Hiszpania na dnie. Ten kraj to murowany bankrut

Bezrobocie bije wszelkie rekordy.

Chociaż jeszcze kilkanaście lat temu Hiszpania była stawiana Polsce za wzór do naśladowania, to dziś ledwo wiąże koniec z końcem. Ekonomiści z Forum Obywatelskiego Rozwoju podkreślają, że w latach 2008-2009 gospodarka Hiszpanii skurczyła się o 5 proc. PKB, a stopa bezrobocia wzrosła z 9 do ponad 20 procent.

Dziś już dwukrotnie przewyższa średnią w strefie euro, a co najgorsze, bez pracy jest grubo ponad 45 proc. młodych osób. Co się stało? Specjaliści mówią, że jedną z przyczyn wysokiego wzrostu bezrobocia był trwały wstrząs w postaci pęknięcia bańki cenowej na rynku nieruchomości.

W latach 2002-2007 realne ceny mieszkań w Hiszpanii wzrosły o ponad 60 proc., dwukrotnie więcej niż np. w Stanach Zjednoczonych. Z kolei w latach 2008-2010 spadły o 15 procent. Skutkiem załamania była redukcja zatrudnienia w budownictwie aż o 45 proc., czyli o ponad milion osób.

Do spadku zatrudnienia przyczyniło się także silne spowolnienie przemysłu, wynikające z jego niskiej konkurencyjności.

W latach 2005-2007 w hiszpańskim przetwórstwie przemysłowym jednostkowe koszty pracy wzrosły o blisko 10 proc., co po Grecji było najwyższym wzrostem wśród wszystkich krajów strefy euro. Dla porównania, w analogicznym okresie jednostkowe koszty pracy w Niemczech spadły o 4 proc., a w Irlandii o 11 proc.

Eksperci wytykają Hiszpanom, że do silnego wzrostu bezrobocia przyczyniła się także niska elastyczność płac w tamtejszej gospodarce.

Czy Madrytowi uda się uniknąć bankructwa? Większość ekonomistów wątpi. Mówi się raczej o przedłużaniu agonii. Wysokie bezrobocie zmusiło jednak rząd do rozpoczęcia reform rynku pracy.

W zeszłym roku parlament przyjął pakiet reform, w wyniku których m.in. zwiększono możliwość odstępowania przez przedsiębiorstwa od zbiorowych układów płacowych, ustalanych na szczeblu branżowym lub regionalnym oraz rozszerzono i doprecyzowano warunki, w których przedsiębiorstwo może zwolnić pracownika z przyczyn ekonomicznych.

http://www.hotmoney.pl/

Zmiana konta email

Informujemy że nasze dotychczasowe konto email prawda.xlx.pl@gmail.com zostało zastąpione przez nowe prawda.xlx.pl@tlen.pl

Napisane w Informacje. Tagi: . Komentarzy: 15 »

George Kavassilas – Dlaczego nigdy nie bedzie NWO?

Napisy można włączyć poprzez przycisk CC na odtwarzaczu.

Julian Rose i Jadwiga Łopata o zagrożeniach wobec polskiego rolnictwa

Usunięcie kanału Youtube Prawdaxlxpl

Niestety dzisiaj został usunięty cały kanał Prawdaxlxpl z youtube  z prawie 300 filmami, dlatego większość filmów na stronie nie będzie działać do czasu gdy powstanie nowy kanał.

Kanał został usunięty przez jedno zgłoszenie praw autorskich do filmu Collapse (Upadek).

Polska szkoła — poprawny politycznie ciemnogród

O lakierowaniu, kolorowaniu i komercjalizacji polskiej szkoły, oduczaniu samodzielnego myślenia i efektach dostosowywania podstawy programowej do światowych kanonów z prof. Andrzejem Waśko rozmawia Wiesława Lewandowska

Wiesława Lewandowska: — Projekty reformowania systemu edukacji podejmowane przez rząd PO spotykają się z coraz szerszą, choć niezbyt nagłaśnianą przez media, krytyką. Pan Profesor jest autorem bodaj najbardziej surowych ocen. Mówi Pan, że proponowane reformy prowadzą do „systemowej infantylizacji świadomości społecznej”. Co to znaczy?

Prof. Andrzej Waśko: — To znaczy, że bez wątpienia obecny stan naszej oświaty i edukacji podporządkowany jest wyjątkowo spolegliwie kanonom tzw. kontrkultury, która narzuciła kult młodości, panujący w świecie już od lat 60. poprzedniego stulecia, a w Polsce ujawniający się i nasilający wraz z odzyskaniem wolności. Czytałem niedawno pracę habilitacyjną na temat nowej matury z języka polskiego, w której dojrzałość jest traktowana jako kategoria ideologiczna powiązana z poprzednim systemem politycznym! Sugeruje wprost, że wyzwolenie z poprzedniego opresyjnego systemu ma polegać na wyzwoleniu z dojrzałości.

— Dlatego tak gorliwie i bezrefleksyjnie zaczęliśmy nadrabiać to rzekome zapóźnienie… Pan Profesor ostrzega, że owo „zdziecinnienie należy do najważniejszych metod sterowania społecznego”. Czy rzeczywiście mamy w polskiej edukacji do czynienia z jakąś celową strategią?

Trudno to inaczej zrozumieć. Gdy do pokomunistycznej Polski wkroczyły mechanizmy rynkowe handlu i reklamy, rozpropagowano szeroko formę życia ułatwionego, konsumpcyjnego. Chodziło o stworzenie społeczeństwa całkowicie zdezintegrowanego wewnętrznie, nastawionego na łatwą, pozbawioną wartości samoekspresję — bez wszelkich zobowiązań, poczucia tożsamości i lojalności, bez odniesienia się do tego, co jest poza sferą rozrywki, doraźnego sukcesu i popularności. Wartością stała się konsumpcja i to, co głaszcze ego rozpieszczonego dziecka, które dorasta, ale nie dojrzewa…

— To brzmi naprawdę groźnie. System edukacyjny ma być tak zreformowany, przystosowany, aby „produkował” konsumentów dóbr materialnych?

Tak, wskazuje na to już sam sposób zarządzania szkołą. Nauczyciel przestaje być mistrzem w swoim zawodzie, traci autorytet, zaczyna być pracownikiem technicznym, bezustannie szkolonym, trenowanym przez rozmaitych ekspertów, posiadaczy jedynie słusznego kamienia filozoficznego w dziedzinie oświaty, poddawany jest rozmaitego typu kontrolom; oczekuje się od niego, że będzie pracował według instrukcji, wypełniał punkty, pisał biurokratyczne sprawozdania.

— Kiedy rozpoczął się ten proces przekształcania polskiej szkoły w zakład rozrywkowo-produkcyjny?

W latach 90. ubiegłego wieku, kiedy to niewinnie i na pierwszy rzut oka rozsądnie zaczęło się od pytań: Dlaczego podręczniki są takie szare? Dlaczego szkoła jest taka smutna? Postanowiono, że wszystko ma być wesołe, uśmiechnięte, że w szkole podstawowej mają królować zaprzyjaźnione z dziećmi postaci z kreskówek… Nauczyciel też musi udawać postać z kreskówki. Szkoła za wszelką cenę musi być radosna — przekonywały pedagogiczne autorytety… Władze kuratoryjne wręcz promowały takie imprezy, jak dni wagarowicza, żeby dzieci się przebierały i beztrosko wychodziły na miasto.

— Zapanował szkolny obowiązek radości?

Można tak powiedzieć. To była taka sztuczna, odgórna radość, która, gdy się jej przyjrzeć bliżej, była czasami bardzo smutna, bo powierzchowna… Niestety, ta pierwsza dziecinna radość kolorowej szkoły wymuszała dalsze kroki — aby jej nie zaburzać, wymagania wobec uczniów musiały być obniżane, zaczęło się równanie w dół.

— Postępował też proces oduczania samodzielnego myślenia, choć panowało przekonanie, że zrobiła to już szkoła peerelowska…

Wydaje mi się, że po prostu doszło tylko do „polakierowania i pokolorowania” szkoły socjalistycznej, a ta jej odnowa wcale nie przełożyła się na uczenie samodzielności myślenia. Z czasem okazało się, że jest wręcz przeciwnie. Wystarczy posłuchać swobodnych wypowiedzi studentów z pierwszych lat kulturoznawstwa lub polonistyki; wszystkie są do siebie bliźniaczo podobne. Efektem reformowania edukacji jest więc to, że absolwenci szkół średnich w Polsce myślą tak samo — jak skserowani — i uważają, że właśnie tak powinno być. Są zaskoczeni, gdy się od nich wymaga jakiejkolwiek samodzielności myślenia, oczekują, żeby nimi pokierować…

— Uważa się, że to wprowadzenie testów egzaminacyjnych zabiło wyobraźnię i myślenie…

Nie można twierdzić, że wszystkie testy są złe, ale już sama forma formularza maturalnego zostawia uczniowi do wypełnienia tylko drobne pola, i to w ramach zamkniętych możliwości; uczy dostosowania do narzuconego schematu, do określonej formuły. Potem taki człowiek na każdym kroku chce, aby go prowadzić, podać rękę, dać instrukcję, jak ma myśleć.

— Skąd ta moda na testy?

To nie jest nasz rodzimy wymysł. Całą podstawę programową, czyli dokument określający program nauczania, dostosowano do obecnie obowiązującego systemu egzaminów, które są prowadzone metodą testową zgodną z międzynarodowymi standardami.

— Dostosowujemy się do świata, czy to źle?

Źle, jeśli w ten sposób sami się ograniczamy. Na poziomie międzynarodowym możemy testować jedynie umiejętność rozumienia tekstu, ale już nie umiejętności pisarskie młodzieży, erudycję historyczną i literacką, zwłaszcza tę związaną — co trzeba podkreślić — z budowaniem w młodym człowieku tożsamości narodowej przez zaznajamianie go z kulturą, tradycją i dziedzictwem narodowym. To wszystko nie podlega umiędzynarodowionej ocenie, w związku z tym przestajemy tego uczyć. Szkoła przestaje przekazywać tożsamość kulturową i narodową!

— Chodzi przecież o to, byśmy byli bardziej europejscy i światowi niż polscy. Mniej zaściankowi…

No właśnie, to się nam wciąż wmawia! Wszystko, co nie jest na rękę reformatorom, stygmatyzuje się, mówiąc, że coś jest anachroniczne albo zaściankowe… To odnosi skutek, gdyż większość ludzi, usłyszawszy, że coś jest anachroniczne, wystrzega się głoszenia takich poglądów, nawet jeśli są zdroworozsądkowe i zgodne z ich przekonaniami.

— Czy, Pana zdaniem, polscy reformatorzy edukacji zbyt skwapliwie ulegają światowym tendencjom? Czy może po prostu nie chcą zamykać świata przed młodymi Polakami?

Tak to tłumaczą, choć prawdziwych przyczyn należałoby szukać znacznie głębiej — w dominacji tzw. multikulturalizmu, co oznacza, że nie możemy dziś mówić młodemu Polakowi, iż jest dziedzicem polskiej kultury, ponieważ on musi być koniecznie otwarty na inność… Bohaterem programu nauczania staje się „inny” i w związku z tym otrzymujemy w efekcie kosmopolityczny, sfragmentaryzowany, niezhierarchizowany wewnętrznie zespół edukacyjnych wzorów, które tworzą kakofonię intelektualną, co wyklucza myślenie w kategoriach narodu, państwa, narzuca myślenie w kategoriach globalnych albo wielokulturowych.

— Stąd tendencja do ograniczania programu języka polskiego i historii Polski?

Tak. Najbardziej poszkodowany jest obecnie język polski. Historycy potrafią się jeszcze bronić względnie dobrze, natomiast poloniści sami przyłożyli rękę do destrukcji własnej dyscypliny. Oczywiście, kierując się dobrymi intencjami i w przeświadczeniu, że ożywiają swoją ofertę dydaktyczną.

— W jaki sposób?

Podstawowy błąd popełniono w latach 90. XX wieku, rezygnując z założenia, że o tym, co znajduje się na liście lektur, decydują wartości artystyczne, kulturowe i wychowawcze tekstów. Następnie usunięto z programu nauczania języka polskiego historię literatury, a w 2000 r. — także historię literatury polskiej. Uznano, że zadaniem szkoły nie jest wychowanie młodzieży na ludzi znających swoje miejsce w świecie, kochających swój kraj, rozumiejących swoje obowiązki wobec państwa i wobec innych obywateli.

— A czy rzeczywiście ta szczegółowa wiedza np. z historii polskiej literatury jest przydatna średnio wykształconemu Polakowi w dzisiejszym, pękającym od nadmiaru informacji, świecie?

W latach 90. zakwestionowano tę potrzebę i uznano, że prosta umiejętność rozumienia tekstu jest czymś ważniejszym niż znajomość faktów, biografii, dat, czyli tego całego bagażu erudycyjnego, który niesie ze sobą historia literatury. Temu uzasadnieniu trudno było odmówić racji. Jednak nikt nie wyobrażał sobie wtedy, że to zdejmowanie balastu zbyt szerokiej wiedzy doprowadzi do tego, co nastąpiło w 2000 r., kiedy to bezwzględnie podporządkowano nauczanie języka polskiego wyłącznie komunikacyjnemu, strukturalistycznemu modelowi: nadawca — komunikat — odbiorca. Wtedy to całkowicie zwyciężyła postmodernistyczna tendencja, aby w ogóle nie uczyć literatury, zwłaszcza narodowej, a nauczać jedynie rozumienia tekstów kultury. A tekstem kultury jest, oczywiście, nie tylko poemat Mickiewicza czy pieśni Kochanowskiego, ale także komiks, reklama, powieść sensacyjna…

— W ten sposób szkoła ma ułatwiać poruszanie się we współczesnym świecie…

Tak to uzasadniano. Dlatego też do programu języka polskiego szerokim frontem wprowadzono publicystykę. Na egzaminach maturalnych i w podręcznikach często cytuje się artykuły z „Gazety Wyborczej” albo publicystykę radiową czy telewizyjną… Można z łatwością zauważyć, że 100 proc. tych cytatów pochodzi z politycznie poprawnych mediów. Pozornie ma to służyć temu, żeby młodzież nauczyła się rozumieć komunikaty medialne.

— I tak ich nie rozumie!

To prawda, a jedynym efektem takiego zaśmiecania programu szkolnego wyselekcjonowanymi tekstami dziennikarskimi jest to, że młodzież przyzwyczaja się, iż istnieje kanon poprawnego myślenia, reprezentowany przez tytuły cytowane w podręcznikach.

— Można powiedzieć, że współczesna polska szkoła uczy politycznej poprawności?

Zdecydowanie, wymusza wręcz tę polityczną poprawność! I wydaje się, że jest to istotny cel wielu działań należących do tego pakietu reform, z którymi właśnie mamy do czynienia.

— Zreformowana polska szkoła ma walczyć z ciemnogrodem, a jednocześnie tworzy poprawny politycznie ciemnogród?

Tak, to bardzo dobre określenie, polska szkoła tworzy „politycznie poprawny ciemnogród”, bo jeżeli nie uczy historii, nie uczy geografii, nie uczy znajomości kanonu kultury, to efektem takiej edukacji może być tylko człowiek powierzchownie nowoczesny, a w gruncie rzeczy ograniczony, pozbawiony wyobraźni, niesamodzielny, wierzący bezkrytycznie w to, co słyszy w mediach, a w konsekwencji naprawdę bezbronny wobec wyzwań życia.

— Szkoła ogólnokształcąca, pilnie dostosowana do światowych wzorów nie dostarcza elementarnej wiedzy o świecie i życiu?!

Tak, obserwujemy coraz większą zapaść w dziedzinie wiedzy młodzieży o świecie, nawet tej najbardziej podstawowej. Kilka lat temu zorientowałem się, że studentka drugiego roku polonistyki nie wie, co znaczy zwyczajowy tytuł „Dziady drezdeńskie” — nie wie, że przymiotnik pochodzi od miasta Drezno, nie wie nawet, gdzie leży Drezno… Od tego czasu co roku zadaję studentom to właśnie pytanie. Odpowiedzi są następujące: Drezno leży na Litwie, na Ukrainie, w Austrii… Młodzież naprawdę niewiele wie, nie potrafi odróżniać polskich dynastii, nie zna geografii… Za to lubi mówić o tym, co czuje, albo co się jej wydaje, i czeka na akceptację. Oczywiście, są i krzepiące, ambitne wyjątki.

— Mamy zatem pierwsze efekty przekształcania szkolnictwa w bardziej radosne, ale ten proces „doskonalenia” systemu edukacji jeszcze się przecież nie skończył… Co dalej?

Najgroźniejsze dziś wydaje się to, że reforma edukacji, zwłaszcza od momentu, gdy stery objęła minister Hall, zmierza najwyraźniej ku komercjalizacji. Szkołę zaczęto traktować nie jako instytucję kulturalną, nie jako instytucję państwową czy miejsce szczególnie wyróżnione i jedyne w swoim rodzaju, lecz jako zakład usługowy, w którym klienci, czyli uczniowie i rodzice, zgłaszają się do obsługi, którą stanowią nauczyciele i urzędnicy oświatowi. Przyjmuje się założenie, że jedynym modelem poprawnie działającej organizacji jest spółka prawa handlowego, a więc celem proponowanych przez panią minister zmian jest przekształcenie szkół w spółki prawa handlowego, prowadzone przez jakieś podmioty fizyczne albo prawne…

— … już nawet nie samorządy?

Samorządy w tym projekcie są ogniwem pośredniczącym. Administracja centralna przerzuca na nie ogromną ilość obowiązków organizacyjnych i finansowych z całkowitą świadomością, że sobie nie poradzą, bo mają za mało pieniędzy… Poza tym samorządy na poziomie gminy, a nawet powiatu, nie mają wyspecjalizowanych kadr. Moim zdaniem, z całkowitą premedytacją stawia się dziś samorządy w przymusowej sytuacji, żeby musiały się desperacko zwracać do podmiotów zewnętrznych, np. do stowarzyszeń rodziców, fundacji i innych organizacji, które zgodzą się prowadzić szkoły, ale oczywiście, już bez Karty Nauczyciela, opierając się na zewnętrznych funduszach…

— I bez państwowej kontroli? Planuje się likwidację kuratoriów.

Nadzór zostaje przerzucony na samorządy, a „wspomaga” się je w ten sposób, że zamiast kuratoriów mają powstać spółki oferujące samorządom prowadzenie nadzoru pedagogicznego, czyli ocenę pracy szkół.

— Kto na tym zarobi?

Na to pytanie łatwo odpowiedzieć. Zarobią ci, którzy już dość dobrze zarobili na reformie oświaty… Przede wszystkim ci, którym uda się przechwycić europejskie fundusze strukturalne i którzy otrzymają zlecenia np. na budowę placów zabaw przy szkołach, na to ciągłe „kolorowanie i lakierowanie”… Gorszące jest to, że w sytuacji, kiedy 30 proc. szkół nie spełnia warunków sanepidu, budujemy place zabaw, koniecznie o pomarańczowym kolorze podłoża… Z całą pewnością tych ludzi sukcesu w oświacie jest i będzie sporo.

— Nie są nimi z pewnością ani nauczyciele, ani uczniowie…

Nauczyciele biednieją i coraz bardziej obawiają się, że stracą pracę, rodziców nie stać na podręczniki, które ciągle się zmieniają i są coraz droższe… Nawet uczniowie nie są zadowoleni.

* * *

Prof. Andrzej Waśko — polski literaturoznawca i wykładowca, badacz romantyzmu, były wiceminister edukacji narodowej. Obecnie jest pracownikiem Katedry Historii Literatury Oświecenia i Romantyzmu Wydziału Polonistyki UJ oraz Instytutu Kulturoznawstwa Wydziału Filozoficznego Wyższej Szkoły Filozoficzno-Pedagogicznej „Ignatianum” w Krakowie.

http://www.opoka.org.pl/
Nadesłane: Mazi

Napisane w Polska. Tagi: . Komentarzy: 15 »

Nigel Farage vs Donald Tusk – parę słów prawdy

W 90 dni pokonałem raka

TVG-9 Docent o Lechu Wałęsie



Napisane w Polska. Tagi: , . Komentarzy: 6 »

Wojna na Marsie

Do tej pory wszyscy byliśmy przekonani o tajemniczych zjawiskach ufo na niebie, o istnieniu inteligentnych, rozwiniętych duchowo, wyprzedzających nas miliony lat obcych. Jednak były pracownik rządowy Jeremy Blisson w USA odważył się pod ryzykiem śmierci ujawnić co tak naprawdę rząd USA i NASA ukrywa przed ludzkością. To wszystko zmienia o 180 stopni dotychczasowe podejrzenia i poglądy wielu badaczy zjawisk UFO oraz zawodowych ufologów. Wg. odtajnionych przez Jeremiego informacji i tajnego jak dotąd raportu (zdj. pow.) wynika, że to wcale nie obcy są bardziej zaawansowani technologicznie od nas, to nie oni nas porywają, to nie oni są nad nami górą, to nie oni szykują się do ujawnienia ludzkości w roku 2012, tylko… to NASA już od ponad 20-stu lat odwodzi i atakuje obcych na Marsie, a także na księżycu Jowisza – Europa. W odtajnionych aktach są zawarte tysiące raportów z przebiegu działań militarnych na Marsie, obcy zostali zaatakowani kilkakrotnie przez flotę USA i przejęto ich bazy na Marsie. Jak łatwo się domyślić wszystkie jawne zdjęcia Marsa są sfałszowane. Najciekawsze jednak rzeczą jest fakt, że obcych znaleziono za pośrednictwem sondy Voyager wysłanej w latach siedemdziesiątych w poszukiwaniu życia we wszechświecie! Nasa odebrała sygnał od szaraków na początku lat osiemdziesiątych, przez ponad 10 lat szykowała się do wyprawy i ataku na bazy obcych. Natomiast obserwacje ufo na naszej planecie, to nic innego jak dezinformacja rządu USA, który w jak najskuteczniejszy sposób odwracał uwagę od tego jaka faktycznie jest prawda. Wciskano nam bajki i legendy o groźnych i panujących nad nami obcych, którzy nas porywają, wszczepiają implanty. A latające spodki to tak naprawdę rządowe zabawki, którymi NASA zaatakowała obcych, które są po prostu testowane na naszym niebie, a my bierzemy je za pojazdy kosmitów. I obcy nigdy nie posiadali pojazdów antygrawitacyjnych, to wszystko nasze ludzkie wynalazki! A szaraki zamieszkujące Marsa oraz inna rasa zamieszkująca księżyc Europa, są na niższym stopni technologicznym i nie posiadają kosmicznych pojazdów latających! czyli jest zupełnie na odwrót niż wszyscy myśleliśmy. Przez wszystkie lata byliśmy umiejętnie oszukiwani przez USA, ukrywali oni swoje barbarzyńskie “krucjaty” w kosmosie. Kolejna sprawa – kręgi w zbożu! Okazało się, że to nic innego jak wołanie obcych o pomoc! w nadziei ze istnieją jeszcze dobrzy ludzie na ziemi i zrozumieją ich przekaz i pomogą. Szaraki porozumiewają się za pośrednictwem kreowania znaków za pomocą telepatii na ogromne odległości, wysyłają kule energii, coś jakby organiczne sondy (jednak nie potrafią jej wykorzystywać w innych celach). Słynny krąg w zbożu, o nazwie “Alien Face”, gdzie jest przedstawiony portret szaraka z zapisem kodu binarnego, zawierał jedno nierozszyfrowane, tajemnicze słowo brzmiące “EELRIJUE”. Wg. analizy języka szaraków w raporcie, okazało się, że to słowo oznacza nic innego jak “POMOCY!”. Podobnie było z sekcją zwłok kosmitów, jeden z kosmitów próbował uciec z bazy USA, porywając statek antygrawitacyjny rządu, niestety słaba umiejętność pilotażu spowodowała katastrofę. Po czym zrobiono niby sekcje zwłok na kosmicie z rozbitego UFO, a tak naprawdę było to nagranie jednej z tysięcy sekcji zwłok. Wszystko to zawiera raport. Sam Jeremi twierdzi, że: “nawet wśród pracowników NASA nie wszyscy byli wtajemniczeni, po prostu pracowali, robili swoje, nie wolno im było pytać do jakich celów zostaną użyte te urządzenia, mówiono im tylko, że są to doświadczenia naukowe”. A potem dodał: “gdy się o tym wszystkim dowiedziałem, sam byłem w ogromnym Grey_Light_Colorz_PDT_10u, po prostu nie mogłem wydobyć z siebie słowa, gdy dotarłem do takich dokumentów”. Jeremi Blisson pracował przez 8 lat w NASA w dziale technologii lotniczych i nowoczesnych napędów antygrawitacyjnych, lecz sądził że będą one wykorzystywane jako siły wojskowe na Ziemi, jednak wzbudziło w nim podejrzenie to, że w ciągu 20 lat nawet jeden pojazd antygrawitacyjny nie został oficjalnie wprowadzony do armii wojskowej na Ziemi, dlatego postanowił zaryzykować i dotrzeć do prawdziwych informacji, okazało się że maszyny latają w kosmosie i są maszynami do egzekucji. Akta zawierają także szczegółowe raporty z przerażających doświadczeń robionych na szarakach, porażanie ich prądem, badanie reakcji mięśni, a także tortury. Żyliśmy pięknym mitem inteligentnych, budzących strach, mających nad nami przewagę istot pozaziemskich, którzy nad nami panują i którzy traktują nas jak rybki w akwarium, jak robaczki hodowlane, a tymczasem okazało się, że to my jesteśmy największymi i najbardziej złymi istotami w naszym układzie słonecznym, mordercami kosmosu. Kolejna sprawa, słynna twarz na marsie i piramidy, one naprawdę istnieją! jednak nie są one pozostałościami dawnej marsjańskiej cywilizacji, tylko budowlami obecnej cywilizacji, która jest na niższym stopniu rozwoju technologicznego niż my. Można domyśleć się, że mają tam rok 4000 p.n.e. Nie opanowali jeszcze tak wysokiej technologii architektury jak my, ale za to posiadają już prymitywne maszyny latające, także ich rozwój techniki układa się trochę inaczej, niż układał się jej rozwój na Ziemi. Teraz chyba najbardziej kontrowersyjna sprawa – loty na księżyc. Wszystkie misje Apollo, które dla opinii publicznej były lotami na księżyc, w celu eksploracji itd. były tak naprawdę wyprawami mordu na Europe – księżyc Jowisza. Lądowanie na księżycu faktycznie nakręcono w studiu, bo cel wyprawy był zupełnie inny i w innym miejscu. I w rzeczywistości misja nie nazywała się Apollo, ale “Zeus 1-16″.

Poniżej zdjęcia miast szaraków na marsie, wykonane zapewne przed atakami


W roku 2012 NASA chce się publikować jako iż trzy wielkie statki obcych nawiedzą naszą planetę. Jak wiadomo, dzisiejsza polityka opiera się na zastraszaniu cywilów więc obawiamy się iż te zdarzenie będzie powodem unicestwienia większej populacji ludzi na Ziemi. Jako by przetrwała wiara w wielkich inteligentnych i strasznych obcych, Ci oto agenci zaczął wojnę z ludzkością na Ziemi. Nikt się nie domyśli nawet, że rząd USA i NASA będzie stał za tym. Planowane masowe ludobójstwo jest odpowiednikiem tego co jemy, pijemy, oraz w jakim zanieczyszczeniu żyjemy. Aby dopełnić plan depopulacji należy po raz kolejny, ale już w sensie militarnym zastraszyć całą ludzkość, bo jak wiadomo zredukowana w populacji liczebność ludzi zacznie być separowana do bezpiecznych tzw. rejonów, czyli tam gdzie rząd Światowy chce pozostałych przy życiu ludzi upchnąć. Jak wiadomo następnym cyklem będzie chipowanie za pomocą wszczepiania implantów, aby nikt nie był wolny i zdany na poza kontrolę owego systemu. I znów ludzie wracają do dawnej niewoli Egipskiej tworzonej lata temu za Reptilianów!

Baba Wanga także przewidziała co się stanie, ale jej daty mijają się z celem, iż już dziś obserwujemy to co miało mieć miejsce za tysiąc lat.

http://www.tvń24.pl/efaktawanga.jpg

Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.

Join 139 other followers