Rostowski kończy z gotówką. Chce tylko kart

To koniec gotówki w Polsce. Resort finansów ma plan, jak zmusić Polaków do rezygnacji z monet i banknotów. W urzędach będziemy mogli posługiwać się tylko kartami, a o pocztowych przekazach można będzie zapomnieć.

Ministerstwo Finansów przesłało pod obrady Rady Ministrów projekt programu rozwoju obrotu bezgotówkowego w Polsce do roku 2013. Zakłada on, że udział transakcji bezgotówkowych w całości transakcji pieniężnych ma wzrosnąć z obecnych 9 proc. do 51 proc. Chodzi między innymi o zastąpienie płatności gotówką w sklepach rozliczeniami przy pomocy kart, zmniejszenie liczby rachunków za energię czy telefon opłacanych na poczcie czy w kasach na rzecz przelewów internetowych czy redukcję wypłat pensji i świadczeń gotówką na korzyść przelewów bankowych.

„Celem wszystkich tych działań ma być zmniejszenie kosztów związanych z obrotem gotówkowym w kraju” -mówi Dominika Duziak ze Związku Banków Polskich, który brał udział w tworzeniu programu. Jego realizacja ma także ograniczyć koszty wprowadzenia w naszym kraju euro. Resort finansów ma nadzieję, że będzie musiał wydrukować i wybić mniej nowych banknotów i monet.

Ministerstwo chciałoby zdecydowanego zwiększenia liczby punktów handlowo-usługowych akceptujących płatności kartą, zwiększenia liczby Polaków mających konto w banku, rozwoju sieci punktów akceptujących mikropłatności (płacenie kartą za gazetę czy bilet na autobus) oraz podwojenia liczby bankomatów, które miałyby stać nie tylko w centrach handlowych w miastach, lecz także w małych miejscowościach. Koszty większości tych działań mają wziąć na swoje barki uczestnicy obrotu pieniężnego, czyli np. banki, operatorzy bankomatów czy też firmy obsługujące terminale płatnicze.

Sam resort obiecuje, że w większości urzędów skarbowych czy innych instytucji publicznych znajdą się terminale obsługujące płatności kartą, pracownicy administracji publicznej będą musieli założyć sobie konto, na które będą otrzymywać wynagrodzenia, a w kilku ustawach, jak np. o abonamencie RTV, znajdzie się zapis o preferowanej formie dokonywania płatności za pośrednictwem przelewu.
Jacek Uryniuk
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

http://gospodarka.dziennik.pl/

Wyjazd za granicę trzeba będzie zgłosić do urzędu gminy

Obywatel polski, który zamierza wyjechać z kraju, będzie musiał zgłosić ten fakt w urzędzie gminy. W przypadku gdy nie planuje pozostania na stałe za granicą, a wyjazd ten będzie dłuższy niż sześć miesięcy, będzie musiał zgłosić w gminie swój powrót do Polski. Zgłoszenia tego będzie można dokonać w urzędzie lub drogą elektroniczną na formularzu umożliwiającym wprowadzanie danych

Uchwalona przez Sejm 24 września 2010 r. ustawa o ewidencji ludności (nazywana dalej ustawą) określa między innymi zasady wykonywania obowiązku meldunkowego przez obywateli polskich. W tym zakresie treść przyjętej ostatecznie ustawy znacznie się różni od regulacji zaproponowanej we wniesionym przez rząd projekcie.

Przede wszystkim nowa ustawa nie posługuje się proponowanymi pojęciami „podstawowego i czasowego miejsca zamieszkania”. Za ustawą z 10 kwietnia 1974 r. o ewidencji ludności i dowodach osobistych również w nowym akcie prawnym mowa jest o zameldowaniu na pobyt stały lub czasowy.

Ewidencja ludności

Nowa ustawa określa, że ewidencja ludności polega na rejestracji podstawowych danych identyfikujących tożsamość oraz status administracyjno-prawny osób fizycznych. Dane te będą rejestrowane (tak samo jak obecnie) w rejestrze PESEL, w rejestrach mieszkańców oraz rejestrach zamieszkania cudzoziemców. Zawierać one będą również między innymi informację o adresie zameldowania na pobyt stały lub czasowy. Zgodnie z omawianą regulacją obywatel polski przebywający na terytorium Polski jest zobowiązany wykonywać obowiązek meldunkowy. Polega on na:

● zameldowaniu się w miejscu pobytu stałego lub czasowego;
● wymeldowaniu się z miejsca pobytu stałego lub czasowego;
● zgłoszeniu wyjazdu poza granice RP oraz powrotu z wyjazdu.

Obowiązku zameldowania na pobyt stały lub czasowy należy dokonać najpóźniej w 30 dniu, licząc od dnia przybycia do tego miejsca. Równocześnie możliwe będzie posiadanie jednego miejsca pobytu stałego i jednego miejsca pobytu czasowego.

Za osobę nieposiadającą zdolności do czynności prawnych lub posiadającą ograniczoną zdolność do czynności prawnych obowiązek meldunkowy wykonywać będzie jej przedstawiciel ustawowy, opiekun prawny lub inna osoba sprawująca nad nią faktyczną opiekę w miejscu ich wspólnego pobytu. Obowiązku meldunkowego będzie można dopełnić przez pełnomocnika legitymującego się pełnomocnictwem udzielonym w formie, o której stanowi k.p.a.
Meldunek żołnierza

W przypadku żołnierzy w czynnej służbie wojskowej obowiązek meldunkowy:

● polegający na zameldowaniu się w miejscu pobytu czasowego lub wymeldowaniu się z takiego miejsca będzie wykonywany w miejscu pełnienia tej służby u dowódcy jednostki wojskowej, a w miejscu pobytu czasowego w obiekcie wojskowym u komendanta (kierownika, szefa, dowódcy) obiektu;
● polegający na zgłoszeniu wyjazdu poza granice RP oraz powrotu z tego wyjazdu będzie wykonywany w miejscu pełnienia tej służby u dowódcy jednostki wojskowej.

Wykonanie obowiązku meldunkowego w tych sytuacjach następować będzie poprzez stwierdzenie tego faktu w rozkazie dowódcy jednostki wojskowej lub w książce zameldowań komendanta obiektu wojskowego i nie wymaga zgłoszenia w organie gminy oraz ujęcia w rejestrze PESEL i rejestrach mieszkańców.

Pobyt stały i czasowy

Dla rejestracji miejsca pobytu określono, że pobytem stałym jest zamieszkanie w określonej miejscowości pod oznaczonym adresem z zamiarem stałego przebywania. Natomiast pobytem czasowym jest przebywanie przez okres ponad trzech miesięcy bez zamiaru zmiany miejsca pobytu stałego w innej miejscowości pod oznaczonym adresem lub w tej samej miejscowości, lecz pod innym adresem.

Obywatel polski będzie dokonywał zameldowania na pobyt stały lub czasowy w formie pisemnej na formularzu w organie gminy właściwym ze względu na położenie nieruchomości, w której zamieszkuje.

Będzie musiał przedstawić dowód osobisty lub paszport, potwierdzenie na formularzu zgłoszenia pobytu w lokalu, sporządzone przez właściciela lub inny podmiot dysponujący tytułem prawnym do lokalu oraz dokument potwierdzający tytuł prawny do tego lokalu. Tym ostatnim dokumentem może być w szczególności umowa cywilno-prawna, wypis z księgi wieczystej, decyzja administracyjna lub orzeczenie sądu. Przy zameldowaniu na pobyt czasowy trzeba będzie wskazać deklarowany okres pobytu w tym miejscu. W ustawie podkreślono, że zameldowanie na pobyt stały lub czasowy służy wyłącznie celom ewidencyjnym i ma na celu potwierdzenie faktu pobytu osoby w miejscu, w którym się zameldowała.

Zameldowania na pobyt stały w stosunku do dzieci obywateli polskich urodzonych na terytorium Polski będzie dokonywać z urzędu kierownik urzędu stanu cywilnego sporządzający akt urodzenia. Zameldowanie na pobyt stały następować będzie z dniem sporządzenia aktu urodzenia, w miejscu stałego albo czasowego pobytu rodziców albo tego z rodziców, u którego dziecko faktycznie przebywa.

Jeżeli dane zgłoszone do zameldowania lub wymeldowania będą budziły wątpliwości, to w tym zakresie organ gminy będzie rozstrzygać w drodze decyzji administracyjnej. Dotyczy to między innymi zastrzeżeń co do deklarowanego adresu pobytu. Z urzędu zameldowanie na pobyt stały będzie potwierdzane przez zaświadczenie o zameldowaniu. W przypadku zameldowania na pobyt czasowy dokument ten będzie wydawany na wniosek strony.

Obowiązek wymeldowania

Obywatel polski, który będzie opuszczać miejsce pobytu stałego albo czasowego przed upływem deklarowanego okresu pobytu, zobowiązany będzie do wymeldowania się. Ustawa określa, że będzie to możliwe w formie:

● pisemnej na formularzu w organie gminy właściwym dla dotychczasowego miejsca pobytu,
● dokumentu elektronicznego na formularzu umożliwiającym wprowadzenie danych do systemu teleinformatycznego organu gminy, pod warunkiem otrzymania przez osobę urzędowego poświadczenia odbioru.

Wymeldowanie będzie również możliwe poprzez zameldowanie się w nowym miejscu pobytu. Organ gminy wydawać będzie z urzędu lub na wniosek właściciela lub podmiotu dysponującego prawem do lokalu decyzję w sprawie wymeldowania obywatela polskiego, który opuścił miejsce pobytu stałego albo opuścił miejsce pobytu czasowego przed upływem deklarowanego okresu pobytu i nie dopełnił obowiązku wymeldowania się.

Na obywatela Polski, który wyjeżdża z kraju z zamiarem stałego pobytu za granicą, ustawodawca nałożył obowiązek zgłoszenia tego faktu organowi gminy. Zgłoszenie to powodować będzie automatyczne wymeldowanie go z miejsca pobytu stałego i czasowego. Taki sam obowiązek nałożono na obywatela w przypadku wyjazdu za granicę na okres dłuższy niż sześć miesięcy. Zgłoszenia te będą musiały zostać dokonane najpóźniej w dniu opuszczenia miejsca pobytu stałego albo czasowego.

Zgłoszenie zgonu dokonane w urzędzie stanu cywilnego, zgodnie z przepisami prawa o aktach stanu cywilnego, zastępować będzie wymeldowanie osoby zmarłej z miejsca pobytu stałego i czasowego.

Nowa ustawa wejdzie w życie 1 sierpnia 2011 r.

Ważne!

Od 1 stycznia 2014 r. znosi się obowiązek meldunkowy. Od tego bowiem momentu nie będą już prowadzone rejestry mieszkańców i rejestry zamieszkania cudzoziemców. Nie będą także gromadzone (również w rejestrze PESEL) dane związane z zameldowaniem oraz wymeldowaniem przez obywatela polskiego i cudzoziemca miejsca pobytu stałego i czasowego, a także dane związane z wyjazdem oraz z powrotem z wyjazdu obywatela polskiego poza granice kraju trwające dłużej niż sześć miesięcy

Treść formularzy zgłoszenia pobytu

Na pobyt stały:

● nazwisko i imię (imiona);
● numer PESEL, o ile został nadany;
● datę i miejsce urodzenia;
● kraj urodzenia;
● adres dotychczasowego miejsca pobytu stałego;
● kraj poprzedniego miejsca zamieszkania;
● adres nowego miejsca pobytu stałego;
● podpis właściciela lokalu lub innego podmiotu dysponującego tytułem prawnym do lokalu;
● nazwisko i imię pełnomocnika, o ile został ustanowiony.

Na pobyt czasowy:

● nazwisko i imię (imiona);
● numer PESEL, o ile został nadany;
● datę i miejsce urodzenia;
● kraj urodzenia;
● adres miejsca pobytu stałego;
● adres miejsca pobytu czasowego;
● deklarowany okres pobytu;
● adres dotychczasowego miejsca pobytu czasowego, o ile go posiadał;
● podpis właściciela lokalu lub innego podmiotu dysponującego tytułem prawnym do lokalu;
● nazwisko i imię pełnomocnika, o ile został ustanowiony.

Podstawa prawna

Art. 2, art. 3, art. 24 – art. 38 ustawy z 24 września 2010 r. o ewidencji ludności (Dz.U. nr 217, poz. 1427).

http://hotnews.pl/

http://prawo.gazetaprawna.pl/

Gen. Petelicki: Bogdan Klich nie ma honoru. To nieudacznik

- W kwestii bezpieczeństwa państwa leżymy na łopatkach, bo rządzący patrzą na słupki sondażowe. A skoro słupki są wysokie to nie ma potrzeby by zmieniać cokolwiek – ostrzega w rozmowie z Wprost24 założyciel GROM-u gen. Sławomir Petelicki. Gen. Petelicki podkreśla, że w ostatnich miesiącach ponieśliśmy ogromne straty mimo że Polska nie stała się ofiarą ataku z zewnątrz. A gdybyśmy zostali zaatakowani? – Polska armia jest zorganizowana gorzej niż siły zbrojne Białorusi – nie ma wątpliwości gen. Petelicki. I ostro krytykuje rządzących: – Donald Tusk to dla mnie smarkacz, a minister Bogdan Klich to nieudacznik.
Artur Bartkiewicz, Jakub Czermiński, Wprost24: Na rynek wchodzi właśnie książka „GROM: Siła i honor”. To zapis pańskiej rozmowy z Michałem Komarem. Dlaczego zdecydował się pan opowiedzieć o początkach GROM-u?

Gen. Sławomir Petelicki: – To przede wszystkim książka o budowaniu struktury ważnej dla obrony infrastruktury krytycznej państwa. Chciałem pokazać jak powinny działać profesjonalne struktury i udowodnić, że można je stworzyć, jeśli dobiera się odpowiednich ludzi. Odpowiednich – czyli lepszych od siebie, a nie takich, którzy będą tylko przytakiwać. Nam się to udało – w ciągu 20 lat działalności GROM wykonał kilkaset operacji, wyeliminował ok. 500 terrorystów. Żaden żołnierz GROM-u nie zginął w czasie operacji bojowej.

Skąd w takim razie wzięły się ostatnie problemy GROM-u? CBA kontroluje właśnie czy w jednostce nie doszło do nieprawidłowości.

- To efekt przyjścia do jednostki „betoniarzy” z MON, których umieszczono w GROM-ie bez selekcji, bez szkoleń. W efekcie z jednostki musiał odejść najlepszy jej dowódca od 20 lat – płk Dariusz Zawadka. Ale jestem spokojny o GROM. Ta jednostka była i jest najlepsza. Amerykanie już zajęli się tą sprawą. Na pewno nie dopuszczą do zniszczenia GROM-u.

Z perspektywy czasu – nie żałuje pan, że GROM, pierwotnie podległy MSWiA, przeszedł pod skrzydła „betoniarzy” z MON-u?

Nie. To jest jednostka wojskowa. GROM nie mógł być tworzony w ramach MON, bo wtedy w wojsku było jeszcze za dużo generałów po akademiach radzieckich, którzy by do stworzenia takiej jednostki nie dopuścili. Ale to była od początku jednostka wojskowa.

W pańskiej książce można znaleźć zdanie: „Zachęcam do zmiany sposobu myślenia o sprawach żywotnych”. Odpowiada pan w ten sposób na pytanie, czy przygotowuje rewolucję…

Nie przygotowuję żadnej rewolucji. Jestem niezależnym ekspertem. Jeśli mówię, że jest źle, to nie znaczy, że wchodzę w politykę.

Nie kusi pana?

Nie.

Minister Petelicki?

W żadnym wypadku. Jestem za stary. Aby być ministrem trzeba mieć bardzo dużo siły. Jest młode pokolenie, które zaczęło swoją karierę po 1989 r. W dorosłość wchodzą już ludzie, którzy urodzili się po upadku PRL. Tych młodych jest 13 milionów. To zadanie dla nich.

Na razie jednak w liście otwartym do Donalda Tuska napisanym tuż po katastrofie smoleńskiej radził pan, by rozwiązać wojskową prokuraturę i zdymisjonować ministra Klicha. List trafił w próżnię. Może jako polityk miałby pan większą siłę oddziaływania?

Nie. Ja wiem, że ci ludzie tego nie zmienią. Są ludzie, którzy potrafią coś zrobić i są nieudacznicy, którzy są niereformowalni.

Załóżmy jednak, że premier Donald Tusk postanawia coś zmienić – przychodzi do pana i mówi: chcę, by gen. Petelicki pokierował resortem obrony.

Czy pan sobie wyobraża, że ja będę rozmawiał z premierem po tym, jak on nawet nie odpowiedział na mój list, w którym mając najlepsze intencje, chciałem podzielić się swoją wiedzą? To jest dla mnie smarkacz, który żyje z moich podatków. Gdy rządził PiS z przekonaniem popierałem Donalda Tuska co może poświadczyć ówczesny członek Rady Fundacji GROM Paweł Graś, obecnie zatrudniony na pół etatu jako minister i na pół etatu jako nocny dozorca w pałacyku niemieckiego biznesmena. Zawiodłem się i na Grasiu i na Tusku. Nawet Rosjanie w raporcie MAK wytknęli karygodne błędy ministra Klicha i ministra Tomasza Arabskiego, czyli de facto Tuska. Jaki pan taki kram!

Nie jest pan fanem ministra Bogdana Klicha…

On jest zwykłym nieudacznikiem. To człowiek bez honoru. Na dobrą sprawę, po katastrofie w Smoleńsku, w której stracił wszystkich dowódców, powinien pojechać na miejsce tragedii i strzelić sobie w głowę.

Radykalna ocena. Może wystarczyłaby dymisja?

To za mało. Klich powinien stanąć przed Trybunałem Stanu.

Za co?

Po pierwsze, za sfałszowanie wyników kontroli po katastrofie samolotu CASA i nie wyciągnięcie z niej żadnych wniosków. Po drugie – za otaczanie się wojskowym betonem i odpychanie ludzi takich jak gen. Waldemar Skrzypczak. Minister Klich zapytany przeze mnie, dlaczego bierze pod uwagę bezsensowne – moim zdaniem – rady gen. Mieczysława Bieńka, który rekomenduje mu przeniesienie dowództwa wojsk lądowych do Wrocławia w trakcie operacji bojowej, odpowiedział mi, że… Bieniek to jego Wieniawa-Długoszewski. A jeszcze wtedy Klich był trzeźwy. Wreszcie po trzecie – Trybunał Stanu należy się ministrowi za to, że nie wiemy gdzie, w dniu katastrofy smoleńskiej, był kontrwywiad wojskowy. Przecież to kontrwywiad odpowiada za ochronę generałów. Czy oficerowie SKW sprawdzili wcześniej lotnisko na którym miał lądować Tu-154? Nie. Nie było ich też na żadnym lotnisku zapasowym. Dlaczego? Ponieważ minister nie postawił im takich zadań. Nic nie było przygotowane. Gdy zapytałem o to ministra Klicha ten odpowiedział mi, że on jako minister nie wtrąca się do prac Służby Kontrwywiadu Wojskowego i Służby Wywiadu Wojskowego, bo one podlegają ministrowi Jackowi Cichockiemu.

Minister Bogdan Klich ma jednak na koncie sukces – przeprowadził błyskawiczną profesjonalizację armii. To była słuszna decyzja?

Oczywiście. Przyszłością jest armia zawodowa. Ale tego nie załatwia się jednym rozkazem. Do takiej operacji trzeba się przygotowywać latami. Tymczasem u nas wszystko dzieje się bez planu – decyzje są podyktowane PR-em. Ktoś mówi, że coś tworzy – i zwyczajnie kłamie. Pod względem postępów profesjonalizacji pozostajemy w tyle chociażby za Rumunami.

Krytycy ekspresowej decyzji o wyprowadzeniu z koszar poborowych twierdzą, że na własne życzenie się rozbroiliśmy.

Całkowicie. Dziś nie mamy poboru, ale nie mamy jednocześnie zawodowej armii wyszkolonych żołnierzy. Za to wszystko odpowiada Bogdan Klich.

Może jest tak, że skoro nasze granice są dziś bezpieczne, to mamy czas na transformację armii?

W warunkach pokoju straciliśmy całe dowództwo. Co nam jeszcze może grozić, kogo jeszcze możemy stracić? Poza tym czy jesteśmy pewni, że sytuacja na Białorusi jest na tyle stabilna, abyśmy mogli spać spokojnie? A muszę z przykrością powiedzieć, że armia białoruska jest lepiej zorganizowana od naszej – mimo że to my od 10 lat jesteśmy w NATO. Gdybyśmy musieli zmierzyć się z Białorusią – byłoby ciężko. Należałoby wrócić do planu ministra Romualda Szeremietiewa i zacząć tworzyć obronę terytorialną. Młodzi ludzie powinni być szkoleni tak, by byli w stanie bronić swoich małych ojczyzn. Taki system chroniłby nas też w przypadku katastrof naturalnych. Tymczasem jednak z MON odchodzą dobrzy żołnierze, którzy chcą coś zrobić dla wojska i kraju. Szanuje się lizusów.

Al-Kaida zapowiedziała kolejne zamachy w Europie i USA. Czy Polska jest przygotowana na radzenie sobie z takimi wyzwaniami?

Nikt nie przeprowadził ataku na nasz kraj – a Polska i tak straciła najpierw dowództwo lotnictwa (w katastrofie samolotu CASA w 2008 roku), a potem całe dowództwo wojska. Dzięki umiejętnościom kolejowym ministra Cezarego Grabarczyka doszło do paraliżu kolei. Dzień po tym jak zaczęła się tegoroczna powódź centrum kryzysowe stwierdziło, że sytuacja jest pod kontrolą…

Czyli mała grupa terrorystów mogłaby wprowadzić chaos w Polsce?

Absolutnie tak.

Jest źle, będzie gorzej?

Nie. Jestem optymistą. Dziś Polacy biorą udział w operacjach bojowych poza granicami kraju. Dzięki temu w wojsku polskim powstaje silny trzon zawodowców. Oni mówią już innym językiem niż biurokraci w MON. Moim zdaniem ważne jest również to, że katastrofa smoleńska obnażyła przed opinią publiczną bałagan jaki panuje w naszym kraju. Potem jeszcze powódź – strażacy przez całą dobę wzmacniali wały – tymczasem wystarczyłoby wysłać na miejsce śmigłowiec, który zrzuciłby worek gruzu. To jest tak jak mówił prezydent Bronisław Komorowski – woda ma to do siebie, że spływa z gór do morza. A więc wiadomo gdzie budować zbiorniki retencyjne, gdzie wzmacniać wały. Katastrof można unikać – to zaczyna docierać do społeczeństwa.

Doczekamy się kiedyś porozumienia ponad politycznymi podziałami w sprawie bezpieczeństwa kraju? Kadencja Sejmu trwa cztery lata, a armię reformuje się już od dwóch dekad.

Aby takie porozumienie miało sens niezbędna jest realizacja ustaleń POPiS-u – likwidacja Prokuratury Wojskowej. Aby oczyścić armię trzeba wyjaśnić sprawy kryminalne – aferę bakszyszową, aferę w GROM-ie…

Prokuratura Wojskowa w tym przeszkadza?

Od lat zamiata sprawy pod dywan! Dlaczego do GROM-u musi wchodzić CBA? Prokuratorzy wojskowi noszą mundury, więc nie są niezależni. Kiedy wiceminister Czesław Piątas wszedł na posiedzenie sejmowej komisji obrony narodowej otoczony prokuratorami wojskowymi powiedział: to są moi ludzie. Przecież prokurator wojskowy, aby liczyć na awans, musi działać po myśli przełożonych.

Jest pan bardzo krytyczny wobec Platformy, a wszystko wskazuje na to, że to właśnie PO wygra kolejne wybory. Jednocześnie deklaruje pan, że jest pan optymistą co do przyszłości…

Ja nie będę się bał rządów PO. Niech się boją młodzi. Ja przeżyłem kilka żyć. Jestem spełnionym, szczęśliwym człowiekiem. Mam emeryturę. Jak mówił marszałek Piłsudski: obowiązkiem żołnierza jest stworzyć dla ojczyzny piorun, który błyska, a w razie potrzeby uderzy. Mnie się to udało, dzięki ludziom dobrej woli, stworzyć.

Młodzi do których pan apeluje wybierają Platformę.

Dotychczas nie mieli na kogo głosować. To było jak wybór między dżumą a cholerą. Mieli głosować na PiS? Wybierając Platformę nie głosowali w istocie na PO – tylko przeciw PiS. Teraz będą głosować na swój ruch. Dotychczas nie było opozycji. Platforma nie miała z kim przegrać. A teraz taki ktoś się pojawił – ruch, który ma już 17 posłów i własny klub parlamentarny. Średnia wieku wynosi tam 38 lat, a program współtworzy wybitny ekonomista prof. Krzysztof Rybiński…

Kibicuje pan ruchowi „Polska jest Najważniejsza”?

Absolutnie. Dla mnie siła tego ruchu polega na tym, że na nich nikt nie ma „haków”. Gdyby było inaczej Jarosław Kaczyński natychmiast by je ujawnił.

Zgodziłby się pan doradzać PJN w sprawach wojska?

W Polsce powinien powstać zespół naprawdę niezależnych ekspertów, którzy nie powinni być związani z jednym ruchem czy partią. Powinien pilnować wszystkich. Taki think tank w sprawach bezpieczeństwa i ochrony infrastruktury państwa.

http://www.wprost24.pl/

Brama do paliwowej ekspansji Rosjan

Kupno Lotosu ułatwiłoby Rosjanom sięgnięcie po PKN Orlen, co oznaczałoby przejęcie rafinerii w Polsce, na Litwie i w Czechach. A rachunek za tę operację zapłaciliby polscy obywatele
Brama do paliwowej ekspansji Rosjan

Przemysław Wipler

Co ewentualna sprzedaż Grupy Lotos rosyjskim koncernom oznacza dla polskich obywateli? Pytanie to nabiera szczególnego znaczenia w tygodniu, w którym cena benzyny na stacjach przekroczyła „magiczną” barierę 5 złotych za litr.

Wszystkie znaki na ziemi i niebie wskazują, że kończy się okres posuchy dla rosyjskich koncernów chcących inwestować w największe firmy w Polsce. Pomimo jasno wyrażonych przez stronę rosyjską intencji o strategicznym charakterze sektora paliwowego, rząd polski przestał mieć obiekcje w stosunku do rosyjskich inwestorów w polskich strategicznych przedsiębiorstwach energetycznych. Otwartość na rosyjskich inwestorów deklarowali m.in. prezydent Bronisław Komorowski i odpowiedzialny za bezpieczeństwo energetyczne minister gospodarki Waldemar Pawlak. W tym kontekście należy analizować wystosowane przez ministra skarbu Aleksandra Grada zaproszenie potencjalnych inwestorów do negocjacji w sprawie nabycia akcji największej spółki Pomorza Gdańskiego – Grupy Lotos, na które mają oni odpowiedzieć do 18 lutego 2011 roku. Kwestie te były dyskutowane również w czasie wizyty prezydenta Dmitrija Miedwiediewa w Polsce, podczas której Rosjanie zabiegali o potwierdzenie, że strona polska nie żywi uprzedzeń do obecności rosyjskich inwestorów w branży energetycznej, sprzedawanej przez urzędników Donalda Tuska.

Przejąć zagraniczne rynki
28 sierpnia 2003 roku rząd Federacji Rosyjskiej przyjął „Strategię energetyczną Rosji na okres do 2020 roku”. Strategia dotyczyła celów i priorytetów rosyjskiej polityki w zakresie energetyki oraz sposobów ich realizacji. Rosja, wykorzystując zasoby energetyczne, dążyć miała do zwiększenia swojego znaczenia na arenie międzynarodowej. Instrumentem do tak postawionego zadania miało być opanowanie zagranicznych rynków przetwórstwa, transportu oraz zbytu ropy naftowej i produktów naftowych przez spółki kontrolowane przez Kreml. W rozdziale strategii dotyczącym obecności rosyjskich spółek sektora energetycznego na światowych rynkach czytamy: „W ciągu najbliższych lat eksport zasobów energetycznych stanie się kluczowym czynnikiem tak dla rozwoju gospodarki narodowej, jak i dla ekonomicznej i politycznej pozycji Rosji w społeczności międzynarodowej”. Zgodnie ze strategią ekspansja rosyjska na arenie międzynarodowej miała odbywać się poprzez: „Eksport zasobów paliwowo-energetycznych, opracowanie i opanowanie zasobów energetycznych na terytoriach innych państw oraz umocnienie obecności na wewnętrznych rynkach zagranicznych, przejęcie sieci zbytu zasobów energetycznych i obiektów infrastruktury energetycznej w tych państwach”. W strategii przed rosyjskimi spółkami sektora naftowego postawione zostało zadanie „zabezpieczenia politycznych interesów Rosji na świecie”, a jednym ze środków jego realizacji miało być „rozszerzenie obecności rosyjskich spółek naftowych na rynkach zagranicznych i ich udział w majątku za granicą, mającym służyć do przetwórstwa, transportu i zbytu [ropy naftowej]„. Rząd rosyjski planował od przełomu lat 2005/2006 zmniejszenie wolumenu eksportu produktów naftowych, w szczególności mazutu i oleju napędowego, po uprzednim przejęciu przez rosyjskie spółki naftowe kontroli nad szeregiem zagranicznych zakładów przetwórstwa surowca.
Aktualność strategii znajdowała potwierdzenie w wypowiedziach przedstawicieli rosyjskiego rządu i głównych decydentów sektora energetycznego, m.in. Siemiona Wajnsztoka, prezesa spółki Transnieft, mającej monopol na transport ropy przez terytorium Rosji, i ministra przemysłu i energetyki FR Wiktora Christienki.
Siemion Wajnsztok w wywiadzie dla pisma „Ropa i kapitał” powiedział: „(…) pora, aby Rosja przestała zwiększać dostawy ropy za granicę. ‚Transnieft’ obecnie proponuje obniżenie eksportu ropy naftowej na tyle, na ile jest to możliwe. (…) Obniżyć o 50-60 procent. Proponujemy nie upodabniać się do krajów nierozwiniętych, które eksportują ropę, a postawić na rynek przetworzonego towaru. (…) na końcówkach naftociągów eksportowych powinno się mieć dobre rafinerie i przedsiębiorstwa chemiczne”. W ramach realizacji tej strategii rząd rosyjski wspierał wiele projektów, z których najbardziej polskich spraw dotyczyły głównie projekty nieudane: walka rosyjskich koncernów o litewską rafinerię w Możejkach (kupioną przez Orlen), próba przejęcia węgierskiego koncernu MOL, realizowana we współpracy z austriackim „pośrednikiem” – koncernem OMV, a wreszcie nieudane przejęcie Rafinerii Gdańskiej (2002 r.). To pasmo niepowodzeń ma zostać przełamane, między innymi przejęciem przez rosyjskiego inwestora pakietu kontrolnego nad Grupą Lotos, do czego przygotowania trwają po stronie rosyjskiej od kilku lat.

Rosnąca pozycja Lotosu
Wszystkie rafinerie konkurujące o rynek w Polsce – wschodnioniemieckie, białoruskie, z państw bałtyckich – są wyspecjalizowane w przerobie ropy rosyjskiej. Mogą przerabiać inne ropy niż rosyjski Urals, jednak najlepiej dają sobie radę właśnie z surowcem rosyjskim. W Polsce ropę naftową przerabiają dwie rafinerie – płocki Orlen (14,5 mln ton rocznie) i gdański Lotos (6 mln ton rocznie). Ze względu na centralne położenie Orlenu wyłączny dostęp do rurociągów do przesyłu gotowych paliw i kilka innych strategicznych przewag – cenę na rynku dyktuje właśnie płocki koncern. Sytuacja ta może się zmienić diametralne z kilku powodów.
Po pierwsze, kończy się kosztująca 2 mld USD rozbudowa gdańskiej rafinerii zwiększająca przerób ropy o 75 proc. (do 10,5 mln ton rocznie), co oznacza, że znajdzie się ona prawie w tej samej lidze, co rafineria płocka, a nowe instalacje Lotosu będą nowocześniejsze i bardziej efektywne niż ich płockie odpowiedniki. Rozpoczęcie wykorzystywania pełnych mocy przerobowych rozbudowanego Lotosu oznaczać będzie początek wojny cenowej pomiędzy obiema polskimi rafineriami – dużo więcej produktów trafi na polski rynek i w efekcie spadną ich ceny, co pozytywnie odczują konsumenci.
Po drugie, Grupa Lotos posiada perełkę, której Orlen może jej tylko pozazdrościć – została obdarowana przez Skarb Państwa spółką „Petrobaltic”, która wydobywa ropę naftową na Morzu Bałtyckim i prowadzi działalność na norweskim polu naftowym Yme poprzez zależną spółkę Lotos Exploration and Production Norge AS (planowane wydobycie to ok. 400 tys. ton rocznie). Im wyższe ceny ropy naftowej na światowych rynkach, tym bardziej rośnie wartość tego ropnego „źródełka” dla całej Grupy Lotos.
Po trzecie, radykalnie na korzyść Lotosu wpłynąć mogą strategiczne inwestycje o charakterze gospodarczym i politycznym rosyjskich koncernów – a zwłaszcza zakończenie przez Rosjan budowy rurociągu BTS-2 na odcinku Uniecza – Ust Ługa. Pierwszy z tych ropociągów (BTS-1), o przepustowości 65 mln ton rocznie, zakończono naftoportem w Primorsku (108 km na północny zachód od Petersburga), a jego uruchomienie w 2001 r. pozwoliło na wyeliminowanie z transportu rosyjskiej ropy łotewskiego portu Ventspils, odcięcie dostaw do kupionych przez Orlen Możejek i eliminację eksportu przez kupiony wraz z Możejkami litewski naftoport w Butyndze.
Ostateczna decyzja o budowie drugiego ropociągu (BTS-2) zapadła w styczniu 2007 r., po konflikcie naftowym Moskwy z Mińskiem, w wyniku którego przerwano dostawy ropy do Polski i Niemiec. Rura zaczynająca się w Unieczy, kilkadziesiąt kilometrów przed granicą białoruską, o przepustowości 50-75 mln ton rocznie, ma kosztować 2,5 mld dolarów. Cel inwestycji jest jasny: zbudowanie alternatywy dla białorusko-polsko-niemieckiego odcinka rurociągu „Przyjaźń”, przesyłającego 60-70 mln ton ropy rocznie. Presja na budowę rurociągu była tak duża, że pomimo iż planowano zakończyć go w 2012 r., ostatni spaw na rurze założono… miesiąc temu. A dokończenie BTS-2 to potencjalnie naftowy szok dla całego regionu. Białoruskie rafinerie odcięte od dostaw ropy z „Przyjaźni” zostaną przejęte za bezcen przez rosyjskie koncerny lub będą przerabiały ropę naftową z Wenezueli, przewożoną do rafinerii koleją z Ukrainy lub Litwy. Wśród rafinerii polskich i niemieckich na odcięciu dostaw ropy rurociągiem „Przyjaźń” stracą Orlen i niemieckie rafinerie, a radykalnie dużo zyska właśnie gdański Lotos. Spółka ta ma jako jedyna rurociąg bezpośrednio łączący ją z gdańskim Naftoportem, co pozwoli jej uniknąć kosztów utrzymania setek kilometrów polskiego odcinka rurociągu „Przyjaźń”, zarządzanego przez państwową spółkę PERN. Koszty te zostaną przerzucone na trzy pozostałe rafinerie, co pogorszy ich możliwość konkurowania z Lotosem.
Archimedes miał powiedzieć: „Dajcie mi punkt podparcia, a poruszę Ziemię”. Dźwignią, dzięki której Rosjanie zamierzają poruszyć paliwową Europę Środkową, jest rurociąg BTS-2. Punktem podparcia tej dźwigni jest przejęcie Lotosu.

Czarny scenariusz
Co może zrobić rosyjski właściciel Grupy Lotos po przejęciu rozbudowanej, zmodernizowanej, posiadającej świetny dostęp do infrastruktury morskiej rafinerii w Gdańsku? W pierwszej fazie może zawrzeć ze swoją rafinerią bardzo korzystny dla niej kontrakt na dostawy ropy naftowej, dzięki któremu, dotowana – tańszą niż konkurencja – rosyjską ropą, będzie mogła (wykorzystując opisane powyżej przewagi) podjąć jeszcze brutalniejszą wojnę cenową w regionie. Z perspektywy klienta wojna cenowa producentów paliw to marzenie – oznacza skokowy spadek cen paliw. Taka wojna jest jednak pożądana przez klientów jedynie w sytuacji, gdy wynika ze zmiany otoczenia rynkowego na bardziej konkurencyjne. Sytuacja, w której jednym z czynników ekonomicznych umożliwiających wojnę cenową jest dotowanie jednego z konkurentów – na przykład dostawami tańszej ropy – oczywiste jest, że sprawa ma drugie dno i jest przejawem walki o przejęcie całego rynku. W długofalowej strategii rosyjskiej taka wojna cenowa ma więc sens jedynie w przypadku, w którym będzie okresowa i osiągnie założony cel, którym jest złamanie na rynku polskim konkurentów, a zwłaszcza PKN Orlen. A to już nie będzie dobre dla naszych kieszeni. Po co Rosjanie mieliby łamać ekonomicznie PKN Orlen, rzucać go na kolana? Po to, by go kupić na warunkach, na których zamierzają kupować m.in. odcięte od ropy białoruskie rafinerie. Co więcej, w przeciwieństwie do Lotosu wykup Orlenu nie będzie zależny od rządu w Warszawie. Lotos to firma, w której ponad połowę udziałów ma państwo – bez jego zgody nic w spółce się nie wydarzy. W Orlenie państwo ma niespełna 28 proc., co oznacza, że do przejęcia kontroli akcji na giełdzie potrzeba tylko woli i pieniędzy. A jeśli ostrą konkurencją Rosjanie załamią kurs giełdowy akcji Orlenu, to tych pieniędzy nie będzie potrzeba zbyt wiele… Przejęcie Orlenu będzie oznaczało przejęcie rafinerii w Polsce, na Litwie i w Czechach – w rękach rosyjskich koncernów zostanie w ten sposób paliwowo „zintegrowana” nie tylko cała Polska, ale wręcz Europa Środkowa. A rachunek za tę operację zapłacą polscy przedsiębiorcy i obywatele.

Zanim mleko się rozleje…
Sprzedaż Lotosu jest kontrowersyjna z wielu powodów. Po pierwsze, nie ma dobrego kupującego, chcącego robić normalny biznes, a będący w większości we własności rządu Lotos jest pod pewnymi względami o wiele istotniejszy dla bezpieczeństwa energetycznego RP niż PKN Orlen – nie ma możliwości wrogiego przejęcia tej spółki. Zadziwia próba sprzedaży rafinerii kończącej wielką modernizację i rozbudowę – firma poniosła olbrzymie koszty modernizacji, a właściciel nie odczuł jeszcze pozytywnych zmian z nią związanych. Ponadto do sprzedaży ma dojść w czasie głębokiego kryzysu finansowego, kiedy najlepszą strategią jest czekanie na zmiany i utrzymanie cennych aktywów w rękach. Gotówka jest dobrem tak rzadkim, że dysponujące nią firmy i rządy wchodzą wyłącznie w „superokazje”. Nie chciałbym, żeby polskie strategiczne przedsiębiorstwa były sprzedawane na warunkach przypominających „świąteczne promocje”. Po czwarte – sprzedając Lotos, rząd szkodzi innej swojej spółce – PKN Orlen. Płocki koncern podejmuje próby zbycia przynoszącej straty rafinerii w Możejkach – wybrał w tym celu doradcę i zaczął aktywnie poszukiwać nabywcy. Sprzedaż w tym samym czasie dwóch rafinerii położonych w bezpośrednim sąsiedztwie nad wybrzeżem Bałtyku oznacza, że żadna z nich nie zakończy się minimum przyzwoitości, a więc przynajmniej osiągnięciem dobrej ceny. Dlatego proces sprzedaży Lotosu powinien zostać przerwany. Celowo piszę o procesie „sprzedaży”, a nie o „prywatyzacji”, bo pewne jest, że Lotos zakupi firma kontrolowana przez inny rząd niż nasz. Zabiegi o sprzedaż firmy w tak trudnym okresie są twardym, namacalnym dowodem na to, że z polskimi finansami publicznymi dzieje się naprawdę źle. Jeśli jednak rząd tak bardzo chce pozyskać środki ze sprzedaży, to powinien rozważyć zaproszenie do tego procesu dwóch innych państwowych koncernów – Orlenu i PGNiG. Tego rodzaju działania można zakwalifikować jako „przekładanie z kieszeni do kieszeni”, ale pozwoliłyby osiągnąć ministrowi skarbu upragnione dochody, a nam spokój ducha, że jeśli będziemy nadmiernie „dojeni” na stacjach benzynowych, to przez polski rząd i polskie państwowe koncerny.
Autor jest prezesem i ekspertem Fundacji Republikańskiej. W latach 2005-2008 kierował Departamentem ds. Dywersyfikacji w Ministerstwie Gospodarki, był też szefem rady nadzorczej Przedsiębiorstwa Eksploatacji Rurociągów Naftowych „Przyjaźń” SA i członkiem rady nadzorczej spółki Naftoport.

http://www.naszdziennik.pl

Przekręty i wałki rządu PO o których milczą media

Media w kraju wybitnie maskują przekręty obecnego rządu nagłaśniając same sukcesy, a urzędasy robią wałki i nikt im nic za to nie zrobi? Wolność i demokracja rządzi. Tym czasem wszystko po cichu drożeje, czynsze, energia, paliwo, potężnie wzrasta zadłużenie kraju i rośnie wskaźnik bezrobocia? to początek problemów w kraju, jeszcze lepsze czasy dopiero nadejdą po 2011 r, ceny pofruną do góry i przyjdzie za wszytko słono płacić . Wiele osób które podczas kampanii wyborczej dało się nabrać na popularne chwyty dobrobytu ( druga Irlandia, aby żyło się lepiej, niższe podatki?) – niebawem przekona się na kogo oddali swój głos.

O tym że jest dobrze czy nawet bardzo dobrze, możemy dowiedzieć się jedynie z telewizji tej niezależnej i zależnej. O gigantycznych wałkach i przekrętach rządowych popleczników cisza jak makiem zasiał ,wolą serwować głodne kawałki i karmić społeczeństwo J.Kaczyńskim, odciągając uwagę do poważnych problemów. O tym jak nasz rząd stara się wypełnić dane obietnice wyborcze dowiesz się z artykułu.

Przekręty rządów PO :

Sprawa nazywana mega przekrętem, polska kupuje gaz od Rosji płacąc 400 dolarów za 1000 m3, Polska sprzedała prawa do gazu łupkowego za 1% wartości za 5,63 złotego za 1000 m3. Szacuje się że straciliśmy na tym 2 biliony złotych. Sprzedaliśmy bo nie mamy obecnie technologii wydobycia. Komorowski o wydobywaniu gazu mówił ?Nie warto, bo mamy dobry kontrakt z Rosją?

- Polska umarza 1,2 miliarda złotych za transfer gazu w zamian Gazprom zmniejszy nam ceny o,1%. Ekonomiści już wyliczyli, że ten 1 jest wart max 15 mln dolarów, a my im umorzymy 1,2 miliarda zł. Winnych nie ma.

- PO zobowiązała nasz kraj do kupowania gazu od Rosji w sytuacji gdy sami możemy być w niedługim czasie potęgą gazową. Nawet niemiecka prasa pisze o kontrowersjach. Transakcja ma wartość ok. 100 miliardów dolarów. Sprawę z gazu Tusk uzgodnił z Putinem w czasie spotkania w Smoleńsku, sami rosyjscy dziennikarzy byli zdziwieni.

- Państwo przeznaczyło 113 milionów złotych na reklamę matematyki ale tych reklam nie zobaczycie w TVP tylko TV4 która w 90% należy do Solorza i w 10% do ITI

- Prywatyzacja gdańskiej ?Energii?. Firma przyniosła w 2009r 900mln zysku. Rząd PO chce ją sprzedać za 4,9mld. Czyli nabywcy wydatek zwróci się po 5 latach, spółkę chce kupić Kulczyk Investments.

- Pierwsza decyzja Tuska i NBP, 182 mln.euro w błoto

- PO zmniejsza składkę przekazywaną z OFE do ZUS, ekonomiści już twierdzą, ze w przyszłości może nam zabraknąć na emerytury! przeczytajcie art. ?Rząd szykuje bombę emerytalną?

- Eureko zostało zwolnione z podatku od 4 miliardów złotych dywidendy.

- Upadek Stoczni. Rząd niezgodnie z prawem faworyzował w przetargu handlarza bronią z Kataru. Wynajął firmie PR do przygotowania upadku stoczni od strony medialnej w czasie gdy sam Tusk dawał jeszcze nadzieje stoczniowcom. UE odrzuciła rządowe plany naprawy stoczni bo rząd ich samodzielnie nie napisał a zlecił Ukraińcom. Polecam artykuł ?Ustawa ułożona pod przekręt?

- Zlikwidowanie polskiej większości w spółce EuRoPol Gaz w porozumieniu z Gazpromem.

- ITI dostaje 456 mln od miasta Warszawy. To najwyższa subwencja sportowa w historii stołecznego samorządu. Ekonomiści zgodnie podkreślają, że państwo na tym traci a drużyna piłkarska wchodzi niedługo na giełdę. Subwencja tylko podniosła jej wartość za która zostanie sprzedana. Wcześniej ITI była jednym ze sponsorów kampanii wyborczej HGW.

- Spółce J&S w której zarządzie zasiada Jacek Dubois, pełnomocnik prawny Platformy Obywatelskiej zmniejszono karę o pół miliarda złotych! Ale to nie wszystko, PO wynajmuje jego kancelarie do obrony swoich ludzi. Ostatnio zasłyną obrona Beaty Sawickiej której bronił za darmo i nawet pożyczył jej 300tyś na kaucję. Dodatkowo kancelaria dostała bez przetargu kontrakt na 600tys zł za pomoc prawną przy budowie stadionu.

- MSWiA pozbyła się resortowego osiedla na warszawskich Kabatach za 10% wartości. To kupił? Swoi, mieszkania służbowe wykupili współpracownicy G.Schetyny z ministerstwa w tym. K.Bondyrak i W.Brochowicz

- Hanna Gronkiewicz-Waltz buduje oczyszczalnie ścieków za 564 mln euro, najdroższą na świecie. To o 265 mln euro drożej niż w najtańszej ofercie. Ta sama firma buduje identyczna oczyszczalnię w Turcji za 108 mln euro. Podobna oczyszczalnia została wybudowana w Budapeszcie za 250mln. euro.

- Mirosław Drzewiecki, czyli słynny „Miro” lobbował za 50 krotnym zmniejszeniem podatku dla pól golfowych. Jan Wejchert, współwłaściciel ?grupy ITI?, telewizji ?TVN? i ?Wejchert Golf Club? nie będzie teraz musiał zapłacić 700 tys. zł a niespełna 13 tys. podatku.

- Karpiniuk: Wybierzecie kandydata PO będą pieniądze na szpital!

- Grupa Eskadra, agencja reklamowa, która była zaangażowana w kampanię wyborczą Platformy Obywatelskiej dostaje zlecenia z rządu. W większości bez przetargu

- Norbert Wojnarowski PO jest jest prywatnie udziałowcem firmy handlującej długami szpitali i wspólnie z żoną ma 48% udziałów w firmie Progres. Zgłosił ustawę w której wierzyciele mogą przejąć szpital za długi.

- NFZ zabrał 80 tyś. obłożnie chorych na domowe pielęgniarki.

- Wielka dziura w ZUS, brak pieniędzy na bieżące wypłaty. Deficyt funduszy ubezpieczeniowych w zeszłym roku przekroczył 9 mld zł. Trzeba było powiadamiać UE. prof. Stanisław Gomułka z BBC twierdzi, ze to wina rządu.

- Europejska Agencja do spraw Leków odrzuca wszystkie argumenty resortu zdrowia, który nie chce kupić szczepionek na nową grypę. A Ewę Kopacz nazywa populistką. Lobbysta firm farmaceutycznych zasiadła w ławach sejmowych podczas debaty o szczepionkach.

- Mirosław Sekuła z PO umorzył długi a następnie sprzedał hutę Zabrze za 750tyś zł. Biznesmen który kupił hutę zaraz sprzedał zarabiając kilkaset razy więcej.

- Resort finansów przygotowuje rewolucyjne zmiany w opłatach za samochody. Najwięcej zapłacą kierowcy jeżdżący motoryzacyjnymi starociami: 3 tys. zł za auto sprzed 1992 r. Właściciele pojazdów, których wiek nie przekracza 9 lat, zapłacą około 500 zł

- Ministrowie naciskali na Urząd Skarbowy aby nie egzekwował 900 milionów zł podatku od Rafinerii Trzebinia której szef zamieszany jest w nielegalny handel i oszukiwanie fiskusa. CBA i prokuratura bada sprawę.

- Narodowy Fundusz Zdrowia zakazał leczenia chemioterapia niestandardową tym szpitalom, w których nie pracują wojewódzcy konsultanci ds. onkologii.liczba placówek w których można uzyskać pomoc gwałtownie się zmniejszyła. Zaprzestanie Leczenia oznacza progresję choroby a to oznacza odmowę NFZ na kontynuacje leczenia.

- Ministerstwo rolnictwa blokowało inwestycje IKEI za 380mln euro jak się później okazało do inwestycji jednak doszło. Minister nie chciał oddać ugorów pod fabrykę nazywając je cenne rolniczo.

- Kolejna restrykcja, aby dostać becikowe matka musi przedstawić dokument, że od 10 tygodnia ciąży jest pod opieka ginekologa. Nie przewidziano tylko, że niektóre kobiety miesiączkują będąc w ciąży lub nie chcą na siłę iść do lekarza.

- Jeśli ktoś płacił w czasie swojego życia częściowo KRUS i ZUS to jeśli będzie chciał np. dostać emeryturę z KRUS to składki wpłacone za ZUS przepadają.

- Ministerstwo Zdrowia zakazuje sklepom zielarsko-medycznym sprzedaży kolejnych podstawowych produktów leczniczych, a to grozi ich likwidacją ? alarmuje Urszula Jarosz z Izby Zielarskiej.

- Od początku rządów koalicji PO-PSL zatrudnienie w administracji wzrosło o 10 procent ? pisze ?Rzeczpospolita?wynagrodzenia dla urzędników doszły do kwoty 25 miliardów złotych.

- Rząd sprzedaje akcje PZU po zaniżonej cenie, kupujący od razu zyskują 231%

- Obecny minister MSWiA Jerzy Miler bez przetargu wybrał system informatyczny za 4 miliony

- Sikorski kupił 76 foteli po 10tys każdy

- Nieoczekiwane odwołanie przez premiera Przemysława Guły z funkcji szefa Rządowego Centrum Bezpieczeństwa wywołało lawinę rezygnacji. W geście protestu z pracy odeszło 10 osób, w tym wszyscy eksperci z kluczowego wydziału analiz zagrożeń.

-Bruksela zarzuca Polsce, że nie wdrożyła dyrektywy przeciwpowodziowej i mamy co mamy.

- Afera Kudryckiej ? kontrola na UJ w związku z jedną pracą magisterską

- Donald i Grzechu grali w piłkę zamiast głosować. Tego dnia głosowano nad emeryturami dla policjantów

- Ponad 300 naukowców napisało ?List w obronie rozumu? do Minister Jolanty Fedak

- Umorzenie śledztwa Kulczyk ? Ałganow

- Powstała czarna lista działaczy polonijnych którzy krytykują rząd.

- Cofnięcie nakazy aresztowania dla Ryszarda Krauze bo sam się zgłosił, odmówił złożenia zeznań, z powrotem wrócił zagranicę

- Siłowe usuniecie ludzi z KDT

- Podręczniki do polskiej historii tylko te uzgodnione z Niemcami i Rosją.

- Ministerstwo Edukacji chciało aby z jedynkami można było przejść do następnej klasy? nauczyciele w szoku.

- Zespół Elektrowni Wodnych Niedzica ? łup wyborczy Platformy Obywatelskiej. Działacze partii Tuska wzięli wszystkie kluczowe stanowiska w państwowej spółce.

- Ryszard Makowski satyryk z kabaretu OTTO stracił pracę w domu kultury bo naśmiewał się z PO

- Należące do Skarbu Państwa spółki węglowe oraz koncern PKN Orlen finansowały działalność fundacji Instytut Studiów Strategicznych żony Bogdana Klicha.

- Agencja reklamowa Lowe GGK należąca do koncernu, z którym do początku lutego związany był poseł PO Andrzej Halicki, wygrała przetarg na przeprowadzenie kampanii reklamowej dla rządowej agencji.

- ?Chłopcy Drzewieckiego? ze spółki PL.2012 dali sobie premię, 110 tysięcy 846 złotych netto dla każdego członka zarządu.

- Senator Jan Olechaza za ponad 30 metrowe pomieszczenie płaci gminie niecałe dwieście złotych miesięcznie. Co najmniej pięć razy mniej niż przeciętna cena rynkowa,

- Miliony złotych na nagrody, 8 z 17 ministerstw wypłaciło już ponad 30 milionów zł nagród za 2009r.

- Tuska na jego mecze wożą trzy rządowe limuzyny.

- Komisja ?Przyjazne Państwo? zgłosiła projekt ustawy tzw. ?Szczypiorkowej?, w myśl której można by wsadzić do więzienia babcię handlującą na ulicy szczypiorkiem ? ustalił Wprost24. To nie żart.

- Senatorowie PO chcą walczyć z szarą strefą wśród rolników, którzy sprzedają własne sery, dżemy czy wędliny i nie płacą od tego podatków.

- Przekazy dnia aby politycy wiedzieli co mówić.

- Posłanka PO Krystyna Skowrońska głosowała na 4 ręce, ale nie ma afery. Gdy zrobili to politycy SLD skończyło się na odebraniu immunitetów.

- Prezydent Szczecina Piotr Krzystka PO, pozwał do sądu internautów którzy go krytykowali. Teraz pozna ich tożsamość. Komentarze to finał afery mieszkaniowej w którą Krzystek był uwikłany (wyrok sądowy zmusił go do oddania 170-metrowego mieszkania komunalnego, które w 2000 r. bezprawnie otrzymał, a potem za grosze wykupił na własność). W zawiadomieniu do prokuratury cytował wpisy: „kompletny gamoń”, „zakłamany drań i oszust”, „łgarz” czy „nędzny złodziejaszek”.

- Maciej Grabowski doradzał zarówno Platformie, jak i doradzał i pracował dla Casinos Poland Sobiesiaka, największej sieci kasyn w Polsce. Grabowski jest jednym z najbardziej zaufanych ludzi PO, współtwórcą jej sukcesów w wyborach. To on przygotował Donalda Tuska przed ostatnimi wyborami do wygranej debaty telewizyjnej z prezesem PiS Jarosławem Kaczyńskim.

- Ministerstwo Sportu zorganizowało szkolenie dla samorządowców ws. Euro w? hotelu Marriott za 691zl za noc. Oprócz drogich noclegów i posiłków podatnicy ufundowali im salę fitness, basen i saunę. W zawiadomieniu o warsztatach przestrzegano ich uczestników, by ?podczas pakowania podróżnych bagaży? nie zapomnieli slipek. Impreza kosztowała 29 800 a polegała na wysłuchaniu konferencji na której wystąpiła pro-gejowska organizacja.

- Miasto Warszawa hojnie wspiera duże imprezy. Dali dotacje 600tys zł na dofinansowanie koncertu AC/DC, 1,4 miliona na turniej tenisowy.

- Miasto Warszawa wydało prawie 440tyś zł na szkolenia pracowników ratusza z języka angielskiego. Bez przetargu bo urzędnicy zajmują się powodzią i nie mieli na to czasu.

- Miasto Warszawa za sponsorowało spotkanie „integracyjno-rekreacyjne” dla pracowników Metra Warszawskiego i ich rodzin za 200tyś. Firma która je organizowała dostała zlecenie bez przetargu.

- Druga afera pompowania kół. Pierwsza miała miejsce przed rządami PO, wtedy G.Schetyna zapisywał do partii fikcyjnych ludzi i nieboszczyków. Teraz jak PO rządzi znowu robią jaja, politycy PO za jednym zamachem chcieli zapisać do partii 4,5 tys. fikcyjnych członków! Próbę ostatecznie udaremniły władze Platformy. Najwięcej dusz było w Krakowie, Katarzyna Matusik-Lipiec i Łukasz Gibała chcieli zapisać 700 osób. W Gorzowie Wielkopolskim (szefową regionu jest posłanka Bożenna Bukiewicz), doszło do próby dopisania 500 fikcyjnych członków.

- Składka zdrowotna pójdzie w górę w zamian za ulgę podatkową na prywatną polisę medyczną ? ujawnia ?Dziennik Gazeta Prawna? A mówili obniżymy podatki a polisa ma wzrosnąć do 12%. Czy ta prywatna polisa medyczna nie jest początkiem prywatyzacji medycyny?

- Nowe podatki od gazu, prądu i paliwa pod płaszczykiem ochrony środowiska. Adam Ambrozik z Konfederacji Pracodawców Polskich mówi wprost: rząd chce wprowadzić tylnymi drzwiami kolejne daniny

- PO i PSL wstrzymało się od głosu w sprawie debaty o krzyżach co dało pole do popisu zwolennikom usuwania krzyży ze szkół.

- Szef Szpitala Psychiatrycznego w Żurawicy wygrał w sądzie z Kopacz za niepłacenie za zabiegi. Duża część szpitali myśli nad tym samym. Po przekroczeniu limitu NFZ już nie płaci szpitalom za wykonane zabiegi, które nie ratują życia a pacjenci przychodzą. Szpital w Wolsztynie (Wielkopolska) odwołał ponad 150 operacji ponieważ nie było pewne czy ratują życie.

- Pisarze, tłumacze, redaktorzy, wydawcy i bibliotekarze ? ok. dwustu osób podpisało się pod listem otwartym do premiera Donalda Tuska protestującym przeciwko likwidacji bibliotek w małych miejscowościach. Minister Hall chce likwidować biblioteki ponieważ nie przynoszą zysku.

- Minister zdrowia zmieniło listę leków dostępnych dla punktów aptecznych. Inne leki może sprzedawać apteka w mieście a inne apteka na wsi.

- Rząd PO-PSL przekroczył wszystkie granice, za wyjazdy urzędników za granice płacimy 1 miliard zł. Nasi urzędnicy upodobali sobie kraje egzotyczne na wyjazdy na szkolenia. Nepal, Korea południowa, Wietnam, tam wyjeżdżają urzędnicy z ministerstwa pracy mimo że takie same szkolenia odbywają się w Europie. Ministerstwo Kultury upodobało sobie Senegal, Togo,i Kubę a celem wyjazdu jest? ochrona polskich zabytków i dóbr kultury. Tak ogromne sumy przeznaczane na zagraniczne wyjazdy dowodzą całkowitej nieodpowiedzialności polskich urzędników w gospodarowaniu publicznymi pieniędzmi ? mówi Andrzej Sadowski, ekonomista z Centrum im. Adama Smitha. Agencja Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa ma 516 służbowych aut, ZUS ponad 300 aut. We wszystkich ministerstwach jest ponad 100tyś służbowych telefonów.

- Po raz pierwszy Polska dopłaciła do budżetu Unii, i to 1,5 miliarda. fachowcy z PO-PSL nie wykonali nawet swojego budżetu, pozyskali mniej o 20 miliardów.

- PO, Zbigniew Chlebowski po aferze zabunkrował się w domu na dwa miesiące ale sam sobie napisał usprawiedliwienie i dostał 25tyś poborów z czasu gdy nie pracował.

- Wojewoda PO nie dopuścił do usunięcia pomniku wdzięczności dla armii czerwonej w Legnicy.

- Polityk PO ?W życiu tak już jest, że nie raz planujemy różne rzeczy, a potem natrafiamy na trudności. Dzieciom to nie zaszkodzi (zabranie z domu) nauczy je odporności na podobne problemy w przyszłości?

- Lobbyści z TESCO napisali sobie ustawę w ramach przyjaznego państwa Palikota

- Lobbyści z stowarzyszenia „Bez Dioksyn” napisali sobie projekt nowelizacji ustawy w ramach komisji Palikota.

- Komandosi GROM grali w piłkę z Tuskiem. To niewyobrażalny skandal ? ocenił w Radiu ZET Jerzy Szmajdziński z SLD

- Ministerstwo Środowiska płaciło za sponsorowane artykuły Gazecie Wyborczej. Kosztowało to 61,22 tyś zł. W sumie były to dwa artykuły za 47,8 tys i wyświetlenie na stronie gazety za 13,42 tys. zł.

- Warszawa nie lepsza, HGW daje kontrakt Agorze na 220 tys, mowa nie została opublikowana w Księdze Zamówień Publicznych

- Polska odnotowuje wielka porażkę w UE w czasie gdy Sikorski nie wiedział czy kandyduje na szefa NATO. Chodzi o projekt kształtu służb zewnętrznych UE (EEAS) w której nie be dzie miejsca dla Polaków.

- Senator PO z Wrocławia wynajął pomieszczenie biurowe od magistratu za 300zł gdzie za taka cenę trudno znaleźć studentowi mieszkanie i to w nie najlepszym miejscu. A senator wynajął pomieszczenie na biur w atrakcyjnym miejscu w którym stawka za m2 to min. 50zł

- Afera z PARP, pieniądze nie dostali najlepsi a pierwsi z listy.

- Bronisław Komorowski żądał od byłej szefowej Kancelarii Sejmu przekazywania sprawozdań o wizytach u posłów. Nie ugięła się, więc straciła stanowisko. Ceniona przez posłów wszystkich partii politycznych, Fidelus-Ninkiewicz pracowała w Kancelarii Sejmu 11 lat.

- Bocheńskie starostwo płaciło agencji reklamowej ?Wenecja? za poprawienie wizerunku urzędy, właścicielem agencji jest żona Andrzeja Wyrobca, obecnego skarbnika Platformy Obywatelskiej

- Premier zamiast głosować o dodatku do emerytur grał w piłkę. PO i PSL przegłosowali brak dodatku.

- Pijani ludzie Komorowskiego nad grobem Anny Walentynowicz

Na Damiana Raczkowskiego (szef podlaskiej PO) głosowało więcej osób niż było wyborców. Skandal.

- Naciski na prokuratorów aby oskarżali poprzednia ekipę za czasów PIS ?To mnie za to przeniosą do Gołdapi lub Suwałk? za to, ze prokurator nie chciał oskarżyć Ziobry,

- Odwołano szefową Prokuratury Okręgowej w Rzeszowie za brak postępów i nie wszczynanie sprawy ?łapówkarskiej? przeciwko Kamińskiemu

- Czuma mianował na prokuratora krajowego Edwarda Zalewskiego, SBeka który szantażem wymuszał współpracę z bezpieką.Trzeci minister sprawiedliwości zanim powołał nowego prokuratora generalnego to obsadził na stanowiskach nowych prokuratorów ludzi Edwarda Zalewskiego.

- W sprawie Olewnika trzech morderców i strażnik więzienny popełniają samobójstwo.

- Samobójstwo popełnia dyrektor generalny Kancelarii Premiera Grzegorz Michniewicz, w trakcie badania przez prokuraturę ewentualnego przecieku z kancelarii premiera ws. afery hazardowej.

- Samobójstwo popełnia ?Iwan? świadek ws. zabójstwa Papały. Media piszą, że bał się o rodzinę.

- Samobójstwo przez głodówkę Rumuna zatrzymanego Claudiu Crulica zatrzymanego za domniemana kradzież, po śmierci znajduje się świadek który dał mu alibi.

- Prokuratura wszczyna postępowania dyscyplinarne dla prokuratorów krytykujących swoich przełożonych. Zarzuty usłyszała Małgorzata Bednarek prezes stowarzyszenia ?Ad Vocem?. Obwinionym jest też prokurator Jarosław Duś. Przed sejmową komisją śledczą powiedział, że jest szykanowany przez swoich przełożonych. Zaś mediom ujawnił, że nie pozwolono mu przesłuchać Stefana Niesiołowskiego z PO. Kłopoty ma też słupski prokurator Marcin Natkaniec, który chciał stawiać zarzuty lokalnemu wójtowi

- Warszawski prokurator zaproponował kobiecie seks w zamian za umorzenie sprawy. Przyłapano go, gdy w swoim gabinecie stał rozebrany do slipów i zamierzał odbyć stosunek ze sklepową złodziejką. Mimo że od tych zdarzeń minęło półtora miesiąca Konrad P. nadal nie ma postawionych zarzutów!!!

- 178 aptekarzy wytoczy proces ministerstwu zdrowia. Chodzi o przepisy pełne wad które mogą świadczyć o niekompetencji urzędników.

- Rodziny ofiar żołnierzy z Afganistanu prowadzą własne śledztwa w sprawie śmierci ich członów rodzin. Robią tak ponieważ wykryli, ze wojsko kręci wałki nt. ich śmierci. Opowiastki wojskowych nie zgadzają się z sekcja zwłok. Jest też wątek w którym ludzie Bogdana Klicha wysłał chorążego aby dowodził oficerami ponieważ chorąży bez doświadczenia nie będzie negował wskazówek dowództwa.

- UE skazała nas na karę 31 799 euro za każdy dzień zwłoki w poprawieniu ustawy regulującej hazard

-Ministerstwo Sprawiedliwości odkryło nieprawidłowości w ochronie tajnych danych w kilku prokuraturach. Zamiast sprawdzić pozostałe, kontrole zawieszono, a kontrolerów wyrzucono z pracy ustalił Dziennik Gazeta Prawna. Szefem resortu był wtedy Zbigniew Ćwiąkalski.

źródła:

http://nwomedia.pl/

http://biznes.onet.pl/

http://astral-projection.blog.onet.pl/

http://miziaforum.wordpress.com

Nadesłane: Rafał

PO wprowadzi dodatkowy podatek od energii elektrycznej?

Platforma Obywatelska rozważa wprowadzenie lokalnego podatku od energii elektrycznej, aby samorządy miały za co remontować sieci energetyczne. Płaciliby go mieszkańcy w rachunkach za prąd.

”Lewiatan nie zgadza się na wprowadzenie lokalnego podatku na remont sieci energetycznych. Uważamy, że modernizacja i rozwój sieci powinny być finansowane w ramach taryfy za przesył i dystrybucję, które ustalane są przez Urząd Regulacji Energetyki w porozumieniu z firmami dystrybucyjnymi.

Za efektywne działanie i rozwój sieci energetycznych odpowiada ich właściciel, a nie odbiorcy i lokalne władze. To nie samorządy, a URE wraz z terenowymi oddziałami ma kompetencje i wiedzę na temat rynku wytwarzania i dystrybucji energii. Urząd został powołany i wyposażony w kompetencje m.in. do efektywnego rozwiązania problemu rozwoju sieci energetycznych. Jeśli stawki za dystrybucję energii są niewystarczające na rozwój sieci, należy rozważyć ich zwiększenie np. poprzez przyspieszenie amortyzacji” – mówi Daria Kulczycka, dyrektorka departamentu Energii i Zmian Klimatu PKPP Lewiatan.

Ponadto, zamiast wprowadzać dodatkowe podatki należy efektywnie wykorzystać środki, które już wpłynęły od odbiorców do kasy państwowej: w 2009 roku Narodowy Fundusz Ochrony Środowiska zebrał 1 mld złotych z opłat zastępczych (w 2010 roku będzie to więcej), które powinny być wykorzystywane na poprawę efektywności energetycznej, w tym również na zwiększenie efektywności przesyłu energii.

Ponadto nie zostały wprowadzone regulacje umożliwiające szybkie przeprowadzenie inwestycji liniowych. Od samorządów lokalnych należy oczekiwać opracowania planów zagospodarowania przestrzennego, co przyspieszyłoby wydawanie pozwoleń na budowę linii energetycznych. Warto pamiętać, że rząd proponuje także finansowanie przez odbiorców rozwoju sieci przesyłowych w ramach nowego systemu białych certyfikatów.

Polska Konfederacja Pracodawców Prywatnych Lewiatan

http://www.wirtualnemedia.pl/

Polska nie jest najważniejsza

Ruch Autonomii Śląska wkracza do wielkiej polityki. Razem z Platformą Obywatelską rządzi regionem. Na czym się zatrzyma?

– Zwycięstwo Ruchu Autonomii Śląska i koalicja z PO i PSL w sejmiku to największa sensacja wyborów samorządowych na Śląsku – ocenia dr Tomasz Słupik, politolog z Uniwersytetu Śląskiego.

– I największy błąd – dodaje jeden z polityków Platformy, który Ruch uważa za niebezpieczny.

Szok był tym większy, że Ruch Autonomii Śląska, stowarzyszenie Ślązaków dążących do decentralizacji państwa i zbudowania regionalnej autonomii z własnym premierem, sejmem do 2020 r., zdobył tam więcej głosów od PSL.

Decyzja o koalicji z RAŚ wywołała burzę. Negatywnie wypowiedział się o niej Jerzy Buzek, szef Parlamentu Europejskiego, i prezydent Bronisław Komorowski. – To się skończy źle dla Platformy i dla państwa. I ja zgadzam się z Buzkiem i Komorowskim – uważa jeden z radnych PO. – Ten sojusz już nam zaszkodził, bo Platforma poinformowała o koalicji, a potem przegrała drugie tury z SLD.

Wstydliwa koalicja?

Adam Matusiewicz, wicewojewoda śląski, szef katowickiej Platformy i nowy marszałek województwa odpowiedzialny za zbudowanie dobrej koalicji, w dniu wyborów samorządowych sugerował, że w sejmiku pozostanie dawny układ Platformy, ludowców i lewicy: – PSL i SLD to nasi naturalni koalicjanci. Rządziliśmy trzy lata, dotarliśmy się. Niespodzianek nie będzie i zmian też nie – mówił.

Ale niespodzianka jest. I to spora. Kilka dni po wyborach zarząd PO na Śląsku oficjalnie poinformował, że tworzy koalicję z PSL i Ruchem Autonomii Śląska.

Kto o tym zdecydował? – Dziś nikt się do tego nie przyznaje, ale przekroczono granicę – mówi jeden ze znanych polityków PO. – Słychać głosy, że to efekt kampanii samorządowej, w której PO z SLD strasznie z sobą konkurowały. Tak było np. w Częstochowie, gdzie Sojusz zgarnął nam stanowisko prezydenta.

Matusiewicz odpowiada dyplomatycznie: – Zdecydował zarząd regionu PO, była dyskusja, ścierały się różne argumenty.

– Ponoć tak zdecydował Tomasz Tomczykiewicz (szef Klubu PO w Sejmie i przewodniczący śląskiej PO – red.), kiedy wrócił z Warszawy – mówi o wyborze RAŚ na koalicjanta jeden ze znanych śląskich polityków.

– Tomek był za, ja zresztą też. Zarząd podjął uchwalę, ale ją głosowaliśmy na radzie regionalnej. I tam ją przegłosowali – zaznacza Matusiewicz.

Rada liczy 125 członków, ale o koalicji decydowały 83 osoby. 77 było za, cztery wstrzymały się od głosu, dwie osoby były przeciw. Kto? Nieoficjalnie wiadomo, że radny wojewódzki Piotr Spyra, oficjalny przeciwnik RAŚ, i senator Antoni Motyczka.

Jerzy Gorzelik, szef RAŚ, w rozmowie z „Rz” ujawnia, że wstępne sondażowe rozmowy z Platformą zaczęły się jeszcze przed wyborami. – Ale bez konkretów – przyznaje Gorzelik, który nie dziwi się niechęci części działaczy z partii Donalda Tuska. – Jestem przyzwyczajony do krytyki – dodaje.

Jak bardzo ta koalicja rodzi podziały nawet w samej Platformie było widać podczas piątkowego głosowania nad wyborem Gorzelika do zarządu województwa. Zgodnie z umową<\f>koalicyjną ma on odpowiadać w nim za kulturę, edukację i współpracę międzynarodową (te zadania dotychczas miało SLD).

Mimo dyscypliny kandydatura szefa RAŚ<\p>przepadła. Wyłamało się czterech radnych PO. Z naszych informacji wynika, że przeciw byli m.in. Spyra i Ludgarda Buzek. Choć dowodów na to nie ma, bo głosowanie było tajne. – Matusiewicz się wściekł – opowiada jeden z radnych Platformy.

Głosowanie nad wyborem Gorzelika do zarządu będzie dziś powtórzone. – I Gorzelik przejdzie – zdradza nam jeden z ważnych polityków Platformy.

Strach przed separatyzmem

Hipotez, po co Platforma wzięła do rządzenia Śląskiem kontrowersyjnych autonomistów, jest kilka. Marek Migalski, europoseł ze Śląska i znajomy Gorzelika: – Są tańszym koalicjantem. Mniej pazernym niż duże partie, jak na przykład SLD.

Zbyszek Zaborowski, szef śląskiego Sojuszu, twierdzi, że to kalkulacja polityczna Platformy. – W przyszłorocznych wyborach parlamentarnych my jesteśmy z PO rywalami, a RAŚ nie –<\f>tłumaczy i straszy, że koalicja z autonomistami to „wypuszczenie dżina z butelki”. – PO musi wziąć pełną odpowiedzialność za to, co się może stać. Ja bym siły RAŚ nie lekceważył – podkreśla.

– Niebezpieczne jest nie tylko to, że RAŚ-owcy mówią wprost, iż nie czują się Polakami, ale fakt, że dla Ruchu polska racja stanu nie jest punktem odniesienia – dodaje jeden z nieprzychylnych autonomistom polityków Platformy. – Gorzelik opanował dyplomatyczny język do perfekcji, ale prawdziwy RAŚ wypowiada się na forach internetowych.

Odbezpieczamy granat…

Ruch od kilku lat prowadzi też swoją politykę na salonach europejskich. Podpisał porozumienie z Wolnym Sojuszem Europejskim. To europejska partia skupiająca ugrupowania reprezentujące regiony i narody bezpaństwowe. – To separatyści. Jak Śląsk zacznie być odbierany w UE? – pyta zdegustowany działacz PO.

Tymczasem w śląskim porozumieniu koalicyjnym RAŚ zadbał o to, by pojawiło się zdanie o takich obowiązkach stron: „opowiadają się za większą decentralizacją państwa i wzmacnianiem pozycji wspólnot regionalnych i lokalnych”. Strony „zobowiązują się wypracowywać i prezentować opinii publicznej wspólne stanowisko w kwestiach związanych z owym procesem”.

– Umowa nie mówi o autonomii, ale decentralizacji, która jest bardzo szerokim pojęciem. Takie nazywanie tych kwestii jest bliskie PO. Osobiście jestem sceptyczny, jeśli chodzi o pomysł autonomii Śląska – zastrzega Matusiewicz.

Zarzuty o separatyzm drażnią RAŚ. Wczoraj Gorzelik poinformował, że Ruch planuje pozwać Grzegorza Napieralskiego, lidera SLD za twierdzenia, że organizacja „dąży do oderwania Śląska od Polski”.

Nowa droga RAŚ

Według szacunków Gorzelika osób czujących się Ślązakami jest dziś co najmniej 300 tysięcy (w 2002 r. dzięki kampanii RAŚ narodowość śląską zadeklarowało 173 tys. osób). Szef Ruchu nie ukrywa, że myśli o tej grupie także jako politycznym elektoracie. Jak takie poparcie może zostać wykorzystane?

Jeszcze w 1998 r. Gorzelik próbował zarejestrować Związek Ludności Narodowości Śląskiej (a w ostatnich latach RAŚ próbował rejestrować Związek Ludności Narodowości Śląskiej – Stowarzyszenie Osób Deklarujących Przynależność do Narodowości Śląskiej). Pomysł do dziś został niezrealizowany. Zajmowały się nim sądy wszystkich instancji i dwukrotnie Sąd Najwyższy (ostatnio trzy lata temu), a także Trybunał Praw Człowieka w Strasburgu.

Wszyscy uznali, że nazwa jest sprzeczna z prawem. – RAŚ-owcy chcieli mieć papier, że skoro jest grupa osób czujących się Ślązakami, to wystarczy to, by uznać naród – mówi jedna z osób działająca wtedy w RAŚ.

Sąd Najwyższy przyjął jednak, że „wolność wyboru narodowości może być realizowana tylko w odniesieniu do narodów obiektywnie istniejących, ukształtowanych w procesie historycznym, a narodu śląskiego nie ma”.

Jak twierdzą niektórzy, Gorzelik odpuścił walkę o narodowość śląską i skupił się na hasłach o autonomii i pragmatycznej polityce – wprowadzaniu swoich ludzi do samorządów.

W ubiegłym tygodniu podczas zaprzysiężenia radnych sejmiku działacze RAŚ zasiedli na widowni z mapą i napisem „Oberschlesien”. To historyczna mapa terytorium Górnego Śląska po I wojnie światowej. Z Opolszczyzną, ale bez Częstochowy i Zagłębia. – Aż mnie zmroziło – mówi Zaborowski.

– PO może się na tej koalicji poślizgnąć. Jurek Gorzelik nie jest spolegliwy, on tylko na takiego wygląda. Potrafi świetnie planować i iść do celu – mówi jeden z jego znajomych. – RAŚ ma szansę zyskać na promocji swych idei, a więc śląskiej odrębności – ocenia koalicję w śląskim sejmiku dr Sebastian Kubas, politolog z Uniwersytetu Śląskiego. – Jeszcze kilka tygodni temu niewielu wiedziało, co to jest Ruch Autonomii Śląska, a dziś mówią o tym lokalnym ugrupowaniu politycznym politycy największej rangi. Nie sądzę jednak, by Platforma uległa ich wizji autonomii. Ale – jak to bywa w polityce – czas pokaże, czy mieliśmy rację.

Silne nastroje śląskich autonomistów przetoczyły się w latach 90. przez Czechosłowację. – Ruch, podobny jak dziś nasz RAŚ spowodował faktycznie rozpad na Czechy i Słowację, ale zaraz po tym wytracił impet i dziś już się nie liczy – przypomina dr Słupik. Prof. Jacek Wódz, socjolog ze Śląska – RAŚ to grupa wyraźnie odrębna, ale ktoś, kto pojmuje demokrację, nie może tego negować! Oni z niej skorzystali.

Ma jednak wątpliwości, czy Ruch dobrze odczytuje potrzeby Ślązaków. – Podkreślanie odrębności, tak. Ale autonomia w sensie proponowanym przez Gorzelika? Nie sądzę, by Ślązacy chcieli samoistnego bytu politycznego.

Rzeczpospolita

Przepis, który zabija 500 osób rocznie

W opublikowanym w maju br. artykule pt. „Świetlny przekręt” (http://prawdaxlxpl.wordpress.com/2010/05/14/„swietlny-przekret”/) opisaliśmy jak doszło do wprowadzenia nakazu włączania świateł mijania przez 24 godziny na dobę oraz jakie szkodliwe skutki on powoduje. Ponieważ w efekcie tego artykułu otrzymaliśmy sporo pytań, a nawet zarzutów odnośnie wniosków wynikających z danych statystycznych, w niniejszym artykule prezentujemy analizę statystyczną, która udowadnia, że nakaz ten jest przyczyną śmierci w wypadkach drogowych 500 osób rocznie.

Dla przypomnienia: tak wyglądają wykresy liczby wypadków, zabitych i rannych z estymowanymi ich wielkościami po roku 2006 w sytuacji, gdyby nie wprowadzono nakazu włączania świateł w dzień w 2007 r.:

http://img696.imageshack.us/img696/9019/wykresdadrl.png

Często pada zarzut ze strony osób popierających nakaz jazdy na światłach, że liczba wypadków w 2007 r. wzrosła, ponieważ wzrosła liczba samochodów. Inni z kolei twierdzą, że nie można oszacować liczby wypadków, zabitych i rannych w sytuacji, gdyby nie wprowadzono nakazu. Zdarzają się również tacy, którzy uważają, że spadek liczby wypadków, zabitych i rannych w 2009 r. jest potwierdzeniem pozytywnego wpływu nakazu na bezpieczeństwo. Na szczęście statystyka daje narzędzia, przy pomocy których można obalić te mity, a których zastosowanie postaramy się przedstawić na poniższym przykładzie.

Oto dane liczbowe przedstawiające liczbę wypadków, zabitych i rannych oraz liczbę zarejestrowanych samochodów w latach 1999-2006, a więc przed wprowadzeniem nakazu:

http://img100.imageshack.us/img100/2213/wykres1.jpg

I wykresy:

http://img266.imageshack.us/img266/957/wykres2.jpg

Oczywiście liczba zarejestrowanych pojazdów nie oznacza liczby pojazdów jeżdżących obecnie po drogach, ale w obliczu braku innych danych, takie uproszczenie należy przyjąć do dalszych obliczeń. Jest to jedyna wielkość na wykresie nie zależna od czynników wpływających na bezpieczeństwo ruchu drogowegot, a więc nie podlega ona badaniu (inaczej mówiąc, liczba samochodów nie zależy od tego, czy wprowadzono nakaz jazdy na światłach czy też nie lub czy wprowadzono wyższe kary za przekraczanie dozwolonej prędkości). Natomiast wielkość ta niewątpliwie wpływa na bezpieczeństwo ruchu drogowego (np. na liczbę wypadków), podobnie jak bardzo wiele innych czynników, takich jak: pogoda, stan dróg, liczba fotoradarów, wysokość mandatów itd.

W idealnym świecie, przy założeniu, że czynniki te zmieniają się w sposób ciągły (np. systematycznie wzrasta liczba kilometrów dróg ekspresowych, stale zmniejsza się liczba starych, niesprawnych samochodów, zwiększa się bezpieczeństwo samochodów je zastępujących itp.) oraz założeniu, że w badanym okresie nie pojawił się żaden nowy czynnik, wielkości te powinny dać się opisać prostą funkcją matematyczną – liniową, wykładniczą, logarytmiczną czy potęgową.

Niestety nie żyjemy w świecie idealnym i tak wiele różnych czynników działających jednocześnie powoduje oczywiście pewne odchylenia od spodziewanych wyników w analizowanych latach, np. bardzo surowa zima zmniejsza liczbę wypadków w danym roku, ale przy tym inny czynnik (np. pogodne lato) może spowodować jej zwiększenie. Dlatego też część nietypowych zmian danej wielkości spowodowanych różnymi czynnikami niweluje się i mimo wszystko w analizowanych danych można zaobserwować trend wzrostowy lub malejący, nie dający się jednak opisać prostą funkcją matematyczną. Można jednak stworzyć taką funkcję, która w jak największym przybliżeniu oddaje przebieg zmian danej wielkości w czasie. Metoda ta w statystyce nosi nazwę regresji.

Na poprzednim wykresie możemy zaobserwować, że wielkość „liczba wypadków drogowych na tysiąc pojazdów” jest w pewnym przybliżeniu funkcją liniową. Możemy zatem z dużym prawdopodobieństwem założyć, że w idealnym świecie byłaby to linia prosta, obrazująca systematyczną poprawę bezpieczeństwa ruchu drogowego w analizowanym okresie.

Za pomocą metody regresji liniowej możemy więc wyznaczyć funkcję opisującą „współczynnik bezpieczeństwa” (czyli liczbę wypadków na tysiąc pojazdów) w idealnych warunkach. W obliczeniach bierzemy pod uwagę tylko lata 1999-2006, ponieważ wiemy, że w 2007 r. wprowadzono nakaz jazdy na światłach, który mógł spowodować zaburzenie przebiegu tej funkcji.
Nie będziemy tutaj wyjaśniać szczegółowo metody regresji liniowej, gdyż jest ona dobrze opisana w literaturze dotyczącej statystyki.
Po obliczeniach otrzymujemy funkcję: f(x)=-0,23x+4,41


http://img220.imageshack.us/img220/6225/wykres3.jpg

Następnie za pomocą powyższej funkcji wyznaczamy przewidywaną liczbę wypadków na tysiąc pojazdów w „brakujących” latach 2007-2009. W ten sposób znamy wartość „współczynnika wypadkowości” w całym analizowanym okresie 1999-2009 (w warunkach idealnych).

 

http://img508.imageshack.us/img508/4213/wykres4.jpg

Przedstawiamy go na wykresie, wraz z wykresem liczby wypadków na tysiąc pojazdów wynikającego z rzeczywistych danych o liczbie wypadków i pojazdów:

http://img607.imageshack.us/img607/7324/wykres5.jpg

Znamy również rzeczywiste dane dotyczące liczby zarejestrowanych pojazdów w analizowanych latach, a więc możemy dla nich obliczyć przewidywaną liczbę wypadków w warunkach idealnych, również w latach 2007-2009, jako iloczyn liczby pojazdów i liczby wypadków na tysiąc pojazdów w danym roku w warunkach idealnych, czyli otrzymanej za pomocą metody regresji.

http://img530.imageshack.us/img530/3341/wykres6.jpg

Z wyliczonych danych otrzymujemy wykres. Na tym samym diagramie nanosimy również wykres rzeczywistej, znanej również dla lat 2007-2009, liczby wypadków:

http://img176.imageshack.us/img176/5710/wykres7.jpg

 

Jak widać, wykresy wykonane na podstawie danych idealnych i rzeczywistych znacząco różnią się w latach 2007-2009, natomiast w pozostałym okresie ich przebiegi pokrywają się z pewnym przybliżeniem. Zakładając, że wszystkie czynniki wpływające na bezpieczeństwo ruch drogowego zmieniały się w miarę równomiernie (a nie ma podstaw, aby sądzić inaczej), jedynym wytłumaczeniem takiego stanu rzeczy jest pojawienie się nowego czynnika w 2007 r. Takim czynnikiem był niewątpliwie nakaz jazdy z włączonymi światłami przez całą dobę, wprowadzony właśnie na początku 2007 r.

Z analizy wynika, że tylko w 2007 r. wydarzyło się o prawie 4 tys. wypadków więcej niż wynikałoby to z analizy trendu (nawet z uwzględnieniem wzrostu liczby pojazdów), w których zginęło o prawie 500 osób więcej. Oczywiście cały czas od 2007 r. wielkości te są wyższe niż wynikałoby to z obliczeń dla poszczególnych lat.
Spadek liczby wypadków, zabitych i rannych w 2009 r. jest tylko potwierdzeniem malejącego trendu, który miał miejsce na długo przed wprowadzeniem nakazu, a który został zakłócony w 2007 r. (roku wprowadzenia nakazu). Innymi słowy, bez wprowadzenia nakazu jazdy na światłach liczba wypadków, zabitych i rannych w 2009 r. również by spadła, tylko bardziej.

Z powodu nakazu jazdy na światłach ginie więc około 500 osób rocznie!

W powyższym przykładzie przedstawiono metodę analizy opartą na liczbie wypadków na tysiąc pojazdów, ale podobną analizę można przeprowadzić również dla liczby zabitych i rannych i da ona podobne rezultaty, co zostało przedstawione na pierwszym wykresie.

Niektórzy zwolennicy świecenia w dzień twierdzą, że powinno analizować się tylko dane z miesięcy, w których nie obowiązywał nakaz oraz tylko wypadki w dzień. Nic bardziej mylnego, ponieważ, po pierwsze – nakaz włączania świateł w dzień ma również wpływ zarówno na wypadki w zimie, jak i w nocy (m.in. z powodu efektu Peltzmana, przepalonych żarówek czy zużytych reflektorów), a po drugie – im większa próba statystyczna, tym mniejszy margines błędu.

Należy wyraźnie podkreślić, że podobna analiza nie została przeprowadzona przez Instytut Transportu Samochodowego, któremu rząd zlecił opracowanie raportu na temat wpływu nakazu włączania świateł na bezpieczeństwo. Wnioski ITS ograniczyły się do stwierdzenia, że nakaz jest korzystny, ponieważ w nocy liczba wypadków wzrosła bardziej niż w dzień, a w 2009 r. liczba wypadków spadła w stosunku do 2006 r. Czy to można nazwać rzetelną analizą? To pytanie pozostawiamy bez odpowiedzi.

Więcej informacji można znaleźć na stronie stowarzyszenia Drivers Against Daytime Running Lights – http://dadrl.pl

Wyprzedaż lasów ?!

Po przekazaniu środków społecznego przekazu i banków kapitałowi obcemu, po nieomalże całkowitej likwidacji polskiej armii, blokowaniu polskich zasobów energetycznych pakietem klimatyczno-energetycznym, po likwidacji polskich stoczni i polskiego rybołówstwa na Bałtyku oraz po konsekwentnym niszczeniu polskiej wsi przyszedł czas na destrukcję jednej z ostatnich jeszcze dobrze funkcjonujących ostoi polskiej państwowości, jaką są polskie Lasy Państwowe. Taki będzie skutek inicjatywy ministra finansów rządu PO – PSL polegającej na włączeniu Lasów Państwowych do sektora finansów publicznych.

Lasy w Polsce obejmują 9 milionów hektarów, co stanowi 29 proc. powierzchni kraju. W strukturze własnościowej dominują Lasy Państwowe pozostające w zarządzie Państwowego Gospodarstwa Leśnego Lasy Państwowe i stanowią one 78 proc. wszystkich lasów w Polsce. Zgodnie z ustawą o Lasach z 1991 roku, gospodarka Lasów Państwowych nastawiona jest na:

1. zachowanie lasów i korzystnego ich wpływu na klimat, powietrze, wodę, glebę, warunki życia i zdrowia człowieka,
2. ochronę występujących w lasach wszystkich dziko żyjących gatunków,
3. ochronę gleb,
4. ochronę wód powierzchniowych i głębinowych,
5. produkcję drewna oraz surowców i produktów ubocznego użytkowania lasu.

Lasy Państwowe zarządzają potężnym majątkiem narodowym, a o jego wielkości świadczy fakt, iż same nagromadzone zasoby drzewne szacowane są na ponad 300 mld złotych. Zasoby te powstały dzięki bardzo solidnej i konsekwentnej pracy leśników. Od zarania II RP, mimo że pozyskiwaliśmy cały czas drewno, grzyby, jagody i zwierzynę, wydatnie zwiększyła się lesistość kraju i poprawił się przyrost masy drzewnej. Najlepszym dowodem tego jest wzrost zapasu drewna w Lasach Państwowych od 906 mln m3 w 1945 r. do 1629.3 mln m3 w chwili obecnej. Lasy Państwowe nastawione na pełnienie funkcji ochronnych zabezpieczających potrzeby człowieka są na tyle sprawnie zarządzane, że nie tylko samofinansują swoją działalność, ale dodatkowo płacą podatki na rzecz samorządów gminnych. Z Lasów Państwowych korzystają nieodpłatnie miliony ludzi. O ich roli w okresie dużego bezrobocia, szczególnie na terenach wiejskich, niech świadczą dane o skupie płodów leśnych. Niedawno w jednym roku skupiono 9723 tony jagód, 5339 ton innych owoców leśnych oraz 2378 ton grzybów o łącznej wartości ponad 150 mln złotych. Szacuje się, że niedokumentowane korzyści ludności (potrzeby własne, sprzedaż nieewidencjonowana) były kilkanaście razy wyższe. Lasy Państwowe są więc typowym przykładem realizacji koncepcji zrównoważonego rozwoju. Korzystano z zasobów przyrodniczych, pozyskiwano drewno, służyło ono człowiekowi i mamy go coraz więcej. Zbieraliśmy grzyby, jagody i polowaliśmy zjednoczeni w Polskim Związku Łowieckim i nie straciliśmy ani jednego z dziko żyjących gatunków. Wręcz odwrotnie, mamy ich coraz więcej, a gatunki, które znikły już dawno z mapy „wysoko rozwiniętej Europy”, stają się wręcz pospolite, czego przykładem jest chociażby bocian czarny, żubr, bóbr czy też symbol polskiej państwowości, jakim jest orzeł bielik. Podsumowując – użytkowaliśmy żywe zasoby przyrodnicze, zapewniały one bezpieczeństwo ekologiczne państwa i jego mieszkańców i mamy ich coraz więcej.

Kara za gospodarność

Dzieje się tak, gdyż od ponad 100 lat polskie Lasy Państwowe zagospodarowywane były zgodnie z planami urządzeniowymi lasu niezależnymi od demokracji, protestów i głosowań. Liczyła się konkretna wiedza przyrodnicza reprezentowana przez świetnie do tego przygotowanych wykształconych leśników. Polskie Lasy Państwowe działają w oparciu o zasadę gospodarności podyktowaną ustawowo samowystarczalnością finansową. Jest to ewenement na skalę światową. Dysponując ogromnym, nagromadzonym przez dziesiątki lat majątkiem, zapewniają nam bezpieczeństwo ekologiczne. Są miejscem pracy kilkudziesięciu tysięcy osób i samofinansując się, nie wymagają pomocy państwa, któremu służą. Ten model był szansą na to, że zostawimy lasy przyszłym pokoleniom w jeszcze w lepszym stanie, niż są obecnie. Szansa ta jest poważnie zagrożona, gdyż wielkie sukcesy polskiego leśnictwa stały się jego śmiertelnym zagrożeniem. 300 mld zł zmagazynowane w zasobach drewna podnieca wyobraźnię liberalnych kół gospodarczych. Do tego dochodzi świadomość, że znacznie więcej można pozyskać z pokładów piasku, żwiru, a po wylesieniu – ze zmiany kategorii użytkowania, a więc zamiany lasów na tereny budowlane. Efektem tej świadomości były i są pomysły prywatyzacji Lasów Państwowych. Już trzy lata temu rozpoczęto wyrafinowane działania prawne prowadzące do korozji istniejącego prawa leśnego. Należy podkreślić – prawa, całkowicie zgodnego z dyrektywami Unii Europejskiej. Finałem tej konsekwentnie prowadzonej gry była decyzja rządu PO – PSL zawarta w Wieloletnim Planie Finansowym z 3 sierpnia 2010 r., a w ślad za tym propozycje ministra finansów zawarte w projekcie ustawy o finansach publicznych z 7 września 2010 r. oraz w projekcie rozporządzenia w sprawie określenia wolnych środków przejmowanych w depozyt lub zarządzanie oraz zasad i warunków ich przejmowania od jednostek sektora finansów publicznych z 7 października 2010 r. powodujące włączenie Lasów Państwowych do sektora finansów publicznych. Tak więc minister finansów, ratując – jak twierdził – budżet państwa, postanowił przejąć pieniądze z Lasów, a następnie sam finansować realizację ich celów ochronnych i gospodarczych.

Upadłościowy scenariusz

Według ekspertów, rozwiązanie to nieuchronnie spowoduje najpierw zadłużenie Lasów Państwowych w bankach komercyjnych, a następnie zanik zdolności ekonomicznej Lasów do prowadzenia gospodarki leśnej. Doprowadzi to do kresu misji wypełnianych przez Lasy Państwowe, zaś końcowym efektem będzie ich natychmiastowa destrukcja i prywatyzacja (z wizją opanowania przez kapitał obcy). Będzie to kres misji Lasów Państwowych pod względem bezpieczeństwa ekologicznego państwa i zabezpieczania podstawowych potrzeb jego mieszkańców skutkujący w stosunku do każdego z nas nie tylko zakazem zbioru runa leśnego i grzybów, ale nawet wstępem do lasu. Głębsza analiza zarówno działań rządu, jak i skali dezinformacji w ciągu ostatnich dwóch miesięcy ujawnia, że celem włączenia Lasów Państwowych do sektora finansów publicznych nigdy nie było ratowanie budżetu. Budżet tegoroczny został bowiem ostatnio przyjęty przez Radę Ministrów i nie ma w nim mowy o środkach pozyskanych z Lasów Państwowych. Oczywiste jest również to, że nie mogło to być celem, gdyż 2 mld zł, do których zaoszczędzenia Lasy Państwowe zostały zmuszone w ciągu ostatnich lat, nie wykonując planowych działań, nie może uratować konających finansów publicznych. Cel jest inny i jest nim destabilizacja Lasów Państwowych poprzez zabranie im pieniędzy na działalność, a następnie zmuszenie ich do zadłużenia w bankach komercyjnych. Finał jasny i wielokrotnie przerabiany w czasie rządów PO – PSL. Doprowadzić podmiot gospodarczy do bankructwa, a następnie przejąć go, najlepiej za „symboliczną złotówkę”, i to jeszcze przez kapitał obcy, reprezentowany przez banki komercyjne.

Składajmy podpisy

Zamach na Lasy Państwowe odbywa się przy całkowitej ciszy mediów publicznych. Tysięczna manifestacja umundurowanych leśników pod Radą Ministrów 29 września została oceniona jako nieistotny happening. Protesty świata naukowego, myśliwych i profesjonalnych stowarzyszeń gospodarczych traktowane są jako dane do dyskusji. Złożenie 20 października u marszałka Sejmu ponad 200 tys. podpisów zebranych przez leśników i myśliwych wśród ludzi protestujących przeciw włączeniu Lasów Państwowych do sektora finansów publicznych to dla władzy okazja do poklepania po plecach i deklaracji, że Lasy są niezwykle ważne, bardzo dobrze zarządzane i zrobi się, co tylko w mocy. Moc ujawniła się prawie natychmiast. 29 października. Rada Ministrów, bez żadnych koniecznych uzgodnień, jednogłośnie zgodziła się na włączenie Lasów Państwowych do sektora finansów publicznych. W tej sytuacji, znając złą wolę obecnego rządu i kierując się przekonaniem, że łamane jest prawo, a proponowane rozwiązania dotyczące Lasów Państwowych są zmianami ustrojowymi, posłowie z Prawa i Sprawiedliwość oraz Stowarzyszenie na Rzecz Zrównoważonego Rozwoju Polski postanowiło ogłosić inicjatywę zbierania podpisów pod wnioskiem o poddanie pod referendum ogólnokrajowe sprawy przyszłości Państwowego Gospodarstwa Leśnego Lasy Państwowe. Chcemy zwrócić się do obywateli z pytaniem: „Czy jesteś za zmianą statusu prawnego Lasów Państwowych poprzez włączenie tego podmiotu do sektora finansów publicznych, zgodnie z propozycją ministra finansów, co w konsekwencji może prowadzić do ich natychmiastowej destrukcji, a w przyszłości prywatyzacji?”. Podobny wniosek został złożony do marszałka Sejmu 15 października przez grupę posłów PiS z sugestią, aby ze względu na obniżenie kosztów referendum odbyło się w dniu zbliżających się wyborów samorządowych. Niestety, marszałek, korzystając z przysługującego mu prawa, włożył powyższy wniosek do przysłowiowej „zamrażarki”, motywując to koniecznością zasięgnięcia opinii prawnych. W tej sytuacji, prosząc o wsparcie inicjatywy referendum, wyrażam nadzieję, że Polacy zdają sobie sprawę z tego, iż zasoby leśne są dobrem narodowym i muszą służyć każdemu z nas. Nikomu nie powinno przysługiwać prawo do wszczynania działań prowadzących do uwłaszczenia kogokolwiek na państwowych zasobach obejmujących ponad 1/4 terytorium kraju. Nie pozwólmy więc zniszczyć naszego dobra narodowego, jakim są polskie Lasy Państwowe, i korzystając z jeszcze istniejących naszych praw, domagajmy się referendum. Złóżmy podpis pod wnioskiem o poddanie pod referendum ogólnokrajowe sprawy przyszłości Państwowego Gospodarstwa Leśnego Lasy Państwowe.

Prof. dr hab. Jan Szyszko

Wniosek o referendum do pobrania na stronie :

http://mypis.pl/aktualnosci/861-co-dalej-z-lasami-panstwowymi

Zmiana czasu to manipulacja

Zmiana czasu nie przynosi żadnych oszczędności. Kiedyś być może przynosiła, ale właścicielom fabryk. Dzisiaj nie przynosi to oszczędności i zostało to wielokrotnie udowodnione.

Uważam że przy naszym położeniu bardziej naturalnym dla nas czasem jest czas letni. Nie wiem jak dla Was, ale dla mnie istotniejsze jest, aby po południu było dłużej widno niż rano. Być może wyda Wam się to niewiarygodne, ale przeczytajcie co o zmianach czasu twierdzi w swojej książce Suworow:

- Zmusić obywateli, żeby maszerowali krokiem defiladowym?
– Niekoniecznie. Mam na myśli treść, a nie formę. Najważniejsze, żeby te ćwiczenia były absurdalne i żeby równocześnie dotyczyły setek milionów ludzi. Najlepiej zmusić ich do wykonywania jakiegoś kretynizmu. Regularnie.
– Masz przykłady takich kretynizmów?
– Można na przykład zmusić całą ludzkość, żeby dwa razy w roku przestawiała wskazówki zegarów.
– Czym to uzasadnić?
– Oszczędnością energii.
– To prawda?
– Skądże znowu! Najważniejszym odbiorcą energii elektrycznej są fabryki. Na drugim miejscu są środki transportu. Przesuniemy wskazówki, czy nie przesuniemy – i tak ilość zużywanej energii nie ulegnie zmianie. Poważnym odbiorcą są kopalnie węgla. Tam zawsze ciemno. Albo oświetlenie ulic. Światło włącza się kiedy jest ciemno, a wyłącza kiedy jest jasno. Co zmieni przestawienie wskazówek?
– Część energii wykorzystują ludzie w swoich mieszkaniach…
– Słusznie. Niecały jeden procent. Ale w ramach tego procentu też nie wszystko idzie na oświetlenie. Niebawem nadejdą takie czasy, że ludzie będą mieć elektryczne żelazka, elektryczne maszynki do mielenia mięsa, telefony na prąd, radia, elektryczne kino domowe. Możesz kręcić wskazówkami zegara w każdą stronę i nie wpłynie to w żaden sposób na zużycie energii. Zresztą z oświetleniem mieszkań to wygląda podobnie: latami tak jest widno i nie ma znaczenia, czy wstajesz o piątej, czy o dziesiątej. Z kolei zimowym rankiem i tak jest ciemno i nie obejdzie się bez oświetlenia. Nieważne, czy jest godzinę wcześniej, czy później.
– Zatem uważasz, że nie będzie żadnego pożytku z przestawiania zegarów?
– Będą tylko kłopoty. Masa kłopotów.
– I nikt nie będzie oponować?
– Tłum nie potrafi myśleć. Tłum przyjmie to jako coś naturalnego. Sam będzie sobie przysparzać nowych problemów. Jeśli tylko narzucimy ludzkości z dziesięć takich idiotycznych zachowań, jeśli sprawimy, że wszyscy podporządkują się bez zastrzeżeń, wtedy zawładniemy światem.

Tomy M.

http://www.twojapogoda.pl/

Napisane w Polska. Tagi: . 9 Comments »
Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.

Join 380 other followers