Globalny chaos gospodarczy, druga amerykańska rewolucja i III wojna światowa

Historyczny wywiad z analitykiem z The Trends Research Institute: Globalny chaos gospodarczy, druga amerykańska rewolucja i III wojna światowa

Gerald Celente jest jednym z pionierów strategii trendów i założycielem The Trends Research Institute oraz The Trends Journal. Od roku 1980 przedstawia diagnozy i prognozy w oparciu o analizę 300 różnych dziedzin min. z zakresu finansów, polityki, biznesu, środowiska naturalnego, kultury popularnej. Jego zespół zdołał przewidzieć kilkadziesiąt najważniejszych globalnych wydarzeń ostatnich 30 lat.

Wywiad, jakiego Gerald Celente udzielił 31 października w programie The Gary Null Show na antenie Progressive Radio Network przeszedł do historii radia niekomercyjnego – wysłuchało go ponad 5 milionów internautów z całego świata.

GARY NULL:

Gerald, zamierzam zacząć od trzech ogólnych obszarów zainteresowania, a następnie zachcę, byś omówił je szczegółowo, dobrze?

GERALD CELENTE:

W porządku.

Obszar pierwszy. Demokraci przekroczyli granice przyzwoitości kwalifikując cały ruch Tea Party jako zbieraninę bigotów-rasistów. Uczestniczyłem w wiecach, przeprowadziłem wywiady z setkami ludzi. Oczywiście są tam przypadki narwanych półgłówków, ale znakomita większość moich rozmówców reprezentowała szerokie społeczno-polityczne spektrum. Rozmawiałem z ludźmi biednymi nazywanymi „nową biedą”, którzy nigdy wcześniej nie uczestniczyli w demonstracjach. Żyli dotychczas w strefie komfortu, która wyłączała potrzebę wyjścia na zewnątrz, konfrontacji osobistej. Rozmawiałem z przedstawicielami klasy średniej i wyższej klasy średniej, którzy najczęściej zaliczają się do sfery profesjonalistów, mają wykształcenie prawnicze, lekarskie. Są bardzo zaniepokojeni tym, co dzieje się z ich krajem: widzą, że Ameryka to bagno. Nie określają się już jako Demokraci i Republikanie, chociaż większość z nich była Demokratami. Zatem nie są oni wszyscy, jak próbują przekonać nas media, skrajnie prawicowymi fanatykami z republikańskim rodowodem. To nieprawda. Ale sam bym tego nie wiedział, gdyby mnie tam nie było, z dnia na dzień, 20 godzin na dobę, w podróży przez Amerykę, z wizytą na każdym deptaku, w każdym miasteczku, w każdej hucie. Gdybym słuchał wyłącznie tych, którzy wypowiadają się na antenie tv, z prawej i lewej strony politycznej sceny, byłbym ofiarą bezczelnej dezinformacji. Ale serwują nam ją multimilionerzy z tzw. elity oraz ich przedstawiciele, ludzie, którzy mogą powiedzieć cokolwiek swojemu targetowi, widzom i wyborcom, ale tak naprawdę wspierają politykę korporacji. Pozostawili w ten sposób 80% amerykańskiej populacji, która nie jest przez nikogo i nigdzie reprezentowana. Nie uświadczysz biednych. Nie zobaczysz ludzi cierpiących głód. Nie zobaczysz dzieci idących do szkoły bez śniadania. Nie zobaczysz tego, czego byłem świadkiem: matek układających do snu swoje dzieci, otulających je kocem w furgonetkach. Wyobraź sobie, że masz dwie córki, 11 i 12 lat, mieszkałaś we własnym domu na przedmieściach, wszystko układało się dobrze. Dzisiaj mieszkasz w samochodzie, ponieważ ty i twój małżonek straciliście pracę. Musiałaś sprzedać swój dobytek, czekałaś zbyt długo, myślałaś, że sytuacja zmieni się na lepsze, wierzyłaś w słowa ekspertów obiecujących rychłą poprawę. Nie nadeszła. I okazało się, że już nie stać cię na jedzenie. Egzystujesz dzięki kartkom żywnościowym (ok. 45 milionów Amerykanów otrzymuje kartki żywnościowe; przyp. tłum.). Jeżeli zdołasz zarobić dorywczo parę dolarów, spędzisz noc w motelu, żeby dzieci mogły wziąć prysznic. Przez cały dzień szukasz pracy. Bezskutecznie. Oto oblicze życia w Ameryce, którego ci demokratyczni i republikańscy egotyści nigdy nie widzieli. Tym co burzy krew jest pogwałcenie przyzwoitości, etyki i moralności przez tych aroganckich dyletantów. Jestem przekonany, że Demokraci po wyborach wylądują w rynsztoku, tam gdzie jest ich miejsce. Niestety, Republikanie, którzy ich zastąpią nie są wcale lepsi – rezydują w moralnym rynsztoku. Przedstawiam ci to szczegółowe „tło”, ponieważ widzę je codziennie – nie nadaję zza politurowanego biurka w szklanym drapaczu chmur. Jestem w okopach, obserwuję Amerykę, której nie zobaczysz na ekranie tv. Wśród ludzi wzbiera gniew wobec wszystkich polityków. Dłużej już tego nie wytrzymają. Obama i Kongres stracili kontakt z rzeczywistością. Media są ich lojalnym wspólnikiem. Ludzie nikomu już nie ufają. Nikt nie mówi w ich imieniu. Dlatego pewnego dnia znajdą swój głos i siłę. Nie chciałbym być po drugiej stronie nadchodzącej „dyskusji”. Prędzej, czy później do niej dojdzie. Możemy być tego pewni. Wtedy zobaczymy, co się stanie. Kiedy prezydent rozkaże amerykańskim wojskom wkroczyć na ulice miast, by ochronić tzw. specjalnych Amerykanów przed tymi opuszczonymi, zdesperowanymi Amerykanami… Zobaczymy jaki będzie tego rezultat. Nie wiem jak kwestie te umiejscowione są w zakresie twoich prognoz. Chciałbym, żebyś poinformował nas o trendach rozwijających się na następujących obszarach: bankowości – mówi się nam, że szczęśliwe dni powróciły, gospodarki – szczęśliwe dni wracają, Wall Street idzie w górę, wychodzimy z recesji, mamy tylko ten dokuczliwy kłopot z bezrobociem. Powiedz nam więcej na temat konfliktu izraelsko-palestyńskiego – trzymamy stronę Izraela w 99.9%, a ten kopie w zęby Palestyńczyków, jakby byli pozbawieni jakiegokolwiek znaczenia. W swoim świece mają znaczenie. Biorąc pod uwagę ten konflikt zrobiliśmy wszystko, co było w ludzkiej mocy – wszystko, czego robić nie należało. Chcę poznać twoją opinię na temat kierunku, w jakim rozwija się ta sytuacja. Nie wygramy w Afganistanie. Każdy człowiek z IQ powyżej 20 jest tego świadomy, co oznacza, że Waszyngtonie tego nie rozumieją. To znaczy rozumieją – tylko mają swoje powody, by widzieć sprawy inaczej. Nie wygramy w Iraku. Człowiekiem, który wygra będzie Muqtada al Sadr. Kiedy wróci do kraju jako oficjalny imam zainstaluje teokrację i wszystkie dotychczasowe wysiłki będą na nic: jeżeli nie podpiszemy się pod fundamentalistyczną interpretacją Islamu, Sadr należy do odłamu szyitów, wybuchnie brutalna wojna domowa. Oczywiście może liczyć na wsparcie szyickich władz Iranu. A my zamierzamy popełnić kolejny błąd właśnie w związku z Iranem. Siewcy wojny w rządzie nie uznają możliwości uporania się z sytuacją przy pomocy metod niekoniecznie militarnych. Oto kwestie, które mnie nurtują. Proszę o ich rozwinięcie.

Zacznę od Tea Party. Ludzie mediów, którzy o niej rozprawiają są tymi samymi osobami, które z niej szydziły, kiedy zaistniała na scenie politycznej w kwietniu 2009 roku: „Herbaciarze z podtekstem homoseksualnym” itd. Mam uciechę, kiedy ludzie, którzy nie zdołali przewidzieć rozwoju wypadków, teraz prorokują, co wkrótce ma rzekomo nastąpić. Jak się świetnie orientujesz w 2007 roku, za prezydentury Busha, przewidzieliśmy rewoltę podatkową. Pojawiłem się we wszystkich poważniejszych mediach, by rozmawiać na ich temat – wówczas określaliśmy ich mianem „koalicji bez grosza.” Jak zauważyłeś, nie ma to nic wspólnego z elementami skrajnej prawicy. Oczywiście, że jej przedstawiciele tam są, a liderzy to korporacyjne marionetki. Nie istnieje coś takiego, jak czysta odmiana określonej linii partyjnej. Oczywiście eksponują ten wątek, by zakamuflować swoją hipokryzję! Kiedy Bush był prezydentem ci powrzaskujący nieudacznicy nie mogli przestać trajkotać o niesprawiedliwych wojnach Busha, bez przerwy, na okrągło. Ale teraz, kiedy w Białym Domu jest Obama przymykają oko. Jest pewien cytat, do którego powracam: „Nie ma ratunku dla hipokrytów.” A ludzie ci są hipokrytami! Teraz mamy w Afganistanie 100.000 żołnierzy. Kiedy Obama został zaprzysiężony stacjonowały tam 34.000. I tak możemy sobie wyliczyć kolejne kwestie. Notoryczne gwałcenie naszych konstytucyjnych praw, prześciganie Busha w bezwzględnym egzekwowaniu Patriot Act, nielegalne podsłuchy, „pozasądowe egzekucje” (ang. extrajudicial killings). To jest dopiero coś! Jaki miły dla ucha termin określający masakrę niewinnych ludzi przy pomocy drone’ów (bezzałogowe samoloty), które zawsze likwidują, cytat: „Podejrzanych bojowników.” (gorzki śmiech) Aha, „podejrzanych”?!? Jakiś 20-letni dzieciak, gdzieś w Nevadzie, strzela z drone’a sterowanego z odległości 18.000 kilometrów i morduje na granicy Afganistanu i Pakistanu niewinnych ludzi. Staje się sędzią, ławą przysięgłych i katem. Jak można w tym wypadku mówić o jakimkolwiek strzępie moralności? To całkowicie niemoralne. A ci szczekacze, których nazywasz elitą, nie wspominają o tym nawet słowem. To dupolizy. Tym właśnie są. Dlaczego jakiemukolwiek dorosłemu człowiekowi może ktoś dyktować, mnie włączając, co ma myśleć? To mnie przerasta. Zwłaszcza te wysoko opłacane fircyki pozujące się w telewizji na twardzieli, tonem chojraków tłumaczący nam, co należy robić na wojnie. Nigdy nie mieli na sobie munduru. To banda tchórzy. Jeżeli ktoś ma ochotę iść na wojnę – pakuj manatki, zabieraj żonę, zabieraj swoje dzieci, rodzinę i pokaż nam jak to się robi! I nie proś o moje pieniądze. Zrób to sam. Rzygać mi się chce! Cały ostatni numer The Trends Journal poświęcony jest kolejnej wojnie światowej. Prowadzą nas na wojnę. To geszeft. Gary, jest tak, jak powiedziałeś – nie wygramy w Afganistanie. Ci goście ukrywają się w jaskiniach. Nie znajdziesz ich w slumsach. Nie znajdziesz ich na ulicach. New York, czy New Bird. Jasne, „wytępimy terrorystów, gdziekolwiek są!” Kto ci to mówi? Ci sami ludzie. Tchórze. Każdy z nich. Prezydenci. Po kolei. Jak powiedziałem, nigdy nie walczyli. To MY musimy to robić. MY znaczy ty i ja. To znaczy te biedne dzieciaki, które wierzą w kłamstwa i nie mają pojęcia o co tak naprawdę walczą. Są niewinnymi ofiarami niemoralnych rządów. Ci ludzie – elity i media – rozprawiają na temat „herbaciarzy”, wyśmiewają ich… Nie wiedzieli, jaki obrót sprawy przybiorą. Nie wiedzą, co się wydarzy. Zawsze przywołuję powiedzenie faceta z Bronxu: „Kiedy ludzie tracą wszystko i nie mają nic do stracenia, tracą nad sobą kontrolę.” Za kogo ci ludzie się uważają? Jak można wierzyć, że „Hillary Clinton jest mistrzynią polityki zagranicznej”? Obama, Bush i inni – galeria klaunów, których słuchają ludzie. Powinni się wstydzić, że są im posłuszni. Prowadzą nas do wielkiej wojny. Wspomniałeś o kwestii izraelsko-palestyńskiej. Oto mistyfikacja co się zowie. I nie chcę słuchać, że niby jestem „wrogiem Izraela, antysemitą itd.” Tak się składa, że jestem jedynym gojem w The Trend Research Institute. Moje stanowisko nie ma nic wspólnego z antysemityzmem. Mówimy tu o międzynarodowym prawie. Czy ktoś jeszcze używa tej pary słów? Nie możesz odwoływać się do międzynarodowego prawa tylko wtedy, kiedy czerpiesz z tego korzyść; jak w przypadku powstania państwa Izrael. A kiedy ci to nie odpowiada rzucasz argument religijny. Podobnie jak z wewnętrznym kapitałem: tak to nie działa. Nie możesz twierdzić, że ta ziemia jest twoja, kiedy każdy naród świata mówi, że jest to wbrew międzynarodowemu prawu! Nie chcę słyszeć żadnego innego argumentu. Jest to pogwałcenie międzynarodowego prawa. Nie mogę sobie udusić sąsiada, bo podejrzewam go, że jest niezrównoważony psychicznie i może mnie zabić. Jeżeli nie targnął się na moje życie nie mam prawa go ruszyć. Nie możesz kraść cudzej ziemi i zmyślić biblijnej historyjki. Skończmy z tym. Ehud Barak, były premier i sekretarz obrony Izraela, powtarza tę mantrę od tak długiego czasu, że świat ma już Izraela serdecznie dość i ostrzega, że musi natychmiast zawrzeć pokój. Wspominam o tym dlatego, że miesiąc temu wiceprezydent Biden odwiedził Izrael, a oni ogłosili, że zamierzają zbudować w Jerozolimie kolejnych 1600 domów. Stało się to przedmiotem kpin, jak to wykręcili numer Biden’owi, ogłaszając swój zamiar w momencie, kiedy ten przybył, by przynieść pokój. Jaki pokój?!? Miał pośredniczyć w przedstawieniu tzw. planu pokojowego; Izraelczycy i Palestyńczycy nawet nie zamierzali ze sobą rozmawiać. Do niczego nie doszło. Co zrobili, kiedy zatrąbiły o tym media? Bum! W oka mgnieniu lobby amerykańsko-żydowskie, które ogłosiło pokój w imieniu Izraela, obróciło sprawę o 180 stopni: „Musimy powstrzymać Iran przed pozyskaniem broni nuklearnej.” Zwrócili całą sprawę w stronę Iranu. Trzy czwarte naszego Kongresu zadbało o to, by nie krytykować Izraela i skupić energię na agresji wobec Iranu. A ja w związku z tym pytam: A dlaczego Iran miałby nie pozyskać broni nuklearnej? Gdybym był na ich miejscu, bracie, chciałbym ją mieć jak najszybciej! Wiedząc o tym, że Izrael ma nieoficjalnie około 200 głowic, przy położeniu kraju w tak nieprzyjaznym rejonie świata. A Stany Zjednoczone? Ile mamy głowic? Mamy wystarczająco dużo, żeby wysadzić świat w powietrze 20 razy. Czy wszyscy u nas zapomnieli o prawie do posiadania broni? Po drugie: dlaczego nękają Iran, kiedy Izrael odmawia redukcji nuklearnego potencjału? Skąd te specjalne względy, to ulgowe traktowanie? Mówię o tym, bo prowadzą nas na wojnę. Gospodarki będą padać. Skutecznie napompowali problem. Zabrali nasze pieniądze i wręczyli największym bankom – „zbyt wielkim, by upaść” (ang. too-big-too-fail). Każdy zna tę historię. Jest naprawdę nieskomplikowana. Leci tak: duże banki biorą pożyczki praktycznie bez żadnego procentu, a potem udostępniają kredyty na niebotycznie wysoki procent. Przykład: spóźniasz się ze spłatą karty kredytowej? Ile ci liczą? 30%? A sami biorą pożyczki na ZERO procent. W międzyczasie korzystają sobie z tej mamony. Uwielbiam te reklamy, które publikują w gazetach: „Twoje platynowe Premium CD, 1.5% rocznie!” Tym cię wspaniałomyślnie raczą, kiedy sami mają oprocentowanie zerowe? Oczywiście, mówimy o gigantach. Małe banki lokalne także balansują na krawędzi, ponieważ są po to, by wykupić zadłużenie szyszek. Każdy „szaraczek” dostaje w kość. Nie muszę ci mówić o nowych przepisach, które zgniatają farmerów. Próbują ich wyrolować z interesu, żeby mamuty spiły całą śmietankę. Spójrz na fakty. Kim są ci w IRS (Urząd Skarbowy)? Właśnie opublikowano wyniki badań. Wykazały, że urząd nie nęka już gigantów – wyciskają do kropli ostatniej tych najmniejszych. I tak dalej. Gospodarcza fasada się sypie… Gospodarka upadnie. Przykrywka z „pobudzającego pakietu finansowego” (tzw. bail-out). Kiedy pakiecik się wyczerpie gospodarkę czeka krach. Sięgnijmy do historii: 1929 – krach na giełdach. Ta sama rozgrywka. Cwaniaczki z Wall Street, kryminalne gangi ustawiają system, potem wyciągają wtyczkę, a ludzie dają się wkręcić w pożyczki, na które ich nie stać. Mamy krach. Z krachu przechodzimy do depresji. Następnie idziemy na wojnę. Kiedy wszystko zawodzi zabierają cię na wojnę. To właśnie robią. Elity. Ograniczę się do siedmiu prostych słów, żeby każdy zrozumiał: Harvard, Princeton, Yale, obligacje, bomby i plastikowe worki. Kropka. Nowy paragraf. Jak każdy może pozwolić na to, by działo się to na naszych oczach?!? Za każdym razem, kiedy ci prezydenci, sekretarze i reszta menażerii odwiedza inny kraj, przylatują samolotem, w którym zmieściłbyś 5 Aleję; po wylądowaniu „orkiestra tusz!” i spacer po czerwonym dywanie. Oczywiście, że czują się lepsi od całej reszty. Oczywiście, że są „elitą”. Nie napracowali się w swoim życiu. Mogą ponieść klęskę tyle razy, ile im się podoba. Najważniejsze to zadbać o reelekcję. A proces reelekcji wygląda tak. Kiedy byłem młokosem znajomi rozmawiali o wyborach w byłym Związku Radzieckim: „Ha ha, u kacapów były wybory. Farsa. 98% kandydatów zachowało swoje stanowiska.” A tak, zupełnie jak w USA! 96% sprawujących urzędy wybranych jeszcze raz… Cały system został uprowadzony. Pracujemy dla Wall Street, pracujemy dla kompleksu przemysłowo-militarnego i polityków, którzy ich reprezentują.

Gerald, kto będzie uwikłany w ten światowy konflikt? Kiedy wybuchnie? Jaki będzie jego wynik?

Najbardziej niepokoi nas kwestia irańska. Zastanówmy się, co takiego zrobił Iran w ostatnim stuleciu. Przyjrzyj się 4 największym antagonistom Iranu: Stanom Zjednoczonym, Francji, Wielkiej Brytanii i Izraelowi. Wymień mi z tej grupy te kraje, które przeprowadziły zamachy stanu, okupowały lub dokonały inwazji innych suwerennych państw. Iran w ciągu ostatnich 100 lat niczego podobnego nie zrobił. A tak, ktoś może rzucić sytuacją z zakładnikami z końca lat 70-tych. Ale ludzie powinni znać historię – jak to ich kraj, Stany Zjednoczone, obalił demokratycznie wybrany rząd Iranu, zainstalował szacha i jego brutalną dyktaturę blokując w ten sposób rewolucyjne zmiany. Poza wspomnianym dramatem zakładników – co takiego zmajstrowali Irańczycy? Zatem Iran jest punktem zapalnym numer jeden. A teraz kolejny faworyt, Gary, którego wszyscy powinni bacznie obserwować: Pakistan. Stany Zjednoczone toczą sobie w regionie „wojnę per procura”. Armia afgańska inkasuje miliardy dolarów, żeby prowadzić działania wojenne zmierzające do wytępienia Talibów operujących w granicach kraju. Tak, akurat. Co robią? Wyrzynają dziesiątki tysięcy ludzi. Największy kryzys uchodźców od czasów Rwandy ma teraz miejsce w dolinie Swat w północnym i południowym Waziristanie. Codziennie czytamy w gazetach o tamtejszych „zamachach terrorystycznych”: bojownicy wysadzają policyjne komisariaty itd. A może nazwiemy to zemstą? Jak wspomniałem Obama wysłał w ubiegłym roku trzy razy więcej bezzałogowych samolotów niż Bush, by przeprowadzały „pozasądowe egzekucje.” Uwielbiam wprost ten język chłoptasiów z Ivy League, „pozasądowe egzekucje” – zabójstwa ludzi, których nie obejmuje domniemanie niewinności. Oczywiście, że są niewinni. Zatem przyglądamy się Iranowi i Pakistanowi. Prawdopodobne jest rychłe zaognienie pomiędzy Izraelem i Libanem. Problem palestyński eksploduje w nieodległej przyszłości. Właśnie usłyszeliśmy od sekretarza generalnego ONZ, że warunki życia w strefie Gazy są katastrofalne. Ludzie dłużej już tego nie zniosą. I znowu wracam do ulubionego powiedzenia: kiedy ludzie tracą wszystko i nie mają już nic do stracenia – tracą nad sobą kontrolę. Bomba atomowa, napalm, bomba w samochodzie pułapce, zamach samobójczy – będą to akty wojny, którą toczysz tak, jak się da. Pomiędzy Izraelem i Libanem do zaognienia dojdzie na skutek prowokacji, prawdziwej lub sfingowanej. Wracając do Iranu: jeżeli dojdzie do ataku na ten kraj będzie to początek III wojny światowej. To Persowie. Jest ich 75 milionów. Byli tam od dłuższego już czasu i nigdzie się nie wybierają. Następne kwestie, które należy śledzić to na przykład przewrót w Kirgistanie, problemy w Tajlandii, coraz bardziej napięte stosunki pomiędzy Koreą Północną i Południową. Od czasu do czasu kolejne incydenty przypominają o tych problemach. Bynajmniej nie odchodzą – przybierają na sile. A teraz dodaj do tego falę społecznych niepokojów w Europie, która będzie gwałtowanie wzbierać. Już teraz na Węgrzech w ostatnich wyborach 20% uzyskało ugrupowanie, które eksperci tematu plasują w pobliżu neonazistów. Wrzućmy w to gospodarkę. Spójrz co dzieje się w Grecji. Portugalia jest następna. Hiszpania tuż za nią. Irlandia już jest pod wodą. Łotwa, Litwa, Ukraina… Zatem społeczne niepokoje na całym świecie, a Bliski Wschód wkrótce zmieni się w piekło. Mamy wszystkie niezbędne składniki Wielkiej Wojny. Słyszeliśmy jak to sekretarz obrony Gates niedawno ganił Europę za nadmierną pasywność, za to, że jej militarne machiny nie pracują pełną parą; za to, że stały się zbyt pacyfistyczne. Oto psychotyczne myślenie ciągnące z Waszyngtonu, pałaców prezydenckich i ministerialnych całego świata. Właśnie to nam spędza sen z powiek. Słyszymy jak Sarkozy gromi Iran; mówi, żeby „zaprzestał szalonego wyścigu po broń nuklearną.” Tak Sarkozy? A co z twoją bronią nuklearną?!? Kim niby są ci ludzie, że uważają się za lepszych od całej reszty?!?

Gerald, kilka pytań gwoli wyjaśnienia. Jestem zdania, że Wielka Brytania jest absolutnym bankrutem i ukrywa rzeczywisty wymiar swojej gospodarczej katastrofy. Prędzej, czy później Brytyjczycy dowiedzą się, że są praktycznie bankrutami. Bankrutami są Irlandczycy. Hiszpania to kolejny totalny bankrut. Portugalia nie inaczej. Włochy są bankrutem. Francja ma bardzo poważne kłopoty deficytowe. Grecję właśnie „wykupiono” z bankructwa i nie ma żadnej zdolności kredytowej – długu nie spłaci. Mamy potężny kryzys. Oznacza to, że przynajmniej 17 państw-członków Unii Europejskiej wkrótce opuści związek dobrowolnie lub karnie, ponieważ nie jest w stanie sprostać standardom finansowej stabilizacji. Widzę jak euro spada poniżej wartości dolara. Widzę spadek funta do poziomu dolara. Wydaje mi się, że dolar zyska nieco na wartości, ponieważ ludzie myślą, że spośród wszystkich miejsc, w których dzieje się źle Ameryka jest najbardziej stabilna i chociaż jesteśmy nie mniejszym bankrutem niż reszta, utrzymamy mocną pozycję ze względu na to, za kogo uchodzimy. Ale wcześniej czy później skończymy na hiperinflacji – nieunikniony spadek wartości aktywów, wzrost stóp procentowych. Widzę też przynajmniej dwa pokaźne bail-outy powyżej biliona dolarów w trakcie kadencji Obamy – pierwszy przejdzie gładko, z drugim będą problemy. I oczywiście widzę niezmiennie galopujący wzrost bezrobocia. Czy wiesz, że na dzień dzisiejszy OFICJALNY wskaźnik bezrobocia w Kalifornii wynosi 24%? Największy w całych Stanach. Zatem usłyszymy jak wielkie miasta, min. Los Angeles, ogłaszają bankructwo. Nawet całe stany będą zmuszone ogłosić bankructwo. Chciałbym, żebyś przeprowadził nas prędko przez te obszary zainteresowania, wspomniał o walutach, wypłacalności miast w kraju i państw w Europie.

Obserwujemy rozpad gospodarczo-monetarnej unii europejskiej. Pisaliśmy o tym zaraz po jej powstaniu, w okresie gwałtownej globalizacji. Niedługo po tym, jak znienawidzone Chiny nagle stały się godnym szacunku partnerem handlowym. Wtedy mogło się wydawać, że tak się nie stanie. Ale wiedzieliśmy, że jak pojawią się kłopoty rozpocznie się dezintegracja. Zobaczymy jak kraje wyskakują z unii i wracają do swoich walut narodowych. Od wielu lat zapowiadaliśmy wzrost cen złota. Nie zmieniamy zdania. Bez problemu osiągnie 2000 dolarów za uncję. Jeszcze w tym roku prawdopodobieństwo jest duże, że dobije do 1500 dolarów. Wspomniałeś o tym, że państwa będą ratować się schronieniem w dolarze… To trochę tak jak wyskoczyć z tonącego Titanica prosto na pokład idącej na dno Lusitanii. Jak nadmieniłeś, Stany Zjednoczone mają potworne zadłużenie. Ile wisimy? 13 trylionów dolarów. Ta kwota stale się wspina. I jak słusznie prognozujesz będą kolejne bail-outy. Kiedy złożymy fragmenty tej układanki – kwestię naszego nieodpowiedzialnego militarnego zaangażowania na całym świecie, eskalację wojen itd. – możemy spodziewać się już wkrótce aktu terrorystycznego na miarę zamachu z 11 września 2001. Kiedy doszło do ataku na World Trade Center nie byłem w stanie spieniężyć swoich CD, bo zamknęli Wall Street. Pójdę dalej z twoją hipotezą o okresie deflacji – jesteśmy zdania, że tym razem, Gary, zamkną nam banki. Nie będziesz w stanie wycofać swoich pieniędzy. Złożą winę na terroryzm, jak to wszystko zostało zrujnowane itd. itp. Kiedy w końcu zaczniesz odzyskiwać pieniądze, będziesz mógł wycofać je seriami, w odstępach czasu. Zdewaluują wtedy walutę. Dolar będzie wart mniej niż dziesięciocentówka. Podobnie jak z konstytucją – będzie wart tyle co papier, na którym został wydrukowany. Tego możemy oczekiwać. Wspomniałeś Kalifornię i problem bezrobocia. Razem z nim będziemy obserwować wzrost wskaźników przestępczości. Zobacz co się już teraz dzieje w nowym Jorku! A ci dżentelmeni mieszkający w wieżach z kości słoniowej nadają na antenie, że „nie ma żadnej korelacji pomiędzy ubóstwem i wzrostem przestępczości.” Jasne, ludzie nauczą się pokornie akceptować, że przepaść pomiędzy bogatymi i biednymi powinna się pogłębiać, a gang Goldmana Sachsa, mafia Merilla Lyncha i inni gangsterzy mają prawo zgarnąć tyle mamony na ile mają apetyt, podczas gdy ty i twoi bliscy staczają się na dno ubóstwa… Jeżeli aktualne trendy nie zostaną powstrzymane zobaczymy w Nowym Jorku taki wzrost przestępczości, że miasto zacznie przypominać Meksyk z porwaniami, napadami i całą resztą. Aby te trendy odwrócić musimy przywrócić krajowi zdolność produkcyjną, musimy tworzyć i produkować towary w Ameryce, musimy kupować lokalnie wyhodowaną żywność, potrzebujemy nowego źródła energii – prawdziwej energii alternatywnej, wykraczającej daleko poza to, co w tej chwili określa się tym terminem. I musimy skończyć z szaleństwem, które dołożyło się do upadku każdego imperium – drenaż skarbu państwa spowodowany uwikłaniem w zagraniczne konflikty zbrojne.

Widzę, jak mieszkańcy New Jersey i Nowego Jorku, dwóch spośród najbardziej przeżartych korupcją miejsc na naszej planecie – trzeba by poszukać głęboko w podbrzuszu Meksyku równie skorumpowanej administracji na szczeblu federalnym i lokalnym, łojeni są coraz większymi podatkami, przepisami, a jakość ich życia ulega deprecjacji. Przewiduję powstanie „zielonych stref bezpieczeństwa” – chronionych obszarów Manhattanu separowanych ogrodzeniami, gdzie ludzie majętni będą dysponować prywatną ochroną osobistą lub rządową polegającą na wyższym stopniu mobilizacji sił policji lub gwardii narodowej. Spodziewam się, że mieszkańcy przedmieść będą coraz częściej ofiarami zorganizowanej przemocy, kiedy postępować będzie infiltracja tych okolic przez gangi szukające terenów umożliwiających bezkarne prowadzenie przestępczego procederu. Porwania, kradzieże i napady bez groźby konfrontacji z uzbrojonymi oddziałami rządowymi. Sądzę, że fala zbrodni rozleje się po obrzeżach miast i przedmieściach. Twoje zdanie na ten temat?

O tak. Zgadzam się z tobą w zupełności. „Mali ludzie” widzą, jak bardzo opłacalna jest zbrodnia na górze – zechcą uszczknąć coś dla siebie! Dziki Zachód raz jeszcze. Kolejny scenariusz, który zaczyna nabierać konkretnego kształtu to obserwowane obecnie ruchy secesjonistyczne. Z czasem wyrosną im kły. Zwłaszcza w Vermount. Na czele ruchu secesjonistycznego Druga Republika Vermontu stoi niejaki Thomas Naylor, profesor Duke University. Media nie zdołają szybko i łatwo ośmieszyć tego człowieka.

W Teksasie też mamy ruch secesjonistyczny.

Pojawiają się na teranie całego kraju. Jest to także rezultatem tzw. reformy służby zdrowia. Mówiłem już o tym wcześniej: nie mamy do czynienia z nacjonalizmem, czy socjalizmem – to faszyzm, scalenie władzy korporacyjnej i państwowej. Kropka. Nazywajmy rzeczy po imieniu. Teraz zmuszają nas do wykupienia ubezpieczenia u tych skorumpowanych firm ubezpieczeniowych, prywatnych organizacji. Jesteśmy przekonani, że lawina procesów sądowych spotęguje tendencje secesjonistyczne. Nie wykluczamy, że Ameryka rozpadnie się z tych samych powodów, co Związek Radziecki: wysoka centralizacja i koncentracja władzy w rękach garstki ludzi.

Zobaczymy co stanie się z bezrobotnymi, tymi, którzy pracują dorywczo oraz osobami, które stracą oszczędności całego życia. Przewiduje powrót ochotniczych oddziałów straży pożarnej. Podobnie będzie z departamentami szeryfa oraz policją stanową wspomagającą społeczności, których nie będzie stać na utrzymanie regularnej służby porządkowej. Spodziewam się wielu zmian, z których nadejścia ludzie kompletnie nie zdają sobie sprawy, ponieważ fasada rzeczywistości jeszcze nie uległa zmianie. Nie zmieniają się wieżowce, domy na przedmieściach. Ale wystarczy zajrzeć do miast takich jak chociażby Milan, gdzie od pół roku nie sprząta się śmieci. Albo tam, gdzie od dłuższego czasu ze względu na okrojony budżet nie naprawia się sieci wodociągowej i dróg. Jak szybko postępuje degradacja podstawowej infrastruktury… Wrócę do tematu wojny. Jestem przeświadczony, że wywoła ją atak Izraela na Iran. Jak wspomniałeś – Iranu nie da się zniszczyć. 75 milionów obywateli. Ponad 1.5 miliona ludzi wyszkolonych w prowadzeniu działań partyzanckich. Oczywiście można wysadzić ich instalacje naftowe, sieć wodociągową, tak jak zrobiliśmy to w Iraku. Można zniszczyć infrastrukturę nuklearną. Ludzie będą się bronić. Czy nasi „stratedzy” nie biorą pod uwagę, że Iran ma już opracowany plan walki z Izraelem w Stanach, Francji i Wielkiej Brytanii? „Zobaczmy, jak można przerwać ich dostawy ropy. Wprawmy w ruch koncepcję zniszczenia ropy wypływającej z Zatoki Perskiej.” Czy nie mają już w pogotowiu zespołów tysięcy bojowników gotowych do przeprowadzenia takiej akcji? Jeżeli zostaną ukarani – zrobią wszystko, by odpłacić ukaraniem świata. Do Ameryki nie przyjdą w większej sile. Mogą zdetonować bombę etc. Ale o działaniach wojennych na dużą skalę nie ma mowy. Jesteśmy pod tym względem bezpieczni. Celem będą dostawy ropy. Mogą też sabotować pola roponośne w Arabii Saudyjskiej. Dostawy z Iraku też mogą zostać przerwane, ponieważ tym co łączy teraz Irak i Iran to przynależność do Islamu szyickiego. Jak już wspomniałem władzę w Iraku przejmie Muqtada al Sadr, który kryje antypatii wobec Ameryki. Jego Armia Mahdi zostanie uzbrojona; rozpęta się tam piekło. Cena ropy skoczy do 200 – 250 dolarów za baryłkę. W tej sytuacji za galon trzeba będzie zapłacić 6 dolców. Co się stanie wówczas? Kilka moich przemyśleń. Pora na twoje.

Nie zapominajmy, że Irańczycy prowadzili przez osiem lat wojnę z Irakiem, do której podżegał Jimmy Carter, a którą rozkręcił Ronald Reagan. Pamiętam tę „wspaniałą” scenę, kiedy Donald Rumsfeld, ten zbrodniarz wojenny i były sekretarz obrony, wręczał Saddamowi Husajnowi złote ostrogi, by przyśpieszyć konflikt. Szacuje się, że Iran stracił wówczas milion ludzi. Nie oddali nawet centymetra swojej ziemi. Każdy, kto myśli, że może pokonać Irańczyków stracił kontakt z rzeczywistością. Powtórzę: jeżeli uważasz, że jest to możliwe – zamknij gębę, jedź tam i pokaż jak to się robi! To niewykonalne. Nienawidzę tych ludzi. Powtarzają, że „musimy to zrobić”, kiedy wygodnie sobie siedzą za szerokimi plecami swoich goryli. Nie ważne, czy to Biały Dom, Kongres, czy społeczności objęte „opieką specjalną”. Jeżeli chodzi o to, kto rozpocznie wojnę jesteśmy zdania, że będzie to sfingowany pretekst. Przypomnijmy sobie przykłady z przeszłości: incydent w Zatoce Tonkińskiej, Saddam Husajn ma broń masowego rażenia i udziela schronienia Alkaidzie. Sfabrykowane przyczyny wojen. Podobnie jak ty uważamy, że na chwilę obecną wygląda na to, że wojnę zapoczątkuje konfrontacja Izrael – Iran. Ale są jeszcze inne prawdopodobne zarzewia. Zwłaszcza sytuacja między Libanem i Izraelem oraz ponowna eskalacja konfrontacji palestyńsko-izraelskiej. Jeżeli chodzi o akty terroryzmu – wróćmy do 11 września 2001. Naród tkwił w recesji po krachu dot.com. Jak nas z tego „wyciągnęli”? Przypominasz sobie, jak George W. Bush wstąpił na mównicę i powiedział ludziom, by wybrali się na wycieczkę do Disney World i zaczęli wydawać, wydawać, wydawać? General Motors i inne koncerny raczyły nas tym samym marketingowym sloganem: „Bądź dobrym Amerykaninem – kupuj!” Cóż, teraz sytuacja wygląda nieco inaczej. Jeżeli dojdzie do poważnego ataku terrorystycznego, jaki przewidujemy, kraj wpadnie w gospodarczą spiralę śmierci, jakiej wcześniej nikt nie widział i pociągnie za sobą resztę świata. Czy ludzie zdają sobie sprawę, że psychopaci i socjopaci opracowują strategię polityczną?!? Dr. Strangelove nie poradziłby sobie lepiej. Słuchamy tych wszystkich wyszczekanych pajaców – sekretarz stanu mówi jakież to ostre sankcje nałożyliśmy na Iran, a sekretarz obrony snuje coraz odważniejsze plany postępowania z Iranem. Jak można traktować ich serio? Gary, powiedzmy to sobie wprost, co by każdy pojął: armia Stanów Zjednoczonych nie wygrała żadnej poważnej wojny od czasu zakończenia II wojny światowej. Szybko wyliczmy po kolei nasze militarne „osiągnięcia”. Wojna koreańska. „Akcja policyjna”. Ile zginęło, 58 tysięcy ludzi? Wojna między Koreą Północną i Południową nie została zakończona – wciąż trwa. Panuje rozejm. Potem był Wietnam. Ile ofiar po naszej stronie, około 60 tysięcy? Ilu rannych? 350 000? Ilu zabitych Wietnamczyków? Oj, „tylko” ponad 2 miliony. I Stany Zjednoczone przegrały. I nie opowiadajcie mi, że „mogliśmy użyć naszej całej wojskowej potęgi i ich zmiażdżyć.” Nie, nie mogliśmy. Przegraliśmy w wojnie koreańskiej, przegraliśmy w Wietnamie. O mało bym zapomniał! Była też ta wspaniała wojna, jaką Reagan toczył w Granadzie. Rzeczywiście, kraj wielkości Dystryktu Waszyngton. Podbili prawdziwe imperium. Aha, George Bush senior dołożył jeszcze Noriedze w Panamie. Zbieranina ulicznych zbirów. Kolejny militarny wyczyn. „Hej, panie Celente, a co z pierwszą wojną w Iraku? Tę wygraliśmy!” Nie, nie wygraliśmy. To była pierwsza bitwa w wojnie o Irak, którą Ameryka przegrywa. Przegrywają w Afganistanie. Przegrywają w Pakistanie. Pentagon to banda dyletantów. Kolejna historia Gary, którą opisaliśmy w The Trends Journal: czy wiadomo ci, że prawie tydzień po ataku na WTC Pentagon zniknął z wiadomości i zwinął się z kwatery głównej? Nie ważne jaką masz opinię na temat przyczyn zamachu – czy była to robota wewnętrzna, czy nie – faktem jest, że finansowy symbol kapitalistycznej potęgi Stanów Zjednoczonych runął, a oni z podwiniętymi ogonami opuścili kwaterę główną. Nie mów mi, jacy są twardzi. Nie są. Dostali łupnia, przeprowadzili informacyjne „zaciemnienie”. Armia nie jest zdolna do wygrania czegokolwiek. Potrafi jedynie powtarzać tę samą zużytą obietnicę: „Dajcie nam więcej czasu, więcej pieniędzy i więcej ludzi.”

Zbliżamy się do końca naszego czasu antenowego. Jednakże ze względu na znaczenie twoich stwierdzeń i prognoz, a także z uwagi na to, że jest to historyczna audycja – właśnie otrzymałem informację, że słucha nas największa liczba osób w historii niekomercyjnego radia, 5 milionów internautów – przedłużymy program o kilka minut.

Gerald, rozejrzyjmy się teraz po Ameryce. Powiedz nam na temat niezdolności tej i poprzednich administracji do powstrzymania złodziei z Wall Street przed grabieżą, manipulacją walut, wartością wszystkiego. Druga sprawa – które miejsca w kraju nie będą w bliskiej przyszłości nadawały się do zamieszkania, mimo iż teraz wyglądają sielankowo, spokojnie i funkcjonują normalnie. Za tym wizerunkiem kryje się inna rzeczywistość. Powiedz nam, gdzie warunki będą najznośniejsze.

Po pierwsze nie będzie żadnej reformy na Wall Street. Rzucą nam parę kości i zrobią wokół tego dużo szumu. Jeszcze raz przyjrzyjmy się faktom: podczas ostatnich prezydenckich wyborów gang Goldmana Sachsa odpalił prezydenckim kandydatom 994 795 dolarów. Citigroup: $700 000, UBS: $500 000 itd. Politycy są opłaceni-zakupieni. O reformie nie ma mowy. Jeżeli chodzi o wzrost cen… Wszystko pójdzie w górę, ponieważ spada wartość dolara. I taki będzie finał. Hiperinflacja, czy dewaluacja – dolar będzie wart przysłowiowe grosze. Ważne jest, by obserwować, co się dzieje z chińskim juanem. Spodziewamy się, że podniosą jego wartość. Kiedy to zrobią będą w stanie kupić więcej. A czego zakupią więcej, Gary? Złota. Chiny już wielokrotnie zwiększyły jego zakup i kiedyś pozbędą się bezwartościowego papieru, który im zalega – a mają tego z trylion dolarów. W tym kierunku sprawy zmierzają. Gospodarka zanurzy się w najpoważniejszej recesji w historii. Nie możesz drukować sobie z powietrza ton pieniędzy bez poparcia w czymkolwiek, niczego nie produkować, wydać trylion na wydatki militarne i liczyć na to, że nie zniszczysz gospodarki. Z kasy na armię korzystają tylko nieliczni najemnicy przemysłowi tacy jak Halliburton. Pieniądze te nie sączą się dalej. Teraz druga część pytania: chociaż wiodę życie miejskiego kota uważam się za człowieka bezdroży. Wolałbym być z dala od tego, co się wydarzy. Najlepiej jest zamieszkać na obszarach w pobliżu farm, gdzie jest mnóstwo wody. Właśnie tam bym się udał, gdybym musiał stąd uciec. Spójrz na elektrownie na Hudsonie. Jeżeli uderzą w nie, będziemy świadkami chaosu jakiego wcześniej nie doświadczyliśmy. Może się to zdarzyć na każdym obszarze w pobliżu elektrowni atomowej. I nie musimy rozważać wyłącznie scenariusza terrorystycznego ataku – te zakłady i tak są niestabilne. Nie mamy pojęcia, co zrobić z odpadami. Wspomniałeś Obamę i jego stanowisko militarne – wiesz gdzie był, kiedy dwa tygodnie temu ogłaszał zawieszenie przybrzeżnego wydobycia ropy? W bazie Sił Powietrznych USA w Andrews. Za nim stały myśliwce F-18. Mówi to nam, że wkrótce będzie miał miejsce jakiś atak i pojawią się problemy energetyczne. Nie chcę być tam, gdzie będzie niebezpiecznie. Rozpatrując ewentualność wyjazdu: najbliżej położony kraj, do którego bym wyjechał to Kanada. Potem Norwegia, Nowa Zelandia, Australia. Większość Ameryki południowej jest nie dla mnie. Zbyt chwiejnie: w wielu miejscach przepaść między bogatymi i biednymi jest zbyt głęboka. Każdy stan jest w porządku, oczywiście z wykluczeniem takich, jak Nowy Jork, gdzie mamy podatkowy przesyt. Ale lubię dolinę Hudson River tak bardzo, że nadal tu mieszkam. Poza tym są jeszcze przyjaciele i rodzina. Kto mieszka w mieście powinien być częścią zorganizowanej sieci osób. Jeżeli pojawi się konieczność ewakuacji, czy wykonania „manewru wymijania” na wypadek wyłączenia sieci energetycznej, cyber-ataku, zamknięcia banków i innych poważnych okoliczności, warto mieć plan opracowany z podobnie myślącymi ludźmi, który pozwoli na szybkie przemieszczanie się w sytuacji, kiedy ucieczka przez główne arterie będzie niemożliwa. Powtórzę raz jeszcze – zabierają nas na wojnę. Będą zamachy odwetowe na dużą skalę. Oko za oko. Prominenci będą krzyczeć, że dzieje się tak dlatego, że agresorzy-zamachowcy nienawidzą naszej wolności etc. A może po prostu nienawidzą nas za to, że mordujemy ich sąsiadów, rodziny, przyjaciół i pozostaje im jedynie zemsta?

Co się twoim zdaniem wydarzy w kwestii ewentualnego wyłonienia się niezależnych partii. Mam nadzieję, że Tea Party nie została całkowicie zagarnięta przez Sarę Palin i Republikanów – jest w niej sporo niezależnie myślących osób. Stanowią większość.

Spodziewamy się zaistnienia trzeciej partii do roku 2012. Z braku lepszego określenia nazywamy ją kandydatem internetowym. Nie będzie miał nic wspólnego z Partią Herbacianą, której władze są skorumpowane i która de facto jest dodatkiem skrajnie prawicowego skrzydła Partii Republikańskiej – ludzie Sary Palin. Pozostając w niezmienionym stanie nie zdoła zbudować szerszej platformy poparcia. I poza tym jest łatwym celem ataków. Ale sam ruch będzie się rozwijał. Kiedy trzy lata temu mówiliśmy, że nastąpi poważna rewolta podatkowa ludzie wzruszali ramionami. To dopiero początek, Gary. Zbliża się druga amerykańska rewolucja.

http://exignorant.wordpress.com/

Nigel Farage o rozpadającej się Unii Europejskiej

Suma wszystkich strachów

Wszystkim, którzy swoim rozumem, pracą i wszelką inną pomocą wspierają poszukiwania Prawdy.

Wśród nas są tacy którzy czują, że nadchodzą zmiany. Czują, że nadchodzi jakaś katastrofa. Wygląda na to, że przeczucia znajdują potwierdzenie w napływających informacjach.

W systemie bankowym Stanów Zjednoczonych znaleźliśmy olbrzymie rezerwy finansowe w dyspozycji banków i rządu Stanów Zjednoczonych („Drukarze”). Rezerwy nawet ponad stukrotnie przekraczają okres względnego „pokoju” i świadczą o jakimś prognozowanym załamaniu lub wojnie. Ponadto władze Stanów Zjednoczonych podejmują kroki mające charakter rozwinięcia mobilizacyjnego. W dniu 11 stycznia 2010 r. prezydent Barack Obama wydał rozkaz wykonawczy o powołaniu Rady Gubernatorów. Kompetencję do powołania tego organu prezydent posiada na podstawie art. 1822 ustawy o uprawnieniach w zakresie obrony narodowej z 2008 r. która reguluje wydatkowanie środków budżetowych przez Departament Obrony. Zgodnie z oficjalnym komunikatem prasowym Rada ma usprawnić współpracę pomiędzy rządem federalnym, a władzami stanowymi w zakresie ochrony przed wszystkimi niebezpieczeństwami zagrażającymi Amerykanom. Jej zadania są ukierunkowane raczej wewnętrznie i dotyczą m.in. działań Gwardii Narodowej, obrony kraju, wsparcia niewojskowego oraz integracji działań militarnych na obszarze Stanów Zjednoczonych. Jednocześnie rząd federalny gromadzi olbrzymie rezerwy ziemi wewnątrz kontynentu amerykańskiego. Mają one być przeznaczone na cele rolnicze, leśne, górnictwo i energetykę, a więc zapewniające podstawowe dobra dla przeżycia (żywność, energia).

Przyglądając się ekonomice Chin („Smocze tajemnice”) dostrzegliśmy przejawy mobilizacji gospodarki. Bezprecedensowe ograniczanie chińskiej konsumpcji na rzecz zwiększania jakiś inwestycji rodzi pytania o przyczynę prowadzenia takiej polityki gospodarczej. Polityki, która bynajmniej nie jest pokłosiem kryzysu gospodarczego, a jest konsekwentnie rozwijana przez nowe chińskie kierownictwo pod przywództwem prezydenta Hu Jintao od dziesięciu lat. Istotne pogłębienie tej polityki nastąpiło w ciągu 2009 r. W lutym 2010 r. chiński parlament przyjął ustawę o narodowej mobilizacji w celu obrony. Chińczycy podkreślają, że jej normy mają posłużyć w czasie wojny lub klęsk żywiołowych. Dotyczą one zarządzania zasobami ludzkimi, mocami produkcyjnymi oraz rezerwami strategicznymi.

Również w Polsce po cichu prowadzi się przygotowania w kierunku wprowadzenia stanu wyjątkowego („Dzień Niepodległości”, „Tajne posiedzenie Rady Ministrów”). I co zaskakujące podobnie jak w Stanach Zjednoczonych, na podstawie przygotowanych aktów prawnych, już dokonuje się inicjacji organów i instytucji. W sierpniu 2008 r. rozpoczęło działalność Rządowe Centrum Bezpieczeństwa. Na przełomie 2009 i 2010 r. doszło w nim do lawiny dymisji. Najważniejszą dymisję zawiózł osobisty posłaniec premiera Donalda Tuska. Okoliczności te wskazują, że Centrum z jakiegoś powodu jest bardzo ważnym i cennym dla polskich polityków organem administracji. W dniu 16 kwietnia 2009 r. Rząd skierował do Sejmu projekt ustawy powołującej Narodowe Siły Rezerwowe, których głównym zadaniem jest zwalczanie i likwidacja klęsk żywiołowych. Ustawa została błyskawicznie przyjęta w dniu 27 sierpnia 2009 r. i weszła w życie w dniu 1 stycznia 2010 r. Już w drugiej połowie 2010 r. wojskowe komendy uzupełnień rozpoczynają nabór do NSR.

Zbieżność chronologiczna oraz przedmiotowa powyższych zdarzeń może nie być przypadkowa. Jeżeli przypadku nie ma, to zagrożenie uzasadniające obserwowane przejawy mobilizację ma charakter ogólnoświatowy. Jakie zagrożenie?

Załamanie gospodarcze

Kryzys gospodarczy, który eskalował jesienią 2008 r. ma charakter ogólnoświatowy. Transmisja kryzysu z gospodarki amerykańskiej do reszty świata nastąpiła za pośrednictwem światowego systemu finansowego, a zwłaszcza systemu bankowego. Banki zostały wstrząśnięte niespłaceniem wymagalnych zobowiązań (m.in. z tytułu CDS wyemitowanych przez AIG). Wystąpił drastyczny wzrost nieufności i wyschnięcie międzybankowego rynku pieniężnego.

Psychologiczny odwrót od ryzyka był również przyczyną pękania kolejnych baniek spekulacyjnych, przeceny aktywów, strat na derywatach, zmniejszenia wirtualnej wartości majątku zgromadzonego przez konsumentów i przedsiębiorców (głównie nieruchomości i akcje). Załamanie kursów giełdowych i cen nieruchomości rozlało się na cały świat.

Ostatnim dotychczasowym kanałem transmisji kryzysu był handel zagraniczny. Spadający popyt powstrzymujących się od konsumpcji i inwestycji konsumentów oraz przedsiębiorców zdusił zapotrzebowanie na dobra importowane, co w globalnej gospodarce wywołało kolejną reakcję łańcuchową. Dotknęła ona również te kraje w których ekscesy spekulacyjnej nie występowały lub były stonowane.

Przez miniony rok nie zrobiono nic (!) w celu wyeliminowania fundamentalnych przyczyn kryzysu. Wysiłek polityków i bankierów sprowadzał się do maskowania przyczyn kryzysu oraz do propagandy mającej na celu wzbudzenie wśród przedsiębiorców i konsumentów optymizmu. Obiektywnie patrząc jest to jedyna dla nich metoda, aby utrzymali wpływy i władzę. Sięgnięcie do fundamentów oznacza bowiem zdemaskowanie ich jako sprawców kryzysu, a tym samym sprawców spekulacji, zadłużania i zubażania społeczeństw i narodów, aby dzielić i rządzić.

W „Wielkiej tajemnicy Obamy i Barosso” wzmiankowaliśmy o przyzwoleniu polityków na fałszowanie balansów banków. Obecnie opinia o wirtualności bilansów bankowych zaczyna zdobywać uznanie wśród ekonomistów. Tym samym dłuższe utrzymywanie w tajemnicy informacji o niewypłacalności największych banków świata zachodu („Czy grypa dobije światową gospodarkę”) w strachu przed runem na banki jest coraz mniej prawdopodobne. Co gorsze toksyczne aktywa trafiają do banków centralnych, co skutkuje ryzykiem totalnej utraty zaufania do systemu bankowego i pieniądza (zagrożenie hiperinflacją) z konsekwencją w postaci rozpadu systemu gospodarczego i przebiciem dna Wielkiego Kryzysu z 1929 r. Opinia publiczna jest coraz bliżej uzyskania informacji o konkretnych bankrutach. Rezerwa Federalna poniosła spektakularna porażkę przed amerykańskim sądem w sprawie o ujawnienie szczegółowych danych o udzielanej pomocy finansowej. Rynek giełdowy może być bardzo wrażliwy na tego typu informacje, albowiem do inwestorów zaczyna przebijać się zaniepokojenie, że politycy i bankierzy po prostu kłamią.
Kursy akcji na świecie
w czasie Wielkiego Kryzysu i obecnego kryzysu

Źródło: http://www.voxeu.org/index.php?q=node/3421

Napędzana drukiem pieniądza spekulacyjna hossa 2009 r. wyraźnie wyhamowała i to mniej więcej na poziomie takim jak kształtował się poziom kursów akcji na świecie w analogicznym momencie Wielkiego Kryzysu. Pęknięcie tej bańki otwiera drogę do dna leżącego nawet poniżej 50 % obecnych cen aktywów.

Politycy promujący ukrywanie machlojek bankowych nie mają najmniejszych skrupułów, aby fałszować również rachunki narodowe zwłaszcza w zakresie dynamiki Produktu Krajowego Brutto.

W „Zielonych pędach” opisywaliśmy, jak Amerykanie żonglują rachunkami narodowymi w zakresie Produktu Krajowego Brutto, aby informować świat o wychodzeniu z recesji. Artykuł ten powstał w oparciu o pierwszy i drugi szacunek PKB Stanów Zjednoczonych za III kwartał 2009 r. „Ożywcze” bodźce okazały się mieć źródło w sponsorowanej budżetowo wymianie samochodów, zmianie stanu zapasów, wzroście wydatków wojennych i wydatków na ochronę zdrowia (grypa?). A jednak mimo korekty okazały się nie do utrzymania. Biuro Analiz Ekonomicznych zmuszone było, aby częściowo zdjąć odium śmieszności, po raz trzeci oszacować amerykański PKB w III kwartale 2009 r. Oczywiście w dół…

Amerykanów w fałszowaniu statystyk prawdopodobnie przebijają Chińczycy („Smocze tajemnice”). Braku spójności ich danych o rachunkach narodowych nie dał się długo utrzymywać w poufności z uwagi na ryzyko kompromitacji. Chiński Narodowy Urząd Statystyki oficjalnie potwierdził, że dane statystyczne są niepewne, a odpowiedzialność za to zepchnął na władze „lokalne”, które zawyżają dane o swoich „osiągnięciach” gospodarczych. W tej sytuacji media głównego nurtu zostały zmuszone do publicznego ostrzegania o stanie chińskiej gospodarki (Bloomberg i wzmianka za PAP), a wśród spekulantów zaczęły się zakłady oparte o założenie załamania gospodarki Chin. Pojawiają się również opinie o pogłębieniu światowego kryzysu po coraz bardziej prawdopodobnym chińskim kolapsie.

Blisko rok temu odbył się w Londynie szczyt G20. Po roku do historii przechodzi właściwie tylko to, że był. Przed narodami ukrywano wszystko, co tylko można z wiedzy o kryzysie. Zapewniano o konieczności przeciwstawiania się protekcjonizmowi. A dzisiaj? Maska obłudy opada.

Na dzień dzisiejszy nie są jeszcze podejmowane takie retorsje w polityce handlowej, jak w czasie Wielkiego Kryzysu (cła o charakterze zaporowym). Walka toczy się głównie w sposób pośredni z wykorzystaniem m.in. kursu walutowego. Główni przeciwnicy to Stany Zjednoczone i Chiny. Chińczycy utrzymują de facto stały kurs juana w stosunku do dolara amerykańskiego. Polityka kursowa umożliwiała im osiąganie stałej nadwyżki handlowej (nadwyżka eksportu nad importem), która zapewniała nadwyżki dewiz. Dewizy lokowali w papiery wartościowe, w których dominują papiery dłużne rządu Stanów Zjednoczonych. W czasie koniunktury gospodarczej nikomu to nie przeszkadzało. Ba przyjmowano za dobrą monetę to, że Chiny finansowały utracjuszowską politykę amerykańską (podwójny deficyt – fiskalny i handlowy). Jeszcze na początku kryzysu Amerykanie błagali Chiny o dalsze inwestycje w obligacje amerykańskie. Dobry wujek z Chin przestał być dobry, gdy amerykańscy politycy poczuli oddech wściekłych bezrobotnych Amerykanów. Rząd amerykański, przy wsparciu amerykańskiej pierwszoligowej profesury zaczął wywierać bezpardonowe naciski na Chińczyków, aby umocnili juana względem dolara, co teoretycznie zwiększyłoby amerykański eksport i zmniejszyło import z Chin do Stanów Zjednoczonych. Sytuacja robi się śmieszna, bo jednocześnie rząd amerykański zadłuża się na potęgę i nadal wypatruje głupiego Jasia, który udzielał by mu pożyczek. Głupim Jasiem nie zamierzają być Chińczycy, poczynając od studentów śmiejących się w twarz sekretarzowi skarbu USA, po władze, które zapowiedziały wycofywanie się z inwestycji w amerykańskie papiery dłużne i konsekwentnie od trzech miesięcy wysprzedają amerykańskie obligacje. Obecna polityka amerykańska ma na celu eksport kryzysu do Chin. Z punktu widzenia sytuacji społeczno-politycznej w Chinach oznacza to cios w podstawy władzy chińskiej partii komunistycznej. Marginalnie zauważmy, że chęć wyrównania obrotów handlowych Ameryki z Chinami przy jednoczesnym oczekiwaniu, że Chiny nadal pożyczałyby środki rządowi Stanów Zjednoczonych oznacza presję na generowanie przez Chiny nadwyżki na rachunku kapitałowym bilansu płatniczego. Innymi słowy Amerykanie oczekują, że Chińczycy będą wysprzedawać swój majątek narodowy w zamian za dolary, które z powrotem trafiłby do Stanów w formie pożyczek dla rządu. Perfidia amerykańskich polityków walczących o zachowanie władzy jest daleko posunięta.

Wojna handlowa stanowi bardzo poważne zagrożenie dla całego świata. Upadek światowego handlu w trakcie obecnego kryzysu na przełomie 2008 i 2009 r. przebijał dynamikę spadku handlu zagranicznego w czasie Wielkiego Kryzysu.
Obroty handlu zagranicznego na świecie
w czasie Wielkiego Kryzysu i obecnego kryzysu

Źródło: http://www.voxeu.org/index.php?q=node/3421

Po solidnej dawce iluzji monetarnej w 2009 r. na początku 2010 r. obroty handlu zagranicznego osiągnęły poziom mniej więcej jak w analogicznym momencie Wielkiego Kryzysu. Innymi słowy handel międzynarodowy jest obecnie w równie złym stanie jak 80 lat temu.

Na światło dzienne wychodzę pierwsze sygnały o olbrzymim skandalu na światowym rynku złota. Pierwszym ostrzeżeniem, że dzieje się coś niedobrego było wycofanie Rothschildów z rynku złota w 2004 r. Było to o tyle zaskakujące, że interesy ze złotem były istotą ich działalności przez całe wieki od czasu kantorku we Frankfurcie. W 2007 r. poinformowano o „pękaniu” sztabek złota w Banku Anglii. Następnie zaczęły się pojawiać pogłoski, że na międzybankowym rynku złota krążą wolframowe sztabki platerowane złotem, do złudzenia przypominające prawdziwe złote sztabki. Informacje o oszustwie pojawiły się po zbadaniu w październiku 2009 r. przez Chińczyków transportu złota, które pochodziło ze Stanów Zjednoczonych. Do tej pory informacje te miały charakter plotki, ale na przełomie 2009 i 2010 r. niemieckie Pro7 pokazało fałszywą sztabkę złota przesłaną do przetopienia przez bank. Wzrasta zatem prawdopodobieństwo, że na światowym najbardziej strzeżonym (również przez służby specjalne) międzybankowym rynku złota doszło do gigantycznej malwersacji. Ewentualne potwierdzenie tych doniesień oznacza nie tylko załamanie rynku z ostatnim na świecie bezpiecznym aktywem, ale przede wszystkim szok psychologiczny dla konsumentów i przedsiębiorców na całym świecie, po którym nie należy się spodziewać optymizmu konsumpcyjnego i inwestycyjnego, a raczej lawinowej paniki.

Z naszego polskiego punktu widzenia sytuacja na rynku złota miałaby charakter uboczny (rykoszet), gdyby nie to, że polskie oficjalne rezerwy złota 3,309 mln uncji (102,9 t) o obecnej wartości ok. 3,6 mld dolarów w ponad 90 % nie znajdują się ani w skarbcach NBP, ani nawet w Polsce. „Ktoś” użyczył je „komuś” za granicą, i rzekomo spoczywają w „jakiś” bankach. Dawniej można by pomyśleć: pewne jak w banku, a jeszcze dodatkowo uzyskiwać wynagrodzenie za wypożyczenie lub zysk z inwestycji. Ale po upadku Lehman Brothers, po tolerowanych przez władze na całym świecie oszustw księgowych, po wypłynięciu informacji o złotopodobnych sztabkach wolframowych, być może polskiego złota już nie ma…

III Wojna Światowa

W drugiej połowie XX w. głównymi aktorami globalnego konfliktu były Stany Zjednoczone oraz Związek Radziecki. Mimo lokalnych starć w Ameryce Łacińskiej, Azji Południowo-wschodniej, Afryce i na Bliskim Wschodzie konflikt nie przybrał charakteru globalnego starcia zbrojnego. W XXI w. oś geopolitycznych zmagań doznała przesunięcia na terenie Azji. Rolę drugiego światowego mocarstwa obejmują Chiny. Musi to rodzić napięcia w stosunkach Stany Zjednoczone-Chiny („Wojna USA-Chiny”), które mogą przerodzić się konflikt zbrojny.

Rozognione punkty zapalne istnieją.

Tajwan to z jednej strony niezatapialny lotniskowiec, obecnie faszerowany bronią przez Stany Zjednoczone. Wyspa, z której można wykonać błyskawiczny atak na najważniejsze ośrodki społeczno-gospodarcze Chin. Ale Tajwan to także urażona duma Chińczyków. Zbuntowana prowincja, którą konsekwentnie chcą włączyć w organizm państwowy. Urażona duma ma racjonalne podłoże, kontrola Tajwanu to wysunięcie rubieży obronnej kontynentalnych Chin o setki kilometrów na wschód. Chińczycy półoficjalnie zapowiedzieli czym grozi Stanom Zjednoczonym obrona Tajwanu. W 2005 r. gen. Zhu Chenghu oświadczył, że „jeśli USA stanęłyby w obronie Tajwanu, Chiny dokonałyby nuklearnego ataku na setki amerykańskich miast”. To nastawienie nie uległo osłabieniu, wręcz przeciwnie. W lutym 2010 r. oficerowie armii chińskiej wzywali do odwetu (omówienie w j. polskim) wobec Stanów Zjednoczonych z wykorzystaniem oprócz środków politycznych, militarnych i dyplomatycznych również ekonomicznych. Wypowiedzi te zostały opublikowane w państwowej chińskiej agencji informacyjnej Xinhua, co pozwala je traktować jako półoficjalne ostrzeżenie.

Każda światowa potęga ma korzenie gospodarcze. Gospodarka potrzebuje surowców. Im większa, im bardziej mocarstwowa, tym więcej. Chiny generują coraz większy popyt na surowce. Gdy wydajność pracy Chińczyków zbliży się do wydajności pracy świata zachodniego ich popyt na surowce będzie wielokrotnie wyższy od popytu Zachodu. Nie może dziwić spięcie interesów chińsko-amerykańskich na Bliskim Wschodzie. Chiny dla swoich celów strategicznych budują związki gospodarcze w Iranie, Iraku, Arabii Saudyjskiej i Azji Środkowej. Siedemdziesiąt lat temu inna aspirująca do roli wschodzącego mocarstwa azjatycka potęga była ogranicza przez świat Zachodu w dostępie do surowców. Wojna Stanów Zjednoczonych z Japonią rozpoczęła erę atomową.

Pozycja geostrategiczna Chin jest trudna. Bogactwo narodu jest zgromadzone na wschodnich nizinach. Pozostała część Chin to tereny o trudnych warunkach bytowania obejmujące m.in. góry i pustynie. W rezultacie gęstość zaludnienia jest tam niska. W przypadku wybuchu gorącej wojny Chiny mają w istocie wystawione jak na tarczy całe centrum produkcyjne i ludnościowe stanowiące zaplecze dla sił zbrojnych. Chińska armia jest świadoma tej okoliczności. To przekonanie jest wręcz zakorzenione w chińskich planach strategicznych do tego stopnia, że mówi się o tym oficjalnie. Chiny są gotowe do uderzenia rakietowo-nuklearnego na Stany Zjednoczone nawet kosztem zniszczenia właśnie wschodnich Chin.

W takich warunkach każda wojna z udziałem Chin, w tym również obronna groziłaby unicestwieniem państwowości. Z punktu widzenia życiowego interesu Chin działania zbrojne muszą być przeniesione poza obszar Chin. W takim wariancie Chińczycy mają szansą na przynajmniej zachowanie swego potencjału na zdobytych terenach, w przypadku zniszczenia ich macierzystego centrum społeczno-gospodarczego. Jeżeli zatem rozważamy możliwość wybuchu konfliktu zbrojnego z udziałem Chin, to strategia wojenna Chińczyków w praktyce musi mieć charakter ofensywny na pozachińskim teatrze działań wojennych. Ofensywa jest koniecznością bez względu na to, czy Chiny zaatakują, czy zostaną zaatakowane. Podkreślmy, że ustalany ofensywny charakter chińskiej doktryny wojennej w pełni współgra z planami strategicznymi ideowych poprzedników chińskich komunistów: stalinowskiej Rosji bolszewickiej do czerwca 1941 r. oraz Układu Warszawskiego z ZSRR na czele w okresie Zimnej Wojny. Chińska strategia ofensywna może mieć dodatkowe umocowanie w ideologii elit chińskich, a nawet w poglądach rasowych (wyższość rasy żółtej).

Położenie geograficzne Chin nie pozostawia wyboru kierunku ataku.

Na południu zdatna do wykorzystania infrastruktura jest skupiona na terenie Indii. Indie jednak mają duży potencjał obronny, na który składa się liczba rezerwistów (spośród 1,15 mld ludności – drugie miejsce na świecie po Chinach) oraz naturalna rubież obronna w postaci najwyższych gór świata – Himalajów. Pozostaje kierunek północy i północno-zachodni.

Rosja z geostrategicznego punktu widzenia to idealny cel ataku Chin. Największe państwo świata (17 mln km2) o potencjale ludnościowym (140 mln mieszkańców) prawie dziesięciokrotnie (!) niższym od chińskiego (1,3 mld mieszkańców). Terytorium rozciągnięte równoleżnikowo, wręcz wyeksponowane niczym cielsko na chirurgiczne uderzenia rozcinające z południa. Bogactwa naturalne, przestrzeń do zasiedlenia, ziemie uprawne.

Zatem bez względu na sposób włączenia, czy sprowokowania Chin do wojny światowej, głównym celem ich ataku będzie Rosja. Sytuacja taka nie jest zaskakująca z historycznego punktu widzenia. Najeźdźcy z Azji podbili Ruś w 1223 r. (mongolsko-tatarska Złota Orda) i dopiero po bitwie na Kulikowym Polu w 1380 r. rozpoczął się proces odzyskiwania niezależności przez Słowian Wschodnich.
Imperium mongolskie

Źródło: http://pl.wikipedia.org/wiki/Plik:Mongol_Empire_History.jpg

Rosja zdaje sobie sprawę z tego, że jest celem ataku Chin. Zdradza to nerwowe postępowanie rosyjskich elit: pompatyczna mocarstwowość, komiczne zachowania w sprawie dyslokacji i ustalenia celów dla taktycznych i strategicznych sił jądrowych, paranoiczna obawa przed środkami antyrakietowymi w Polsce i Czechach. Dowodem na realne poczucie zagrożenia jest oficjalna doktryna wojenna Rosji. W 2010 r. Rosja przyjęła nową doktrynę wojenną, w której zapowiedziała wykonanie uderzenia nuklearnego w przypadku nie tylko ataku nuklearnego (uderzenie odwetowe, istota doktryny odstraszania nuklearnego), ale nawet samego zagrożenia sprawowania władzy przez obecne rosyjskie elity w obliczu ataku konwencjonalnego (uderzenie prewencyjne). Mimo spektakli medialnych Rosja nie jest zagrożona z Zachodu. Ani Polacy nie mają interesu w wojnie na Wschodzie, ani Unia Europejska nie ma w Rosji celów strategicznych. Jedynym potężnym sąsiadem Rosji, stanowiącym dla niej realne zagrożenie są Chiny. Nowa doktryna wojenna Rosji naszym zdaniem jest wymierzona w Chiny. Z punktu widzenia naszych rozważań jest w pełni uzasadniona z wojskowego punktu widzenia. Nuklearne uderzenie wyprzedzające na rozwijane fronty chińskie jest jedyną szansą na przełamanie osłony mobilizacji i zdezorganizowanie sił napastnika. Tylko takie działanie operacyjne umożliwia stępienie ostrza chińskich zagonów. Rosja dobrze wyuczyła się lekcji z 1941 r. kiedy Niemcy z siłami wielokrotnie mniejszymi niż Rosja uderzyli na rozwijane strategicznie doskonale uzbrojone potężne armie Stalina.

W jaki sposób Chiny mogą zaatakować Rosję? Praktycznie pewne użycie broni nuklearnej przez Rosję wymusza wojnę błyskawiczną z szybkim i głębokim wtargnięciem wojsk na terytorium rosyjskie. Atak nuklearny na rosyjskie silosy rakietowe, centra dowodzenia i główne węzły transportowe będzie skojarzony z uderzeniem kosmicznym (zniszczenie satelitów komunikacyjnych, wywiadowczych) oraz lawinowym uderzeniem lotniczym. Za nim natychmiast będą użyte związki pancerne wbijające kliny w obronę Rosjan, rozczłonkowujące ich fronty, uderzające na ich tyły, odcinające od zaopatrzenia, po czym okrążające w gigantycznych kotłach. Do ich likwidacji, okupacji terytorium i czystek etnicznych Chińczycy użyją jednostek zmotoryzowanych.

Rejon mobilizacji oraz ześrodkowania inwazyjnych sił Chin powinien być położony w możliwie najbliższej odległości od celów ataku i to w rejonie z istniejącą infrastrukturą transportową, tak na obszarze Chin, jak na kierunku natarcia. Spójrzmy na satelitarne zdjęcie Ziemi w nocy bezpośrednio obrazujące obszary zurbanizowane na euroazjatyckim teatrze działań wojennych.
Nocne zdjęcie Eurazji

Źródło: http://en.wikipedia.org/wiki/File:Earthlights_dmsp.jpg

Chiny w praktyce nie mają wyboru, co do miejsca ześrodkowania wojsk do ataku na Rosję, w którym istnieje niezbędna infrastruktura. Rozważania możemy ograniczyć do części północno-zachodniej oraz północno-wschodniej Chin. Część północno-wschodnia może stanowić rejon ześrodkowania do ataku na rosyjski Daleki Wschód. Ale krańcowokontynentalne położenie powoduje, że ten kierunek ataku będzie miał znaczenie pomocnicze. Zachodnie Chiny są w praktyce najlepszym miejscem koncentracji do ataku na Rosję.

Wytypowany rejon to brama z Chin do Azji Środkowej. Pomiędzy górami Tienszan, a Ałtajami (ponad 4 tys. m n.p.m.) znajduje się Kotlina i Brama Dżungarska, która otwiera Chiny na Kotlinę Bałchasko-Ałakolską i Pogórze Kazachskie. Kotliny te o powierzchni kilkakrotnie przekraczającej powierzchnię Polski stanowią prastary szlak koczowników z Chin do Azji Środkowej (Kazachstan). Przez nie przebiegała jedna z tras Jedwabnego szlaku.

Z punktu widzenia administracyjnego ziemie te po stronie chińskiej należą do regionu autonomicznego Sinkiang ze stolicą w Urumczi.

Strategiczne znaczenie Sinkiang dla Chin nie pozwala traktować jako przypadków: rozruchów w Urumczi w 2009 r. oraz zabawy w chowanego z Talibami w górach sąsiadującego z Sinkiang Afganistanu i Pakistanu. Nie stanowi również przypadku aktywność dyplomatyczna Chin w tym regionie, a zwłaszcza liderowanie w Szanghajskiej Organizacji Współpracy. Dobre stosunki dyplomatyczne i gospodarcze z krajami Azji Środkowej są dla Chin bardzo cenne zwłaszcza w przypadku rozwijania na ich terytoriach armii prących na Rosję.

Użycie broni nuklearnej przez Rosję pociąga za sobą konieczność skrytej mobilizacji, ześrodkowania i nagłego nie zapowiedzianego ataku. Powodzenie w sensie wyjścia związków zmechanizowanych, w tym pancernych Chin na rosyjski obszar operacyjny wymaga rozwinięcia sił w czasie krótszym niż godziny i błyskawicznym parciem ord pancernych w głąb przestrzeni operacyjnej Rosjan. Przy tempie natarcia od 20 do 100 km dziennie chińskie zagony mogą pojawić się pod Moskwą (odległość od Sinkiang do Moskwy ok. 3,5 tys. km) w ciągu od ok. 35 do 175 dni. Szybsze natarcie wymaga pozostawiania izolowanych dużych ośrodków miejskich i zgrupowań przeciwnika. Ich likwidacja może nastąpić w drugiej fazie, po zdezintegrowaniu systemu dowodzenia, zaopatrzenia i upadku morale Rosjan. Przy takiej strategii masowe użycie przez Rosję sił nuklearnych stanowiłoby w istocie samobójstwo i samozniszczenie, którego nie możemy wykluczyć pamiętając o tradycyjnym scytyjskim sposobie prowadzenia wojny (np. wyprawa Persów Dariusza I Wielkiego, ale i przemówienie Stalina z dnia 3 lipca 1941 r., stalinowski rozkaz nr 0428 z dnia 17 listopada 1941 r.). Takie postępowanie przy chińskich zasobach demograficznych oznaczałoby przyspieszenie upadku Rosji.

Cel w postaci zdobycia i utrzymania nowych terytoriów wymusza użycia naziemnych jednostek mobilnych. Do przemieszczania i zaopatrzenia tych jednostek niezbędna jest infrastruktura drogowa i kolejowa. Na jej budowę w czasie natarcia nie będzie czasu. Wymusza to skorzystania z istniejących korytarzy transportowych. Dzięki temu można z dużym prawdopodobieństwem wytypować główne kierunki natarcia Chińczyków.

Główną oś transportową Rosji stanowi Kolej Transyberyjska. Uderzenie w jej kierunku z Sinkiang spełni dwa cele. Po pierwsze zapewni dostęp do infrastruktury transportowej dla własnych wojsk. Po drugie nastąpi przecięcie rosyjskiej arterii transportowej, rozczłonkowanie frontów i uniemożliwienie przerzutu rosyjskich odwodów. Ten kierunek ma w praktyce jedną niedogodność. Obrońcy mogą oprzeć się o wielkie naturalne rubieże obronne – rzeki Ural, Wołgę, Don oraz Dniepr. Wołga w środkowym i dolnym biegu osiąga szerokość rzędu kilometrów.

Ograniczenie forsowania rzek jest możliwe przy natarciu z kierunku południowego z rejonu Kaukazu. Wówczas rzeki mogę wręcz wspomóc natarcie, jako niezniszczalna droga transportu. Rozwinięcie sił chińskich w tym kierunku jest możliwe poprzez środkowoazjatyckie państwa muzułmańskich Turków oraz Iran. Kierunek południowy przy okazji umożliwia zdobycie przez Chiny kontroli nad złożami ropy naftowej nad Zatoką Perską.

Ekspansja Chin na Bliskim Wschodzie jest wyraźnie dostrzegalna. Pod koniec 2009 r. Chińczycy zainwestowali w największe irackie złoże ropy naftowej. W lutym 2010 r. Chiny umocniły swoja obecność w Iranie zacieśniając współpracę w zakresie wydobycia gazu i ropy naftowej. Iran uzyskuje jawne poparcie Chin przeciwstawiających się eskalacji sankcji Rady Bezpieczeństwa ONZ w związku z irańskim programem atomowym. Jednym z najważniejszych sygnałów o chińskich interesach na Bliskim Wschodzie są umowy o współpracy z Arabią Saudyjską – dotąd tradycyjnym sojusznikiem Stanów Zjednoczonych. Kontakty dyplomatyczno-gospodarcze Chin mogą być zapowiedzią odwrócenia sojuszy bliskowschodnich włącznie z sojuszami militarnymi. Taka ewentualność oprócz bliskości chińskiej potęgi może mieć również swoje źródło w antagonizmie izraelsko-arabskim oraz ideologicznym parciu islamu nie tylko przeciwko judaizmowi, ale również chrześcijaństwu. W takim wypadku południowy kierunek ataku na Rosję przez Kaukaz (być może z wariantem przez Bałkany) byłby bardziej prawdopodobny i to być może z udziałem nowych arabskich sojuszników.

Kombinacja kierunku północnego (stepowego) oraz południowego (kaukaskiego) umożliwia wyjście armii chińskiej na tyły Rosjan oraz okrążenie głównych sił rosyjskich. Rozbicie Rosji otworzy Chinom wrota do Europy.

Kierunki natarcia Chin

Politycy mogą włączyć Europę do światowego konfliktu zbrojnego znacznie wcześniej. Rosjanie będę poszukiwać sojuszników. Tradycyjnym europejskim sojusznikiem Rosji są Niemcy. Bogate kontakty polityczne, biznesowe oraz agenturalne Rosji w Niemczech ułatwią nawiązanie więzi sojuszniczych. Już obecnie elita niemieckich polityków i generalicji przebąkuje o przyjęciu Rosji do NATO. Nie ukrywa się przy tym, że celem ma być: „znalezienia balansu w związku z polityczną, ekonomiczną i strategiczną dynamiką wielkich azjatyckich mocarstw”. W tym kontekście warto się również zastanowić, czy budowa za wszelką cenę gazociągu północnego przypadkiem nie ma na celu uczynienie z narodów Europy swoistych zakładników Rosji dla wymuszenia pomocy wojskowej w konflikcie z Chinami. Po nawiązaniu przez Rosję aliansu z NATO Chińczycy mogą rozważać wykonanie ataku wprost na europejskie tyły frontu rosyjskiego, aby ująć Rosję w gigantyczne kleszcze. W takim wypadku na kierunku chińskiego natarcia znajdą się Bałkany i… Polska.

Władymir Putin szuka również sojuszników u potencjalnych nieprzyjaciół swojego nieprzyjaciela. W Indiach został jednak przyjęty z rezerwą. Wydaje się, że przywódcy Indii zdają sobie sprawę z rosnącego zagrożenia i relatywnie bezpieczni nie chcą wystawiać swojego państwa na chińskie ciosy.

Kiedy Chiny mogą być gotowe do wojny światowej?

Rozległość teatru działań wojennych wymusza użycie dziesiątek tysięcy samolotów, czołgów, transporterów, samochodów i ciągników. Ich produkcja zajmuje czas i zasoby gospodarki narodowej. Tak było w Rosji i Niemczech w latach trzydziestych XX w. W „Smoczych tajemnicach” wykazaliśmy, że w Chinach w 2009 r. zagadkowo wzrosła produkcja „traktorów” do 54 tys. sztuk … miesięcznie. Równolegle zwiększono produkcję kerozyny o 50 %. Kerozyna jest paliwem lotniczym, ale może również służyć do napędu nowoczesnych silników turbowałowych w czołgach, które umożliwiają osiągnięcie przez czołg prędkości nawet do 90 km/h (np. amerykański M1 Abrams). O 20 % wzrosła również produkcja chemikaliów, które mogą być użyte do wytwarzania materiałów wybuchowych. Istnieją przesłanki do stwierdzenia, że produkcja ta była finansowana nie tylko z kredytów bankowych (chińska odpowiedź monetarna na kryzys), ale również z wydatków państwowych, które doprowadziły do poważnego deficytu budżetowego i wzrostu długu publicznego, który jest ukrywany przez władze chińskie.

Jednocześnie w 2009 r. w Chinach nastąpiło niebywale szybkie odbudowanie importu, mimo że światowy popyt na chińskie produkty tak istotnie nie wzrósł.
Import Chin

Źródła:

http://www.chinacustomsstat.com/CustomsStat/OperateForm/StatNewsViewAllow.aspx?guid=0ae0bff0-2be2-449b-9bde-c1e2d33bc303

http://www.chinacustomsstat.com/CustomsStat/OperateForm/StatNewsViewAllow.aspx?guid=c59e96a7-341b-4d5b-9c5e-9d4fc936c7a7

http://www.chinacustomsstat.com/CustomsStat/OperateForm/StatNewsViewAllow.aspx?guid=c737ca18-61e0-4e02-b041-4105ebb84310

Import Chin drastycznie spadał od października 2008 r. do stycznia 2009 r. o ok. 50 %. Tymczasem już od lutego 2009 r. import stopniowo odbudowywał się, aby w styczniu 2010 r. przekroczyć wartość ze szczytu koniunktury latem 2008 r. Wzrost chińskiego importu nie jest przypadkowy. Stanowi oficjalną politykę Chin. Premier Wen Jiabao oczekuje zniesienia ograniczeń w eksporcie do Chin nowoczesnych technologii ze Stanów Zjednoczonych i Unii Europejskiej. Przykładem zaskakującego wzrostu chińskiego importu jest węgiel kamienny. Chiny są największym na świecie producentem węgla. A mimo to w ostatnich miesiącach nastąpiło tak wielkie zapotrzebowanie Chin na węgiel, że gwałtownie wzrósł jego import nawet z Kolumbii (odległość 16 tys. km). Import ten wiąże się z popytem chińskich elektrowni i stalowni. Jakie jest jednak przeznaczenie wytapianej stali, a zapewne i metali kolorowych (np. produkcja aluminium jest bardzo energochłonna)?

Nieproporcjonalny do stanu gospodarki import (zwłaszcza przy podejrzeniach o zawyżeniu dynamiki PKB w oficjalnych statystykach) może wskazywać na skorzystanie z okazji (np. tanie zakupy surowców i półproduktów) lub na zwiększanie rezerw strategicznych lub na wykorzystanie do tajnych zbrojeń.

Jeżeli powyższe dane obrazują efekty mobilizacji gospodarki na potrzeby sił zbrojnych, to Chiny już osiągnęły wielokrotną przewagą w uzbrojeniu w stosunku do każdego kraju świata, a być może również w stosunku do całej reszty świata.

Chiny dysponują również wielomilionową nadwyżką demograficzną mężczyzn w wieku poborowym, która nie musi być wyłącznie skutkiem ubocznym chińskiej polityki demograficznej. Może być jej celem. Ponadto w ostatnich tygodniach lutego 2010 r. nastąpiło zadziwiające tąpnięcie na rynku pracy w Chinach. Nagle „zniknęły” takie masy pracowników, że wynagrodzenia równie nagle wzrosły o ponad 23 %. Jeszcze większe zdumienie budzą wyjaśnienia, że zniknęli pracownicy z głębi kraju, którzy nie powrócili do pracy po chińskim Nowym Roku. W głębi Chin nigdy nie było gęstego zaludnienia. Z drugiej strony ta interpretacja może wskazywać, że zaginieni pracownicy z jakiegoś powodu znajdują się rzeczywiście w głębi kraju. Pytanie: odpoczywają, szukają pracy, czy zostali potajemnie zmobilizowani?

Nie możemy wykluczyć, że Chiny są przygotowane do rozpoczęcia wojny i mogą w każdej chwili dokonać rozwinięcia strategicznego sił zbrojnych (ok. 1-2 miesiące), najpierw w postaci ukrytej mobilizacji (np. pod pretekstem ćwiczeń, operacji antyterrorystycznej, zatrudnieniu przy robotach infrastrukturalnych w głębi kraju, przygotowania do usuwania skutków katastrofy naturalnej), a następnie mobilizacji jawnej, która będzie się odbywać częściowo w czasie trwania działań wojennych. Biorąc pod uwagę przeszkody rzeczne na kierunku natarcia sądzimy, że najdogodniejszy termin w roku kalendarzowym do rozpoczęcia działań zbrojnych to lato, aby związki zmechanizowane osiągnęły wielkie rzeki Rosji już skute lodem.

Dodatkową wskazówkę, do oceny prawdopodobieństwa wybuchu wojny światowej paradoksalnie stanowią negocjacje nad traktatem w sprawie rozbrojenia atomowego. Traktat taki będzie w szczególności zawierał procedury nadzoru nad likwidacją broni atomowej na terytoriach układających się stron. W praktyce w przypadku decyzji kierownictwa politycznego o rozpoczęciu wojny wymusza to wydanie rozkazu do rozwinięcia strategicznego i mobilizacji przed rozpoczęciem nadzoru międzynarodowego nad wykonywaniem traktatu. Przy okazji można wykorzystać czynnik zaskoczenia nad pogrążonymi w pokojowym letargu narodami.

Wojna światowa, nawet jeżeli zostanie sprowokowana przez Stany Zjednoczone, ponownie w większym stopniu dotknie inne niż amerykański kontynenty. Będzie toczyć się głównie na euroazjatyckim teatrze działań wojennych. Jak prawie sto lat temu, oraz jak siedemdziesiąt lat temu. Znowu…

Tomasz Urbaś

Wsłuchaj się w ciszę

- Gdybyś miała przedstawić się nieznajomym, co byś powiedziała o sobie?
- Kim jesteś w tym świecie, jaki wykonujesz zawód, jaka jest Twoja historia. Odpowiedź na to pytanie jest dla umysłu  niezwykle istotna. W zależności od niej już na samym wstępie wyrabia sobie opinię i ocenia: czy warto słuchać, czy to co słyszę jest wiarygodne? Przyzwyczailiśmy się opowiadać o swoich sukcesach, porażkach, historii swojego życia. Utożsamiliśmy się z osobą, za jaką się uważamy, czyli z fizycznym przejawem. A to jest jedynie maleńka cząstka nas. Dlatego odpowiem na pytanie: kim jesteś? Jestem Tobą, tak jak Ty jesteś mną. Wszystko jest jednym. Można powiedzieć, rozmawiasz sama ze sobą, tak jak każda osoba czytająca ten wywiad czyta słowa, które napisała. Jak to możliwe? Podczas procesu poznawania siebie wychodzimy od punktu: ja, końcowym efektem jest dojście do rozumienia, że wszyscy stanowimy jedno, a podział, który postrzegamy, czy który wmontowany jest w nasze rozumienie świata jest fikcją. Dlaczego tak trudno jest to zrozumieć? Bo większość z nas utożsamia się ze zbudowanym przez lata wyobrażeniem o sobie. Gdy uwolnimy się od tego i otworzymy swój umysł na całość istnienia znika utożsamienie z „ja”. Pojawia się stan: jestem – istnienie w czystej postaci, którego nie zakłóca żadne wyobrażenie, ani przekonanie. W pełni otwieramy się na całość. A wówczas zauważamy, że ty i ja – to jedno, choć mamy do czynienia z różnymi formami przejawu.
- Kim w rzeczywistości jesteśmy?
- Pomyśl o swoim ciele – jako o całości. Twoja świadomość obejmuje całe ciało. Dokładnie wiesz, co dzieje się w każdej jego cząstce, każdej jesteś świadoma. W pewnej chwili całkowicie skupiasz uwagę na małym palcu nogi i zaczynasz odczuwać tylko tę część swojego ciała. Zapominasz o reszcie, czyli o całości siebie. Czy znaczy, że ona nie istnieje? Czy chwilowe przeniesienie uwagi czyni z Ciebie palec? Czy reszta, o której zapomniałaś nie jest Tobą? Czy jest Bogiem?  Niestety  większość ludzi tak uważa. Odcięcie się od całości siebie i utożsamienie z maleńką cząstką  – swoją fizycznością, sprawia, że z punktu widzenia tej fizyczności – całość – to Bóg, a człowiek – to jego część lub twór. I tak oto istota ludzka staje się na własne życzenie małym palcem, rezygnując z bycia całością. Dlatego niełatwo dzisiaj zrozumieć, że nasze myśli, uczucia, stany psychiczne tworzą świat. Wszystko, co w tym świecie się znajduje – powstało w Tobie, w nas wszystkich i z nas się wyłoniło. Ziemia, kosmos, Wszechświat. Nie mówię jednak o naszych ciałach, ani osobach z jakimi się utożsamiamy, ale o bezgranicznej świadomości, jaką jesteśmy. Jest wiersz Dżalaluddina Rumiego, opisujący w sposób prosty nasz brak rozumienia siebie.
„Żyłem na krawędzi szaleństwa, poszukując powodów.
Jak opętany waliłem do drzwi.
Otwierają się.
Pukałem od środka”.
Cały czas jesteśmy „wewnątrz”. Jesteśmy źródłem i do źródła nie musimy dążyć. Chodzi tylko o zmianę punktu widzenia: z „ja” – wyodrębnionego z formy przejawu na całość, jaką jesteśmy. Wtedy łatwo spostrzeżemy, że świat, w którym żyjemy, stworzyliśmy po to, by doświadczać i się w nim uczyć. Niestety większość z nas utożsamiła się ze swoim fizycznym przejawem i się zagubiła w tym świecie. Zatraciła się w odgrywanych rolach i zapomniała o swojej pierwotnej naturze. Dzisiaj  sobie ją przypominamy.
- Ludzie jednak mówią, że mają kontakt z Bogiem…
-  W tym świecie wszystko zostało postawione do góry nogami. Wmówiono nam, a my to zaakceptowaliśmy, że jesteśmy jedynie słabymi, ograniczonymi istotami, które muszą być prowadzone przez pasterzy, nauczycieli duchowych itp., bo inaczej czeka nas zagłada. Tak utraciliśmy świadomość siebie. Gdy poznajesz siebie i uświadamiasz sobie swoją prawdziwą naturę – Bóg znika. Bóg pojawia się w momencie, gdy człowiek traci kontakt z sobą, a gdy tak się dzieje – traci wiedzę o sobie i całości. Większość z nas żyje  w tym świecie, nie wiedząc skąd ten świat się wziął. Tu jest luka, którą trzeba zapełnić. I powstaje wiele teorii na temat stworzenia. Tak pojawia się postać Boga – stwórcy. To istota ludzka stworzyła Boga, a nie odwrotnie. Człowiek tak daleko odszedł od siebie, że zatracił pamięć, że to on stwarza siebie i świat. Dlatego gdy słyszę: rozmawiam z Bogiem, odczuwam jego moc, jestem myślą Boga, itp. NIE – mówię,  odczuwasz całość istnienia – odczuwasz siebie, rozmawiasz ze sobą. Uświadom sobie, że jesteś całością, zawierasz w sobie wszelkie istnienie. Nie mam na myśli Twojej formy fizycznej, ani nawet Twojej duszy, bo są to jedynie narzędzia Twojego przejawu, mówię o Tobie jako o świadomości, którą jesteś, z której wyłaniają się wszelkie formy życia.
- Wielu tę wypowiedź może uznać za fantazję. Przywiązanie do pojęcia Boga jest niezwykle silne. Toteż koncepcja istnienia bez Boga jest trudna do przyjęcia.
- To największa ze wszystkich iluzji, jaka kiedykolwiek została stworzona. Na niej oparte zostały wszystkie systemy wierzeń, zniewalające istotę ludzką. Ta iluzja służyła i służy do wzbudzania lęku i utrzymywania ludzkości w stanie niewolnictwa, przesłania prawdziwy obraz nas samych. Oczywiście ile osób, tyle wersji świata. I każdy ma prawo mieć swoją. Jednak dla wszystkich przychodzi moment, gdy zasłony wyobrażeń, przekonań spadają i każdy zostaje sam ze sobą, a wtedy rozpada się cała nabudowana przez umysł iluzja. To bardzo trudny moment dla umysłu i dla ego. Gdy okazuje się, że wszystko co do tej pory myśleliśmy na temat siebie i świata – to fikcja.
- Ale zdarza się, że gdy człowiek uświadamia sobie swoją naturę odzywa się ego. „Ach! Jestem wszystkim. Jestem stwórcą!!! „
- To kolejna pułapka. Dlatego, by ego nie przejęło nad nami kontroli, najważniejsza jest codzienna praca nad sobą i nieutożsamianie się z niczym. Obserwacja myśli, wyciszenie umysłu, wypracowanie umiejętności kontroli emocji. Bądź obserwatorem myśli, które płyną przez umysł, emocji, które odczuwasz, reakcji, jakie się w Tobie pojawiają, ale się z nimi nie utożsamiaj, bo to nie jesteś Ty. Jesteś ciszą, a cały ten harmider w Tobie, to przeróżne wyobrażenia, przekonania, które zapełniają przestrzeń mentalną planety. Przepływają przez  umysł. Pojawią się i znikają. Gdy zatrzymasz się na którejś, skupisz na niej swoją uwagę, często się z nią utożsamiasz i zaczynasz według niej żyć. Jeżeli jesteś obserwatorem, tego, co dzieje się w umyśle, to zauważysz, że z czasem myśli jest coraz mniej i łatwiej utrzymać ciszę. Przestajesz przywiązywać się do swoich poglądów. Dzisiaj myślisz tak, jutro inaczej. Wszelkie poglądy traktuj jako chwilowe „zauroczenia”, którym uległeś, ale które z łatwością możesz porzucić. Bądź otwarty na nową jakość w swoim życiu, pozwól sobie na  zgłębianie siebie, bo wtedy zgłębiasz całość. Wszystko jest zmienne. Jedyna stała rzecz – to cisza, której zawsze możesz się w sobie doszukać. Istniejąca poza wszelkimi myślami i emocjami i w niej zanurzaj się jak najczęściej, a wówczas dotkniesz prawdziwej istoty, jaką jesteś.
- Uzyskanie poszerzonej świadomości nie jest takie proste….
- Gdy chcemy zrozumieć siebie, czy świat za pomocą intelektu, rzeczywiście nie jest to proste. Gdy kierujemy się słowami autorytetu, czy podłączamy się pod wizją świata, utworzoną przez kogoś, łatwo się w tym wszystkim pogubić. Możemy czytać wiele książek o energiach, rozwoju, poszerzaniu świadomości, gromadzić na ten temat wiedzę, ale będziemy błądzić, dopóki nie dotkniemy swojej pierwotnej natury. A to dokonuje się tylko poprzez osobiste doświadczenie. Inaczej tworzymy kolejne teorie. Dlatego trzeba przede wszystkim zatrzymać umysł i uruchomić energię serca, a wraz z nią intuicję i odczuwanie. Wówczas okazuje się, że wszystko jest niezwykle proste. Zmienia się nasze widzenie świata, bo poszerza się percepcja i rozumienie. Znika ocena, bo zaczynamy zauważać celowość wszystkiego.
- Umysł współczesnego człowieka zdominował serce, wyeliminował intuicję. Serce w powszechnym odczuciu kojarzy się ze światem emocji. Czy nie ma paradoksu w tym, że w pracy nad sobą główny nacisk kładzie się na wyciszanie emocji.
- Dopiero po wyciszeniu emocji możesz w pełni odbierać Wszechświat. W ciszy odnajdziesz siebie. A serce ma niewiele wspólnego z emocjami. Te są częścią oprogramowania naszej podświadomości. My jesteśmy ciszą, w której rozgrywa się ta cała gra. Serce to brama do samego siebie i tym samym całości. Nie dotrzemy tam poprzez ciągłe analizy, tworzenie kolejnych, choćby najpiękniejszych teorii, gromadzenie wiedzy. Tę bramę trzeba najzwyczajniej w świecie przekroczyć. A dzieje się to wtedy, kiedy zostawiamy za sobą labirynt umysłu i zanurzamy się w ciszy. Wówczas zaczynamy całym sobą odbierać świat, dostrzegając jego rzeczywistą naturę i piękno istot, które są wokół nas.
- Czy poleciłabyś jakieś techniki medytacyjne?
- Najlepiej jest zdać się na własną intuicję. Jedno jest pewne. Dzisiaj już nie potrzebujemy wymyślnych technik medytacyjnych. Im metoda prostsza, tym skuteczniejsza np. obserwacja myśli i emocji, wyciszenie umysłu poprzez skupienie się na oddechu, przenoszenie uwagi z przestrzeni umysłu na ciało, szczególnie w chwilach, gdy nasila się chaos myślowy. Wyciszenie poprzez kontakt z przyrodą, co dodatkowo otwiera energię serca. Bycie w tu i teraz, czyli skupianie się na wykonywanych czynnościach, na tym, co w chwili obecnej robię. Jak najczęstsze odnajdywanie ciszy w sobie i trwanie w niej. Jest to niezwykle pomocne. Samodzielna zmiana zapisów w podświadomości. Np.: wszystko jest przeciwko mnie na wszystko mi sprzyja. Kolejna rzecz to nauka pozbywania się automatyzmu reakcji. Nie musimy reagować na każdą słowną zaczepkę, ocenę, uwagę. Wystarczy w tym momencie skupić się na sobie, na oddechu, wziąć spokojny oddech i np. w myślach uśmiechnąć się. W ten prosty sposób przerywamy automatyzm: akcja – reakcja, a nasze reakcje stają się świadome. To samo dotyczy myśli, które przepływają przez nasz umysł. Obserwuję je, a nie rozpoczynam z nimi dialogu. Praca nad sobą nie odbywa się tylko, gdy medytuję, czy wykonuję ćwiczenia, ale przez cały czas. Nawet wtedy, gdy oglądam film, czytam książkę, słucham muzyki, odczuwam stan obecności, stan: jestem.
- Jaką rolę w pracy nad sobą pełnią channelingi?
- Przede wszystkim słuchaj siebie. Zwracaj się do siebie, bo zawierasz w sobie wszystkie odpowiedzi. Nie daj się naciągać na channelingi od astralnych mistrzów, kosmitów itp. Zdarzają się wśród nich pomocne informacje, ale jest także wiele pogłębiających chaos myślowy. Wielu osobom się zdaje, że kosmici, czy istoty zgłaszające się do Ziemian są wszechwiedzące. Zapominamy, że oni podobnie jak Ziemianie są pod wpływem programów manipulacyjnych i często wprowadzają dezinformację. Np. przekazy od Asztara odbierane w latach siedemdziesiątych. Już wówczas zapowiadano ewakuację na szeroką skalę. W latach dziewięćdziesiątych podobna sytuacja. Mamy rok 2010 i znów pojawia się Asztar i zapowiada ewakuacje Ziemian. To, tak jak odtwarzanie wciąż tego samego nagrania. W pamięci Wszechświata istnieją wszelkie możliwe programy i możemy się podłączyć do dowolnego. Nasz mózg działa jak urządzenie nadawczo odbiorcze i może odbierać informacje na różnych częstotliwościach. W zależności do czego się dostroimy, taką odbierzemy stację. A stacji tych jest bez liku. I nie znaczy to, że każda nadaje informacje zgodne ze stanem rzeczywistym. Często istota przekazująca ma wąski zakres wiedzy. To do których stacji się dostroimy w dużej mierze jest zależne od zapisów zgromadzonych w naszej podświadomości. Jeżeli mamy kody religijne – to będziemy kontaktować się z aniołami i rozmawiać z Bogiem, jeżeli wierzymy w życie we Wszechświecie – pojawią się nam kosmici itd. Dobrze jest zdawać sobie sprawę, że istoty zgłaszające się do Ziemian wiele się od nas uczą. A wszelkie kontakty powinny opierać się na wymianie wiedzy i energii, a nie na poddaństwie i bezkrytycznym słuchaniu przekazów. Podstawą we wszystkich kontaktach – to wyciąganie wniosków i zdanie się na własną intuicję.
– Ziemianie mają kompleks niższości….
– I kompleks człowieka. Tak nas zaprogramowano. Ludzie często powtarzają: „człowiek nie jest doskonały, jesteśmy tylko ludźmi. Zaufajmy istotom światła, aniołom, energiom, Bogu. One są inteligentniejsze od nas, więcej wiedzą i czują”. Człowiek z takim przekonaniem zawsze pozostanie istotą niedoskonałą, niepełną, która musi się podporządkować siłom wyższym. Z tej pozycji nie pozostaje nic innego jak poszukiwanie sił, które nas będą prowadzić, boga, który roztoczy nad nami opiekę, kosmitów, którzy nas uratują.
– Trwa proces transformacji, co powiesz na ten temat?
– Przychodzi mi na myśl sen mojej przyjaciółki, obrazujący sedno procesu, w jakim obecnie się znajdujemy: Kwadrat, w nim uwięzieni ludzie. Wokół niego woda. Poza wodą nie ma nic. Bezkresna przestrzeń. Ludzie wewnątrz kwadratu skupieni są na różnych sprawach, stale zabiegani. Każdy żyje w  świecie, który  sam stworzył  myślami. Im bardziej zagłębiają się w te światy, angażując swoją uwagę, tym woda bardziej na nich napiera i przymusza by się zatrzymali. Z góry na to, co dzieje się w kwadracie patrzą energetyczne istoty. Uśmiechają się. Ciała tych istot – to właśnie ci, którzy biegają w kółko w kwadracie. Trwa eksperyment, a istoty z góry spokojnie obserwują, jak długo ci na dole będą się jeszcze tak szamotać i zrozumieją, co się dzieje. Wyjście z tego eksperymentu, tym samym z kwadratu, możliwe jest tylko w jeden sposób. Poprzez wyciszenie, skupienie się na sobie i wejście w siebie. Innej drogi nie ma. Tylko poprzez ciszę dokonuje się połączenie ze sobą. Wtedy eksperyment się skończy”.
Dopóki będziemy poszukiwać na zewnątrz, ten świat będzie trwał, bo cały czas podtrzymujemy jego trwanie. Będą pojawiały się nowe prądy myślowe, nowe daty kończące stary proces, nowi nauczyciele, kosmici ratujący ludzkość i ci, którzy chcą ją zgładzić. Możemy mieć nadzieję, że to kiedyś się skończy. Ale to my mamy z tym skończyć, czyli zanurzyć się w sobie – w ciszy i w pełni doświadczyć siebie. I tylko wtedy zacznie się dla nas nowy proces i nowy świat. Bo nowy świat istnieje w nas.
- W Twoim poznawaniu świata postać kobiety zajmuje szczególne miejsce…
- Człowiek zajmuje szczególne miejsce. Kobiecie w swoich tekstach poświęcam więcej uwagi, ponieważ dzisiaj istnieje ogromna potrzeba przebudzenia energii żeńskiej, nie tylko u kobiet, ale także w mężczyznach. Każdy z nas posiada obydwa pierwiastki i istotne jest to, by były one w równowadze. To samo dotyczy całości. W świecie, w którym istniejemy, czy w którym uczymy się, pierwiastek żeński został zdominowany przez męski. Serce przez umysł. Kobieta przez mężczyznę, intuicja przez intelekt. Dzisiaj najważniejsze jest, by być człowiekiem świadomym, niezależnie, czy jesteśmy w ciele kobiety, czy mężczyzny, bo to tylko nasze „ubranie”. Ważne jest przypomnienie pierwotnej natury każdego z nas, a tu nie ma rozróżnienia na płeć. Element żeński i męski istnieją ze sobą w pełnej harmonii i są jednym.
- Sporo powiedziałaś o kobiecie, o jej roli wcześniejszej dla dziejów Wszechświata i o jej funkcji w nowych uwarunkowaniach. Jaki zatem powinien być mężczyzna, by mógł być równoprawnym partnerem takiej kobiety i mógł stanowić z nią jedno?
- Przede wszystkim świadomą w każdym momencie istotą, zdającą sobie sprawę, że czas jakiejkolwiek dominacji dobiegł końca. Teraz jest czas zgodnej współpracy, a nie czyjejkolwiek racji. Jesteśmy różni i wszyscy niepowtarzalni. Mamy siebie wspierać, a nie walczyć ze sobą, czy narzucać swoje widzenie świata. Zrozumiemy to, gdy przestaniemy mieć wobec siebie oczekiwania, tworzyć na swój temat wyobrażenia. Przede wszystkim trzeba skupić się na sobie, a nie na drugiej osobie. I pamiętać, że ta osoba jest odbiciem mnie samego. I to, co denerwuje, drażni mnie w niej, istnieje we mnie, czyli zostawić wszelką ocenę, a popracować nad sobą.
- Prowadząc blog „Jedność” zyskałaś spore grono internetowych przyjaciół. Chociaż teksty zamieszczane na nim, niejednokrotnie były kontrowersyjne, burzyły standardy myślowe. Ukazując miałkość  autorytetów, podkreślałaś potrzebę sięgania do wewnętrznej wiedzy każdego z nas – jako jedynej drogi w sięganiu po Nowe. Czy teksty te są kwestią osobistych przemyśleń, czy wsłuchiwania się w mądrość Wszechświata?
- Nie ma podziału pomiędzy osobistymi przemyśleniami, a mądrością Wszechświata. Wszystko jest jednym. Oddzielamy siebie od całości – mówimy”moje przemyślenia, moje myśli, czy wnioski”. I dzielimy: moja mądrość i mądrość Wszechświata. Czy można uważać, że cokolwiek jest moje, gdy jesteś świadoma całości istnienia? Tu dotykamy drażliwej dla wielu kwestii własności intelektualnej czy materialnej. To też iluzja, z którą ludzkie umysły się utożsamiły. Prawo własności wykorzystano do manipulacji naszym myśleniem i naszym ciałem, tworzenia przywiązań, podsycania walki, czy konkurencji. Ile dzisiaj osób potrafi żyć bez własności? A przecież to jeden z fundamentów nowego świata. Po Nowe nie musimy sięgać. Tu właśnie jest największy paradoks, który trudno pojąć. Nowe – to świadoma i odpowiedzialna istota ludzka, kierująca się w życiu energią serca, świadomie stwarzająca świat. Tacy w rzeczywistości jesteśmy. Naszym zadaniem jest jedynie uświadomienie sobie tego. Mamy tylko pozbyć się sztucznego oprogramowania, które więzi nasze umysły w świecie iluzji i dostroić do siebie samych – do swojej pierwotnej natury. To wszystko. Zwróć uwagę, że od lat mówi się o Nowym. Oczekujemy Nowego, zamiast wprowadzić nowe w swoje życie. Mówimy kiedyś to nastąpi i w międzyczasie skupiamy uwagę np. na zagrożeniach, jakie na nas czyhają np.. ze strony rządców świata, kataklizmów, jakie mają nawiedzić Ziemię itp. A ponieważ myśl stwarza – to stwarzamy i zasilamy istniejący świat. Kierujemy się więc w życiu lękiem, a nie świadomością. Mówimy o Nowym, a dalej tkwimy w starych strukturach społecznych: religiach, tradycji, powielamy stare wzorce zachowań. Tworzymy nowe, ale są to najczęściej kolejne iluzje.
- W tej rozmowie, chyba najczęściej artykułowaną koniecznością jest: praca nad sobą. Ta często jest rozumiana jako potrzeba zmagania się z własnymi wadami, przywarami. A w praktyce, częstokroć oznacza konieczność rezygnacji z tzw. zalet, które dotąd wyznaczały nas jako indywidualności w społeczności.
- Dobrze, że zadałaś to pytanie. Zacznę od jego drugiej części. Dla wielu osób pojęcie jedności kojarzy się właśnie z unifikacją, utratą swojej indywidualności. I czasami rzeczywiście tak się dzieje, gdy człowiek podąża za autorytetem, szuka guru, stara się kogoś naśladować. Wtedy przestaje być sobą, bo zaczyna wzorować się na drugiej osobie. Zdarza się także, że podchodzimy do pracy nad sobą w sposób zbyt fanatyczny, bo kojarzy się ona często z dyscypliną, reżimem dla ciała i surowością względem siebie i innych. Nie na tym polega praca nad sobą. Oczywiście dyscyplina jest potrzebna, chociażby w utrzymaniu stanu bycia świadomym i ograniczania ekspansji ego, ale to nie wszystko. To często powoduje, że nasze uczucia, czy emocje zostają stłumione i zepchnięte w głąb podświadomości, bo nie potrafimy sobie z nimi poradzić. I zamiast stawać się istotą świadomą, stajemy się automatem, o zablokowanej energii serca. A nie o to nam chodzi. Tu, tak jak we wszystkim co robimy, potrzebny jest dystans do siebie samego. Każdy fanatyzm prowadzi do wynaturzeń, choćby najpiękniejszej myśli, czy idei. Dlatego tak ważne jest otwarcie energii serca, która rozmiękcza ego, gdy te, utożsamione z misją, jaką sobie wyznaczyło, usztywnia się i zdarza się, że nawet śmiech zdaje mu się być czymś niestosownym. Gdy podejmujesz decyzję o byciu świadomym – całe życie staje się pracą nad sobą. Jednym z jej podstawowych elementów jest odnalezienie radości istnienia i dzielenia się nią z innymi. Bez tego nie pójdziemy dalej. Wracając do jedności. Bycie jednością z innymi nie jest rezygnacją ze swojego indywidualizmu. Wręcz przeciwnie, gdy człowiek staje się świadomy, rozszerza się wachlarz jego możliwości, pojawiają się nowe predyspozycje, poszerza wiedza. Łatwiej mu wyrazić siebie, łatwiej dzielić się tym wszystkim z innymi. Dlatego nie ma tu mowy o utracie czegokolwiek. To osobowość (ego) tak uważa, bo boi się, że przestanie istnieć. I tak w istocie jest, bo w stanie jedności nie ma miejsca na ego i problemu, które ono tworzy: czy jestem indywidualny?
- Czy istnieje jedna prawda?
- Przytoczę słowa Krishnamurtiego „Prawda to kraina bez dróg. Żadna organizacja, żadna religia, żaden nauczyciel nie mogą do niej doprowadzić. Ludzie patrzą na świat przez pryzmat swoich myśli i swojej przeszłości. Tym samym jesteśmy niewolnikami myśli i czasu. Myśl jest zawsze ograniczona i nigdy nie odpowiada całkowicie rzeczywistości, prowadzi więc do cierpienia. Świadomość uczy odróżniania tego, co rzeczywiście jest, od tego co na ten temat myślimy i w konsekwencji do prawdziwej wewnętrznej wolności. Wszelkie autorytety, religie, ideologie powodują jedynie budowanie kolejnych fałszywych konstrukcji myślowych. Tylko świadomość i obserwacja pozwalają dostrzec ich iluzję”.
- Fotografujesz przyrodę. Twoje zdjęcia są magiczne. Pokazują to, co jest nieuchwytne dla oka. Kropla wody, owad, liść są niczym przeniesione z innych wymiarów. Czy to wynik twoich konszachtów z kosmosem?
- To prawdziwa magia, gdy zatrzymuje się cały świat i widzisz tylko ten jeden moment. Pszczoła zbierająca nektar, nóżki trzmiela oblepione pyłkiem, liść spadający z drzewa, kropla wody odbijająca słońce. Zaglądanie do wnętrza kwiatów – jest dla mnie zaglądaniem w ich duszę, a zarazem w duszę Ziemi. To chwile, w których stapiam się w jedno z cudownościami tego świata. Wielką radość sprawia mi dzielenie się tymi chwilami z innymi. Fotografia, szczególnie makro pozwala uchwycić to, co często jest niedostępne naszym oczom, obok czego najczęściej przechodzimy, nie zauważając piękna wokół siebie. Przyroda jest niezwykle pomocna w wyciszeniu, złapaniu równowagi. Dlatego ważne jest byśmy jak najczęściej przebywali w naturze, przytulali się do drzew, wchłaniali promienie słońca, odczuwali dotyk Ziemi, wylegując się na trawie. W bliskim kontakcie z naturą łatwo zregenerować siły, pozbyć się napięć, bo przyroda jest częścią na, a my jej.
- Przywołam tekst z blogu Jedność „Przytul się do drzewa i usłysz jego głos. Powędruj wraz z jego sokami, wypływającymi z głębin ziemi i płynącymi w kosmos. Połóż się na trawie i odczuj Ziemię. Sięgnij do samego serca planety i połącz swoje serce z jej. Zanurz się w chmurach i błękicie nieba. A potem sięgnij jeszcze wyżej i uleć w przestrzeń Wszechświata. Pobiegaj po deszczu na bosaka i ciesz się jak dziecko. Zostaw na chwilę te wszystkie poważne sprawy, cały ciężar, który dźwigasz na swoich barkach. Zostaw wszelkie zmartwienia, codzienne troski, szaleństwa umysłu. Jednym wydechem usuń je z siebie. Gdy nie chcą odejść, przyłóż dłonie do Ziemi i poproś, by zdjęła z ciebie ciężar. A potem posłuchaj szumu drzew, śpiewu ptaków, nawoływania pisklaków. Usiądź w cieniu drzewa i oddychaj – razem z całym światem. Wsłuchaj się w ten oddech, w istotę, która oddycha. Masz chwilę tylko dla siebie. Spotkaj się z sobą i z całością istnienia. Nie ma nic cenniejszego, niż ta chwila trwania, gdy coraz więcej wokół chaosu, gdy rozpada się znany nam świat. Zatrzymaj się i odczuj siebie. Nie swoje ciało, nie myśli, nie słowa – a czyste bycie. Bez określania, nadawania znaczeń….„
z Ewą Mielnik rozmawiała Anna
http://kosmicznekroniki.wordpress.com

Randy Powell – Nowa technologia od Marko Rodina


Edward

Poziomy duszy

Zycie jest lekcja, pouczającą grą.
Przed dokonaniem wyboru ciała dla poszczególnej inkarnacji, każda esencja decyduje sama o tym by było ono odpowiednie do tych doświadczeń przez jakie ma przejść.
Wybiera środowisko, rodziców, płeć itp.
Szuka okazji by być blisko tych, z którymi zżyła się i nawiązała stosunki w poprzednich inkarnacjach, jak również i tych, którym chce wynagrodzić wyrządzone krzywdy lub od których spotkało ją wiele dobrego.
Chce po prostu być w tym samym towarzystwie.

Struktura oparta jest na tym, aby przechodzić przez poziomy rozwoju jak po szczeblach : Noworodek, Dziecko, Młody, Dorosły i Stary.
Te poziomy rozwoju duszy dzielą się na etapy. Każdy etap wymaga minimum siedmiu inkarnacji, ale niektórzy zatrzymują się na nim przez okres około dwudziestu inkarnacji.

Żadna dusza nie przoduje ani nie pozostaje w tyle, zajmuje jedynie inne miejsce w kole inkarnacyjnym, które i tak wyszło z Boga i prowadzi do Boga.

Po tym, gdy stanąłeś już na ostatnim etapie ostatniego poziomu, czeka na ciebie siedem innych planów (wymiarów) egzystencji, wzrostu i ewolucji, dzięki którym wciąż zbliżasz się, by powrócić do Boga.

Wiek duszy odnosi się do wzrastania indywidualnej esencji, dzięki doświadczaniu życia na planecie, a nie do tego ile razy już inkarnowała.
Im bardziej świadomym się jest procesu wzrastania duszy tym szybciej się wzrasta w hierarchii dusz. Poziom jaki osiągniesz na danym etapie odzwierciedla się w twoim punkcie widzenia świata.
Nie chodzi jednak o szybkość wzrastania, lecz o twój wybór co do jakości życia na danym poziomie. Masz wolna wole wiec możesz dokonywać wyboru jak żyć, możesz zrobić co chcesz z lekcja jaka dostaniesz.

Bardzo ważne jest zrozumienie, ze każda dusza z innego poziomu niż ty ma inny punkt widzenia, kieruje się innymi wartościami, ma inne cele i potrzeby duchowe.
To pozwoli ci nie wdawać się w niegodziwe porachunki z duszami z niższych poziomów. Klucz jest w zrozumieniu i zaakceptowaniu tej naturalnej prawdy.

Ludzie złośliwi, źli, nienawistni są na początku ich reinkarnacji, wiec nie posiadają w sobie wystarczającej miłości dla siebie i dla innych… nie potrafią pojąć ani odczuć altruizmu i jeżeli można by im dać jakaś rade to chociaż żeby nie szkodzili innym w rozwoju, to minimum ponieważ są niezdolni do głębszych odczuć i akcji.

Najwięcej wśród całej ludzkości jest dusz dzieci, dusz młodych i dusz dojrzałych.
Najmniej dusz noworodków (1%) i starych (ok 10-15%)

Szkoły, które uczą posłuszeństwa, są najwłaściwsze dla Dusz na poziomie Noworodka (ładują w wiezieniu za seryjne morderstwa). Szkoły „twardego uczenia” są najlepsze dla Dusz Młodych (uganiają się za pieniędzmi) , szkoły z celem intelektualnym i brakiem identyfikacji są lepsze dla Dusz Dojrzałych (fascynacja ich własnymi dramatami – częste wizyty u psychoanalityków, popieranie idei Greenpeace) . Szkoły miłości są właściwe i jedyne – przyciągają one Dusze Stare.” (popieranie pokoju – piosenkarze Sting, John Lennon)

Tak jak ważne jest dla Duszy Noworodka, aby była wypełniona lękiem o przetrwanie, tak dla Duszy Dziecka jest wymaganie prawa i porządku. Dusza Młoda zachowuje się właściwie gdy walczy o zdobycie bogactw, władzy i poklasku, zaś Dusza Dojrzała, gdy doświadcza przeżyć intensywnie emocjonalnych i zgłębia kwestie z nimi związane. Dusza Stara nie stosuje norm ogólnie przyjętych. Obserwuje i działa w sposób nieco ekscentryczny oraz uczy innych, nawet wtedy, gdy jej własne życie czy sprawy materialne nie są doskonale zorganizowane. Na pierwszym miejscu stawia ona przekazanie innym tego co już wie, a na dalszych pozycjach – dobrobyt, zabezpieczenie i wygodę.

1. DUSZA NA POZIOMIE NOWORODKA
Tylko ok. 1 % populacji to dusze noworodków.
życie Dusz Noworodków wydaje się bardzo surowe i twarde. Trwa ono zwykle krótko. Plagi, zarazy, recydywiści, seryjni zabójcy, ucieczka przed prawem,przed susza, stała walka o przetrwanie, jest oparte na niewyobrażalnym lęku.
Pozytywną stroną jest to, że dusze te są jeszcze świeże, wprost od Boga i że ta świeżość daje im „posmak” i możliwość przeżyć mistycznych, które dodają im sił. Znajdują bliski i intymny kontakt z przyrodą i często nie odczuwają swej indywidualności zbyt mocno, lecz jedność ze wszystkim, a więc z plemieniem, rodziną i otaczającym światem.
Posiadają instynkt, ale zapominają wszystko szybko, bo żyją tylko danym momentem. Centrum intelektu w tej fazie nie jest jeszcze rozbudzone, tak więc nie rozumieją tego co wiąże się z etyką czy moralnością. Ludzie o Duszach Noworodków muszą być pouczani o tym co właściwe a co nie.
Gotowanie i jedzenie to tylko ćwiczenia przeżycia, nie czują bowiem chęci ulepszania go w celu zwiększenia przyjemności jedzenia. Miłości i seksu doświadczają na poziomie rozpasania.
Dusze Noworodka lubią przebywać w pobliżu równika, ponieważ klimat – prawie niezmienny – ułatwia przeżycie. Gwatemala, Salwador, Honduras, Sri Lanka, Borneo, Nowa Gwinea, Dorzecze Amazonki, duża część Etiopii i Sudanu obfitują w ludzi o Duszach Noworodków, a Iran i Irak posiadają je w większości.
Potrafią być odpowiedzialne, ale tylko w wąskim zakresie, nie są w stanie sprostać sytuacjom powyżej ich możliwości pojmowania, muszą się jeszcze wiele nauczyć.

Nasze społeczeństwo jest dla nich zbyt straszne i skomplikowane, aby mogło być miejscem jakie wybiorą do inkarnowania. Gdy jednak, któryś z nich pojawi się w Stanach Zjednoczonych, co zdarza się niezmiernie rzadko, wybiera sobie miejsce jak najmniej zaludnione, zazwyczaj są to głębokie lasy. Dusze Noworodków nie szukają regularnego zatrudnienia, ponieważ jest dla nich zbyt skomplikowane i niosące przymus, czego nie mogą zrozumieć i od czego uciekają. Lubią żyć na marginesie społeczności i często są widziane przez pozostałych jako nieudacznicy.
Dusze na tym poziomie, nawet na ostatnich etapach, rzadko osiągają wyższą pozycję społeczną z wyjątkiem tych, które zbyt długo przebywają na tym poziomie i zbudowały sobie ciężką karmę.

——————————————————————————–

2. DUSZA NA POZIOMIE DZIECKA – Gdy dusze indywidualne skompletowały już siedem etapów na przykład Noworodka, mają za sobą prawdopodobnie dwadzieścia do trzydzieści inkarnacji. W tym momencie ich świadomość zaczyna badać proces wczesnego dzieciństwa duszy.
- Obecnie czeka ich pewne nowe doświadczenie na ziemi, więcej wyrafinowania a mniej ciągłego strachu mimo, że świat nadal przedstawia się im jako przerażające pole doświadczenia
- Na poziomie Dziecka struktura pomaga duszom czuć się wygodnie na świecie. Chcą jednak być przez kogoś kierowane i szukają wyższych autorytetów, które wskażą im sposoby i prawa. Dusze z tego wieku szukają tradycyjnych liderów religijnych, lekarzy uważają prawie za bogów, tak samo czczą swój kraj, armię i polityków.
- szukają dyscypliny , która pomoże im ucywilizować się. Ważne jest dla nich prawo i porządek , zakazy, regulacje, ograniczenia, przepisy do których muszą się dostosować i których przestrzegają. Również tradycje i rytuały dają im poczucie bezpieczeństwa. „Takie jest prawo i według tego będę postępować”. To typowy ich sposób myślenia. Upewniają się kilkakrotnie, czy auto sąsiada nie zostało zaparkowane przed ich domem i czy ich trawnik jest dobrze przycięty i podlany. Zazwyczaj są dobrymi obywatelami i postępują zgodnie z prawem.
- Jest to również wiek duszy, który ma największą skłonność do długoterminowego pamiętania uraz czy doznanych krzywd. Stad biorą się u niej choroby.
- Mają obsesję związaną z nadmiernym porządkiem, czystością i trzymaniem się z daleka od bakterii. Zawsze są czyste , schludne, dokładnie uczesane, skromne . Ich biurko lśni i wszystko na nim posegregowane. Ich motto to “zrób coś dobrze albo wcale”.
- Zycie rodzinne na tym etapie przebiega bardzo dobrze. Płodzą dzieci, być może nawet całe tuziny, utrzymują stosunki towarzyskie, szumnie obchodzą imieniny i urodziny, wyjeżdżają na gromadne rodzinne wycieczki, chodzą pilnie do kościoła i to daje im poczucie bycia solidną cząstką wspólnoty, jaką jest dla nich społeczeństwo w którym żyją.
Dusze Dziecięce najczęściej szukają małych społeczności.
- Jeżeli chodzi o sprawy związane z seksem, łączą je z pewnym poczuciem niepewności, wstydu i winy. Nie jest to moment na zabawę w wannie wypełnionej ciepłą wodą, tylko na ukrywanie ciała, kochanie się w ciemności, a być może nawet w piżamie i bez zbytniej zmysłowości.
- Wielu z tych, którzy stworzyli muzykę narodową, folklorystyczną lub sztukę naiwną, to Dusze Dziecięce, które w ten sposób wyrażają swe wartości i troski. W ich malarstwie przeważa pobliski pejzaż, pikniki w pobliżu kościoła, historie biblijne, śluby, święta narodowe lub okręty z narodową flagą powiewającą dumnie na wietrze. Sztuka ta może być całkiem przyjemna mimo, że nie znajdziesz w niej perspektywy ani cienia indywidualności twórcy.
- wszystko czego nie rozumieją pojmują jako zło, zaś siebie widza zawsze jako dobrych. Nie przyjmują do wiadomości ze mogli popełnić jakiś błąd – przecież są dobrzy. Ludzi podobnych do siebie uważają również za dobrych, zaś wszystkich innych, odróżniających się za złych – bo nie są tacy jak one. Wszystko jest dobre lub złe, czarne lub białe, nie istnieje dla nich odcień szarości.
- nie tolerują przemocy, sexu ani wulgaryzmów w życiu codziennym ani fikcji filmowej.
- nie lubią fizycznej bliskości, niekontrolowanej seksualności (sex tylko w piżamce i przy zgaszonym świetle), trzymają ludzi na dystans, unikają kontaktu wzrokowego.
- przestrzegają zasad etykiety , dzięki której utrzymują dystans z otoczeniem , co tez nie dopuszcza do sytuacji niekontrolowanego zachowania, nadmiernej poufałości, emocjonalności.
- naiwne, prostolinijne, maja dobry kontakt z dziećmi , świetnie sprawdzają się jako przedszkolanki, nauczycielki klas niższych, opiekunki dziecięce.
- nie eksperymentują z jedzeniem, jedzą tylko dobre i zdrowe dla nich rzeczy , nigdy nie sięgają po produkty ekskluzywne, te uważają za złe.
- Ponieważ nie potrafią jeszcze odróżnić i właściwie ocenić, że chroniczne uczucia i zachowania powodują problemy fizyczne i psychiczne, ich trudności emocjonalne są ucieleśniane, skrywane, uczucia złości tworzą w nich kamienie żółciowe, a łzy strachu spływają do nerek, pęcherza czy kręgosłupa i powodują chorobę.
- Gdy Dusze Dziecięce mają problemy chorobowe wolą zazwyczaj medycynę konwencjonalną, lekarstwa i chirurgię. Jeśli zwraca się im uwagę na medycynę alternatywną i jej terapię, lub spojrzenie na przyczynę choroby, uważają to za czysty bezsens, nie mający nic wspólnego z dbałością o ciało fizyczne. Robią jednak wyjątek dla uzdrawiaczy przyjmujących w kościołach, gdyz kościół daje im poczucie, że jest to także właściwe.
——————————————————————————–

3) DUSZE NA POZIOMIE MŁODYM

- Niezależność i zdolność zdobycia tego, czego człowiek chce i pragnie, są głównymi siłami motorycznymi wieku na poziomie Młodym. Uchwycenie tego, co plan fizyczny może zaofiarować, walka o pozycje prominenckie, władzę i bogactwo sprawia, że jest to czas współzawodnictwa
- Dusza Młoda ma mentalność dążącą do stałych porównań: kto ma więcej na koncie bankowym, ma lepiej zarabiającego męża, zapraszany jest lub wydaje najlepsze przyjęcia, kto ma najwyższy budynek, najszybszy motor, najszersze ramiona, najwęższą talię lub najdroższe brylanty.
- uważają się za lepszych, wybranych do specjalnych osiągnięć, nie oglądają się na innych, nie lobią pracy kolektywnej, bo nie chcą mieszać się z “motłochem”. Wola działać w pojedynkę i dopuszczają do siebie jedynie ludzi mających ten sam status materialny i społeczny, te same poglądy i hobby, z którymi chętnie wchodzą w komitywę i wzajemnie się ze sobą liczą, sobą inspirują, tworząc swoista klikę, zamknięty krąg dla innych.
- uwielbiają przynależeć do rożnych modnych teamów, być członkiem jakiejś ogólnie szanowanej organizacji , która nada im range i ważność.
- Młoda dusza związana tak bardzo z czerpaniem z życia ziemskiego nosi się modnie, schludnie, drogo, mieszka w dobrej dzielnicy, w ładnym domu, zakupuje wyłącznie rasowego zwierzaka, ma lepsze niż inni , wyróżniające się auto, smakowite jedzenie z górnej polki, dba o linie i robi wszystko by wyglądać młodziej niż wskazywał by na to jej wiek. Nigdy się nie starzeje – zawsze jest w formie by zrobić wrażenie na otoczeniu. Ulubione sporty to: golf i tennis.
- Typowym sloganem dusz młodych jest: ” szata zdobi człowieka”, “jak cie widza tak cie piszą”, “carpe diem”.
- Dusze Młode dążą do sukcesu i stwarzania pozorów. Dusze Młode nie są otwarte emocjonalnie, nie są więc dobrymi rodzicami i nie rozwijają ani nie umacniają więzi rodzinnych ze swymi dziećmi. Mimo tego, kupują swym pociechom wszystko, na co je stać. Przykładem na to jest dziecko w wózku bardzo znanej firmy i w drogich ciuszkach jako materialny dowód prestiżu swoich rodziców. Dzieci te maja drogie zabawki, modnie strzyżone główki, dobre wykształcenie, są popychane przez swoich rodziców w kierunku niedoceniania wszystkiego i wszystkich. Tego właśnie oczekują od nich rodzice żądni ugruntowania swego statusu społecznego.
- Ambicja jest ważna, toteż postawa omawianych dusz sprowadza się do: „Jestem ja i jesteś ty, ale ja zwyciężam”. To daje im bodziec by zawsze być na czele czegoś.
W procesie do dążenia na szczyt nieważne jest jakich środków do tego potrzeba użyć i kogo po drodze trzeba nadepnąć lub zadeptać.
- są architektami cywilizacji, liderami biznesów, ludźmi sukcesu i kariery, pracoholikami , bardzo krytyczni wobec swoich dotychczasowych osiągnięć, ciągle pracują nad ulepszeniem poziomu swojego życia.
- Typowe Dusze Młode mają mało poszanowania dla tego kto ma inne ideały lub zapatrywania niż one.
- Lubia wygrywać każda rywalizacje, jest ich najwięcej wszędzie tam, gdzie panuje “wyścig szczurów”, moda na tzw “Yuppies” , dążą do zdobycia najwyższych stanowisk jakie maja możliwość osiągnąć.
- Z zachłannością będzie pożądała ona najdroższego modelu auta, palić ją będzie chęć mieszkania w „lepszej” dzielnicy i
- Mimo, że Dusze Młode są produktywne, uprzemysłowione i skoncentrowane na celu, wizja ich zatrzymuje się w tym miejscu, czyli w miejscu SZYBKIEGO robienia pieniędzy. Toteż wątpliwe byłoby to, że będą brać pod uwagę motywy i etykę.
- Pociągają ich przygody związane z dalekimi podróżami, poznawaniem świata, który też TRAKTUJĄ JAKO SWOJA WŁASNOŚĆ. Dzięki temu znów wzrasta ich status i podziw u innych.
- Chcą być podziwiani , czuć się jak WIELKA RYBA W MAŁYM STAWIE (atrakcja do podziwiania) a nie jak niepozorna mała rybka w dużym.
- Wygrywając z rywalem, zdobywając poklask, władzę i pieniądze osiągają poczucie przebywania na szczycie. Gdyby nie stres lub lęk przed utratą „zdobyczy”, możemy uznać ten okres za ekscytujący, dający ciekawe przeżycia i możność samorealizacji.
- Młoda Dusza sięgająca zachłannie po bogactwo i władzę za wszelką cenę i kierująca się skąpstwem na zewnątrz stwarza sobie bardzo złą karmę ! Musi ja później odpracować. Drażni tez otoczenie poprzez swój egoizm. Rada dla dusz na innych poziomach: jeśli dusza młoda działa ci na nerwy to nie wpadaj w złość, możesz mu raczej spokojnie powiedzieć : “jesteś modą dusza! Na razie nasze dusze są na rożnych poziomach rozwoju i głębsze porozumienie jest niemożliwe… Daj mi znak jeśli uda ci się trochę rozwinąć.”
- Symbolem sukcesu Młodej Duszy są oprawione dyplomy, trofea , certyfikaty członkowskie, które wiesza i stawia wokół swojego biurka.
- PEŁNIĄ WIGORU, ENERGII SKIEROWANEJ WYŁĄCZNIE NA SUKCES OSOBISTY I PRESTIŻ. Jedną z przyczyn, dla której Młode Dusze są zdolne do skierowania tak wielkiej ilości energii na sam sukces jest to, że życie wewnętrzne nie przyciąga ich uwagi. To pozwala płynąć energii łatwo w poszukiwaniu rzeczy zewnętrznych.
RZECZY ZEWNĘTRZNE TO: materializm, sława, chęć czerpania z życia ziemskiego, idą do przodu nie oglądając się na odczucia innych, zainteresowani są tylko akcja skierowana na sukces, skupienie uwagi na doznaniach cielesnych. RZECZY WEWNĘTRZNE, którymi nie zajmują się młode dusze dotyczą zwykle nurtów dostępnych na wyższym poziomie duchowym: życie emocjonalne, etyka, współczucie, empatia, psychologia, duchowość, filozofia, introspekcja swoich zachowań i posunięć,
- trzymają się sztywno norm kulturowych i socjalnych, zwracając bardziej uwagę na formę zewnętrzną niż na wewnętrzną esencje. Należą do nich: instytucja małżeństwa, instytucja rodziny, przestrzeganie prawa, polityka, edukacja, religia. Uważają za gorszące gdy dusze dzieci lub dusze stare (skłonne do skrajności) nie dostosowują się do ogólnie przyjętych norm.
- nie tolerują niczego co wykracza poza ramy normalności. Chcą być uważani za w pełni normalnych i tolerują tylko “normalnych” ludzi. Nie tolerują dusz dzieci ani dusz starych, ponieważ właśnie te dusze często sięgają skrajności. Za to maja tendencje do naśmiewania się z inności i dziwaczności ww dusz.
- maja za sobą 2 poprzednie etapy duszy (niemowlęcia i dziecka)
- około 45 % populacji na całym świecie to dusze młode.
- Największe potęgi światowe tego typu, przejawiające percepcję Duszy Młodej to: Japonia, Hong Kong, Niemcy, Izrael, Syria, Arabia Saudyjska, Australia, Kanada i Stany Zjednoczone. Wszyscy, którzy wzrastają w tych miejscach, niezależnie od wieku duszy w jakim by się znajdowali, otrzymują coś w rodzaju piętna i uwarunkowania wskazującego, jak mają działać, postępować, wyglądać, czuć się, aby osiągnąć sukces. Japonia jest właśnie teraz w najwyższym stopniu takim przykładem. Jest ekstremalnie konkurencyjna, skoncentrowana nawet na rozrywce jako na czymś, w czym liczy się tylko wygrana a nie rozrywka dla samej zabawy.

——————————————————————————–

4) DUSZE DOJRZAŁE

Pod koniec cyklu Duszy Młodej pojawia się pewien niepokój, poczucie, że czegoś brak. Cały poklask, bogactwo i władza już w pełni nie wystarczają, profity i wygrana nie mają już transcendentalnej wartości.

W ten sposób zaczyna się czas poszukiwań w okresie Duszy Dojrzałej. Pytania takie jak: „Kim jestem?”, „Dlaczego tu jestem?” zadawane są sobie coraz częściej.

Jest to okres introspekcji, okres, który wiele pojęć przewraca do góry nogami. Prawie zawsze wszystko jest tu skoncentrowane na emocjach i na większej intensywności, jest więcej schizofrenii, bólu, samobójstw, więcej miłości, zmysłowości i prawdopodobnie więcej lekarstw lub narkotyków, aby uintensywnić wszystko w większym stopniu, niż to bywa w innych okresach.

Dusze Dojrzałe lubią towarzystwo innych Dusz na tym samym poziomie z powodu ich potencjału emocjonalnego oraz poczucia, że „są na tej samej ścieżce”. Doceniają one Dusze Stare ze względu na informacje jakich one im dostarczają i chwilowy odpoczynek, jakiego u ich boku doznają. Natomiast Dusze Młode pobudzają w nich impuls – chęć pójścia do przodu w sprawach świata zewnętrznego.

Zycie wewn. duszy dojrzalej to intensywność uczuć i dramatyzm , ogromna empatia, współczucie, idealizm, walka z nierównościami społecznymi i nieuczciwością.

Dusze Dojrzałe chcą studiować, ale najczęściej wybierają małe i tradycyjne szkoły. Dusze Dojrzałe czasami, aby zawstydzić swoje otoczenie składające się z Dusz Młodych, odsuwają się od dobrze płatnej pracy i unikają osiągnięcia wysokiego statusu na korzyść takiego, który wspomaga ich priorytety i linię rozwoju, niesie ryzyko, przypadkowość i twórczość lub więcej „zbawiania świata”.

Polska i Rosja są krajami przepełnionymi Duszami Dojrzałymi w których istnieją silne ciągotki do dzielenia tego, co się posiada tak, aby wszyscy mieli zapewnione przynajmniej wymagane minimum.
W grupach rządzących obu tych krajów znajdowali się ludzie mocni i twardzi, którzy byli Duszami Młodymi. Stosowali oni wszelkie dozwolone i niedozwolone chwyty, aby tylko utrzymać się przy władzy. I nagle mamy Dusze Dojrzałe typu Lech Wałęsa i Michaił Gorbaczow, które rzucają się do walki przeciw temu ustalonemu porządkowi, nie bacząc na to, czy będą lubiani i dobrze oceniani.

Kraje z atrybutami Dusz Dojrzałych zwracają większą uwagę na szersze stosunki ze światem, niż na materialne dobra i skuteczną działalność. Przykładem mogą być Włochy, Grecja, Egipt i Meksyk.

W połowie 1987 roku wiele z krajów o Duszach Młodych zaczęło interesować się początkiem świadomości Duszy Dojrzałej. Stało się tak, ponieważ ich populacja zaczęła składać się z większej ilości Dusz Dojrzałych niż Młodych co spowodowało zachwianie starej równowagi. Kraje te w „smaku” i działalności będą jeszcze jakiś czas głównie państwami Dusz Młodych, ale będzie można zaobserwować rosnącą chęć zapewnienia sobie coraz większej dbałości o dobrobyt.
Ponieważ świadomość Duszy Dojrzałej realizuje się w poczuciu, że wszyscy jesteśmy wspólnotą, może dojść do głosu walka o prawa zwierząt.

Możliwe staje się dostrzeżenie punktu widzenia innej osoby i wzięcia go pod uwagę.

__________________________________________________ _____

5) DUSZE STARE
Na głębokich, wewnętrznych poziomach Stare Dusze widzą związki istniejące między wszystkimi ludźmi. Instynktownie czują, że stanowią część całości. Są w stanie uchwycić szerszy obraz i wtedy robią co mogą aby żyć w zgodzie z tym, co czują oraz nie ranić, nie sądzić innych. Występuje u nich potrzeba poczucia własnej nieskazitelności i utrzymanie integralności w każdej sytuacji. Odsuwają się od intensywnej emocjonalności Dusz Dojrzałych i są bardziej obiektywne w stosunku do życiowych wyżów i niżów.

Mając za sobą sporo inkarnacji w różnorodnych kulturach i klasach o wiele trudniej jest im znaleźć się w sytuacjach typu: właściwe – niewłaściwe, my – oni, ten kraj czy tamten, jak to przeważnie ma miejsce w ich otoczeniu. Widzenie całego obrazu w ten sposób powoduje, że Dusze Stare są raczej spokojne, nastawione bardziej pokojowo i nie rozpraszają się. U Dusz Starych przed upływem trzydziestego piątego roku życia nie obserwuje się przejawów percepcji odpowiadających temu poziomowi. Mogą więc one być w tym okresie posądzone o to, że lubią tańczyć w zależności od muzyki. Ponieważ mają inklinacje do podążenia za swoją indywidualną, wewnętrzną percepcją i pragnieniami mogą być ocenione jako ekscentryczne, chociaż trzeba przyznać, że w nieszkodliwy dla nikogo sposób.

Stare Dusze rzadko czynią to czego nie chcą, bo wolą swoje własne niekonwencjonalne cele, często szukają drogi najmniejszego oporu jeśli chodzi np. o pracę, toteż większość ich energii może być zużyta na rozwój duchowy. Ich motto to przecież “nic na sile, rób co chcesz i mi pozwól tez robić to, na co mam ochotę” lub nawet: ” nie rób nic a wszystko i tak będzie zrobione”.
Z powodu bogactwa energii gromadzonego przez wiele inkarnacji, Stare Dusze są zazwyczaj całkowicie kompetentne w wielu sprawach, najczęściej jednak nie wykorzystują posiadanych możliwości zaś teraz przychodząc na planetę, wybrały okres pracy nad intelektem, filozofią i rozwojem duchowym. Zwykle wolą znaleźć pracę, która wspomaga ich osobistą ewolucję np. doradztwo, uczenie, praca z ciałem, ogrodnictwo, rzemiosło – są to ich ulubione zajęcia. Wiele studiuje filozofię i sztukę.

Luksusowy dom lub auto, stroje lub biżuteria robiące wrażenie na Duszach Młodych nie należą do tych, które znajdowałyby się na liście przedmiotów, jakim Dusze stare przypisują wielką wagę lub większe zainteresowanie. Konsekwentnie unikają również pracy od godziny dziewiątej do siedemnastej.
Czasami są leniwe i osiąga to taki wymiar, że nie są w stanie zapłacić bieżących rachunków. Bierze się to jednak stąd, że do spraw materialnych nie przywiązują wagi. Mimo tego, Stare Dusze mają powodzenie w sprawach materialnych, gdyż kiedy zaczynają szukać, pojmować i stosować prawa fizyczne wszechświata, cel taki może być osiągnięty przez nie bez najmniejszego wysiłku. Mają dwa punkty zainteresowań – zewnętrzny i wewnętrzny, dlatego pociąga je tarot, astrologia, metafizyka i wiele innych dyscyplin przychodzących wraz z Nową Erą.
Stare Dusze interesują się wieloma religiami i naukami, ponieważ już rozumieją jakie są miedzy nimi powiązania. Jednak najbardziej pociągają je religie, które związane są z bezwarunkową miłością i z tymi, do których przynależały w poprzednich inkarnacjach. Ponieważ religie są związane z prawami i rytuałami stworzonymi przez Dusze Młode, Stare Dusze odrzucają prawie wszystko, co zostało dodane do rdzenia religii przez Dusze Młode. Jedynie unikatowa, osobista praktyka duchowa jest tą, której oddają się w pełni i w skrytości.
Stare Dusze mają wielką skłonność do agape – czyli miłości bezinteresownej, do bardzo świadomej pracy i unikania osadzania innych. Z tego powodu niektóre z nich są meczące i nierealne dla Dusz Młodych, a czasami nawet dla Dusz Dojrzałych.

Niektóre Stare Dusze czują się nieswojo ze swoją szorstkością lub brakiem emocjonalnego ciepła i starają się nadrobić ten jak im się wydaje – brak, chociaż czasem nie mają takiego odczucia.
W tym wypadku jednak siła esencji, która jest nastawiona tylko na uchwycenie i zrozumienie lekcji duchowych jakie życie niesie ze sobą, nie jest zainteresowana pomocą w nadrabianiu braku emocji. Dla niej jest to błogosławieństwo a nie wada.

Podobna sytuacja wytwarza się po inkarnacjach obfitujących w dobra materialne. Gdy esencja skompletowała lekcje zdobywania bogactwa nie jest zainteresowana uzyskaniem tego samego. Wyjątek stanowią pieniądze ubocznie ułatwiające pomoc w innych, nowych lekcjach. Esencja może chcieć, by ktoś znalazł się w danej inkarnacji na dnie nędzy do tego momentu, aż potrzebne lekcje duchowe i filozoficzne będą przerobione. Czasami esencja wtrąca się i przeszkadza w dobrych zarobkach gdy staje się oczywistym, że dobrobyt rozprasza i odwraca uwagę od właściwej pracy nad sobą.
Pamiętajcie, Stare Dusze, jesteście swą esencją. Kiedy przebywacie poza Ziemią wówczas sami decydujecie i nie wybieracie sobie bogatych rodziców, ani skłonności czy ambicji do posiadania bogactw i osiągania wysokich stanowisk. Problem leży w tym, że gdy pojawiacie się na planie fizycznym wasza mała ziemska osobowość wariuje trochę w związku z dobrami świata materialnego. Osobowość może popychać do życia w komforcie i do osiągnięcia go, ale bez wielkiego impulsu typu „No! Zrób to! Musisz osiągnąć sukces!”, gdyż ten impuls opóźnia pracę Starej Duszy.

Tak długo jak esencja Duszy Starej odżywia się tym, czym ona naprawdę chce, czyli strawą filozoficzną i duchową, nie będzie przeszkadzać w osiągnięciu pieniędzy lub w tworzeniu ciepłych, emocjonalnych stosunków międzyludzkich. Ale nie da ona specjalnego i dodatkowego impulsu w kierunku osiągnięcia jednego czy drugiego.

————————————————————————————
Stara dusza, odznaczająca się wysokim poziomem rozwoju, może czuć się zagubiona gdy pojawia się w czasach, które lekceważą wartości duchowe. Świat kapitalistyczny i kult wartości duszy młodej (materializm) nie daje szans starym duszom w pełni skupić się na wyznawanych przez nich wartościach niematerialnych.

Poszanowanie siebie jest najpoważniejszym wyzwaniem dla Dusz Starych, ponieważ wzdłuż ich drogi przewija się wciąż łatwość przyjęcia postawy lekceważącej siebie.
Najważniejszym wyzwaniem dla Duszy Starej jest opanowanie i doprowadzenie do właściwego samo poszanowania. Żadna Stara Dusza nie jest kompletna dopóki nie osiągnie całkowitego przebaczenia sobie swych błędów i miłości do siebie. Miłość i poszanowanie siebie może być omijane, gdy żyje się w społeczeństwie Dusz Młodych, które nie uznają ani nie potrafią zrozumieć wrodzonych wartości większości Starych Dusz.
__________________________________________________ _________

Inne ważne zadania w planie szkolenia Starych Dusz to zadowolenie z przebywania w ciele fizycznym, manifestowanie mistrzostwa w uznaniu i poszanowaniu tego co się posiada i używaniu w tym celu, aby życie na planecie było miłe, ciekawe a czasami nawet ekscytujące.

Do świata polityki powinno się wybierać tylko stare dusze… wojny byłyby po prostu niemożliwe!

Dopóki pociąga cię życie na ziemi nigdy nie będzie ono twoją ostatnią inkarnacją. Esencja nigdy nie dopuści do tego byś zerwał się z haczyka dopóki nie uwolnisz się od przywiązania do rzeczy, które cię przyciągają i wiążą z tą planetą.

——————————————————————————————
Aby skompensować wybór poprzednich inkarnacji Stara Dusza najczęściej otrzymuje w ostatnich inkarnacjach płeć, którą najmniej lubi.
——————————————————————————————

Będąc jednak tyle razy w ciałach męskich i żeńskich, Stare Dusze zaczynają mieszać różne energie i w końcu nie mają preferencji do męskiej czy żeńskiej płci. Nierzadkie są odczucia obu płci to jest niekobiece kobiety czy mężczyźni niemęscy. Płeć, która nabiera już cech kosmicznych, staje się możliwa i zaczyna się jej poszukiwać. Na przykład wymienione wcześniej niekobiece kobiety, choć o zachowaniu i powierzchowności swej płci, wolą zawody męskie, przedkładają urządzenia typu kamera lub aparat fotograficzny nad stroje, dzieci wychowują bez przesadnej tkliwości i nie są domatorkami. Z kolei niemęscy mężczyźni, chociaż fizycznie nie różnią się od innych, uwielbiają dzieci – nawet te męczące i niegrzeczne – wykazując wiele cierpliwości. Lubią gotować różne przysmaki, szyć, lubią nawet robótki na drutach (ale tylko we własnym domu). Są wśród nich i tacy, którzy bardzo przejmują się własnym ciałem (masaże, dobry krem do rąk i twarzy, gimnastyka aby nie przytyć, dobra woda kolońska i eleganckie dodatki do ubioru). Nie ma to nic wspólnego z płcią fizyczną, wiąże się jedynie z przejawem Duszy żeńskiej w męskim ciele lub odwrotnie.

Obserwowanie Duszy bardzo Starej jako dziecka jest bardzo pouczające. Mimo, że zachowuje się ono jak dziecko i wykazuje zainteresowania związane z tym wiekiem wyczuwa się w nim już inne wartości. Ze względu na to, że Dusza ta już tyle razy przychodziła na naszą planetę, dziecko nosi w sobie spokój i mądrość, co może być odczuwane przez otoczenie, przynajmniej w tych momentach, gdy jest ono spokojne.
W stosunku do Dusz Młodych i Dojrzałych o wiele mniej Dusz Starych staje się sławnymi ludźmi. Jeżeli już, to po to by uczyć. Dbają o poziom nauki zgodny ze swym doświadczeniem i nie obniżają go nigdy, nie bacząc na krytykę i wykpiwanie przez Dusze Młode. Żadna Dusza Stara nie może zakończyć koła inkarnacji dopóki nie przekaże swej wiedzy przynajmniej jednej osobie.
Niektóre ze Starych Dusz przejawionych jako muzycy odczuwają typowy pociąg do przekazywania swej wiedzy, są to: John Lennon i Yoko Ono, Sting, Judy Collins, Jerry Garcia, Bob Marley.

Kraje, w których przeważają Dusze Stare (ale nie są to liderzy ani członkowie rządu) to Islandia, Holandia, Szwajcaria, Czechosłowacja.
Narody złożone ze Starych Dusz wolą neutralność w konfliktach międzynarodowych i jeżeli nie można inaczej, wybierają niewolę zamiast gwałtu i przelewu krwi. Wiedząc jaką wartość ma wolność, w pierwszym rzędzie ta wewnętrzna, wolą uczyć swych najeźdźców większej harmonii i człowieczeństwa. Historyczną postacią, która tego dowiodła, był Aleksander Wielki konkwistador Persji i części ziem należących obecnie do Indii.
Stare Dusze znajdziemy wszędzie, chociaż bardzo rozproszone po świecie i do tego w małych ilościach. Burma ma wiele Starych Dusz, ma je Nowa Zelandia, Finlandia i Norwegia. Miasta Ameryki, w których one się grupują to: Vancouver, Miami, Laguna, Boston, Minneapolis, Chicago i Atlanta. Chociaż najliczniejszymi z nich są głównie Oregon, Waszyngton i Północna Kalifornia. Półwyspy Florydy i Islandii oraz Waszyngton to magnesy dla Dusz Starych. Inne miasta: Santa Fe i Taos, Nowy Meksyk oraz Boulder w Kolorado przybierają przyjemny „posmak” Starych Dusz; Rosja też ma ich wiele, ale najwięcej z nich było swego czasu na Syberii.

Wiele indywidualnych Starych Dusz jest rozproszonych po świecie. Stare Dusze inkarnują w strefach, gdzie przeważają Dusze Noworodków, na przykład w Amazonii, w celu chronienia ich, towarzyszenia, karmienia i ukierunkowania w tym co jest im potrzebne.
Stare Dusze starają się rozumieć to co lubią postrzegać Dusze Młode. Wiedza na temat percepcji różnych poziomów Dusz jest niezmiernie pożyteczna i przydatna do zrozumienia co inni czują, jak myślą i jakie mają zadania do wypełnienia w swym życiu.
Każdy wiek Duszy obfituje w doświadczenia w takim stopniu w jakim to konieczne na danym poziomie percepcji. Oczekiwanie więc, że wasze dziecko o Duszy Starej będzie się wspinać po szczeblach kariery, aby osiągnąć wyżyny w przedsiębiorstwach lub w jakimkolwiek wykonywanym zawodzie, jest pojęciem całkowicie błędnym. Pomyłką jest również liczenie na to, że dynamiczny adwokat o Duszy Młodej zajmie się łagodzeniem atmosfery między zwaśnionymi stronami albo, że Dusza Dojrzała, uwikłana w poważny dramat emocjonalny, będzie zdolna do osiągnięcia całkowitego spokoju tylko dlatego bo wykażemy jej jasno całą sytuację.
Stare Dusze rodząc się na planecie i będąc fizycznym noworodkiem, doświadczają świadomości noworodka i rozwijają się duchowo wraz z ciałem. Gdy są fizycznym dzieckiem przejawiają cechy Duszy Dziecięcej. Weźmy przykładowo sytuację, w której dwuletnie dziecko krzyczy lub płacze, gdy jedno z rodziców obraziło jego poczucie dobra i zła, czyli poczucie sprawiedliwości. Dzieci z innych poziomów Dusz płaczą i awanturują się tylko wtedy, gdy nie otrzymują tego czego chcą, kiedy zabrania się im jakieś zabawy albo, gdy się je zbyt apodyktycznie poucza. Dzieci o Duszach na poziomie Dziecka są wymagające, apodyktyczne i nie liczą się z wymaganiami rodziców. Dusze Stare, kiedy są w szkole, mogą przejść przez okres współzawodnictwa, w którymkolwiek z przedmiotów ale nie muszą, zaś w wieku dojrzałym mogą przejawiać emocjonalne wzloty i upadki, ale te u nich nie trwają długo i prędko zostają zapomniane.
To co może załamać Duszę Dojrzałą i pozostawić po sobie kompleksy i urazy, dla Duszy Starej będącej w młodym wieku fizycznym, jest tylko „zajściem”, „wydarzeniem”, czy choćby „sprawą do załatwienia”.
Indywidualne Dusze nie prezentują w pełni swych cech przynależnych danemu wiekowi. Przejawiają je dopiero po upływie jednej trzeciej czasu ziemskiego. Przechodzą przez swego rodzaju stagnację a nawet lenistwo. Gdy esencja chce szybciej skompletować przerobienie pewnej karmy, wybiera na okres wcześniejszy wieku fizycznego sprawy związane z ambicją lub emocją. Podczas gdy większość Dusz Starych (również Dojrzałych) będzie przerabiać intensywnie fazę Dojrzałą w swoim fizycznym wieku – od nastolatka do dwudziestego roku życia – Stara Dusza nie działa z poziomu świadomości Duszy Starej przed upływem trzydziestego roku życia na planie fizycznym, chociaż nie dotyczy to wszystkich aspektów. Gdy na przykład czuje zagrożenie, wtedy napotyka na pewne trudności w natychmiastowym skoncentrowaniu się na świadomości Duszy Starej.
Stare Dusze mają zdolność posługiwania się dyscypliną Duszy Dziecka, ambicją Duszy Młodej i emocją Duszy Dojrzałej wtedy tylko, gdy dla ich planów karmicznych jest to niezbędne i konieczne, nie chowają głowy w piasek, aby uniknąć lekcji i przywilejów, które należą do innego wieku.

WARTOŚCI I POCZUCIE WAŻNOŚCI: stare dusze postrzegają sprawy je dotyczące jako wartościowe, ale nie rozpatrują ich w kategorii ważności. Im bardziej stara dusza docenia wartość a nie ważność wydarzeń tym bardziej czuje się wolna, szczęśliwa. Nie przywiązuje się po prostu do niczego a tymczasem nie cierpi. Stara dusza by zrozumieć ważność pewnych nakazów i przepisów musi zejść do poziomu dziecka. Korzysta z tego, gdyż na jej poziomie nie odnajduje zrozumienia ważności takich błahych spraw.

———————————————————————————–

To, co dotyczy duszy starej nie jest zawsze rezultatem jej wcześniejszego działania (karmy) ale jest nieodłącznym elementem towarzyszącym duszom starym na ich poziomie rozwojowym , to element lekcji .

ATAK WAMPIRÓW ENERGETYCZNYCH na dusze stare :

Dusze stare często padają ofiarami wampiryzmu energetycznego.
Wampiry energetyczne to osoby, które wyczuwają dużą energie dusz starych, a której sami nie maja w tak dużej ilości, i chcą ja wykorzystać do swoich celów (głownie używają energii dusz starych do uzyskania uleczenia i komfortu) . Same nie maja takich pokładów energetycznych stad najłatwiej ukraść ta energie ich posiadaczom (duszom starym)
Najczęściej wykorzystują dobroć i chęć niesienia pomocy dusz starych wymuszając na nich konieczność asystowania w rozwiązywaniu ich własnych problemów. Jednak podczas każdego kontaktu kradną energia starym duszom na poziomie duchowym zostawiając je zupełnie wyczerpane kiedy już nasyca się i zaspokoją swoje własne potrzeby.

KONTAKT MŁODSZYCH DUSZ Z DUSZA STARA
Dusza stara ma silne oddziaływanie na otoczenie. Silna energetyczna powłoka duszy starej powoduje mocne przyciąganie innych osób w jej kierunku. Osoby napotykające dusze stara uczuwają wobec niej intensywne emocje: skrajnie pozytywne lub skrajnie negatywne. Może to być romantyczny zew , sympatia od pierwszego spojrzenia , nieuzasadniona chęć upokorzenia, agresja, szukanie w niej winy , oskarżanie o rzeczy, z którymi ona nie ma nic wspólnego.
Kiedy dusza stara wchodzi do sali pełnej obcych ludzi nagle okazuje się, ze znajda się wśród nich 3 przypadkowe osoby uwielbiające ja za nic (bez wyraźnego powodu) i 3 nienawidzące jej – również bez powodu. To zasługa tak silnych wibracji jakie ona wydziela wokół siebie.
Dodatkowo dusza stara doznaje ww sytuacji regularnie co jakiś czas, czasem sypia się jedna po drugiej by po chwili ciszy znów zaatakować z nasilona siła, co wiadomo wybija z rytmu dusze stara.

LEKCJA DLA DUSZY STAREJ – ZACHOWAĆ SWOJA GODNOŚĆ I AUTONOMIE

Dusza stara musi dbać o SZACUNEK DLA SAMEJ SIEBIE , balans, gdyż ma skłonność do nadmiernego dawania, nadmiernej empatii, rozumienia przez co zatraca się etc.
Nie powinna dopuszczać do nadużywania swych darów przez ludzi całkowicie pozbawionych skrupułów, gdyż pozbawia się w ten sposób własnej godności, zaniża swoja własną wartość szukając ciągle kompromisu i chcąc wiecznie dogadzać otoczeniu.
Poszanowanie siebie jest najpoważniejszym wyzwaniem dla Dusz Starych, ponieważ wzdłuż ich drogi przewija się wciąż łatwość przyjęcia postawy lekceważącej siebie.

A jak wiadomo zazwyczaj wpada na dusze młode które są często egoistyczne i potrzebują jej wyłącznie do własnych celów.

Dusza stara musi otoczeniu wyznaczyć pewne granice by uniknąć nadużyć ze strony innych. Owszem może pomoc, ale nie może pozwolić sobą całkowicie manipulować i szantażować, spełniać każde zadania otoczenia – gdyż nigdy nie będzie w stanie osiągnąć coraz to podwyższającej się poprzeczki by zasłużyć na aprobatę otoczenia i poczucie spełnionej misji pomocy.
Bowiem po długim czasie pomocy innym odczuje ona mocne rozczarowanie i poczucie odrzucenia przez innych.
Także najważniejsze to wiedzieć gdzie są granice i mieć trochę więcej przekonania o swojej wartości.

——————————————————————————–
DUSZE STARE A MŁODE:
Dusze stare zawsze napotykają na swojej drodze dusze młode, które testują dusze stare, upokarzając, ranią.
Wszechświat nie łączy nigdy starych i młodych dusz w relacje przyjacielskie, stawia je sobie nawzajem raczej na zasadzie przeciwieństw.

Czasem zdarza się, ze stara dusza spotykając młoda myśli, ze ta młoda jest dojrzała, bo tak tez się ona zachowuje (sztuka maskowania) , ale po jakimś czasie odkrywa , ze owa osoba jest dusza młoda, kierująca się wyłącznie swoim ego, pretensjami do świata, chcąca ciągnąć tyle przyjemności ile wlezie, etc. Przykładem tej sytuacji niech będzie spotkanie dwóch motyli, gdzie jeden motyl odkrywa, ze napotkany drugi motyl nie jest w istocie motylem, a larwa motyla przebrana za motyla, która jeszcze nie dorosła do postaci motylej, bo przed nią długa droga : kokon etc.

Mode dusze nie osiągnęły jeszcze poziomu dusz starych i tym samym nie są w stanie zrozumieć motywów dusz starych w ich działaniu, stad blednie interpretują ich kroki. Dusze młode często kierują się wręcz własnymi skłonnościami (do zdrady, oszustw, manipulacji) i przypisują je dużym starym oskarżając je o to, bo tylko takie wykroczenia są im znane – bo są ich własnymi skłonnościami. Dusze stare są bardzo tolerancyjne wobec wszystkiego co inne (innowierstwo, homoseksualizm) ale nie tolerują tym samym nieumiejętności tolerancji u innych, szczególnie u dusz młodych , widza również wiele wad dusz młodych : chęć nachapania się i przejścia po trupach tak typowe dla dusz młodych, stad tez niechętnie wchodzą z nimi w komitywę..
Szczytem nieporozumień z Młodymi Duszami, które przypisują sobie wiele wartości i zaslug , jest to, że Stare Dusze zdają sobie jasno sprawę z tego, jak małą rolę spełniamy wszyscy w tym wielkim i nieskończonym wszechświecie.
Młode Dusze są naturalną częścią całości a Dusze Stare wiedzą, że wszystko jest połączone. A więc Dusza Stara, jeżeli poczuje się dojrzalsza od Młodej, szuka od razu delikatnego sposobu oświetlenia jej drogi, choć owa droga nie jest bezbolesna i często trudna. Trudności i ból mogą przynieść niezrozumienie i odrzucenie nauk jakie stara się przekazać Duszom Młodym. Wznosi się więc na wyżyny intelektu nie narzucając swej nauki innym.

——————————————————————————-

RÓŻNICĘ MIEDZY DUSZA DOJRZAŁA A STARA :

MOTTO:
DOJRZAŁA
“wiem co przezywasz”
KRAJE, GDZIE NAJWIĘCEJ DUSZ DOJRZAŁYCH TO: Italy, Canada, Russia, Poland, England, Scandinavia, parts of the United States (Northwest & Southwest). 1/3 of population.
STARA
“zyj i daj zyc innym”
KRAJE, GDZIE NAJWIECEJ DUSZ STARYCH: Iceland, Finland, Sweden, Holland, Denmark, pockets in Russia and the United States. 1/10 of population.
TALENT
DOJRZAŁA
chłonni wiedzy, robią wiele dobrego w sprawach społecznych, walka o prawa ludzi, ochrona środowiska, reformy, nie koniecznie za pieniądze, pociąga ich sama idea , w grę wiec wchodzi tez wolontariat .
STARA
szybko się uczą i dostosowują, świetnie rozwiązują problemy na podstawie własnych doświadczeń, sami sobie sterem, nie znoszą autorytetów, odpowiedzi na wszelkie pytania szukają w sobie.
UCZUCIOWOŚĆ:
DOJRZAŁA
bardzo uczuciowa, empatyczna, współczująca, pełną teatralnego dramatu, czasem miota się od jednej skrajności w druga, odbierająca wszystko na poziomie emocji,
STARA
pozornie wygląda na szorstka, pozbawiona uczuć, lecz w głębi jest uczuciowa, ale nie lubi ulegać zbytniej emocjonalności i namiętności, gdyż te czasem prowadza na manowce, woli duchowość. Kocha prace zespołowa, chęć współpracy z innymi, chęć pomocy i asystowania innym w ich procesie rozwojowym.
CEL ŻYCIA:
DOJRZAŁA
chce zrozumieć siebie i innych, motywy postępowania, skupiona na relacjach emocjonalnych, chce się przysłużyć światu, czasem chce być taka jak inni, zarówno pod względem poglądu jak i wyglądu.
STARA rozwój duchowy, zrozumienie, szuka wewnętrznego rozwoju, wielka potrzeba nauczania innych by zrozumieli, nie dla poklasku, uczy na przykładach, chętnie asystuje by pomoc, odpowiedzialność, zwykle pragnienie autentycznego cieszenia się życiem.
RELACJE Z INNYMI:
DOJRZAŁA
intensywnie emocjonalna, skłonna do przesady w swoim uzależnieniu emocjonalnym, zakrawającym o opere mydlana, pełna dramatu, często ląduje u psychoanalityka lub psychiatry, najlepiej dogaduje się z duszami na jej poziomie, gdyż te kierują się również emocjami i ja zrozumieją, ale najwięcej zyskuje w kontakcie z duszami starymi, które schładzają jej wybujała uczuciowość i dają poczucie spokoju.
STARA
Świadoma swego połączenie energetycznego z całym wszechświatem, otoczeniem, zarówno z ludźmi jak i roślinami, zwierzętami. Uczucia na wodzy, żadnych skrajności emocjonalnych, po prostu jest i czuje wszystko, stad daleka jest od nadużywania emocji by ich nie rozszaleć.
Zmysłowość i sex tylko w połączeniu z mocno rozwinięta bliskością z drugim człowiekiem. Wysoce szanuje inność innych. (zarówno religijna, orientacyjna -gej,lesbijka, poglądowa)
ZAINTERESOWANIA i WARTOŚCI ŻYCIOWE:
DOJRZAŁA
popiera sztukę, filozofie, socjalna reformę i osobisty wzrost, wszelkie akcje zbliżające ludzi, bazujące na dobrym smaku, empatii, chce się uczyć nowych rzeczy, badać nowe zagadnienia, pragnie być liderka grupy podobnej do niej na poziomie emocji.
STARA
cieszy ja proste najzwyklejsze życie w jedności z natura, niosące relaks i autentyczna czysta radość: dobre i szczere życie, dobre proste jedzenie, dobra muzyka kojąca serce, dobre relacje oparte na oddaniu. Przewaga treści nad formę. Wszystko co delikatnie stymuluje pozytywnie zmysły i intelekt.
Nie szuka pracy pod względem wynagrodzenia ale takiej, która jest rozwijająca duchowo, wzbogacająca i budująca. Jej celem jest przecież uczyć się by sfinalizować godnie swoja ostatnia fazę rozwoju na poziomie duszy starej.

———————————————————————————–
ZNAKI SZCZEGÓLNE DUSZY STAREJ:
———————————————————————————-
*** dzieją się wokół niej dziwne często dramatyczne rzeczy często dotykające ja sama i wzbudzające ekstremalne reakcje u innych
Reakcje innych są zawsze albo zakrawające o skrajna sympatie (wręcz uwielbienie) albo o skrajna nienawiść wobec DUSZY STAREJ, bez względu na to co ZROBIŁA, PRZECIEŻ ONA ZACHOWUJE SIĘ WOBEC WSZYSTKICH TAK SAMO!

*** czuje ze nie ma wpływu na pewne wydarzenia, nie może zmienić pewnych biegów zdarzeń – jakaś siła z zewnątrz je kontroluje i nadaje im kształt

*** często czuje , ze utknęła a wydarzenia powtarzają się i ******a na nią wg jakiegoś ustalonego rytmu.

*** z zewnątrz spotyka ja wiele zazdrości od innych, jest tez złe odbierana i nie rozumiana

*** chęć dawania i dbania o innych bardziej niż o siebie

*** bolesne rozczarowania miłosne i wspaniale relacje przyjacielskie

*** wydarzenia się powtarzają

*** nie najlepsze relacje rodzinne

*** wysoka świadomość bycia innym, posiadanie głębszych emocji i bardziej kreatywnych pasji niz inni

*** wielka intuicja, przeczuwanie i wiedzenie pewnych faktów
———————————————————————————–

*** dusze stare maja najczęściej kanciaste, wystające stawy kości palców u dłoni. Zaś dusze młode maja gładkie stawy palców u reki, delikatna”.

http://www.ezoforum.pl/

Natalia 07

Kto chciał ukraść PZU

Natalia 07

Jak zobaczyć własną aurę

Trataka – reflektor w Twoich oczach

Hinduscy jogini wynaleźli tratakę – ćwiczenia wzroku. Polegają one na wykształceniu umiejętności całkowitego przykucia uwagi do jednego punktu. Trataka pozwala nie tylko rozwijać zdolności paranormalne, postrzegać aurę, ale także reguluje działanie układu nerwowego, wycisza umysł i doskonale wpływa na poprawę zdrowia całego organizmu.

Podane niżej ćwiczenia “wyostrzają” tzw. postrzeganie pozaoptyczne (czyli widzenie trzecim okiem) i harmonizują pracę ośrodkowego oraz autonomicznego układu nerwowego. Ćwiczenia od 1 do 3-go mogą także wykonywać dzieci, które mają kłopoty z koncentracją (bez intonowania mantry OM).
Do pierwszych trzech ćwiczeń trzeba usiąść wygodnie i pilnować, by plecy były wyprostowane.
Jeśli podczas ćwiczenia poczujesz zmęczenie oczu, opuść powieki i na chwilę połóż na nich swoje dłonie wewnętrzną stroną myśląc wtedy intensywnie: relaksuję moje gałki oczne, rozluźniam mięśnie powiek. Gdy zmęczenie ustąpi, możesz znów przez chwilę kontynuować ćwiczenie.

Ćwiczenie 1
Opuść do połowy powieki i patrz na czubek nosa przez 3 do 5 minut. Cały czas oddychaj swobodnie i regularnie. Gdy poczujesz zmęczenie wzroku – przymknij na chwilę powieki i zanuć dźwięk Om (wym. AUM). Ćwicz rano i wieczorem.

Ćwiczenie 2
Skieruj oczy do góry, ku punkcie znajdującym się między brwiami, powyżej nasady nosa. Patrz tak przez 2 do 5 minut i myśl tylko o tym miejscu, gdzie usytuowane jest trzecie oko.

Ćwiczenie 3.
Zmruż lekko oczy i wpatruj się w jakiś niewielki przedmiot postawiony ok. 1 metra przed Tobą na wysokości oczu, np. wazonik, kulę, szkatułkę.

Ćwiczenie 4
(Tylko dla dorosłych!). Przygotuj takie lustro, w którym będziesz mógł dojrzeć całą swą sylwetkę. Stań przed nim, lekko opuść powieki i wpatruj się w swoje odbicie uważnie, bez mrugania powiekami – aż do zmęczenia oczu. Wtedy zamknij je na chwilę, zrelaksuj je podanym wyżej sposobem, weź kilka głębokich oddechów i znów popatrz na swoje odbicie. Powtórz taki “ogląd” cztery razy w ciągu jednego ćwiczenia.
Wcześniej czy później dostrzeżesz dookoła swojej sylwetki mglistą otoczkę. Najpierw zazwyczaj dostrzega się tzw. halo czyli aurę dookoła głowy, a potem mgiełkę dookoła całego obrysu postaci. Lepsze efekty uzyskasz, jeżeli zaczniesz powoli podnosić do góry i opuszczać najpierw lewą, potem prawą rękę. Oczywiście – cały czas patrząc z lekko opuszczonymi powiekami. Zauważysz wtedy, że im dłużej patrzysz, tym większy obszar poświaty postrzegasz wokół ręki.
Każdego następnego dnia możesz dodawać różne elementy do tego ćwiczenia, np. kołysać powoli ciałem i obserwować jak otaczająca Cię aura porusza się razem z sylwetką.
Po pewnym czasie, zwłaszcza jeżeli w pomieszczeniu, gdzie znajduje się lustro będzie zapalona świeca – zaczniesz wyraźnie dostrzegać różnicę w natężeniu tej poświaty i powoli rozróżniać kolory. Oczywiście wymaga to cierpliwości i systematyczności, ale ten trud się opłaca. Gdy nauczysz się już dostrzegać aurę wokół postaci ludzi również w codziennych warunkach, umiejętność ta może Ci przynieść wymierne korzyści. Barwy aury zdradzą bowiem, jaki charakter i cechy ma człowiek, z którym robisz interesy, przyjaźnisz się czy masz zamiar np. związać się z nim małżeństwem. Powiedzą Ci również, czy w Twoim(lub innych) ciele nie czai się jakaś choroba…

Zobacz swoją aurę

Nie trzeba uciekać się do specjalnych aparatów czy przyciemnionych szkiełek, by zobaczyć aurę. Nawet naukowcy przyznają, że wystarczą systematyczne ćwiczenia i spełnienie tylko czterech warunków, żeby dostrzec otaczającą dany obiekt poświatę.

* Przystępując do ćwiczenia trzeba się wyciszyć;
* Najlepiej, jeżeli wprowadzisz się w nastrój medytacyjny i stan alfa (skieruj spojrzenie ok. 25 cm w górę: wówczas następuje synchronizacja obu półkul mózgowych);
* pomieszczenie w którym ćwiczysz winno być zaciemnione;
* obiekt obserwacji umieść przed ciemnym tłem – najlepiej czarnym.

Eksperyment ze świecą

Zanim zaczniesz obserwować ludzką aurę, najlepiej przez jakiś czas eksperymentuj ze świecą.
W odległości około 1 m od ciemnego tła (np. ściany czy szafy osłoniętej czarnym materiałem) ustaw zapaloną świecę tak, by jej płomień znajdował się na wysokości Twoich oczu. Usiądź przed nią w odległości ok. 2 m. Uspokój się, zrelaksuj, usuń z umysłu wszelkie niepotrzebne myśli. Oddychaj głęboko i patrz w jakiś nieokreślony punkt znajdujący się ok. 25 cm nad świecą i jakby poza jej płomień.
Po chwili ujrzysz tęczowe kręgi. Po kilku dniach ćwiczeń będą one coraz większe i większe. Kiedy już z łatwością będziesz osiągać ten stan, zacznij w ten sposób obserwować wiszącą lampę, zasuszony i żywy kwiat (by widzieć różnice promieniowania). Dopiero po tygodniach systematycznych ćwiczeń przechodzimy do obserwowania ludzkiej aury. Najłatwiej ją dostrzec dookoła głowy, rąk i nóg.

Dłonie we mgle

Po kilkuminutowym relaksie i medytacji z zamkniętymi oczyma, oddychając równo i głęboko, umieść dłonie nad wcześniej przygotowaną czarną powierzchnią (może to być czysty blat biurka, kawałek czarnego papieru, tkaniny itp.). Dłonie, z palcami lekko się stykającymi, trzymaj kilka centymetrów nad czarnym tłem. Oddychając spokojnie, przez nos patrz lekko zmrużonymi oczami jakby poprzez ręce i palce. Po chwili skupienia dookoła palców zaobserwujesz zjawisko podobne do unoszenia się pary.
Jeżeli będziesz dalej patrzeć, zobaczysz, że z palców wysuwają się coraz dłuższe promienie. Kiedy ułożysz dłonie naprzeciw siebie i zaczniesz je raz zbliżać, raz oddalać, wówczas dostrzeżesz, że te “promienie” także się skracają lub wydłużają.
Po kilku, a czasem kilkunastu dniach systematycznych ćwiczeń – bardziej wrażliwi mogą już zacząć widzieć kolory. Ale nie należy się zrażać, gdy postrzega się tylko samą “mgiełkę” lub jakby strumień światła. Niekiedy kolory “widzi się” tylko intuicyjnie, tzn. podświadomość podpowiada nam, jaka to barwa.

Tęczowe kręgi wokół głowy

Po miesiącu takich systematycznych ćwiczeń, poprzedzonych koniecznie relaksem i medytacją możesz przejść do obserwowania aury dookoła głowy. Wówczas poproś kogoś bliskiego, by wystąpił w roli obiektu.
Dobrze by było, by osoba, którą obserwujesz, także się wyciszyła. Może posłuchacie razem taśmy relaksacyjnej – najlepiej przy zaciągniętych zasłonach i zapalonej świecy. Wtedy łatwiej będzie Wam stworzyć odpowiedni, medytacyjny nastrój.
Potem posadź swój “obiekt” przed ciemnym tłem. Ty zaś, lekko przymrużywszy oczy, patrz ponad jego głową, tak jak w ćwiczeniu ze świecą. Zazwyczaj najpierw dostrzega się jakby mglisty obłoczek dookoła głowy, potem coraz wyraźniejszy i większy, aż wreszcie z tej “mgły” zaczynają się wyłaniać kolory.
Kolory i kształty aury są odbiciem stanu zdrowia, myśli i uczuć badanego. Zaawansowani jogini i psychotronicy mogą, jeśli chcą, zmieniać kształt i kolory swojej aury w każdej chwili.

Kolory aury czyli jak rozpoznać drania lub świętego

Wszyscy ludzie promieniują barwną energią zwaną aurą. Każdy kolor aury oznacza inny stan psychiczny i zdrowotny człowieka, a nawet zdradza cechy jego charakteru. Jeśli nauczyłeś się z pomocą podawanych przeze mnie w poprzednich numerach “Gwiazd” ćwiczeń dostrzegać aurę, będziesz mógł odgadnąć nawet najbardziej skrywane tajemnice osobowości innego człowieka.

Przypominam, że czym innym są kolory poszczególnych czakramów, czyli centrów energetycznych, a czym innym kolory aury. Ezoterycy używają terminu “aura” na określenie pola energetycznego otaczającego duszę i cztery ciała subtelne, na którym odciskają się wszystkie emocje, wrażenia, myśli, słowa i uczynki człowieka.
Po łacinie aura oznacza “tchnienie”, “dech”. Martwy człowiek nie ma aury. Oddala się ona od zwłok w ślad za duszą i innymi ciałami, niewidzialnymi dla zwykłych śmiertelników.
Barwy aury nie są statyczne, lecz zmieniają się co kilka sekund. Natężenie barw czy przewaga takiego bądź innego koloru dookoła głowy i całej sylwetki zależy od stanu psychicznego, diety, wypoczynku, emocji. Inna będzie aura człowieka po gwałtownej sprzeczce, a inna po medytacji, chwili skupienia czy modlitwie. Zauważy to zarówno jasnowidz, jak i współczesne kamery przystosowane do fotografowania aury w kolorach.
Według przekazów tybetańskich mistyków tzw. kolory podstawowe określają głębię osobowości, natomiast odcienie dotyczą myśli, pragnień, zamierzeń.

Oto co mówią o tobie barwy twej aury

* czysta i jasna czerwień – chętnie spieszysz z pomocą innym i czynisz dobro. Masz wiele energii życiowej i jesteś pozytywnie nastawiony do innych.
* czerwień otoczona żółtym “szlaczkiem” – kierujesz się w życiu altruizmem;
* szkarłat – przepełnia Cię pycha, duma i masz zbyt wysokie mniemanie o sobie;
* czerwień przechodząca w brąz – mówi o Twojej skłonności do plotkarstwa, o materializmie, chciwości;
* czerwień w ciemnym odcieniu – zdradza, że jesteś osobą złośliwą, nieustannie się irytującą i często wybuchającą gniewem.
* blada czerwień (jakby wyblakła lub spłowiała) jesteś niezrównoważony, masz mały zapas sił życiowych. To kolor stały tzw. “wampirów energetycznych”, ale nie można nikogo posądzać o takie skłonności bez długotrwałych obserwacji, gdyż taki kolor może dominować również w aurze osoby, która ma za sobą kilka nieprzespanych nocy, np. podczas wkuwania do egzaminu lub całonocnego dyżurowania przy chorym człowieku.
* Brąz to kolor materialistów, ciułaczy, ale i skutecznych, pedantycznych biznesmenów.
* Róż – naturalny w aurze dzieci i nastolatków, u dorosłej osoby sygnalizuje infantylizm, brak wiary w siebie, niedojrzałość i nieprzystosowanie do rzeczywistości. Spotkać go można w aurze “wiecznych dziewczynek” i “wiecznych chłopców”, pomimo siwizny na skroniach.
* Pomarańcz – to dla ludzi Wschodu kolor boskości, sygnalizujący oświecenie, harmonię między ciałem a duchem. Na Zachodzie bywa postrzegany rozmaicie. Właściwie należałoby wiedzieć, jaką wiarę wyznaje człowiek otoczony pomarańczową poświatą, i jaką ścieżką duchową podąża. Europejscy ezoterycy uważają, że w aurze człowieka przeciętnego, nie zajmującego się np. medytacją i nie dążącego do oświecenia – pomarańcz może oznaczać napięcia emocjonalne.
* Barwa pomarańczowa przechodząca w brązową – to oznaka lenistwa i beztroski.
* Pomarańcz wypadający w zieleń sygnalizuje skłonność do wybuchów, irytacji, nawet agresji. Takie połączenie barw dominuje w aurze ludzi podczas zażartych sporów i kłótni.
* Kolor żółty w aurze to symbol wielkiego uduchowienia, a nawet świętości. Złocista aureola otacza na obrazach głowy świętych i mistrzów duchowych. Czysta, jasna żółć to znak, że dana osoba jest bardzo uczciwa i nigdy nas nie oszuka. Natomiast żółć przechodząca w czerwień, mówi o wielkiej zmysłowości erotycznej, zaś wpadająca w brąz sygnalizuje nieczyste myśli, chwiejność lub słabą strukturę psychiczną. Z kolei kolor ciemnożółty w aurze mówi, że mamy do czynienia z osobą tchórzliwą lub podszytą wiecznym strachem.
Kolor żółty poprzecinany brązowymi prążkami sygnalizuje chorobę umysłową lub ogromne przeciążenie mózgu. W tym przypadku trzeba co najmniej przez tydzień uważnie obserwować aurę o różnych porach dnia. Jeżeli po sobotnio-niedzielnym wypoczynku nadal będzie w żółci przeważać brąz, to trzeba delikatnie polecić takiej osobie wizytę u lekarza i zmianę diety.
* Kolor zielony dominuje w aurze ludzi zajmujących się leczeniem, uzdrawianiem lub nauczaniem.
Czysta zieleń charakteryzuje osobę przyjaźnie nastawioną do bliźnich, dobrą i oddaną. Znawcy twierdzą, że czysta zieleń harmonijnie poprzecinana zielonymi mocniejszymi prążkami zdradza chirurga. Jeżeli zieleń przechodzi w brudnawą żółć to znak, że masz do czynienia z niezbyt uczciwą osobą. Kiedy zaś masz przed sobą kłamcę – poznasz to po mętnozielonożółtych promieniach na szczycie aury… Z kolei zieleń wpadająca w niebieski sygnalizuje szczerość i uczciwość.
* Przewaga koloru niebieskiego w aurze to znak dojrzałości, mądrości i wielkiego rozwoju duchowego.
Błękit ze świetlistą otoczką mówi o bystrym umyśle i znakomitej kondycji fizycznej, natomiast kolor ciemnoniebieski wskazuje, że ta osoba wstąpiła na ścieżkę samodoskonalenia i rozwoju duchowego.
Barwa bladoniebieska dominuje w aurze osoby rozluźnionej, ale może też sygnalizować gorszą kondycję fizyczną i niedobór czerwonych ciałek krwi. Natomiast tzw. rozwodniony, niewyraźny błękit charakteryzuje osoby niezdecydowane i lękliwe.
* Kolor indygo obecny jest zawsze w aurze ludzi głęboko religijnych (księży, mnichów bądź ludzi podążających ścieżką duchową). Jeżeli pojawi się na jego tle różowe zabarwienie, to znak, że dana osoba jeszcze ma pewne wątpliwości, które głęboko skrywa i które mogą prowadzić do nadmiernej drażliwości, zwłaszcza na własnym punkcie.
* Barwa fioletowa to symbol duchowości, podobnie jak fiolet wpadający w purpurę, złoto w żółtym odcieniu czy diamentowa biel. Kolor ten przez ezoteryków nazywany jest “Głosem Boga”…
* Barwa biała – zwana także Białym Światłem Uniwersalnego Duchowego Uzdrowiciela – pojawia się na szczycie aury osób zharmonizowanych i mających połączenie ze swoim Wyższym Ja, a także u duchowych uzdrowicieli, kapłanów, mistyków.
Po pewnym czasie osoby, które postrzegają kolory aury zaczną też wyraźnie rozróżniać stopień natężenia barw. Trzeba pamiętać, że brudne, zmącone lub zgaszone barwy sygnalizują zawsze negatywne uczucia i tzw. niskie wibracje, a tym samym zdradzają zazdrośników, obłudników, kłamców itp.
Im czystsze i jaśniejsze barwy – tym wyższe wibracje cechują takiego człowieka oraz kieruje się on szlachetnymi uczuciami i zamiarami.
Mistycy twierdzą, że w zależności od stanu duszy i rozwoju ludzkiej psychiki kolory i natężenie barw aury zmieniają się. Na odcienie aury ma wpływ stan fizyczny, praca, kontakt z innymi ludźmi, a także barwy otoczenia, w jakim się przez dłuższy czas przebywa.
Często zmiana natężenia kolorów aury lub pojawienie się tzw. burych smug czy plam nad jakąś częścią ciała, to znak, że ten organ zaczyna niedomagać.
Z kolei rozjaśnianie się kolorów czy przechodzenie np. zieleni w lśniący błękit dowodzi dużej pracy nad sobą, a tym samym nad stanem aury.

PS Wielcy Mistrzowie i Mistycy przestrzegają przed pochopnym ocenianiem i wyciąganiem wniosków. Zwłaszcza początkującym zalecają ostrożność i namysł, a także wiele, wiele ćwiczeń.

Aura – kronika Twojego życia

W aurze otaczającej każdą żywą istotę – ludzi, zwierzęta, rośliny – zapisana jest całkowita wiedza o niej. To dlatego jasnowidz może przepowiedzieć przyszłość człowieka, zaglądać w jego przeszłość, a uzdrowiciel odgadnąć, gdzie tkwi choroba. Aura istnieje naprawdę – można ją nawet sfotografować!

Większość osób, które systematycznie oczyszczały czakramy i pracowały z oddechami, wcześniej czy później – i to bez specjalnych ćwiczeń – zacznie postrzegać dookoła kwiatów, roślin, zwierząt, ludzi, a nawet martwych przedmiotów (np. sprzętów) gęsty obłoczek czy otoczkę przypominającą mgłę albo parę wodną. Ci bardziej rozwinięci mogą to zjawisko obserwować w kolorach, inni będą widzieć mleczno-białą lub mleczno-złocistą mgiełkę.
Wokół zdrowego człowieka ta otoczka, zwana aurą, będzie się układać równomiernie i promieniować jasnym światłem. Natomiast chorzy ludzie, chore zwierzęta czy rośliny promieniują aurą nierówną, postrzępioną, w tzw. brudnych czy ciemnych barwach.
Aurę postrzegają nie tylko ludzie, ale i zwierzęta. Jak wykazały badania, psy i koty właśnie po kształcie aury “oceniają” z kim mają do czynienia i bezbłędnie potrafią rozpoznać osobę ciepłą, przyjazną czy też agresywną, mroczną lub chorą.
Podobnie jest z małymi dziećmi, które nie wiadomo dlaczego na widok jednego człowieka reagują “podkówką” lub płaczem, a do innego, dopiero co poznanego, kleją się i uśmiechają. Już starożytni Hindusi twierdzili, że każde dziecko do piątego roku życia widzi aurę, a u wielu to naturalne zjawisko trwa do siódmego roku życia, zaś u niektórych ludzi w ogóle nie zanika i cieszą się tym darem do końca życia. Potwierdzili to również amerykańscy naukowcy badający zjawiska paranormalne. Dlatego nie należy zbywać maluchów wzruszeniem ramion albo karcić i mówić, że plotą bzdury lub zmyślają, kiedy opowiadają, że ten pan czy ta pani ma dookoła głowy wielkie kółeczko, balonik itp.
Wiele osób zajmujących się bioenergoterapią czy parapsychologią wspomina, że od najwcześniejszego dzieciństwa widzieli aurę dookoła ludzi, zwierząt i roślin oraz byli przekonani, że inni też ją widzą. Ci zaś, którzy tę zdolność wraz z dorastaniem utracili – mogą ją odzyskać poprzez oczyszczanie i rozwijanie czakramów, pracę z trzecim okiem czy inne ćwiczenia, które podam w następnym numerze.

Zrób zdjęcie swojej aury

Nawet najwięksi sceptycy mogą się przekonać, że aura nie jest wymysłem nadwrażliwców, że naprawdę istnieje. Rosyjski inżynier Siemion Kirlian, wykorzystując doświadczenia Polaków Jodko-Narkiewicza i Juliana Ochorowicza opracował specjalną technikę fotografowania, która pozwala zarejestrować wydzielane przez ludzi, rośliny, zwierzęta i przedmioty promieniowanie. Skonstruował kamerę, dzięki której “czarno na białym” widać kształt aury. Niemieccy uczeni poszli dalej i opracowali metodę wychwytywania barw układających się dookoła głowy człowieka.
W Polsce badania nad metodą tzw. fotografii kirlianowskiej prowadzi od lat inż. Janusz Wilczewski z Kielc. Do tej pory wykonał ok. 100 tysięcy zdjęć. Dzięki nim bada nie tylko predyspozycje wielu uzdrowicieli, radiestetów, ale twierdzi, że na podstawie fotografii obu dłoni potrafi ocenić obecny i przyszły stan zdrowia człowieka. Dzieje się tak dlatego, że na długo przed wystąpieniem schorzenia otoczka dookoła palców sygnalizuje przyszłe zaburzenia. Wszak ludzkie dłonie zawierają mapę całego organizmu.
Dzięki fotografii kirlianowskiej i analizie aury można się dowiedzieć czy ktoś ma predyspozycje uzdrowicielskie, wróżebne, można badać czy rzeczywiście uzdrowiciel, masażysta bądź podany lek oddziałuje na chorego. Można także zapobiegać rozwinięciu się wielu chorób.
Kielecki psychotronik bada również w ten sposób aurę minerałów oraz rozmaitych talizmanów, amuletów i wszelkiego typu wzmacniaczy energetycznych.
Okazuje się, że wiele w dobrej wierze kupionych i noszonych wisiorków – zamiast pomagać szkodzi, gdyż mają postrzępioną aurę i negatywnie oddziałują na ciało fizyczne oraz tzw. ciała subtelne człowieka.
Fotografia kirlianowska, dzięki zastosowaniu światłoczułej błony, wychwytuje i rejestruje każdy załamany promień biopola. Ten efekt jest już wykorzystywany przez naukę i na Węgrzech fotografię kirlianowską stosuje się w diagnostyce medycznej.

http://www.magiczneroznosci.friko.pl

OOBE – podróże poza ciało

Czym jest OOBE?

OOBE (z angielskiego out of body experiences) są to podróże poza nasze ciało.

Bardzo trudno jest osiągnąć ten stan, jednak jeśli już się uda, możemy poruszać się zupełnie inaczej, niż w rzeczywistości, bo za pomocą myśli. I tak możemy np. “odwiedzić” znajomego mieszkającego w innym mieście, kraju, itd. Mamy wówczas widzenie pod kątem 360 stopni i możemy w dowolnej chwili przenieść się w inne miejsce.

Jak osiągnąć OOBE?

Jest kilka metod osiągania OOBE, jedna z nich to tak zwana metoda transowa. Jest uznawana za jedną z najprostszych, ale i najdłuższych. Mówiąc “najdłuższych”, mam na myśli taką, która pochłania najwięcej czasu. W bardzo dużym skrócie mówiąc, technika ta polega na wprowadzeniu się w trans, co umożliwia opuszczenie ciała fizycznego. Trans nie jest niczym przerażającym, strasznym, czy coś takiego. Nie jest to stan przeznaczony dla mistyków czy innych “nadprzyrodzonych” ludzi. Mówię to, bo termin “trans” zaczął obrastać takimi banialukami. Uważam, że dobrym określeniem tego stanu będzie powiedzenie, że jest to stan między snem a jawą (ciało śpi, a umysł nie) stan oderwania się od fizycznych spraw. Odpowiada to mniej więcej definicji z Encyklopedii Popularnej PWN, która tak mówi o transie: TRANS: Stan podobny do niepełnego snu: obniżona świadomość, słaby kontakt ze światem zew., automat. działanie; występuje np. pod wpływem hipnozy lub samoistnie w histerii.

A teraz o samej metodzie i związanymi z nią zagadnieniami. Jak już wspomniałem technika, ta polega na wprowadzeniu się w trans. Ale jak to osiągnąć? W sumie nie jest to trudne, aczkolwiek może się na początku nie udawać, ale o tym za chwile. Zacznijmy od przygotowania się do przebiegu tej techniki.

Uważam, że najlepiej próby przeprowadzać w nocy, przed snem, kiedy jesteśmy zmęczeni i łatwiej się zrelaksować. Naturalnie jest wtedy taki problem, że po prostu można zasnąć. I to właśnie jest początkowo największą przeszkodą. Niektórzy stosują tą technikiem rankiem, za dnia, a jeszcze niektórzy budzą się w środku nocy i wtedy testują. W sumie u każdego może być inaczej, więc zachęcam do testowania. Powiem jeszcze jedno. Sama zabawa, trening, powtarzanie techniki owocuje.

Nawet jeśli nie osiągniesz od razu OOBE to np. będziesz łatwiej się relaksował albo skutecznie walczył z bezsennością J. Poza tym rozwijają się w człowieku pewne “zdolności”. Nie chcę nic sugerować, bo nie jest to jakoś udowodnione, ale np. znam człowieka, który nabył zdolności jasnowidzenia, po ćwiczeniu OOBE. Sam byłem świadkiem sprawdzania się jego “wizji”. U siebie zauważyłem, że zaczęły się u mnie pojawiać samoistnie LD i to naprawdę ciekawe. Ale wróćmy do samej techniki.

W pokoju, w którym ćwiczysz, powinno być dość ciepło, a Ty najlepiej miej na sobie lekki strój, a jak Ci zimno, możesz przykryć się kołderką lub kocykiem. Zauważyłem, że nie jest to przeszkodą, chyba że będzie Ci za ciepło. Wtedy po prostu traci się komfort…

Można położyć się bądĽ siedzieć w wygodnym fotelu. Richard Webster w “Podróżach astralnych” mówi, że chociaż logiczne są treningi na łóżku (bo podczas snu naturalnie podróżujemy poza ciało), to jednak poleca stosowanie techniki na fotelu. Ja również uważam, że dużo łatwiej coś osiągnąć w wygodnym foteliku, ale rób jak uważasz. Można puścić sobie cichutką muzyczkę w tle, która spełnia dwie funkcje. Po pierwsze – zagłusza dĽwięki niepożądane (np. szczekanie psa, ruch uliczny itd.), po drugie – pomaga się zrelaksować. Ja osobiście polecam twórczość Mike’a Oldfielda, a w szczególności utwór “Tubular Bells”. W pomieszczeniu, w którym ćwiczysz, powinno być w miarę ciemno (albo całkowicie), no i trzeba zrobić tak, by nikt Tobie nie przeszkadzał przez czas ćwiczeń.

A teraz przejdę już (wreszcie! J) do opisu samej techniki.

Leżysz w łóżku lub siedzisz w fotelu,, w tle słyszysz relaksującą muzyczkę. Co teraz? W tej chwili po prostu myśl o jakiejś przyjemnej dla Ciebie rzeczy, by się zrelaksować psychicznie. Jeśli znasz jakąś metodę relaksacyjną możesz ją teraz zastosować. Ja w tym czasie myślę o tych wspaniałych rzeczach, jakie daje OOBE. Ty zrobisz, jak uważasz. Następnie intensywnie wpatruj się w ciemność przed oczami, tak jakbyś chciał w nią wejść, wniknąć. Po pewnym czasie możesz zobaczyć małe, liczne “światełka”.

Co to właściwie jest? Niektórzy uważają, że ma to związek z optyką i ze światłem, a np. Donald de Gracia, badacz OOBE, traktuje je jako bramę do planu astralnego. Jeśli w pogodny dzień spojrzysz w niebo zobaczysz coś podobnego. Są ludzie, którzy widzą je wszędzie i zawsze (np. ja) i może jest to sprawa optyki, ale czasem widoczne są skupienia tych światełek i wokół niektórych ludzi widać różnokolorowe “łuny”. Może jest to jakiś zarodek widzenia aury?

Cokolwiek miałoby to znaczyć, nie pytaj, bo na aurach się kompletnie nie znam i się nimi nie interesuję. Z czasem te “światełka” mogą mieć niesamowite kolory i intensywność, aż w końcu mogą przerodzić się w różne obrazy zwane hypnagogiami. Są to niezależne od naszej woli pejzaże, osoby, zwierzęta, rzeczy itd. Jest to sygnał, że jesteś już blisko. Teraz pomyśl o tym, jak przyjemnie byłoby się unosić, latać. Skup się na tej myśli, pogłębiaj ją.

Teraz trudna sprawa. Podczas takiego myślenia (albo wcześniej) możesz po prostu zasnąć! Nie przejmuj się, jest to naturalny odruch. Chcesz osiągnąć stan między snem a jawą, a to trudno osiągnąć jednej nocy. Ale cóż: praktyka czyni mistrza. Teraz możemy przejść do następnego punktu.

Czy kiedykolwiek, gdy zasypiałeś, miałeś uczucie jakbyś spadał, zsuwał się, może odczułeś jakby większy ciężar ciała? Jestem niemal pewien, że tak. Czy przestraszyłeś się tego? Otóż chcę Ci powiedzieć, że takie uczucie będzie towarzyszyło wychodzeniu z ciała. W miarę pogłębiania relaksu możesz doznać właśnie takich doznań.

Najważniejsze jest, byś się nie przestraszył i przyjął to ze spokojem. Póki się tego nie nauczysz, dalej nie pójdziesz. Kolejną sprawą są wibracje. Najbardziej zaintrygowały one badacza Roberta Monroe’a (o czym możesz poczytać w jego książce “Podróże poza ciałem”). Są to “drgania” ciała o różnych częstotliwościach. Im dłuższy czas będziesz praktykował tą technikę, tym bardziej zgłębisz to zagadnienie. Jest to kwestia dość indywidualna. Ważne jest też wyzbycie strachu przed ciemnością. Mrok (w tym wypadku:-)) jest w porządku.

W pewnym momencie takiego leżenia możesz nagle stracić przytomność, ale tylko na chwilkę. Jak już ją odzyskasz, to najprawdopodobniej będziesz unosić się nad swoim ciałem. I co teraz? Poruszanie się w tym nowym ciele, jak i zachowanie się w nim, jest kompletnie inne niż w normalnym świecie i jest to rzecz nie do opisania. Np. masz tam widoczność 360 stopni! Jak można w ogóle sobie to wyobrazić? I takich rzeczy jest tam od grona. Poruszasz się tam za pomocą myśli.

Jednak w czasie pierwszej podróży doradzam pozostanie w jednym pomieszczeniu i przyzwyczajenie się do nowych warunków.

I nie zrażaj się jeśli za pierwszym, drugim czy dziesiątym razem nie wyjdzie. Zdziwiłbym się, jakby się udało. Na wszystko potrzeba czasu, a wytrwałość i silna motywacja na pewno znacznie przyśpieszą osiągnięcie celu.

Innym sposobem osiągania OOBE jest wirująca przestrzeń magnetyczna. Technika ta polega na przemieszczeniu obrazu mentalnego mającego aspekty wibrującej przestrzeni energetycznej, na ciało fizyczne, które w tym czasie pogrążone jest w stanie relaksu. Efektem końcowym jest eksterioryzacja.

Krokowy opis techniki:

1. Relaksacja. Połóż się i zrelaksuj. Technika, za pomocą jakiej to zrobisz, nie odgrywa tutaj większej roli, ważny jest sam stan: “umysł świadomy, ciało śpiące”, do jakiego musisz się doprowadzić… 2. Wizualizacja. Z zamkniętymi powiekami zwizualizuj sobie obraz mentalnego wiru lub wibrującej (nie mylić z “wirującej”) przestrzeni energetycznej, mającej aspekty trójwymiarowej głębi. Ciemne tło (jak dla mnie) daje najlepsze efekty…

3. Przeistaczanie. Zachowując swój obraz w stanie nienaruszonym (w ciągłym ruchu), przenieś powoli uwagę na ciało fizyczne. Następnie wyobraĽ sobie, jak przestrzeń oplata Twoje ciało fizyczne swoim wibrowaniem, z każdej możliwej strony pobudzając przy tym wibracje ciała fizycznego.

4. Koncentracja. Utrzymaj nie rozproszoną koncentrację z jednoczesnym utrzymaniem (bądĽ pogłębieniem) relaksacji – efekt wibracji (ciała fiz.) powinien pojawić się po około 5 do 15 min. W miarę dalszego utrzymywania tego stanu wibracje zaczną przybierać na sile, co w efekcie końcowym wywoła stan eksterioryzacji.

5. Akceleracja – Aby to (eksterioryzacja) się stało szybciej niż normalnie, należy skoncentrować się (z zachowaniem koncentracji właściwej) na następującym wyobrażeniu: wibrująca przestrzeń, jaką sobie stworzyłeś, w gruncie rzeczy jest energią, która oprócz tego, że wywołuje wibracje (ciała fiz.), może również przemieszczać inne energie. Skup się więc na głębszym odprężeniu i pozwól, by wibrująca przestrzeń jaka oplata Twoje ciało fizyczne (powodując wibracje), poniosła je delikatnym ruchem w górę lub w bok – tu kierunek nie gra roli, czyli wedle upodobań… Z początku może powstać efekt przesuwu krokowego, jaki przemieszcza ciało energetyczne stopniowo, ruchem skokowym (co zależy również od stopnia wibracji…), ale w miarę praktyki i ćwiczeń w tym kierunku, będzie coraz to lepiej. Niemniej jednak ruch skokowy prowadzi do tego samego efektu, jedyny mankament w szybkości z jaką zachodzi właściwe oddzielenie… Aczkolwiek najlepszy z możliwych efektów może pojawić się również już za pierwszym podejściem, przy czym wszystko zależne jest od indywidualnych preferencji…

Kilka uwag:

-Podczas pierwszego wyjścia nie wylatuj poza swoje pomieszczenie mieszkalne.

-Najpierw poćwicz LD (sen świadomy), jakby Ci nie wychodziło. To prostsze.

-Najpierw pomedytuj, żeby poćwiczyć koncentrację, albo poproś kogoś żeby jak coś pomógł ci wyjść z transu (np.poprzez masaż)

www.paranormalium.pl

Przepis, który zabija 500 osób rocznie

W opublikowanym w maju br. artykule pt. “Świetlny przekręt” (http://prawdaxlxpl.wordpress.com/2010/05/14/„swietlny-przekret”/) opisaliśmy jak doszło do wprowadzenia nakazu włączania świateł mijania przez 24 godziny na dobę oraz jakie szkodliwe skutki on powoduje. Ponieważ w efekcie tego artykułu otrzymaliśmy sporo pytań, a nawet zarzutów odnośnie wniosków wynikających z danych statystycznych, w niniejszym artykule prezentujemy analizę statystyczną, która udowadnia, że nakaz ten jest przyczyną śmierci w wypadkach drogowych 500 osób rocznie.

Dla przypomnienia: tak wyglądają wykresy liczby wypadków, zabitych i rannych z estymowanymi ich wielkościami po roku 2006 w sytuacji, gdyby nie wprowadzono nakazu włączania świateł w dzień w 2007 r.:

http://img696.imageshack.us/img696/9019/wykresdadrl.png

Często pada zarzut ze strony osób popierających nakaz jazdy na światłach, że liczba wypadków w 2007 r. wzrosła, ponieważ wzrosła liczba samochodów. Inni z kolei twierdzą, że nie można oszacować liczby wypadków, zabitych i rannych w sytuacji, gdyby nie wprowadzono nakazu. Zdarzają się również tacy, którzy uważają, że spadek liczby wypadków, zabitych i rannych w 2009 r. jest potwierdzeniem pozytywnego wpływu nakazu na bezpieczeństwo. Na szczęście statystyka daje narzędzia, przy pomocy których można obalić te mity, a których zastosowanie postaramy się przedstawić na poniższym przykładzie.

Oto dane liczbowe przedstawiające liczbę wypadków, zabitych i rannych oraz liczbę zarejestrowanych samochodów w latach 1999-2006, a więc przed wprowadzeniem nakazu:

http://img100.imageshack.us/img100/2213/wykres1.jpg

I wykresy:

http://img266.imageshack.us/img266/957/wykres2.jpg

Oczywiście liczba zarejestrowanych pojazdów nie oznacza liczby pojazdów jeżdżących obecnie po drogach, ale w obliczu braku innych danych, takie uproszczenie należy przyjąć do dalszych obliczeń. Jest to jedyna wielkość na wykresie nie zależna od czynników wpływających na bezpieczeństwo ruchu drogowegot, a więc nie podlega ona badaniu (inaczej mówiąc, liczba samochodów nie zależy od tego, czy wprowadzono nakaz jazdy na światłach czy też nie lub czy wprowadzono wyższe kary za przekraczanie dozwolonej prędkości). Natomiast wielkość ta niewątpliwie wpływa na bezpieczeństwo ruchu drogowego (np. na liczbę wypadków), podobnie jak bardzo wiele innych czynników, takich jak: pogoda, stan dróg, liczba fotoradarów, wysokość mandatów itd.

W idealnym świecie, przy założeniu, że czynniki te zmieniają się w sposób ciągły (np. systematycznie wzrasta liczba kilometrów dróg ekspresowych, stale zmniejsza się liczba starych, niesprawnych samochodów, zwiększa się bezpieczeństwo samochodów je zastępujących itp.) oraz założeniu, że w badanym okresie nie pojawił się żaden nowy czynnik, wielkości te powinny dać się opisać prostą funkcją matematyczną – liniową, wykładniczą, logarytmiczną czy potęgową.

Niestety nie żyjemy w świecie idealnym i tak wiele różnych czynników działających jednocześnie powoduje oczywiście pewne odchylenia od spodziewanych wyników w analizowanych latach, np. bardzo surowa zima zmniejsza liczbę wypadków w danym roku, ale przy tym inny czynnik (np. pogodne lato) może spowodować jej zwiększenie. Dlatego też część nietypowych zmian danej wielkości spowodowanych różnymi czynnikami niweluje się i mimo wszystko w analizowanych danych można zaobserwować trend wzrostowy lub malejący, nie dający się jednak opisać prostą funkcją matematyczną. Można jednak stworzyć taką funkcję, która w jak największym przybliżeniu oddaje przebieg zmian danej wielkości w czasie. Metoda ta w statystyce nosi nazwę regresji.

Na poprzednim wykresie możemy zaobserwować, że wielkość “liczba wypadków drogowych na tysiąc pojazdów” jest w pewnym przybliżeniu funkcją liniową. Możemy zatem z dużym prawdopodobieństwem założyć, że w idealnym świecie byłaby to linia prosta, obrazująca systematyczną poprawę bezpieczeństwa ruchu drogowego w analizowanym okresie.

Za pomocą metody regresji liniowej możemy więc wyznaczyć funkcję opisującą “współczynnik bezpieczeństwa” (czyli liczbę wypadków na tysiąc pojazdów) w idealnych warunkach. W obliczeniach bierzemy pod uwagę tylko lata 1999-2006, ponieważ wiemy, że w 2007 r. wprowadzono nakaz jazdy na światłach, który mógł spowodować zaburzenie przebiegu tej funkcji.
Nie będziemy tutaj wyjaśniać szczegółowo metody regresji liniowej, gdyż jest ona dobrze opisana w literaturze dotyczącej statystyki.
Po obliczeniach otrzymujemy funkcję: f(x)=-0,23x+4,41


http://img220.imageshack.us/img220/6225/wykres3.jpg

Następnie za pomocą powyższej funkcji wyznaczamy przewidywaną liczbę wypadków na tysiąc pojazdów w “brakujących” latach 2007-2009. W ten sposób znamy wartość “współczynnika wypadkowości” w całym analizowanym okresie 1999-2009 (w warunkach idealnych).

 

http://img508.imageshack.us/img508/4213/wykres4.jpg

Przedstawiamy go na wykresie, wraz z wykresem liczby wypadków na tysiąc pojazdów wynikającego z rzeczywistych danych o liczbie wypadków i pojazdów:

http://img607.imageshack.us/img607/7324/wykres5.jpg

Znamy również rzeczywiste dane dotyczące liczby zarejestrowanych pojazdów w analizowanych latach, a więc możemy dla nich obliczyć przewidywaną liczbę wypadków w warunkach idealnych, również w latach 2007-2009, jako iloczyn liczby pojazdów i liczby wypadków na tysiąc pojazdów w danym roku w warunkach idealnych, czyli otrzymanej za pomocą metody regresji.

http://img530.imageshack.us/img530/3341/wykres6.jpg

Z wyliczonych danych otrzymujemy wykres. Na tym samym diagramie nanosimy również wykres rzeczywistej, znanej również dla lat 2007-2009, liczby wypadków:

http://img176.imageshack.us/img176/5710/wykres7.jpg

 

Jak widać, wykresy wykonane na podstawie danych idealnych i rzeczywistych znacząco różnią się w latach 2007-2009, natomiast w pozostałym okresie ich przebiegi pokrywają się z pewnym przybliżeniem. Zakładając, że wszystkie czynniki wpływające na bezpieczeństwo ruch drogowego zmieniały się w miarę równomiernie (a nie ma podstaw, aby sądzić inaczej), jedynym wytłumaczeniem takiego stanu rzeczy jest pojawienie się nowego czynnika w 2007 r. Takim czynnikiem był niewątpliwie nakaz jazdy z włączonymi światłami przez całą dobę, wprowadzony właśnie na początku 2007 r.

Z analizy wynika, że tylko w 2007 r. wydarzyło się o prawie 4 tys. wypadków więcej niż wynikałoby to z analizy trendu (nawet z uwzględnieniem wzrostu liczby pojazdów), w których zginęło o prawie 500 osób więcej. Oczywiście cały czas od 2007 r. wielkości te są wyższe niż wynikałoby to z obliczeń dla poszczególnych lat.
Spadek liczby wypadków, zabitych i rannych w 2009 r. jest tylko potwierdzeniem malejącego trendu, który miał miejsce na długo przed wprowadzeniem nakazu, a który został zakłócony w 2007 r. (roku wprowadzenia nakazu). Innymi słowy, bez wprowadzenia nakazu jazdy na światłach liczba wypadków, zabitych i rannych w 2009 r. również by spadła, tylko bardziej.

Z powodu nakazu jazdy na światłach ginie więc około 500 osób rocznie!

W powyższym przykładzie przedstawiono metodę analizy opartą na liczbie wypadków na tysiąc pojazdów, ale podobną analizę można przeprowadzić również dla liczby zabitych i rannych i da ona podobne rezultaty, co zostało przedstawione na pierwszym wykresie.

Niektórzy zwolennicy świecenia w dzień twierdzą, że powinno analizować się tylko dane z miesięcy, w których nie obowiązywał nakaz oraz tylko wypadki w dzień. Nic bardziej mylnego, ponieważ, po pierwsze – nakaz włączania świateł w dzień ma również wpływ zarówno na wypadki w zimie, jak i w nocy (m.in. z powodu efektu Peltzmana, przepalonych żarówek czy zużytych reflektorów), a po drugie – im większa próba statystyczna, tym mniejszy margines błędu.

Należy wyraźnie podkreślić, że podobna analiza nie została przeprowadzona przez Instytut Transportu Samochodowego, któremu rząd zlecił opracowanie raportu na temat wpływu nakazu włączania świateł na bezpieczeństwo. Wnioski ITS ograniczyły się do stwierdzenia, że nakaz jest korzystny, ponieważ w nocy liczba wypadków wzrosła bardziej niż w dzień, a w 2009 r. liczba wypadków spadła w stosunku do 2006 r. Czy to można nazwać rzetelną analizą? To pytanie pozostawiamy bez odpowiedzi.

Więcej informacji można znaleźć na stronie stowarzyszenia Drivers Against Daytime Running Lights – http://dadrl.pl

Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.

Join 139 other followers