierdzą, jest zapewniany pracownikom kontrwywiadu. Pani V.N. awansuje na stanowisko sekretarza Dicka Cheneya, a ten podłącza ją do Izraelskiego przedsionka.  Potem zostaje sekretarzem kolejnego wicepremiera USA, J.Kerr. Podała ona oficjalnie, że „ich” to [Majdan] kosztowało 5 miliardów dolarów. Przypomnę, że  tzw. polska rewolucja solidarnościowa, to tylko 100 milionów dolarów. Widać stąd jasno, jak szaleje inflacja na świecie i że dolar traci wartość.

No bo przecież nikt nie bierze poważnie drugiej strony, to jest alternatywy, że ”Polacy” byli tańsi, aniżeli ludy zamieszkujące tereny Podola, Wołynia, czy Dzikie Pola.

Wypada przypomnieć, że podobnie jak w Polsce w latach 1989/90, George Soros finansował tzw. ruchy demokratyczne tuż po powstaniu tego tworu. No ale od tego czasu minęło ponad 20 lat i ludziska mają prawo zapomnieć. Jest tyle ważnych seriali w TV do oglądania, tyle zawodów na tych wybudowanych stadionach. Kto by sobie tam głowę zaśmiecał jakimiś organizacjami pozarządowymi i ich działaniami.

Zdziwienie jednak budzi zgodność wszystkich mediów papierowych, od GW, czyli żydowskiej gazety dla Polaków, jak podaje St. Michalkiewicz, poprzez Gazetę Polską, o korzeniach Kronenbergowskich, czyli Rotschildowsko – carskich. Wszystkie te gazety, i wiele innych, chwalą bojców, czyli potomkow UPA, ale jak dochodzi do wyborów w Kijowie, to okazuje się, że wszyscy kandydaci są przywożeni z zagramanicy.

I tak, pani o pięknym imieniu Julia Timoszenko, a której to znakiem firmowym jest bochenek chleba na głowie, pierwsze miliony zarabiała na handlu ropą i gazem z tym zimnym czekistą Putinem, według prasy. Gennadij N. Timczenko [ ten od ropy] jest współwłaścicielem spółki o nazwie Grupa Gunvoe. Członkiem tej spółki jest Władimir Putin. Co sugeruje, że spółka może kontrolować kapitał rzędu 70 milardów dolarów. Ta Grupa współpracuje ściśle z panami Borysem Rotenbergiem i Aleksem Millerem, a to już Gazprom i parę innych koncernów.

Innym kandydatem na prezydenta tego tworu jest bokser, obywatel niemiecki oraz król czekolady mający korzenie ………i głębsze.

Reasumując, podział tego tworu zwanego obecnie Ukrainą, już się dokonał. Rosja dostanie to, co zdobyła na Imperium Osmańskim w XVIII wieku i co zabrała Polsce po pokoju Andruszewskim w 1658 roku i w pierwszym rozbiorze.

Polskie Miasto Kijów zostanie z jakimś tworem, zwanym Ukrainą. Nie zapominaj Szanowny Czytelniku, że miasto Kijów dostało po raz pierwszy prawa miejskie od polskiego króla Aleksandra Jagiellończyka w 1492 roku i przez kilkaset lat było polskim miastem. Ta wiedza istnieje cały czas, np. w Rosji;  vide film Taras Bulba – wg Gogola, a została skutecznie wymazana w obecnej Polsce.

Polska najprawdopodobniej będzie musiała wziąć Wołyń i część Podola. Oczywiście zrobi się to w radosnej wenie powrotu do macierzy zapominając, że obecnie mieszka tam 6- 8 milionów ludzi zupełnie innych nacji. Zapominając, że panuje tam wysoki bezrobocie i …..

Jak ma sobie poradzić nasz kraj z takim napływem obcej narodowościowo i kulturowo ludności, trudno sobie wyobrazić, ponieważ jeszcze do niedawna sfery rządzące odmawiały tymi argumentami powrotu do Ojczyzny przesiedleńców z Kazachstanu.

No ale David Coperfield nie takie sztuczki robił. Po to ma się w rękach cały warsztat niezbędny do prania mózgów, aby te decyzje uzasadniać i przeprowadzać.

Jaki to ma związek z naszym Glifosfatem, zwanym Roudapem? Ano ma! Jak podały media zagraniczne, prokurator federalny Brazylii zaskarżył stosowanie tego liściobójczego herbicydu przez rolnictwo i ogrodnictwo. Produkcja w roku 2008 tego preparatu wynosila 620 000 ton. Przypomnę, że Brazylia  jest największym producentem soi genetycznie modyfikowanej, przywożonej m.in. do Polski, np. na pasze. Więcej aniżeli 70 % produkowanej soi Roundap Ready GM jest odporna na glifosfat. Prokurtor stwierdził, że stosowanie tego preparatu ze względu na składniki powinno być natychmiast wstrzymane. Te składniki to: metyloparation, lactofem, forat, karbofuran, abamektyna, triam, parakwat. Okazuje się, że te składniki mogą być bardziej niebezpieczne, aniżeli glifosfat.

Duńscy naukowcy natomiast  twierdza, że glifosfat uszkadza szlaki  metaboliczne w przewodzie pokarmowym , szczególnie  młodych ssaków. Raundap hamuje konkretne ścieżki enzymatyczne w jelitach ssaków.

M.T. Sorensen z Uniwersytetu w Asrhus stwierdził, że glifosfat zaburza równowagę pomiędzy tzw. dobrymi bakteriami żyjącymi w jelitach, a złymi. Dobre bakterie, na przykład Bacillus i Lactobacillus, okazały się najbardziej podatne na niszczące działanie glifosatu. Zniszczenie  tych bakterii powoduje, że substancje szkodliwe łatwiej przenikają przez ścianę jelita i zakłócają pracę układu odpornościowego.

Glifosat powoduje napływ jonów wapnia do neuronów, głownie poprzez aktywację NMDa, co prowadzi do stresu oksydacyjnego i śmierci komorek nerwowych. Klinicznym objawem tego stanu jest na przykład choroba Parkinsona.

Aby było weselej, w tym samym czasie inna agencja rządowa, tym razem FDA z USA, stawia wniosek o podniesienie dopuszczalnej obecności glifosfatu w roślinach oleistych, takich jak len, soja, rzepak, z 20 ppm do 40 ppm, to jest ponad 100 000 razy większego, aniżeli wywołujący raka piersi u kobiet. Jednocześnie podnosi się granice dopuszczalne glifosfatu z 200 ppm do 6000 ppm w roślinach jadalnych. FPD ogłosiło to pierwszego maja, w święto ludzi pracy!.

Historia glifosfatu przypomina dokładnie historię DDT. Dopiero jak stwierdzono, że DDT niszczy nawet skorupki jaj  pingwinów na biegunach, podjęto decyzje o jego wycofaniu.

W chwili obecnej wiemy, że glifosfat powoduje następujące choroby: niewydolność oddechową, otyłość, cukrzycę, choroby serca, chorobę Alzheimera, depresję, zaburzenia otępienne, niepłodność, raka. Wpływ na organizm człowieka jest podstępny i powolny.

W tym samym czasie mieszkańcy Rotterdamu w ilości 600 000 obywateli zadecydowali, że Roundapu nie wolno stosować w mieście nawet do pryskania chodników. Odbyło się to pod hasłem: „NIETOKSYCZNE CHODNIKI DLA NASZYCH DZIECI”.

Biorąc pod uwagę karuzelę stanowisk pomiędzy urzędami państwowymi, a prywatnymi koncernami, zdecydowanie bardziej wiarygodne są zasady postępowania mieszkańców Rotterdamu.

Już przed paru laty pisałem w artykule „Dziadku nie truj wnuczka” o konieczności wycofania ze sprzedaży tego preparatu. Oczywiście przy obecnym żółtym dziennikarstwie artykuł ten pozostał bez odpowiedzi ze strony urzędów państwowych i samorządowych.

Jak więc widzisz Szanowny Czytelniku, ludzi możesz likwidować tak jak na Ukrainie, czyli głośno, lub jak w Brazylii i w Polsce, po cichu.

A tak na marginesie: jaka jest różnica pomiędzy snajperami na Majdanie, a sprzedawcami roundapu? Odpowiedź: żadna. Tutaj i tam giną ludzie, tutaj i tam sprawcy są bezkarni.

Soros  –  pan ten jest właścicielem największej firmy produkującej leki generyczne, czyli kopie oryginałów, zwanej TEVA. Siedziba firmy znajduje się w Izraelu. Pomimo licznych uwag środowiska medycznego o konieczności badania takich preparatów, zarówno pod kątem zanieczyszczeń, jak i bioprzyswajalności, „nasze” ministerstwo zdecydowanie odmawia prowadzenia takich badań. Ministerstwo twierdzi, że skoro to jest ta sama nazwa, co oryginału, to badać nie potrzeba.

A chorzy powtarzają swoje.

http://www.huffingtonpost.com/2014/05/27/ukraine-clashes-_n_5395693.html?view=print&comm_ref=false

http://www.google.pl/search?client=safari&rls=en&q=CHEMTRAILS&ie=UTF-8&oe=UTF-8&gfe_rd=cr&ei=JAiFU46AJsyG8QfX4oEI   [ rekordów 2 960 000  a polscy urzednicy nic nie wiedzą?]

http://pl.wikipedia.org/wiki/Victoria_Nuland

http://www.orlen.pl/PL/RelacjeInwestorskie/RaportyBiezace/Strony/Raport-biezacy-nr-3162013.aspx

http://www.wnp.pl/tematy_serwis/,9469_0_0.html

http://en.wikipedia.org/wiki/Gunvor_(company)

http://en.wikipedia.org/wiki/Gennady_Timchenko

http://wyborcza.biz/biznes/

http://www.frech.org.pl/varia.html

1,101562,10065928,Chemiczny_sojusz_przyjaciela_Putina_i_ukrainskiego.html

http://www.youtube.com/watch?v=kUckAuzgl_A&list=PL952670C7DBC92A7D

http://pl.wikipedia.org/wiki/Glifosat

http://www.imp.lodz.pl/upload/oficyna/artykuly/pdf/full/MP_5-2013_M_Kwiatkowska.pdf

http://faktydlazdrowia.pl/glifosat-w-srodku-chwastobojczym-obecny-w-moczu-polakow-odpowiedzialny-za-rozprzestrzenianie-sie-raka-piersi-ostrzegaja-naukowcy/

http://www.prisonplanet.pl/nauka_i_technologia/chemtrailsnwogrypa,p303267521

http://www.prisonplanet.pl/nauka_i_technologia/genzai_bakudan_sowiecka,p812767533

http://www.prisonplanet.pl/nauka_i_technologia/geoinzynieryjne_dziury_w,p138043415

http://www.prisonplanet.pl/nauka_i_technologia/roundup_czyli_quotdziadku,p1752732574

http://www.polishclub.org/2014/04/04/dr-jerzy-jaskowski-chemtrails-nwo-grypa-falszywa-flaga-czesc-ii-2/

http://www.polishclub.org/2014/03/30/dr-jerzy-jaskowski-zwyczaje-uniwersyteckie-a-sprawa-wywiadow-od-swiatlo-do-saakaszwili-autorytety-mass-mediow/

http://www.youtube.com/watch?v=hf7QqOm7eG4

http://www.youtube.com/watch?v=oj8pAgUZLJI

http://www.youtube.com/watch?v=ukAQic3DbFs

http://www.youtube.com/watch?v=SXwsL1nzDCQ

Pijesz Czasem Cole? Po Zobaczeniu Tego, Nie Wypijesz Jej Już NIGDY Więcej

Wszyscy wiemy, że napoje gazowane nie są zdrowe. Kwasy, które zawarte są już tylko w jednej butelce napoju potrafią oczyścić ze rdzy metal. Jeśli napijesz się trochę Coli, np. po wypiciu szklanki mleka, lub zjedzeniu płatków na mleku, będziesz zniesmaczony tym co stanie się w Twoim żołądku. Obrzydliwe!

Czytaj dalej na:

Nasze składniki: Cola + mleko

Wlewamy odrobinę mleka do butelki z Colą

Zostawiamy na 6 godzin

Po odczekaniu, otrzymamy coś takiego

Cały syf, znajduje się jednak na dole. Przypomina to mocno brudny piasek na plaży. BLE!

Mieszanie coli z mlekiem to nie jest dobry pomysł. Jednak jak tego uniknąć, kiedy mleko jest składnikiem wielu innych produktów? Najgorsze jest to, że cały ten „muł” osadzi się w Twoim żołądku. OHYDA! Proszę, udostępnij to swoim znajomym. Sposób w jaki trują nas wielkie korporacje żywieniowe NIE jest normalny!

http://www.popularnie.pl/

Dla tych co twierdzą że palenie nie jest szkodliwe

Słodkie napoje gazowane znacznie wzmagają agresję u dzieci

Słodkie napoje gazowane to idealny złodziej zarówno witamin, jak i cennych minerałów (magnez, potas, wapń). Działają one wielokierunkowo – nie tylko poprzez zawartość szkodliwego i uzależniającego cukru, ale także poprzez kwasy fosforowe, barwniki i szereg innych związków chemicznych.

Przyczyny tego co określa się jako „ADHD” są na pewno złożone, ale wiele wskazuje na to, że może to być brak mikroelementów, w tym magnezu, spowodowany właśnie przez napoje gazowane. Wielu ludzi cierpi na chroniczny niedobór magnezu, a sprawy nie załatwiają niestety preparaty z apteki, które po pierwsze mają zbyt niską dawkę, a po drugie – często mają całkowicie nieprzyswajalną dla organizmu postać.

O problemie dawkowania magnezu i jego właściwej postaci chemicznej, pisałem poniżej:

http://kefir2010.wordpress.com/2014/04/29/duze-dawki-magnezu-lecza-choroby-emocji-i-psychiki/

Niestety, ale obecnie napoje gazowane są częstym elementem diety dzieci i nastolatków. Rodzice mylnie myślą, że jak dadzą młodej osobie raz, dwa razy w tygodniu taki napój, to nic się nie stanie. Tymczasem gusta kulinarne kształtują się właśnie za młodu, a tego typu napoje mają to do siebie, że maksymalnie łechczą podniebienie, są smaczne. Tak więc stają się coraz częstszym elementem menu, aż do powstania chorób, głównie otyłości. Jestem zdania, że jeśli wycofywać toksyny żywnościowe z menu, to radykalnie i na zawsze. W przypadku dzieci – uczyć od małego zdrowych pokarmów.

Słodkie napoje gazowane wzmagają agresję

Cytuję: „Czy Twoje dziecko zachowuje się agresywnie i ma problemy z koncentracją? Jeżeli tak, to odizoluj swoją pociechę od słodkich, gazowanych napojów. „Journal of Pediatrics” publikuje wyniki amerykańskich badań z których wynika, że pięciolatki, które piją duże ilości słodkich napojów gazowanych wykazują więcej agresywnych zachowań i mają problemy ze skupieniem uwagi.

Naukowcy z Columbia University w Nowym Jorku, University of Vermont w Burlington oraz Harvard School of Public Health w Bostonie wzięli pod lupę wyniki badań dotyczące około 3 tys. pięciolatków oraz ich mam z 20 dużych miast w USA. W ramach projektu „Fragile Families and Child Wellbeing Study” mamy wypełniały ankiety dotyczące zachowań i diety swoich dzieci. I co się okazało?

Prawie połowa badanych maluchów piło co najmniej jeden słodki, gazowany napój dziennie, a aż 4 proc. po taki napój sięgało cztery razy w ciągu całego dnia. Analizując kwestionariusze naukowcy zauważyli pewien związek – im więcej dzieci piły słodkich napoi gazowanych, tym częściej przejawiały agresywne zachowania. Częściej też miały problem z nauką i koncentracją, niż ich rówieśnicy, których dieta pozbawiona jest tego typu napoi. Z największymi problemami borykały się dzieci, które spożywały 4-5 słodkie napoje dziennie.

W jaki sposób słodkie napoje mogą wpływać na zachowanie? Są to produkty przetworzone, które zawierają często konserwanty, barwniki, a także kofeinę. Niektóre z tych dodatków naukowcy powiązali z zaburzeniami snu czy z impulsywnością.

Naukowcy uważają, że badania nie stanowią wystarczającego dowodu na to, że słodkie napoje gazowane są odpowiedzialne za agresywne zachowanie u 5-latków. Zdaniem badaczy, należy wziąć pod uwagę wychowanie i otoczenia dziecka, by wyniki były bardziej wiarygodne.

„Choć w naszych badaniach nie byliśmy w stanie zidentyfikować dokładnej przyczyny odpowiedzialnej za związek między piciem słodkich napojów gazowanych a zaburzeniami zachowania u dzieci podejrzewamy, że ograniczenie ich konsumpcji mogłoby ograniczyć lub wyeliminować te problemy” – skomentowała wyniki badań współautorka badań dr Shakira Suglia.”

Na podstawie: Journal of Pediatrics

http://kefir2010.wordpress.com/

Medycyna naturalna. Z czym to się je i dlaczego ? cz.1

Od blisko 20 lat przeżywamy renesans medycyny zwanej naturalną. Z jednej strony jest to zrozumiałe. Istotne obniżenie poziomu edukacji, poprzez zarówno znaczące obniżanie czasu edukacji, np. konkretnie w medycynie, z około 8 lat do 5, przy ilościowym zwiększeniu zakresu tematów, jak również poprzez wycinanie tematów niewygodnych dla przemysłu,  powoduje wbrew euforii mediów, pogarszanie stanu zdrowia społeczeństwa. To obniżanie poziomu edukacji medycznej dzieje się bez słowa sprzeciwu Naczelnej Rady Lekarskiej, co samo w sobie jest dziwne.

Wprowadzanie zarówno niesprawdzonych leków, jak i niesprawdzonych metod leczenia, tworzy całe stada rencistów i przyspiesza zgony. Wystarczy udać się na cmentarze i popatrzeć na nagrobki. Na cmentarzu w Gdańsku na przykład, średnia  wieku waha się koło 50-tki. Czyli dokładnie tak, jak w średniowieczu.

Wycinanie tematów medycznych polega na redukcji godzin podstawowych przedmiotów. W ciągu ostatnich 40 lat czas nauki z biofizyki, czy biochemii,  został zredukowany o ok. 50%. Ostatnio pewna pani z miasta Łodzi, tego od Rumkowskiego i łowców skór, opracowała program biochemii dla medyków, wycinając szlak cholesterolowy. No bo po co medycy mają wiedzieć co to jest cholesterol  i co z niego powstaje? Po co takiemu lekarzowi wiedza o koenzymie Q-10, niezbędnym do odtruwania organizmu, czy o witaminie D, niezbędnej do budowy systemu odporności, nie wspominając o hormonach płciowych!

Przyszły lekarz ma po prostu sprzedawać usługi wymyślone przez urzędników. Oni przecież  tą panią zatrudnili do opracowania programu studiów z biochemii. Aha, zapomniałem napisać, że pani ta nigdy nikogo nie leczyła, ani nigdy nikogo nie uczyła. To tak na marginesie, aby dobrze zrozumieć przyczyny obniżania poziomu edukacji. Przyszły lekarz ma przede wszystkim być dobrym sprzedawcą i realizować procedury. A jak pacjent nie pasuje do wymyślonej z sufitu procedury, to tym gorzej dla niego.

 W sytuacji takiej katastrofy na polu lecznictwa, odpowiednie grupy zadbały o stworzenie alternatywnego rynku sprzedaży. Tym rynkiem jest właśnie medycyna naturalna. Wypada podkreślić, że w Polsce oficjalnie działa 80 000 znachorów i tylko o 20 000 więcej osob z dyplomami uczelni medycznych.

Niby wszystko jest w porządku. Znawcy medycyny naturalnej zabezpieczają się na blogach wpisem, że to, co podają, nie jest leczeniem, tylko informacją, że trzeba chodzić do lekarza, ale ziarno zostaje zasiane.

W celu uwiarygodnienia swoich blogów posługują się najczęściej żargonem medycznym. Używają pojęć niezupełnie zgodnych z definicjami. Nawołują do stosowania odpowiednich diet, które po cichu podsuwają czytelnikom.

Wszystko wskazuje na to, że blogi te są prowadzone jako alternatywa dla przemysłu farmakologicznego, właśnie przez ten przemysł.

             Skąd taki wniosek? Z prostej analizy tekstów. Prowadzący strony medycyny naturalnej nawołują do zdrowego odżywiania i wymieniają, co wolno jeść, a czego należy unikać. Z tym, że podawane pojęcia nijak się mają do tego, co przeciętny śmiertelnik może kupić w supermarkecie. Na przykład: „musisz jeść sery, jajka”, ale przecież  nawet najbardziej wyalienowany czytelnik wie, że jaja w supermarkecie nie pochodzą od kur karmionych naturalnie, ale jakimś paskudztwem w rodzaju pasz genetycznie modyfikowanych, z hormonami etc. Pamiętam jeszcze, jak w 1984 roku u 4 letniej dziewczynki wstąpiła menstruacja, ponieważ przy braku mięsa na rynku – stan wojenny – mamuśka, pracownica ubojni, wynosiła dziecku kurczaki. Nie wiedziała, że kurczaki, w celu przyspieszenia przyrostu masy, są karmione hormonami.

Obecnie od kilku lat wszystkie paszarnie bazują na genetycznie modyfikowanej soi, lub kukurydzy. Wiemy to, ponieważ w Gdańsku zaopatrują się w porcie w surowiec.

 Podobnie w obecnych czasach, namawianie do jedzenia serów żółtych świadczy albo o kompletnej niewiedzy piszącego albo o pracy na dwa etaty.          Zdecydowana większość serów żółtych, szczególnie tych tańszych, nie ma nic wspólnego z dawniejszą produkcją. Są one robione z utwardzanego oleju z dodatkami smakowymi, czyli chemią.

 Nawoływanie do picia mleka, czy spożywania twarożków jest nawoływaniem do trucia samego siebie. Po pierwsze, to co się sprzedaje w kartonikach, nie ma nic wspólnego z mlekiem krowim. Mleko krowie to roztwór białka. Natomiast to, co się sprzedaje w hipermarketach, to produkt powstały ze sproszkowania mleka krowiego. Mleko sproszkowane zajmuje o wiele mniej miejsca na półkach i się nie psuje. Potem ten proszek miesza się z wodą w stosunku 1:10 i wlewa do kartoników. Jak podałem, mleko to roztwór białka. Białko ulega zniszczeniu w temperaturze powyżej 50-60 stopni. Tak więc to, co pije przeciętny śmiertelnik z kartonika, to zajzajer. Szczególnie te tak zwane 2 %, czy l,5 % roztwory. 0,5% roztwór to chyba popłuczyny po myciu konwi. Wartość odżywcza tego „mleka” nie tylko zerowa, ale ujemna. Zawiera bowiem resztki ….

Technizacja w rolnictwie wprowadziła sztuczny udój krów. Dawniej dojarka brała mydło, myła ręce, myła wymiona i doiła. Jakiś inteligentny inaczej inżynier wymyślił elektryczne dojarki. Od wymion do zbiorników, znajdujących się w innych pomieszczeniach, prowadzi kilkunastometrowa rura, z kolankami, zagięciami itd.   Obecnie trzeba wymyć strzyki, założyć ssawki metalowe, włączyć pompę, a po zakończeniu dojenia zalepić strzyki i przepłukać rury. Ale jak to zrobić, kiedy mleko – białko – lepi się i pozostaje w załamkach. To proste, wymyślono system przepłukiwania, oparty na sodzie kaustycznej. Bo to na pewno „wybije” wszystko.

W dodatku inny idiota zastosował proces pasteryzacji. Pasteur – chemik- nie lekarz ani biolog,  wymyślił proces usuwania bakterii i drożdży poprzez  podgrzewanie, ale dla roztworów wodnych, a nie dla białkowych. Ten mądry inaczej inżynier zastosował ten proces dla roztworów białkowych typu mleko i popsuł cały boski plan żywienia.

 Ten techniczny proces spowodował wzrost cen mleka, czyli banksterzy mogą drukować nowe banknoty. Przecież rolnik musi kupić te wszelkiej maści urządzenia techniczne, potem płacić za kontrole. Następnie  musi cały ten złom czyścić, według dostarczonych  receptur, środkami, które mu zalecają. A płacić musi gotówką. Natomiast przetwórnie mleka płacą miesięcznie, okresowo. W efekcie rolnik musi być wiecznie zadłużony. Cieszą się banksterzy. Powstaje pieniądz oparty na długu.

Podobno wydrukowane przez banksterów pieniądze przekraczają już 10-krotnie wartość wszelkich bogactw na świecie.

Tak więc w najbliższym czasie rozpoczną się zwykłe wojny o jedzenie, wodę, a nie ropę. Stąd monopole żywnościowe w rodzaju Monsanto – DuPont.

A dlaczego musimy pić świeże mleko?

A no dlatego, że bez najmniejszej wątpliwości jest to jedyne, najtańsze i najlepiej przyswajalne źródło białka na świecie.

Między bajki należy włożyć te wszelkie dezinformacje, jakoby starsi ludzie nie mogli jadać przetworów mlecznych. Mam sporo pacjentów, którzy pomimo przekroczenia 70-tki spokojnie piją mleko, jedzą zrobione przez siebie twarożki i mają się doskonale.

Mleko jest także jedynym źródłem łatwo przyswajalnych witamin, np. A oraz wapna. Po homogenizowaniu wapno z mleka wcale nie chce się wchłaniać do organizmu. Dlatego w niektórych krajach powstają automaty do sprzedaży świeżego mleka. Na pewno w Polsce tak szybko to nie powstanie, ponieważ przemysł mleczny jest zdominowany przez  obcy kapitał, a ten zupełnie nie jest zainteresowany zdrowiem mieszkańców kraju nad Wisłą. Wystarczy popatrzeć na półki w hipermarketach.

Picie surowego mleka ma także znacznie profilaktyczne. Stwierdzono, na podstawie badań populacji japońskiej, że od czasu wprowadzenia tzw. amerykańskiej technologii  mlecznej nastąpił prawie 25-krotny, czyli wzrost o 2500% raka prostaty. Badania przeprowadzone przez zespół Davaasambuu, polegajace na analizie danych z 36 lat, doprowadziły do wniosku, że właśnie wprowadzenie mechanicznego udoju praktycznie przez 10 miesięcy w roku, nie patrząc na okres cielenia, powodują, że do mleka dostaje się znacznie więcej estrogenów, aniżeli w tradycyjnym systemie dojenia. A wiadomo, że estrogeny są odpowiedzialne za raka prostaty.

Wyniki tych badań potwierdziły badania przeprowadzone w Mongolii, gdzie obowiązuje tradycyjny sposób dojenia krów. Okazało się, że społeczeństwo mongolskie jest praktycznie wolne od raka prostaty.

Stwierdzono jednoznacznie, że mleko krów dojonych naturalnie różni się zawartością estrogenów aż 33-krotną. Mleko  z hodowli przemysłowej, a tylko takie występuje teraz w polskich sklepach, ma 3300 % więcej estrogenów, aniżeli mleko tradycyjne. Stąd m.in wzrost raka prostaty.

 Dzieci, które w  wieku szkolnym piją surowe mleko miały o 41% mniej rozpoznań astmy. A przeciez w Polsce , astma u dzieci, to prawdziwa epidemia.

Niedobór witaminy D zwiększa ryzyko zawału mięśnia sercowego.

Jakoś nie słyszałem, aby to były tematy poruszane w szkoleniach Rady Lekarskiej czy w biuletynach Izb Lekarskich. A przecież to jest wiedza współczesna i jak najbardziej naukowa?

dr J. Jaśkowski

Upadek edukacji na przykładzie chorób serca cz.2

Ostatnio zabrał głos na łamach  „http://tv.rp.pl” \t „_blank” tv.rp.pl 8.04.2014 18.31 prof. dr Mirosław Jarosz, gastroenterolog, na temat szkodliwości soli w codziennym żywieniu. Czegóż to p. profesor nie twierdzi! A że to 50% udarów mózgu, zawałów serca, jest spowodowanych solą, 25- 30 % przypadków raka żołądka powoduje sól w jedzeniu. Sól rzekomo sprzyja otyłości wśród dzieci i młodzieży, powoduje wzrost tłuszczu. Wszystko dokładnie w schemacie, jaki podałem przed laty w pracy pt: „Medycyna strachu”.

Trudno sobie wyobrazić większe pomieszanie z poplątaniem.

Po pierwsze, pojęcie sól nie jest pojęciem naukowym, chemicznym, tylko gwarowym. Np. sól himalajska zawiera aż 87 innych związków. W soli naturalnej jest kilkanaście związków. Szczególnie istotny jest stosunek potasu do sodu, który w naturalnej soli wynosić może nawet 16:1. Natomiast to, co my kupujemy, to jest sól sztuczna -NaCl- otrzymywana przez suszenie w temperaturze sięgającej nawet powyżej 1000 stopni C.

Niestety, żadna z prac wykonywanych na zlecenie przemysłu i wojska [do tego powrócę] nie precyzuje, jakie badania przeprowadzono. Czyli, czy odnoszono się do związku z chorobami serca sodu, czy soli?

Po drugie, to, co nam dają, szczególnie w przetwarzanych produktach, nie ma nic wspólnego z solą naturalną, stosunek bowiem sodu do potasu wynosi jak 1:4. Badania natomiast wykazują, że to potas jest tym odpowiedzialnym zarówno za nadciśnienie, jak i za choroby serca. I to niedobór potasu odpowiada za nadciśnienie.

Co prawda w 2010 roku opublikowano dane, jakoby nadciśnienie było przyczyną ponad 2 milionów zgonów na całym świecie, ale dane były z sufitu i nikt uważający się za naukowca, nie powinien się na takim szacunku opierać. Autorzy tego nowoorleańskiego Raportu podali także, że 40 % zgonów przedwczesnych było z powodu choroby niedokrwiennej serca, a 41 % z powodu udaru. Jest to znowu pomieszanie z poplątaniem, ponieważ  autorzy przeanalizowali 247 wybranych prac z lat 1990 – 2010, nie podając żadnych kryteriów, jakimi się kierowali wybierając te, a nie inne prace. Można się domyślać, z prawdopodobieństwem graniczącym z pewnością, że wybrali głównie prace anglojęzyczne. Ale w pracy znajdowało się doniesienie z Kazachstanu. Każdy, nawet średnio zorientowany czytelnik wie, że żywienie w Kazachstanie jest zupełnie inne, aniżeli w Nowym Jorku. Porównywanie w rodzaju  „serce – sól”  jest bezmyślne. Zupełnie inne czynniki mogą występować w Kazachstanie, a zupełnie inne w Nowym Jorku, chociażby pył, przetworzona żywność, hałas, pola elektromagnetyczne itd. Autorzy tego raportu nawet nie zająknęli się na temat polipragmazji różnych czynników.

Wiadomo, że największy wpływ na zawał mięśnia serca ma przepracowanie i stres. A w omawianym Raporcie nie został on nawet poruszony, jako czynnik ryzyka. Rodzaj soli konsumpcyjnej jest zupełnie inny w USA, niż w krajach azjatyckich.

W krajach uprzemysłowionych sól jest przetworem, zawierającym około 97% chlorku sodu, ale zawiera także absorbenty wody, takie jak żelazocyjanek, glinokrzemian. Wiadomo z toksykologii, że związki te są truciznami, których w naturalnej soli nie ma.

Rodzi się więc pytanie, w jaki sposób PT Autorzy tego raportu dokonali analizy, co tak naprawdę powoduje nadmiar przyjmowanych związków toksycznych i jak dokonali selekcji czynników toksycznych.

Poza tym, z innych badań wynika, że ryzyko chorób serca jest o 56% wyższe w grupie spożywającej mało soli.

Udowodniono bezspornie, że przyczyną otyłości są dodatki słodzące, takie jak chlorowcopochodne fruktozy, będące 400 – 600 razy słodsze aniżeli sacharoza. Cały przemysł cukierniczy bazuje tylko na tym preparacie słodzącym. Autorzy w ogóle nie zwrócili na to uwagi. Podobnie zresztą jak „nasz” gastroenterolog.

Chlorowcopochodne fruktozy dodaje się jako słodziwo do wszelkich sprzedawanych produktów z powodu niskiej ceny. Nawet fałszuje się nazwę pisząc, że produkt jest słodzony cukrem naturalnym, ponieważ faktycznie fruktoza jest cukrem naturalnym, ale nie ta chlorowcopochodna.

Szlak metabolizmu fruktozy w organizmie jest zupełnie inny, aniżeli sacharozy, czy glukozy. Stąd otyłość i wzrost poziomu cukru, oceniany jako cukrzyca.

Aż 75% posiłków dla dzieci i młodzieży zawiera różne związki soli przetwarzanej. Jeżeli dziecko od maleńkości jest w ten sposób trute, to trudno się dziwić, że po latach ma nadciśnienie.

Z moich własnych, ponad 20-letnich obserwacji chorych cukrzycowych z owrzodzeniami, wynika jednoznacznie, że odstawienie wszelkiego rodzaju batoników, napojów butelkowych, jogurtów i innych produktów kupowanych w hipermarketach, plus wzbogacenie diety o witaminę K-2 [ 300 - 500 mcg] pozwala w okresie 6-9 miesięcy wyzdrowieć choremu z cukrzycą typu II, nawet pobierającemu wcześniej insulinę.

Twierdzenie, że to sód jest przyczyną wszelkiego zła sercowego, jest wyraźnie naciągane i niepotwierdzone badaniami. Teoria ta ciągnie się od lat 40 i pomimo minięcia 2 pokoleń nie została udokumentowana.  Dlaczego?

Pozwala ona natomiast przerzucić odpowiedzialność za chorobę z producentów tego rodzaju produktów spożywczych, na konsumenta. „To przecież ty, głupi ludziku, jesteś sobie winien, ponieważ jesz za dużo soli”.

Proszę zauważyć: mamy instytucje państwowe, w rodzaju Narodowy Instytut Zdrowia Publicznego -NIZP, który tak zajadle ściga biedne matki, nie chcące szczepić dzieci, a pomija całkowitym milczeniem producentów big-foodów, trujących ludzi solą.?

To właściwie dla kogo oni pracują i przez kogo są opłacani? Podobno z naszych podatków. Czyżby w rzeczywistości było inaczej?

Ja w każdym bądź razie nie znalazłem, w okresie ostatnich 10 lat, ani jednej wzmianki, aby kiedykolwiek, czy to Główny Inspektor Sanitarny, czy NIZP, kiedykolwiek wszczął kampanię przeciwko truciu ludzi w zakładach masowego żywienia, przez producentów tych „solonych” potraw.

Dlaczego Oni tego nie widzą?

Mogą być dwie opcje. Albo cała ta afera jest zwykłym odwracaniem kota ogonem i ma zaciemnić, czy też odsunąć podejrzenia od prawdziwych sprawców chorób serca, albo są to przyczyny pozamerytoryczne i leżące poza granicami kraju.

O tym, że może to być fałszywa flaga, świadczy bezmyślne przyjęcie przez stomatologów informacji, że podawanie fluoru, rzekomo zapobiega próchnicy. Oczywiście już w 1940-tych latach udowodniono, że jest to literacka fikcja. Był to jednakże łatwy sposób na pozbycie się wyjątkowo toksycznego kwasu fluorowodorowego, powstającego przy produkcji aluminium i uranu. Po co płacić grube pieniądze za składowanie, kiedy można wmówić mniej wartościowemu ludkowi, aby to zjadał, oczywiście dla własnego dobra. I proszę zauważyć, w Polsce nadal stosuje się fluoryzacje w szkołach i jest cała masa dentystów sprzedających taką usługę. Wystarczy w Googlach wpisać pojęcie fluoryzacja. I znowu Główny Inspektor Sanitarny nie chce pokazać, za co bierze pensję.

W podobny sposób zresztą „utylizuje” się inne toksyczne produkty. Na przykład w Gdańsku firma francuska SAUR, odpady z oczyszczalni ścieków składuje na wysypisku innych odpadów poprodukcyjnych Gdańskich Zakładow Fosforowych, na wysokości ok. 50 m nad poziomem morza. Jak wiadomo, nad morzem wieją wiatry zwane bryzami. Wiatr taki, wiejący z prędkością nierzadko powyżej 10 m/s, rozwiewa ten pył na odległość do 30 – 40 km. A ludziska muszą to wdychać. Dlatego województwo ma największy współczynnik zgonów na nowotwory, dochodzący do 17500 zgonów rocznie. Natomiast NFZ przeznacza na leczenie tych raków ok. 100 milionów złotych, to znaczy na co [100 - 200] któregoś tam chorego. Przeważnie kolejki ludzi z wykrytymi nowotworami, czekającymi na podjęcie leczenia, są kilkumiesięczne. Co to znaczy przy raku, nie trzeba przypominać. I znowu, nikomu, ani radnym, ani posłom, ani urzędom, ani uczelniom, nikomu to nie przeszkadza.

Mało tego, nawet sędziowie, np. Machoy z Sądu Okręgowego, nie uważają tego problemu za istotny i uniewinniają GZNF od odpowiedzialności za trucie środowiska.

Z drugiej strony są liczne prace naukowe, wskazujące na lecznicze działanie głogu w chorobach serca. Ostatnio New York Heart Asssociaton przedstawił wyniki badań, oparte na 850 chorych na serce osobach, otrzymujących ok. 1000 mg ekstraktu z głogu. Okazało się, że ekstrakt z głogu poprawił stan zdrowia chorych w zdecydowany sposób, o wiele lepiej, aniżeli placebo. Chorzy otrzymujący ekstrakt z głogu, po 10 tygodniach przyjmowania, wykazali się o wiele lepszą tolerancją na wysiłek, zmniejszoną duszność i zmęczenie. Ekstrakty z głogu wykazały istotny, jak oceniają badacze, drastyczny spadek ciśnienia rozkurczowego krwi. Ekstrakty z głogu były skuteczniejsze, aniżeli np. lek o nazwie Captopril.

I teraz proszę, wytłumacz sobie, Szanowny Czytelniku, dlaczego NFZ refunduje lek o nazwie Captopril, a nie refunduje ziół?

Dlaczego lekarze są szkoleni w przepisywaniu chemii, a nie w ordynowaniu leków ziołowych?

Dlaczego Twoje, przymusowe składki na NFZ, są marnowane na zapełnianie kasy prywatnych monopolistów Big-farmy, a nie na znacznie tańsze zioła?

Wręcz kryminalną aferą jest sprawa wycofania w latach 80-tych leku o nazwie strophantyna, niezbędnego w leczeniu chorych sercowych. Zamiast skutecznego i znanego od wielu pokoleń leku, po dekadzie wprowadzono bardzo kosztowne leczenie kardiochirurgiczne. Problem w tym, że leczenie strofantyną powodowało śmiertelność rzędu 3-4%, a leczenie by-pasami, czy stentami, powoduje śmiertelność rzędu 47%.

Czyli w majestacie „ekspertów” wprowadzono eutanazję medyczną. I to wszystko dzieje się w majestacie prawa i „naszych” urzędników od NFZ, ustalających takie procedury. Ale czego wymagać od absolwenta kursów pomaturalnych, zwanych licencjatami?

Co to ma wspólnego z wojskiem? Ponieważ, na przykładzie tylko chemtrials, wiemy o czarnym budżecie naszego biednego kraju. Wiemy, że ten czarny budżet idzie na rozmaitego rodzaju eksperymenty także medyczne. Afera z fluorem, wskazuje jednoznacznie że stoi za tym przemysł wojskowo-zbrojeniowy.  Do czasu ujawnienia tzw. eksperymentów wojskowych zupełnie nie mamy możliwości analiz przycyzn i skutków.

https://www.elsevier.com/

http://naszeblogi.pl/30431-dr-jerzy-jaskowski-fluor-cichy-zabojca

http://www.polishclub.org/2013/12/13/dr-jerzy-jaskowski-fluor-a-trucie-ludzi/

http://dakowski.pl//index.php?option=com_content&task=view&id=11252&Itemid=53

http://www.youtube.com/watch?v=mj1xh8gG5qo

http://www.youtube.com/watch?v=D6fIKkOLQZM

http://gdansk.naszemiasto.pl/archiwum/umieramy-na-raka,1448942,t,i

http://gdansk-wyspa-sobieszewska.mojeosiedle.pl/viewtopic.php?t=2623

http://niepoprawni.pl/blog/3129/jaruzel-tw-wolski-margulis

https://marucha.wordpress.com/2012/07/05/ponura-prawda-o-jaruzelskim/

https://prawda2.info/viewtopic.php?t=9997

http://wirtualnapolonia.com/2011/01/05/dr-jerzy-jaskowski-falszywi-bohaterowie/

http://www.frech.org.pl/historia/106-falszywi-bohaterowie-a-masoneria-cz-1.html

http://3obieg.pl/dr-jerzy-jaskowski-czi-niewiedza-jest-grzechem

http://www.polishclub.org/2014/02/11/dr-jerzy-jaskowski-polska-historia-czy-na-pewno-polska-czesc-1/

http://www.polishclub.org/2014/04/11/dr-jerzy-jaskowski-dziwni-historycy-ukraina-dezinformacja-czesc-i/

http://www.polishclub.org/2014/04/15/dr-jerzy-jaskowski-dziwni-historycy-ukraina-dezinformacja-czesc-ii/

http://alexjones.pl/pl/aj/aj-inne/aj-historia/item/26433-historycy-„ukraina”?-rebelia-szeli-chmielnickiego-i-inne-czii

http://dakowski.pl//index.php?option=com_content&task=view&id=11807&Itemid=119

http://www.polishclub.org/2013/05/31/dr-jerzy-jaskowski-statyny-nie-dziekujemy/

http://www.polishclub.org/2013/12/23/kardiologia-statyny-szamanizm/

http://www.prisonplanet.pl/nauka_i_technologia/statyny_wiara,p299056270

http://iddd.salon24.pl/423062,wspolczesna-medycyna-dr-j-jaskowski-cz-i

http://3obieg.pl/wspolczesna-medycyna-dr-jerzy-jaskowski-cz-iii

http://www.prisonplanet.pl/nauka_i_technologia/cukrzyca_a_sprawa_polska_2,p1733429280

http://www.prisonplanet.pl/nauka_i_technologia/cukrzyca_a_sprawa_polska_1,p1228589357

http://wolnemedia.net/author/dr-jerzy-jaskowski/page/4/

http://przychodnia.pl/nadcisnienie/index25.php3?s=3&d=3&t=25&p1=0

http://www.poradnikzdrowie.pl/zdrowie/domowa-apteczka/glog-poprawia-prace-serca-obniza-cisnienie-wzmacnia-i-uspokaja_37797.html

http://zdrowie.gazeta.pl/Zdrowie/1,105912,83748.html  161 000 rekordow?

http://www.profident.pl/klinika/profilaktyka/fluoryzacja.aspx  reklama

http://articles.mercola.com/sites/articles/archive/2012/04/05/angioplasty-on-heart-disease.aspx

http://articles.mercola.com/sites/articles/archive/2012/10/15/statin-drugs-on-coronary-disease.aspx

PS. Jak łatwo rozpoznać „funkcjonariusza” na blogach? Otóż podstawową zasadą dezinformacji jest wpisywanie treści oderwanych od meritum problemu. Zamiast dopisywać, czy krytykować materiał zamieszczony w artykule, mądrzy inaczej i opłacani osobnicy wpisują różne bzdety na temat braku przysłowiowych przecinków w tekstach, stylu artykułu, literówki  itd.

Kolejnym sposobem dezinformacji jest odrywanie dyskusji od meritum, a nawiązywanie ad personam. Jest to stały i stary sposób działania. Musimy pamiętać, że przemysł farmaceutyczny zatrudnia całe stada użytecznych idiotów. Podważanie zaufania do autora jest najtańszym sposobem odwracania uwagi od tematu. No, a jak autor jest niewiarygodny, to per analogiam i tekst musi być fałszywy.

Pisanie rozmaitych bzdur nie wymaga podania żadnego dowodu. Proszę zauważyć, że takie wpisy nigdy nie powołują się na wyniki badań, na analizy epidemiologiczne itd. Dla takiego osobnika są natomiast źródłem łatwych pieniędzy. Gdyby musiał np. leczyć ludzi, to zawsze musiałby się liczyć z niepowodzeniem. A w przypadku pracy dla przemysłu liczy się sprzedaż, a nie dobro chorego. Więc może pisać i mówić największe głupoty i jest bezkarny.

dr J. Jaśkowski

Upadek edukacji na przykładzie chorób serca cz.1

Od wielu już lat piszę o katastrofalnym upadku oświaty i nauki w Polsce. Zaczęło się to wszystko koło roku 1974, kiedy to gensek Edward Gierek, za „otrzymane” pożyczki, sprzedał m.in. oświatę i naukę w Polsce, wprowadzając tzw. reformy. Pamiętam te dyskusje telewizyjne i radiowe, kiedy to „wybitni” eksperci medialni wmawiali mniej wartościowym tubylcom, że po co robotnikowi znajomość historii i nauk ścisłych. Zapomniano tylko podać, że ok. 75 % młodzieży [80% dziewcząt] kończyło wówczas edukację na poziomie szkoły zawodowej. Skutki tych kolejnych reform, np. likwidacja kółek naukowych i przedmiotów dodatkowych w stanie wojennym, są przerażające. Po 1990 roku nastąpiła wręcz katastrofa w postaci otwierania tzw. szkół prywatnych.

Nie mam nic przeciwko szkołom prywatnym, ale ani wówczas, ani obecnie, nie posiadamy kadry nauczycielskiej, przygotowanej do prowadzenia takiej liczby placówek. Nagminne było, że jeden profesór obsługiwał kilka takich szkół. I nikomu to nie przeszkadzało?

Proszę mi pokazać prywatne szkoły, które posiadają gabinety biologiczne, fizyczne, czy chemiczne, gdzie młodzież może poznawać tajniki eksperymentów.

Sprawa się jeszcze bardziej pogorszyła, kiedy to Ministerstwo zwane Edukacji Narodowej [ także nie wiadomo jakiego narodu, Polska od 1000 lat była wielonarodowym państwem i nikomu to nie przeszkadzało, z wyjątkiem sąsiadów] uznało licencjaty, czyli dawniejsze kursy pomaturalne, jako wyższe wykształcenie.

Nie było w tym nic dziwnego, ponieważ to hunta już przygotowywała,  prawie 10 lat wcześniej, „nowe kadry”, rozdając na prawo i lewo tytuły naukowe. Powtarzano starą zasadę – „kadry są wszystkim”. Tylko w pierwszym roku stanu wojennego gensek Jaruzelski alias Margules alias Wolski alias Słucki mianował 1320 profesórów.

Jak Szanowny Czytelniku możesz sam sprawdzić, od tego czasu mamy zalew odkryć naukowych w postaci licznych patentów, nawet ponad 100 rocznie! Dla przykładu, Niemcy mają 17500, a Korea Południowa 14500.

Ostatnio nawet ośrodki naukowe zauważają ten problem. Np. w krakowskiej „Pauzie” jest ciekawy artykuł na ten temat prof. Jerzego Kuczyńskego [27 marca 2014].

Nie zmienia to sytuacji, że nadal pracownicy naukowi pracują na kilku etatach. Oczywistym jest więc fakt, że nie mogą pilnować własnej katedry.

Problem szastania przez rozmaite partie i partyjki tytułami jest całkowicie zgodny z zasadami cywilizacji azjatyckiej. Tworzymy piramidę i wystarczy obsadzać tylko szczyt, aby reszta słuchała i robiła to, co chcemy. Problem w tym, że obecnie taki „naukowiec” po licencjacie przyznaje pieniądze na badania temu profesórowi. Skutki są opłakane i widoczne.

Z drugiej strony taki profesór, znając swoje braki, mówi to, co mu podsuną. A kto ma pieniądze, oprócz polityków, czyli marionetek w rękach „trzymających władzę”?  Przecież tzw. klasę średnią systematycznie, na całym świcie zresztą, się likwiduje. Oczywiście w tej sytuacji pieniądze przyznają ci, co dysponują odpowiednimi funduszami i są w stanie wykupić dany patent albo zablokować jego realizację, poprzez organa zwane państwowymi. Ewidentnym przykładem jest tutaj sprawa p. Kluski i jego Olimpusa. Dzięki skutecznemu działaniu WSI,  to znaczy chciałem napisać Urzędowi Skarbowemu, Olimpus przestał istnieć, a jego miejsce, jak każdy może zobaczyć na półkach sklepowych, przejął Dell.

To szastanie liczbą nowych wyższych szkół w Polsce, a  jest ich ok. 470 na 35 milionów obywateli, a np. w Niemczech tylko 80 na ok. 90 milionów mieszkańców, oraz tytułomania powodują, że instrukcje w postaci wytycznych, są jedną wielką dezinformacją. Skutecznie przekształcono szkoły i uniwersytety w urawniłowkę, zgodną z aktualnie obowiązującą poprawnością polityczną.

Ta poprawność polityczna sprowadza się do głoszenia tez, nie tyle prawdziwych, co mających uzasadnić ściąganie podatków. Oczywiście, aby się ludziska nie buntowali, to ci znani telewizyjni naukowcy wymyślają uzasadnienia do najgłupszych teorii i teoryjek.

Wystarczy przytoczyć sprawę tzw. efektu cieplarnianego. Kiedy to garstka celebrytów ze służb specjalnych, na jawnych posadach, organizuje konferencje „naukowe” i wydaje instrukcje do szkół w sprawie rzekomej szkodliwości CO2.

Zupełnie nie ma znaczenia, że ludzkie spalanie, to pomijalnie mały procent produkcji dwutlenku węgla. Ludzie oddychając wydzielają ponad 30% więcej dwutlenku, aniżeli spalając w samochodach, samolotach, czy piecach. Mało tego, mówi się ciągle o spalaniu przez społeczeństwo, ale nie podaje się, że 60% paliw zużywa wojsko. I nikt tam oszczędności nie poczynia.

Żaden z owych nowomianowanych profesórków nie zabierze głosu i nie zaprzeczy tej jawnej głupocie. A nauczyciele wszelkiej maści, od szkół podstawowych, do uniwersytetów, powtarzają te dyrdymały o wpływie człowieka na klimat. No cóż, wyraźnie widać, jak skuteczne były „reformy” prowadzone przez fachowców, od lat 70-tych.

I zupełnie nie mają znaczenia nawet wystąpienia oficjalne instytucji naukowych, jak na przykład NASA, która w czerwcu ubiegłego roku opublikowała raport, że człowiek nie ma żadnego wpływu na klimat Ziemi. W kilka miesięcy potem Minister Środowiska w Polsce wyłudził w budżetu 100 milionów złotych na „zakąski” pod nazwą Konferencja Klimatyczna.

Tak to wprowadzenie testów spowodowało, że myślenie samoistnie uległo zanikowi. Własne obserwacje wskazują, że student, czyli osoba po maturze, jak ma rozwiązać zdanie typu „odpowiedź prawdziwa 1, 2, 3”, to je rozwiąże, ale jak jest podane „czerwony, czarny, niebieski”, to stoi z rozdziawioną gębą i nie wie, co robić. Najbardziej ograniczone myślenie mają absolwenci tzw. matur międzynarodowych, którzy wprost wyjaśniają, że oni tego nie mieli, więc jakim prawem zadajemy im takie pytania.

Ale „nasze” ministerstwo chcąc ich „uszlachcić”, pozwala  wybierać studia bez egzaminów.

Rozdawnictwa tytułów naukowych, czyli azjatyckiego sposobu formowania elit, nie wprowadzili komuniści, jak to podaje p. Józef Wieczorek, http://blogjw.wordpress.com/ ale Austriacy, sprzedając na prawo i lewo tytuły, po wymordowaniu polskiej szlachty, w tzw. Mordach Galicyjskich, pierwszym Ludobójstwie w Europie, inaczej zwanym Rabacją w 1846 roku. Ponad 5000 osób wymordowano płacąc po 10 halerzy za głowę, a za żywego dawano tylko 5 halerzy. Do dnia dzisiejszego potomków tych bandytów w Małopolsce nazywa się pilarzami, od przecinania na pół piłami mordowanych ludzi, co później szeroko stosowali upowcy, także szkoleni w Wiedniu przez Abwehrę, tzw. mielnikowcy.

 Te wymienione czynniki są wspierane bardzo potężnie przez przejęcie prasy naukowej i zmonopolizowanie jej w jednym ręku. W Polsce taki monopol ma firma Elsevier, która obsługuje ponad 30 milionów naukowców i pracowników służb zdrowia  i informacji na całym świecie. Wydawnictwo to ma 2200 tytułów czasopism naukowych, 20 000 produktów edukacyjnych w 24 krajach. W Polsce reprezentuje ich Urban & Partner, wydający większość czasopism medycznych. Innym takim wydawnictwem jest Medycyna Praktyczna, której głównymi sponsorami są GSK, Merck, Sanofil, czy Novartis,  główne koncerny szczepionakrskie.

Nie trzeba być specjalnym ekonomistą, aby wiedzieć, że to dział marketingowy decyduje, jaki artykuł jest dobry a jakiego publikować nie wolno. Już w 1992 roku naczelny redaktor BMJ powiedział, że nie można znaleźć recenzenta, którego zaakceptowałby przemysł farmakologiczny.

Znając te fakty, zdziwienie budzi ciągle powtarzany przez niektórych profesórów slogan, że czasopisma recenzowane – czyli cenzurowane – są lepsze od np. internetu. Ale można się domyśleć, że człowiek, który rozumie swoją miałkość, dowartościowuje się tytułem administracyjnym, lub innym. Albo liczy sobie punkty.

W sytuacji opisanej powyżej zupełnie jasne stają sią wyniki Raportu Instytutu Badań Edukacyjnych „Szkoła Samodzielnego Myślenia” [Wprost 15.02.2014].             Według tych badań tylko 2% uczniów potrafiło bezbłędnie zinterpretować tekst i użyć do tego logicznej argumentacji. Ale całkowitą interpretację tekstu przeprowadził tylko 1 promil uczniów szkół podstawowych i 2 promile gimnazjalistów. Czyli 1 na 1000 rozumie, co czyta. Dobitnie potwierdzają to wpisy internautów pod tekstami [nie mówię o trolach].

Nie jest to dziwne, ponieważ  jak twierdzą PT Autorzy, duża część nauczycieli także miała problemy ze zrozumieniem tekstu. Jak wykazałem na przykładzie tzw. efektu cieplarnianego, praktycznie 100% nauczycieli  nie rozumie tego zagadnienia, ponieważ we wszystkich szkołach postępuje ta indoktrynacja. Przecież muszą potem, jako dorośli, bez oporu płacić podatek od tego dwutlenku węgla. Widzimy to doskonale, obserwując „naszych” posłów.

 Problem z medycyną pogłębia fakt finansowania wszelkich badań naukowych przez przemysł farmakologiczny. Ponad 50 % badań jest sponsorowanych, a biorąc pod uwagę całość, tj. finanse, karuzelę stanowisk oraz wydawnictwa, można powiedzieć z prawdopodobieństwem graniczącym z pewnością, że żadna praca przeciwna przemysłowi nie ma prawa ukazać się drukiem. Czasami zdarzają się „pomyłki”, ale pod naciskiem przemysłu, wydawnictwo szybciutko wycofuje taki artykuł, oczywiście z dużym rozgłosem prasowym. Jako oficjalną przyczynę wycofania takiego krytycznego dla przemysłu artykułu, podaje się np. rzekomo nieetyczne podejście autora do badań, ponieważ dawał dzieciom cukierki.

 Ustalono, że na 73 badane prace dotyczące działania leków, publikowane w najbardziej prestiżowym czasopiśmie medycznym New England Journal of Medicine, pomiędzy sierpniem 2011, a sierpniem 2012 roku, aż 60 było finansowanych przez przemysł. A w przypadku 50 artykułów, współautorami byli pracownicy firmy produkującej dany preparat. W kolejnych 37 publikacjach główny autor był wręcz odbiorcą grantu tego producenta leku. Jakie są tego konsekwencje, musisz sam Szanowny Czytelniku sobie wyobrazić. Ale ten periodyk – NEJM – dociera do co najmniej 600 000 lekarzy na całym świecie i jest licznie przedrukowywany.

Tak totalnego prania mózgu przeciętny umysł spracowanego na wielu etatach lekarza w Polsce na pewno nie zniesie. Nie dziw się więc, że będzie taki medyk opowiadał to, co opowiada.

Powoduje to silne dewiacje umysłowe, takie jak:

- sceptycyzm względem wszystkiego, czyli twierdzenie, że prawda jest nierozstrzygalna,

- agnostycyz, czyli twierdzenie, że nie można wykazać, że prawda jest nierozstrzygalna,

- realatywizm poznawczy, czyli twierdzenie, że prawda jest stopniowana, zmienna i zależy od tego, kto i kiedy ją głosi. Czyli punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. Konkretnie – lekarz pacjentowi sprzedaje lek, którego sam nigdy by nie brał.

 W medycynie odnosi się to do tzw. mody na dany lek, metodę leczenia, czy teorię naukową.

Na przykład pomimo odkrycia leptonów w 1995 roku, polscy dietetycy i specjaliści od żywienia nadal powtarzają nieprawdziwe teorie o szkodliwości tłuszczy i cholesterolu. I zupełnie nie ma dla tych osób znaczenia, że ich teoria powstała ok. 60 lat temu, czyli ponad dwa pokolenia wstecz.

Oni nadal, tak jak w sekcie, wierzą w to, co im kiedyś powiedziano.

Takich teorii – dogmatów w medycynie jest dużo w każdej epoce. W okresie ostatnich 50 lat przemysł wytwarza je wręcz na pęczki. Zamiast jednostki chorobowej tworzy się wyimaginowany wskaźnik badania laboratoryjnego, którego podwyższenie, lub obniżenie u danego chorego, jest rozpoznawane jako choroba. Oczywiście przemysł ma już przygotowane lekarstwo, które wystarczy kupić i wszystko jest w porządku. A jak za mało ludzi ma ten wskaźnik zmieniony? To zmienia się normę i obniża wskaźnik. Tak postępowano od 20 lat z cholesterolem. W latach 70-tych ubiegłego wieku norma wynosiła do 250 mg, ale ewentualne leczenie rozpoczynano od wartości powyżej 400. Potem obniżono normę na 200, przed 10 laty już starano się wmówić, że norma wynosi tylko 150, a obecnie sugeruje się, że nie powinna być wyższa aniżeli 100 mg.

Problem polega na tym, że cholesterol, to jest m.in Twój mózg, Szanowny Czytelniku. Jak go sobie sam obniżysz o 50 %, to będziesz płacił i nie zadawał głupich pytań „swojemu” lekarzowi.

 Niestety tak się ostatnio składa, że najwięcej takich z sufitu wyciąganych teorii medycznych stwierdza się u kardiologów. W ostatnim 20-leciu kardiolodzy w Polsce rozpoczęli walkę z cholesterolem, z solą, z nadwagą, i dziesiątkiem innych problemów.

Równolegle idzie straszenie, że najbardziej niebezpieczne są właśnie choroby serca i najwięcej ludzi umiera z ich powodu.

Trudno to uczciwie potwierdzić, ponieważ nie wykonuje się od wielu lat sekcji w szpitalach, a to były jedyne prawdziwe dane. Obecnie dane „podrabia” się pod NFZ i jego punktację. Tak więc żadne uczciwe statystyki nie istnieją. Opieramy się tylko na szacunkach.

Nawet prasa ostatnio to zauważyła: „Plaga zawałów, czy żądza zysku” Gazeta 3.04.2013. NFZ, tylko wrocławski, zauważył wzrost liczby zawałów pomiędzy 2009 a 2010, z 12.800 do 14.700, a wzrost kosztów odpowiednio ze 154 milionów, do 181 milionów. W tym samym okresie, w liczniejszym województwie mazowieckim, wydatki na leczenie zawałów serca wzrosły ze 120 milionów do 132 milionów, i to w okresie 4 lat, a nie jednego roku.

 P.S. Od 1880 roku monopol prasowy jest trzymany przez konsorcjum Rothshield. W ten prosty sposób wszystkie gazetki i gazety mają mniej więcej ten sam zakres informacji. Niepoprawne politycznie informacje są przemilczane, a właściwe nagłaśniane. Stąd także rozbicie prasy w poszczególnych krajach na lokalne dzienniki. Powoduje to powstanie rozbicia” dzielnicowego” . Afery nagłaśniane lokalnie nie przeszkadzają “politykom” na robienie karier w innych regionach. Dlatego np. w Polsce przewozi się “polityków” przed wyborami, do różnych województw. Ustanowienie prawa, że można być posłem tylko z regionu w którym się mieszka znacznie utrudniłoby manipulacje.

Przykład obecny: nigdzie nie można znaleźć zdjęć ludzi rzekomo zatrutych gazem w Syrii, a to wg różnych źródeł od 1600 do ponad 4000 ludzi.. Tak zwykle chętni reporterzy nie opublikowali ŻADNEGO zdjęcia. To jedno przedstawiające dzieci, nie jest zdjęciem osób zatrutych gazem bojowym. Jeżeli to w ogóle są ludzie.

PS. Ciekawe kogo moje prace tak bulwersują, że jak mi podali Czytelnicy powstałą już kolejna strona “krytykująca je”. Przecież utrzymanie strony kosztuje, ktoś opłaca “człowieka”, opłaca abonament?

 dr J. Jaśkowski

Chemtrails – NWO – grypa – fałszywa flaga!

1925201_263805367128759_1217918006_nWracając do naszych oprysków, zwanych z angielska chemtrails, zafundowanych nam przez, istniejący jak widać od dawna, Rząd Światowy. Piszę specjalnie „Rząd Światowy”, ponieważ lokalny nie ma pojęcia, co to za samoloty, a przecież każdy je widzi. I widzi, jak sypią na ludzi.

Otóż  w 2009 roku, WHO, poprzez zmianę definicji epidemii i pandemii, ogłosiło epidemię świńskiej grypy AH1N1. Zupełnie nie miał znaczenia fakt, że wirus ten znany był lekarzom na całym świecie od 1976 roku, kiedy to „przypadkowo” znaleziono go koło laboratorium broni biologicznej armii amerykańskiej. Pomimo, że jeszcze w 2007 roku PZH podawał tą informację w swoich publikacjach, to nagle po 2 latach, w 2009 roku „zapomniał” o tym fakcie.

Otóż dziwnym losu zrządzeniem, ogłoszenie tej epidemii zbiegło się z obserwacjami lekarzy angielskich, notujących wzrost zachorowań na stany zapalne górnych dróg oddechowych, w kilka dni po intensywnym sypaniu z powietrza. Objawy te były rozpoznawane jako grypopodobne, lub wręcz grypowe.

Fakt występowania tych samych objawów, które mogą być powodowane wirusem, a innym razem wdychaniem nanocząsteczek wymienionych powyżej, wyjaśnia zmniejszenie liczby zgonów pogrypowych w 2009 roku.

Przypomnę, że eksperci od grypy z Atlanty, czyli urzędnicy, szacowali, że w Ameryce musi umrzeć ok. 90 000 ludzi  w 2009 roku, jak się nie będą szczepili. A naprawdę w omawianym okresie zmarło ok. 256 osób, ale z powodu grypy tylko 18 (!!!), na 320 milionów obywateli.

Jeżeli wdychanie tych „zanieczyszczeń” powoduje objawy grypopodobne, przede wszystkim długo, przez okres nawet kilku miesięcy utrzymujący się tzw. suchy kaszel, to trudno się dziwić, że lekarze mają problem z postawieniem poprawnego rozpoznania. Przecież na uczelniach medycznych, przynajmniej w Polsce, nikt nie uczy o skutkach zdrowotnych wdychania tych nanocząsteczek. Mało tego, żaden histopatolog nie ma możliwości rozpoznania tego świństwa pod mikroskopem. Stosowane normalnie mikroskopy mają powiększenie rzędu 50 – 200 razy. Nanocząsteczki trzeba oglądać pod powiększeniem 700 do 1000 razy.

I tutaj jest pies pogrzebany. Możesz sobie, Szanowny Czytelniku, wypluć płuca, a będzie to zaliczone do zakażenia wirusowego i będą tobie wmawiać, że tylko szczepionka może ocalić ci życie. A jeżeli się nie szczepiłeś, to musisz cierpieć i kaszleć. Sam sobie jesteś winien.

Widzimy to w szczególności po wzroście aktywności celebrytów namawiających do szczepień, nawet przymusowych.

Taka p. profesor magister L. Brydak, gdzie tylko może, tam swoje 3 grosze na temat szczepień wsadza, pomimo, że jak wykazuje to w wypowiedziach medialnych, przez 40 lat pracy zawodowej, nie nauczyła się nawet historii epidemiologii. Ostatnio w Wirtualnej Polsce produkowała swoją wiedzę twierdząc, że inteligencja związana jest ze szczepieniami, a nie odwrotnie, jak wykazuje życie. Udowodniono bowiem, że głównie sprzeciwiają się szczepieniom osoby wykształcone, z dużych miast, szczególnie związane z zawodami medycznymi. A szczepią się osobniki przestraszone.             Osoba, która przez 40 lat pracy nie nauczyła się rozróżniać grypy, od zapaleń płuc bakteryjnych i innych, wrzuca wszystko do jednego worka [vide witryna grypy] i usiłuje naciągnąć budżet Służby Zdrowia na przerzucanie pieniędzy społecznych, do prywatnej kieszeni producentów szczepionek. Ciekawe, co się za tym kryje.?

Jest to tym bardziej zastanawiające, że dane medyczne potwierdzają jednoznaczny związek, że osoby szczepiące się przeciwko grypie chorują ciężej i częściej. Szczepienia przeciwko grypie zwiększają umieralność na grypę i zapalenia płuc. Wzrost odsetkowy jest proporcjonalny do wzrostu populacji zaszczepionych.

Jak bronią się producenci szczepionek? Np. przez produkcję rozmaitych filmów, mających pokazać skutki rzekomych epidemii nieznanego wirusa. Pragnę przypomnieć, że współcześni wirusolodzy nie potrafią udowodnić większości swoich odkryć wirusologicznych. Aby stwierdzić, czy dany artefakt widzialny w mikroskopie elektronowym jest wirusem, trzeba go wyhodować, rozmnożyć i zaszczepić do innego organizmu żywego, otrzymując te same objawy chorobowe. Ani w przypadku HIV, ani w przypadku rozmaitych innych „mutacji”, wirusolodzy tego prostego testu nie wykonują, zdając się na photoshop i mikroskop elektronowy.

Ostatnio wydano aż 190 milionów dolarów na głupiutki film pt. „Wojna światowa Z” [World War Z]. Główną ideą filmu jest wtłoczenie bezmózgowcom, czyli społeczeństwu, informacji, że nieszczepienie jest „be”, przeżyją tylko ludzie szczepieni, ludzkość uratuje WHO. Tylko Rząd Światowy – ONZ, może coś zrobić w tej sytuacji. Jak pamiętamy, jedyne, co w ciągu ostatnich tylko 10 lat Rząd Światowy zrobił, to zmienił swoje własne definicje epidemii i pandemii, aby pod nowym szyldem wyłudzić od rządów lokalnych ok. 4,5 miliarda dolarów, na nikomu do niczego nie potrzebną szczepionkę przeciw grypie. Poza tym, wprowadził cholerę na Haiti, gdzie zmarło ponad 5000 osób, i cisza. Doprowadził do pojawienia się nowej poszczepiennej choroby, zwanej narkolepsją. Już choruje na nią  ponad 1000 osób tylko w Skandynawii [nagłe zwiotczenie mięśni z kilkusekundowym snem, tragiczne w czasie np. prowadzenia samochodu]. Zaszczepił polio 47.500 dzieciom w Indiach. Tyle ofiar bezmyślnej albo i nie, działalności ONZ i B.Gatesa, kiedy normalnie w Indiach chorowało ok. 250 dzieci rocznie na polio [na ponad 1200000000 ludzi].

I  to naciąganie budżetu na szczepionki przeprowadza się w czasach, gdy powodem zabierania co piątego dziecka rodzicom jest ich bieda.

I to wszystko w czasach, gdy najniższa emerytura wynosi 830 złotych, a np. dodatek dla inwalidy wojennego, całkowicie niezdolnego do poruszania się, wynosi 305 złotych.

I to wszystko w czasach, gdy 10 % społeczeństwa ma 5 złotych na dzień, by przeżyć.

Ładnie można dzielić się społecznymi pieniędzmi. To jest właśnie zaleta tzw. zdrowia publicznego. Żadnej odpowiedzialności, tylko pieniądze.

Jaki to ma związek z chemtrails? Ano właśnie, objawy grypowe są zupełnie takie same, jak obawy po wdychaniu tych nanocząsteczek, zrzucanych z samolotów. Takie maleńkie igły, jak wpadną do górnych dróg oddechowych, to pobudzają receptory kaszlu. Niestety, są za małe, aby kaszel je usunął. Dlatego chorzy kaszlą przez kilka miesięcy, aż taka nanocząsteczka przesunie się dalej od receptora. O tym wiedzą wojskowi, którzy te loty obsługują.

Nie jest to pierwsza taka fałszywa flaga odwracania uwagi od istoty problemu.

W 1947 roku  wciśnięto ludziom związek próchnicy z brakiem fluoru, co jest kompletną bzdurą. Ale pozwoliło to wysoce toksyczny odpad poprodukcyjny aluminium i uranu – kwas fluorowodorowy, zamiast składować i płacić za składowanie, podzielić na małe porcje i wcisnąć do past do zębów i zarabiać.

Podobnie w latach 70-tych, zaczęto wciskać ludziom związek pomiędzy rakiem płuc, a paleniem papierosów, chcąc ukryć skutki tzw. doświadczalnych wybuchów atomowych. Przypomnę, że nasi mniej, lub bardziej przystojni wojacy, wysadzili ok. 52 000 bomb atomowych, wielkości tej zrzuconej na Hiroszimę [tzn. suma mocy]. Daje to średnio 3 bomby w jednym dniu, w owym okresie czasu. Podstawowe prawo fizyczne mówi o zachowaniu masy i energii. Te promieniotwórcze pierwiastki, np. alfa o energii 5-6 MeV,  rozsypane wybuchem, muszą opadać po całym świecie. Filtrem jest nasz układ oddechowy. Energia wiązań komórkowych jest rzędu 6-7 eV, czyli milion razy mniejsza. Jeżeli po pudełku zapałek przejedzie się czołg, to na pewno z pudelka nic nie zostanie. A my nazywamy to rakiem płuc, nerek, pęcherza moczowego itd. Wiemy to doskonale po badaniach weteranów USA. Tylko w testach atomowych „użyto” 245 000 ludzi.

Podobnie odwraca się uwagę od raka skóry, poprzez wmawianie, że to słońce, a nie stosowane w kosmetykach rakotwórcze substancje, np. formaldehyd, są jego przyczyną.

A obecnie mówi się o grypie, zamiast obsypywaniu – chemtrails. I oczywiście, jak chorujesz, to ty sam jesteś sobie winien, ponieważ się nie zaszczepiłeś, a tak miło ciebie zapraszano. Natomiast chemtrails nie istnieją, przecież żadna instytucja państewka nie potwierdziła tego faktu.

Poniższe zdjęcia pokazują jak w przeciągu ok. 20 minut z jednej linii rozsypywanego świństwa formuje się „chmura”. Niebo zasnuwa się mgłą i nikt już nie będzie posądzał kogokolwiek o trucie. [zdjęcia cz-1]

http://www.polishclub.org/2013/10/27/dr-jerzy-jaskowski-spodziewane-problemy-z-zywnoscia-bedzie-przednowek/

http://dakowski.pl//index.php?option=com_content&task=view&id=11252&Itemid=53

http://dakowski.pl//index.php?option=com_content&task=view&id=10860&Itemid=119

http://dakowski.pl//index.php?option=com_content&task=view&id=11011&Itemid=63

http://www.polishclub.org/2014/02/06/dr-jerzy-jaskowski-po-co-ta-arabska-awantura-falszywa-flaga-czyli-male-interesy-wielkich-ludzi/

http://www.polishclub.org/2014/01/06/dr-jerzy-jaskowski-pranie-mozgow-sluzbie-zdrowia-w-kanadzie-i-nie-tylko-czesc-2/

http://www.polishclub.org/2013/11/22/dr-jerzy-jaskowski-swiatowy-zjazd-milosnikow-przekretow-globalne-ocieplenie-czesc-2/

http://www.polishclub.org/2013/11/12/dr-jerzy-jaskowski-falszywe-flagi-zdrowie-publiczne-czesc-2/

http://www.polishclub.org/2013/07/23/dr-jerzy-jaskowski-geoinzynieria-wojna-o-panowanie-nad-swiatem-czesc-2/

http://www.polishclub.org/2013/07/21/dr-jerzy-jaskowski-geoinzynieria-wojna-o-panowanie-nad-swiatem-czesc-1/

http://www.polishclub.org/2013/05/18/dr-jerzy-jaskowski-czarnobyl-fukushima-windscaletree-mile-island-i-co-dalej-czesc-4/

http://www.polishclub.org/2013/04/07/dr-jerzy-jaskowski-zachmurzenia-sztucznie-wywolane/

http://www.polishclub.org/2012/10/31/dr-jerzy-jaskowski-lekarze-ostrzegaja-chcesz-zachorowac-szczep-sie-przeciwko-grypie-nie-chcesz-chorowac-nie-szczep-sie-czesc-iii/

http://www.polishclub.org/2012/06/26/dr-jerzy-jaskowski-wsplczesna-medycyna-cz-iii/

http://www.naturalnews.com/chemtrails.html

http://www.naturalnews.com/041133_geoengineering_chemtrails_organic_food.html

http://www.naturalnews.com/041094_geoengineering_chemtrails_ozone_layer.html

Oświadczenie dr George Lucier -National Toxicology Program U.S.Department of Health and Human Services

http://www.thenewamerican.com/ No Proof of Man-Made Climate Change, Says Greenpeace Co-founder

http://www.carnicominstitute.org/html/morgellonsgeneraldescription.html

http://www.thenewamerican.com/tech

http://www.thenewamerican.com/tech/environment/item/17958-un-climate-change-report-uses-alarmist-global-warming-language

http://www.geoengineeringwatch.org/

http://www.occupycorporatism.com/

http://www.carnicominstitute.org/articles/bio2011-4.htm

http://www.thelibertybeacon.com/2014/01/27/chemtrail-flu-have-you-got-it-yet/

http://www.youtube.com/watch?v=UdtLTyNOB0A#t=19

http://www.youtube.com/watch?v=PiBiXvLXDS4

http://www.youtube.com/watch?v=9aHEwpWqpu0

http://www.youtube.com/watch?v=_AN7dycoF8o

http://www.youtube.com/watch?v=FfUuTFRMFsA

http://www.youtube.com/watch?v=ypFH

http://www.youtube.com/watch?v=ghsv8Kg44Ew

http://www.youtube.com/watch?v=7LqkjDTqCkY

http://www.youtube.com/watch?v=B5rINSTuE4Q

http://www.youtube.com/watch?v=9YQ4MNX5vic

http://www.youtube.com/watch?v=mj1xh8gG5qo

dr J.Jaśkowski

Gdybyśmy mogli widzieć promieniowanie telefonów komórkowych

Jak wyglądałby świat gdy promieniowanie telefonów komórkowych byłoby widziane. A przecież w środowisku człowieka kiedyś zwanym naturalnym jest jeszcze wiele innego śmiecia. Pomyśleć tylko że 60 lat temu było tylko radio. Tysiące niewidzialnych sygnałów po atakuje nas cały czas i świat byłby postrzegany zupełnie inaczej gdybyśmy mogli je widzieć. Nickolay Lamm, nadzwyczajny wizualista opracował modele […]

Jak wyglądałby świat gdy promieniowanie telefonów komórkowych byłoby widziane. A przecież w środowisku człowieka kiedyś zwanym naturalnym jest jeszcze wiele innego śmiecia. Pomyśleć tylko że 60 lat temu było tylko radio.

Tysiące niewidzialnych sygnałów po atakuje nas cały czas i świat byłby postrzegany zupełnie inaczej gdybyśmy mogli je widzieć. Nickolay Lamm, nadzwyczajny wizualista opracował modele ukazujące jak wyglądałaby telefonia komórkowa gdy jej promieniowanie było widzialne. już pokazał nam, co będzie wyglądać jak hałas Wi-Fi, a teraz jest z powrotem do oświetlania telefon komórkowy sygnały wokół nas. To trippy.

Na pierwszy rzut oka Wizualizacja wygląda jak jakiś niesamowita struktura plastra miodu, ale w sześciokątnych bryłach w oślepiających kolorach kryje się nauka.

Regularne, sześciokątne siatki terenu i wokół stacji bazowej telefonii komórkowej opracowano dla Chicago Obszar w obrębie każdego sektora promieniowania anteny ma różnych użytkowników i ma przypisane różne częstotliwości a ich sygnały łączą się jednokolorowo postrzegane . Kombinacje różnych kanałów z sektora do sektora są oznaczone przez różne kolory. Kombinacje kanałów nie są statyczne, ale raczej zmieniają szybko w czasie w zależności od użytkowników do których przypisane różne kanały. Ale gdyby zrobić zdjęcie tych szybkich zmian, prawdopodobnie można by zobaczyć szeroki wachlarz kolorów, jak widać na ilustracji.

Tak wygląda New York City;

a tak widoczna z odległości wież w Hollywood:

A to podstawy stacji w budynku C. Herbert Hoover w Washington DC:

Wyobraźmy sobie taki widok w naturze. Nie statyczny ale żywy, pulsujący “zżyciem”. Straszne.

Do tego jeszcze dochodzi system Wi- Fi o którego powszechności wszyscy marzymy. Chcielibyśmy mieć dostęp do sieci internetowej w każdym miejscu i w każdym momencie. To jego wizualizacja:

Tu jednak występują problemy. Sygnały są blokowane choćby przez drzewa:

m dalej od źródła sygnału zmniejsza się też amplituda :

Routery i komputery wysyłają i otrzymują sygnały odległe od siebie od 7 do 10 cm. Normalne pole Wi – Fi jest zazwyczaj sferyczne i ma zasięg 150 do 350 metrów :

No i w szerszym wymiarze wygląda to jak smog w Pekinie:

 

A teraz tylko szczerze. Kto sobie wyobrażał że to tak wygląda?

Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.

Join 380 other followers