Od dzisiaj mogą cię rewidować żandarmi wojskowi

Od piątku na czas trwania Euro 2012 żołnierze Żandarmerii Wojskowej otrzymają uprawnienia policji. Będą mogli zatrzymać i wylegitymować każdą osobę na ulicy.

W związku z zarządzeniem premiera Donalda Tuska od 1 czerwca do 5 lipca żołnierze żandarmerii będą mogli między innymi wylegitymować każdą osobę, zatrzymać ją w razie uzasadnionego podejrzenia popełnienia przestępstwa, dokonać kontroli osobistej, a gdy ktoś nie podporządkuje się poleceniom, zastosować środki przymusu bezpośredniego, a nawet użyć broni palnej.

Na co dzień uprawnienia ŻW są znacznie węższe. Kompetencje żandarmerii ograniczają się właściwie do podejmowania działań wobec żołnierzy w służbie czynnej, pracowników wojska (w ściśle określonych przypadkach), a także osób przebywających na terenach wojskowych.

W czasie trwania Euro 2012 żołnierze ŻW będą prowadzić głównie działanie prewencyjne (przede wszystkim patrole) oraz pomagać policyjnej drogówce. Ponadto policyjnych antyterrorystów będzie wspierać kilkudziesięciu żołnierzy z oddziału specjalnego ŻW w Warszawie, a przy zabezpieczeniu Euro 2012 wykorzystane zostaną samochody opancerzone.

Autor: pł
Na podstawie: PAP
Źródło: Niezależna.pl

ACTA może wejść w innej ustawie ! – ACTA BIS !

Nowy numer Platformy Obywatelskiej – bardziej niebezpieczny niż ACTA

Projekt ustawy o zmianie ustawy o świadczeniu usług drogą elektroniczną oraz ustawy kodeks cywilny (Projekt został skierowany do rozpatrzenia przez Stały Komitet Rady Ministrów)

„Rozdział 3a
Procedura powiadomienia i blokowania dostępu do bezprawnych informacji

Art. 15a. Osoba fizyczna, osoba prawna lub jednostka organizacyjna nieposiadająca osobowości prawnej, która posiada informację o bezprawnych treściach zamieszczonych w sieci Internet, zwana dalej „uprawnionym”, w celu zablokowania takiej informacji może przesłać do usługodawcy wiarygodną wiadomość, zawierającą:

1) dane określające uprawnionego, składającego zawiadomienie o umieszczeniu w
sieci Internet bezprawnych informacji,

2) dane kontaktowe uprawnionego,

3) podpis uprawnionego albo osoby go reprezentującej,

4) jednoznaczne wskazanie informacji, które naruszają prawa lub przedmiot
działalności uprawnionego, do których dostęp powinien zostać zablokowany,
5) uzasadnienie,

6) dane umożliwiające usługodawcy zlokalizowanie bezprawnej treści,

7) kopię pełnomocnictwa,

8) oświadczenie uprawnionego o:

- braku autoryzacji treści zamieszczonych w sieci Internet,
-zgodności z prawdą przedstawionych informacji.

Art. 15b. 1. Usługodawca może umieścić na swojej stronie podmiotowej formularz wiarygodnej wiadomości, zawierający elementy określone w art. 15a ustawy.

źródło:
bip.msw.gov.pl/portal/bip/218/20209/

Nie żyje główny świadek w aferze marszałkowej

Płk Leszek Tobiasz, były oficer WSI, główny świadek oskarżenia w tzw. aferze marszałkowej, w którą zamieszany jest prezydent Bronisław Komorowski, nie żyje – dowiedział się portal Niezalezna.pl.

Płk Tobiasz ws. afery marszałkowej miał być przesłuchany przed sądem 1 marca i miało to być jego pierwsze przesłuchania, ponieważ nie stawiał się na wcześniejsze wezwania.

W listopadzie 2007 r. Tobiasz zgłosił się do posła PO Bronisława Komorowskiego z propozycją pomocy w zdemaskowaniu rzekomej korupcji w Komisji Weryfikacyjnej. Nie do prokuratury, która jest właściwym do tego miejscem, ale do marszałka Sejmu.

Po wizycie płk. Tobiasza ówczesny marszałek Sejmu Bronisław Komorowski zorganizował tajne spotkanie z udziałem Tobiasza, szefa ABW Krzysztofa Bondaryka i Pawła Grasia. Po nim ABW wszczęła działania operacyjne wobec członków Komisji Weryfikacyjnej pod pretekstem rzekomej korupcji (weryfikacji żołnierzy WSI za pieniądze), czego jednak nie potwierdziło późniejsze śledztwo a sprawa okazała się prowokacja wymierzona w komisje weryfikacyjną.

Więcej w jutrzejszym wydaniu “Gazety Polskiej Codziennie”

 Niezależna.pl

Leżymy Na Bombie Geotermalnej!

Polska nie musi być energetycznym autsajderem, ale powinniśmy postawić na to, czym dysponujemy: węgiel i geotermię. Mamy rozwiązania, które dadzą nam tanią energię oraz bezpieczeństwo — mówi Bohdan Żakiewicz, ekspert energetyki.

„Profesor Bohdan Żakiewicz uruchomił na całym świecie ponad 60 unikalnych technologicznie projektów związanych z górnictwem i energią. Jest właścicielem aż 348 patentów i know-how! Umożliwiły one znaczne obniżenie kosztów przedsięwzięć i radykalnie zwiększyły wykorzystanie zasobów. Za najważniejsze dla ludzkości można uznać jego opracowania pozwalające na sięgnięcie do taniej, w pełni odnawialnej i absolutnie czystej energii w ilościach o parę rzędów przekraczających potrzeby.” — czytamy na stronie eurogospodarka.eu.

Gdyby od wielu lat stosować technologie i myśl techniczną profesora Bohdana Żakiewicza, cena energii elektrycznej wynosiłaby najprawdopodobniej kilka groszy za kilowatogodzinę!

Niestety lobby energetyczne mające bezpośredni wpływ na polską politykę nie może do tego dopuścić. Tak więc jakiekolwiek działania profesora w Polsce były i są dotychczas torpedowane.

 

Polska walczy z cenzurą Platformy

Awantury i dymisje w rządzie. Kłamstwa polityków i cenzura w Kancelarii Premiera. Manifestacje na ulicach, zapowiedzi ataków hakerskich na strony administracji rządowej i postulaty dymisji rządu. Pod naciskiem opinii publicznej premier Donald Tusk wycofuje się z ratyfikacji układu ACTA.

W Warszawie zebrał się wczoraj tłum demonstrantów. – To nasz głos sprzeciwu wobec porozumienia ACTA, tajemnicom pracy nad nim, ciszy w polskiej polityce, braku dialogu społecznego i niechęci wobec referendum – mówią organizatorzy manifestacji. Protestują nie tylko przeciwko przyjęciu ACTA w Polsce, ale w całej Europie.

Demonstracje przeciwko ACTA trwają w Polsce od kilku dni. Wzięło w nich udział ok. 20 tys. osób. Przedwczoraj w Poznaniu demonstranci obrzucili kamieniami siedzibę wielkopolskiej Platformy Obywatelskiej. Prokuratura w Kielcach postawiła zarzuty 18 zatrzymanym, którzy niszczyli samochody, znaki drogowe i przystanki. We Wrocławiu, w Lublinie, Gdańsku i Przemyślu demonstracje przebiegły spokojnie.

Anonymous grozi, w sieci wrze

Spokojnie nie jest w sieci. Internauci ukrywający się pod szyldem Anonymus zapowiedzieli, że są w posiadaniu dużej ilości tajnych informacji i dokumentów świadczących o szkodliwej i niebezpiecznej działalności obecnego rządu. Mają być wśród nich dokumenty dotyczące m.in. agentury SB w MSZ-etu, korupcyjnych praktyk działaczy PO, łamania prawa przez służby specjalne, a także niekorzystnych dla Polski decyzji gospodarczych, m.in. upadłości stoczni, niektórych prywatyzacji, kontraktu gazowego z Rosją itp. Dokumenty mają być publikowane w internecie.

Premier Donald Tusk zapytany przez „Gazetę Polską Codziennie”, czy nie boi się ujawnienia tych dokumentów, odpowiedział: – Gdybym się bał, tobyśmy nie podpisali ACTA w Tokio. Bardzo wyraźnie powiedziałem, że jednym z dodatkowych elementów, z których powodu moja determinacja jest w tej sprawie pełna, są szantaże hakerów i Anonymous. Sprawdzam! Oczekuję od nich dziś, jutro wszystkich dokumentów, jakie są do dyspozycji na temat urzędników w Polsce.

Tymczasem internauci spontanicznie organizują akcje zbierania podpisów przeciwko ratyfikowaniu ACTA przez Polskę, a blogi i fora internetowe kipią od krytycznych wobec rządu i PO komentarzy. Pojawiła się petycja o odwołanie rządu i premiera, a studenci z Wrocławia zebrali już ponad 200 tys. podpisów pod wnioskiem o referendum w sprawie ACTA.

Nacisk internautów spowodował, że Kancelaria Premiera oficjalnie przyznała się do usunięcia ze swoich stron internetowych ok. 5 tys. krytycznych wpisów. Urzędnicy KPRM tłumaczyli, że zablokowane komentarze zawierały wulgaryzmy i łamały zasady internetowych dyskusji. Nie przewidzieli jednak, że wpisy te były monitorowane i analizowane przez zespół Fanpage Trader, który zajmuje się marketingiem na Facebooku. Zespół opublikował dane dowodzące, że rząd usunął więcej niż 5 tys. wpisów i cenzurował głównie krytykę podpisania ACTA. Taką treść zawierało ponad 90 proc. usuniętych komentarzy, a niezgodnych z netykietą wulgaryzmów i pogróżek było tylko 38, czyli niecałe 1,5 proc. wpisów. Ponad 900 skasowanych wpisów zawierało maskę Guya Fawkesa, która stała się symbolem ruchu Anonymous i protestujących przeciwko ACTA.

Mnożą się także zapowiedzi blokowania stron prorządowych mediów, głównie TVN24 i „Gazety Wyborczej”.

Awantury i dymisje

Podpisanie ACTA wywołało awanturę na posiedzeniu rządu. Michał Boni, minister administracji i cyfryzacji, przyznał, że razem z ministrem kultury Bogdanem Zdrojewskim dostał burę od premiera. Niektórzy ministrowie, w tym szef resortu sprawiedliwości Jarosław Gowin, ostro krytykowali decyzję podpisania umowy.

Przeciw niej był także minister Boni, który przyznał, że sam ściąga z sieci filmy oraz muzykę i jest przeciwny karaniu za to. Ujawnił, że już w poniedziałek przedstawił premierowi Donaldowi Tuskowi gotowość do rezygnacji z zajmowanego stanowiska. Premier dymisji Boniego nie przyjął, choć ten zadeklarował nawet, że weźmie udział w antyrządowej demonstracji w Warszawie.

Politycy Platformy odpowiedzialnością za awanturę z ACTA obarczają ministra Zdrojewskiego, który nie konsultował projektu ze środowiskiem internautów. Premier Tusk wezwał Zdrojewskiego na dywanik. Jednak żadnych dymisji nie należy się spodziewać. – Nie przewiduję żadnych dymisji w tej sprawie. Przewiduję szybką informację, będzie ona miała także charakter publiczny – zaprezentuje, jak wyglądały wszystkie etapy konsultacji i co trzeba naprawić w tym kolejnym ich etapie, czyli przed dokonaniem ratyfikacji – powiedział wczoraj w Sejmie premier Tusk.

Ze stanowiska przewodniczącego Rady Informatyzacji zrezygnował prof. Mieczysław Muraszkiewicz. Radę powołał minister Michał Boni przed miesiącem i do tej pory zebrała się tylko raz na posiedzeniu inauguracyjnym. „Rezygnacja jest reakcją na podpisanie przez Pana Premiera upoważnienia do przyjęcia umowy ACTA oraz podpisanie tej umowy w Tokio” – napisał prof. Muraszkiewicz.

O złożenie dymisji przez pozostałych członków rady zaapelował publicznie Piotr Piętak, były wiceminister MSWiA odpowiedzialny za informatyzację. „Idźcie za przykładem profesora. Pozostając członkami Rady Informatyzacji, likwidujecie dorobek swojego życia. Młodzi internauci wyrażają wasze idee, a wy je będziecie zwalczać? Pozostając członkami Rady, czy tego chcecie, czy nie, jesteście po drugiej stronie barykady. Po stronie tych, którzy wolność ograniczają. Składajcie dymisje, jeszcze nie jest za późno!” – napisał na swoim blogu Piotr Piętak.

http://niezalezna.pl

Napisane w ACTA, Polska. Tagi: , , , . Komentarzy: 7 »

Niewidzialny szef PO – Dlaczego Globaliści chcą Tuska??? – ‘Koniec demokracji w RP’

Napisane w Polska. Tagi: , . Komentarzy: 26 »

A. Lepper nie żyje

Wszystko wskazuje na to, że popełnił samobójstwo przez powieszenie. Najpewniej nie mamy tu do czynienia z udziałem osób trzecich – mówi w TVP Info Mariusz Sokołowski, rzecznik warszawskiej policji. Informację o samobójstwie potwierdził rzecznik pogotowia.

- Na miejscu są policjanci, musimy przeprowadzić wszystkie czynności – powiedział Sokołowski. Andrzeja Leppera znalazł współpracownik przed godziną 17.00.

“Nie wytrzymał tempa czasu”

- Dowiedziałem się przed momentem. Jestem zszokowany – mówił w TVN24 b. senator Samoobrony Henryk Dzido – Musiało być coś strasznego, co sprawiło, że podjął taką decyzję. (…) Zawsze twierdziłem, że jest to człowiek wielkiego formatu, stworzony dla polityki. Niestety tempa czasu nie wytrzymał (…) Byłem przekonany, że jest to człowiek, który wie, czego chce, twardy, zdecydowany, który umie się poruszać w świecie polityki – mówił b. senator.

Zdaniem Dzido Lepper miał wizję “Polski sprawiedliwej, w której rodzina jest wartością”. – Myślę, że przez lata będziemy o Andrzeju Lepperze pamiętać – dodał Dzido.

- Wczoraj się z nim spotkałem. Umówiliśmy się na rano. Rozmawialiśmy o planach – mówi w TVP Info b. poseł Janusz Maksymiuk. – Nie wiem, jak wszystko przeżyjemy. Jest nam wszystko ciężko. Był człowiekiem twardym. Nie wiem, co mogło go do tego skłonić – zastanawia się.

Wicepremier w rządzie PiS

Andrzej Lepper urodził 13 czerwca 1954 roku. Był założyciele Samoobrony Rzeczpospolitej Polskiej i Związku Zawodowego “Samoobrona”. Z polityką związał się na początku lat 90′, gdy przewodził protestom rolników.

W 2001 roku pierwszy raz dostał się do Sejmu. Przez kilka tygodni był wicemarszałkiem Sejmu. W 2006 roku został wicepremierem i ministrem rolnictwa w rządzie Jarosława Kaczyńskiego i Kazimierza Marcinkiewicza. Odwołany został w 2007 roku w związku z aferą gruntową.

W 2007 jego partia poniosła klęskę wyborczą i nie odniosła już żadnych sukcesów. W 2010 roku startował w wyborach prezydenckich i zdobył ponad jeden procent głosów.

Napisane w Polska. Tagi: . Komentarzy: 31 »

Polska szkoła — poprawny politycznie ciemnogród

O lakierowaniu, kolorowaniu i komercjalizacji polskiej szkoły, oduczaniu samodzielnego myślenia i efektach dostosowywania podstawy programowej do światowych kanonów z prof. Andrzejem Waśko rozmawia Wiesława Lewandowska

Wiesława Lewandowska: — Projekty reformowania systemu edukacji podejmowane przez rząd PO spotykają się z coraz szerszą, choć niezbyt nagłaśnianą przez media, krytyką. Pan Profesor jest autorem bodaj najbardziej surowych ocen. Mówi Pan, że proponowane reformy prowadzą do „systemowej infantylizacji świadomości społecznej”. Co to znaczy?

Prof. Andrzej Waśko: — To znaczy, że bez wątpienia obecny stan naszej oświaty i edukacji podporządkowany jest wyjątkowo spolegliwie kanonom tzw. kontrkultury, która narzuciła kult młodości, panujący w świecie już od lat 60. poprzedniego stulecia, a w Polsce ujawniający się i nasilający wraz z odzyskaniem wolności. Czytałem niedawno pracę habilitacyjną na temat nowej matury z języka polskiego, w której dojrzałość jest traktowana jako kategoria ideologiczna powiązana z poprzednim systemem politycznym! Sugeruje wprost, że wyzwolenie z poprzedniego opresyjnego systemu ma polegać na wyzwoleniu z dojrzałości.

— Dlatego tak gorliwie i bezrefleksyjnie zaczęliśmy nadrabiać to rzekome zapóźnienie… Pan Profesor ostrzega, że owo „zdziecinnienie należy do najważniejszych metod sterowania społecznego”. Czy rzeczywiście mamy w polskiej edukacji do czynienia z jakąś celową strategią?

Trudno to inaczej zrozumieć. Gdy do pokomunistycznej Polski wkroczyły mechanizmy rynkowe handlu i reklamy, rozpropagowano szeroko formę życia ułatwionego, konsumpcyjnego. Chodziło o stworzenie społeczeństwa całkowicie zdezintegrowanego wewnętrznie, nastawionego na łatwą, pozbawioną wartości samoekspresję — bez wszelkich zobowiązań, poczucia tożsamości i lojalności, bez odniesienia się do tego, co jest poza sferą rozrywki, doraźnego sukcesu i popularności. Wartością stała się konsumpcja i to, co głaszcze ego rozpieszczonego dziecka, które dorasta, ale nie dojrzewa…

— To brzmi naprawdę groźnie. System edukacyjny ma być tak zreformowany, przystosowany, aby „produkował” konsumentów dóbr materialnych?

Tak, wskazuje na to już sam sposób zarządzania szkołą. Nauczyciel przestaje być mistrzem w swoim zawodzie, traci autorytet, zaczyna być pracownikiem technicznym, bezustannie szkolonym, trenowanym przez rozmaitych ekspertów, posiadaczy jedynie słusznego kamienia filozoficznego w dziedzinie oświaty, poddawany jest rozmaitego typu kontrolom; oczekuje się od niego, że będzie pracował według instrukcji, wypełniał punkty, pisał biurokratyczne sprawozdania.

— Kiedy rozpoczął się ten proces przekształcania polskiej szkoły w zakład rozrywkowo-produkcyjny?

W latach 90. ubiegłego wieku, kiedy to niewinnie i na pierwszy rzut oka rozsądnie zaczęło się od pytań: Dlaczego podręczniki są takie szare? Dlaczego szkoła jest taka smutna? Postanowiono, że wszystko ma być wesołe, uśmiechnięte, że w szkole podstawowej mają królować zaprzyjaźnione z dziećmi postaci z kreskówek… Nauczyciel też musi udawać postać z kreskówki. Szkoła za wszelką cenę musi być radosna — przekonywały pedagogiczne autorytety… Władze kuratoryjne wręcz promowały takie imprezy, jak dni wagarowicza, żeby dzieci się przebierały i beztrosko wychodziły na miasto.

— Zapanował szkolny obowiązek radości?

Można tak powiedzieć. To była taka sztuczna, odgórna radość, która, gdy się jej przyjrzeć bliżej, była czasami bardzo smutna, bo powierzchowna… Niestety, ta pierwsza dziecinna radość kolorowej szkoły wymuszała dalsze kroki — aby jej nie zaburzać, wymagania wobec uczniów musiały być obniżane, zaczęło się równanie w dół.

— Postępował też proces oduczania samodzielnego myślenia, choć panowało przekonanie, że zrobiła to już szkoła peerelowska…

Wydaje mi się, że po prostu doszło tylko do „polakierowania i pokolorowania” szkoły socjalistycznej, a ta jej odnowa wcale nie przełożyła się na uczenie samodzielności myślenia. Z czasem okazało się, że jest wręcz przeciwnie. Wystarczy posłuchać swobodnych wypowiedzi studentów z pierwszych lat kulturoznawstwa lub polonistyki; wszystkie są do siebie bliźniaczo podobne. Efektem reformowania edukacji jest więc to, że absolwenci szkół średnich w Polsce myślą tak samo — jak skserowani — i uważają, że właśnie tak powinno być. Są zaskoczeni, gdy się od nich wymaga jakiejkolwiek samodzielności myślenia, oczekują, żeby nimi pokierować…

— Uważa się, że to wprowadzenie testów egzaminacyjnych zabiło wyobraźnię i myślenie…

Nie można twierdzić, że wszystkie testy są złe, ale już sama forma formularza maturalnego zostawia uczniowi do wypełnienia tylko drobne pola, i to w ramach zamkniętych możliwości; uczy dostosowania do narzuconego schematu, do określonej formuły. Potem taki człowiek na każdym kroku chce, aby go prowadzić, podać rękę, dać instrukcję, jak ma myśleć.

— Skąd ta moda na testy?

To nie jest nasz rodzimy wymysł. Całą podstawę programową, czyli dokument określający program nauczania, dostosowano do obecnie obowiązującego systemu egzaminów, które są prowadzone metodą testową zgodną z międzynarodowymi standardami.

— Dostosowujemy się do świata, czy to źle?

Źle, jeśli w ten sposób sami się ograniczamy. Na poziomie międzynarodowym możemy testować jedynie umiejętność rozumienia tekstu, ale już nie umiejętności pisarskie młodzieży, erudycję historyczną i literacką, zwłaszcza tę związaną — co trzeba podkreślić — z budowaniem w młodym człowieku tożsamości narodowej przez zaznajamianie go z kulturą, tradycją i dziedzictwem narodowym. To wszystko nie podlega umiędzynarodowionej ocenie, w związku z tym przestajemy tego uczyć. Szkoła przestaje przekazywać tożsamość kulturową i narodową!

— Chodzi przecież o to, byśmy byli bardziej europejscy i światowi niż polscy. Mniej zaściankowi…

No właśnie, to się nam wciąż wmawia! Wszystko, co nie jest na rękę reformatorom, stygmatyzuje się, mówiąc, że coś jest anachroniczne albo zaściankowe… To odnosi skutek, gdyż większość ludzi, usłyszawszy, że coś jest anachroniczne, wystrzega się głoszenia takich poglądów, nawet jeśli są zdroworozsądkowe i zgodne z ich przekonaniami.

— Czy, Pana zdaniem, polscy reformatorzy edukacji zbyt skwapliwie ulegają światowym tendencjom? Czy może po prostu nie chcą zamykać świata przed młodymi Polakami?

Tak to tłumaczą, choć prawdziwych przyczyn należałoby szukać znacznie głębiej — w dominacji tzw. multikulturalizmu, co oznacza, że nie możemy dziś mówić młodemu Polakowi, iż jest dziedzicem polskiej kultury, ponieważ on musi być koniecznie otwarty na inność… Bohaterem programu nauczania staje się „inny” i w związku z tym otrzymujemy w efekcie kosmopolityczny, sfragmentaryzowany, niezhierarchizowany wewnętrznie zespół edukacyjnych wzorów, które tworzą kakofonię intelektualną, co wyklucza myślenie w kategoriach narodu, państwa, narzuca myślenie w kategoriach globalnych albo wielokulturowych.

— Stąd tendencja do ograniczania programu języka polskiego i historii Polski?

Tak. Najbardziej poszkodowany jest obecnie język polski. Historycy potrafią się jeszcze bronić względnie dobrze, natomiast poloniści sami przyłożyli rękę do destrukcji własnej dyscypliny. Oczywiście, kierując się dobrymi intencjami i w przeświadczeniu, że ożywiają swoją ofertę dydaktyczną.

— W jaki sposób?

Podstawowy błąd popełniono w latach 90. XX wieku, rezygnując z założenia, że o tym, co znajduje się na liście lektur, decydują wartości artystyczne, kulturowe i wychowawcze tekstów. Następnie usunięto z programu nauczania języka polskiego historię literatury, a w 2000 r. — także historię literatury polskiej. Uznano, że zadaniem szkoły nie jest wychowanie młodzieży na ludzi znających swoje miejsce w świecie, kochających swój kraj, rozumiejących swoje obowiązki wobec państwa i wobec innych obywateli.

— A czy rzeczywiście ta szczegółowa wiedza np. z historii polskiej literatury jest przydatna średnio wykształconemu Polakowi w dzisiejszym, pękającym od nadmiaru informacji, świecie?

W latach 90. zakwestionowano tę potrzebę i uznano, że prosta umiejętność rozumienia tekstu jest czymś ważniejszym niż znajomość faktów, biografii, dat, czyli tego całego bagażu erudycyjnego, który niesie ze sobą historia literatury. Temu uzasadnieniu trudno było odmówić racji. Jednak nikt nie wyobrażał sobie wtedy, że to zdejmowanie balastu zbyt szerokiej wiedzy doprowadzi do tego, co nastąpiło w 2000 r., kiedy to bezwzględnie podporządkowano nauczanie języka polskiego wyłącznie komunikacyjnemu, strukturalistycznemu modelowi: nadawca — komunikat — odbiorca. Wtedy to całkowicie zwyciężyła postmodernistyczna tendencja, aby w ogóle nie uczyć literatury, zwłaszcza narodowej, a nauczać jedynie rozumienia tekstów kultury. A tekstem kultury jest, oczywiście, nie tylko poemat Mickiewicza czy pieśni Kochanowskiego, ale także komiks, reklama, powieść sensacyjna…

— W ten sposób szkoła ma ułatwiać poruszanie się we współczesnym świecie…

Tak to uzasadniano. Dlatego też do programu języka polskiego szerokim frontem wprowadzono publicystykę. Na egzaminach maturalnych i w podręcznikach często cytuje się artykuły z „Gazety Wyborczej” albo publicystykę radiową czy telewizyjną… Można z łatwością zauważyć, że 100 proc. tych cytatów pochodzi z politycznie poprawnych mediów. Pozornie ma to służyć temu, żeby młodzież nauczyła się rozumieć komunikaty medialne.

— I tak ich nie rozumie!

To prawda, a jedynym efektem takiego zaśmiecania programu szkolnego wyselekcjonowanymi tekstami dziennikarskimi jest to, że młodzież przyzwyczaja się, iż istnieje kanon poprawnego myślenia, reprezentowany przez tytuły cytowane w podręcznikach.

— Można powiedzieć, że współczesna polska szkoła uczy politycznej poprawności?

Zdecydowanie, wymusza wręcz tę polityczną poprawność! I wydaje się, że jest to istotny cel wielu działań należących do tego pakietu reform, z którymi właśnie mamy do czynienia.

— Zreformowana polska szkoła ma walczyć z ciemnogrodem, a jednocześnie tworzy poprawny politycznie ciemnogród?

Tak, to bardzo dobre określenie, polska szkoła tworzy „politycznie poprawny ciemnogród”, bo jeżeli nie uczy historii, nie uczy geografii, nie uczy znajomości kanonu kultury, to efektem takiej edukacji może być tylko człowiek powierzchownie nowoczesny, a w gruncie rzeczy ograniczony, pozbawiony wyobraźni, niesamodzielny, wierzący bezkrytycznie w to, co słyszy w mediach, a w konsekwencji naprawdę bezbronny wobec wyzwań życia.

— Szkoła ogólnokształcąca, pilnie dostosowana do światowych wzorów nie dostarcza elementarnej wiedzy o świecie i życiu?!

Tak, obserwujemy coraz większą zapaść w dziedzinie wiedzy młodzieży o świecie, nawet tej najbardziej podstawowej. Kilka lat temu zorientowałem się, że studentka drugiego roku polonistyki nie wie, co znaczy zwyczajowy tytuł „Dziady drezdeńskie” — nie wie, że przymiotnik pochodzi od miasta Drezno, nie wie nawet, gdzie leży Drezno… Od tego czasu co roku zadaję studentom to właśnie pytanie. Odpowiedzi są następujące: Drezno leży na Litwie, na Ukrainie, w Austrii… Młodzież naprawdę niewiele wie, nie potrafi odróżniać polskich dynastii, nie zna geografii… Za to lubi mówić o tym, co czuje, albo co się jej wydaje, i czeka na akceptację. Oczywiście, są i krzepiące, ambitne wyjątki.

— Mamy zatem pierwsze efekty przekształcania szkolnictwa w bardziej radosne, ale ten proces „doskonalenia” systemu edukacji jeszcze się przecież nie skończył… Co dalej?

Najgroźniejsze dziś wydaje się to, że reforma edukacji, zwłaszcza od momentu, gdy stery objęła minister Hall, zmierza najwyraźniej ku komercjalizacji. Szkołę zaczęto traktować nie jako instytucję kulturalną, nie jako instytucję państwową czy miejsce szczególnie wyróżnione i jedyne w swoim rodzaju, lecz jako zakład usługowy, w którym klienci, czyli uczniowie i rodzice, zgłaszają się do obsługi, którą stanowią nauczyciele i urzędnicy oświatowi. Przyjmuje się założenie, że jedynym modelem poprawnie działającej organizacji jest spółka prawa handlowego, a więc celem proponowanych przez panią minister zmian jest przekształcenie szkół w spółki prawa handlowego, prowadzone przez jakieś podmioty fizyczne albo prawne…

— … już nawet nie samorządy?

Samorządy w tym projekcie są ogniwem pośredniczącym. Administracja centralna przerzuca na nie ogromną ilość obowiązków organizacyjnych i finansowych z całkowitą świadomością, że sobie nie poradzą, bo mają za mało pieniędzy… Poza tym samorządy na poziomie gminy, a nawet powiatu, nie mają wyspecjalizowanych kadr. Moim zdaniem, z całkowitą premedytacją stawia się dziś samorządy w przymusowej sytuacji, żeby musiały się desperacko zwracać do podmiotów zewnętrznych, np. do stowarzyszeń rodziców, fundacji i innych organizacji, które zgodzą się prowadzić szkoły, ale oczywiście, już bez Karty Nauczyciela, opierając się na zewnętrznych funduszach…

— I bez państwowej kontroli? Planuje się likwidację kuratoriów.

Nadzór zostaje przerzucony na samorządy, a „wspomaga” się je w ten sposób, że zamiast kuratoriów mają powstać spółki oferujące samorządom prowadzenie nadzoru pedagogicznego, czyli ocenę pracy szkół.

— Kto na tym zarobi?

Na to pytanie łatwo odpowiedzieć. Zarobią ci, którzy już dość dobrze zarobili na reformie oświaty… Przede wszystkim ci, którym uda się przechwycić europejskie fundusze strukturalne i którzy otrzymają zlecenia np. na budowę placów zabaw przy szkołach, na to ciągłe „kolorowanie i lakierowanie”… Gorszące jest to, że w sytuacji, kiedy 30 proc. szkół nie spełnia warunków sanepidu, budujemy place zabaw, koniecznie o pomarańczowym kolorze podłoża… Z całą pewnością tych ludzi sukcesu w oświacie jest i będzie sporo.

— Nie są nimi z pewnością ani nauczyciele, ani uczniowie…

Nauczyciele biednieją i coraz bardziej obawiają się, że stracą pracę, rodziców nie stać na podręczniki, które ciągle się zmieniają i są coraz droższe… Nawet uczniowie nie są zadowoleni.

* * *

Prof. Andrzej Waśko — polski literaturoznawca i wykładowca, badacz romantyzmu, były wiceminister edukacji narodowej. Obecnie jest pracownikiem Katedry Historii Literatury Oświecenia i Romantyzmu Wydziału Polonistyki UJ oraz Instytutu Kulturoznawstwa Wydziału Filozoficznego Wyższej Szkoły Filozoficzno-Pedagogicznej „Ignatianum” w Krakowie.

http://www.opoka.org.pl/
Nadesłane: Mazi

Napisane w Polska. Tagi: . Komentarzy: 15 »

TVG-9 Docent o Lechu Wałęsie



Napisane w Polska. Tagi: , . Komentarzy: 6 »
Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.

Join 139 other followers